Kobieca połowa świata – rozmowa z Anną Fryczkowską, autorką „Cyrkówki Marianny”

LubimyCzytać
28.10.2020

Anna Fryczkowska w swoich powieściach oddaje głos niesłyszanym i pokazuje niewidzialnych. Interesują ją kobieca połowa świata i te rejony naszej tożsamości narodowej, które do tej pory były ukrywane, jak choćby chłopskie pochodzenie. Ciekawość świata i dziennikarska pasja sprawiają, że w ręce czytelnika trafiają książki nie tylko wciągające i zaskakujące, lecz także dobre warsztatowo i rzetelne. Ta absolwentka Gender Studies na Uniwersytecie Warszawskim i laureatka Róż Gali właśnie zabiera nas w podróż z „Cyrkówką Marianną” – niezwykłą artystką totalną. Opowiada o tym, dlaczego tak bardzo polubiła główną bohaterkę, mówi też o wszystkich niezadanych jej pytaniach. Jakich? Zapraszamy do lektury!

Kobieca połowa świata – rozmowa z Anną Fryczkowską, autorką „Cyrkówki Marianny”

fryczkowska cyrkówka marianna[Opis wydawcy] Powojenna Polska i historia miłosna, jakiej nie znaliście. Marianna, dziewczyna ze wsi, niegdyś warszawska służąca. Franciszek, przedwojenny atleta. Przez 24 lata zjechali niemal całą – podnoszącą się po II wojnie światowej – Polskę, występując jako Cyrk światowej sławy Arnolda i Marisse Boticellisse. Podróżowali pociągami i furmankami, sypiali w stodołach i kwaterach prywatnych. Występowali we wsiach i miasteczkach – w remizach, szkołach, na jarmarkach, odpustach, na rynkach i w więzieniach. „Jest rok 1947, maj, i tak ciepło, że wcale nie trzeba nosić pończoch. Wysiadamy na tej stacji zupełnie nieoczekiwanie, bo przecież mieliśmy jechać dalej...”. A to dopiero początek. Marianna i jej mąż usiłują żyć i kochać w kraju, który próbuje podnieść się z wojennej pożogi. „Cyrkówka Marianna” to pełnokrwista powieść o odważnej kobiecie z fantazją, która kochała na zabój sztukę oraz swojego męża atletę. Anna Fryczkowska odwiedziła archiwa, rozmawiała z dziesiątkami osób, z detektywistyczną pasją studiowała również obrazy swojej bohaterki – akrobatki, żony atlety, czarodziejki jarmarków, wreszcie – malarki, jednej z najbarwniejszych artystek ludowych XX wieku.

Ewa Guzek: Bohaterkami większości pani książek są kobiety. Oddaje pani głos tym, które na co dzień nie są słyszane – gospodyniom domowym, (samotnym) matkom, starszym paniom. Czy reprezentowanie niesłyszanych jest dla pani ważne?

Reklama

Anna Fryczkowska: Literatura pisana przez mężczyzn od wieków na ogół robiła z kobiet przedmioty męskich westchnień, zdobycze, ofiary, statystki, ozdoby, natomiast rzadko, prawie nigdy, podmioty. Ja o tę kobiecą podmiotowość walczę, więc w swoich książkach oddaję głos tym, którym często był i jest odbierany. Większość z nas wychowano tak, żebyśmy gniew tłumiły, przetwarzały w łzy czy zrzędzenie, przez to wiele kobiet, zamiast wrzeszczeć, ociera łzy nad zlewozmywakiem, chowając w sobie nigdy nie wyrażone wszechświaty. A te wszechświaty to fantastyczny temat literacki! Piszę czasem i o panach, tworzą w końcu połowę świata, ale to tylko połowa, a tak naprawdę interesuje mnie ta druga.

Przez pani książki przewijają się różne oblicza polskiej prowincji. Pojawia się ona w „Kobiecie bez twarzy”, we „Wdowinku”, a teraz również w „Cyrkówce Mariannie”. Czy czuje się pani związana z polską wsią? Uważa pani historię Polski prowincjonalnej, jej problemy i grzechy za ważny temat?

Czytam ostatnio „Bękarty pańszczyzny” Michała Rauszera, które powinny stać się w Polsce lekturą obowiązkową. Bo przecież mnóstwo Polaków czuje się dziedzicami kultury dworkowej, jakby zupełnie zapomnieli, że w dworkach i pałacach mieszkała ledwie garstka osób, 5 procent ludności, natomiast z chłopów pańszczyźnianych wywodzi się ¾ naszego społeczeństwa. Proszę spojrzeć chociażby na popularne książki historyczne, opowiadające o historii ubioru, kuchni czy wnętrz. Co tam się pokazuje? Wyłącznie życie szlachty i – trochę – mieszczaństwa. Chłopska codzienność to ciągle ziemia nietykana, a przecież my prawie wszyscy stamtąd. Ja z mojego wiejskiego dziedzictwa jestem dumna. Mój dzielny dziadek jako pierwszy chłop z okolicy poszedł przed wojną na studia i je skończył, dzięki niezwykłemu hartowi ducha i dzięki temu, że wspomagała go nie tylko rodzina, lecz także mnóstwo osób we wsi. Jestem dumna z chłopskich genów, które w sobie noszę. Ale mam też w sobie wielki odziedziczony żal. Siostra mojego dziadka, Rozalia, była dużo zdolniejsza od niego, sam dziadek to przyznawał, ale rodzina zdobyła się na wyedukowanie tylko jednego dziecka, i wybrała chłopca. Rozalia musiała poprzestać na kilku klasach podstawówki.

Reklama

Pani wcześniejsze książki to zdecydowanie literatura piękna. Jednak inspiracją do napisania „Równonocy” były prawdziwe historie. Zaginięcie czterech chłopców stało się punktem wyjścia do stworzenia własnej opowieści. Jak pracuje się nad książką opartą na faktach, jednak nie będącą reportażem sensu stricto?

W „Równonocy” fabularyzacja i zmiana nazwisk pozwoliły mi paradoksalnie na większą prawdę emocjonalną dotyczącą bohaterek. Kiedyś, gdy pisałam reportaże prasowe, uczciwość dziennikarska nakazywała mi przede wszystkim nie krzywdzić bohaterów – pewne rzeczy się wtedy przemilcza i pomija, innych się nie drąży, żeby nie mnożyć bólu. W „Równonocy”, dzięki odejściu od nagich faktów w stronę częściowej fabularyzacji, miałam wolność tego, o czym piszę, z korzyścią dla przekazu i samej historii.

„Gdy idziemy ulicą zupełnie nowego miasteczka lub wioski, wszystkie twarze są nam obce, wszystkie historie nieznane. No dobrze, zawsze jest trochę strachu, bo co nas tu spotka?” - „Cyrkówka Marianna”, Anna Fryczkowska

W jednym w wywiadów mówiła pani, że dzięki „Równonocy” odważyła się pisać rzeczy, które bazują na rzeczywistości, a jednocześnie dużo czerpią z pani wrażliwości. „Cyrkówka Marianna” również została oparta na autentycznej historii. Dlaczego lubi pani opowiadać prawdziwe historie?

Nie wiem, czy życie pisze najlepsze historie, ale niektóre wymyśla naprawdę doskonale, więc aż szkoda byłoby nie opowiedzieć o nich światu. Choćby o cyrkówce Mariannie Razik.

Historia dziewczyny ze wsi, która tuż po II wojnie światowej poznaje przyszłego męża – cyrkowca wracającego ze Stutthofu, decyduje się wyruszyć z nim w Polskę, by nieść uśmiech i radość w kraju odbudowującym się z pożogi to połączenie non-fiction (mamy wszak podane z źródła, do których pani dotarła), z powieścią (bo znaczna część historii jest jednak fabularyzowana). Skąd pomysł, by właśnie tę historię ubrać w taką łączoną formę?

Przyznam, że natrafiwszy na tak fascynującą postać, postanowiłam, że napiszę o niej solenną, dokładną, barwną biografię. Ona mi jednak na to nie pozwoliła. Serio. Bo kiedy zaczęłam czytać teksty o cyrkówce, później malarce, Mariannie Razik, z rosnącym zdumieniem przekonywałam się, że źródła w dużej mierze są ze sobą sprzeczne. Raz czytałam, że moi bohaterowie kupili wóz cyrkowy i podróżowali w nim później po Polsce, a kiedy indziej, że na wóz nie było ich stać, więc przemieszczali się pociągami i pekaesami. Z kilku tekstów wynikało, że Marianna posługiwała się pseudonimem Marisse Boticellisse, z innych – że na scenie używała imienia Baltica Contessa. Raz mówiła, że na scenie recytowała wiersze, innym razem, że była przede wszystkim akrobatką. Im głębiej się wczytywałam, tym jaśniejsze się stawało, że opowieść o cyrkowcach, Mariannie i Franciszku Razikach, zawsze jest totalnie odlotowa, fakty bywają jednak rozbieżne. Zastanawiałam się, czy to reporterzy coś źle usłyszeli? Czy jednak może samej Mariannie bardziej zależało na tym, by opowieść była barwna i ciekawa, a mniej na tym, by trzymać się faktów? Najchętniej spytałabym ją o to, mam nawet w komputerze cały folder: „Pytania, których nie zadam Mariannie”. Nie zadam, bo zmarła 20 lat temu, a ja nigdy nie miałam okazji poznać jej osobiście. Im więcej rozmawiałam o Mariannie z ludźmi, którzy ją spotkali, tym bardziej docierało do mnie, że poszukiwanie twardych faktów nie do końca zgadzałoby się z tym, czego życzyłaby sobie sama Marianna. I wtedy postanowiłam napisać powieść – barwną, szaloną, pełną przygód, miłości i cudownych zrządzeń losu, tak jak mogłaby ją opowiedzieć sama Marianna Razik.

Jest jednak pewna różnica w stosunku do wcześniejszych książek. Tu bohaterka i jej losy są wyraźnie optymistyczne. Choć wiemy ze źródeł, że Marianna doświadczyła trudów wojny i zmagała się z traumą, to jednak jej opowieść przepełnia miłość do świata i zgoda na los, który jest jej dany. Skąd ta zamiana?

Bo taka była Marianna Razik. W jej domu bywało głodno i chłodno, ale gdy przyjmowała gości, starała się ich obdarować opowieścią, uśmiechem, żartem i choćby bukietem kwiatów. W jej życiu bywało dramatycznie i podbramkowo, ale zawsze zachowywała pogodę i twórczego ducha. Naprawdę mnóstwo się nauczyłam od niej, pisząc tę książkę. Cyrkówka Marianna krzepi osobowością, odwagą, niezależnością, poczuciem humoru, i, mam nadzieję, pokrzepi również czytelniczki i czytelników. To ważne, a dziś może ważniejsze jeszcze bardziej niż zwykle.

„I tak to czasem bywało w czasach, gdy Arnoldo i ja z naszym cyrkiem jeździliśmy po całej Polsce. Tak, proszę pani. Zjeździliśmy wtedy całą Polskę, wzdłuż i wszerz. Pociągami, autobusami, okazjami, motocyklami, wozami, na piechotę, co nam los podsunął. Tak było”. - „Cyrkówka Marianna”, Anna Fryczkowska

Czytając książkę, widać ogrom włożonej w nią pracy reporterskiej – odnalezione zapiski, obrazy i rozmowy przeprowadzone z ludźmi, którzy znali Mariannę Razik. Ile trwała praca nad tą książką?

Od momentu, gdy zobaczyłam pierwszy obraz Marianny Razik do chwili, gdy oddałam tekst – prawie dwa lata. Był to bardzo intensywny czas, podczas którego moja rodzina miała już dość moich wypowiedzi zaczynających się od: „A wiecie, że Marianka...” Wiele osób mówiło o niej „Marianka”, w końcu i ja zaczęłam.

Skąd wziął się pomysł, by opisać Mariannę? Od razu zafascynowała panią jej postać, czy może dopiero z czasem?

Reklama

To była miłość od pierwszego wejrzenia! Mamy z córką taki, zupełnie prywatny, program zwiedzania polskich miast. W błogosławionym czasie jeszcze przed pandemią za cel obrałyśmy Płock, a tam szybko trafiłyśmy do Muzeum Etnograficznego. Włóczyłyśmy się po nim, a jest naprawdę przebogate, aż w jednym miejscu stanęłam jak zaczarowana. Wisiał tam bowiem niezwykły obraz, przedstawiający nie świątki czy wiejskie życie, jak pozostałe, tylko regularny występ cyrkowy. Dwójka ludzi na scenie, piękna kobieta i siłacz zrywający z nagiej piersi łańcuchy, a na nich patrzyły tłumy zgromadzone na widowni. Obraz składał się z kilku części, więc obok ta sama para zwoływała pod szkołą dzieciaki na przedstawienie, a w trzeciej części ta sama dwójka, już nie w barwnych, lecz w ciemnych strojach, czekała na poboczu na podwózkę. Obok wisiał opis tej historii, więc od razu się dowiedziałam, że para z obrazu istniała naprawdę, ich wędrowny, dwuosobowy cyrk także. Nazywali się Razikowie, Marianna i Franciszek, i przez niemal ćwierć wieku jeździli z występami po Polsce – i to jeszcze w tym fascynującym czasie po 1945 roku. I że autorką obrazu była sama artystka cyrkowa. Zaraz więc kupiłam w muzealnym sklepiku folderek o Mariannie Razik. Kiedy go przeczytałam, byłam już pewna: to wspaniała historia! Dziewczyna z mazowieckiej wsi rusza w cyrkową podróż po Polsce z niedawno poznanym mężem, przedwojennym atletą. Ruszają w trasę w roku 1945, przełomowym dla całego pokolenia, i jeżdżą tak przez kolejne 23 lata, dwójka niezwykłych ludzi w bardzo ciekawych czasach.

„Wtulam się w niego, bo ciepły jest, mocny i żywy, plecy ma twarde, mocarne. Wstrzymuję oddech, wsłuchuję się w niego i podłapuję rytm, oddychamy razem, powoli. Wspólnie. Takie to z nas małżeństwo. W podróży”. - „Cyrkówka Marianna”, Anna Fryczkowska

Marianna Razik była prawdziwą artystką ludową, nie tylko występowała w cyrku, lecz także malowała obrazy. Gdzie możemy zapoznać się z jej twórczością?

Najwięcej jej obrazów wystawiono w muzeum Szlachty Polskiej w Ciechanowie, piękną, choć niedużą ekspozycję można obejrzeć w Muzeum Etnograficznym w Płocku. Ale najbardziej unikalnym miejscem są tzw. muzealia w Strzegowie, jej rodzinnej gminie. Tam zrekonstruowano pokój Marianny Razik, w którym żyła pod koniec, przedziwne, najkolorowsze na świecie wnętrze, pełne niezwykłych dekoracji, z jej obrazami, pamiątkami, kostiumami scenicznymi, słynnymi walizami, z którymi jeździli na występy. W tym nagromadzeniu dobrze się czuje ducha Marianny, bardzo łatwo tam ją sobie wyobrazić. Niestety, placówka otwarta jest wyłącznie latem.

Książka mówi o wielkiej miłości, odbudowie kraju po II wojnie światowej, jest w niej sporo z przygody. Czy nazwałaby ją pani powieścią drogi?

Tak, to opowieść o dwójce ludzi w podróży, która stała się, obok sztuki, ich sposobem na życie.

Czy pracuje już pani nad kolejną książką? Czy będzie to również powieść oparta na faktach?

Pewnie, zawsze nad czymś pracuję, kocham swoją pracę. Teraz skupiam się na sadze o chłopskiej rodzinie. Rzecz zaczyna się w pamiętnym 1816 roku całkowitego zaćmienia słońca i epidemii cholery pustoszącej wówczas Kujawy. Opieram się na pamiętnikach mojego dziadka i ojca. To mocna historia, która opowiada o nieprzeciętnych mężczyznach. Obaj, i mój dziadek, i mój tata, piszą z dumą o swoich przodkach, co zawsze ceniłam, kiedyś jednak nie widziałam, że żaden z nich nie skupił się na przodkiniach - one są totalnie niewidzialne. W tych pamiętnikach moje prababki i praprababki kwitowane są słowami: „Ożenił się i miał sześcioro dzieci”. Albo: „Miał dwanaścioro dzieci, z tego czterech synów”. Nie mają losów, nie mają osobowości, nie mają nawet imion. Spytałam o to tatę, a on się zdziwił, zupełnie nie zauważył tego braku. Przywracam więc głos tamtym silnym chłopkom, opisuję ich wszechświaty.

anna fryczkowska

Książka jest już do kupienia w księgarniach online.

Zapraszamy do lektury fragmentu książki „Cyrkówka Marianna”:

Cyrkówka Marianna

Issuu is a digital publishing platform that makes it simple to publish magazines, catalogs, newspapers, books, and more online. Easily share your publications and get them in front of Issuu's millions of monthly readers. Title: Cyrkówka Marianna, Author: Lubimyczytać.pl, Name: Cyrkówka Marianna, Length: 2 pages, Page: 1, Published: 2020-10-28

 

Reklama

komentarze [3]

Sortuj:
207
193
29.10.2020 08:15

Coś czuję, że nie obędzie się bez kupienia tej książki...


1829
271
28.10.2020 17:15

Lubię Annę Fryczkowską a "Cyrkówka" zapowiada się ciekawie. Z chęcią przeczytam :)


2838
4
28.10.2020 10:35

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd