„Opowiadam o tym, co kocham“ – mówi Magdalena Wala, autorka książki „Klątwa ruin”

LubimyCzytać
16.07.2020

Co jest fascynującego w historii? Jak podchodzi do niej dzisiejsza młodzież? I czy dzisiaj nie ma już prawdziwych mężczyzn, takich jak bohater „Klątwy ruin” Rafał Mielżyński? O swojej najnowszej powieści opowiada Magdalena Wala; pisarka, absolwentka historii na Uniwersytecie Śląskim i nauczycielka (z powołania).

„Opowiadam o tym, co kocham“ – mówi Magdalena Wala, autorka książki „Klątwa ruin”

Magdalena Wała Klątwa[OPIS WYDAWCY] Tajemnica sięgająca wielu pokoleń i miłość wbrew zasadom. Wzruszająca podróż do roku 1920 i czasów walki o wolność. Aniela Wilczkówna wywodzi się z chłopskiej rodziny, ale dzięki protekcji zdobywa wykształcenie i zostaje zatrudniona w ziemiańskim dworze jako panna do towarzystwa. Poznaje tam krewnego właścicielki porucznika Rafała Mielżyńskiego. Mimo że oficer jest nią zafascynowany, dziewczyna traktuje go z dystansem. Zdaje sobie sprawę z dzielących ich różnic społecznych, skrywa też własne tajemnice. Pewnego dnia Aniela poznaje historię ruin pobliskiego zamku. Związana z nimi legenda opowiada o pięknej Rudowłosej i wyrządzonej jej krzywdzie. Czy ma to coś wspólnego z przeszłością Anieli?

Reklama

Tymczasem nadchodzi lato i zmienia się atmosfera we dworze. Wojska bolszewickie zagrażają Polsce, która niedawno odzyskała niepodległość. Wszyscy starają się wspierać walczących na froncie. Aniela wbrew rozsądkowi myśli o Rafale i martwi się o jego życie.

Anna Makieła-Zoń: Co jest fascynującego w historii? Dlaczego kurz, stare dokumenty, lekko zatęchłe powietrze są takie inspirujące?

Magdalena Wala: Historii nie tworzą jedynie materialne pozostałości po wybitnych jednostkach: ich zapiski, obrazy czy domy. To przekazane potomnym rodzinne opowieści, w których miesza się wiele sprzecznych ludzkich emocji: miłość, gniew, rozpacz, pragnienie zemsty, sukcesu itd. Za każdym starym listem, miniaturą, zegarem kryje się jakaś historia związana z czyimś szczęściem, nadzieją, a może łzami. Z jakichś powodów te przedmioty były dla kogoś ważne, a ja chciałabym się dowiedzieć dlaczego. Lubię odkrywać osoby, o których mało kto dziś pamięta, a które dokładnie tak jak my kochały, nienawidziły i marzyły. Obecnie ludzie rezygnują z części swojej prywatności, prezentując na przykład w mediach społecznościowych fragmenty swojego życia. Inni lubią zaglądać na profile osób, których nie znają, a które są dla nich w jakiś sposób fascynujące. Historyk robi dokładnie to samo, ale nie porusza się wyłącznie w przestrzeni – cofa się w czasie, by dokonać analizy jakichś wydarzeń, wypadków, które kształtowały nie tylko jednostki, ale całe grupy ludzi, ich światopogląd i interpretację teraźniejszych wydarzeń.  

Pisarze dzielą się na tych, dla których pisanie to praca na pełen etat i tych, którzy tworzą „po godzinach”. Pani jest nauczycielką historii, ale doskonale połączyła Pani dwa zawody, tworząc powieści z tłem historycznym. To zamierzone?

Wyszło przez przypadek. Historia to moja wielka, odwzajemniona chyba miłość. Dlatego przekazywanie wiedzy historycznej jest dla mnie przyjemnością. Po prostu opowiadam o tym, co kocham, i jeszcze mi za to płacą. (śmiech) Z drugiej strony bardzo lubię czytać i przelewać na papier to, co czai się gdzieś w mojej wyobraźni. Według mnie historia i pisanie to idealne połączenie dwóch rzeczy, które uwielbiam. Zadebiutowałam współczesną komedią, jednak to, co według wydawcy wyróżniło tę powieść, to odniesienia do historii okresu napoleońskiego. Potem pojawił się kolejny pomysł na powieść współczesną z wątkiem historycznym. Jednak ten wątek tak mi się rozbudował, że wyszła z niego cała książka, a potem cały cykl. I w taki sposób historia na stałe pojawiła się w moich książkach. W ten sposób opowiadam o niej nie tylko moim uczniom, ale osobom, których osobiście nie spotkałam. Dzięki temu nie tylko dostarczam rozrywki, ale może też w niewielkim stopniu ciągle uczę.  

„Chociaż często rozpaczała, nigdy nie pozwoliła sobie na ronienie łez. Jej koleżanki w szkole uważały ją za kompletnie wyzutą z emocji. A ona po prostu nie była w stanie okazać przepełniających ją uczuć.”

Pani najnowsza książka „Klątwa ruin” została wydana pod skrzydłami Wydawnictwa Książnica, które słynie z pięknych, życiowych powieści z historią w tle. Maria Paszyńska, Zofia Mąkosa, Sabina Waszut – każdą z tych autorek inspiruje historia, a ich książki świetnie się sprzedają. Pani twórczość doskonale wpisuje się w ten nurt. Ta zmiana to nowy rozdział w Pani pisarskim życiu, kolejne wyzwanie czy raczej kontynuacja obranej drogi i możliwość dotarcia do szerszego grona czytelników?

Sądzę, że wszystko po trochu. Jestem osobą dość zachowawczą i lubię podążać znanymi ścieżkami. Tymczasem przy „Klątwie ruin” zafundowałam sobie istną rewolucję. Upewniałam się, że bez zmian nie ma postępu, nie ma też rozwoju, dlatego nie wolno bać się ich. Ryzyko w tym przypadku było jeszcze większe, ponieważ idealny moment na premierę tej powieści to lato tego roku. Biorąc pod uwagę, że książkę skończyłam pisać pięć miesięcy temu, jej publikacja w tym terminie stała się ogromnym wyzwaniem. Ostatnie pół roku upewniło mnie jednak, że ryzykując, dokonałam słusznego wyboru. Współpracę z Książnicą odbieram jako szansę na pisarski rozwój, ale również na zainteresowanie nowych czytelników moimi opowieściami. Może ustawią sobie „Klątwę ruin” na półce, a w przyszłości sięgną po kolejne powieści. Najnowsza premiera to niezwykle ważny krok w mojej pisarskiej karierze.  

Reklama

„Klątwa ruin” została wydana w roku, w którym obchodzimy setną rocznicę Bitwy Warszawskiej. To od początku był celowy zabieg czy mamy do czynienia z doskonałym zbiegiem okoliczności? 

Wczesną jesienią skończyłam pracę nad książką i poszukiwałam tematu do następnej powieści. Po trudnej tematyce związanej z drugą wojną światową postanowiłam napisać książkę ponownie osadzoną w XIX wieku. I nawet już miałam do niej skompletowane materiały. Zaczęłam pisać i wtedy właśnie przypomniałam sobie o nadchodzącej setnej rocznicy Bitwy Warszawskiej. Pomyślałam, że to szansa, która ponownie się nie powtórzy i… zaczęłam pisać od nowa. Sam pomysł z klątwą został oczywiście wykorzystany, jednak zmiana okresu historycznego zmusiła mnie do gorączkowych poszukiwań niezbędnych materiałów i kolokwialnie mówiąc – wgryzienia się w pisarsko nową dla mnie epokę. Potem jeszcze zdecydowałam się zaryzykować i wysłać powieść do Książnicy, mocno trzymając za nią kciuki. A reszta jest historią…  

Urzekł mnie wątek legendy, który pojawia się w „Klątwie ruin”. W posłowiu wspomina Pani o tym, że pomysł na legendę jest pewnego rodzaju połączeniem Pani wyobraźni z historią, zasłyszaną podczas pobytu w Gruzji. Czy mogłaby Pani zdradzić, czego dowiedziała się Pani w Gruzji?

Za bardzo nie chcę wchodzić w szczegóły, aby czytelnik miał niespodziankę, ale zainspirowała mnie opowieść o rozpaczającej kobiecie i związanym z tym pewnym zjawisku, które trwało lata po jej śmierci. Przyczyny rozpaczy były takie, jakie opisałam w książce, natomiast przeniesienie na polski grunt legendy, szczegóły opowieści czy klątwa to już moja inwencja twórcza. 

„Legenda, choćby najbardziej prawdopodobna, rodzi się właśnie tu. W naszych lękach, obawach i pragnieniach. I żyje tak długo, jak ludzie, którzy ją opowiadają.”

Podpytuję o Gruzję, ponieważ uważam ten kraj za jeden z piękniejszych, w jakich byłam, a tamtejszych ludzi za jednych z najprzyjaźniej nastawionych. Dużo inspiracji do powieści pojawia się właśnie podczas podróży?

Bardzo dużo. W „Klątwie ruin” wykorzystałam legendę, natomiast w „Mów mi Katastrofa!”, w której obdarowałam główną bohaterkę zawodem pilota wycieczek, pojawiły się niektóre moje osobiste doświadczenia, oczywiście zmienione i tak dostosowane, aby pasowały do fabuły powieści. Uważam, że w czasie podróży nie tylko jest istotne to, co turysta zobaczy czy usłyszy – i tu znowu wracamy między innymi do historii – ale całe spektrum ludzkich zwyczajów czy zachowań. Obserwowanych zarówno u współtowarzyszy wyprawy, jak i gospodarzy kraju, do którego się przyjeżdża. Potem takimi ulotnymi wrażeniami można ubogacić fabułę i sprawić, aby powstała naprawdę dobra książka, ponieważ przekazywane emocje są prawdziwe.    

Mimo że zakazana miłość jest w literaturze tematem dosyć popularnym, to udało się Pani stworzyć między Anielą i Rafałem dość nietypową relację. Podczas lektury cały czas myślałam o tym, że spotkało się dwoje najzwyczajniej w świecie dobrych ludzi. Ich relacja nie jest podszyta żadną interesownością, złośliwością, wszystko jest okraszone dobrymi manierami. Szczególnie tutaj mam na myśli Rafała Mielżyńskiego, który zawsze zachowuje klasę. Nie ma Pani wrażenia, że dzisiaj coraz trudniej o takich mężczyzn?

Rafała wykreowałam jako dość typowego przedstawiciela swojej epoki i klasy społecznej. Sfery, dla której bardzo liczyły się: elegancja, dobre maniery i odpowiednie wychowanie. Minęło sto lat i teraz kładziemy nacisk na trochę inne wartości wychowując dzieci, jednak według mnie kultura osobista nadal pozostaje w cenie. Wszyscy jesteśmy „produktami” czasów, w których żyjemy i obecnie relacje pomiędzy kobietami i mężczyznami są zdecydowanie mniej formalne niż w 1920 roku. Co też rzutuje na formujący się związek. Oczywiście to, co nas kształtuje jako dorosłych ludzi, to nie tylko wartości przekazane w rodzinie, ale to wszystko, czego nabędziemy, przebywając w grupie rówieśniczej. Te wzorce będziemy prezentować w codziennym życiu i przekazywać kolejnym pokoleniom. Trudno trafić obecnie na drugiego Rafała, jednak współcześni mężczyźni mają inne zalety.

Dużo uwagi poświęciła Pani roli kobiet w czasach, gdy powszechna mobilizacja oznaczała oddanie mężów i synów do wojska. Aniela wraz z innymi kobietami bardzo angażuje się w pomoc dla żołnierzy. Pomyślałam sobie, że kobiety są zawsze takimi cichymi towarzyszkami broni. Nie stoją w kolumnie, nie wystawiają się na ostrzał, ale zawsze dbają o wszystko wokół. Mówiąc wprost: bez nas nic nie byłoby możliwe. (śmiech) Co Pani sądzi na ten temat?

Tamten rok był naprawdę bardzo interesujący, ponieważ nastąpiła wtedy mobilizacja większości społeczeństwa na niespotykaną wcześniej skalę. Innymi słowy, nie skupiano się na tym, co dzieli, ale akcentowano punkt wspólny. Zagrożenie ze strony wroga i konieczność współpracy. I ten element bardzo mnie zaskoczył podczas pracy nad powieścią. Kobiety w tamtym czasie również angażowały się mocniej niż przy okazji wcześniejszych wojen i powstań, ale ich udział nie ograniczał się jedynie do zbierania funduszy czy służby w kantynach. To temat na kolejne powieści, ale panie służyły na froncie jako sanitariuszki, a nawet żołnierze w Ochotniczej Legii Kobiet. Dostarczały żywność i wodę walczącym w okopach mężczyznom, często zgłaszały się do prac fizycznych i wykonywały zawody będące wcześniej wyłącznie w domenie panów. Bez tego wspólnego wysiłku nie udałoby się wygrać tej wojny. Tamten okres naprawdę był niesamowity.

Magdalena Wala Klątwa Ruin

Jak dzisiejsza młodzież podchodzi do historii swojego kraju? Jako nauczycielka, ma Pani stały kontakt z młodszym pokoleniem.

Większość ma stosunek obojętny. Dokładnie taki jak do większości przedmiotów szkolnych, których trzeba się uczyć w szkole. Często powtarzają, że to niepotrzebna wiedza, która im się w przyszłości do niczego nie przyda. Na szczęście w każdym roczniku zdarzają się osoby, które zdołałam przekonać do nauki historii. Natomiast od czasu do czasu też zdarzają mi się pasjonaci i wtedy mogę naprawdę jako nauczyciel rozwinąć skrzydła. 

Gdyby przyszło wybierać między nauczaniem a pisaniem, jaki byłby Pani wybór? Czy on w ogóle jest możliwy?

To dobre pytanie. Przez lata, które upłynęły od debiutu, moje hobby przekształciło się z zabawy w pełnoetatową pracę, która zajmuje większość mojego czasu wolnego. Doszłam do takiego etapu, że w zasadzie nie mam innego wyjścia i będę musiała podjąć taką właśnie, trudną decyzję. Kilka lat temu, przed reformą edukacji, raczej nie zdecydowałabym się rozważać odejścia ze szkoły. Teraz, pomimo iż uwielbiam uczyć, z różnych przyczyn pracuje mi się coraz gorzej. Poza tym jako autorka nadal mogę przekazywać swoją wiedzę i spotykać się z ludźmi. Pisanie książek to praktycznie same plusy poza jednym dość sporym minusem – z samej pracy pisarza trudno się utrzymać. Jednak i jednego, i drugiego szkoda…

„Dom tworzą ludzie. Można przeboleć utratę majątku i związanych z nim ważnych pamiątek, jednak dopóki żyją ci, których kochamy, zawsze można zbudować całkiem nowy dom.”

Co jest dla Pani najważniejsze w procesie pisania? Na co zwraca Pani szczególną uwagę, tworząc sceny, postaci itp.?

Reklama

Najwięcej czasu zajmuje mi wykreowanie odpowiedniego tła historycznego w powieści, czyli stworzenia dla moich bohaterów odpowiedniego otoczenia, domu, jego wyposażenia, pożywienia, zwyczajów czy w końcu języka, którym posługują się opisane postaci. Wszystkich tych obecnych jedynie gdzieś w tle niuansów, które tworzą odpowiedni klimat powieści, a jednocześnie nie są uciążliwe czy trudne w odbiorze. Trudność polega właśnie na tym, że muszę stworzyć mieszankę prawdziwą historycznie, a jednocześnie „zjadliwą” dla współczesnego odbiorcy. Dużą uwagę zawracam na różnorodność charakterów moich bohaterów, ich wygląd, cechy charakteru, zwyczaje. Staram się, aby każdy z nich był oryginalny, łatwy do odróżnienia od innych, a jednocześnie budził emocje. Uważam, że tylko wtedy czytelnik zapamięta moją książkę. Następnie pojawia się zarys fabuły, a wszystko inne to już kompletna improwizacja…

Wyobrażam sobie, jak czuje się debiutant w dniu premiery swojej książki. A jak czuje się doświadczona pisarka? Świętuje Pani czy raczej ze spokojem przyjmuje na świecie swoje nowe dziecko?

Zawsze jest radość. Oczywiście największa euforia pojawiła się przy debiucie, ale zawsze pełna emocji czekam na nowe premiery.  W tym dniu towarzyszy mi zadowolenie z wykonanej pracy, ale też niepokój, jak to najnowsze dziecko przyjmą czytelnicy. Zwłaszcza że moja każda powieść odrobinę różni się od poprzednich. Zadaję sobie pytanie, czy dorówna oczekiwaniom? Czy recenzenci, którzy przecież mają ogromne doświadczenie i setki przeczytanych książek, tę najnowszą docenią? A może tym razem pojawi się krytyka? Wraz z kolejnymi premierami wykształciłam w sobie coraz większą pokorę wobec czytelników, którzy sięgają po lekturę moich powieści. Poza tym… premiera „Klątwy ruin” będzie dość niezwykła. To moja dziesiąta wydana książka i jednocześnie pierwsza w Książnicy. Trochę to odbieram jak drugi debiut. Emocje są zdecydowanie większe niż przy poprzedniej premierze. Jaki będzie ten szczególny dzień? Zobaczymy. (śmiech)

Magdalena Wala pisarka

* Rozmawiała Anna Makieła-Zoń: autorka bloga Spadło mi z regała

Cytaty w tekście pochodzą z książki „Klątwa ruin”, która jest już dostępna w sprzedaży.

Reklama

komentarze [3]

Sortuj:
586
161
16.07.2020 14:46

Lubię książki tej autorki, historia połączona jest z bohaterami z krwi i kości.


3963
3723
16.07.2020 12:47

\Nie mogę czytać wrzystki ego.


2674
4
16.07.2020 10:39

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd