Reklama

Młodzieżowa literatura wyróżniająca się klimatem

LubimyCzytać
06.11.2019

W waszej bliższej lub dalszej rodzinie jest nastolatek lub nastolatka, którzy lubią czytać. Chcecie podsunąć im coś ciekawego. Albo sytuacja odwrotna: chcecie do czytania zachęcić, ale macie wrażenie, że zapamiętani z młodości Siesicka, Szklarski czy Musierowicz mogą nie spełniać oczekiwań współczesnej młodzieży. Katalog Wydawnictwa Zielona Sowa obfituje w interesujące powieści dla tak zwanych młodych dorosłych.

Wśród autorów powieści dla młodzieży na pewno warto zwrócić uwagę na Eve Ainsworth, która nie ucieka od trudnych kwestii: przemocy rówieśniczej, trudności z zaakceptowaniem siebie, problemów rodzinnych, które spadają na barki nieprzygotowanych do radzenia sobie z ciężarem nadmiernej odpowiedzialności nastolatków.

Reklama

Rany niezrozumienia

Spójrzmy na przykład na „Krzywdę”. Gabi ma siedemnaście lat, mieszka w małym miasteczku i nie dogaduje się z matką – a od śmierci ukochanego dziadka nie może też w zasadzie dogadać się z nikim innym: ani z przyjaciółką, ani z kumplami od deskorolki (Gabi świetnie sobie radzi na rampie i w zasadzie tylko tam czuje się jeszcze czasem szczęśliwa). Z jednej strony jest smutna, z drugiej wściekła. Umarł jedyny człowiek, który ją rozumiał, który poświęcał jej czas i uwagę. Ale czy dziadek rzeczywiście był taki idealny? Dlaczego kontakty z nim stawały się z biegiem lat coraz trudniejsze, dlaczego matka niechętnie go widywała, a kolejne wizyty dziadka kończyły się awanturami? Gabi nie umie rozplątać tkwiącego głęboko w niej węzła sprzecznych emocji i dlatego zaczyna się ciąć, jakby wypływająca z głębokich ran krew mogła oczyścić jej uczucia i wspomnienia.

Autorka nie stawia łatwych diagnoz. Najbliżsi znajomi Gabi też mają problemy: Amira rzadko widuje matkę, która po rozwodzie bierze dodatkowe zmiany w pracy, żeby utrzymać rodzinę, Freddie nie umie odnaleźć się w sytuacjach bliskości, kiedy nie można pokryć zmieszania dowcipem, Fliss także nosi blizny od żyletki na rękach. Nastolatki sobie nie radzą, nie radzą sobie ich rodzice: przepracowani, zmagający się z własnymi demonami. Ainsworth nie próbuje rozwiązać ich problemów w ostatnich rozdziałach, jest na tyle uczciwa, że zostawia swoich bohaterów być może na drodze do pojednania, ale zasadniczo bezradnych. Na końcu książki znajdują się namiary na telefony zaufania i poradnie, które mogą pomóc osobom zmagającym się z problemami podobnymi do tych powieściowych.

Nie każdy lubi jednak ciężką prozę psychologiczną. Nie szkodzi. Warto sięgnąć wtedy do dwóch nowych pozycji z katalogu wydawnictwa.

Na mroźnej wyspie Skane

„Gdzie noc skrzy się lodem” Lisy Lueddecke w przekładzie Krzysztofa Obłuckiego to druga (po „Gdzie niebo mieni się czerwienią”) książka osadzona w świecie wyspy Skane, przypominającym nieco Skandynawię z dalekiej, dalekiej przeszłości. Skane to miejsce o surowym klimacie, mroźne, śnieżne, z niedostępnymi górami na północy, pokryte lasami, w których skrywają się małe osady ludzi walczących o przetrwanie. Filarami społeczności są myśliwi, od których zależy przetrwanie. A gdyby życie było niewystarczająco trudne, nad mieszkańcami Skane ciąży jeszcze widmo zarazy pojawiającej się raz na kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. Jej zapowiedzią jest czerwona zorza na niebie. I taką właśnie zorzę widzi osiemnastoletnia Janna, od roku opłakująca tragiczną śmierć ukochanego. Wiadomo, że ludzie zaczną kasłać krwią, a potem umierać i nie będzie na to lekarstwa – wprawdzie ostatnią zarazę pamięta tylko wiekowa staruszka, ale opowieści o okropnościach moru są nadal bardzo żywe. Rada wioski, w której mieszka Janna, postanawia wprowadzić jedyny dostępny środek zaradczy: wystawić warty na obrzeżu osady i nikogo nie wypuszczać.

Janna, jej rodzice i niewielka grupa sąsiadów buntują się przeciwko takiemu rozwiązaniu: w czasie kryzysu powinna liczyć się wspólnota, człowieczeństwo, gotowość do niesienia pomocy. Ale przerażeni mieszkańcy, którym przewodzi Ragna, pielęgnująca osobistą urazę do Janny, odrzucają takie rozwiązanie. A ponieważ społeczność w czasie kryzysu potrzebuje dodatkowo kozła ofiarnego, Ragna wykorzystuje okazję, żeby pozbyć się dziewczyny. Oskarża ją i Enję, siostrę zmarłego ukochanego Janny, o czary. Płonie stos, dziewczęta w ostatniej chwili unikają śmierci, ale muszą opuścić wioskę i radzić sobie same w świecie ludzi przerażonych nadciągającą zarazą.

Magia w czasach elżbietańskich

Druga z nowości, na którą należy zwrócić uwagę, to „Witchborn. Córka czarownicy” Nicholasa Bowlinga (przekład: Mateusz Rulski-Bożek). „Gdzie noc skrzy się lodem” to dramat rozgrywający się pośród surowej natury, tutaj mamy miejską dżunglę elżbietańskiego Londynu, do którego trafia nastoletnia Alyce. Pochodzi ona ze wsi, wielkie miasto nie jest jej żywiołem – ale do niego prowadzi ostatnia wskazówka matki zamordowanej przez łowcę czarownic, Johna Hopkinsa. Alyce ma znaleźć mężczyznę o nazwisku Dee, który rezyduje w Bankside i udzieli jej dalszych wskazówek. Dziewczyna nie dociera jednak do celu – przemarznięta i wycieńczona trafia do Bedlam, domu dla obłąkanych (jedna z ikonicznych lokalizacji w literaturze anglosaskiej). Udaje jej się stamtąd wydostać, jednak ostrzyżone do skóry włosy nie budzą zaufania przechodniów, wskazując na bliskie związki dziewczyny z osławioną instytucją.

Na szczęście w tłumie wypatruje ją Solomon, aktor należący do trupy Faceci Sussexa. Solomona i Alyce wiele łączy: oboje potrafią upleść ze skrawków materiału i włosów magiczną laleczkę chroniącą właściciela, rozpoznają pismo czarownic i wiedzą, że na niebie i ziemi jest więcej rzeczy niż śniło się czyimkolwiek filozofom. Alyce ma także moce, nad którymi nie do końca panuje, sprawiające, że światy zmarłych i żyjących niebezpiecznie się do siebie zbliżają. Zdolności dziewczyny nie umykają uwadze ludzi, którzy pragną rozbić porządek panowania Elżbiety. Na Alyce poluje wspomniany już łowca czarownic, tajemniczy pan Dee okazuje się samym Johnem Dee, nadwornym okultystą władczyni Anglii, a nad wszystkim wisi ponure widmo Marii Stuart, królowej Szkotów – i słowo „widmo” nie jest tutaj przenośnią…

Co łączy obie powieści? Na pewno niezwykle atrakcyjnie wykreowany (w przypadku „Gdzie noc skrzy się lodem”) lub zrekonstruowany („Witchborn. Córka czarownicy”) świat przedstawiony. Wyspa Skane to nie jest może wymarzona lokalizacja na luksusowe wakacje, ale jakże piękne są opisy lasów pokrytych śniegiem, wschodzących na mroźnym niebie gwiazd, wyjących wilków, śnieżnego lisa, który towarzyszy Enji. Świat Skane to także legendy i wierzenia, oddane w naskalnych rysunkach i glifach, opowiadane przy ognisku, w ciepłym kręgu rodziny i futrzanych okryć. Autorka odsyła czytelników i czytelniczki do surowego świata, w którym odnajdzie się każdy (i każda) marzący o ucieczce od cywilizacji, błądzeniu po lesie i poleganiu na własnej sile i woli przetrwania.

„Córka czarownicy” to świat nieco inny, ale także wymagający hartu ducha. Bowling drobiazgowo oddaje atmosferę elżbietańskiego miasta: nie tylko geograficzne detale, ale także stroje mieszkańców, wyposażenie mieszkań i miejsc spotkań, jadłospis, z którym spotkałby się bywalec gospody. Udaje mu się przy tym bez widocznego naciągania fabuły umieścić w powieści bogactwo lokalizacji: od małej, nieznaczącej wioski poprzez dom obłąkanych, oberżę, targowisko uliczne aż do Tower i pałacu Whitehall. Bowling kreuje postaci fikcyjne, ale daje też drugie i tajemnicze życie bohaterom i bohaterkom podręczników historii. Na kartach „Córki czarownic” pojawiają się wspomniane już rywalizujące królowe i zanurzony po uszy w mistycznych naukach John Dee, ale także żeglarz Walter Raleigh, poszukiwacz El Dorado, odpowiedzialny za angielskie próby kolonizacji Nowego Świata.

Dziewczęca siła

„To my jesteśmy szalone. Nieprzewidywalne. Dlatego się nas boją, Enju. Zbudowali klatki, z których się wyłamałyśmy i znowu możemy to zrobić. Możemy rozwalić to więzienie”.

Takie słowa Janna kieruje do przyjaciółki. Obie książki łączy fakt, że ich bohaterkami są dziewczyny – silne, niezależne, szukające aktywnie swojego miejsca w świecie. W tradycyjnych lekturach, proponowanych młodzieży w szkole, rzadko znajdziemy takie postaci. Dziewczynek w lekturach po prostu nie ma albo stanowią wdzięczne tło dla przygód przeżywanych przez chłopców, czekając na ratunek albo wyrażając podziw dla przedsiębiorczości rodzaju męskiego. Janna, Enja i Alyce nie spodziewają się, że ktoś je uratuje albo rozwiąże nękające je problemy. Biorą sprawy w swoje ręce, chociaż często wiąże się to z niechęcią czy wręcz wrogością otoczenia (co znaczące, i Janna, i Alyce zostają oskarżone o bycie czarownicami, co, jak wiemy, było losem wielu kobiet wyrastających ponad przeciętność i wzorzec kobiecości swoich czasów – i rzadko kończyło się szczęśliwą ucieczką, jak w przypadku bohaterek). Walczą, popełniają błędy, zbierają doświadczenia. Silne kobiety pojawiają się także w rolach drugoplanowych: zgorzkniała Ragna, Elżbieta Tudor i Maria Stuart, matka Alyce, gospodyni z oberży Pod Łabędziem. Jest to znacząca zmiana jakościowa i ilościowa. Bohaterki wykreowane przez Lueddecke i Bowlinga są gotowe, by stanąć obok Katniss Everdeen i Hermiony Granger w szeregu postaci literackich, na których mogą wreszcie wzorować się dziewczynki pozostawione do tej pory na pastwę Stasiów Tarkowskich i im podobnych herosów młodzieżowych.

Wspomniane pozycje, chociaż przeznaczone dla czytelników i czytelniczek nastoletnich, nie powinny rozczarować także starszych miłośników czy miłośniczek dobrej literatury. Zakończenia dają też nadzieję na kontynuację niektórych wątków – jest na co czekać!

Olga Wróbel  kulturoznawczyni, krytyczka literacka, autorka komiksów, pracownica muzeum.

Artykuł sponsorowany

Reklama

komentarze [2]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

2463
4
06.11.2019 14:07

Zapraszamy do dyskusji.


3696
3459
06.11.2019 15:44

A ja też często sięgam po takie książki. Zwłaszcza fantasty.


zgłoś błąd