„Chciałam oddać koszmar tego, co spotkało ludzi w czasie II wojny światowej" mówi Magdalena Wala

LubimyCzytać
26.02.2021

Magdalena Wala opowiada o tym jak wyglądało zbieranie materiałów do książki „Skradzione życie”, dlaczego uważa ją za swoją najtrudniejszą powieść w dorobku i czy sporym ulatwieniem jest osadzanie miejsca akcji w rodzinnych Mysłowicach.
Wyjawia również, jaki wpływ na nią wywarł dziennik Zofii Nałkowskiej pisany w czasie okupacji.

„Chciałam oddać koszmar tego, co spotkało ludzi w czasie II wojny światowej" mówi Magdalena Wala

Skradzione życie Magdalena Wala[OPIS WYDAWCY] Mysłowice, lato 1939 roku. Ewa Abramowicz jako posłuszna córka przygotowuje się do zaaranżowanego przez rodziców ślubu. Dziewczyna ma wątpliwości, czy związek z Davidem będzie udany. Tak wiele różni Ewę od narzeczonego, a do tego małżeństwo z ortodoksyjnym Żydem pozbawi ją resztek swobody.

Tymczasem nadchodzi wrzesień i wybucha wojna. Kilka dni przed planowanym ślubem rodzina Abramowiczów decyduje się uciec do Przemyśla. Ewa musi stawić czoła okrucieństwom wojny i przekonuje się, czym jest bezsilność i prawdziwe zniewolenie. Uświadamia sobie, że dla niej – jako Żydówki – nie ma miejsca w świecie ogarniętym szaleństwem. W wyniku splotu nieszczęśliwych okoliczności podejmuje decyzję, która odmieni jej życie na zawsze

Jonna Wolf: W posłowiu pisze Pani, że „Skradzione życie” jest dwunastą i jednocześnie najtrudniejszą w Pani dorobku powieścią. Czy zdradzi Pani dlaczego?

Magdalena Wala: Od czasu napisania tej powieści upłynęło już pół roku, zdążyły powstać dwie kolejne książki, a „Skradzione życie” nadal plasuje się na pierwszym miejscu. To była bardzo trudna do napisania powieść, głównie ze względu na poruszaną w niej tematykę. Musiałam zagłębić się w zupełnie obcą dla mnie kulturę, ponieważ o Żydach nie wiedziałam nic poza bardzo podstawowymi faktami. Tak naprawdę uczyłam się od podstaw, aby odtworzyć w książce warunki, w których przed wojną żyła Ewa. Kolejna szalenie trudna dla mnie odsłona tej powieści to losy Żydów w czasie II wojny światowej i cały proces narzuconego przez najeźdźcę odczłowieczania tej mniejszości narodowej. Nigdy nie przepadałam za tematyką zagłady, a tu musiałam się w nią mocno zagłębić, aby oddać cały koszmar tego, co spotkało zwykłych ludzi.

Reklama

Przeczytałam na Pani profilu, że jako historyk, przed premierą każdej nowej powieści, boi się Pani, że w trakcie pracy nad nią coś przeoczy. Czy podobne obawy towarzyszą Pani przy okazji premiery „Skradzionego życia”?

Oczywiście, że tak. Jestem pewna, że napisałam dobrą książkę, ale zawsze przed premierą pojawia się ta iskierka niepewności, obawa, że nie poświęciłam tekstowi wystarczająco dużo czasu, a podczas przygotowań nie przeczytałam odpowiednio wielu tekstów źródłowych. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to literatura naukowa, ale chciałabym, żeby moje powieści były pozbawione usterek w postaci błędów rzeczowych. Chwila premiery to zawsze obawa, jak książka zostanie przyjęta. Moment, w którym zupełnie tracę kontrolę nad dalszymi losami powieści, i o ile jasne jest dla mnie, że komuś „Skradzione życie” po prostu może się nie spodobać, wolałabym, aby czytelnicy nie wypominali mi ignorancji. Zwłaszcza w tak ważnej dziedzinie, jaką jest dla mnie historia.

Akcja nowej książki toczy się m.in. w Mysłowicach. Miłośnicy Pani twórczości mieli już okazję odbyć podróż w czasie do tego miasta za sprawą cyklu „Za zakrętem”. Czy fakt, że pochodzi Pani właśnie z Mysłowic, pomaga Pani w pisaniu powieści, których akcja jest tam umiejscowiona, czy jednak przeszkadza?

Literackie poruszanie się po mieście, które jest mi dobrze znane, to spore ułatwienie. Podczas pisania nie muszę zastanawiać się, jak wygląda układ ulic albo jakie znajdę w nim budynki. Nie mam problemu z odwzorowaniem codziennych ścieżek bohaterów, ponieważ chodzą oni tymi samymi ulicami co ja, nawet jeśli przenoszę się kilkadziesiąt lat w przeszłość. W przypadku innych miast nie mam już takiego komfortu. Serię „Za zakrętem” świetnie mi się pisało właśnie dlatego, że akcja toczyła się w Mysłowicach. „Skradzione życie” – w odróżnieniu od tej serii – jedynie zaczyna się w moim mieście, a potem akcja przenosi się w inne części Polski.

Historia Ewy wydaje się opowieścią wielu. Zresztą w posłowiu wspomina Pani, że w trakcie pracy nad książką przeczytała Pani wspomnienia Żydówki, która w czasie wojny musiała ukrywać swoją tożsamość. Ale takich kobiet, które przetrwały piekło wojny dzięki zbiegom okoliczności i pomocy życzliwych ludzi, było znacznie więcej.
Kiedy narodził się pomysł, aby pokazać koszmar wojny widziany właśnie jej oczami?

Podczas pisania ostatniego tomu serii „Za zakrętem”, doszłam do wniosku, że znajduje się w niej zbyt wiele znaków zapytania, a fabuła przynajmniej w części opiera się na domniemaniach głównych bohaterów. Losy Ewy były mi znane, od czasu kiedy zaczęłam planować „Na moment przed świtem” – czyli tom otwierający serię „Za zakrętem”. Jednak bohaterowie tych powieści nie mogli niczego stwierdzić na pewno, ponieważ sama Ewa w czasie, kiedy rozgrywa się akcja serii, już dawno nie żyła. Nie potrafili odtworzyć jej wojennych losów. Nie lubię niedopowiedzeń ani otwartych zakończeń, więc postanowiłam postawić kropkę nad i. W taki sposób powstała historia Ewy.

„Ewa chciała zapytać o ojca dziecka, ale zdusiła ciekawość. Zauważyła, że Liliana nie miała na palcu obrączki, więc prawdopodobnie maleństwo, które nosiła, pochodziło z nieprawego łoża. Podróżowała sama, zatem albo mężczyzna przebywał na froncie, albo wykorzystał ją i po prostu porzucił…”

– „Skradzione życie”, Magdalena Wala

Reklama

„Ludzie ludziom gotują ten los” – takie motto znajdą czytelnicy na początku powieści „Skradzione życie”. Pierwsze skojarzenie naturalnie biegnie w kierunku książki „Medaliony” Zofii Nałkowskiej, a jednak jego źródło jest inne. Czy mogłaby Pani zdradzić, dlaczego zdecydowała się Pani na przytoczenie akurat tej wersji słów autorki?

Nałkowska zanotowała te słowa w swoim dzienniku pisanym w czasie okupacji, stąd czas teraźniejszy, ponieważ dla niej koszmar wojny nadal się nie skończył. To zdanie ma dla mnie mocniejszy wydźwięk niż motto „Medalionów” właśnie z powodu tego „tu i teraz”. Zaczęłam zastanawiać się nad naszą codziennością i doszłam do niezbyt optymistycznych wniosków. Za często przejmujemy się rzeczami błahymi, podczas gdy umykają nam te naprawdę ważne. Żyjemy w epoce długotrwałego pokoju i dobrobytu w Europie, ale nie możemy zapominać, że wojna towarzyszy ludzkości od początku dziejów. Czasy trudne w każdej chwili mogą się powtórzyć. Kiedy w społeczeństwie wzrasta nietolerancja dla wszelkich przejawów inności, pojawia się wrogość i nieufność, znów ktoś może się pokusić o wskazanie kozła ofiarnego. Ludzi, przeciwko którym można łatwo skierować gniew większości. A pod wpływem wściekłości zanika umiejętność kierowania się logiką. Łatwo wtedy można postradać wrażliwość na niedolę drugiego człowieka, tylko dlatego, że w jakiś sposób się od nas różni. Nie chciałabym dożyć czasów, kiedy słowa Nałkowskiej znowu staną się tak brutalnie aktualne. Ta powieść ma stanowić swoiste ostrzeżenie. Ostrzeżenie o historii, która lubi się powtarzać.

Czytając Pani najnowszą powieść, nie sposób nie być pod wrażeniem Pani wiedzy. Niezwykle drobiazgowo opisała Pani kulturę żydowską, pokazała znaczenie obrzędów, które nawet w obliczu wybuchu i trwania wojny, są postawione na pierwszym miejscu i stanowią bardzo ważny element w życiu żydowskiej rodziny.
W jaki sposób wyglądało zbieranie materiałów do książki?

Na pewno stanowiło spore wyzwanie ze względu na zupełnie nową tematykę. Musiałam dobrze poznać kulturę żydowską, aby moja bohaterka i jej postępowanie było wiarygodne. Podobnie jak w przypadku moich wcześniejszych powieści bardzo dużo czytałam. Były to zarówno opracowania naukowe poświęcone Żydom, jak i ich społeczności w okresie dwudziestolecia międzywojennego, strony internetowe poświęcone ich kulturze i przede wszystkim źródła. Relacje świadków, pamiętniki i dokumenty. Na szczęście tych materiałów jest naprawdę dużo i podczas pracy nad „Skradzionym życiem” miałam z czego wybierać.

Nowa książka to nie tylko opowieść o życiu w czasach II wojny światowej, ale także
o życiu w kłamstwie, które – w tym konkretnym przypadku – zdaje się mieć usprawiedliwienie. Czy Pani zdaniem istnieją takie rodzaje kłamstwa, które można wybaczyć?

To trudne pytanie, na które nie potrafię udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Sądzę, że wiele zależy od okoliczności, w których zostaje wypowiedziane, celu, jaki przyświeca mówiącemu nieprawdę i skutków, jakie za sobą niesie fałsz. Kłamstwo przesłuchiwanego przez gestapo członka podziemia ma zupełnie inną wartość niż na przykład tuszowanie prawdy, by ochronić swoje wygodne życie. Prawda nie zawsze wyzwala i w pewnych sytuacjach lepsze jest zachowanie milczenia. Nie dla własnego dobra, ale dla innych. To dylemat, ponieważ uczą nas, abyśmy zawsze mówili prawdę, a prawdomówność jest uważana za cnotę. Jednak jeśli swoim kłamstwem miałbym uratować czyjeś życie czy ochronić najbliższą osobę, pewnie zdecydowałabym się na nie. Oczywiście oszukiwany człowiek mógłby mieć na ten temat zupełnie inne zdanie, zwłaszcza po poznaniu prawdy. Nie bez przyczyny istnieje powiedzenie, że „dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”. Każde kłamstwo może okazać się bronią obosieczną, która rani również wypowiadającego je. Ewa również musiała zapłacić za swoje kłamstwo.

W książce pojawiają się także symbole w postaci zdjęcia i wisiorka, które mają swoje wyjątkowe znaczenie w całej historii. Czy wierzy Pani, że pewne przedmioty mogą stanowić swoistego rodzaju talizman, który pomaga przetrwać nawet takie piekło, jakim była dla Ewy wojna i utrata bliskich osób?

Reklama

Uważam, że wiele zależy od charakteru danej osoby i okoliczności. O wartości pewnych przedmiotów często przesądza sentyment czy wspomnienia, które się z nimi wiążą. To, co dla jednej osoby jest jedynie śmieciem, dla innej może być bezcenne właśnie z tych niematerialnych powodów. Dla Ewy nie sam przedmiot był ważny, ale pamięć o osobach z nim związanych. To ona właśnie pomagała jej w codziennej walce o przetrwanie.

„Skradzione życie” to również powieść o szeroko rozumianej wolności. Czy zdradzi Pani czytelnikom, jakie jej oblicza odnajdą w Pani najnowszej książce?

Motyw konieczności wyzwolenia się z ograniczeń i prawa do swobody decydowania o sobie w jakimś stopniu występuje w większości moich książek. W wypadku historii Ewy ten problem jest bardziej złożony, ponieważ w powieści opisuję różne rodzaje zniewolenia. Od skrępowania oczekiwaniami otoczenia i koniecznością posłuszeństwa tradycji, poprzez uwięzienie, które przybiera wymiar fizyczny, aż do ograniczeń, które człowiek z lęku nakłada sam sobie. Moja bohaterka musiała spróbować zawalczyć o swoją wolność w wielu jej aspektach. Przede wszystkim jednak o swobodę decydowania o sobie.

Magdalena Wala

Choć akcja Pani nowej powieści rozgrywa się w czasach II wojny światowej, to przekaz, jaki z niej płynie, jest bardzo uniwersalny i zdaje się idealnie pasować również do aktualnych wydarzeń. Czy od początku pracy nad „Skradzionym życiem” miała Pani taki zamysł, aby w ten sposób spiąć przeszłość z teraźniejszością symboliczną klamrą?

W powieściach cenię sobie motyw przeszłości, która w jakimś stopniu wpływa na naszą teraźniejszość. Chociaż „Skradzione życie” jest powieścią w pełni historyczną, podczas pisania starałam się, aby była ona dobrze zrozumiała dla współczesnego odbiorcy. Chciałam pokazać, że za jednostkami walczącymi o przetrwanie w czasie wojny, kryli się tacy ludzie jak my. Oni również chcieli cieszyć się życiem, rodziną i wolnością. Drobnymi przyjemnościami, które dla nas są oczywiste i których tak często nie umiemy docenić. A tymczasem ci ludzie stali się szeregiem nazwisk na listach zgładzonych lub jedynie cyframi w statystykach. A tak naprawdę nie różni się od nas niczym, co jest naprawdę ważne. Chciałam też, aby czytelnicy zdawali sobie sprawę, że nie opisuję bardzo odległych czasów, ponieważ wciąż żyją świadkowie tamtych dni. Pisałam tę powieść w okresie pandemii i życzeniem, które najczęściej słyszałam, było to o powrocie do normalności. Pragnienie ludzi nagle pozbawionych swobody decydowania. Zamknięci w domach i odarci z części wolności możemy łatwiej wczuć się w jej historię. Dziewczyny, która marzyła o powrocie do zwyczajnego życia.

* Joanna Wolf jest autorką bloga „Nienaczytana”.

Magdalena Wala: Mysłowiczanka, nauczycielka historii w szkole podstawowej i pisarka szczególnie zainteresowana popularyzacją historii społecznej. Zadebiutowała w 2015 roku powieścią Przypadki pewnej desperatki. Jest także autorką cyklu powieściowego „Damy i Buntowniczki” („Marianna”, „Rozalia”, „Natalia”), komedii „Mów mi Katastrofa!” i romansu historycznego „Rzymskie odcienie miłości”. Niedawno ukazała się jej seria historyczno-obyczajowa „Za Zakrętem” („Na moment przed świtem”, „Ostatnia iskra nadziei”, „Nazajutrz cię odnajdę”) oraz powieść „Klątwa ruin”.

W wolnych chwilach sporo czyta i podróżuje, szukając inspiracji do kolejnych książek.

Książka „Skradzione życie” jest dostępna w sprzedaży.

Artykuł sponsorowany

Reklama

komentarze [2]

Sortuj:
475
220
26.02.2021 15:41

Kolejna książka, którą bym z chęcią przytuliła


3008
4
26.02.2021 11:59

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd