rozwińzwiń

Obrazy Włoch: Toskania i Umbria

Okładka książki Obrazy Włoch: Toskania i Umbria autora Paweł Muratow, 9788360046098
Okładka książki Obrazy Włoch: Toskania i Umbria
Paweł Muratow Wydawnictwo: Wydawnictwo Zeszytów Literackich Seria: Podróże sztuka
244 str. 4 godz. 4 min.
Kategoria:
sztuka
Format:
papier
Seria:
Podróże
Data wydania:
2010-04-25
Data 1. wyd. pol.:
2010-04-25
Liczba stron:
244
Czas czytania
4 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788360046098
Tłumacz:
Paweł Hertz
Średnia ocen

7,8 7,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Obrazy Włoch: Toskania i Umbria w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Obrazy Włoch: Toskania i Umbria

Średnia ocen
7,8 / 10
18 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Obrazy Włoch: Toskania i Umbria

avatar
965
718

Na półkach: , ,

Urokliwa, doskonała dla wrażliwego odbiorcy obrazów czasów minionych, dziś Włochy są inne, dziś Świat jest inny.

Urokliwa, doskonała dla wrażliwego odbiorcy obrazów czasów minionych, dziś Włochy są inne, dziś Świat jest inny.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
96
84

Na półkach:

Mnie Muratow męczy. Czytam, bo to klasyka, ale klasyka nierówna. Albo się skupia na jednym wydarzeniu/osobie albo pobieżnie przebiega przez pół Umbrii i Toskanii. Ciekawostek dużo, ale część już zdeaktualizowana.

Mnie Muratow męczy. Czytam, bo to klasyka, ale klasyka nierówna. Albo się skupia na jednym wydarzeniu/osobie albo pobieżnie przebiega przez pół Umbrii i Toskanii. Ciekawostek dużo, ale część już zdeaktualizowana.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
640
501

Na półkach:

Książka, która zastępuje wszystkie przewodniki razem wzięte...

Książka, która zastępuje wszystkie przewodniki razem wzięte...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

149 użytkowników ma tytuł Obrazy Włoch: Toskania i Umbria na półkach głównych
  • 122
  • 27
22 użytkowników ma tytuł Obrazy Włoch: Toskania i Umbria na półkach dodatkowych
  • 12
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Obrazy Włoch: Toskania i Umbria

Inne książki autora

Paweł Muratow
Paweł Muratow
Paweł Pawłowicz Muratow, ros. Павел Павлович Муратов - rosyjski pisarz, podróżnik, krytyk i historyk sztuki. Otrzymał wykształcenie w petersburskim Korpusie Kadetów, w latach 1904-1905 odbył służbę wojskową. Podróżował po Europie, w latach 1906-1914 pracował w muzeum, przyjaźnił się z młodym pokoleniem artystów i intelektualistów rosyjskich. Brał udział w I wojnie światowej, za co został odznaczony orderami. Po wojnie wrócił do swych zainteresowań artystycznych. Założył Towarzystwo Badań Włoskich (wł. Studio Italiano),gdzie były organizowane wykłady z udziałem znanych pisarzy i historyków kultury (m.in. wiosną 1921 miał tu swoje ostatnie wystąpienie Aleksandr Błok). Brał udział także w działalności Komitetu Pomocy Głodującym, za co w 1921 został aresztowany razem z Borysem Zajcewem i innymi członkami Komitetu. Wskutek nasilającego się terroru wyjechał z Rosji, początkowo do Niemiec, w 1923 osielił się w Rzymie, 1927 przeprowadził się do Paryża, gdzie m.in. był członkiem założycielem paryskiego towarzystwa "Ikona". Przed wybuchem II wojny światowej wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie przygotowywał m.in. monografię o działaniach wojennych na froncie radziecko-niemieckim oraz o historii wojen na Kaukazie w XIX wieku. Na krótko przed śmiercią przeniósł się do Irlandii, gdzie zmarł na zawał serca. Najbardziej znanym dziełem Muratowa jest jego dwutomowa książka będąca owocem podróży autora po Włoszech, zatytułowana pt. Obrazy Włoch (wyd. w Berlinie w latach 1911, 1912, 1924). Autor z erudycją polihistora opisuje miejsca, dzieła sztuki, mistyczne nastroje kultury włoskiej i stara się określić jej znaczenie w historii Europy. Oprócz tego pisał powieści historyczne i występował jako krytyk sztuki. Dzieła Muratowa nie doczekały się większych opracowań i rozgłosu, jednak uważane były przez wielu ludzi sztuki za pierwszorzędne. Berlińskie "Obrazy Włoch" odkryte przez Karola Szymanowskiego, stały się jedną z najważniejszych lektur polskich teoretyków sztuki i pisarzy, jak na przykład jego kuzyna, Jarosława Iwaszkiewicza, czy późniejszego tłumacza Muratowa na polski- Pawła Hertza.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Uczta bogiń Maria Poprzęcka
Uczta bogiń
Maria Poprzęcka
„W wieku 90 lat zdawała się w apogeum sił twórczych. Z roku na rok jej kalendarium staje się obszerniejsze, jej twórczość bogatsza w dzieła. Jej coraz pokaźniejsze prace- monumentalne, wykonane z użyciem wielu materiałów i technik – w niczym nie przypominają twórców starczych rąk. Co więcej, są żywotną manifestacją erotyzmu, pożądań i kobiecości”. (s. 178) Maria Poprzędzka, Uczta bogiń. Kobiety, sztuka i życie. Wyd. Agora, Warszawa 2012. Dwie dodatkowe podpowiedzi: • W 1980 artystka kupiła w Brooklynie dawną fabrykę odzieży wraz z wyposażeniem- maszynami, meblami … • W 2000 roku w Tate Modern – powstała galeria z przebudowanej elektrowni (Londyn),a przed dawną halą maszyn witał zwiedzających… M. Poprzęcka zaprasza Czytelnika na „Ucztę bogiń”, w której oprócz gości zwraca uwagę trójkątny stół. Na każdym z boków 13 nakryć, są talerze, kielichy, sztućce. Na nakryciach widnieją imiona (tylko kobiet) takich, jak: Safona, Wirginia Woolf czy Ethel Smyth. Ów stół to: dzieło Judy Chicago „Dinner Party” (1974-79),które znalazło miejsce w Brooklyn Museum w Nowy Yorku. Przesłanie jest proste: przywrócić kobietom miejsce w historii. Maria Poprzęcka nawiązuje do pomysłu z ucztą, by przedstawić artystki awangardowe (nie zabrakło artystek rosyjskich). Z indywidualności wymienić należy, m.in. Elizabeth Siddal czy Gorgię O` Keeffę. Każdy esej z wizerunkiem artystki, są i obrazy. Wybierzmy jeden (Rozdz. „Amazonka awangardy”) Bohaterką jest artystka: • paradująca o ulicach Moskwy z twarzą pomalowaną w abstrakcyjne wzory; • prowokatorka, dyskutantka, traktująca swa sztukę z powagą; • niezależna, energiczna, otwarta na nowe idee; • pochodziła z inteligenckiej rodziny, stara szlachta (majątek w tulskiej guberni) • jak stwierdzi po poznaniu malarstwa van Goga, Gauyguina, Cezanne`a: „Nie jestem Europejką, Eureka”. • odmówiła spotkania z F. T. Marinettim (twórcą włoskiego futuryzmu): „Ten jegomość mnie nie interesuje”. Wystawa w 1913 r. (800 prac) wzbudziła skrajne emocje („Sensacja jednego wieczoru”, „Antyartysta”). Warto zwrócić uwagę na jedno dzieło (inne do odkrycia): „Ewangeliści” (dla jednych arcydzieło, dla innych zgorszenie). Przedstawia, jak napisze krytyka: „oberwanych dziadów nazwanych w katalogu Ewangelistami”. Tu ciekawostka: obraz zdjęto z wystawy (ale na krótko). W obronie artystki wystąpiły autorytety. Obraz ma swój własny format i niezwykle indywidualny rys. Zatrzyma Każdego (mierzącego się ze Sztuką). Jak stwierdzi Cwietajewa: „Jej życie dzieli się na to, co „W Rosji i poza Rosją”. NATALIA GONCZAROWA Niezwykle interesująca i inspirująca artystka rosyjska znalazła miejsce w znakomitej „Uczcie bogiń” Marii Poprzęckiej. Nikt JEJ I INNYM należytego miejsca w sztuce nie odbierze. ŻADEN CZAS I ŻADNA HISTORIA. Duch czasu da o sobie znać w 1957 roku, (został wystrzelony pierwszy radziecki sputnik),powstał wtedy cykl obrazów na podobieństwo Kosmosu. 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na104 miesiące temu
Obrazy Włoch: Wenecja Paweł Muratow
Obrazy Włoch: Wenecja
Paweł Muratow
Piękna książka. Nie zestarzała się nawet jako przewodnik, bo przypisy informują nas, gdy jakieś dzieło sztuki znajduje się gdzie indziej niż 100 lat temu, w czasach jej powstania. Jest zbiorem olśnień, najważniejsze nazwiska to: malarze -Tintoretto, Giorgione, Pietro Longhi, Canaletto ; pisarze - Gozzi i Casanova, i architekt Palladio. Fenomenalne uwagi o XVIII wieku (z arcyciekawą, choć krótką analizą Niebezpiecznych związków). Rozdziały o pisarzach są wręcz wzruszające. Gozzi : "Wszystkie te sztuki to po prostu zapisane sny, może sny na jawie, sny dziwaka i marzyciela. Trudno nawet traktować je jako utwory literackie. Może więc maja jakąś inną wartość obiektywną? Aby je ocenić trzeba mieć w sobie "coś z Gozziego" czyli być po trosze dziwakiem i marzycielem. Podobnie trzeba uznać, że istnieje pewien odrębny świat, świat Gozziego, którego urody nie zdoła ujrzeć człowiek obcy i obojętny". Ładnych parę lat temu widziałam na scenie (operowej) "Miłość do trzech pomarańczy". Zabrakło mi wtedy tych słów Muratowa, żeby w rozbawieniu i pomieszaniu po spektaklu ująć dobrze to, co czułam. Szkoda, że po polsku większość bajek Gozziego jest niedostępna, ewentualnie dostępna w adresowanych do dzieci przeróbkach. A tak Muratow otwiera rozdział o Casanovie: "Wenecjanin Giacomo Casanova napisał jedną z najniezwyklejszych książek. Można z nią zżyć się bardziej niż z niektórymi ludźmi lub z wydarzeniami rzeczywistego życia. Jeżeli cel wszelkiej autobiografii na tym właśnie polega, to ta autobiografia jest chyba najlepszą ze wszystkich, jakie napisano." później "Chociaż rękopis Casanovy był "poprawiony" przez jakiegoś literacinę z trzeciej dekady XIX wieku (...) każdy pisarz powinien uważnie przyjrzeć się, w jaki sposób autor zdołał natchnąć te wszystkie stronice życiem. Każdy powinien zapoznać się z tym przykładem gigantycznej siły narracyjnej." "Jestem rozpustnikiem z zawodu, tak Casanova sam się określił podczas pobytu w Londynie, po tragicznym zawodzie miłosnym. Jak małodusznie byłoby uznać to gorzkie wyznanie za ostateczną prawdę!" z Casanovy: " Miłość to tylko ciekawość." Analizy malarstwa są równie fenomenalne. Jest w nich i ogromna wiedza i własny sąd, życzliwość, zachwyt, a jednocześnie niewiarygodna samodzielność myśli. Giorgione to malarz "niczym niewypełnionej chwili". "Nic bardziej niż jego malarstwo nie jest odległe od wiecznej płynności świata (...)" "Burza": "Giorgione znajduje się tu we władzy silnych pojedynczych wrażeń, odrębnie dźwięczących w przyrodzie nut, toteż nie może ani ich opanować, ani złączyć w pełnej harmonii. Ta bezradność sprawia, że do jego malarstwa zakrada się nastrój melancholijnej goryczy" ogólnie: "Bierna, pozbawiona myśli sztuka Giorgiona była na wskroś muzykalna w swojej jeszcze niezdecydowanej i pierwotnej malarskości". W tym rozdziale niejako na marginesie fenomenalne uwagi o Correggiu. Co charakterystyczne nawet gdy Muratow pisze o przeciętnym talencie, o niedostatkach wyobraźni jakiegoś malarza potrafi to zrobić nie deprecjonując twórców (bardzo to widać w tomie Florencja, w rozdziale o szkole bolońskiej). Zresztą żeby napisać "bierna, pozbawiona myśli" (wyżej o Giorgione) i żeby nie dźwięczał w tym zarzut ani złośliwość trzeba być niewyobrażalnie wrażliwym odbiorcą sztuki. O Tintoretto "Pędzel tego zapaleńca nie zawsze za nią [wyobraźnią, ekstazą duchową] nadążał i nie wszystko co Tintoretto namalował jest całkowicie piękne i udane. Bohaterskie wysiłki tego śmiałego ducha niekiedy kończyły się niepowodzeniem. Na jego płótnach zwycięża czasem chaos, a wtedy przypominają w swoim nieładzie rozproszone tłumy zwyciężonych w jakiejś wielkiej bitwie. Ale nawet w tych niepowodzeniach odczuwamy wspaniałość nieurzeczywistnionych dążeń artysty, toteż nie wzgardzi nimi ten, kto widział jak działa w chwilach szczęśliwszych owa wyobraźnia podobna do błyskawicy." "Przechadzki po Wenecji nie mogą mieć wznioślejszego celu niż poszukiwanie obrazów Tintoretta." [Świetny esej poświęcony Tintoretto napisał też Sartre - "Więzień Wenecji", nie wiem czy zawiera się w jakiejś polskojęzycznej antologii, jest na pewno w Literaturze na świecie 1976 nr 9(56) - tom w całości dedykowany malarstwu] Dla mnie uderzającą cechą jest skromność Muratowa. Całkowicie pochłania go to, na co patrzy. On sam znika. ("I przestaje się miewać sny - byle mniej istnieć, rzadziej się zdarzać, nie zaśmiecać reszty czasu." - pisał wenecjanin Brodski) I kolejne (moje) zaskoczenie, książki Muratowa to całości, te pozornie odrębne rozdziały o różnych zjawiskach czy twórcach układają się w jedno genialne dzieło. Tłumaczył Muratowa na polski Paweł Hertz. Język tych tomów: spokojny, klasyczny, jasny i prosty (nie ma tu trudnych słów, górnolotnych wzlotów wyobraźni, tak łatwej do osiągnięcia przy pisaniu o sztuce emfazy) jest urzekający.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na107 lat temu
Patrząc Józef Czapski
Patrząc
Józef Czapski
Zbiór esejów o malarzach, malowaniu, wystawach, inspiracjach (jest tu kilka recenzji literackich: Proust, Malraux),wiele wspomnień o przyjaciołach kapistach. Teksty ułożono chronologicznie możemy więc śledzić malarską drogę samego Czapskiego: powracające nazwiska to Cézanne, Bonnard, Matisse, de Staël. Najlepsze eseje są o ludziach Czapskiemu najbliższych: piękne, wzruszające wspomnienie o Janie Cybisie, tekst o Janie Tadeuszu Potworowskim, w całym tomie jak refren powraca niezwykły, zmarły młodo Zygmunt Waliszewski. Świetnie czyta się o Bonnardzie. Bardzo interesujące uwagi o Picassie, przeżywanym zazwyczaj przez Czapskiego „na zimno”, w tym parę ciekawych anegdot, i to sugestywne podsumowanie: człowiek, który nienawidził śmierci, „który naprawdę swój wiek naznaczył”. Kilku malarzy dzięki Czapskiemu odkryłam: Chaima Soutine’a (ledwie kojarzyłam nazwisko),Nicolasa de Staëla, czy Miltona Avery – ależ bym chciała zobaczyć w galeriach. I a propos oglądania, w wydaniu, które czytałam (Kraków, Znak 2016) jest tylko kilkanaście reprodukcji, malarzy polskich i Cezanne’a; czyli trzeba czytać „Patrząc” na dwa media. Dwa razy wprawiła mnie w dumę zbieżność gustu. Niedawno oglądałam w zachwycie w Poznaniu Malczewskiego „Pejzaż z Tobiaszem”, tym silniejszym może, że niespodziewanym (nie jestem wielbicielką najbardziej znanych płócien, za dużo się na nich dzieje, mówią za głośno, w rezultacie bardziej mnie meczą niż zachwycają). Czapski pisze o Malczewskim -pejzażyście i o tym właśnie obrazie. Wskazuje też trzy swoje ulubione martwe natury; na jedną z nich, wafle, karafkę i kieliszek Lubin Baugin’a patrzę od ośmiu lat, na płóciennej reprodukcji, w domu. Ogólnie rzecz ujmując i etykiety przypinając, malarze, którymi się Czapski zachwyca to koloryści, w bardzo szerokiej definicji bo znajdzie się tu Aleksander Gierymski, czy Corot (Jean-Baptiste-Camille) obok Matisse’a albo Morandiego. Kolor, walor, wyczucie, malarska qualite, to słowa refreny. Ta uczuciowość pisania o malarstwie czasem mi przeszkadzała, wolałabym więcej konkretów, prób obiektywnego ujęcia własnego zachwytu, co i raz powracający instynkt malarski to jednak puste pojęcie. Sporo miejsca zajmuje tu też dyskusja z malarstwem abstrakcyjnym, prowadzona jednak jednostronnie. Nie wiem czy białe na białym Malewicza by mnie oszołomiło*, ale wcale nie wykluczam, bo w takiej obsesji jest coś fascynującego – (tego rysu połączenia biografii z dziełem, aspektów malarskich z pozamalarskimi, zabrakło mi mocno, ono tłumaczy młodych stojących przed tym wyblakłym białym Malewicza; no i od razu przypominają się szuflady notatek do Wielkiej Szyby Duchampa). Znakomita definicja tego czym jest malarstwo: „malarstwo i sztuka służą już nie mnie tylko, ale nam, jako język zagęszczonego przekazu przeżyć, które zwykle w nas giną niedoprowadzone do żadnej pełni (…),których zresztą nie można oceniać jako koniecznie uszlachetniających (…),łzy Hitlera w Bayreuth ” (B. - festiwal Wagnerowski; o pokrewieństwach światopoglądu romantycznego i faszyzmu fenomenalnie pisze Russell w Dziejach zachodniej filozofii). Rys mi bliski odnalazłam w Czapskim przy okazji recenzji wielkiej paryskiej wystawy polskiego romantyzmu (oraz zdziwienie oceną „Szału”, ja przywykłam patrzeć na ten obraz jak na arcydzieło, na razie jestem w kropce, muszę się otrząsnąć z oceny Czapskiego i pojechać jeszcze raz do Karkowa). Zmęczenie siermiężną polskością każe tu tęsknić autorowi za Gombrowiczem i pięknie zacytowanym Mrożkiem. (A są to twórcy zazwyczaj nieobecni w biografii duchowo-artystycznej Czapskiego. Zaznaczę też że jedyną kobietą, do której myśli/twórczości Czapski się odwołuje jest Simone Weil.) Niestety całą książkę przenika przekonanie że wierzący (albo poszukujący boga) mają bogatsze życie wewnętrzne niż racjonaliści. (Ja równie łatwo mogłabym argumentować za tezą przeciwną.) Jest w takim Czapskim coś z kaznodziei przekonanego o nieuniknionej wyższości własnego wzorca kulturowego. Najgorszy jest esej-recenzja o Malraux „Głosy milczenia”. Nastąpiło tu trudne do zniesienia nawarstwienie pustych uniesień Czapskiego i metafizycznego bełkotu Malraux, wszystkie cytaty z przytaczanej książki są okropne (wcale nie wykluczam, że sama pozycja jest dobra, ale zestawienie tych dwóch osobowości w recenzji -straszne!). Oczywiście fakt, że tak silnie to odczułam jest subiektywny i z pewnością wiąże się z osobistym doświadczeniem, moim tu i teraz, bo dziś zwyczajnie gorszy mnie agresywna religijność polskich polityków, i szalenie tęsknię za świeckim państwem. Był więc taki moment, że dojrzewało we mnie przeświadczenie, że to ostatnia książka Czapskiego jaką czytam, ale być może tak nie będzie. W posłowiu Joanna Pollakówna, odpowiedzialna za kształt zbioru, przyznaje że celowo nadała mu taką religijną wymowę. Nie podejrzewam tu żadnych niecnych intencji, ale dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, mnie zagęszczenie i intensywność rozważań o metafizycznych źródłach sztuki raziły jako podszyte nietolerancją i dyskryminującym racjonalistę poczuciem wyższości. * „(…)Gwiazdy skrzą się lodowato Jak stłuczony termometr: noc jest wzdłuż i w poprzek Usiana odłamkami, fajerwerkowym salutem. W dzień, kiedy niebo przypomina wapno, Sam Kazimierz nie umiałby ich spostrzec, Białych na białym tle. Właśnie dlatego Aniołów się nie widzi.(…)” Brodski, Ekloga czwarta
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na65 lat temu
Obrazy Włoch: Rzym Paweł Muratow
Obrazy Włoch: Rzym
Paweł Muratow
Tomik rzymski ma dla mnie pewne cechy samego Rzymu. Zostawia z wrażeniem pewnego chaosu, nakładających się na siebie warstw. Po krótkiej lekturze, albo po krótkim pobycie, w pamięci niewspomaganej, zapisują się i tomik i Rzym jakimiś fragmentami, z których można skleić co najwyżej kolaż kubisty. Potem rozróżnimy w nim tylko to, co dobrze znane. Ale nie jest to krytyka tylko specyfika. Muratow jak zawsze romantyczny, wzniosły, zakochany w sztuce i w Rzymie, cudownie spostrzegawczy, błyszczący erudycją. Rzym jest też chyba włoskim miastem (z tych opisywanych przez Rosjanina),które w ciągu stulecia zmieniło się najbardziej. U Muratowa: "Połączenie wsi i miasta stanowi niezwykłą i bardzo pociągającą cechę Rzymu.". Zniknęły z obrębu miasta winnice, zielone nieużytki, czy niespieszne prowincjonalne tempo życia (choć targ na Campo de' Fiori zachował dużo uroku). Ale i podobieństw do Rzymu sprzed wieku (albo wieków) nie brakuje, to nadal, po 500 latach montaignowskie "miasto wyłatane cudzoziemcami". I każdy zainteresowany sztuką wyodrębni z tej książki mnóstwo turystycznych wskazówek (choć czasem trudno się odnaleźć - w Rzymie pałace i muzea lubią zmieniać swoje nazwy). Ja zapamiętam strony o Muzeach Watykańskich. Rozbawiło mnie, rozdzielone stuleciem, podobieństwo doświadczeń. W moim prywatnym rankingu muzeów najbardziej nieprzyjaznych pragnącemu oglądać sztukę turyście zajmują one niezaszczytne pierwsze miejsce. A Muratow sto lat temu pisze tak o tłumach w Muzeach Watykańskich: "Zjawisko to ma w sobie coś dziwnego, ponieważ zwiedzanie sal Muzeum Watykańskiego nie może chyba nikomu sprawić przyjemności." "nie kończące się rzędy białych rzeźb, symetrycznie rozstawionych pod ścianami, wprawiają w rozterkę, niemal w rozpacz (...) w jednostajnym martwym świetle zacierają się wszelkie różnice" "Rzeźba wymaga światła i cienia, rozległego obszaru nieba i całej kontrastującej z nią zielenie, a może również kropel deszczu i gwaru toczącego się wokół życia." Fenomenalne są opisy Kaplicy Sykstyńskiej : "KS może oczywiście zaspokoić wszelkie pragnienie niezwykłości. Na całym świecie nie ma tak niewątpliwego cudu sztuki jakim jest jej sklepienie." To idealny przymiotnik ten "niewątpliwy", tak dobrze pasuje do ambiwalencji uczuć bezradnego widza ściśniętego jak sardynka, słuchającego szumu rzeki turystów i dodatkowo irytujących pokrzykiwań księdza oddelegowanego do beznadziejnej pracy uciszenia tłumu. Turysty usiłującego ignorować ból karku i dojrzeć te wszystkie cuda, które mógł tak wygodnie i tanio oglądać w domu, w albumie. Muratow: Osiągnięcie w takich warunkach tak wspaniałych wyników upoważnia nie tylko do mówienia o cudzie, lecz także o rozwiązaniu osobliwego paradoksu. Któż nie zgodzi się z Wölfflinem, który mówiąc o sklepieniu Kaplicy Sykstyńskiej, określił je jako "niedorzeczność, torturę dla malarza i widza?" I dalej: "Znużony karkołomnym oglądaniem (...) podróżny kieruje wzrok na ściany pokryte freskami malarzy XV wieku. Cudowni mistrzowie Toskanii i Umbrii są tu nie do poznania. Na progu nowego wieku quatrocento w jakiś dziwaczny sposób zgromadziło tu wszystkie wady i słabości. Jakże tu wszytko poplątane, jak trudno rozpoznać motywy i rozróżnić kolejność scen, ileż tu rzeczy zbytecznych i cóż to za dziecinna cecha aby zabawiać się drobiazgami, zapominając o tym, co najważniejsze. Urok pojedynczych postaci nie jest w stanie osłabić wrażenia chaosu, które sprawiają freski Botticellego. Ghirlandaio, Signorelli, Pinturcchio wcale nie są od niego lepsi. Jeden tylko Perugino namalował tu fresk w istocie znakomity. Patrząc na jego "Oddanie kluczy św. Piotrowi" można wreszcie wypocząć po ciasnocie i nieładzie innych kompozycji, a może nawet po nadludzkiej sztuce Michała Anioła. (...) Jedyna możliwa do osiągnięcia w Kaplicy Sykstyńskiej chwila spokoju mija nam tu właśnie, przed tym freskiem." To zawsze mnie zachwyca w Muratowie, mimo niemalże egzaltowanego uwielbienia dla sztuki, wielkiego szacunku nie tylko dla artystów ale i dla krytyki, ogromnego oczytania, potrafi wszystko przepuścić przez indywidualny filtr. Jego zdanie jest jego zdaniem, zachwyt nigdy nie jest bezmyślnym echem. Choć absolutnie nie byłabym w stanie, a dodatkowo nie miałabym odwagi (czy właściwie przy mojej wiedzy bezczelności) sformułować wniosku o słabości fresków Botticellego i reszty, to przeżyłam tę chwilę wytchnienia przed freskiem Perugina. (Warto dodać, że malarstwo freskowe jest wśród sztuk plastycznych numerem jeden "Obrazów Włoch", o nim pisze Muratow z najbardziej zapadającym w pamięć znawstwem i z największymi emocjami.) Ażeby zrównoważyć wrażenia z rzymskich muzeów, to u Muratowa i dodatkowo u Parandowskiego ("Mój Rzym") powtarza się zachwyt dla starożytności wystawianych w Muzeo Nazionale Romano - dziś główna ekspozycja mieści się we wnętrzach Palazzo Massimo alle Terme. Muratow zawsze jest odrobinę autorytarny, choć w jego przypadku nie musi to przeszkadzać, bo ta pewność sądu wynika nie z chęci ograniczenia naszej wolnej woli lecz z wielkiej miłości do niektórych twórców. Tym razem artystą, którego Muratow stanowczo każe nam na zawsze powiązać z Rzymem jest Melozzo da Forli. Najciekawsze charakterystyki dostaną w rzymskim tomie dwie epoki: dojrzały renesans i barok (podejście Muratowa do antyku jest czystym zachwytem sztuką ale istnieje poza dziejami, w tym jednym przypadku jego interpretacja sztuki nadal nie opowiada czasu). Renesans: "Klasycyzm stanowi ów punkt, w którym dążenie i osiągnięcie równoważą się ze sobą. Kiedy cel dążeń jest widoczny wtedy najłatwiej można się przekonać, czy osiągnięto doskonałość. Dlatego właśnie w epoce dojrzałego renesansu pojawiło się tyle dla każdego zrozumiałych dzieł, których doskonałość nie budzi w nikim wątpliwości." "Kto bada epokę dojrzałego renesansu, ten zbiera obfity plon wrażeń czystych, bezinteresownych, poważnych i skłaniających do głębokiego namysłu. Niezmienna powaga sztuki owego okresu wynika z jej zasadniczej jak gdyby oziębłości." i odrobina Rafaela: "Najistotniejszą cechę Szkoły Ateńskiej stanowi jej tło wypełnione architekturą. Wydaje się, że lekkie, a zarazem ogromne łuki, które biegną gdzieś w nieskończoność nad głowami Sokratesa i Platona, są właśnie owym czynnikiem, który rozstrzyga o niezwykłym uroku tego malowidła. Głęboka perspektywa portyku sprawia, że otwierająca się przed nami scena jest rozległa i pełna powietrza. Piękne, szlachetne kształty architektury doskonale harmonizują z proporcjonalną miarą postaci, co sprawia, że widz lepiej odczuwa urodę i duchowy arystokratyzm tej sztuki." Rafaelowskiego "nienagannie trafnego poczucia proporcji", "genialnego podziału przestrzeni" łatwo jest doświadczyć w gęsto obwieszonych salach muzeów, bo już z daleka, gdy w szeregu płócien widzimy raczej kształty niż szczegóły podchodzi się do tych właśnie obrazów. Harmonia nieodparcie przyciąga. Barok: "Wszędzie trwał nadmiar przesadnych wzruszeń, które niszczyły wszelki spokój i naruszały wszelką równowagę. Wszędzie istniała zbyt wielka skłonność do przepychu, która burzyła zarówno porządek linii w architekturze, jak życiorysy. (...) Śmiech komedii mieszał sie z chórami Palestriny. Poprzez gadatliwą pobożność i uroczystą obrzędowość przebijała ironia." "Barok przyjął jako zasadę krańcowa emocjonalność, umiłowanie paradoksów, niechęć do wyodrębniania poszczególnych układów. Walczył z nieruchomą linią prostą i pozbawioną cieni powierzchnią." [cytat mocno pocięty] "Był nie tylko stylem architektonicznym, a nawet nie tylko nową zasadą w sztuce. To cała epoka w historii obyczajów i wzajemnego ustosunkowywania się ludzi, to zjawisko nie tylko estetyczne lecz także psychologiczne." Sylwetki odrodzeniowych i barokowych papieży dostają u Muratowa dwa, trzy zdania, często znakomite, trudno nie żałować, że nie rozpisał się bardziej. Barok najpełniej charakteryzuje poprzez niezwykłą postać królowej szwedzkiej Krystyny. Ten kobiecy portret to także idealny przykład zadziwiającej ponadczasowości Muratowa - w jego interpretacji bardzo trudno dostrzec 1910 rok. (A że jedna lektura prowadzi do następnej, to polecę od razu chyba równie interesujących i równolegle w czasie pisanych, pokrewnych i całkowicie innych choćby dlatego, że zdecydowanie noszących znamię swoich czasów - rewelacyjnie plotkarskich "Ludzi baroku" Chłędowskiego. Obaj autorzy sprawili, że zaczęłam widzieć mnóstwo analogii między barokiem a współczesnością.) Poza tym w tomie dokładniej opisani zostali: Borromini, Bernini, Lorrain, Piranesi. Trochę rzymskiej Kampanii i Lacjum (Nie szukałam co prawda zbyt długo, ale dwóch czy trzech miejsc nie znalazłam na mapie, zmienił ją XX wiek.) Wydaje mi się, że poetycznych uniesień jest w "Rzymie" nieco więcej niż w innych częściach "Obrazów", chwilami przesłaniają konkret. Bardzo też lubię Muratowa piszącego o literaturze i tego elementu mi zabrakło. Wieczne Miasto nie ma swego Dantego czy Casanovy (choć Krystyna, zwłaszcza tego drugiego, zastąpiła godnie). Oczywiście gorąco polecam.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na96 lat temu
Sztuka XV wieku. Od Parlerów do Dürera Jan Białostocki
Sztuka XV wieku. Od Parlerów do Dürera
Jan Białostocki
Idealna książka o sztuce. Jedno z dzieł najwybitniejszego polskiego historyka sztuki, Jana Białostockiego. Wydana po raz pierwszy … po włosku, a potem po francusku i hiszpańsku. Po polsku dopiero w 2010 roku, z drobnymi aktualizacjami uczniów i współpracowników profesora - ale lepiej późno niż wcale. Historia sztuki w XV wieku (poza Włochami). 379 stron tekstu, w tym 350 ilustracji, w 90% kolorowych. Bez nich tekst nie miałby sensu, albowiem trudno wyobrażać sobie coś, czego profesor Białostocki nie opisuje, tylko analizuje. Autor podzielił stulecie na kilka merytorycznych części, a w każdej z nich omawia podstawowe występujące wówczas problemy. Niektóre z nich dotyczą tylko danej dziedziny sztuki (snycerka, grafika),inne zagadnień przekrojowych (sztuka sepulkralna, nastawy ołtarzowe, iluzja w malarstwie, rzeźbie, architekturze i nie tylko). W każdym przypadku wywód jest klarowny, omawiane przykłady są zilustrowane, a wszystko napisane pięknym, potoczystym językiem. Nie brakuje przykładów, jak chociażby opis umowy o wykonanie obrazów tablicowych do ołtarza. Dzięki temu widać jaki zakres wolności miał twórca. Autor nie pomija praktycznie żadnej dziedziny sztuki (może poza tylko wspomnianymi witrażami). Mamy zatem do czynienia z architekturą (w mym małą),rzeźbą w kamieniu i drewnie, malarstwem tablicowym i miniaturowym, grafiką, złotnictwem i innym rękodziełem oraz rzemiosłem artystycznym (tapiserie, znane u nas jako arrasy, kapy i sprzęt liturgiczny, relikwiarze, świeczniki). W odróżnieniu od zachodnich historyków sztuki profesor Białostocki nie zatrzymywał się na linii Łaby. Wiedział, że Polska, Państwo Krzyżackie, Czechy i Królestwo Węgier były częścią ówczesnego świata zachodniego i szybko oraz żywo reagowały na wszelkie prądy i nowinki, w tym dotyczące sztuki, nierzadko twórczo jej rozwijając. Mamy zatem przykłady z tych krajów, m.in. z Kutnej Hory, Krakowa, Lewoczy, Klużu, Malborka czy Kętrzyna Tak samo autor nie pominął Hiszpanii ani Portugalii i ich specyficznych odmian sztuki XV-wiecznej. Prawdziwa historia sztuki europejskiej. Absolutne arcydzieło literatury popularnonaukowej, od którego trudno się oderwać. Przeczytane w ramach wyzwania czerwcowego LC – książka ilustrowana.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na104 lata temu
Historia koloru w dziejach malarstwa europejskiego Maria Rzepińska
Historia koloru w dziejach malarstwa europejskiego
Maria Rzepińska
To była dla mnie przeeedługa, ale bardzo kolorowa podróż przez wieki europejskiego malarstwa. Okazuje się, że studia nad kolorem w obrazach są najuboższe w historii sztuki i długo były traktowane po macoszemu. Przez wiele stuleci Bogiem i Wyrocznią talentu artysty był rysunek (czyżby znów przepotężny wpływ Vasariego?). Wiele malowideł, zwłaszcza tych wyrosłych z tradycji fresku i mozaiki było jakby "kolorowankami". Obraz zaczynano od rysunku postaci a potem kontury wypełniano kolorem. I tak wydaje się, że i rysunek i kolor były równie ważne, jednak ten pierwszy miał świadczyć o geniuszu, ten drugi zaś zaledwie o dobrym warsztacie i rzemiośle. Dzieło komponowane kolorem wprost na podłożu, za pomocą barwnych plam weszło do praktyki malarskiej znacznie później niż średniowieczno-renesansowe przepróchy. Odbiór koloru jest subiektywny i intymny. Przekonałam się o tym w czasie swoich ostatnich "pazurów" - wybrałam lakier jakby szaro-beżowy, a manikiurzystka na to, że on jest chyba taki zielonkawo-fioletowy... Pal licho mazidło na paznokciach - ale jak tu nie doceniać siły wyrazu koloru? Dajmy dwóm malarzom tę samą paletę i ten sam temat - otrzymamy dwa kompletnie różne dzieła i dwie kompletnie różne barwne plamy! Kolorów podstawowych i dopełniających jest mało. Długo nie uznawano za kolory brązów, bieli i czerni. Faktycznie - złożyłam obok siebie swoje białe i czarne bluzki - wszystkie były białe i czarne a żadna nie była tak naprawdę "biała" ani "czarna". Najlepsi malarze unikali dosłowności i swoje biele i czernie komponowali z mieszaniny barwników. Niech nas nie zwiodą nazwy farb w budowlanym - te różne "poranne tanga", "śliwkowe bluesy", czy tam "nastrojowe czille" - gama barwników jest ogromna, a jednak paleta najlepszych artystów była dość uboga - kilka, góra kilkanaście pigmentów (wyjątek - Delacroix!). I z tych paru barw wyrastały najcudowniejsze odcienie, walory, tonacje, które przykuwają naszą uwagę budzą zachwyt od wieków! To, co interesuje mnie w galerii i za czym ciągnę jak mucha do miodu, to jednak nie rysunek, a barwne plamy! Pani profesor zawarła w swej rozprawie ogrom wiadomości o artystach, traktatach o malarstwie i teoretykach sztuki. Padło wiele nazwisk, o których nie miałam pojęcia, bo sam "Traktat o malarstwie" Leonarda to zaledwie kropla w oceanie teoretycznej literatury tematu. Ta księga to raczej nie popularnonaukowa pozycja, ale solidny podręcznik, który chyba powinien poznać każdy na poważnie zainteresowany sztuką. Ciekawe, że wiele teoretycznych rozpraw wyszło spod pióra poślednich malarzy. Wiedzieli - jak, nie umieli wprowadzić tego na własne płótno... Teorie naukowe na temat światła, rozszczepienia barw, fizjologii widzenia są znane od lat i wielu malarzy interesowało się nimi pod kątem zastosowania tej naukowej wiedzy w swej twórczości. Wielu jednak za nic miało odkrycia Newtona, Goethego i wielu innych naukowców i malowało po prostu - z serca, intuicji, głowy, ręki, własnego oka i wrażliwości. To prawdziwa alchemia i dotknięcie Muzy! Każda epoka i styl miały swój koloryt - jaskrawość i umiłowanie złota w Średniowieczu, niebiańsko rozjaśniony i pięknie cieniowany przepych Renesansu, dostojne i tajemnicze nokturny, ugry, brązy i głębokie tony baroku, rozkoszne pudrowe, świetliste akordy rokoka, szaleństwo chmur i zieleni drzew u angielskich pejzażystów, powódź światła i słońca impresji... Ale czy to, co widzimy dzisiaj, odpowiada faktycznym zamysłom malarza w chwili powstania dzieła? Czas to surowy sędzia. Leczy rany lecz rani dzieła. Wiele barwników płowieje z czasem, werniksy żółkną, powierzchnie malowideł pękają, wszystko pokrywa patyna wieków. Choćby obrazy weneckie ucierpiały straszliwie ze względu na wilgoć i sól w powietrzu. Najtrwalsza podobno jest ultramaryna - jeśli wszystko inne zblaknie, ona wciąż świeci własnym blaskiem. Stąd od zawsze zalecano ostrożność przy jej stosowaniu by nie zakłócać kolorystycznej harmonii. Jakże trudne zadanie mają konserwatorzy i restauratorzy zabytków! Nie dziwię się wcale, że niektórych obrazów boją się nawet tknąć! Nawet usuwanie starych werniksów bywa ryzykowne, bo wielu malarzy dokonywało swych ostatecznych genialnych dotknięć pędzla wprost na niezaschniętym werniksie. Mogłabym rozpisywać się w nieskończoność na temat smaczków i ciekawostek wyjętych z tej lektury, ale musiałoby to oznaczać przepisanie książki na nowo. Nie ma rady - zajrzyjcie, posmakujcie, popatrzcie na bieżąco w Internecie na to, co opisane (książka z lat 80-tych nie obfituje w reprodukcje, to znaczy, hmmm - wcale ich tam nie ma!) i idźcie do galerii popatrzeć na obrazy okiem Prof Rzepińskiej!
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na85 miesięcy temu

Cytaty z książki Obrazy Włoch: Toskania i Umbria

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Obrazy Włoch: Toskania i Umbria