Historia starożytnych Greków. Tom II: Okres klasyczny

Okładka książki Historia starożytnych Greków. Tom II: Okres klasyczny autora Benedetto Bravo, Marek Węcowski, Ewa Wipszycka, Aleksander Wolicki, 9788323504122
Okładka książki Historia starożytnych Greków. Tom II: Okres klasyczny
Ewa WipszyckaMarek Węcowski Wydawnictwo: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego Cykl: Historia Starożytnych Greków (tom 2) historia
685 str. 11 godz. 25 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Cykl:
Historia Starożytnych Greków (tom 2)
Data wydania:
2009-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2009-01-01
Liczba stron:
685
Czas czytania
11 godz. 25 min.
Język:
polski
ISBN:
9788323504122
Średnia ocen

7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Historia starożytnych Greków. Tom II: Okres klasyczny w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Historia starożytnych Greków. Tom II: Okres klasyczny

Średnia ocen
7,6 / 10
37 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Historia starożytnych Greków. Tom II: Okres klasyczny

avatar
132
132

Na półkach:

Bolesne różnice w stylu i poziomie pisania. Część o instytucjach w ustroju Aten śni się studentom po nocach - muszę oddać jej jednak sprawiedliwość - za drugim razem wchodzi nieźle. Notoryczne błędne używanie terminologii (to w jaki sposób użyto kilka razy określenia "apelacja" woła o pomstę do nieba) daje kolejny argument argument do korzystania z pomocy historyka prawa, jeśli się serio pisze o historii instytucji i organów. Lekkie potknięcia w części o filozofii - wybaczalne. Styl w tej części nieco gorzej. Części pisane przez Wolickiego całkiem fajne w treści, ale wydają się nieco stronnicze w ocenie. IV wiek opisany chyba najgorzej.

Bolesne różnice w stylu i poziomie pisania. Część o instytucjach w ustroju Aten śni się studentom po nocach - muszę oddać jej jednak sprawiedliwość - za drugim razem wchodzi nieźle. Notoryczne błędne używanie terminologii (to w jaki sposób użyto kilka razy określenia "apelacja" woła o pomstę do nieba) daje kolejny argument argument do korzystania z pomocy historyka prawa,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
728
687

Na półkach: ,

W recenzji Lecha Trzcionkowskiego prócz pochwał można znaleźć „Mimo rozszerzenia składu autorskiego, charakter podręcznika nie uległ zmianie, pozostaje on dziełem historyków niezwykle kompetentnych i oryginalnych, aczkolwiek za sprawą pewnych decyzji redakcyjnych stracił nieco na spójności. Całość została podzielona na osiem części bardzo nierównej objętości (część ósma "Niewolnictwo" liczy 20 stron wobec części czwartej "Ateny i Sparta — instytucje polis w epoce klasycznej" liczącej ponad 200 stron). Nie sądzę, aby taki podział był dobrym rozwiązaniem, a na pewno nasuwa pytanie o wewnętrzną logikę. (...) Zdarzają się również pewne niekonsekwencje w koncepcji podręcznika: Marek Węcowski zapowiada, że będzie zajmował się demokracją ateńską od reform Efialtesa (s. 355) a następnie omawia ją od samego początku, czyli od reform Klejstenesa (s. 355-360).” Efialtes to rok 462/1, Klejstenes 508/7. „Rozdziały pióra Aleksandra Wolickiego poświęcone "Pięćdziesięcioleciu", imperium ateńskiemu i wojnie peloponeskiej mogłyby nosić podtytuł "Apologia Tukidydesa". Autor tej części podręcznika przyjmuje bowiem, że Tukidydes był autorem nie tylko wybitnie inteligentnym (w przeciwieństwie do Diodora) najlepiej poinformowanym i najbliższym opisywanym wydarzeniom (z wyjątkiem zaginionego dzieła Hellanikosa) ale także bezstronnym i rzetelnym. W konsekwencji stwierdza, że "wobec informacji sprzecznych uważamy, że za każdym razem należy dać pierwszeństwo Tukidydesowi" (s. 66) dorzucając nieco łaskawiej dla innych historyków, że w przypadku informacji, które uzupełniają narrację Tukidydesa, milczenie autora "Wojny Peloponeskiej" "nie musi samo w sobie budzić podejrzeń o wzmianek owych nieprawdziwość". Miejsca, w których tekst nie jest w stanie sprostać wysokiemu mniemaniu o geniuszu Tukidydesa, są usuwane z tekstu oryginalnego jako interpolacje mało inteligentnego wydawcy z czasów rzymskich. Ta niezwykle ciekawa hipoteza Benedetto Bravo, przyjmowana przez jego współpracowników, jest podawana w podręczniku jako pewnik. Mam wątpliwości, czy z punktu widzenia rozdziału między wiedzą "podręcznikową" a "sprawami dyskusyjnymi" jest to najlepsze rozwiązanie, tym bardziej, że nie ukazała się jeszcze specjalistyczna publikacja, która w sposób systematyczny ukazałaby, które miejsca i dlaczego autorzy uznają za interpolowane.” za:
http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Przeglad_Historyczny/Przeglad_Historyczny-r2010-t101-n2/Przeglad_Historyczny-r2010-t101-n2-s274-281/Przeglad_Historyczny-r2010-t101-n2-s274-281.pdf

W sprawie owych interpolacji: otóż w czasie Wojny Peloponeskiej
„Tych helotów, którzy według własnego mniemania odznaczyli się na wojnie wezwali do zgłoszenia się. Zapowiedzieli, że dadzą im wolność. W rzeczywistości miała to być próba: sądzili bowiem, że ci heloci, którzy najbardziej pragną wolności, pierwsi także ośmielą się zbuntować przeciw Lacedemończykom. Wybrano z nich około dwóch tysięcy; z wieńcami na głowie obchodzili oni świątynie jako ci, którzy mają być wyzwoleni; niedługo potem zniknęli i nikt nie wiedział, co się z nimi stało” (Tukidydes 4, 80 tłum. Kazimierz Kumaniecki). Wg Diodora heloci zostali zgładzeni (12, 67, 3).

„Analiza tekstu Tukidydesa od strony gramatycznej i leksykalnej wskazuje, że mamy do czynienia z interpolacją (...) Autor, który ten ustęp wprowadził do Wojny Peloponeskiej, znalazł go u Efora i uznał, że jest na tyle interesujący, iż warto nim wzbogacić dzieło Tukidydesa. Nie wiemy, skąd pochodziły informacje Efora, ale nie wykluczone, że z jakieś [sic! - uwaga Piratki] polemicznego dziełka antyspartańskiego, gromadzącego wiadomości obciążające Spartę. Czy u podstaw tej historii leżało jakieś prawdziwe wydarzenie, nie da się powiedzieć. Efor uznał, że tak było, gdyż inaczej ryzykował niedowierzanie i protesty czytelnika.” (s. 342)
Przyznaję, za słabo znam grecki, by sprawdzić czy styl pasuje do Tukidydesa. Jednak w opowieściach tych widać różnice, u Diodora zostali uśmierceni potajemnie i pojedynczo, u Tukidydesa zniknęli. Gdyby ktoś uzupełnił Tukidydesa na podstawie Diodora przekazy powinny chyba brzmieć tak samo.
„Z pewnością masowy mord na dwóch tysiącach helotów świadczy poza wszystkim innym o zdolności Spartan do ukrycia przed światem wszelkich niewygodnych dla nich faktów. Nasuwają się oczywiście pytania o to, kto, jak i gdzie dokonał egzekucji. W warunkach ówczesnych rzecz taka nie była wcale łatwa do przeprowadzenia. Diodor wprawdzie powiada, że helotów zgładzono pojedynczo i potajemnie w ich domach, ale nie wydaje się, aby mógł na ten temat wiedzieć więcej od Tukidydesa, od którego on sam (lub jego źródło) zaczerpnął całą informację.” (Ryszard Kulesza „Sparta w V i IV wieku p.n.e.” 2003 s. 51)

Książka zawiera dużo wiadomości, lecz to co mym zdaniem bardziej zajmujące, przedstawione zbyt skąpo. Zbiegły niewolnik „w Atenach mógł szukać azylu w świątyni Tezeusza lub przy ołtarzu Eumenid na Areopagu. Musiał wtedy przekonać kapłanów tych miejsc kultu, ze jego sytuacja jest nie do zniesienia i uzyskać nakaz sprzedaży innym ludziom. Jeżeli jednak nie znalazł się nowy nabywca, niewolnik wracał do poprzedniego właściciela.” (s. 671)
Należałoby to rozbudować.
O azylu tym pisze Plutarch w 36 rozdziale „Żywota Tezeusza” i jeszcze kilka źródeł https://penelope.uchicago.edu/Thayer/E/Roman/Texts/secondary/SMIGRA*/Asylum.html
Plutarch podaje też, co prawda bez szczegółów „Jest wszakże i prawo dla niewolników, gdy utracą nadzieję wyzwolenia: mogą prosić o sprzedanie ich i zmianę pana na łagodniejszego.” („O zabobonności” 4, tłum. Zofia Abramowiczówna)
„Ustrój Aten” Arystotelesa 57: „w wypadkach nieumyślnego lub tylko usiłowania zabójstwa, jak też w wypadku zabicia niewolnika, metojka lub cudzoziemca wyrokuje trybunał koło Palladion” (tłum. Ludwik Piotrowicz). Tytułowy bohater platońskiego dialogu „Eutyfron” zamierza o takie zabójstwo skarżyć w sądzie własnego ojca.
Wymowne jest świadectwo z „Ustroju Aten” tzw. Starego Oligarchy „Wśród niewolników znów i metojków ogromne (πλείστη) jest w Atenach rozpasanie (ἀκολασία) i ani nie wolno tam [nikogo] uderzyć, ani niewolnik nie ustąpi ci z drogi. Powiem dlaczego jest taki miejscowy zwyczaj. Gdyby było prawo, że niewolnik może być uderzony przez [człowieka] wolnego albo metojk, albo wyzwoleniec, to często [ktoś] będąc przekonany, że obywatel Aten jest niewolnikiem, mógłby [go] uderzyć; lud bowiem nie jest tam lepiej odziany niż niewolnicy i metojkowie oraz nie lepszy z wyglądu.” (I, 10 tłum. Artur Pacewicz) Podobnie „szczytu (ἔσχατον) wolności (τῆς ἐλευθερίας) dochodzi pospólstwo (πλήθους) w takim państwie, kiedy mężczyźni kupieni i kobiety kupione (οἱ ἐωνημένοι καὶ αἱ ἐωνημέναι) cieszą się nie mniejszą wolnością niż ci, co ich kupują (μηδὲν ἧττον ἐλεύθεροι ὦσι τῶν πριαμένων)” (Platon „Państwo” 563 B tłum. Władysław Witwicki)

Dobrze by było, gdyby książka ta zawierała te i inne odpowiednie cytaty z omówieniem.

Rozważania o liczbie niewolników są mało konsekwentne. Na s. 639: wedle jakichś oszacowań w przeddzień Wojny Peloponeskiej Ateny liczyły 200 tysięcy obywateli, 40 tysięcy metojków i 97 tysięcy niewolników. (Czemu 97?)
Na s. 675n wpierw: dane Atenaiosa („Uczta mędrców” 6,103: „Ktesikles w trzeciej księdze swoich Kronik mówi, że podczas 115 olimpiady odbyło się w Atenach dochodzenie prowadzone przez Demetriusza Falereusza w sprawie liczby mieszkańców Attyki, Ateńczycy jak ustalono sięgają 21 tysięcy, metojków do 10 tysięcy, niewolników do 400 tysięcy.”) są wyraźnie przesadzone, jeśli chodzi o trzecią z liczb. Urywek mowy Hyperejdesa „Przeciwko Aristogejtonowi” zawiera zdanie „ponad 150 000 niewolników, zarówno tych z kopalni srebra, jak też tych z innych regionów Attyki” (tłum. Jan Kucharski) do czego także należy podchodzić ostrożnie.
I ni stąd ni zowąd wniosek „Jeśli chłopi mieli po kilku niewolników, podobnie jak rzemieślnicy, to dodając służbę domową i niewolników pracujących w kopalniach, a także warsztatach budujących okręty, rzeczywiście zbliżamy się do tej sumy.” tzn. owych 400 tysięcy. Musieliby stanowić przeważającą część ludności.

„Liczbom, podawanym przez starożytnych historyków, nie można zbytnio ufać. Ale dokonywanie własnych obliczeń na podstawie rożnych szacowań też jest sprawą ryzykowną.” (Ludwik Zajdler „Atlantyda”, rozdział pierwszy części trzeciej, polecam)

Skąd wiadomo, czy „chłopi mieli po kilku niewolników” etc?
I czy Ateny z przyległościami miały kilkaset tysięcy ludności?
Znaczna część Ateńczyków była uboga (czyli nie miała niewolników),skoro „wynagrodzenie za udział w posiedzeniu Zgromadzenia, tzw. ekklesiastikon (έκκλησιαστικόν) stanowiło skromne, w wymiarze jednego obola, odszkodowanie za stracony dzień pracy” (przypis do „Ustroju” Arystotelesa).

„Ubodzy bowiem z braku niewolników zmuszeni są używać do posług swoich żon i dzieci” Τοῖς γὰρ ἀπόροις ἀνάγκη χρῆσθαι καὶ γυναιξὶ καὶ παισὶν ὥσπερ ἀκολούθοις διὰ τὴν ἀδουλίαν („Polityka” Arystotelesa 6, 5, 13)

Vide „A Numbers Game: The Size of the Slave Population in Classical Athens” dostępne w pdf.

Iza Bieżuńska-Małowist pisze w „Niewolnictwie” (1987):
„w majątkach konfiskowanych zamożnym przecież Ateńczykom w 415 r. p.n.e. niewolników nie ma tak wielu, ale zachowany tekst nie jest pełny. W dokumentach wspominających niewolników wyzwolonych z drugiej połowy IV w. p.n.e., w których wymieniony jest zawód wyzwoleńca, rolnicy reprezentowani są najsłabiej. W mowach sądowych wreszcie znacznie częściej czytamy o niewolnikach zatrudnionych w domu, rzemiośle, bankach czy w kopalniach niż na roli. Mimo tych zastrzeżeń słuszna wydaje się opinia wielu współczesnych badaczy, że literatura minimalizuje użycie niewolniczej siły roboczej w rolnictwie attyckim. Dane dotyczące wyzwoleńców ateńskich z drugiej połowy IV w. p.n.e. są o tyle niemiarodajne, iż - jak stwierdzono dla całej starożytności - do wyzwolenia najłatwiej dochodzili niewolnicy domowi i zatrudnieni w rzemiośle, a najtrudniej pracujący na roli. (...) Na podstawie posiadanego materiału możemy więc jedynie stwierdzić, że niewolnicy nie stanowili dominującej siły roboczej w rolnictwie attyckim, a zapewne także i w innych rejonach Grecji.” (s. 61n) „Obliczenia stosunku ludności niewolniczej do całej ludności wolnej w Egipcie rzymskim w poszczególnych miejscowościach tam, gdzie mamy dla określonego momentu stosunkowo pełne dane, wskazują 7% do 11 %. W Egipcie zaś nie występuje niewolnictwo produkcyjne masowe, lecz przede wszystkim niewolnictwo domowe. Oznacza to, że nawet tam, gdzie niewolnictwo nie odgrywało większej roli w produkcji, co dziesiąty mieszkaniec na terenie tzw. chora (χώρα wiejski teren poza miastami typu greckiego) był niewolnikiem. I nie byli to niewolnicy trzymani w ergastula, zgrupowani na jednym terenie pod ścisłym nadzorem, ale właśnie niewolnicy domowi, poruszający się swobodnie poza domem pana, załatwiający różne jego polecenia, czyli będący w stałym kontakcie z ludźmi wolnymi.” (s. 185n) „Jak już wskazywałam, fragmentaryczność źródeł nie pozwala na określenie procentu ludności niewolniczej w stosunku do ludności wolnej na wszystkich terenach świata starożytnego. Powoływałam się już na przykłady egipskie, które pozwalają przypuszczać, że niewolnicy w chora egipskiej stanowili od 7% do 11% całej ludności. Ostrożne obliczenia ludności Attyki w IV w. p.n.e. podwyższają ten procent do około 25 (w stosunku do obywateli i metojków razem)”. (s. 237)
Czyli mniejszą część ludności.
I czy w Atenach (i innych poleis, poza Spartą oczywiście) dochodziło do powstań niewolniczych?
Pokój Nikiasza (Tukidydes 5, 23, 3) przewidywał pomoc wzajemną Aten i Sparty w razie wspólnego wroga oraz pomoc Aten dla Sparty w razie buntu helotów. Jednak Ateny tego dla siebie nie zastrzegły, widocznie buntu własnych niewolników się nie obawiały.
Chyba nie było ich aż tak wielu.

W recenzji Lecha Trzcionkowskiego prócz pochwał można znaleźć „Mimo rozszerzenia składu autorskiego, charakter podręcznika nie uległ zmianie, pozostaje on dziełem historyków niezwykle kompetentnych i oryginalnych, aczkolwiek za sprawą pewnych decyzji redakcyjnych stracił nieco na spójności. Całość została podzielona na osiem części bardzo nierównej objętości (część ósma...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1273
1372

Na półkach: , , ,

Wydana 20 lat po tomie pierwszym druga część "Historii starożytnych Greków" to bardzo obszerna praca poświęcona antycznej Helladzie w okresie klasycznym. Czytelnik znajdzie w niej mnóstwo informacji o świecie greckim V i IV wieku p.n.e., a dołączone do każdego rozdziału wykazy pożytecznej literatury z pewnością umożliwą bardziej szczegółowe zgłębienie danego zagadnienia. Podręcznik jest praca zbiorową. Czwórka autorów podzieliła się tematami, co skutkuje - niestety! - tym, że poszczególne rozdziały są dość nierówne. Bardzo ciekawe i szczegółowe są teksty A. Wolickiego i M. Węcowskiego. Gorzej natomiast prezentują się fragmenty napisane przez - bądź co bądź specjalistkę od późnego antyku - E. Wipszycką. Dotyczy to szczególnie rozdziału o IV w. p.n.e., krótkim i bardzo ogólnym. Inną wadą takiego podziału treści jest niemożność czytania podręcznika częściami. Przykładowo: nie sposób przeczytać rozdziału o polityce V w. p.n.e. bez lektury części poświęconej Atenom. Tego typu problemy są chyba jednak nieuniknione przy pracy czworga autorów. Z całą pewnością jednak jest to książka bardzo wartościowa, przedstawiająca różne poglądy w nauce. W tym względzie szczególnie ciekawe są podrozdziały zatytułowane "sprawy dyskusyjne". Kolejną zaletą pracy jest duża ilość map, rycin i ilustracji. Z całą pewnością książkę można polecić wszystkim zainteresowanym starożytną Grecją, daje bowiem szerszy ogląd prezentowanych zagadnień niż bardziej treściwe podręczniki W. Lengauera, czy D. Musiał.

Tomasz Babnis

Wydana 20 lat po tomie pierwszym druga część "Historii starożytnych Greków" to bardzo obszerna praca poświęcona antycznej Helladzie w okresie klasycznym. Czytelnik znajdzie w niej mnóstwo informacji o świecie greckim V i IV wieku p.n.e., a dołączone do każdego rozdziału wykazy pożytecznej literatury z pewnością umożliwą bardziej szczegółowe zgłębienie danego zagadnienia....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

128 użytkowników ma tytuł Historia starożytnych Greków. Tom II: Okres klasyczny na półkach głównych
  • 74
  • 54
35 użytkowników ma tytuł Historia starożytnych Greków. Tom II: Okres klasyczny na półkach dodatkowych
  • 16
  • 11
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Historia starożytnych Greków. Tom II: Okres klasyczny

Inne książki autora

Okładka książki Historia mnichów w Egipcie Ewa Wipszycka, Robert Wiśniewski
Ocena 6,6
Historia mnichów w Egipcie Ewa Wipszycka, Robert Wiśniewski
Okładka książki Wędrówka i etnogeneza w starożytności i w średniowieczu Jan Chochorowski, Ilona Czamańska, Małgorzata Dąbrowska, Władysław Duczko, Krzysztof Fokt, Stanisław Grzybowski, Jerzy Hauziński, Grzegorz Jawor, Jerzy Kolendo, Zofia Kurnatowska, Christian LÜBKE, Wojciech Mruk, Vincent Múcska, Michał Parczewski, Jan M. Piskorski, Jan Prostko-Prostyński, Andrzej Sakson, Maciej Salamon, Joachim Śliwa, Sławomir Sprawski, Krzysztof Stopka, Jerzy Strzelczyk, Stanisław Turlej, Lech A. Tyszkiewicz, Marek Wilczyński, Ewa Wipszycka, Marcin Wołoszyn, Zenon Woźniak, Piotr Wróbel, Hanna Zaremska, Stefan Zawadzki, Adam Ziółkowski
Ocena 7,0
Wędrówka i etnogeneza w starożytności i w średniowieczu Jan Chochorowski, Ilona Czamańska, Małgorzata Dąbrowska, Władysław Duczko, Krzysztof Fokt, Stanisław Grzybowski, Jerzy Hauziński, Grzegorz Jawor, Jerzy Kolendo, Zofia Kurnatowska, Christian LÜBKE, Wojciech Mruk, Vincent Múcska, Michał Parczewski, Jan M. Piskorski, Jan Prostko-Prostyński, Andrzej Sakson, Maciej Salamon, Joachim Śliwa, Sławomir Sprawski, Krzysztof Stopka, Jerzy Strzelczyk, Stanisław Turlej, Lech A. Tyszkiewicz, Marek Wilczyński, Ewa Wipszycka, Marcin Wołoszyn, Zenon Woźniak, Piotr Wróbel, Hanna Zaremska, Stefan Zawadzki, Adam Ziółkowski
Ewa Wipszycka
Ewa Wipszycka
Polska historyk specjalizująca się w historii starożytnej, w tym historii Egiptu i późnoantycznego chrześcijaństwa. Związana z Uniwersytetem Warszawskim.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Historia starożytnych Greków. Tom I: Do końca wojen perskich. Ewa Wipszycka
Historia starożytnych Greków. Tom I: Do końca wojen perskich.
Ewa Wipszycka Benedetto Bravo
W powiedzonku „nie udawaj Greka” jest sporo przewrotnej przesady, bo jak by nie patrzeć, wszyscy nadal tych Greków udajemy albo wręcz nimi jesteśmy. Ten akademicki podręcznik, niegdyś pewnie podstawowy a dziś lekko przestarzały, często podkreśla że mentalność plemion zamieszkujących setki i tysiące lat temu tereny dzisiejszej Grecji różniła się od współczesnego sposobu myślenia. Gdyby jednak te sposoby myślenia były aż tak odmienne, nie przetrwałoby w dzisiejszej kulturze, polityce, organizacji społecznej, architekturze, słownictwie i mnóstwie innych dziedzin życia aż tyle prastarych greckich śladów i kodów. Tytuł wyjaśnia sam siebie – książka opisuje dzieje Greków od najdawniejszych odkryć archeologicznych aż po wojny z „piersiami”. Dygresja osobista – moja nauczycielka historii z ogólniaka, jako osoba mająca za zadanie nie nauczyć ale świadczyć obowiązek etatowej pracy „pedagoga”, w swój wątły wykład wtrącała urocze lapsusy typu greckich wojen z „piersiami” albo posągów bogini „anteny”. Autorzy poświęcili sporo miejsca niemałym trudnościom, na jakie natrafiają badacze najdawniejszych dziejów – kiedy z braku źródeł pisanych i nielicznych śladów kultury materialnej trzeba wysnuwać teorie o organizacji ówczesnych społeczności, kulcie religijnym, sprawowaniu władzy i całej kulturze niematerialnej. A w wielu wypadkach, zamiast solidnych dokumentów, badacze mają do czynienia z poematami (Iliada czy Odyseja),pismami filozofów i niesprawdzalnymi doniesieniami późniejszych starożytnych historyków. Nie dziwne więc, że ilu badaczy tyle teorii, a wiele z nich brzmi pięknie ale ma dość wątłe podstawy. Z książki wynika, że ta nasza kultura rodziła się w wielkich bólach. Greckie ziemie były nieurodzajne, nawiedzane przez suszę, ubogie w surowce, nieprzyjazne człowiekowi, gęsto poprzecinane wysokimi górami. Żyło się biednie, krótko i niebezpiecznie. Żadna to podstawa do wzdychania za dawnymi dobrymi czasami. Bo one wcale dobre nie były i właśnie dzięki temu uformowały typ człowieka, którego działalność pozostawiła piętno na stuleciach dziejów Europy. Człowieka twardego, przedsiębiorczego (handlowali z zapałem czym popadło!),odważnego, chętnego do wypraw w dalekie rejony „za chlebem” (kolonie greckie „obsiadły” nawet wybrzeża dzisiejszej Hiszpanii i Francji!). I człowieka niezwykle przywiązanego do społecznego trybu życia, wychodzenia poza okręg własnego ogniska domowego, rozpolitykowanego, czującego się odpowiedzialnym za sprawy całej polis, często głośnego, "kłótliwego jak Grek" i starającego się przekonać do swych racji za pomocą środków oratorskich, a nie odgórnego przymusu. Z tego rozgadania i zaciekłości w sporach wypączkowały filozofia, literatura, dramat i współczesna polityka. Wschodnie satrapie nie mogły zapewne pojąć (i do dziś chyba nie mogą),że jakaś tam „rada” wspólnie decyduje o sprawach miasta, zamiast zadekretować te sprawy jednym „ukazem”. Bardzo fajna lektura, mimo wad, o których napisali inni forumowicze. Jeśli już mało kto ma czas, chęci i umiejętności do „rozbierania” Homera w oryginale, dobrze poczytać coś, co zbliży nas do własnych źródeł i pozwoli zadumać się nad paradoksem, że tak wiele się zmienia a jednak nasza natura pozostaje … grecka.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na71 rok temu
Miłość w starożytnym Rzymie Pierre Grimal
Miłość w starożytnym Rzymie
Pierre Grimal
Moje trzecie spotkanie z twórczością francuskiego filologa klasycznego i historyka. Wcześniejsze to biografie Seneki i Marka Aureliusza wydane w serii BSL. Tutaj tematyka zgoła inna niż biografistyka. Bez dwóch zdań trudniejsza do kompleksowego ujęcia, ponieważ zjawisko miłości bardziej pasuje do rozważań z zakresu innych dziedzin niż historia, ale w XX wieku historycy zaczęli pisać o wielu sprawach, które nie wiązały się jedynie z polityką, dyplomacją, czy wojnami - jako naturalnymi konsekwencjami dwóch wcześniej wymienionych. "Miłość w Rzymie" ma swoje ramy czasowe w książce. "Rzym" został tu potraktowany od legendarnych początków (od ucieczki Eneasza z płonącej Troi, po podania o dzieciach Rei Sylwii: Romulusie i Remusie),aż po schyłek dynastii julijsko-klaudyjskiej. Jeśli autor wykracza poza ten okres, to tylko w paru przykładach (i to chyba ani razu w czasy późniejsze niż panowanie Kommodusa). Pierwsze rozdziały o czasach najdawniejszych to sporo dywagacji teoretycznych, na niewielkiej bazie przykładów. Wiąże się to oczywiście z nikłą podstawą źródłową. Im bliżej czasów schyłku Republiki i początków Cesarstwa, tym więcej soczystych historii z życia wziętych. Trochę zaburza to narracyjny odbiór książki, ale nie stanowi wielkiego problemu. Przede wszystkim mamy tutaj do czynienia z naukowcem, który gładko operuje piórem, a wszechstronna znajomość całokształtu problematyki historii starożytnego Rzymu umożliwia mu interesujące przedstawienie "miłości" - jako zagadnienia, które miało spory wpływ na najważniejsze decyzje ludzkie, determinujące powstanie, rozwój i liczne perturbacje społeczeństwa i państwa rzymskiego. W centralnym miejscu zagadnienia "miłości" stoi kobieta. Z wielu względów. Chyba najważniejszym z nich była sprawa "czystości krwi". Tak, tak, ta sama sprawa, która przewijała się w późniejszej historii świata w trochę innych kontekstach, aczkolwiek zazwyczaj złowieszczych. Otóż kobieta w Rzymie musiała zachować "czystość krwi" z uwagi na to, aby nie skalać rodu. Było to niesłychanie istotne dla mężczyzn, którzy dbali o tę sprawę dosyć skrupulatnie, tym bardziej, że była ona mocno osadzona religijnie (tego typu myślenie miało swoją przyszłość także w religii, która zastąpiła w Rzymie wiarę w dawnych bogów; tu i ówdzie w dalszym ciągu ma wpływ na niektóre umysły). Czego w takim razie nie wolno było robić kobiecie? Po pierwsze... pić wina (moja partnerka skwitowała to, iż w takim razie nie przeżyłaby długo w starożytnym Rzymie:). Już w najdawniejszych prawach, przypisywanych Romulusowi, mąż mógł odtrącić kobietę za... przywłaszczenie kluczy. Chodziło o klucze do piwniczki, gdzie trzymano wina. Bywały przypadki, że tzw. trybunał familijny karał kobiety - które mimo grożących surowych kar nie potrafiły powstrzymać się od tańca z Bachusem - śmiercią. Ktoś by zapytał: skąd takie absurdalne z naszego punktu widzenia praktyki? Uważano, że wino, jako tajemnicza zasada życia, które mieszało krew kobiety z obcą zasadą, mogło doprowadzić do splamienia całego rodu; po wtóre wino traktowano jako środek antykoncepcyjny i abortywny; po trzecie zaś rezerwowano je dla świętej bogini Wenus. Która z tych trzech hipotez jest najbardziej prawdopodobna, tego nie wiadomo. A może grały rolę wszystkie po trochę. Z tym wszystkim wiązał się dosyć osobliwy zwyczaj. Jak pisze Grimal: "panie z dobrych rodzin przez długi czas witały swoich krewnych lub powinowatych pocałunkiem w usta. Szczególne to prawo, którego nie mogły żądać dla siebie zwykłe kobiety, może być wyjaśnione, jak to zresztą rozumieli już sami starożytni, jedynie poprzez tabu związane z winem. Po prostu krewni szlachetnej damy sprawdzali w ten sposób, czy jej oddech wolny był od odoru alkoholu". Drugi zakaz, jaki wiązał kobiety to oczywiście sfera seksualności. Słynny cenzor Katon mawiał: "Jeśli przyłapiesz żonę na cudzołóstwie, będziesz mógł zabić ją bez sądu, i to bezkarnie; ale jeśli ty byś popełnił cudzołóstwo (…) ona nie odważy tknąć cię nawet palcem, a zresztą nie ma nawet do tego prawa". Idealny ten stan (chyba dla wielu mężczyzn nawet w naszych czasach) miał się często nijak do rzeczywistości. Był on związany ponownie z kwestią "czystości krwi" całego rodu, ponieważ, siłą rzeczy, mater semper certa est. Gorzej z ojcem, z czego zdawali sobie sprawę biedni Rzymianie i co spędzało im nierzadko sen z powiek. Tym bardziej, że do możliwości sprawdzenia ojcostwa poprzez badania DNA daleka była jeszcze droga. Tak więc kobiety musiały być "czyste" w 100%. Od wina i od seksu z nie-mężem. A co kiedy dochodziło do dramatycznej dla każdego mężczyzny decyzji o konieczności oddalenia swej połowicy? Musiał on użyć uświęconej tradycją formuły: "Zabieraj swoje rzeczy i wynoś się" (jakże nasze czasy są jednak tolerancyjne! Aktualnie taką formułę słyszy się chyba częściej w drugą stronę...). A co jeśli były widoki na złagodzenie mężowskiego gniewu? Oto na Palatynie swe sanktuarium miała bogini Viriplaca - Łagodząca Mężowski Gniew. Pary mogły się do niej udać i wygarnąć sobie co leżało na wątrobie. Pod wpływem mówienia (i oczywiście bogini),często dochodziło do złagodzenia mężowskiego gniewu i "zespolenia" małżonków "jak nigdy przedtem". W świadomości wielu prawdziwych Rzymian kobieta była złem. Na szczęście koniecznym. Jeden z nich Metellus Numidyjski (zwycięzca Jugurty),będąc cenzorem w 102 r.p.n.e. wygłosił następujące słowa: "Jeśli moglibyśmy, Kwiryci, żyć bez kobiet, wszyscy zrezygnowalibyśmy z tego kłopotu: ale ponieważ natura tak pokierowała, że ani z nimi wystarczająco wygodnie, ani bez nich żadnym sposobem żyć nie można, należy raczej doradzać trwały związek niż przelotną przyjemność". Chodziło oczywiście o nakłanianie do zawierania związków małżeńskich, aby owoce miłości przychodziły na świat bez wątpliwości natury prawnej i bez podejrzeń o "czystość krwi". A że prawdziwi rzymscy mężczyźni lubili prawdziwy sport mężczyzn wszystkich czasów - wojny, to problem zasilania państwa kolejnymi prawdziwymi Rzymianami coraz bardziej stawał się pilny. O książce tej można by było pisać jeszcze i jeszcze. Zainteresowanych tego typu sprawami zachęcam do lektury. Jeśli powyższe przykłady choć trochę to już uskuteczniły, to zapewniam, że jest ich więcej w tej ciekawej i pouczającej publikacji.
Munk - awatar Munk
ocenił na713 dni temu
Sparta w V-IV wieku p. n. e. Ryszard Kulesza
Sparta w V-IV wieku p. n. e.
Ryszard Kulesza
Nazwa „Sparta w V i IV wieku” myląca, bowiem książka omawia też okres wcześniejszy i późniejszy. Stosując słownictwo z „Folwarku Zwierzęcego” bardzo tu pasujące „wiele świadectw wskazuje na to, że w społeczności spartańskiej byli równi i równiejsi” (s. 24) „wśród Spartiatów, którzy na zewnątrz występowali jako "równi" albo tak ich postrzegano, niektórzy byli dość bogaci, aby wystawiać na igrzyskach panhelleńskich rydwany, podczas gdy inni z trudnością wnosili swoje składki na syssitie.” (s. 26) Syssytią (συσσίτια od σύν σῖτος „wspólny chleb”) była biesiada na którą każdy uczestniczący spartiata wnosić okresowo musiał (pod groźbą utraty praw) składkę pochodzącą z uprawianej przez helotów działki zwanej κλῆρος (los). Wysokość składki źródła podają rozbieżnie (s. 146) jeszcze większy kłopot sprawia ustalenie sposobu przyznawania działek. Wedle Plutarchowego „Żywotu Agisa” (5, 1) działka przypadała dziedzicznie, wedle „Żywotu Likurga” (16, 1) przydzielało ją państwo. Oba rozwiązania sprawiają trudności. W pierwszym brak danych, co robić w razie większej ilości spadkobierców, w drugim młodzi spartiaci musieliby czekać na przyznanie działki, by uzyskać prawa obywatelskie (s. 34). Brak pewności czy rozmiary były równe (s. 32). Być może istniała inna ziemia uprawna poza tymi działkami (s. 35). Homoioi lepiej tłumaczyć „jednakowi” zamiast „równi” (s. 24). Podobieństwo położenia helotów do późniejszych pańszczyźnianych uznane za pozorne (s. 36) bez bliższego wyjaśnienia. Heloci wedlug słownika Polluxa zajmowali miejsce „między wolnymi a niewolnikami” (s. 44) co stanowiło metaforę, w której nie chodziło „o wolność, której heloci w ogóle nie mieli, ile o dystans, jaki ich dzielił od zwykłych niewolników.” (s. 58) Ściśle biorąc jest to początkiem zdania Μεταξὺ δὲ ἐλευϑέρων καὶ δούλων οἵ Λακεδαιμονίων Εἴλωτες, καὶ Θετταλῶν Πενέσται, καὶ Κρητῶν Κλαρῶται, καί Μνωῖται, καὶ Μαριανδύνων Δωρυφόροι, καί Ἀργείων Γυμνῆτες καί Σικυωνίων Κορυνηφόροι co znaczy „Między wolnymi i niewolnikami są heloci Lacedemończyków, penestai Tesalezyków, klarotai [związani z działem ziemi] i mnoitai Kreteńczyków, dorophoroi [noszący dary] Mariandynów, gymnetes ["nadzy", lekkozbrojni] Argiwów, korynephoroi [noszący maczugę] Sykjończyków.” (za: „Historia Starożytnych Greków” t. 1 s. 152) Nazwa „heloci” (εἵλωτες) w starożytności wywodzona od miasta Helos (Ἕλος) może też pochodzić od αἱρέω (chwytam) lub ἁλίσκομαι o podobnym znaczeniu (s. 37). Ich liczebność jakiś badacz „wyliczył” z dokładnością do jednego między 39976 i 57800 w Mesenii (zatem nie licząc Lakonii s. 41). Na pytanie czy heloci stanowili własność państwową czy osobistą już w starożytności odpowiedzi były różne (s. 45). Likurg „Sprawił też, żeby <mogli> korzystać i z cudzych (ἀλλότριος) niewolników (οἰκέταις) w razie potrzeby.” („Ustrój Sparty” Ksenofonta 6, 3) „w Lacedemonie jeden posługuje się niewolnikami (δούλοις) drugiego (ἀλλήλων) niemal jakby swymi własnymi (ἰδίοις) podobnie i końmi i psami” („Polityka” Arystotelesa 2, 2, 5) Można w tym widzieć bądź odróżnienie własnych od cudzych bądź przeciwnie (s. 45). Strabon (8, 5, 4) pisze o „pewnego rodzaju niewolnikach państwowych" (τρόπον γάρ τινα δημοσίους δούλους). „Spartiata, który uznał to za słuszne, mógł bezkarnie zabić swojego (i chyba też cudzego) helotę, także poza instytucją kryptei." (s. 48) To jednak raczej przemawia przeciwko uznaniu ich za własność osobistą, o ile to rozróżnienie w Sparcie w ogóle istniało. O kryptei (κρυπτεία) mówi kilka źródeł, przy tym niejednoznacznie. Brak danych zrozumiały, sama jej nazwa oznacza „skrytość”. Czym była ? Wyczerpującą próbą przetrwania (Platon „Prawa” 1, 633) tajną policją („Żywot Likurga” 28) jednostką wojskową („Żywot Kleomenesa” 28) ? Wszystkimi naraz czy kolejno ? W „Żywocie Likurga” zadaniem było uśmiercanie nocą każdego heloty, jakiego można było schwytać, często też (za dnia ?) zabijanie najsilniejszych i najlepszych z nich (ῥωμαλεωτάτους καὶ κρατίστους). Krócej w innych słowach Heraklides z Lembos: mordują tylu helotów, ilu potrzeba (ἀναιροῦσι τῶν εἱλώτων ὅσους ἂν ἐπιτήδειον). „Plutarch potępia krypteję i powątpiewa w to, aby Likurg był jej twórcą. Uważa, że dopiero "w późniejszych czasach", zwłaszcza po trzęsieniu ziemi w latach sześćdziesiątych V wieku p.n.e., gdy heloci we współdziałaniu z Messeńczykami zbuntowali się przeciwko nim, niszcząc kraj i poważnie zagrażając samemu miastu, Spartanie zaczęli posługiwać się tymi okrutnymi środkami. Niektórzy uczeni podważali wiarygodność przekazu Plutarcha o kryptei, jak Muller, który przywoływał w tym celu Platona (Prawa I 633b; 763b),czemu słusznie sprzeciwił się Busolt, ostrzegając przed pokusą czynienia kryptei piękniejszą, niż była” (s. 49) Drugie z podanych miejsc „Praw” brzmi „Strażnicy obszarów wiejskich będą musieli przyzwyczaić się następnie poprzestawać przez te dwa lata na skromnej i skąpej strawie codziennej. Zaraz po wyborze zgromadzą się te ich dwunastoosobowe zespoły ze swymi pięcioma przełożonymi i postanowią wspólnie, że ponieważ sługami mają być niejako, nie będą mieć własnych sług i niewolników, a niewolników należących do rolników i włościan nie będą używać do osobistych posług, lecz z ich pomocy korzystać będą tylko przy wykonywaniu prac publicznych. Muszą oni w ogóle powiedzieć sobie z góry, że będą służyć innym i obsługiwać się sami. Latem i zimą wyprawiać się będą na zwiady i przebiegać cały kraj w pełnym uzbrojeniu, ażeby go strzec i poznać wszystkie jego okolice. Bo nie ma bodaj rzeczy tak ważnej jak to, żeby wszyscy znali swój kraj dokładnie. W tym celu będą też młodzi uprawiać polowanie i uganiać się za zwierzyną bardziej jeszcze niż dla przyjemności, jaką im to sprawia, lub dla korzyści, jaką przynosi. I czy będziemy tu mówić o «tajnych patrolach» (κρυπτοὺς) czy zarządcami obszarów wiejskich (ἀγρονόμους) nazywać tych ludzi, czy jak się tam komu podoba określać ich i ich służbę, każdy z nich z największym, jak można, zapałem pełnić ją musi, jeżeli pragnie zapewnić bezpieczeństwo swojemu państwu.” (tłum. Maria Maykowska) Opis kryptei w „Żywocie Likurga” rzeczywiście zaczyna obrona tegoż prawodawcy przed posądzeniem o jej założenie. Chociaż Plutarch należał do światlejszych umysłów swoch czasów, dziwacznie usprawiedliwiał Solona ... że nie naśladował Likurga. Solon zawiódł obie strony, bogatych umarzając długi, ubogich nie przeprowadzając podziału ziemi „jak się tego spodziewano i w ogóle nie uczynił ludzi, za przykładem Likurga, życiowo i bytowo równymi. Lecz Likurg pochodził w jedenastym pokoleniu od Heraklesa, przez wiele lat królował w Lacedemonie, miał wielkie poważanie, przyjaciół i siłę do dyspozycji i umiał nimi rządzić dobrze w sprawach publicznych. Posługiwał się raczej przymusem niż przekonywaniem, że nawet oko mu wybito” (Żywot Solona 16) Solon wyzwolił „hektemoroi”, by uczynić to co Likurg, musiałby zamiast wyzwolenia jeszcze bardziej ich zgnębić upodobniając do helotów, zatem o jakiej równości była by wówczas mowa ? Poza tym, skoro Likurg stosował „bardziej przymus niż przekonywanie”, to na co przyszło mu „wielkie poważanie” ? Wcielanie helotów do wojska „oznacza, iż helotów jakoś różnicowano, skoro dawano im do rąk broń, chyba, że szkolono ich tak, jak w Rzymie gladiatorów” (s. 56). Koniec helotyzmu równie zagadkowy, jak początki, przetrwał „do czasów panowania rzymskiego” (τὴν εἱλωτείαν τὴν ὕστερον συμμείνασαν μέχρις τεσ Ῥωμαίων ἐπικράτειας Strabon 8, 5, 4). Położenie helotów, czy też części z nich, miałoby być lżejsze, skoro „gdy w 223 roku Kleomenes III obiecał wolność wszystkim helotom, którzy zapłacą pięć min, zdołał zebrać w ten sposób aż pięćset talentów. Jeśli owa suma odpowiada prawdzie (zgłaszano w literaturze przedmiotu pewne obiekcje w tej sprawie) oznacza to, że wolność uzyskało sześć tysięcy helotów. Skądinąd rodzi to pytanie, skąd heloci mieli pieniądze? Jeśli uzyskiwali je ze sprzedaży produktów rolnych, nie bardzo wiadomo, komu mieliby je (zwłaszcza w V-IV wieku p.n.e.) sprzedawać.” (s. 43) „Zebranie aż 500 talentów dowodzi, że pieniądze wpłaciło 6000 helotów. Powołanie do wojska jedynie trzeciej ich części może wynikać zarówno z ich wieku i kondycji fizycznej, jak i stanowić świadectwo ostrożności Kleomenesa, który nie chciał wywołać obaw wśród pozostałych obywateli. Chociaż też zgłoszono wątpliwości co do ogólnej liczby wyzwolonych wydaje się, że nie ma poważnych podstaw do podważania historyczności całego wydarzenia.” (s. 309) Okrągłe liczby mogą być grubszym przybliżeniem. Szukając czegoś w tej sprawie można natrafić na pracę „Agis IV i Kleomenes III – spartańscy reformatorzy” a w niej takie kwiatki jak „Po raz pierwszy ilość wyprodukowanego pożywienia przez helotów został określony [!] w bezwzględnych wartościach” (s. 54 widocznie był to „ten ilość”) czy „W przeciwieństwie do tych, wcielonych do armii tylko na czas trwania wojny peloponeskiej, co [?] mogli osiągnąć wolność wykupując się za cenę 500 drachm. (...) Tylko 2000 helotów zostało włączonych do wojska i uzbrojonych tak jak reszta żołnierzy, w macedońskim stylu. Prawdopodobnie pozostałą część chcieli [kto ?] wykorzystać w przyszłości.” (s. 59 ze strony academia) Ostrzegam przed takimi pracami. Więcej miejsca poświęcam helotom, pozostałe lakońskie urządzenia oczywiście zasługują na uwagę, jednak książka nie daje jednoznacznej odpowiedzi na czym polega odmienność Sparty. Odmienność sprowadzana zostaje do „legendy” (s. 42, 111 i 143) książkę kończą zdania: „Jakkolwiek jednak śladów starożytności nie znajdziemy w Sparcie wiele, żyje spartańska legenda, która zresztą bywa czasami ciekawsza, a w każdym razie bardziej pociągająca od rzeczywistości. Okazała się przy tym o wiele trwalsza od swego pierwowzoru i zapewne na przekór uczonym rewolucjom trwać będzie jeszcze, czego zresztąjej życzymy, bardzo długo.” (s. 318 dziwne, gdy tak pisze historyk) Równocześnie „"spartański styl życia" (diaita),na co wskazuje Tukidydes, różnił się od znanego z innych państw greckich” (s. 144). Należała do niego tajność „liczba Lacedemończyków nie była znana wskutek tajemnicy, jaką oni zawsze otaczają swoją politykę” (Tukidydes 5, 68) Nawet swoją żonę spartiata mógł odwiedzać tylko „potajemnie, starając się, aby nikt go przy tym nie zobaczył i trwało to tak długo, że niektórym urodziły się nawet dzieci, zanim za dnia zobaczyli swoje żony.” (s. 119) A gdy mowa o skrytości, zabrakło mym zdaniem omówienia zabezpieczeń przed „nieproszonymi gośćmi” (przykłady w „Krypteia and Xenelasia: Reassessing the Notion of Spartan Secrecy”). Poza tym (o czym była mowa przy „Królu Agisie”) gdyby Sparta nie odbiegała od innych poleis, czemu budziła podziw wśród zwolenników takiego ustroju ? Dla Kritiasa jej ustrój był „najpiękniejszy”, Stary Oligarcha (może tożsamy z Kritiasem) narzekał, że w Atenach niewolnicy mają za dobrze, co nie do pomyślenia w Sparcie, „Państwo” Platona wyraźnie na niej wzorowane, wreszcie Ksenofonta dziwiło „że choć powszechnie chwali się tamtejsze zwyczaje, żadna polis nie chce ich naśladować” („Ustrój polityczny Sparty” 10, 8). Jak zauważa ktoś na stronie Historycy: czasem kłopotliwe w lekturze są (chyba) skróty myślowe, jak choćby ten „Najprawdopodobniej w sprawach gardłowych należało do eforów, jak pokazuje palimpset watykański, jedynie przeprowadzenie śledztwa, natomiast sędziami byli w takim przypadku eforowie i geronci.” (s. 102) Dobór zdjęć trochę dziwny, słusznie zamieszczone dwa posążki Spartańskiej Biegaczki (nr 19 i 20 wyglądającej wdzięcznie, jak to ujął Jerzy Łanowski w „Świętych Igrzyskach Olimpijskich”) natomiast dzieła sztuki z czasów rzymskich, jak ruiny teatru, pasują mniej. Z tymi zastrzeżeniami warto przeczytać.
Piratka - awatar Piratka
oceniła na67 miesięcy temu
Normanowie Lech Leciejewicz
Normanowie
Lech Leciejewicz
Książkę profesora Leciejewicza czytałem przez ostatnich kilka miesięcy… Może to zabrzmiało groźnie, ale wcale nie napisałem, że męczyłem się nad nią przez ten czas. Rzekłbym raczej, że… delektowałem się „Normanami”. Ta pozycja, jak żadna inna sprawdzała się podczas porannych podróży tramwajem, czy w trakcie smakowania niedzielnej kawy. Oczywiście jest to książka naukowa. Oczywiście jest napisana naukowym językiem. Nie jest zatem literaturą, która „porwałaby czytelnika”. Ilości przyswajanych informacji należy sobie odpowiednio dawkować. Warto to robić w taki sposób, aby te się przyjęły, przetrawiły i ułożyły wygodnie w naszej pamięci długotrwałej. Kim jesteś człowieku? Quis es homo? - Może jesteś studentem historii – nie uwierzę, że jeszcze tej książki nie miałeś/miałaś w rękach! - Może jesteś gimnazjalistą, licealistą zainteresowanym historią (wikingów, każdą inną). No cóż… książka nie będzie dla Ciebie zbyt trudna, więc bierz śmiało, ale nie szukaj w niej pasjonujących przygód rozbójników na nieznanych morzach. Wikingów poznasz tu raczej „od podszewki”. - Jesteś pasjonatem historii – zanim zaczniesz czytać bardziej szczegółowe pozycje – zacznij właśnie od „Normanów” Leciejewicza. - Jesteś niedzielnym pasjonatem i na przykład lubisz serial „Vikings”. Ups – ta książka może okazać się zbyt „insajderska”. Nie znajdziesz tu „wikińskiego mięsa”, obrzędów czy opisów wypraw Ragnara Lothbroka. - Jesteś pisarzem i chcesz zainspirować się tematem srogich wojowników północy – bierz „Normanów” w ciemno, bo doprawdy jest to przystępne kompendium wiedzy. https://librumlegens.wordpress.com/2016/12/28/lech-leciejewicz-normanowie/
librumlegens - awatar librumlegens
ocenił na89 lat temu
Historia starożytnego Bliskiego Wschodu Marc van de Mieroop
Historia starożytnego Bliskiego Wschodu
Marc van de Mieroop
Marc van de Mieroop, ceniony belgijski asyriolog i znawca historii starożytnego Bliskiego Wschodu, słynie nie tylko z książki o Hammurabim, ale również – a może nawet i bardziej – z holistycznego podręcznika do… historii wspomnianego regionu od czasów pojawienia się pisma (ok.3000 p.n.e.) do Aleksandra Macedońskiego, co zresztą zaznaczone jest na okładce. Publikacja ta jest jedną z nowszych opracowań historycznych na ten temat, z pewnością jest więc godna uwagi. Widać, że Mieroop miał zamiar napisać podręcznik uniwersalny – zarówno przystępny dla laika, jak i dla zapalonego studenta, który chce głębiej wgryźć się w temat. O tym pierwszym świadczy stosunkowo prosty język i płynna (przynajmniej w większości) narracja, o tym drugim rozdrabnianie się nad niektórymi kwestiami, dużo datowań i danych. Chciał zatem zrobić coś na miarę Georgesa Rouxa. Wyszło nieźle, choć zarzucić mu można z pewnością niewyczerpanie tematu. Mieroop skupia się na jednych kwestiach, zostawiając na boku inne. Lwia część tej książki to opis historii politycznej – formowania się ludów, ośrodków władzy, dzieje poszczególnych dynastii i co ważniejszych władców; podbojów, bitew, stosunków dyplomatycznych i zawirowań politycznych. Czasem wtrąci też coś na temat osiągnięć technicznych/cywilizacyjnych danych epok, nieraz kleci też wzmianki o piśmiennictwie i jego powstawaniu, o zachowanych źródłach pisanych i o ważności oraz roli poszczególnych języków w poszczególnych okresach. Niekiedy powołuje się przy tym na fragmenty różnych tekstów, którymi się wspomaga, odczytanych z tabliczek klinowych; Mieroop słynie właśnie z tego, że lubi się tymi tekstami podpierać. Od czasu do czasu wzmiankuje też, skrótowo i w zwarty sposób, o gospodarce i strukturze społecznej. I to tyle jeśli chodzi o charakterystykę zawartości. Jest to solidne, rzetelne źródło, aczkolwiek brak tu jakichś nowatorskich treści – zasadnicza część informacji jest powtórzeniem, rzecz jasna, z innych podręczników. Mieroopowi można też gdzieniegdzie zarzucić skróty czy uproszczenia, a także zastanawiać nad zasadnością rozłożonych akcentów, niemniej jednak, z bagażem niewielkich wad, jego podręcznik pozostaje przyzwoitym źródłem informacji – trochę kompromisowym, ale mimo wszystko godnym uwagi.
Wizjoner - awatar Wizjoner
ocenił na74 lata temu

Cytaty z książki Historia starożytnych Greków. Tom II: Okres klasyczny

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Historia starożytnych Greków. Tom II: Okres klasyczny


Ciekawostki historyczne