rozwińzwiń

Obrazy Włoch: Sycylia i Apulia

Okładka książki Obrazy Włoch: Sycylia i Apulia autora Paweł Muratow, 9788360046715
Okładka książki Obrazy Włoch: Sycylia i Apulia
Paweł Muratow Wydawnictwo: Wydawnictwo Zeszytów Literackich Seria: Podróże publicystyka literacka, eseje
200 str. 3 godz. 20 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Seria:
Podróże
Data wydania:
2013-05-01
Data 1. wyd. pol.:
2013-05-01
Liczba stron:
200
Czas czytania
3 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788360046715
Tłumacz:
Paweł Hertz
Średnia ocen

7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Obrazy Włoch: Sycylia i Apulia w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Obrazy Włoch: Sycylia i Apulia

Średnia ocen
7,5 / 10
16 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Obrazy Włoch: Sycylia i Apulia

Sortuj:
avatar
397
268

Na półkach: , ,

Kiedy zobaczyłem na okładce książki Pawła Muratowa „Obrazy Włoch. Sycylia i Apulia” zdjęcie zamku Castel del Monte, sięgnąłem natychmiast do dwutomowego wydania „Obrazów Włoch”, aby odszukać w nim fragment poświęcony Apulii. Tak jak podpowiadała mi moja pamięć, rozdziału o Apulii w tej książce nie było. Skąd więc zdjęcie apulijskiego zamku w wydawanym przez „Zeszyty Literackie” tomiku?

Aby wyjaśnić tajemnicę udałem się do księgarni i zacząłem przeglądać spis rzeczy interesującej mnie książki i znalazłem w niej rozdział zatytułowany „Apulia”. Pełne wyjaśnienie zagadki znalazłem dopiero na stronie ze stopką. Otóż wchodzące w skład tomiku szkice Pawła Muratowa o Lacjum, Neapolu i Sycylii, stanowią część jego dzieła Obrazy Włoch, natomiast szkic Podróż do Apulii (pierwodruk: „Sowriemiennyje zapiski” 1925, t. 25) nie zostały włączone przez Autora do Obrazów Włoch.

Tak więc, pomimo, że posiadałem pełne wydanie Obrazów Włoch, skusiłem się też na zakup książki uzupełnionej o pominięty przez Muratowa fragment. I było warto. Nie tylko, ze względu na opisy miejsc, które odwiedziłem albo chciałem odwiedzić, ale również na perełki opisujące podróż motocyklem przez Apulię. Posmakujmy:

Wjeżdżamy na szeroką szosę. Prowadzący przygląda się jej z zadowoleniem. Kiedy trafi mu się lepsza okazja wypróbowania motocykla! Jedzie coraz szybciej, pochyla się ku nam z siodełka, wołając: „Sto!”. Ale i tak wiemy, że to sto kilometrów na godzinę: powietrze staje przed nami niby jednolita elastyczna ściana. Doznajemy jego żywiołu jak pływak żywiołu wody. To już nie jazda po ziemi, lecz lot w przestrzeni, przy tej szybkości koła nie wyczuwają nierówności i niewielkich dziur. Ale biada, gdyby trafiła się na naszej drodze kupa gruzu, gdyby kierownica odmówiła posłuszeństwa czy też motocykl uległ jakiemuś kaprysowi…

(P. Muratow, Obrazy Włoch. Sycylia i Apulia, Zeszyty Literackie, Warszawa 2013, s. 133)

Możemy się więc przekonać, że ponad czterdziestoletni wówczas Paweł Muratow potrafi pisać nie tylko o architekturze i sztuce. Chociaż to właśnie zabytki architektury i sztuki są głównymi bohaterami szkiców Autora.

Rosyjski historyk sztuki i tłumacz, który od 1922 roku żył na emigracji, zabiera nas w podróż po Apulii pokazując między innymi Lucerę, w której Fryderyk II osadził sześćdziesiąt tysięcy Arabów, pole bitwy pod Kannami, Barlettę z jej kolosem, wspaniały zamek Fryderyka II – Castel del Monte oraz stolicę Apulii – Bari.

Co ciekawe, pisząc o nowym i starym Bari, Muratow używa określenia nowe Bari mając na myśli miasto, które „ma nieco więcej niż sto lat, zaczęło bowiem budować się w krótkie i dla Południa Włoch szczęśliwe lata panowania Murata”. Kiedy ja przyjechałem w tym roku do Bari, to dla mnie nowe były budynki z okresu racjonalizmu, budowane w latach dyktatury Mussoliniego.

Wchodząc do bazyliki św. Mikołaja w Bari, Muratow zastaje pusty kościół. Zastanawia się: „gdzie pielgrzymi, gdzie rosyjscy pątnicy, gdzie pobożni Słowianie z przeciwległego brzegu Adriatyku?”. Sam, jako emigrant, pewnie wiedział, że rosyjscy pątnicy znaleźli się w granicach Związku Sowieckiego, skąd podróżować, a zwłaszcza pielgrzymować do miejsc świętych nie było wolno, chyba, że wyznawało się jedynie słuszną religię komunistyczną. Ale to już całkiem inna historia…

Kiedy zobaczyłem na okładce książki Pawła Muratowa „Obrazy Włoch. Sycylia i Apulia” zdjęcie zamku Castel del Monte, sięgnąłem natychmiast do dwutomowego wydania „Obrazów Włoch”, aby odszukać w nim fragment poświęcony Apulii. Tak jak podpowiadała mi moja pamięć, rozdziału o Apulii w tej książce nie było. Skąd więc zdjęcie apulijskiego zamku w wydawanym przez „Zeszyty...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
746
53

Na półkach: ,

Subiektywny zapis podróży. Nostalgiczny, wysmakowany... Zaczynałam czytać od Sycylii będąc akurat na miejscu. Po powrocie z wakacji dokończyam lekturę dając się autorowi prowadzić przez Lacjum, Neapol i Apulię i natychmiast nabrałam ochoty na powrót do Włoch i podążenie jego śladem. Póki co zamówiłam kolejne zapiski z wędrówki, tym razem przez Umbrię, Toskanię, Mediolan i Weronę.

Subiektywny zapis podróży. Nostalgiczny, wysmakowany... Zaczynałam czytać od Sycylii będąc akurat na miejscu. Po powrocie z wakacji dokończyam lekturę dając się autorowi prowadzić przez Lacjum, Neapol i Apulię i natychmiast nabrałam ochoty na powrót do Włoch i podążenie jego śladem. Póki co zamówiłam kolejne zapiski z wędrówki, tym razem przez Umbrię, Toskanię, Mediolan i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

114 użytkowników ma tytuł Obrazy Włoch: Sycylia i Apulia na półkach głównych
  • 87
  • 27
28 użytkowników ma tytuł Obrazy Włoch: Sycylia i Apulia na półkach dodatkowych
  • 15
  • 4
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Obrazy Włoch: Sycylia i Apulia

Inne książki autora

Paweł Muratow
Paweł Muratow
Paweł Pawłowicz Muratow, ros. Павел Павлович Муратов - rosyjski pisarz, podróżnik, krytyk i historyk sztuki. Otrzymał wykształcenie w petersburskim Korpusie Kadetów, w latach 1904-1905 odbył służbę wojskową. Podróżował po Europie, w latach 1906-1914 pracował w muzeum, przyjaźnił się z młodym pokoleniem artystów i intelektualistów rosyjskich. Brał udział w I wojnie światowej, za co został odznaczony orderami. Po wojnie wrócił do swych zainteresowań artystycznych. Założył Towarzystwo Badań Włoskich (wł. Studio Italiano),gdzie były organizowane wykłady z udziałem znanych pisarzy i historyków kultury (m.in. wiosną 1921 miał tu swoje ostatnie wystąpienie Aleksandr Błok). Brał udział także w działalności Komitetu Pomocy Głodującym, za co w 1921 został aresztowany razem z Borysem Zajcewem i innymi członkami Komitetu. Wskutek nasilającego się terroru wyjechał z Rosji, początkowo do Niemiec, w 1923 osielił się w Rzymie, 1927 przeprowadził się do Paryża, gdzie m.in. był członkiem założycielem paryskiego towarzystwa "Ikona". Przed wybuchem II wojny światowej wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie przygotowywał m.in. monografię o działaniach wojennych na froncie radziecko-niemieckim oraz o historii wojen na Kaukazie w XIX wieku. Na krótko przed śmiercią przeniósł się do Irlandii, gdzie zmarł na zawał serca. Najbardziej znanym dziełem Muratowa jest jego dwutomowa książka będąca owocem podróży autora po Włoszech, zatytułowana pt. Obrazy Włoch (wyd. w Berlinie w latach 1911, 1912, 1924). Autor z erudycją polihistora opisuje miejsca, dzieła sztuki, mistyczne nastroje kultury włoskiej i stara się określić jej znaczenie w historii Europy. Oprócz tego pisał powieści historyczne i występował jako krytyk sztuki. Dzieła Muratowa nie doczekały się większych opracowań i rozgłosu, jednak uważane były przez wielu ludzi sztuki za pierwszorzędne. Berlińskie "Obrazy Włoch" odkryte przez Karola Szymanowskiego, stały się jedną z najważniejszych lektur polskich teoretyków sztuki i pisarzy, jak na przykład jego kuzyna, Jarosława Iwaszkiewicza, czy późniejszego tłumacza Muratowa na polski- Pawła Hertza.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pamięć Włoch Wojciech Karpiński
Pamięć Włoch
Wojciech Karpiński
Tom esejów podróżniczych dotyczących Italii a napisanych jeszcze na przełomie latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych minionego stulecia, przed erą masowej turystyki, selfies i przechwalania się w mediach społecznościowych. Autor prowadzi nas od góry cholewki (Wenecja) do czubka (Sycylia) włoskiego buta, zwracając uwagę czytelników na obiekty, miejsca i wydarzenia związane z poszczególnymi miastami, miejscowościami czy regionami. Jeśli chodzi o chronologię, to Wojciech Karpiński swobodnie przeskakuje ze starożytności do XIX wieku, by powrócić do baroku a następnie zagłębić się w średniowiecze. Widzimy wraz z nim ruiny rzymskich świątyń, raweńskich mozaik, mistrzów renesansu czy Piranesiego. Gibelinom i gwelfom towarzyszą Ostrogoci, Macchiavellemu Zygmunt Krasiński czy Andrea Caffi Rzymowi, Florencji czy Sycylii towarzyszą mniej znane i omijane w przewodnikach czy wycieczkach zorganizowanych Perugia czy Ferrara bądź … cmentarz protestancki (z kwaterą prawosławną) w Rzymie. A więc miejsca nieznane popkulturze, ale warte odwiedzenia lub chociażby przeczytania o nich, z których każde miało swoje pięć minut w historii, pięknie przedstawione przez autora. Dziś, gdy przewodniki zawierają głównie informacje praktyczne, nikt nie chce czytać tekstów dłuższych niż pół strony warto powrócić do nie tak odległych czasów, kiedy to ludzie do atrakcyjnych turystycznie miejsc podróżowali rzadziej dłużej, przeważnie raz życiu. Lekko razi tendencja do opisywania dzieł sztuki bez ich zdjęć, ale wynagradzają to dołączone do opisu ciekawe historie nieznane w internecie i przewodnikach. Książka zdecydowanie ciekawsze od „Drogi do Sieny”, ale mniej od „Barbarzyńcy w ogrodzie”.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na79 miesięcy temu
Rzymska komedia Jarosław Mikołajewski
Rzymska komedia
Jarosław Mikołajewski
Tytuł tej niezwykłej książki sugeruje związki z „Boską komedią” i nie jest to tylko erudycyjna gra, która ma przyciągnąć spojrzenia osób bardziej wyrobionych literacko. Dzieło Dantego pełni tu rolę kluczową, jest wzorcem i punktem odniesienia. Stanowi konstrukcyjne i duchowe centrum tej opowieści. Autor przedstawił swoją wersję podróży przez kręgi piekielne, zanurzył się w czyśćcu i raju, przy czym wszystkie te sfery odnalazł w jednym miejscu, w Rzymie. We wstępie do książki wspomina, że o Wiecznym Mieście powiedziano już niemal wszystko, a czasy nie sprzyjają encyklopedycznym opowieściom, które tak cenne były w latach odległych od szybkiego druku i internetu. Wtedy wspaniale sprawdzały się dzieła Muratowa, Gregoroviusa czy Kremera, tak długie, jak długie były same podróże; i tak samo jak owe wojaże szczegółowe i usystematyzowane. Dziś nie trzeba już opisywać świata, szczególnie tego, który niemal każdy może osobiście poznać. Nawet jeśli staromodne opisy wciąż pozostają urokliwe, współczesność wymaga od nas innej metody. Jarosław Mikołajewski przechadza się po Rzymie z „Boską komedią” w dłoni. I włoską stolicę, i arcydzieło Dantego zna doskonale, może więc sobie pozwolić na porównania i odniesienia nieoczywiste, zaskakujące, zapierające dech w piersiach. Nie bez znaczenia jest również to, że autor sam jest poetą. Patrzy na Rzym czasem bardzo dosłownie, czasem metaforycznie. Podąża zaułkami, zagląda na podwórka, przytacza historie z dawnych lat i te całkiem bliskie, które pamiętamy jeszcze z gazet. Kogóż tam nie ma na trasie rzymskich wędrówek… Wraca bliski sercu autora Pier Paolo Pasolini, są najwięksi swych czasów – Caravaggio, Bernini czy Boromini, ale nie brak też mniej znanych grzeszników i dobroczyńców, artystów i władców, pięknych miłości i skrywanych zbrodni, uczuć namiętnych i występnych. Jest piekło, czyściec i raj. Jest wszystko. To nie jest lektura dla leniwych i nieciekawych świata. Aby ją zrozumieć, wypada mieć sporo wiedzy, choć podążanie za autorem, bez całego zaplecza w postaci przeczytanych ksiąg i obejrzanych dzieł, też wydaje się warte zaryzykowania. Jarosław Mikołajewski jest przewodnikiem cierpliwym i mądrym, zatacza kręgi, powraca do swych opowieści, pozwala oswoić się z postaciami, podpowiada kierunki dalszej wędrówki. Można tę książkę smakować w długie jesienne i zimowe wieczory, pozwalając włoskiemu światłu, by rozświetlało mrok polskiej północy. Można wejść w opowieści głębiej i doczytywać samemu. Można też przeczytać, a potem wyruszyć w rzymskie dzielnice w poszukiwaniu domów, kościołów i śladów ludzi opisanych w „Rzymskiej komedii”. Każdy sposób jest dobry. Ale najpierw trzeba odbyć tę wędrówkę z Mikołajewskim i Dantem…
Italianki_pl - awatar Italianki_pl
ocenił na74 lata temu
Książki i ludzie: Rozmowy Barbary N. Łopieńskiej Barbara Łopieńska
Książki i ludzie: Rozmowy Barbary N. Łopieńskiej
Barbara Łopieńska
Rozmowy o książkach, tych z dedykacjami i tych bez dedykacji, tych skazanych na zesłanie do piwnicy i tych z nocnego stolika, poezji i prozie, fascynacjach literackich i nawykach czytelniczych, ulubionych księgarniach i ulubionych kawiarniach, sporze o Manna i Prousta, także o tym, że „w pewnym wieku człowiek już wie, czego szuka - szuka potwierdzenia i pogłębienia swoich spostrzeżeń.” Książka wielu wzruszeń, nie tylko dlatego, że większość z rozmówców, również autorka, odeszła już z doczesności do wieczności, również dlatego, że bohaterowie nie gonią za wydawniczymi nowościami, cenią klasyków i ponadczasowe wartości. Paweł Hertz, 1918-2001, pisarz, tłumacz i wydawca, zachwala poufny dziennik Bretończyka: „Mam jeszcze pod ręką „Pamiętniki zza grobu” Chateaubrianda. Czytam sobie, po kilka rozdziałów, i za każdym razem jest to olśniewające.” Marian Brandys, 1912-1998, prozaik i reportażysta, autor spostrzeżenia „nie jest trudno odróżnić dobrą literaturę od złej, dużo trudniej jest odróżnić dobrą literaturę od pozornie dobrej” rozmowę kończy żartobliwym tonem: „Na grypę najlepszy jest Prus.” W rozmowie „Warsztat musi być czynny” Ryszard Kapuściński, 1932-2007, polski reportażysta publicysta i fotograf, autor uwielbianego przeze mnie zwrotu „szarża na szkatułę”, do odszukania w powieści „Cesarz”, podkreśla znaczenie literatury nasyconej głęboką refleksją. „Ważna na świecie literatura jest nasycona refleksją, rozważaniem, zamyśleniem. Bo na świecie są dwa typy czytelnika: czytelnik literatury masowej - przedłużenia serialu telewizyjnego, który jak nie może z przyczyn technicznych oglądać serialu, sięga po książkę - i czytelnik wysmakowany, wdzięczny, którego bawi refleksja nad światem.” Książka wydana w roku 1998.
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na81 rok temu
Dziennik amerykański Julia Hartwig
Dziennik amerykański
Julia Hartwig
Chciałbym napisać, że Julii Hartwig nikomu nie trzeba przedstawiać, ale podejrzewam, że nie byłaby to prawda. Ta nieżyjąca już polska poetka, tłumaczka i eseistka, honorowy prezes Stowarzyszenia Literatów Polskich, niemal całe życie spędziła w Warszawie. Tylko kilkukrotnie opuściła na dłużej nasz kraj. Zaraz po wojnie spędziła trzy lata na stypendium we Francji, zaś w latach 1970-74 bawiła w Stanach Zjednoczonych, gdzie między innymi wykładała na Uniwersytecie Drake’a. Dziennik amerykański po raz pierwszy opublikowała w 1980 roku. Zawarła w nim część swoich wspomnień z pobytu w Stony Brook na Long Island. Początek lat siedemdziesiątych był ciekawym okresem, nastąpił tuż po burzliwych latach sześćdziesiątych. Rewolucja dzieci kwiatów skończyła się tak szybko, jak się zaczęła. Wojna w Wietnamie powoli dogasała i prawie nikt nie miał już wątpliwości, że była błędem. Prezydent Kennedy już nie żył, podobnie jak jego brat. Nie było też Martina Luthera Kinga, a zamieszany w aferę Watergate konserwatywny prezydent Nixon powoli żegnał się z urzędem. Można było odnieść wrażenie, że cała ważna historia już się zakończyła i nadchodzi okres prostego, spokojnego życia. I o tym prostym, spokojnym życiu Hartwig pisze. A pisze przede wszystkim o Amerykanach. Ucieka przy tym od polityki, od porównań systemów gospodarczych, od codzienności sklepów czy wykładów. Skupia się natomiast na notowaniu swoich obserwacji. Na poznanych ludziach, wykładowcach uniwersyteckich i studentach, na swoich sąsiadach oraz znajomych córki, Danieli. Zwraca uwagę na ich zwyczaje i zachowania, na modę, poglądy na życie. Obserwuje rosnącą świadomość czarnoskórych obywateli, ich coraz większe oczekiwania względem białej większości. Wspomina również o samym Nowym Jorku, jego atrakcjach, ale i niebezpieczeństwach. O rosnącej przestępczości. Przypadkowe spotkania z listonoszem, obwoźnym sprzedawcą, ogrodnikiem czy sklepikarzem są dla Hartwig pretekstem do szerszego spojrzenia na społeczeństwo, ale nie tylko, bo również historię kraju, jego kulturę (Emily Dickinson),niedostatki systemu edukacji. Także na ruchy społeczne, wszechobecne stowarzyszenia feministek czy grupy gospodyń domowych. Wreszcie na piękno przyrody i architektury. Jest więc w Dzienniku amerykańskim wszystko. I to wszystko składa się na obraz ówczesnej Ameryki. Świetnie napisany, taktownie i z humorem, naprawdę ciekawy. Często zaskakująco aktualny… Więcej recenzji: https://zdalaodpolityki.pl/category/ksiazka/
Michał Zacharzewski - awatar Michał Zacharzewski
ocenił na75 lat temu
Mistrz z Delft Zbigniew Herbert
Mistrz z Delft
Zbigniew Herbert
„Do Wysokiej Dyrekcji Alianckiego Więzienia Wobec pożałowania godnych wypadków, jakie ostatnio miały miejsce, a mianowicie przywłaszczenia własności osobistej skazanych (skarpetki i rękawiczki) należy niezwłocznie wydać więźniom: 1) igłę do szycia, 2) stosowne ilości włóczki czarnej i białej, 3) wszyscy bez wyjątku, powinni wyszyć na swoich rzeczach numery lub monogramy. W ten sposób uniknie się nieporozumień, które źle wpływają na morale więźniów oraz przyczyni się do utrzymania niezbędnego ładu. Podpisano: Numer Dwa. Data.” Fragment „Porządek świata” (s.124) Zbigniew Herbert, Mistrz z Delft i inne utwory odnalezione. Oprac. Barbara Toruńczyk, współpraca Henryk Citko. Zeszyty Literackie. Warszawa 2008. W zacytowanych Zeszytach Literackich Czytelnik znajdzie: • Szkice. • Wiersze, prozę poetycką. • Prywatną historię świata. • Herberta o swoich wierszach. • Charaktery. Znakomity zbiór tekstów poety. Każdy szkic: od „Leniwego języka” przez „Porządek świata” (cyt. powyżej) do „Próby rozwiązania mitologii”; każdy zacytowany wiersz: od „Nauki” począwszy przez „ Praktyczne” [przypisy na wypadek katastrofy] do „Opisu króla” ma swój ciężar gatunkowy: „Na szczytach schodów” „czasem nam się marzy że ci ze szczytu schodów zejdą nisko to znaczy do nas gdy nad gazetą żujemy chleb i rzekną - a teraz pomówmy jak człowiek z człowiekiem”(…) s. 154. „Praktyczne” „(…) Trzymać się mocno obwodu zewnętrznego. Głowę nosić nisko. Mieć stale wolne obie ręce. Pielęgnować mięśnie nóg”. (s.150) Pobieżna lektura nie wchodzi w grę (nie w przypadku Herberta). Każdy tekst wymaga… Są też Przypisy: Jak przeczytamy na s. 190, rzecz dotyczy teki Vermeera: znajdowały się w niej różnojęzyczne materiały do eseju, notatki, własnoręczne rysunki postaci z obrazów Vermeera, z paletą barw, pocztówki oraz kopie maszynopisu (z nieukończonym szkicem z lat 1976-86). Okładka książki przedstawia obraz J. Vermeera Widok Delft (fragment). O malarzu napisze poeta: „Był malarzem ciszy i światła. Światło zostało w jego obrazach. Reszta jest milczeniem.” 10/10 Zob. także: opracowanie Aleksandry Burby, ZUR ZEIT IN BERLIN, Wyd. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Wyd. I. Kraków2019. Myśl Herberta – poety, eseisty – niezwykle przenikliwa i jednocześnie aktualna.
zoe - awatar zoe
ocenił na102 miesiące temu
Pensjonat pamięci Tony Judt
Pensjonat pamięci
Tony Judt
Chory na stwardnienie zanikowe boczne, „nieuleczalną degeneracyjną chorobę, na którą niedługo umrze”, nieodwołalnie przykuty do łóżka i fotela inwalidzkiego, „w warunkach niecodziennych ograniczeń narzuconych przez ciało, które stało się więzieniem”, będący w stanie, który będzie się już tylko pogarszał, zdany na „różnych mechanicznych bądź ludzkich pośredników”, jeden z najwybitniejszych historyków naszych czasów Tony Judt pisze książkę, która jest pochwałą życia i kultury. Jak tego dokonuje? Aby przetrwać ciągnące się w nieskończoność bezsenne noce, unieruchomiony, niemogący samodzielnie wykonać jakiegokolwiek ruchu pisarz oddaje się swoistym umysłowym ćwiczeniom: „przeglądam swoje życie, myśli, fantazje, wspomnienia, także te niedokładnie zapamiętane, aż natrafię na wydarzenia, ludzi czy opowieści, za pomocą których mogę oderwać umysł od ciała, w którym jest unieruchomiony”. Z czasem te motywowane czysto praktycznymi względami zabiegi przekształcają się w projekt o wiele bardziej ambitny: „Po kilku miesiącach choroby zdałem sobie sprawę, że nocą układam w głowie całe historie”. Aby móc „odtworzyć następnego dnia te na wpół zapisane szlaki” sięga po mnemotechniczne metody stosowane przez myślicieli i podróżników z początków ery nowożytnej, którzy dla gromadzenia i przypominania sobie szczegółów i opisów wznosili w swoich umysłach „pałace pamięci”. Judt nie miał jednak ochoty na wznoszenie w głowie pałaców. Te prawdziwe zawsze kojarzyły mu się z „jakąś dekadencją”. „Ale jeśli nie pałac, to może chociaż pensjonat pamięci”? Ten pensjonat to przywołany z przeszłości „mały pensione, rodzinny hotelik w niemodnej miejscowości Chesières u podnóża bogatego kurortu narciarskiego Villars we francuskojęzycznej części Szwajcarii”, w którym autor z rodzicami i wujem spędzał zimowe wakacje „chyba w 1957 albo 1958 roku”. Jego dobrze zapamiętane wnętrze posłużyło mu za swoisty magazyn, archiwum czy też teren, w którym wyznaczana była marszruta dla pojawiających się w głowie narracji. Cała recenzja tutaj 👇 innelektury.pl/judt-pensjonat-pamieci
Grzegorz Tomicki - awatar Grzegorz Tomicki
ocenił na85 miesięcy temu
Nowe lektury nadobowiązkowe 1997-2002 Wisława Szymborska
Nowe lektury nadobowiązkowe 1997-2002
Wisława Szymborska
Lakoniczność - ujmująca całą rzecz samą w sobie – należy do najtrudniejszych wyzwań w sztuce pisania. Szymborska posiadła ją w stopniu doskonałym, o czym w jej prozie świadczy ten pozornie skromny zbiorek. Po lekturze czegoś tak wspaniałego aż się odechciewa przystępować do pisania recenzji jakiejkolwiek książki. Ale z drugiej strony, skoro grafomania polega na przymusie pisania czegokolwiek, to z lubością sam siebie nieco pognębię… Być może nie jest przesadnie trudno sporządzać opinie nt. przeczytanych książek, streszczać fabułę, wymieniać ich wady i zalety, cytować pyszniejsze fragmenty, a nawet zdobywać się na uogólnione stwierdzenia plasujące daną pozycję w jakimś tam kontekście kulturowym. Ale oddać jakąś lekturę, zwłaszcza nieoczywistą w przypadku noblistki, w pełnym dobrotliwej ironii króciutkim a brylantowym mini-eseju, czemu towarzyszy odwołanie się do własnej olbrzymiej wiedzy, oczytania, inteligencji, wreszcie życiowego doświadczenia – to potrafią jedynie Wielcy. No i do tego styl, czyli człowiek… Najważniejszy cytat z tej książki w 100 proc. oddaje moje upodobania czytelnicze: „Nie wiem, skąd się wzięło idiotyczne przekonanie, że na urlopy trzeba brać książki ‘lekkie’. Ależ przeciwnie: te ‘lekkie’ czyta się – jeżeli w ogóle się coś czyta – przed zaśnięciem, po pracy zawodowej i domowej, kiedy trudno już o skupienie, jakiego wymagają książki wybitniejsze”. Ponadto Wisława z pewnością byłaby członkiem Klubu Wiedzy Zbytecznej, założonego przez mojego ulubionego Jana Gondowicza. Np. gdy pisze o neandertalczykach, nie omieszka poinformować nieświadomego tego faktu piszącego to homo sapiens, że nazwa doliny Neandertal pochodzi od 17- wiecznego poety Josepha Neumanna, który przybrał przydomek Neander (grecki odpowiednik jego nazwiska). Dowiedziałem się też tutaj niemiłego faktu dla tak miłującej Innych wspólnoty, że wśród internowanych w Szwajcarii polskich żołnierzy po kampanii francuskiej w 1940 r. wprowadzono „paragraf aryjski”, czyli wyodrębniono do jednej grupy tych żydowskiego pochodzenia. Znając zbiorowe podejście swych rodaków do sprawy, nie sądzę, aby była to robota Szwajcarów – oni i tak od początku świata tak czy inaczej nie znoszą wszystkich cudzoziemców…. Z wybitną intelektualną pasją Autorka znęca się nad najgorszym gatunkiem filmowego kiczu, czyli melodramatem : „Bohaterka zawsze kładzie się spać zawsze w pełnym makijażu i z tymże, nierozmazanym, się budzi”. „Kiedy przychodzi pora na poważną rozmowę z mężem czy kochankiem, zawsze siada przed lustrem i czesze włosy”. „Kiedy kobieta oświadcza ukochanemu, że zostanie ojcem, mężczyzna przyjmuje tę wiadomość z tak niebywałym zdumieniem, jakby nikt go wcześniej nie uprzedził, skąd się biorą dzieci”. I jeszcze cytat jakże miły, jako miłośnikowi CK Monarchii, nt. mitycznej już wtedy, acz historycznej Lodomerii, czyli części łacińskiej nazwy dawnego ruskiego (dziś powiedzielibyśmy: ukraińskiego - nie rosyjskiego, na Boginię!!) Księstwa Halicko-Włodzimierskiego (jego była od XII do XIV wieku Lubelszczyzna, Chełmszczyzna, Podlasie i Galicja). „Była to prowincja-widmo. Nikomu nie udało się określić jej granic i wyodrębnić jej administracyjnie. Prawdopodobnie nawet i sami cesarze nie mieli pojęcia, jaki obszar ta kraina zajmuje”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na82 lata temu

Cytaty z książki Obrazy Włoch: Sycylia i Apulia

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Obrazy Włoch: Sycylia i Apulia