Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Saudyjskie-Wielbłądy 
pustynnyblog.wix.com/pustynnyblog
 www.arabiasaudyjska-ksa.blogspot.com czyli nasze życie w Arabii Saudyjskiej oraz blog o książkach www.niestatystycznypolak.blogspot.com
Al-Khobar, Arabia Saudyjska, status: bibliotekarz, dodał: 14 książek i 1 cytat, ostatnio widziany 5 godzin temu
Teraz czytam
  • Pseudostabilizacja. Problemy współczesnej polityki USA na Bliskim Wschodzie
    Pseudostabilizacja. Problemy współczesnej polityki USA na Bliskim Wschodzie
    Autor:
    Książka podejmuje zagadnienie polityki USA wobec Bliskiego Wschodu, a więc dotyka jednego z najciekawszych rozdziałów historii najnowszej. Głównym założeniem publikacji jest wyjaśnienie motywów i spos...
    czytelników: 2 | opinie: 0 | ocena: 0 (0 głosów)
  • Szpiedzy Mossadu i tajne wojny Izraela
    Szpiedzy Mossadu i tajne wojny Izraela
    Autorzy:
    Pasjonująco napisana i znakomicie udokumentowana historia najsłynniejszej agencji wywiadowczej świata. Są tu opisy najbardziej spektakularnych akcji inspirowanych przez izraelski wywiad, m.in. ope...
    czytelników: 3 | opinie: 0 | ocena: 0 (0 głosów)
  • Wojna Ashley. Nieznana historia wojskowej jednostki specjalnej złożonej z kobiet
    Wojna Ashley. Nieznana historia wojskowej jednostki specjalnej złożonej z kobiet
    Autor:
    Porywająca i wzruszająca opowieść o przyjaźni – historia, która odmieni spojrzenie na wojnę. W 2010 roku armia USA powołała Cultural Support Teams (zespoły wsparcia kulturowego, w skrócie – CST), taj...
    czytelników: 23 | opinie: 1 | ocena: 5 (1 głos)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-05-25 10:58:46
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura faktu i reportaż
Seria: Reportaż

Nie ukrywam swojej sympatii do tego Autora. To nie tylko ziomek z moich ukochanych Bałut, podróżnik i fotograf. To również świetny „opowiadacz” historii z miejsc do których albo nie jedziemy, bo niemodne, albo za daleko, albo za trudno.
Bartek potrafi odkrywać niesamowite fakty i docierać do ludzi, którzy na temat opisywanych wydarzeń mają wiedzę z „pierwszej ręki”.

„Afronauci” są dokładnie ...
Nie ukrywam swojej sympatii do tego Autora. To nie tylko ziomek z moich ukochanych Bałut, podróżnik i fotograf. To również świetny „opowiadacz” historii z miejsc do których albo nie jedziemy, bo niemodne, albo za daleko, albo za trudno.
Bartek potrafi odkrywać niesamowite fakty i docierać do ludzi, którzy na temat opisywanych wydarzeń mają wiedzę z „pierwszej ręki”.

„Afronauci” są dokładnie tym, czego się po Bartku można spodziewać, to także coś, co ja odbieram jako Jego „danie firmowe”.
To fascynująca opowieść z „jakiegoś afrykańskiego kraiku”- w tym przypadku - Zambii (która jest tylko niedużo mniejsza od Turcji czy Pakistanu), lepiej znanej pod nazwą Rodezja Północna.
Głównym bohaterem książki jest postać nietuzinkowa, nawet jak na standardy krajów afrykańskich, które powstały na gruzach dawnych kolonii europejskich.
Nie jest to krwawy cesarz Bokassa władca Cesarstwa Środkowoafrykańskiego czy równie barwny, co zdrowo ”walnięty” Mobutu Sese Seko Kuku Ngbendu wa za Banga, prezydent Republiki Zairu.
Pierwszoplanową postacią "Afronautów" jest Edward Festus Mukuka Nkoloso, były podoficer wojsk kolonialnych, który walczył w oddziałach Wielkiej Brytanii podczas II Wojny Światowej, późniejszy prominentny polityk zambijski
W latch1960 - 1969 r. prowadził Zambijską Narodową Akademię Nauki, Badań Kosmicznych i Filozofii. Celem owej „uczelni” było skonstruowanie rakiety kosmicznej, którą na Księżyc, a w niedalekiej przyszłości – na Marsa miała polecieć nastoletnia Matha Mwambwa i dwa koty lub inny z kilkunastu studentów owej osobliwej szkoły wyższej o bardzo szerokim spektrum przekazywanej wiedzy.
Nazwa nieodparcie kojarzy mi się ze współczesnym polskimi szkołami wyższymi typu Wyższa Szkoła Wszystkiego Dobrego przy Akademii Umiejętności Wszelakich.
Nkoloso miał ambicje prześcignięcia programów kosmicznych Stanów Zjednoczonych i Związku Radzieckiego. Na obrzeżach Lusaki stworzył zambijski Cap Canaveral lub jak kto woli – Bajkonur.
Program szkoleniowy obejmował między innymi, ćwiczenia mające zapewnić przystosowanie do stanu nieważkości. Do tego celu wykorzystywane były beczki po ropie, w których ze wzgórza byli spuszczani w dół przyszli zdobywcy kosmosu made in Zambia.
Na podstawie tego, co do tej pory napisałem, możecie uznać, że gość był kolejnym, kompletnym afrykańskim czubem, tylko na swój sposób sympatycznym i w swym szaleństwie w gruncie rzeczy całkiem nieszkodliwym.
Tak też zaczęli go oceniać jego wcześniejsi towarzysze broni, choć akurat w przypadku Zambii odejście białych nie miało tak dramatycznego przebiegu jak w innych krajach Afryki.
Co spowodowało, że świetny organizator, nieustraszony aktywista ruchu niepodległościowego swojego kraju został twórcą „programu kosmicznego” i rzucił rękawice dwóm supermocarstwom?
Otóż wynikało to z..... marzeń. Jeżeli udało się osiągnąć jeden cel – czyli powstanie zamiast Rodezji Północnej niepodległej Zambii, które jeszcze kilka lat wcześniej wydawało się mrzonką to dlaczego nie pójść dalej?
To świetna historia, w której może i mało jest sukcesów na polu zambijskiej dominacji w kosmosie ale bardzo wiele o Zambijczykach. Ich mentalności, przeszłości oraz teraźniejszości.
Dlatego – tak jak i inne książki Bartka warto "Afronautów" przeczytać. Może nie wszystkie marzenia się spełniają, ale ludzie którzy ich nie mają są przeraźliwie smutni. Bez wielkich celów i takich pięknoduchów pewnie w dalszym ciągu siedzielibyśmy na drzewach i bali się ognia.

pokaż więcej

 
2017-05-23 20:39:35
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura faktu i reportaż

Pierwsze wydanie tej książki "Tuaregowie i caterpillary" przeczytałem jako nastolatek, głównie interesowały mnie ogniste mieszkanki Nigerii, dowcipy, które krewki rodak wycinał nielubianym przełożonym lub kolegom oraz imprezy. Obecnie, te opisy nadal szalenie mnie bawią, ale dostrzegam też nieco głębszą warstwę tej opowieści. Jako małolat nie byłem w stanie pojąć, dlaczego, będąc w egzotycznym... Pierwsze wydanie tej książki "Tuaregowie i caterpillary" przeczytałem jako nastolatek, głównie interesowały mnie ogniste mieszkanki Nigerii, dowcipy, które krewki rodak wycinał nielubianym przełożonym lub kolegom oraz imprezy. Obecnie, te opisy nadal szalenie mnie bawią, ale dostrzegam też nieco głębszą warstwę tej opowieści. Jako małolat nie byłem w stanie pojąć, dlaczego, będąc w egzotycznym kraju, gdzie Autor zarabia godziwe pieniądze i to w dolarach USA tak tęskni za rodziną i przyjaciółmi. Zrozumiałem to doskonale wtedy, kiedy sam byłem w podobnej sytuacji. Innym aspektem są relacje pomiędzy Polakami za granicą. Minęło prawie 40 lat od wydarzeń opisywanych w książce, zmienił się ustrój, pojawiały się niesamowite możliwości, a my w dalszym ciągu nie potrafimy współpracować. Jest tak, jak mówił mi mój serdeczny kolega Mariusz K., że "w UK jeśli Polak ci nie zaszkodził, to już pomógł".

Tak samo niewiele zmieniło się w samej Nigerii. Konflikty międzyplemienne, bieda i wielkie bogactwo, zamachy terrorystyczne, ataki na białych inżynierów (w tym na takich, jak polski inżynier, który odpowiadając za kontrolę jakości „nadepnął komuś na odcisk” i zginął w „wypadku samochodowym”).
Podobnie było z rozwojem technologicznym. Już w pod koniec lat 70-tych XX wieku w Nigerii była instalowana sieć telefonii bezprzewodowej bardzo przypominająca w swym zamyśle sieć komórkową, powstawały konstrukcje inżynieryjne, które byłyby perełkami sztuki budowlanej w każdym zakątku świata. A wszystko to połączone z korupcją i pogardą dla miejscowych (żeby nie było - w tym samych miejscowych, ale z innych plemion).

I bardzo ciekawy cytat z zakończenia książk:

”…Dziwny jest ten świat, w którym mają swoje rezerwaty dzikie zwierzęta, skały, a nawet ludzie czarni, czerwoni i brunatni.
Nie mają tylko biali.
Widocznie nikt z tej rasy na ochronę nie zasługuje.”

Jeżeli ktoś uzna ten tekst za rasistowski, to niech go przeczyta jeszcze raz i przemyśli. Jeśli to nie pomoże – zapraszam na wyprawę na inne kontynenty, może wtedy uda mu się go zrozumieć.

pokaż więcej

 
2017-05-22 15:17:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Sensacja, kryminał

Początek lat 30-tych XX wieku, Prusy Zachodnie. Miłe miasteczko Marienwerder, spokojne i senne, znajdujące się nieco na uboczu „wielkiego świata” i przemian zachodzących w Republice Weimarskiej staje się sceną makabrycznego morderstwa księdza z parafii Świętego Marka Ewangelisty.

Prowincjonalni policjanci nie mieliby zbyt dużych szans na znalezienie sprawców lub sprawcy, ale na ich szczęście...
Początek lat 30-tych XX wieku, Prusy Zachodnie. Miłe miasteczko Marienwerder, spokojne i senne, znajdujące się nieco na uboczu „wielkiego świata” i przemian zachodzących w Republice Weimarskiej staje się sceną makabrycznego morderstwa księdza z parafii Świętego Marka Ewangelisty.

Prowincjonalni policjanci nie mieliby zbyt dużych szans na znalezienie sprawców lub sprawcy, ale na ich szczęście do rodzinnego miasta wrócił, w dość tajemniczych okolicznościach, znakomity śledczy z Danzig - radca Christian Abell wraz ze swoim nieodłącznym wachmistrzem Kukulką. Tego samego dna, kiedy zamordowano księdza Platzecka pobity prawie na śmierć został 17- letni syn znanego kupca Gustawa Bohna. Lokalny komisarz policji von Bock, który Ablla nie znosi jak morowej zarazy, po raz pierwszy cieszy się z faktu, że ma komu przekazać sprawę, która może kosztować go karierę. Okazuje się, że ksiądz Platzeck nie był wzorem i ideałem wikarego. Miejskie plotki łączą go z osobą żony naczelnika poczty, niejakiego Osta, wyjątkowego brutala i prymitywa, mocno powiązanego z lokalnym oddziałem NSDAP. Ost miał zarówno motyw, jak i możliwości ukarania zalotnika żony przy wsparciu towarzyszy ze Sturmabteilung Marienwerder.

Ta dość interesująca dla radcy Ablla hipoteza śledcza po kilku dniach legnie w gruzach. W domu znanej w mieście damy lekkich obyczajów zamordowany zostaje drugi ksiądz z tej samej parafii. Ost nie miał żadnego powodu aby zabijać księdza Albrechta Webera, a w dodatku nie miał do tego sposobności, jego alibi mogło poświadczyć pokaźne stadko wiarygodnych świadków. Radca Abell zaczyna interesować się faktem, że obaj księża są z tej samej parafii, w której żelazną ręką rządzi proboszcz Hoeness, człowiek znany w mieście, mający wpływowych przyjaciół w Partii Centrum a także wielki popularyzator tradycji i sukcesów Zakonu Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie organizujący patriotyczne capstrzyki w remontowanym zamku w Malborku.
To wyjątkowo niebezpieczny przeciwnik, który nie ma zamiaru w jakikolwiek sposób współpracować ze śledczymi, uważając że jest zbyt znamienitą postacią, aby zniżać się do wyjaśniania czegokolwiek.
Oczywiście, radca Abell nie jest człowiekiem, który ustąpi przed taką personą, skoro potrafił aresztować szefa lokalnego NSDAP, jeżeli jego odpowiedzi podczas śledztwa były fałszywe. To już w tym czasie był ryzykowny ruch, gdyż narodowi socjaliści rośli w siłę a pamięć o wrogach mieli znakomitą.
Kto stoi za zabójstwami księży? Czy to ta sama lub te same osoby, które prawie zakatowały młodego Bohna? Czym jest „czarny manuskrypt” i dlaczego aby utrzymać jego treść w tajemnicy muszą ginąć ci, którzy wiedzą za dużo lub za dużo mówią?

Książka świetnie napisana, akcja wartka, a czasy i miejsce – bardzo ciekawe. Mieszkałem w Marienwerder czyli po naszemu Kwidzynie jakiś czas i bardzo polubiłem miasto, w którym zostawiłem grono znajomych i jednego bardzo zaprzyjaźnionego pisarza :-)

Dlatego opowieść o czasach, które uwielbiam (dwudziestolecie to druga, po antycznym Rzymie epoka, którą darzę niezwykłym sentymentem) i miejscach, które namiętnie eksplorowałem, a także wciągająca intryga, to znakomita recepta na miłe spędzenie czasu.
Uważam, że wykreowane przez Krzysztofa Bochusa postacie mają ogromny potencjał i z całą pewnością przeczytałbym z nie mniejszą przyjemnością kolejny tom przygód radcy Ablla i wachmistrza Kukulki.

Dlatego – panie Krzysztofie proszę nie spoczywać na laurach i napisać ciąg dalszy przygód naszych bohaterów np. w Danzig czy Zoppot po wielkim powrocie Christiana do pierwszej ligi policyjnej.
A może wachmistrz Kukulka będzie zmuszony przypomnieć się swojemu „Waffenbruder” ze szpitala wojskowego, aby ocalić swojego zwierzchnika i przyjaciela przed problemami ze strony partyjnych towarzyszy?

pokaż więcej

 
2017-05-15 11:06:47
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura faktu i reportaż
Autor:
Seria: Reportaż

Polska w latach 30-tych ubiegłego wieku nie była miejscem łatwym do życia. Mimo tytanicznej pracy, jaką wykonali nasi przodkowie sklejając w jedną całość trzy kawałki Ojczyzny, w których przez 123 lata obwiązywały dwa różne języki, trzy systemy prawne, skarbowe, miary czy wagi nadal wszechobecne było poczucie niepewności granic. Kraj był skrajnie zdewastowany i rozszabrowany przez wędrujące... Polska w latach 30-tych ubiegłego wieku nie była miejscem łatwym do życia. Mimo tytanicznej pracy, jaką wykonali nasi przodkowie sklejając w jedną całość trzy kawałki Ojczyzny, w których przez 123 lata obwiązywały dwa różne języki, trzy systemy prawne, skarbowe, miary czy wagi nadal wszechobecne było poczucie niepewności granic. Kraj był skrajnie zdewastowany i rozszabrowany przez wędrujące tam i z powrotem armie – często głodne i zdemoralizowane. Dodatkowo Polska była silnie zróżnicowana etniczne. Aktualnie mamy ogromny komfort homogeniczności – Polacy stanowią w Polsce 97,09% populacji, a tylko 1,55% obywateli deklaruje się jako osoby innej narodowości. Dla porównania – jako etniczni Polacy w 1931 roku deklarowało się tylko niecałe 69% mieszkańców Polski.
Bieda, rozwarstwianie społecznie, bardzo zróżnicowany poziom wykształcenia (u progu niepodległości sytuacja w szkolnictwie powszechnym była zróżnicowana w zależności od regionu) sprzyjały konfliktom.

Jesteśmy wyjątkowo dziwną nacją, skoro nawet teraz potrafiliśmy podzielić się na dwa wzajemnie nienawidzące się plemiona. Do tego, aby się zwalczać i znajdować „w siódmym niebie nienawiści” jak śpiewa Janusz Panasewicz z „Lady Pank” nie potrzebujemy Żydów, Niemców czy Ukraińców. Nasi przodkowie mieli pod tym względem jeszcze większy „komfort”, wszystkie wymienione nacje żyły w granicach II RP.
Dlatego z ogromnym zainteresowaniem przeczytałem reportaż Anny Pamuły, która podjęła się prześledzenia losów diaspory polskich Żydów w Kostaryce, kraju nawet teraz dość egzotycznym i tak naprawdę mało znanym.
Co skłoniło ich do wyjazdu z Polski jeszcze przez wybuchem II Wojny Światowej? Jak się tam odnaleźli, czy odnieśli sukcesy i jakie są ich wspomnienia wobec „starego kraju”?

Na pierwsze pytania odpowiedzi są takie, jakich udziela, udzielało, a pewnie i udzielać będzie w przyszłości wielu Polaków. Wyruszyli w poszukiwaniu lepszego życia w Ameryce, ale że ta wymarzona Ameryka była dla części z nich niedostępna, a jedynym krajem dającym jakieś perspektywy była Kostaryka – to tam się osiedlili. Potomkowie „Polacos” w znacznej części zrobili kariery zarówno w nauce, biznesie, jak i w polityce. Jednak o Polsce, szczególnie ci, którzy z niej wyjechali ponad 70 lat temu, mają jak najgorszą opinię. Za antysemityzm, nienawiść itp. Szczerze mówiąc w takich sytuacjach zaczyna się we mnie budzić radykalny patriota, mimo, że zgadzam się z diagnozą Marszałka Piłsudskiego, że„Polacy to wspaniały Naród, tylko ludzie qrvy”

Pewne pytania, które zadają bohaterowie tej opowieści, są w mojej opinii bardzo tendencyjne np. dlaczego poszczególni Polacy, jakich spotkali na swojej drodze życiowej zrobili im taką czy inną krzywdę. Było i o przedwojennych antysemitach, wojennych szmalcownikach i innych upiorach przeszłości. W takich sytuacjach ja też zaczynam stawić pytania: czy tylko Polacy byli w latach 30-tych antysemitami? Nie chodzi mi bynajmniej o niemiecką III Rzeszę, ale o cudowną Francję, gdzie w przeciwieństwie do Polski za pomoc Żydom nie trafiało się pod ścianę, a jedynie narażało na areszt lub grzywnę. Jednak francuskich „Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata” jakoś zbyt wielu na tablicach w Yad Vashem nie widać. W Stanach Zjednoczonych antysemityzm też miał się znakomicie.
Co zrobili Amerykanie i amerykańscy Żydzi z raportem Jana Karskiego „The Mass Extermination of Jews in German Occupied Poland” z 1942 roku?
Kto pomagał NKWD polować na przedstawicieli polskiej inteligencji na terenach zagarniętych przez ZSRR w 1939 roku? Kim byli powojenni oprawcy tacy jak Mieczysław Mietkowski (Mojżesz Bobrowicki), Salomon Morel, Roman Romkowski (Natan Grynszpan-Kikiel), Józef Różański (Goldberg) czy dyrektor Departamentu V MBP Julia Brystiger?
Dlaczego Żydzi łatwiej wybaczyli Niemcom (zdarzają się przenosiny z Izraela do Niemiec na podstawie pochodzenia dziadków czy pradziadków) i raczej nie usłyszymy za dużo o antysemickich ekscesach w USA w latach 30-tych.
Odpowiedź na pytanie, dlaczego to Polska i Polacy robią za „czarnego luda” jest w tym przypadku dość prosta. To wyrzuty sumienia, że sami przeżyli, a nie uratowali członków swoich rodzin. Łatwiej przecież jest znaleźć winnych gdzie indziej.

Czy nam się to podoba czy nie, jesteśmy ze sobą zżyci i ponad 500 lat wspólnej historii nie da się wymazać. W Polsce Chajka mogła być Chajką, a w Kostaryce już zmieniła się w Oliwię. Dlaczego? Tam zdecydowanie szybciej następowała asymilacja, do której w Polsce ani nie zmuszano, ani nawet nie zachęcano. I może dlatego tyle w nas wzajemnych żali i pretensji? Wiadomo, że im bardziej kogoś kochaliśmy, tym silniejsza może być nienawiść. W stosunku do ludzi obojętnych jesteśmy bardziej tolerancyjni, bo niewiele nas obchodzą. Mam nadzieję, że przyjdzie w końcu taki czas, kiedy zapomnimy i szczerze wybaczymy sobie przeszłość i wzajemne urazy, a wykorzystamy dla wspólnego dobra to, co nas przez kilkaset lat łączyło.

pokaż więcej

 
2017-05-14 00:38:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Historia

Książka napisana dość nietypowo, także tytuł może dla wielu czytelników okazać się mylący.
Dlaczego tak uważam?
Otóż z reguły w przypadku powieści historycznych (a to właśnie sugeruje moim zdaniem tytuł) zarówno akcja, jak i występujące w książce postacie, są przypisane do danej epoki.
Nadim Gursel wprowadził pewną innowację, która jednym bardzo się spodoba, innym – pewnie nieco mniej.
Owszem...
Książka napisana dość nietypowo, także tytuł może dla wielu czytelników okazać się mylący.
Dlaczego tak uważam?
Otóż z reguły w przypadku powieści historycznych (a to właśnie sugeruje moim zdaniem tytuł) zarówno akcja, jak i występujące w książce postacie, są przypisane do danej epoki.
Nadim Gursel wprowadził pewną innowację, która jednym bardzo się spodoba, innym – pewnie nieco mniej.
Owszem jest to fabularyzowana opowieść o życiu sułtana Mehmeda i jego czasach, przeplatana jednak odniesieniami do teraźniejszości w której była pisana, Nedim Gürsel nawiązuje bowiem do lat 90 XX wieku.
Narratorem jest alter ego Autora – pochodzącego z Francji, nauczyciela akademickiego o tureckich korzeniach, który wprowadza czytelnika nie tylko w świat Mehmeda Zdobywcy, ale też opowiada o swoich „twórczych cierpieniach”, o tym, jak zdobywał materiały i co działo się w jego życiu prywatnym.
Mocno denerwującą manierą jest zamieszczanie na początku każdego rozdziału o czasach sułtana Mehmeda „streszczenia” w postaci krótkiej notki opartej na historycznym dokumencie. W odbiorze czytelnika tworzy to sytuację mniej więcej taką, jakby autor kryminału na początku rozdziału o np. sławnym detektywie, pisał tak:

”Detektyw Nowak podjął trop po zabójstwie znanego polityka Kowalskiego. Okazało się, że Kowalski miał kontakty z chińskimi służbami specjalnymi i triadami. Aby zapobiec wyciekowi informacji o polskim programie podboju Saturna, egzekucji za pomocą niewykrywalnej trucizny produkcji tajwańskiej dokonał agent polskiego kontrwywiadu Stanisław Kmar, znany w środowisku służb jako „Problem Solver”.

Nie wiem jak Wam, ale mnie taka wstawka bardzo zniechęca do czytania całego rozdziału, jak się skończy, to już wiem, więc mogę tylko podziwiać „lapidarność stylu” Autora.
Dlatego przyjąłem pewną technikę czytania: całkowicie pomijałem wprowadzenia do rozdziałów oraz fragmenty dotyczące współczesności, bo „cierpienia młodego Wertera” mnie mało interesują, kiedy czytam książkę o Mehmedzie Zdobywcy.

I przy przyjęciu tej metody książka okazała się bardzo interesująca, znalazłem mnóstwo cennych informacji o Mehmedzie II, zarówno jako władcy, jak i człowieku. Trzeba przy tym pamiętać, że był on jednym z głównych twórców potęgi Imperium Osmańskiego.
Nedim Gürsel w sposób niezwykle barwny i zarazem realistyczny opisał również funkcjonowanie dworu pod rządami kata Bizancjum, jak nazywano Mehmeda Zdobywcę. Dworskie intrygi, walka o władzę czy kolejne etapy kształtowania się imperium, to fascynująca historia, która zainteresuje każdego czytelnika.
Choćby z tego względu, książka jest warta przeczytania.

pokaż więcej

 
2017-05-04 23:09:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Historia

Dwanaście życiorysów, różne epoki i odmienne charaktery.
Bohaterów książki Marcina Szymaniaka łączy jedna cecha – byli prawdziwymi wojownikami.
I to bynajmniej nie takimi, jakich oglądacie w produkcjach Hollywoodu, którzy jedną kulą zabijają pięciu wrogów, a opancerzony helikopter zestrzeliwują z łuku (to moja ulubiona scena z „Rambo”).
Ci ludzie walczyli z przeciwnikami, którzy nie mieli wad...
Dwanaście życiorysów, różne epoki i odmienne charaktery.
Bohaterów książki Marcina Szymaniaka łączy jedna cecha – byli prawdziwymi wojownikami.
I to bynajmniej nie takimi, jakich oglądacie w produkcjach Hollywoodu, którzy jedną kulą zabijają pięciu wrogów, a opancerzony helikopter zestrzeliwują z łuku (to moja ulubiona scena z „Rambo”).
Ci ludzie walczyli z przeciwnikami, którzy nie mieli wad wzroku i równie dobrze władali bronią. Tylko krócej, niż nasi bohaterowie.
Poznacie zarówno postacie mało znane (jak np. Jakub z Kobylan, który nie dość, że był srogim rycerzem, to jeszcze rogów przyprawić samemu królowi Jagielle potrafił) albo bardzo rozpoznawalne, takie jak Zawisza Czarny, który współczesnym lustratorom mógłby się wydawać zdrajcą Ojczyzny i człowiekiem dwulicowym.

Na kartach książki spotkacie prawdziwego pana Skrzetuskiego, którego od jego słynnego alter ego z „Trylogii” różni prawie wszystko, oprócz umiejętności bojowych. Dziwkarz był to zawołany, a jeżeli chodzi o chlanie to samego pana Zagłobę mógłby przyprawić o kompleksy.
W służbie innych narodów, zapomniani w Ojczyźnie – tacy również pojawią się w "Fighterach" Marcina Szymaniaka. Wśród nich najskuteczniejszy dywersant II Wojny Światowej - uwielbiany przez Greków, wykorzystany przez Brytyjczyków Jerzy Iwanow- Szajnowicz, który ze względu na pochodzenie (polsko-rosyjskie z dodatkiem greckiego po ojczymie) do polskiej armii na Zachodzie nie został przyjęty. To właśnie o nim jest film z 1971 roku „Agent nr 1” z Karolem Strasburgerem, który wtedy jeszcze nie opowiadał żenujących dowcipów, tylko był szalenie przystojnym facetem i niezłym aktorem.
Przeczytacie także o dwóch oficerach armii napoleońskiej – tym, który jako pierwszy dotarł na sam szczyt Somosierry i drugim, który z Cesarzem Francuzów bijał Mameluków w Egipcie i to jako cesarski adiutant.

Życiorysy prawdziwych ludzi – z ich wadami, słabościami i problemami.
Jedynym żyjącym bohaterem jest płk. Grzegorz „Kali” Kaliciak, który jak doskonale wiecie dowodził obroną City Hall w Karbali.
I tu też nie będzie przesłodzonej biografii. Tylko prawdziwa, tak samo jak życiorys największego asa myśliwskiego – twórcy „Cyrku Skalskiego” gen. Stanisława Skalskiego.

Napisana mocnym, męskim językiem, z lekka fabularyzowana, świetna książka dla tych, którzy chcą poczuć dumę z potęgi polskiego oręża i znamienitych polskich wojowników, a nie potrzebują do tego patetycznych, nudnych przemówień różnych notabli lub „genetycznych patriotów”, spowitych wszechogarniającym dymem z kadzidła.

pokaż więcej

 
2017-05-04 22:22:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Generał „Big Stan” McChrystal do swojego świata dopuścił dziennikarza związanego z dwutygodnikiem „Rolling Stone” - Michaela Hastingsa.
McChrystal, jak na prawdziwego wojownika przystało, zaraz po ukończeniu akademii West Point trafił do ”zjadaczy węży” czyli do Zielonych Beretów. Nie jest to droga, którą podążają oficerowie dbający o swoją karierę, co nie przeszkodziło „Big Stanowi” dosłużyć...
Generał „Big Stan” McChrystal do swojego świata dopuścił dziennikarza związanego z dwutygodnikiem „Rolling Stone” - Michaela Hastingsa.
McChrystal, jak na prawdziwego wojownika przystało, zaraz po ukończeniu akademii West Point trafił do ”zjadaczy węży” czyli do Zielonych Beretów. Nie jest to droga, którą podążają oficerowie dbający o swoją karierę, co nie przeszkodziło „Big Stanowi” dosłużyć się stopnia czterogwiazdkowego (najwyższego stopnia generalskiego U.S. Army czasu pokoju).
Nie było dla niego problemem wzięcie udziału w patrolu pieszym w Afganistanie bez żadnego dodatkowego zabezpieczenia czy ochrony jego generalskiego zadka. McChrystal ma jednak cechę, która przerwała jego karierę w „firmie” której poświęcił całe swoje dorosłe życie. Na mój prywatny użytek nazwałem to „syndromem Pattona” – mojego ulubionego dowódcy amerykańskiego.
Ani Patton, ani McCrystal nie specjalnie przejmowali się tym, co mówią, ani tym bardziej w czyim towarzystwie to robią. Jeżeli uważali swoich przełożonych (Patton - Dwighta Davida Eisenhowera i Bernarda Law Montgomery`ego, a McCrystal - Joe Bidena i innych wysoko postawionych polityków Baraka Husseina Obamy nie wyłączając) za nieudaczników, leni i durniów nie mieli oporów w wyrażaniu takiej opinii. I dla obu skończyło się to podobnie, choć Patton miał mniej szczęścia, bo jak pamiętacie zginał w wypadku samochodowym.

Artykuł Michaela Hastingsa i książka, która jest jego rozwinięciem zakończyła błyskotliwą karierę „Big Stana”. Stało się to jednak, co stwierdzam po wnikliwej analizie książki, nieco na własną prośbę generała i jego zespołu doradców.
Wiedzieli od początku, że Hastings nie jest dziennikarzem, który będzie pisał artykuły pod ich dyktando, a jednak dopuścili go do swojego zamkniętego kręgu zwanego przez nich samych pół żartobliwie, pół ironicznie „Team America” (to nawiązanie do bohaterów komedii o superpolicjantach, których głównym zadaniem jest utrzymanie globalnej stabilizacji).
Michael Hastings brał udział w formalnych i mocno nieformalnych spotkaniach „Team America”, łącznie z naradami, które dotyczyły spraw tajnych. W przypadku pojawienia się takowych danych, informowano go, że są to informacje wrażliwe i nie będą mogły ujrzeć światła dziennego. Michael na takie warunki przystał, uznał jednak, że pozostałe wypowiedzi, bez gryfu „tajne” nie są informacjami, które nie magą wyjść poza cztery ściany.
A jak wiadomo faceci, a w szczególności wojskowi, nie są z reguły fanami poprawności politycznej i w rozmowach prywatnych nie zachwycają się różowymi jednorożcami, którym z zadków tryska tęcza. Jeżeli uważają kogoś za ciotę, to nazywają go ciotą, a upierdliwego czarnucha – czarnuchem bez obowiązującej powszechnie poprawnej politycznie nowomowy.
Dodatkowo potrafią również powiedzieć, że:„Sowieci zrobili dużo dobrego w Afganistanie, ale potem zabili milion Afgańczyków” czym spieprzyli sprawę. Albo, zastanawiać się "jak oni mają zrozumieć Afganistan, jeżeli nie rozumieją go sami Afgańczycy”. Tak samo odnoszą się do celów (mętnych z ich punktu widzenia) Stanów Zjednoczonych w Afganistanie. Nie oszczędzają prezydenta Karzaja, który w ich pojęciu jest takim samym nieszczęściem dla swojego kraju jak talibowie. A czasami nawet gorszym.
Członkowie "Team America" umożliwili Michaelowi spotkania z żołnierzami pełniącymi służbę w kontyngencie amerykańskim oraz dość głośno wyrażali swoje opinie na temat sojuszników, którzy nie specjalnie chcą mocno angażować się w walkę.
To nie mogło się skończyć dobrze. Publikacja artykułu Hastingsa wywołała furię w Waszyngtonie .
Generał Stanley McChrystal podał się do dymisji, a prezydent Obama ją przyjął.

Jest jeszcze jeden element zbieżny z historią Pattona. Pamiętacie jak zginął?
Tak, w tej historii też pojawi się wypadek samochodowy i też jest on co najmniej.... nietypowy. Tym razem nie zginął generał, ale.... dziennikarz.
Samochód Michaela Hastingsa rozbił się w dziwnych okolicznościach. Śledztwo wykazało, że najprawdopodobniej ktoś z zewnątrz przejął kontrolę nad pojazdem. A jest to sztuczka, którą już od jakiegoś czasu stosują służby specjalne.
„Wielki Stan” odnalazł się w biznesie, a jeden z jego najbliższych współpracowników, Mike Flynn to ten sam facet, który pracował dla Donalda Trumpa, jako doradca ds. bezpieczeństwa narodowego.
Dość szybko jednak wyleciał za nie do końca jasne kontakty z ambasadą Rosji w okresie między wyborami prezydenckimi i zaprzysiężeniem nowego prezydenta oraz zatajenie tego faktu że przed wiceprezydentem i FBI.

pokaż więcej

 
2017-05-03 16:57:40
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Reportaż

"Abchazja" to trzecia, po „Toaście za przodków” i „Planecie Kaukaz” książka podsumowująca podróże Autora po krajach Kaukazu.
Opowieść niczym wąż Uroboros, zamyka pętlę czasu. Wojciech Górecki swoją przygodę, trwającą niemal dwadzieścia lat, rozpoczynał jako świeżo opierzony reporter wojenny właśnie w Abchazji, jednym z trzech parapaństw, które powstały po rozpadzie ZSRR i do tej pory, nie są...
"Abchazja" to trzecia, po „Toaście za przodków” i „Planecie Kaukaz” książka podsumowująca podróże Autora po krajach Kaukazu.
Opowieść niczym wąż Uroboros, zamyka pętlę czasu. Wojciech Górecki swoją przygodę, trwającą niemal dwadzieścia lat, rozpoczynał jako świeżo opierzony reporter wojenny właśnie w Abchazji, jednym z trzech parapaństw, które powstały po rozpadzie ZSRR i do tej pory, nie są uznawane na świecie. Oprócz Abchazji, międzynarodowego uznania nie doczekały się Osetia Południowa i Naddniestrze.

Wojciech Górecki opisuje cała historię konfliktu gruzińsko – abchaskiego, praktycznie od samych jego początków. I stara się, jak zresztą większość świata, którą ta sytuacja cokolwiek obchodzi, znaleźć odpowiedź na pytanie ”czego, do cholery chcą Abchazi???” - naród liczący sobie zaledwie 100,000 obywateli.
Dzięki geniuszowi zła czyli Józefowi Wissarionowiczowi Stalinowi, który swoich kaukaskich ziomków znał i rozumiał jak mało kto, Abchazi zostali pozbawieni pewnej samodzielności w ramach ZSRR i przyłączeni (jako Abchaska Socjalistyczna Republika Radziecka) do Gruzińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Nastąpiła „gruzinizacja” Abchazów, którzy, mimo, że nieliczni, nie odróżniają się mentalnością od innych mieszkańców Kaukazu i są do swojej tożsamości narodowej niezmiernie przyzwiązani

Rozpad Związku Radzieckiego dał nadzieję, na „sprawiedliwe” z punktu widzenia Suchumi rozwiązanie i osiągnięcie niepodległości. Tylko, że ani Rosja, ani nikt przy zdrowych zmysłach na Zachodzie do czegoś takiego dopuścić nie mógł. Bo nie jest problemem powstanie 15 państw po tym, jak skończyła się formuła ZSRR, ale kolejne państwa, co drugą dolinę i co trzeci pagórek to już lekka przesada. I pewnie Abchazi zgodziliby się autonomię, ale jak to bywa w pojedynku dużego z małym – duży może więcej. Doprowadziło to do konfliktu zbrojnego pomiędzy Gruzinami i Abchazami. Wojna bez sensu, bez korzyści dla nikogo, poza nielicznymi cwaniakami, którzy przy każdej wojnie się pożywią.

Tu Wojciech Górecki pokazał w świetny sposób po raz kolejny „kaukaską chorobę” – każda z zamieszkujących tam nacji ma zasadniczo trzy cechy - jest najbardziej starożytna, najbardziej wspaniałomyślna i gościnna oraz oczywiście najbardziej ze wszystkich poszkodowana.
Mądrzy ludzie po obu stronach konfliktu starali się znaleźć rozwiązanie, bo jak tu dzielić państwo, w którym na 240,000 obywateli mieszka jak już pisałem wcześniej tylko 100,000 Abchazów, z czego spora z nich część.... nie mówi po abchasku.
I stało się tak jak w starym dowcipie z „dziennika radzieckiego partyzanta”:
Poniedziałek – wyparliśmy Niemców z lasu.
Wtorek – Niemcy nas wyparli z lasu.
Środa - wyparliśmy Niemców z lasu.
Czwartek - Niemcy nas wyparli z lasu.
Piątek – przyszedł gajowy i wygonił wszystkich.
Takim kaukaskim, niezawodnym gajowym, jest Federacja Rosyjska. Abchazja po konfliktach z Gruzinami „stowarzyszyła” się z Rosją. Tylko czy ofiary, zniszczenia i nienawiść, która, jak to na Kaukazie, trwać będzie przez kolejne wieki były tego warte? Czy aż tak źle byłoby z Gruzinami, z którymi i tak żyją po sąsiedzku od wieków? Na to pytanie muszą sobie odpowiedzieć sami zainteresowani, bo Gruzini też mają swoje za uszami w tym konflikcie. A Rosjanie, jak już zapewnili sobie nadzór nad kluczowo położonym miejscem na Kaukazie przestaną się przejmować problemami narodu, którego liczebność w ujęciu rosyjskim jest taka, że może nie komitet blokowy, ale już rada osiedla w Moskwie, Samarze czy Petersburgu reprezentuje znacznie większą populację.

pokaż więcej

 
2017-05-01 18:53:54
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Miasta

Justin Marozzi wiedzie czytelnika do miasta z baśni „tysiąca i jednej nocy”, przesyconego bogactwem, także duchowym i intelektualnym – Bagdadu.
Powstały ponad 1300 lat temu, stał się stolicą nowych władców islamu – Abbasydów, którzy w bardzo sprytny sposób pozbyli się potężnych Umajjadów z Damaszku.
Drugi kalif z rodu Abbasydów, Al-Mansur postanowił stworzyć miasto, które przyćmi wszystkie...
Justin Marozzi wiedzie czytelnika do miasta z baśni „tysiąca i jednej nocy”, przesyconego bogactwem, także duchowym i intelektualnym – Bagdadu.
Powstały ponad 1300 lat temu, stał się stolicą nowych władców islamu – Abbasydów, którzy w bardzo sprytny sposób pozbyli się potężnych Umajjadów z Damaszku.
Drugi kalif z rodu Abbasydów, Al-Mansur postanowił stworzyć miasto, które przyćmi wszystkie pozostałe. Długo poszukiwał właściwej lokalizacji, dzięki mądrym doradcom i własnemu osądowi założył je pomiędzy rzekami Tygrys i Eufrat, a jego ród rządził Bagdadem niepodzielnie przez pięćset lat.

Wspaniałość i potęga Bagdadu wynikały z jego doskonałej lokalizacji oraz zdolnych, choć czasami dość osobliwych władców. Niektórzy byli nieprawdopodobnie skąpi, inni – rozrzutni ponad wszelkie granice. Otaczali się jednak ludźmi, którzy potrafili wspierać władców światłą radą oraz zarządzać tak skomplikowanym tworem, jakim jest potężne państwo.
Mimo tego, że Bagdad zwany jest „Miastem Pokoju” (Madinat as-Salam) w swej historii nierzadko stawał się areną walk, także bratobójczych i to w sensie dosłownym gdyż do konfliktów o to, kto będzie kalifem dochodziło pomiędzy rodzonymi braćmi.
To tutaj powstała jedna z najbardziej znanych historii w dziejach świata - "Tysiąc i jedna noc z Szeherezadą", której jednym z prominentnych bohaterów, oprócz Ali Baby, Sindbada Żeglarza czy Aladyna był kalif Harun ar –Raszid, jeden z największych bon-vivantów w całej historii ludzkości.
To właśnie w Bagdadzie, ówczesnej stolica islamu, padło następujące zdanie:

„..Jeśli zapytać duchownych o dowód słuszności ich religii, unoszą się, wpadają w gniew i przelewają krew tych, którzy zadają to pytanie. Zabraniają racjonalnej spekulacji i próbują zabić adwersarzy. Dlatego prawda jest tak dokładnie uciszana i ukrywana….”

Słowa te w IX w wieku wypowiedział genialny medyk, Ar-Razi, w świecie zachodnim znany jako Rhazes. W tej samej stolicy wino lało się strumieniami, a poezja erotyczna znajdowała rozlicznych mecenasów. Ale to również miejsce, w którym jak w żadnym innym, dosłownego znaczenia nabierało przysłowie „o łasce pańskiej, co na pstrym koniu jeździ”. Dzisiejszy faworyt mógł stać się jutrzejszym bezgłowym trupem, gdy kamaryla dworska skutecznie sączyła jad obmowy do ucha władcy.
Zniszczone dwukrotnie przez Tamerlana, było również (i pozostaje do dna dzisiejszego) areną walk pomiędzy sunnitami a szyitami.
Jest to również miejsce, na którego przykładzie różne ludy powinny sobie uświadomić, jak niebezpieczne jest ściąganie obcych, jako sił zbrojnych, mających wspierać tron. O ile Szwajcarzy, jako najemnicy robili swoje i wyjeżdżali, tak Turcy zarówno tu, jak i w Egipcie czy szeroko rozumianym Bliskim Wschodzie raczej przyjmowali podejście zgoła odmienne.
Niestety, tej nauki nie przyswoili sobie np. Niemcy lub Holendrzy i pewnego dnia mocno się zdziwią, o ile już się nie zaczęli dziwić.

Zmienne były losy tego miasta. Okupacja turecka i brytyjska, a w czasach współczesnych trwające ponad 30 lat rządy Saddama Husseina, doprowadziły do znacznego upadku prestiżu Bagdadu jako stolicy nauki, poezji czy kultury. O ataku wojsk sojuszniczych i ich dzisiejszych konsekwencjach nawet nie wspomnę.

Jednak w dalszym ciągu jest w nim coś niesamowitego. Pozostaje mieć nadzieję, że obecne problemy stolicy Iraku przeminą, tak jak przemijały w dziejach wielokrotnie. Bagdadczycy potrafili odbudować swoje miasto i utrzymać jego specyficzną tożsamość po najeździe Timura Chromego, więc i po rządach Paula Bremera będą potrafili się podnieść. Może nie za rok czy 10 lat, ale się podniosą, bo czas na Bliskim Wschodzie płynie wszak inaczej.
I Bagdad znowu stanie się jednym z najważniejszych miast świata.

pokaż więcej

 
2017-04-30 01:20:29
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Plac zabaw (tom 1)

"Plac zabaw" - to najnowsza powieść duetu pisarskiego rodem ze Szwecji – Alexandry Coelho Ahnodoril i Alexandra Ahnodoril.
Mroczna historia przeżyć szwedzkiej oficer Jasmin Pascal - Anderson, która podczas natowskiej misji w Kosowie zostaje ciężko ranna i zapada w śmierć kliniczną.
W tym stanie trafia do miejsca, będącego „punktem przesiadkowym” do „lepszego świata”.. Jest nim port, w którym...
"Plac zabaw" - to najnowsza powieść duetu pisarskiego rodem ze Szwecji – Alexandry Coelho Ahnodoril i Alexandra Ahnodoril.
Mroczna historia przeżyć szwedzkiej oficer Jasmin Pascal - Anderson, która podczas natowskiej misji w Kosowie zostaje ciężko ranna i zapada w śmierć kliniczną.
W tym stanie trafia do miejsca, będącego „punktem przesiadkowym” do „lepszego świata”.. Jest nim port, w którym dusze przechodzą przez wagę (czyli nic innego jak Sąd Ozyrysa z mitologii egipskiej) a później są przewożone łodziami przez rzekę do destynacji zgodnej z wyrokiem sądu. Religii i mitologii uwzględniających ten rytuał jest całkiem sporo – to zarówno mitologie grecko-rzymska, chińska, staroskandynawska jak i część kultów afrykańskich. Sam port jest w pewnym sensie odpowiednikiem Limbo, zaczerpniętego z mitologii chrześcijańskiej. Tutaj jednak przebywają ludzie, których los się jeszcze waży, czyli ci, którzy znajdują się w stanie śmierci klinicznej.
Biurokracja, wzorowana na tradycji cesarstwa chińskiego z X wieku połączona z obecną biurokracją komunistyczną, zajmuje się wydawaniem wiz, które umożliwiają powrót do świata żywych.
Jednak można taką wizę utracić, przegrać lub sprzedać na czarnym rynku. Rabunkiem i wyłudzeniami wiz zajmują się chińskie Triady, które zamożnym duszom dzięki tym dokumentom zapewniają powrót do świata żywych.

Wspomnienia pobytu w porcie nie stawiają Jasmin w najlepszym świetle po wybudzeniu. Historia ta traktowana jest przez otoczenie jako efekt zespołu stresu pourazowego, bo nie tylko była ranna, ale utraciła w boju dwójkę podwładnych. Jednak jej upór w opowiadaniu o swoich przeżyciach doprowadził do skierowania głównej bohaterki na zamknięty oddział psychiatryczny.
Po zakończeniu leczenia Jasmin wiąże się ze swoim byłym podwładnym, a efektem ich związku jest syn – Dante.
Mija kilka lat. Podczas podróży samochodowej Jasmin, jej matka i Dante ulegają wypadkowi.
Jasmin powraca do portu. Spotyka tam niezwykle sympatycznego młodego człowieka, władającego chińskim i szwedzkim, który podejmuje się roli jej tłumacza i przewodnika.
Dzięki pomocy Tinga bez większych problemów powraca do świata żywych. Odzyskuje przytomność w szpitalu. Wie, że jej matka nie żyje, gdyż widziała ją wchodzącą na pokład statku. Dante żyje, ale ma bardzo poważne urazy. Operacja udaje się częściowo. Do zamknięcia aorty niezbędne będzie chwilowe zatrzymanie akcji serca. Jasmin wie, że kilkuletni chłopiec nie ma szans w porcie.
Przy pomocy siostry – lekarki wprowadza się w stan śmierci klinicznej i wyrusza Dantemu na pomoc. Jest już za późno. Dante przegrał swoją wizę. Jedyną drogą powrotu, zgodnie z wyrokiem Trybunału Ludowego jest przebycie „placu zabaw”. To miejsce, w którym wszelka zabawa się kończy, a żeby przetrwać trzeba podjąć walkę. Bez reguł, bez zasad, bez wsparcia ludzi mających pojęcia o walce Jasmin musi stawić czoła zbirom z Triady.

pokaż więcej

 
2017-04-30 00:37:46
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Poradniki - kulinarne, modowe, inne

Większość Czytelników naszego bloga zdążyła już się zapewne przyzwyczaić, że książki poświęcone kuchni roślinnej interesują mnie tylko w takim przypadku, jeżeli zawarte w nich przepisy da się dostosować do gustu mięsożerców.
Czym więc sobie zasłużyła książka Eryka Wałkowicza, aby znaleźć zaszczytne miejsce w naszej biblioteczce ?

Otóż nie tylko tym, że wiele z tych przepisów jestem w stanie...
Większość Czytelników naszego bloga zdążyła już się zapewne przyzwyczaić, że książki poświęcone kuchni roślinnej interesują mnie tylko w takim przypadku, jeżeli zawarte w nich przepisy da się dostosować do gustu mięsożerców.
Czym więc sobie zasłużyła książka Eryka Wałkowicza, aby znaleźć zaszczytne miejsce w naszej biblioteczce ?

Otóż nie tylko tym, że wiele z tych przepisów jestem w stanie zmodyfikować zgodnie z naszymi upodobaniami, ale przede wszystkim ilością zawartych w tej publikacji porad i prostotą prezentowanych receptur.
Mimo, że szlify kulinarne zdobyliśmy oboje już jakiś czas temu, a ilość fanów naszego bloga kulinarnego "To gotują Saudyjskie Wielbłądy" systematycznie rośnie, to uważam, że wiedzy nigdy nie jest za dużo, a jeśli już zamierzam ją pogłębiać, to chcę się uczyć od najlepszych. To także było jednym z powodów, aby sięgnąć po "Kuchnię roślinną dla każdego". Eryk Wałkowicz jest dietetykiem, więc zakładam, że zawarte w publikacji informacje nie będą wyssane z palca, ale poparte rzetelną wiedzą i doświadczeniem.

Dla mnie najcenniejsze okazały się receptury mieszanek przyprawowych oraz przepisy na sosy i napoje. Strzałem w dziesiątkę były też krążki cebulowe w płatkach owsianych (w naszej wersji przygotowane na ostro w panierce z bułki tartej i usmażone na oleju). Nie sprawdził się natomiast biszkopt bez jajek i nie jest to bynajmniej wina Autora - my po prostu zdecydowanie preferujemy klasyczny wariant.

Natomiast w opinii mojej koleżanki, która mięso jadła ostatnio kilka lat temu, a obecnie ogranicza wszelkie produkty pochodzenia zwierzęcego, weganie będą tą książką zachwyceni. I to zarówno ci, którzy kuchnię roślinną stosują od dawna, jak i początkujący zwolennicy tej diety.

Duże pochwały należą się Autorowi za "ludzkie podejście" do czytelników. Ci, którzy zdecydują się skorzystać z zawartych w książce przepisów nie będą musieli spędzać w Internecie długich godzin na poszukiwaniu niezbędnych składników. Praktycznie wszystko można kupić w najbliższym markecie nie wydając przy tym fortuny. Receptury są proste i.... bardzo proste, Eryk wyszedł w tym przypadku z założenia, że prostota jest kluczem do sukcesu i nie pomylił się. Kolejnym atutem są zamieszczone przy większości przepisów ikonografiki, informujące między innymi o tym, że dana potrawa jest dania bogate w żelazo lub wapń, że nie zawiera glutenu, ile czasu potrzebujemy na przygotowanie. Całość uzupełniają pełne artyzmu, wysmakowane zdjęcia i wysoka jakość wydania.

I tyle ma Wam do powiedzenia na temat książki Eryka Wałkowicza zadeklarowany mięsożerca, resztę musicie ocenić sami.

pokaż więcej

 
2017-04-29 00:47:29
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Poradniki - kulinarne, modowe, inne

Znak Literanova ma ostatnio wyjątkowo dobrą passę, przynajmniej naszym skromnym zdaniem. Po doskonałej "Eat Pretty. Jedz i bądź piękna" autorstwa Jolene Hart. która jak na rasowego coacha przystało, w przejrzysty sposób zaprezentowała, w jaki sposób wykorzystując produkty spożywcze.można poprawić, nie tylko stan zdrowia, ale i urodę, przyszedł czas na porady rodem zza wschodniej granicy.
...
Znak Literanova ma ostatnio wyjątkowo dobrą passę, przynajmniej naszym skromnym zdaniem. Po doskonałej "Eat Pretty. Jedz i bądź piękna" autorstwa Jolene Hart. która jak na rasowego coacha przystało, w przejrzysty sposób zaprezentowała, w jaki sposób wykorzystując produkty spożywcze.można poprawić, nie tylko stan zdrowia, ale i urodę, przyszedł czas na porady rodem zza wschodniej granicy.
Książka Raisy Ruder, zatytułowana "Sekrety urody Babuszki. Słowiański elementarz pielęgnacji" utrzymana jest w podobnej konwencji graficznej, jak "Eat Pretty". Obie pozycje cechuje przejrzysty, przyjazny dla czytelnika układ graficzny i serdeczny ton narracji.

Czytając "Sekrety urody Babuszki" będziecie mieli wrażenie, jakby to była rozmowa z Raisą, pełna entuzjazmu opowieść o tym, jak domową spiżarnię zamienić w profesjonalne laboratorium kosmetyczne, w którym powstają tylko naturalne kosmetyki, bez zbędnych chemicznych dodatków. Nie będzie wam też potrzebny żaden specjalistyczny sprzęt - wszystkie kosmetyki babuszki można przygotować domowym sposobem, bez ponoszenia zbędnych kosztów.
Niej mniej istotny, jest fakt, że zostały one wypróbowane przez setki kobiet, zarówno tych pochodzących z rodzinnej wioski babci Autorki, jak i przez klientki salonu kosmetycznego West Hollywood, który Raisa prowadzi w Stanach Zjednoczonych, a bywalczyniami jej salonu są m.in. Madonna i Nicolette Sheridan
W książce znajdziecie porady i przepisy na kosmetyki praktycznie na każdą ewentualność - od tych, które zmniejszają i wygładzają zmarszczki, przez szampony i odżywki do włosów, krem do golenia, kompresy na cellulit, po aromatyczne sole kąpielowe i maseczki na różne mankamenty urody.
Ale to nie wszystko. - przeczytacie o 10 produktach niezbędnych do pielęgnacji urody i o jednoskładnikowych cudach - takich jak pomidor, truskawka czy awokado. Poznacie rady babuszki, których w książce jest bardzo, bardzo wiele i.... zaoszczędzicie dużo pieniędzy, bo wszystkie te w pełni naturalne, kosmetyczne perełki są o wiele tańsze niż preparaty uznanych marek.

Książkę serdecznie polecam, oprócz wielu cennych porad dotyczących pielęgnacji urody, będziecie mieli okazję przekonać się, że tradycyjne domowe kosmetyki w niczym nie ustępują tym, ze sklepowych półek, a ich przygotowanie zajmuje dosłownie kilka chwil i może sprawić wiele radości.
Naprawdę warto!

Ps. I zawsze miejcie w domu wódkę, to też składnik kosmetyków :)

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
291 260 18304
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (129)

Ulubieni autorzy (7)
Lista ulubionych autorów
Ulubieni tłumacze (1)
Lista ulubionych tłumaczy
Ulubione cytaty (4)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd