Mea Culpa 
zksiazkadolozka.blogspot.com
Odkąd pamiętam zawsze książki traktowałam jako odskocznię, podobał mi się taki brak kontaktu z rzeczywistością. W takim świecie zawsze czułam się bezpieczna, lektura dawała mi schron, stabilizację, której mi zabrakło.
22 lat, kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 1 ksiązkę i 2 cytaty, ostatnio widziana 9 godzin temu
Teraz czytam
  • Anna Karenina
    Anna Karenina
    Autor:
    Anna Karenina wiedzie dostatnie, stabilne i nieco nudne życie u boku dużo starszego męża. Piękna młoda kobieta spełnia się jako matka, ale nie stroni też od przyjęć, jest uwielbiana na petersburskich...
    czytelników: 25997 | opinie: 587 | ocena: 7,71 (9875 głosów) | inne wydania: 37

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-06-17 20:57:05
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Recenzja pochodzi ze strony www.zksiazkadolozka.pl


Dlaczego ruszamy do miejsc, które mogą nas zabić?


Ortodroma to reportaż podróżniczy, zbiór treściwych przemyśleń autora na temat życia i człowieka. Sam autor – Mateusz Janiszewski – jest chirurgiem i podróżnikiem, a książka opisuję rejs śladami podróży Ernesta Shackletona z 1914 roku.

„Budzę się w obcym mieście wśród obcych słów, ulic...
Recenzja pochodzi ze strony www.zksiazkadolozka.pl


Dlaczego ruszamy do miejsc, które mogą nas zabić?


Ortodroma to reportaż podróżniczy, zbiór treściwych przemyśleń autora na temat życia i człowieka. Sam autor – Mateusz Janiszewski – jest chirurgiem i podróżnikiem, a książka opisuję rejs śladami podróży Ernesta Shackletona z 1914 roku.

„Budzę się w obcym mieście wśród obcych słów, ulic krzyżujących się pod obcymi kątami, tworzącymi obcą dla mnie przestrzenną siatkę.”

Autor posługuje się pięknym językiem, w poetyckim klimacie płyniemy razem z nim po lodowatych wodach do Antarktydy. Obserwujemy szaleństwo, jakie pojawia się w jego myślach, odkrywamy intymne jego uwagi, do których daje nam wgląd. Jego uczucia, poczucie beznadziei i pustki.

„Niczego tam nie ma. Żywych stworzeń, ciekawych miejsc, niczego prócz wiatru. Wiatr rozbiera mnie warstwa po warstwie, zdziera cienką kurtkę, cienką koszulkę i cienką skórę, splątuje delikatną sieć żył i tętnic, miesza w siateczce nerwów i limfatycznych naczyń.”

Czytamy o heroicznej walce bohaterów z żywiołami, o ich słabościach i odrętwieniu, jakie czują, gdy ruszają w podróż. Przez dużą część książki miałam wrażenie, że bujam się wraz z nim na statku, współodczuwając jego chorobę morską.

„Dalekie południe jest pustką, w której umiera perspektywa i o którą nie ma jak zahaczyć języka.”

Nie jest to łatwa lektura. Kunszt literacki autora nakazuje pełne skupienie przy czytaniu, w przeciwnym razie nie będziemy w stanie nic zrozumieć, a jego słowa wydadzą się być literackim bełkotem osoby, która upiła się za dużo tych słonych wód.

„Nie wiedząc, kim są ani kim się staną, podążają na południe w poszukiwaniu nagrody, której nikt nie ceni, w podróży, której nikt nie śledzi.”

Przez całą naszą wspólną drogę towarzyszyła mi myśl przewodnia tejże książki, a mianowicie „dlaczego ruszamy do miejsc, które mogą nas zabić?”. I wciąż nie znalazłam na to odpowiedzi, choć sądziłam, że Mateusz Janiszewski udzieli mi na to konkretnej informacji. Czy to z powodu wewnętrznego letargu? Być może brakuje nam wrażeń, które pobudzą nasz uśpiony organizm?

„Nie wiadomo, czy w ten sposób spełnia marzenie męża, czy po prostu oddaje wiecznie nieobecnego w jej życiu mężczyznę w ręce ostatniej z długiego orszaku kochanek.”

Ponadto Janiszewski stosuje mnóstwo odniesień do klasyki literatury, przez co miłośnicy słowa pisanego pokochają go tylko bardziej, jakby wcześniej nie zakochali się już w jego wrażliwości i przenikliwości. Bowiem czujne oko reportera – podróżnika wychwyci najmniejszą chociażby oznakę ułomności człowieka.

pokaż więcej

 
2018-05-02 14:32:03
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Recenzja pochodzi ze strony www.zksiazkadolozka.pl


Najnowsza książka Anny Snoekstry postawiła mnie przed trudną decyzją.

Oczarowana debiutem z wielkim zapałem sięgnęłam po Laleczki, kolejną w dorobku książkę pisarki. Opis zapowiadał nieoczekiwany thriller, który podtrzyma napięcie budowane z perfekcją w Córeczce. Niestety był to banał, moje przypuszczenia nijak się miały do całej treści.

...
Recenzja pochodzi ze strony www.zksiazkadolozka.pl


Najnowsza książka Anny Snoekstry postawiła mnie przed trudną decyzją.

Oczarowana debiutem z wielkim zapałem sięgnęłam po Laleczki, kolejną w dorobku książkę pisarki. Opis zapowiadał nieoczekiwany thriller, który podtrzyma napięcie budowane z perfekcją w Córeczce. Niestety był to banał, moje przypuszczenia nijak się miały do całej treści.

Anna Snoekstra miała ciekawy pomysł, który miał prawdziwy potencjał. Niestety nie wykorzystała go nawet w połowie. Fabuła rozwlekła się na ponad trzysta stron, a po przeczytaniu wychodzę z kompletnym mętlikiem, złością, w dodatku nie uzyskując żadnych informacji. Trudno mi zaliczyć tę książkę do jakiekolwiek kategorii, bo ani nie był to thriller, ani tym bardziej kryminał. Skłoniłabym się bardziej do powieści obyczajowej, choć i w te klocki autorka słabo zagrała.

Powieść jednowątkowa. Tak bym ją nazwała, choć w treści przewija się jeszcze kilka spraw, to jednak tylko jeden wątek został rozbudowany i to na nim skupiła się autorka. Na głównej bohaterce, jej rozterkach i pragnieniach. Na próbie zaistnienia w dziennikarskiej branży, na chęci wyjazdu do dużego miasta. Pal licho, gdyby postać była ciekawa i warta tej uwagi. Niestety, nie dość że irytowała, to jeszcze posiadała paletę wad. Co zabawne – czytelnik nawet nie musi się wysilać, by te wady odnaleźć. Inni bohaterowie sami to przyznają. Taki zabieg mógłby zasugerować, że było to celowe przedstawienie charakteru. Jednak mam wrażenie, że w połowie Anna Snoekstra próbowała na nas wymusić współczucie dla Rose, głównej postaci literackiej, jakby wcześniej nie przedstawiała jej w złym świetle. Jakby wcześniej nie wzbudzała taniej sensacji.

O tytułowych lalkach czytamy niewiele. Jest to tak poboczny wątek, że nawet nie zrobiłoby mi różnicy, gdyby się w ogóle nie pojawił.

Książka podpadła mi najbardziej swoim brakiem konsekwencji. Autorka bardzo szybko zmieniała zdanie, gubiła się, można powiedzieć, że po napisaniu kilku zdań – cofała się w czasie. I zamiast zmienić to co napisała – dopisywała dalszą część, będącą sprzecznością z pozostałymi treściami. Nie dość, że czytelnik był co rusz wprowadzany w błąd, to jeszcze powstały chaos nie sprzyjał całości, która była bez krwi i kości, bez ładu i składu. Poniżej dwa przykłady.

„Wyciągając dłoń z kuflem, naprężył biceps, ale Rose nawet na niego nie spojrzała. Nie odrywając oczu od gazety napełniła dla niego nowy kufel. (…) Zauważył, że ręka Rose lekko zadrżała. Kropla płynu spadła jej na nadgarstek. Wytarła dłoń o szorty i podała mu piwo. – Mniej więcej – powiedziała. Chciał dowiedzieć się czegoś więcej, zasypać gradem pytań jak przestępców na posterunku, ale Mia popsuła mu szyki. – Zobaczymy – powiedziała. Sięgnęła po jego pusty kufel i w skupieniu przyjrzała się resztce pijany na dnie.” – tym sposobem kufel został napełniony dwa razy, ale ani razu nie wypito z niego piwa.

„-Wkładaj buty – rzuciła do Laury, mijając otwarte drzwi jej pokoju. Mała siedziała na łóżku w samych skarpetkach, z założonymi rękami. (…) Ujęła Laurę za kostki i ostrożnie wyciągnęła spod łóżka.” – szkoda, że Laura nie wchodziła pod łóżko.

Na niekorzyść wpłynęły również liczne powtórzenia. Zdarzyła się sytuacja, która była opisana, po czym chwilę później narrator opowiada nam o niej znowu i to w taki sposób, jakbyśmy nie byli świadkami wcześniejszych wydarzeń.

Uczucia zostały całkowicie spłycone. Albo były sztucznie przedstawiane, nadmuchane albo było ich brak. Nastroje bardzo szybko się zmieniały, wpływ na nie miały krótkie, łzawe historie albo nic nie znaczące sytuacja, a te, które miały jakiekolwiek znaczenie – zostały pominięte.

„Nigdy tak bardzo nie nienawidziła tego miasta jak w tej chwili. Tego siedliska małostkowości i głupoty, gdzie ludzie niczego nie kwestionują i nie poddają w wątpliwości.” (pisownia oryginalna)

Muszę przyznać, że autorce jedno wyszło świetnie. Przedstawienie małej, klaustrofobicznej mieściny, która pogrąża się w swoich dramatach, zamknięta na zewnętrzny świat. W której jest ciche pozwolenie społeczności na brutalność policji, narkotyki i pijaństwo.

„W tym roku liceum zostało zamknięte z powodu niewielu chętnych. Liczebność istniejących klas zmniejszyła się do jednej czwartej stanu sprzed lat. Większość nastolatków pracowała na fermie drobiu albo oddawała się paleniu trawki.”

Podsumowując – uważnemu czytelnikowi, który liczy na coś mocnego lub ciekawego – nie polecam. Chyba że chciałby poczytać o losach bohaterki na kołtuńskiej prowincji, bez zagłębiania się w fabułę.

pokaż więcej

 
2018-04-23 23:52:59
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Recenzja znajduje się na stronie www.zksiazkadolozka.pl


Jerzy Dziewulski to specyficzna postać, która w świetle reflektorów wypada znakomicie. W mediach ludzie chcą go słuchać. Jak jednak odbiera się jego historie opisane na kratkach papieru?

„Dawno temu zdecydowałem, że ta książka nigdy się nie ukaże. Nie będzie opowieści o milicji, policji ani o mnie. Zdanie jednak zmieniłem. Wynik? W...
Recenzja znajduje się na stronie www.zksiazkadolozka.pl


Jerzy Dziewulski to specyficzna postać, która w świetle reflektorów wypada znakomicie. W mediach ludzie chcą go słuchać. Jak jednak odbiera się jego historie opisane na kratkach papieru?

„Dawno temu zdecydowałem, że ta książka nigdy się nie ukaże. Nie będzie opowieści o milicji, policji ani o mnie. Zdanie jednak zmieniłem. Wynik? W rękach trzymacie książkę o najbardziej gównianym zawodzie, który można nazwać drogą donikąd.”

Wyobraźcie sobie, że właśnie tym zdaniem rozpoczyna się ten wywiad-rzeka. Czy nie brzmi to jak obietnica interesującej treści? Ja w to wpadłam, od razu chciałam więcej. Chciałam wiedzieć dlaczego tak uważa, chciałam poznać te pikantne smaczki, które kusząco wołają z okładki. „Szokująca opowieść o codzienności polskiej policji”, „Po wielu latach w końcu przerywa milczenie”, „Nieocenzurowana opowieść, po której już nigdy tak samo nie spojrzysz na policjanta”. Czy tak się właśnie stało? Czy mój światopogląd został zachwiany? No… niekoniecznie.

„Zdecydowanie będzie to książka o polskiej policji, o jej mrocznych, często głęboko skrywanych tajemnicach, a nie słodka biografia Dziewulskiego.”

Moim zdaniem była to jednak biografia. Nie słodka, owszem. Gorzka i kwaśna, jednak mimo wszystko będąca opowieścią z perspektywy jednej, wybranej osoby, która chcąc nam pokazać prawdę o służbach bezpieczeństwa – opowiada historie ze swojego życia wzięte. Od szkoły, do służby, poprzez różnego rodzaju akcje ratownicze.

„Zdaniem ówczesnej władzy strzelanie do tarczy w kształcie sylwetek było nieetyczne. Ale już napierdalanie ludzi na ulicy było jak najbardziej etyczne.”

Książka pokazująca realia PRL-u. Luki w prawie, a raczej bezprawie. Poważne dziury w instytucjach mających na celu ochronę ludzi przed zagrożeniami. O tym jest właśnie treść – o milicji, o stanie wojennym, o Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Nie o policji, nie o współczesności, choć wiele bieżących sytuacji można już odnieść do tych, które zdarzyły się kiedyś.

„Generalnie zasada jest taka – popatrz na media – że jak zginie policjant, to jest to informacja w pewnym sensie naturalna. „Zginął policjant, taką ma robotę”. Ale jak policjant zabije – o nie! – to się ciągnie tydzień albo dwa tygodnie. Nagle bandytą jest gliniarz. To jest paranoja! Generalna zasada jest taka: policjant ma prawo zginąć, bo taką ma robotę – i to jest informacja.”

Jedynie człowiek wychowany w klatce wyniesie z lektury to, co Dziewulski próbuje nam tutaj niby odkrywczo pokazać – że w tym zawodzie nie ma lekko. Często praca nie równa się wynagrodzeniu, trzeba mieć jaja, by sobie móc poradzić. Wszyscy pozostali już to wiedzą.

„Wtedy były zupełnie inne relacje. Złodziej był złodziejem, a bandyta – bandytą. Prawdziwy złodziej nie zabijał, nie torturował, nie ranił.”

Książka zawiera jednak w sobie pewne historie, o których część z nas pewnie nigdy wcześniej nie słyszała. I dla takich momentów warto ją czytać. Nie wszyscy wiedzą o porwaniach samolotów, o werbunkach, czy o dawnym kodeksie złodziei.

„Jako gliniarz zawsze powtarzałem sobie jedno: miej świadomość, że każde twoje wyjście z domu może być ostatnim.”

Jeśli chodzi o sam styl, to miałam wrażenie, że Jerzy Dziewulski nie otrzymał wystarczającej swobody wypowiedzi. Nie mam na myśli cenzury, bo język jest siarczysty, a celowe zawężanie tematów. W niektórych momentach widać, że chce coś dopowiedzieć, zboczyć na sekundę z toru, jednak Krzysztof Pyzia mu na to nie pozwala. Ma zaplanowany scenariusz, który zawzięcie realizuje. Sam narzuca tempo i problematykę, wpływa na dalszą konwersację, przez co całość wydaje się sztucznie napędzana. Rozumiem taką stanowczość, gdy rozmowa się nie klei. Tutaj natomiast ewidentnie widać, że Jerzy Dziewulski lubi mówić i ma w zanadrzu wiele historii do opowiedzenia. Jednak być może jest to właśnie definicja dobrego dziennikarza, by trzymać w ryzach swojego rozmówcę, aby skrupulatnie wypełnić plan redakcyjny?

Podsumowując – troszkę się zawiodłam. Oczekiwałam brudnych sekretów, a otrzymałam garść informacji, o których nie słyszałam, ale które mogę sobie odnaleźć w internecie. To nie jest przerwane po latach milczenie.

pokaż więcej

 
2018-04-09 09:18:52
Ma nowego znajomego: DziewczęZksiążką
 
2018-04-06 23:57:51
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Recenzja pochodzi ze strony www.zksiazkadolozka.pl


Doświadczenie zdobywa się metodą prób i błędów. Jednak nie w każdym zawodzie będzie to wskazane.

Dr Rana Awdish prowadzi czytelnika wyboistą drogą od lekarza do pacjentki. Jej książka jest przebłyskiem prawdy w przekłamanym świecie lekarzy. Nauczono nas, że dobry lekarz powinien leczyć choroby, a nie duszę. Wmawiano, że jesteśmy tylko...
Recenzja pochodzi ze strony www.zksiazkadolozka.pl


Doświadczenie zdobywa się metodą prób i błędów. Jednak nie w każdym zawodzie będzie to wskazane.

Dr Rana Awdish prowadzi czytelnika wyboistą drogą od lekarza do pacjentki. Jej książka jest przebłyskiem prawdy w przekłamanym świecie lekarzy. Nauczono nas, że dobry lekarz powinien leczyć choroby, a nie duszę. Wmawiano, że jesteśmy tylko kolejnym przypadkiem, który trzeba wyleczyć i odesłać do domu, że nie zasługujemy na indywidualne podejście, ludzkie traktowanie i empatię. Autorka tej książki przeczy jednak tym wyrażeniom, bowiem na własnej skórze przekonała się, jak dobre słowo, czy poprawna i humanitarna opieka może pomóc w prawidłowej oraz szybkiej rekonwalescencji.

” – Nie. Ona chce, żebyśmy patrzyli na nią nie tylko jak na chorą, ale jak na osobę leczoną. I to mimo poważnego stanu, w jakim się teraz znajduje.”

Gdy pojawił się ból, Awdish chciała go zignorować. Nie chcąc siać niepotrzebnego zamętu, położyła się z myślą, że szybko minie. Lekarzowi niestety trudniej w takich sytuacjach, bo w głowie pojawia się mnóstwo chorób, do których pasują zaistniałe objawy. W momencie, gdy ból staje się nie do wytrzymania, Rana jedzie do szpitala. Wybiera oczywiście ten, w którym od lat pracuje. Czemu? Ze względu na renomę, znajomość procedur, wzorową opiekę i dobre traktowanie pacjenta. Jak bardzo jej wyobrażenia będą mylne, gdy stanie po drugiej stronie lustra?

Gdy ociera się o śmierć; gdy słucha rad lekarzy, którzy nie patrzą na nią jak na człowieka, który potrzebuje otuchy; gdy zauważa ledwie widoczne błędy – wraca wspomnieniami do czasów, gdy sama przyuczała się do zawodu. Rozpatruje przypadki, które pojawiły się na jej drodze kariery, by spojrzeć szerzej na dręczące ją w chwili obecnej problemy.

„Nawet nie myślałam, że mogłabym przestać się pilnować, otworzyć na innych i chętnie dawać im siebie. Nie wiedziałam, że otwarte kanały porozumienia wypełnią mnie treścią, a w empatii odkryję wzajemność. Na szczęście otarłam się o śmierć”.

Lekarka pokazuje nam w swojej książce, jak proste i zazwyczaj niegroźne decyzje mogą wpłynąć na drugiego człowieka. Niekiedy przeważają one o jego życiu. W tym zawodzie należy na każdym kroku pilnować swojej dokładności, nie podejmować pochopnych decyzji. Przykładowo wystarczy podać furosemid w nieodpowiednim momencie, by nerki stały się niewydolne i by później odbiło się to ogromnym bólem. Było to rozporządzenie rzucone mimochodem, bez większego zastanowienia, bez przestudiowania objawów. Jednak zaważyło na dalszym losie pacjentki.

„Jako stażystka często i bezmyślnie używałam tego sformułowania: „Próbowała mi umrzeć”. Mój Boże, wszyscy ciągle je powtarzaliśmy. Tym samym przypisywaliśmy pacjentom niecne zamiary. Traktujemy siebie jako barierę pomiędzy chorymi a ich oczywistym, choć niezadeklarowanym otwarcie celem.”

Celem książki jest uświadomienie podstawowej prawdy. Lekarz z pacjentem powinien stworzyć więź, by leczenie było najskuteczniejsze. Należy leczyć człowieka z poszanowaniem jego praw i godnością.

„Zastanawiałam się nad niezawodnością systemu, który stworzono po to, by zagwarantować posłuszeństwo, a nie otwartą wymianę informacji. Czy to możliwe, że wpajano nam zgodę na popełnienia błędów zamiast dążenia do zapobiegania im? Czy niechcący nie stworzyliśmy systemu, który utrudniał komunikację i przyzwalał na niekontrolowane błędy?”

Gdy Awdish zrozumiała najczęściej popełniany błąd – postanowiła go naprawić. Zmienić podejście innych lekarzy. Uczulić ich na ten ledwie widoczny dla nich mankament.

Nie jest to jednak tylko książka opowiadająca o potyczkach służby zdrowia. Jest to opowieść heroicznej walki o życie, w której głównej bohaterce nie daje się szans przeżycia, a mimo to wychodzi ona z choroby. Jej droga prowadzona jest przez ból i niezwykłe starania, ale z mroku wyciąga ją nie tylko chęć przetrwania, ale i miłość oraz nadzieja. Wie, że chce wrócić do świata żywych, bo ktoś na nią czeka.

„W szoku” nie jest próbą oczyszczenia wizerunku lekarza w ludzkich wyobrażeniach. Rana Awdish, mimo wykonywanego zawodu nie próbuje nas przekonać, że lekarze nie popełniają błędów. Nie tłumaczy ich, lecz jawnie przyznaje, że w służbie zdrowia są poważne luki, które należy załatać, by mogła ona poprawnie funkcjonować. Szkoda tylko, że autorka potrzebowała takiego brutalnego zderzenia z rzeczywistością.


Z poważaniem,
Klaudia Nadolna

pokaż więcej

 
2018-04-06 18:43:40
Ma nowego znajomego: jatymyoni
 
2018-03-22 22:26:11
Ma nowego znajomego: Ewelina
 
Moja biblioteczka
1701 165 1421
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (175)

Ulubieni autorzy (3)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (5)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd