Nemezis 
ogrodksiazek.blogspot.com
30 lat, kobieta, Nowy Krępiec, status: Czytelniczka, dodała: 3 książki i 15 cytatów, ostatnio widziana 4 dni temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-12-05 09:10:39
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Jak wyobrażacie sobie życie w przyszłości? Co czeka ludzkość za kilkadziesiąt czy kilkaset lat? Czy będziemy podróżować na inne planety i kolonizować je? A może postępujące zmiany klimatyczne doprowadzą do nieuchronnego końca naszego gatunku? Jeśli jesteście ciekawi teorii Mel Lallande, sięgnijcie po "Humanistów w kosmosie".

Trzy świnki zatrudnione w Biurze Galaktycznym przemierzają...
Jak wyobrażacie sobie życie w przyszłości? Co czeka ludzkość za kilkadziesiąt czy kilkaset lat? Czy będziemy podróżować na inne planety i kolonizować je? A może postępujące zmiany klimatyczne doprowadzą do nieuchronnego końca naszego gatunku? Jeśli jesteście ciekawi teorii Mel Lallande, sięgnijcie po "Humanistów w kosmosie".

Trzy świnki zatrudnione w Biurze Galaktycznym przemierzają wszechświat, ściągając zaległe należności od mieszkańców różnych planet. Kosmiczni komornicy biorą na cel niepłacącego podatków wilka Wolfganga. Pojawia się również Czerwony Kapturek i jego stoisko z pamiątkami oraz Babcia, która... handluje warzywami na czarnym rynku. O czym jeszcze przeczytamy w tym zbiorze opowiadań? Razem z autorką odwiedzimy wiele miejsc, zarówno na Ziemi, jak i poza nią. Przeludnienie doprowadzi bowiem do tego, że ludzkość osiądzie także na innych planetach. Poza tym klimat drastycznie się zmieni i zmusi wszystkich do walki o przetrwanie. Znajdziemy tu historię, w której różne urządzenia i przedmioty codziennego użytku obdarzone zostały sztuczną inteligencją. Będziemy towarzyszyć w kosmicznej podroży nietypowej, sześcioosobowej grupie z Varminii (w składzie: Poeta, Historyk, Psycholog, Filozof, Biolog i Żołnierz), zajrzymy też do świata, gdzie żyją wyłącznie mężczyźni, a kobiety pozostają jedynie odległym wspomnieniem z przeszłości.

"Humaniści w kosmosie" to zbiór sześciu opowiadań science fiction ukazujących świat przyszłości w różnych wariantach. Ujrzymy tu Ziemię zniszczoną przez kataklizmy wywołane zmianami klimatu, przerażonych ludzi kryjących się w jaskiniach przed zimnem i dzikimi zwierzętami, ale nie tylko. Przeczytamy o podróżach międzyplanetarnych oraz o rozwoju sztucznej inteligencji. Zobaczymy świat, w którym rozmowa z lampą, lodówką czy negocjacje z nieuprzejmymi drzwiami nie są niczym dziwnym. Spojrzymy w scenariusz pokazujący społeczeństwo pozbawione kobiet i więzi emocjonalnych.

Spośród tekstów zawartych w książce Mel Lallande największe wrażenie zrobiły na mnie bajeczka o trzech świnkach oraz opowiadanie o gadających przedmiotach. Ujęły mnie przede wszystkim humorem oraz ciekawą fabułą. Wizja przyszłości, w której można (a nawet trzeba) rozmawiać z szafą, lodówką czy z sygnalizacją świetlną, bardzo mnie zaintrygowała, a pomysł wykorzystania postaci z popularnych baśni do stworzenia swojej własnej również przypadł mi do gustu.

Pozostałe teksty trochę mi się dłużyły. Wolę jednak czytać utwory o uporządkowanej akcji, śledząc jej rozwój, obserwując bieg wydarzeń od początku do końca. O wiele bardziej podoba mi się lektura, gdy dostaję w niej jakiś ciąg przyczynowo-skutkowy i wyraźnie zarysowanego bohatera. Tutaj odnosiłam wrażenie, że mam raczej do czynienia z jakimiś urywkami rzeczywistości, pojedynczymi obrazami, które migały mi przed oczami niczym kadry powycinane z nieznanego filmu. Owszem, część wątków mnie zaciekawiła, ale niemal przez cały czas czułam emocjonalny dystans wobec czytanych opowieści i ich bohaterów. Być może było to skutkiem ograniczenia do minimum informacji o niektórych postaciach. Spora część z nich pozostała bezimienna, przez co trudno było mi się z nimi utożsamiać i przejmować ich losem.

Mimo że nie wszystkie opowiadania przypadły mi do gustu, uważam, że warto po nie sięgnąć. Fani science fiction dostaną interesujące wizje przyszłości. Będą mogli poczuć się niemal tak, jakby sami znaleźli się na nowych planetach, poznając ich faunę i florę, czytając o panujących na nich warunkach. Odbędą kosmiczną podróż, a bajeczka o świnkach z pewnością ich rozbawi. Ale to nie wszystko. Autorka poprzez swoje teksty skieruje naszą uwagę także na czyhające na ludzkość zagrożenia. Ukaże, do czego może doprowadzić bezrefleksyjne wykorzystywanie naszej planety, ignorowanie sygnałów ostrzegawczych, jakie nam wysyła. A jak może skończyć się wprowadzanie inteligentnych technologii do wszystkiego, co nas otacza? Gdy domowe sprzęty podpowiadają nam, co mamy zjeść i jak się ubrać, z pewnością jest to jakieś ułatwienie i oszczędność czasu. Ale gdy tracimy możliwość wyboru, a one decydują za nas, jakakolwiek wolność pozostaje już tylko pustym słowem bez znaczenia...

Zbiór opowiadań Mel Lallande pozostawił mnie z mieszanymi odczuciami. Nie żałuję jednak, że po niego sięgnęłam. Niektóre opowiadania zrobiły na mnie lepsze wrażenie, intrygując i skutecznie przyciągając moją uwagę, inne pozostawiły mnie obojętną, choć przez nie również ostatecznie udało mi się przebrnąć. Mimo że sposób narracji niezbyt mi odpowiadał, książka jako całość zrobiła na mnie wrażenie uniwersalnej i wartościowej. To publikacja, w której każdy może znaleźć coś dla siebie. Wielbicielom science fiction zapewne spodoba się najbardziej, ale jeśli chcecie poświęcić parę chwil na refleksję, w jakim kierunku zmierza nasz świat, także powinniście być zadowoleni. Zwłaszcza, że każde z tych krótkich opowiadań możecie czytać oddzielnie.

ogrodksiazek.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-11-22 20:29:44
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Owoc granatu (tom 2)

Pierwszy tom serii Owoc Granatu wstrząsnął mną do głębi, nie pozwalając wyrzucić z pamięci historii opowiedzianej przez Marię Paszyńską. Dzieje bliźniaczek, Elżbiety i Stefanii, bardzo mnie poruszyły i byłam niezmiernie ciekawa, jak dalej potoczą się ich losy. Czy zdołają zostawić za sobą koszmary z przeszłości i zaczną znowu żyć? A może okaże się, że wspomnienia z Syberii to ciężar, którego... Pierwszy tom serii Owoc Granatu wstrząsnął mną do głębi, nie pozwalając wyrzucić z pamięci historii opowiedzianej przez Marię Paszyńską. Dzieje bliźniaczek, Elżbiety i Stefanii, bardzo mnie poruszyły i byłam niezmiernie ciekawa, jak dalej potoczą się ich losy. Czy zdołają zostawić za sobą koszmary z przeszłości i zaczną znowu żyć? A może okaże się, że wspomnienia z Syberii to ciężar, którego unieść po prostu się nie da...

Dramatyczna walka o przetrwanie w mroźnych i niebezpiecznych ostępach syberyjskiej tajgi nareszcie dobiegła końca. Siostry znalazły schronienie wśród gościnnych Persów, gdzie próbują jakoś poukładać sobie życie. Halszka powoli dochodzi do siebie pod czujnym okiem i troskliwą opieką rodziny Mehrdada. Stefania natomiast bardzo szybko rezygnuje ze służby w oddziale generała Andersa, wykorzystując pierwszą nadarzającą się okazję, by powrócić do Iranu. Podejmuje pracę w szkole jako nauczycielka muzyki, zgadza się również wystąpić podczas koncertu na balu w Isfahanie. Tam poznaje perskiego księcia Hamida Sarkuchiego.


Chociaż od dramatycznych wydarzeń z Syberii minęło już kilka lat, ten koszmar wcale nie opuścił sióstr Łukowskich. Okropieństwa wojny pozostają wciąż żywe w ich pamięci, nadal dręczą je w snach i na jawie, utrudniając normalne funkcjonowanie. Dotyczy to zwłaszcza Halszki, która nie potrafi pogodzić się nie tylko z przeszłością, ale także z tym, jak wojna wpłynęła na nią samą, kim się stała. Fakt, że zrobiła to, co musiała, aby przetrwać i ocalić siostrę, wcale nie pomaga. Doskonale wszystko pamięta i ma świadomość, że będzie ją to dręczyć do końca jej dni. Mimo ogromu cierpienia, jakie stało się jej udziałem, nadal stara się postępować właściwie, a dobro bliskich zawsze stawiać ponad swoim własnym. To właśnie jej los przejął mnie najbardziej i całym sercem życzyłam jej, by zdołała odnaleźć w końcu spokój, a może nawet szczęście.

Stefania ma natomiast do życia zupełnie inne podejście. Zdaje się, że pod tym względem wcale się nie zmieniła. Gdy tylko staje przed szansą na dostatnie życie, chwyta się jej kurczowo. Rzuca się w wir luksusowego życia, skupiając na swojej urodzie, eleganckich strojach i życiu towarzyskim wyższych sfer. Zapomina o siostrze i o przyjaciółce, odcina się od środowiska polskich uchodźców, uważając się za kogoś lepszego od nich. Już przy lekturze pierwszego tomu ta bohaterka dała się poznać jako osoba bezwzględna, okrutna, egoistyczna i pozbawiona empatii. Wywoływała we mnie same negatywne uczucia, a tutaj moja niechęć do niej jeszcze się pogłębiła.

Jeśli sądzicie, że po drodze przez piekło, jaką musiały przebyć bohaterki Owocu Granatu, Iran otworzył im drzwi do bajkowej, beztroskiej przyszłości, bardzo się mylicie. Autorka nie szczędzi im wcale trudnych wyborów, ukazując, że przetrwanie dramatycznych zdarzeń wcale nie oznacza zażegnania wszelkich problemów. Nie wszystko można zostawić za sobą. Pod tak trudnych przeżyciach, trauma pozostaje i na każdym odciska trwałe piętno. Chociaż w "Krainie snów" to skrajne okrucieństwo i brutalność, tak wszechobecne w pierwszym tomie serii, zostawiamy w pewnym sensie za sobą, ono nadal nie daje o sobie zapomnieć. W lekki styl opowieści i spokojną, niemal sielankową rzeczywistość co rusz wkradają się demony przeszłości. Po wielkich trudach szczęśliwe zakończenie może nie nastąpić nigdy. A jeśli nawet się zdarzy, droga do niego z pewnością nie będzie prosta.

Sięgając po kontynuację "Dziewcząt wygnanych", sądziłam, że najgorszą, najmroczniejszą część historii sióstr Łukowskich mam już za sobą. Była to prawda, ale tylko do pewnego stopnia. Owszem, udało im się ujść z życiem i opuścić niegościnne tereny Syberii, ale okazało się, że ich cierpienia wcale na tym się nie skończą. Opisy pełne brutalnego, nieuzasadnionego okrucieństwa zniknęły już w zasadzie z kart powieści, ale towarzyszące im emocje pozostały. Opowieść o doświadczeniach tak tragicznych i przerażających chyba nikogo nie pozostawiłaby obojętnym. Ale poruszyć czytelnika równie mocno tym, co działo się w sercach i umysłach bohaterów później, gdy zdawało się, że ich koszmar dobiegł już końca... to zadanie o wiele trudniejsze, wymagające nie lada umiejętności. Maria Paszyńska poradziła sobie z nim po mistrzowsku, z lekkością i wielką wprawą przelewając na papier targające nimi uczucia. Zrobiła to tak genialnie, że nie dało się od nich odciąć, zdystansować, mogłam jedynie przeżywać wszystko wraz z nimi. Ta historia wciągnęła mnie i oczarowała. Nie mogłam się od niej oderwać do tego stopnia, że przeczytałam ją w dwa dni i wciąż mam ochotę na więcej. Polecam!

ogrodksiazek.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-11-19 16:19:26
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Nienormatywni są wśród nas! Strzygi, wilkołaki, wampiry, wiły, wietrzyce, duchy i inne istoty nadprzyrodzone żyją sobie spokojnie w Brzegu, niemal całkowicie przystosowane do współczesnego świata. Radzą sobie świetnie, realizując się w przeróżnych dziedzinach, od pracy w fabryce po... doradztwo psychologiczno-coachingowe czy BHP. Nie afiszują się ze swoimi zdolnościami, łykają leki... Nienormatywni są wśród nas! Strzygi, wilkołaki, wampiry, wiły, wietrzyce, duchy i inne istoty nadprzyrodzone żyją sobie spokojnie w Brzegu, niemal całkowicie przystosowane do współczesnego świata. Radzą sobie świetnie, realizując się w przeróżnych dziedzinach, od pracy w fabryce po... doradztwo psychologiczno-coachingowe czy BHP. Nie afiszują się ze swoimi zdolnościami, łykają leki przeciwalergiczne lub pochłaniają tony słodyczy, by móc wieść normalne życie wśród zwyczajnych ludzi. Co mają jednak zrobić w sytuacji, gdy ktoś zaczyna na nich polować?

Sabina Piechota i Piotr Strzelecki prowadzą razem firmę doradczo-konsultingową. Ich klienci to dość specyficzna grupa, świadczą bowiem usługi przede wszystkim istotom nienormatywnym, czyli inaczej... nieludziom. On prowadzi sesje terapeutyczne, ona - szkolenia z zakresu bezpieczeństwa i higieny pracy. W zasadzie nie mają na co narzekać, gdyż interes rozwija się świetnie. Niespodziewanie w ich biurze zjawia się policja. Okazuje się, że grób pewnego ducha (męża klientki Piotra), który uporczywie nawiedzał swoją rodzinę i znajomych, ktoś zasypał pokaźną ilością soli himalajskiej. To jednak nie wszystko. W pobliskiej fabryce ciężki kosz spada na półwiła Stefana, nieomal go przygniatając. Czyżby w okolicy zaczął grasować jakiś łowca? Kogo zaatakuje następnym razem?

Tym, co wywarło na mnie największe wrażenie w czasie lektury, było poczucie humoru autorki. Choć poszukiwania niedoszłego zabójcy to z zasady temat raczej poważny, Milena Wójtowicz wykorzystała go do stworzenia przezabawnej historii, która rozśmieszała mnie na każdym kroku. Potrzeba nie lada wyobraźni, by skonstruować intrygę pod pewnym względem tak prostą, a jednocześnie tak zaskakującą. Zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, a motywy planowanej zbrodni mocno mnie zszokowały. Sam pomysł prowadzenia śledztwa przez osoby nieposiadające w tym względzie żadnych kwalifikacji okazał się niezwykle trafiony. Prowadziło to do sytuacji nie tylko wyjątkowo humorystycznych, ale przede wszystkim trudnych do przewidzenia.

Bohaterów również uważam za bardzo udanych. Szczególnie spodobała mi się postać Sabiny. Z jednej strony profesjonalistka, poważnie traktująca swoją pracę, z drugiej niebezpieczna strzyga, która zapycha się ogromnymi ilościami słodyczy, by jakoś utrzymać w ryzach swoją prawdziwą naturę. Ma słabość do muzyki i do pewnego pracownika urzędu skarbowego, a w zasadzie do brzmienia jego głosu. Nigdy jednak nie przepuści okazji do nastraszenia kogoś lub wyprucia mu flaków. Zwłaszcza że ma przecież pod ręką swoją najlepszą przyjaciółkę, Ewę. Ona z kolei mistrzowsko opanowała umiejętność organizowania imprez i... ukrywania zwłok. Młodsza siostra Ewy, policjantka Agnieszka ma dla odmiany obsesję na punkcie ćwiczeń fizycznych i mnóstwo czasu spędza na treningach. Mimo że wcale nie jest już małą, bezbronną dziewczynką, chcą trzymać ją z dala od spraw nadnaturalnych, co oczywiście wcale im się nie udaje. Najbardziej tajemniczym bohaterem okazał się Piotr. Przez większość czasu zastanawiałam się, czym on tak naprawdę jest. Zamiłowanie do chłodni i palenia lawendowych świeczek dla ukojenia nerwów nie podpowiedziały mi zbyt wiele, ale za to nieustannie potęgowały moją ciekawość.

"Post Scriptum" było moim pierwszym spotkaniem z twórczością Mileny Wójtowicz i z pewnością nie będzie ostatnim. Poczucie humoru autorki bardzo przypadło mi do gustu. Czytając historię Sabiny i Piotra, śmiałam się niemal do łez. Było bardzo ciekawie i tajemniczo, a oryginalni bohaterowie nie pozwolili mi się nudzić ani przez chwilę. Lekki styl i obrazowy język sprawiły, że powieść czytało mi się niezwykle przyjemnie, a kolejne rozdziały pochłaniałam jednym tchem. Polecam miłośnikom fantastyki oraz wszystkim tym, którzy cenią sobie kreatywne podejście autora i odejście od schematów.

ogrodksiazek.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-11-14 19:09:34
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Dwór cierni i róż to jedna z moich najukochańszych serii fantasy. Dlatego książka do kolorowania, jaka ukazała się nakładem Wydawnictwa Uroboros, również musiała znaleźć się na mojej półce. Nawet pomimo faktu, że od czasów dzieciństwa nie miałam do czynienia z kolorowankami. Nie sądziłam, że mogę się w to jeszcze wciągnąć, ale kiedy już zaczęłam... nie mogłam się oderwać.

W środku znajdziecie...
Dwór cierni i róż to jedna z moich najukochańszych serii fantasy. Dlatego książka do kolorowania, jaka ukazała się nakładem Wydawnictwa Uroboros, również musiała znaleźć się na mojej półce. Nawet pomimo faktu, że od czasów dzieciństwa nie miałam do czynienia z kolorowankami. Nie sądziłam, że mogę się w to jeszcze wciągnąć, ale kiedy już zaczęłam... nie mogłam się oderwać.

W środku znajdziecie 46 ilustracji, którym towarzyszą fragmenty powieści wybrane z trzech pierwszych tomów serii: "Dworu cierni i róż", "Dworu mgieł i furii" oraz "Dworu skrzydeł i zguby". To efekt pracy pięciorga różnych artystów: Charlie Bowater, Adriana Dadicha, Yvonne Gilbert, Johna Howe'a oraz Craiga Phillipsa. Dzięki nim postaci tak dobrze nam już znane z książek Sarah J. Maas nabierają w końcu realnych kształtów. Możemy obserwować Feyrę podczas pamiętnego polowania, przez które wszystko się zaczęło. Podziwiać Dwór Wiosny i Velaris. Odwiedzimy także Dwór Koszmarów, pałac Tarquina oraz Leśny Dom. Spotkamy Tamlina, Luciena, Rhysanda, cały wewnętrzny krąg Dworu Nocy oraz Elainę i Nestę. Nie zabraknie również Amaranthy, suriela, ogromnego czerwia, Tkaczki czy Rzeźbiącego w Kościach. A to i tak jeszcze nie wszystko, co kryje w sobie to cudo!

Najbardziej przypadły mi do gustu ilustracje autorstwa Charlie Bowater - ekspresywne, pełne detali, ale jednocześnie przejrzyste i subtelne. Z kolei te wykonane przez Craiga Phillipsa spodobały mi się najmniej. Zrobiły na mnie wrażenie ciężkich, topornych i wiem już, że kolorowanie ich będzie dla mnie dość trudnym i żmudnym zadaniem. Pozostałe z pewnością sprawią mi wiele przyjemności, choć niektóre wydały mi się aż nazbyt bogate w szczegóły. Powrót do wybranych fragmentów ulubionych powieści dał mi sporo radości. Mogłam porównać własne wyobrażenia z wizją poszczególnych artystów, a sam proces kolorowania był bardzo relaksujący.

Książka do kolorowania "Dwór cierni i róż" okazała się dla mnie świetnym wyborem. Z wielką przyjemnością wróciłam do fragmentów ulubionych powieści. Fakt, że tym razem każdemu z nich towarzyszyła ilustracja, zdecydowanie dodawał im uroku. Kolorowanie poszczególnych stron wciągnęło mnie zupełnie nagle i niespodziewanie, ale nie żałuję ani jednej minuty spędzonej z tą publikacją. Polecam ją wszystkim miłośnikom serii Dworów Sarah J. Maas. A jeśli spodoba się Wam okładka, z pewnością przypadnie Wam do gustu także to, co znajdziecie w środku.

ogrodksiazek.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-11-05 20:49:26
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione
Cykl: Roziskrzone noce (tom 1)

Ostatnio wśród książek do recenzji od Wydawnictwa Jaguar trafiałam na same dobre pozycje. Miałam zatem wysokie oczekiwania także wobec "Roziskrzonych nocy". Nie przewidziałam jednak, że ta piękna błękitna okładka skrywa historię, która tak całkowicie mnie zaskoczy.

Philę i jej młodszego brata, Matteo, czeka przeprowadzka. Ich mama ponownie wychodzi za mąż i wszyscy troje mają zamieszkać u jej...
Ostatnio wśród książek do recenzji od Wydawnictwa Jaguar trafiałam na same dobre pozycje. Miałam zatem wysokie oczekiwania także wobec "Roziskrzonych nocy". Nie przewidziałam jednak, że ta piękna błękitna okładka skrywa historię, która tak całkowicie mnie zaskoczy.

Philę i jej młodszego brata, Matteo, czeka przeprowadzka. Ich mama ponownie wychodzi za mąż i wszyscy troje mają zamieszkać u jej wybranka, hrabiego von Rabena. Chociaż nowym domem będzie dla nich przestronny, gustowny pałac, dziewczyna wcale się nie cieszy, że musi opuścić Berlin i wyjechać do jakiejś zapadłej dziury w Danii. W drodze z lotniska jedna z limuzyn potrąca sarnę, a hrabia Frederik dobija ją, strzelając do niej na oczach Phili. Gdy dziewczyna później o tym wspomina, wszyscy patrzą na nią z niedowierzaniem, twierdząc, że nic takiego nie miało miejsca. To jednak dopiero początek serii przedziwnych, trudnych do wyjaśnienia zdarzeń.

Opis i okładka sugerowały raczej opowieść skupiającą się na wątku miłosnym. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy już pierwsze dwie strony kazały mi przygotować się na coś zupełnie innego. Okazało się, że fabuła ma w sobie więcej podobieństw do Kodu Leonarda da Vinci Dana Browna niż do romansu dla młodzieży. Muszę przyznać, że autorka świetnie poradziła sobie z budowaniem odpowiedniego klimatu. Było mega tajemniczo i do momentu wyjaśnienia przez Beatrix Gurian pewnych wątków, nie miałam zielonego pojęcia, jak to wszystko wytłumaczy. Pod tym względem powieść wywarła na mnie ogromnie pozytywne wrażenie.

Co jeszcze mi się podobało? Bohaterowie, i to niemal wszyscy. Phila, choć z początku niezadowolona i zagubiona, zdecydowanie dała się polubić. Niby zwyczajna nastolatka, choć w żadnym razie nie można by jej nazwać przeciętną. Odważna, ciekawa świata, spostrzegawcza, uparcie dążąca do poznania prawdy i gotowa zaryzykować wszystko dla osób, które są jej bliskie. Moje serce podbił także uroczy, pełen energii Matteo. Za to ich matka nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia, choć przyznaję, że i okoliczności jej nie sprzyjały. Wszystkie pozostałe postaci niezmiernie mnie intrygowały. Zwłaszcza, że przez większość czasu nie miałam pewności, kto z nich naprawdę zasługuje na miano czarnego charakteru i do jakiego stopnia jest zamieszany w tę niepokojącą sprawę.

Liczne odniesienia do mitologii nordyckiej także zaliczam do zalet powieści. Zdecydowanie dodawały jej uroku i charakteru. Podobnie jak pojawiające się na kartach runy i motywy wolnomularskie. Lekki styl sprawił, że czytało mi się szybko i nadzwyczaj przyjemnie. Akcja rozwijała się w szybkim tempie, a niebezpieczeństwo nadchodziło wielkimi krokami. Nawet literówek było tu niewiele, co również bardzo mnie cieszy. Co więcej, ta książka została naprawdę pięknie wydana (i nie chodzi mi tu tylko o okładkę, niektóre fragmenty wydrukowano na bardzo eleganckim, wyróżniającym się tle).

Rozczarowało mnie trochę zakończenie. Po całej tej misternie utkanej intrydze spodziewałam się równie oryginalnego finału. Tymczasem odniosłam wrażenie, że albo autorce ciekawe pomysły już się skończyły, albo musiała pilnie zakończyć tom i nie miała pojęcia, jak to dobrze zrobić. Dość słabo rozwinięty wydał mi się także sam wątek miłosny. Mocno uproszczony i okrojony w stosunku do reszty powieści. O ile pierwsze spotkanie bohaterów ogromnie mi się spodobało, a drugie zaintrygowało, to już następujące później westchnienia Phili i marzenie o tym, by czuwać nad snem ukochanego, trochę ten efekt popsuły. Gdyby nie ciekawie wykreowane postaci, które mocno ratowały sytuację, moje wrażenia byłyby jednak o wiele gorsze.

Sięgając po "Roziskrzone noce", nastawiałam się na ciekawą historię miłosną z nutką tajemnicy. Okazało się jednak, że zupełnie nie doceniłam autorki, bowiem to, co zaserwowała w swojej powieści, nazwałabym raczej połączeniem thrillera z młodzieżówką i romansem. Przy czym to ostatnie wyszło jej najsłabiej. Mimo to książka Beatrix Gurian oczarowała mnie całkowicie świetnym pomysłem na fabułę, wspaniałym, tajemniczym, a jednocześnie niepokojącym klimatem i bardzo dobrze wykreowanymi bohaterami. Choć zakończenie nieco mnie rozczarowało, z pewnością sięgnę także po kontynuację tej historii. A wszystkim miłośnikom sekretów i nietuzinkowej fabuły szczerze polecam.

ogrodksiazek.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-10-30 20:11:53
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione
Autor:
Cykl: Traitor''s Trilogy (tom 2)

Główna bohaterka "Pocałunku zdrajcy", Sage Fowler, wywarła na mnie tak dobre wrażenie, że niecierpliwie wyczekiwałam momentu, gdy poznam dalszy ciąg jej przygód. Z przyjemnością wróciłam również myślami do intrygującego kapitana Quinna i jego oddanych przyjaciół, Gramwella i Cassecka. Jakim wyzwaniom będą musieli stawić czoła tym razem? Czy uda im się zapobiec inwazji? A może wojny nie da się... Główna bohaterka "Pocałunku zdrajcy", Sage Fowler, wywarła na mnie tak dobre wrażenie, że niecierpliwie wyczekiwałam momentu, gdy poznam dalszy ciąg jej przygód. Z przyjemnością wróciłam również myślami do intrygującego kapitana Quinna i jego oddanych przyjaciół, Gramwella i Cassecka. Jakim wyzwaniom będą musieli stawić czoła tym razem? Czy uda im się zapobiec inwazji? A może wojny nie da się już uniknąć?



Sage, która sprawdziła się już w roli swatki i szpiega, może odetchnąć po emocjonujących i dramatycznych wydarzeniach z pierwszego tomu. Znakomicie radzi sobie jako królewska guwernantka, obowiązki pomagają jej przetrwać rozłąkę z Aleksem i z większym spokojem oczekiwać na jego powrót. Tuż po przybyciu do stolicy Quinn dostaje jednak nowe rozkazy. Ma objąć dowództwo nad pewną utrzymywaną w ścisłej tajemnicy jednostką. To oznacza, że wkrótce musi znów wyjechać, nie wolno mu też niczego zdradzić Sage. Okazuje się to nadzwyczaj trudne, gdyż dziewczyna upiera się, by mu towarzyszyć. Gdy spotyka się z ostrą odmową, czuje się dotknięta i zawiedziona. Kiedy więc królowa poleca jej dowiedzieć się, co się tak naprawdę dzieje, Sage rzuca się w wir pracy. Nie wie jeszcze, że za lojalność wobec Jej Wysokości przyjdzie jej zapłacić wysoką cenę.

Drugie spotkanie z bohaterami trylogii Erin Beaty okazało się dla mnie nawet bardziej udane niż to pierwsze. Już wówczas przykuli moją uwagę i sprawili, że z wielkim zaciekawieniem śledziłam ich losy. Teraz zaś zrobiło się jeszcze ciekawiej.

Na szczęście Sage nadal pozostała tą odważną, upartą, niepokorną osóbką, jaka zyskała sobie moją sympatię w "Pocałunku zdrajcy". Wciąż chce sama podejmować decyzje zamiast ślepo poddawać się woli mężczyzn. Wcale nie jest od nich gorsza i udowadnia to na każdym kroku. Alex tym razem trochę mnie irytował. Rozumiem rozkazy i konieczność zachowania tajemnicy, ale jeśli ukochana osoba chce mu coś powiedzieć, powinien jej wysłuchać. Nawet jeśli nic więcej nie może zrobić. Zresztą szczera rozmowa i wyjaśnienie sytuacji zaoszczędziłoby im wielu kłopotów i zapobiegło nieporozumieniom.

Żadne z nich nie jest idealne. Zarówno Sage, jak i kapitan Quinn popełniają błędy. Ranią siebie nawzajem i nieraz się kłócą, ale przy tym w każdej chwili są gotowi oddać za tę drugą osobę własne życie. Uważam, że Erin Beaty należy się za kreację bohaterów wielki plus. Dlaczego? Stworzyła postaci z krwi i kości. Nie idealizowała ich i nie ułatwiała im niczego. Wręcz przeciwnie, wciąż napotykali nowe trudności, a wybory, przed jakimi ich stawiała, również do prostych nie należały. Odnosili poważne rany i wielokrotnie ryzykowali życie, a to, czy uda im się wyjść z tego wszystkiego cało, wcale nie było przesądzone.

Nie mogę narzekać również na akcję. Sporo się działo i chociaż tym razem obyło się bez jakichś spektakularnych zaskoczeń, czuję się usatysfakcjonowana. Szybkie tempo wydarzeń, ucieczki, spiski, zdrady, liczne walki, a nawet próba zamachu, zapewniły mi mnóstwo wrażeń. Śledzenie szpiegowskiej misji głównej bohaterki ogromnie mi się podobało. Nie nudziłam się ani chwili, a emocjonująca akcja niesamowicie wciągała. Tym razem autorka mniej skoncentrowała się na relacji Sage i Aleksa, co jest dobrą wiadomością dla wszystkich tych, którzy liczyli na lepsze rozwinięcie innych wątków pojawiających się w powieści.

Książka została podzielona na krótkie rozdziały, dzięki czemu czytało mi się ją naprawdę szybko. Skupiały się na zmianę na trójce bohaterów - Sage, Aleksie oraz dowódcy oddziału Kimisarów, Huzarze. Ten zabieg pozwolił obserwować rozgrywające się na kartach powieści wydarzenia z różnych punktów widzenia. Dawał również wgląd w ich obawy, przemyślenia i ukazywał prawdziwe intencje, jakie nimi kierowały, co także wzbogaciło fabułę. Korekta tekstu z kolei pozostawiała wiele do życzenia. Pod tym względem mocno się zawiodłam, podobnie jak w przypadku recenzowanego przeze mnie niedawno "Okrutnego księcia". O ile pojedyncze literówki mogę jeszcze jakoś przełknąć (choć są denerwujące), o tyle błędy ortograficzne pozostawiają u mnie głęboki niesmak.

"Pocałunek szpiega" to w moim odczuciu świetnie skonstruowana kontynuacja cyklu. Silna, wyraźnie zarysowana postać Sage jest moim zdaniem zdecydowanym atutem powieści. Fakt, że autorka nie idealizuje swoich bohaterów ani nie traktuje ich ulgowo, stawiając za to na ich drodze kolejne wyzwania i trudne decyzje, również bardzo przypadł mi do gustu. Poza tym drugi tom trylogii Erin Beaty obfituje w emocjonujące wydarzenia i trzyma w napięciu od początku do końca. Pozostaje mi już tylko mieć nadzieję, że ostatni, trzeci tom okaże się równie dobry. Polecam!

ogrodksiazek.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-10-30 20:11:40
Ma nowego znajomego: Barbara Bereżańska
 
2018-10-25 20:27:52
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione
Autor:
Cykl: Okrutny książę (tom 1)

Kraina Elfów, pełna długowiecznych, magicznych stworzeń. Choć nie potrafią kłamać, zdolne są do niewyobrażalnych wręcz okrucieństw. Szlachetnie urodzeni nie cofną się przed niczym, by dostać to, czego pragną. Jak w tym niebezpiecznym świecie poradzą sobie dzieci porwane że świata śmiertelników?

Siedmioletniej Jude wydaje się, że razem z rodzicami i dwiema siostrami - bliźniaczką Taryn i...
Kraina Elfów, pełna długowiecznych, magicznych stworzeń. Choć nie potrafią kłamać, zdolne są do niewyobrażalnych wręcz okrucieństw. Szlachetnie urodzeni nie cofną się przed niczym, by dostać to, czego pragną. Jak w tym niebezpiecznym świecie poradzą sobie dzieci porwane że świata śmiertelników?

Siedmioletniej Jude wydaje się, że razem z rodzicami i dwiema siostrami - bliźniaczką Taryn i starszą Vivienne - tworzą zwykłą rodzinę. Do czasu, gdy na progu ich domu staje mężczyzna o kocich oczach i spiczastych uszach, takich samych jak u Vivi. Jest wściekły, że jego żona, a ich matka, uciekła do świata ludzi, pozorując własną śmierć. W starciu z niebezpiecznym Madokiem rodzice Jude nie mają żadnych szans. Mężczyzna zabija ich oboje, a dziewczynki zabiera ze sobą do Elysium i otacza opieką.

Świat wykreowany przez Holly Black z miejsca mnie oczarował. Uwielbiam książki, w których wyobraźnia autora powołuje do życia nie tylko interesujących bohaterów i magiczne istoty, ale całe krainy rządzące się własnymi prawami. Poznawanie królestwa Elfhame sprawiło mi wielką frajdę, a przecież to tylko część Krainy Elfów. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach cyklu autorka pozwoli nam na dalsze podróże, eksplorowanie pozostałych ziem i obserwowanie ich mieszkańców.

Bohaterów "Okrutnego księcia" również uważam za udanych. Odniosłam wrażenie, że każda postać pojawiająca się w powieści została dokładnie przemyślana, każda ma do odegrania jakąś rolę w tej historii. Choć na początku niektóre z nich mogą sprawiać wrażenie schematycznych, ich decyzje prędzej czy później pokazują, że wcale takie nie są. Wszyscy w pewnym momencie czymś zaskakują, a moim zdaniem to ogromna zaleta. Nikomu nie można ufać, a największy wróg wcale nie musi być tym, kogo należy się najbardziej obawiać.

Odważna, choć żyjąca w bezustannym strachu Jude od razu zyskała moją sympatię. Ta bohaterka wciąż walczy - ze swoimi słabościami, z paraliżującym lękiem, walczy o swoją godność. Toczy bezustanną walkę, by pokazać, że wcale nie jest bezwartościową istotą, za jaką niektórzy ją uważają. Jej siostra bliźniaczka, Taryn, wciąż snuje się gdzieś w tle, cicha, starająca się nie wpaść w żadne kłopoty. To jednak wcale nie znaczy, że nie ma żadnego wpływu na toczące się wydarzenia. Vivi z kolei rozpaczliwie tęskni za utraconym światem śmiertelników i ponad wszystko pragnie wrócić do poprzedniego życia. Rozmiłowany w wojnach i rozlewie krwi Madok pokazuje także swoją lepszą stronę. Traktuje dziewczynki jak własne córki i stara się, by niczego im nie brakowało, choć to przecież on sam pozbawił je rodziców. Cardan i jego świta - bezwzględni i okrutni, dla rozrywki znęcają się nad słabszymi, świadomi, że nie grozi im za to żadna kara...

Holly Black nie wybiera łatwych rozwiązań. Gdy już sobie myślałam, że w większości książek wydarzyłoby się to czy tamto... autorka całkowicie mnie zadziwiała, wybierając zupełnie inną możliwość. Nie doceniłam jej, czekając, aż w pewnym momencie podda się schematom, ale nic takiego nie nastąpiło. Nie mogę też narzekać na akcję, bo ta utrzymywała idealne tempo. Działo się dużo, a mimo że miejsc i postaci było tu całe mnóstwo, opisy nie spowalniały rozwoju wydarzeń. Mało tego, zostały tak umiejętnie wplecione w fabułę, że niemal nie odczułam ich obecności. Nawet wątek romantyczny nie przesłaniał innych, ważniejszych spraw, został zepchnięty na dalszy plan. Dzięki temu nie zdominował fabuły, a mimo to pozostał istotną i bardzo intrygującą częścią opowieści.

Zazwyczaj sceptycznie podchodzę do książek, które wszyscy wychwalają i w tym przypadku nie było inaczej. Po przeczytaniu "Okrutnego księcia" muszę jednak powiedzieć... że ta powieść jest warta każdego dobrego słowa, każdej pochwały, jaką przeczytacie czy usłyszycie. Ta oryginalna fabuła, pędząca akcja pełna zaskakujących wydarzeń, ci niesamowici bohaterowie, którzy tyle razy mnie szokowali - jestem zachwycona! Przeszkadzało mi tylko jedno - literówki, a było ich naprawdę dużo. Niemniej biorąc pod uwagę wszystko inne - i nie do końca jeszcze wierzę, że to powiem - jeśli autorka utrzyma taki poziom, jej trylogia może się okazać lepsza nawet od mojej ukochanej serii Dworów Sarah J. Maas. Miłośnikom fantastyki z całego serca polecam!

ogrodksiazek.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-10-19 20:28:03
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Wilk (tom 2)

Zaciekawiona dalszymi losami bohaterów "Wilka" i zaintrygowana tym, jak zmieniać się będzie styl pisania autorki, chętnie sięgnęłam po "Wilczycę" Katarzyny Bereniki Miszczuk. Tak myślałam, że tym razem mogę się spodziewać czegoś znacznie lepszego. I przeczucie mnie nie zawiodło.

Margo i jej przyjaciele z niepokojem oczekują ujawnienia się skutków wizyty w Instytucie. Okazuje się, że nie są...
Zaciekawiona dalszymi losami bohaterów "Wilka" i zaintrygowana tym, jak zmieniać się będzie styl pisania autorki, chętnie sięgnęłam po "Wilczycę" Katarzyny Bereniki Miszczuk. Tak myślałam, że tym razem mogę się spodziewać czegoś znacznie lepszego. I przeczucie mnie nie zawiodło.

Margo i jej przyjaciele z niepokojem oczekują ujawnienia się skutków wizyty w Instytucie. Okazuje się, że nie są one aż tak drastyczne, jak się spodziewali, ale to wcale nie oznacza końca kłopotów. Dziewczynę znów zaczynają dręczyć koszmary, a kolejne osoby padają ofiarą grasującej w okolicy morderczej bestii. Czy trzymając się z dala od lasu, uda im się uniknąć spotkania z potworem? A może mimo wszystko będą musieli stawić mu czoła?

O ile w "Wilku" po ciekawym początku fabuła coraz bardziej przypominała typową młodzieżówkę, której tematem przewodnim są problemy sercowe bohaterów, o tyle w "Wilczycy" autorka skupia się na wątku romantycznym jakby trochę mniej. A przynajmniej dzieje się tutaj tak dużo, że relacja Margo i Maksa na pewien czas schodzi na dalszy plan. W końcu po Wolftown grasuje tajemniczy, śmiertelnie niebezpieczny potwór i nikt nie wie, jak go powstrzymać. Nie brakuje też włamań i wybuchów, a bohaterowie przekonują się, że na zaprzestanie eksperymentów ze strony Instytutu nie mają co liczyć. W ich małym, spokojnym dotąd miasteczku nikt nie może już czuć się bezpiecznie.

Oczywiście w szkole również nie mogło się obyć bez dramatów. Nowa uczennica, Carol, do wszystkiego nieustannie się wtrącała. Ona i Carlos narobili sporo zamieszania, utrudniając życie naszym bohaterom. Margo tym razem zdecydowanie mniej mnie irytowała. Zachowywała się odważniej i bardziej dojrzale. Jej wypowiedzi również przestały być tak chaotyczne jak wcześniej, dzięki czemu styl narracji uległ pewnej poprawie. Jeśli chodzi o Maksa... tym razem mamy okazję poznać jego mroczniejszą stronę. Staje się bardziej porywczy i agresywny, a pozostali zaczynają się o niego poważnie martwić.

Czytając pierwszą powieść Katarzyny Bereniki Miszczuk, dało się wyczuć, że pisała ją jako nastolatka. Kontynuacja "Wilka" - "Wilczyca" - powstała kilka lat później i różnica jest rzeczywiście widoczna. Główna bohaterka zdążyła trochę dojrzeć i wydorośleć, poprawiły się także język i styl wypowiedzi. Autorka, nie rezygnując wprawdzie z wątków miłosnych, większy nacisk położyła na resztę fabuły. Dzięki temu dzieje się zdecydowanie więcej, a bohaterowie działają sprawniej i rozważniej. Powieść zrobiła na mnie wrażenie lepiej przemyślanej i zgrabniej napisanej, a zakończenie mocno mnie zaskoczyło. Polecam!

ogrodksiazek.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-10-11 20:54:19
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Wilk (tom 1)

Czego spodziewać się po powieści fantasy dla młodzieży o tytule "Wilk", której akcja toczy się w miasteczku Wolftown? Moim pierwszym skojarzeniem były wilkołaki, ale... okazało się, że nie o nie tutaj chodzi. Nie mamy tu też do czynienia ze zwyczajnymi wilkami. Co w takim razie czai się w okolicznych lasach i skąd się tam wzięło?

Margo Cook przeprowadza się z rodzicami z Nowego Jorku do...
Czego spodziewać się po powieści fantasy dla młodzieży o tytule "Wilk", której akcja toczy się w miasteczku Wolftown? Moim pierwszym skojarzeniem były wilkołaki, ale... okazało się, że nie o nie tutaj chodzi. Nie mamy tu też do czynienia ze zwyczajnymi wilkami. Co w takim razie czai się w okolicznych lasach i skąd się tam wzięło?

Margo Cook przeprowadza się z rodzicami z Nowego Jorku do Wolftown. Dziewczynie zupełnie się tam nie podoba. Nie dość, że praktycznie nic tam nie ma, to jeszcze tuż za furtką zaczyna się gęsty, ciemny las. Nastolatka postanawia trzymać się od niego z daleka, zwłaszcza gdy słyszy, że mieszkają w nim wilki. Równie mocno przeraża ją także zmiana szkoły. Bycie "tą nową" w miejscu, gdzie wszyscy się znają, do przyjemnych nie należy. W dodatku od przyjazdu zaczyna ją dręczyć pewien koszmar. Dlaczego wciąż śni jej się to samo? Przed kim ucieka w środku nocy przez mroczny, niebezpieczny las?


"Wilk" to debiutancka powieść Katarzyny Bereniki Miszczuk, napisana przez 15-letnią wówczas autorkę. W niektórych momentach da się to bardzo wyraźnie odczuć, choć gdybym nie wiedziała, kiedy powstała ta historia, powiedziałabym, że zarówno styl wypowiedzi, jak i słownictwo są nadzwyczaj autentyczne. Główna bohaterka, a zarazem narratorka, na większość wydarzeń reaguje bowiem jak typowa nastolatka. O ile na początku jest to całkiem zabawne, o tyle z czasem zaczyna trochę irytować. Teksty w stylu: mój chłopak może być niebezpieczny, ale pomyślę o tym kiedy indziej (bo przecież najważniejsze, że jesteśmy razem!), niestety działają mi na nerwy. Na szczęście Margo zrobiła na mnie całkiem pozytywne wrażenie ogólne. Chociaż zachowywała się dość naiwnie i impulsywnie, jej nieustępliwość, wytrwałość w dążeniu do celu i lojalność wobec przyjaciół bardzo mi się spodobały. Uroku książce dodawał nawet jej buntowniczy charakter, mimo że zazwyczaj ujawniał się w najmniej odpowiednim momencie.

Pomysł na fabułę przypadł mi do gustu, ale pewne fragmenty nie zostały zbyt dobrze przemyślane. Zwłaszcza scena w szpitalu była dla mnie mało przekonująca. Wiem, w filmach też zwykle tak to wygląda. Człowiek ma czas, aby kilka razy powtórzyć, że za wszystkim stoją jacyś tajemniczy ONI, ale nigdy nie zdąży wydusić z siebie żadnych konkretów. Tutaj ta sytuacja chyba była za mocno przeciągnięta. Bohaterka powtarzała, że to ONI tak długo, aż w końcu pojawił się ktoś, by jej przeszkodzić. A przyjaciele, którzy właśnie się przekonali, że dzieje się coś naprawdę złego? W zasadzie zwrócili uwagę, że ten ktoś może jej faktycznie zrobić krzywdę, ale grzecznie się zabrali i poszli do domu przedyskutować sytuację. No litości!


Moje spotkanie z pierwszą powieścią Katarzyny Bereniki Miszczuk przebiegło całkiem przyjemnie. Początek zrobił na mnie wyjątkowo dobre wrażenie. Małe miasteczko, w którym kryje się jakaś niebezpieczna tajemnica i dziewczyna dręczona przez koszmary - wciągnęłam się i chciałam koniecznie sprawdzić, co takiego jeszcze się wydarzy. Później niestety zaczęło to coraz bardziej przypominać typowy romans dla nastolatek i tutaj już dało się poczuć, że pisała to 15-latka. Niemniej dzięki ciekawym bohaterom i temu, że Margo to dziewczę o wielkim talencie do pakowania się w kłopoty, przez większość czasu naprawdę dobrze się bawiłam, a akcja nie dłużyła mi się ani nie nudziła. Poleciłabym tę powieść jednak głównie nastolatkom, gdyż w moim odczuciu to taki polski prekursor "Zmierzchu". Ale o wiele lepiej napisany.

ogrodksiazek.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-10-09 08:36:48
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

"Królewski zdrajca" to trzeci (ale wcale nie ostatni) tom serii Królewskie źródło. Dwa poprzednie ogromnie mi się podobały i nie mogłam się już doczekać dalszego ciągu. Czy Jeff Wheeler zdołał mnie zaskoczyć i tym razem? Czy oczarowało mnie coś więcej niż tylko przepiękna, klimatyczna okładka?

Owen zmierza na Północ, do Dundrennan, by pożegnać umierającego Stieva Horwatha. To spotkanie jest...
"Królewski zdrajca" to trzeci (ale wcale nie ostatni) tom serii Królewskie źródło. Dwa poprzednie ogromnie mi się podobały i nie mogłam się już doczekać dalszego ciągu. Czy Jeff Wheeler zdołał mnie zaskoczyć i tym razem? Czy oczarowało mnie coś więcej niż tylko przepiękna, klimatyczna okładka?

Owen zmierza na Północ, do Dundrennan, by pożegnać umierającego Stieva Horwatha. To spotkanie jest dla niego podwójnie bolesne, gdyż do zamku przybywa także Evie ze swoją rodziną. Choć jest prawowitą spadkobierczynią tych ziem, król postanawia oddać je we władanie Catsby'ego. Jago i Elysabeth czują się oburzeni i dotknięci tą niesprawiedliwą decyzją. Świadomy ich niezadowolenia Severn żąda, by zostawili jedno ze swoich dzieci w Królewskim Źródle. Genevieve, tak jak przed laty Owen, zostaje zakładniczką króla, gwarancją lojalności swych rodziców. Tymczasem lord Kiskaddon zostaje wysłany na misję. Ma oświadczyć się księżnej Brytoniki, by w ten sposób ją obrazić i rozpętać kolejną wojnę.

Spodziewałam się, że w trzecim tomie akcja trochę zwolni, bo co ciekawego mogłoby się jeszcze wydarzyć? Przez te wszystkie rewelacje i zwroty akcji z poprzednich części autor zawiesił sobie poprzeczkę naprawdę wysoko. Utrzymanie takiego poziomu z pewnością nie było łatwe. Ale muszę przyznać, że Jeff Wheeler poradził sobie z tym zadaniem znakomicie. Kiedy tylko udało się odkryć jedną część układanki, poznać jeden sekret, na jego miejsce natychmiast pojawiał się kolejny. Dzięki temu powieść cały czas trzymała w napięciu, a fabuła pozostała nieprzewidywalna aż do samego końca. Także i tym razem zwrotów akcji nie brakowało, a nowe miejsca i postacie tylko czekały, by przyjrzeć im się bliżej i dostrzec całą ukrytą w nich magię.

Bohaterowie nadal rozwijali się, kształtowani przez swoje doświadczenia. Owen zaczął dostrzegać, jak mocno służba Severnowi wpłynęła na jego zachowanie. Dręczyły go poważne obawy, czy nie staje się powoli taki sam jak jego król. We władcy Ceredigionu zaszły bowiem bardzo niepokojące zmiany. Zdrada osoby, którą darzył największym zaufaniem, miała okrutne, nieodwracalne konsekwencje. Skoro wszyscy widzieli w nim potwora, to tym właśnie postanowił się stać. To z kolei postawiło Owena przed kolejnym dylematem - czy pozostając lojalnym wobec władcy, postępuje słusznie?

Choć fabuła i tym razem mnie nie zawiodła, to jednak nie wszystkie szczegóły okazały się tak dobrze dopracowane jak do tej pory. Moją uwagę zwrócił np. status lady Sinii (która okazała się niezwykle interesującą bohaterką). Nazywanie jej raz księżną, a raz królową było trochę mylące i wprowadzało niepotrzebny zamęt. Nie wiem, czy to kwestia tłumaczenia czy sam autor nie mógł się zdecydować, ale w przypadku innych bohaterów takie sytuacje się nie zdarzały. Co jeszcze wydało mi się dziwne? Dwoje bohaterów składa przysięgę małżeńską w obecności kapłana, on stwierdza wprost, że są już mężem i żoną, a później i tak za każdym razem mówi się tylko, że są zaręczeni. W przypadku osób niewtajemniczonych było to zrozumiałe, ale żeby oni sami nie pamiętali, że wzięli już ślub?!

Podsumowując, "Królewski zdrajca" okazał się równie dobry jak dwa poprzednie tomy serii. Choć moją uwagę zwróciły pewne niejasności, fabuła pozostała niezmiernie wciągająca, a kolejne zwroty akcji zaskakiwały, wskazując na coraz to nowe tajemnice do odkrycia. Bohaterowie nie przestali mnie zadziwiać, a dokonywane przez nich wybory z biegiem czasu wcale nie stawały się łatwiejsze. Zwłaszcza gdy dodatkowo zmagali się z poczuciem, że ich los może być z góry przesądzony. Widząc, jak historia zatacza koło, a pewne zdarzenia wciąż się powtarzają, musieli podjąć ryzyko, starając się zmienić przyszłość na lepsze. Czy im się udało? O tym zapewne dowiemy się z kolejnych tomów. Ja na pewno po nie sięgnę. A Wy?

ogrodksiazek.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-10-03 08:31:54
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Dwór cierni i róż (tom 3.5)

Dwór cierni i róż autorstwa Sarah J. Maas należy do moich ulubionych serii fantasy. Po pierwszych dwóch tomach, które skradły moje serce i trzecim, niezbyt udanym, przyszedł czas na "Dwór szronu i blasku gwiazd". Jak wypadła ta część cyklu i czy sprawdziła się jako łącznik pomiędzy historią Feyry i Rhysa a kolejnymi, uzupełniającymi nowelkami, skupiającymi się na pozostałych bohaterach?

Po...
Dwór cierni i róż autorstwa Sarah J. Maas należy do moich ulubionych serii fantasy. Po pierwszych dwóch tomach, które skradły moje serce i trzecim, niezbyt udanym, przyszedł czas na "Dwór szronu i blasku gwiazd". Jak wypadła ta część cyklu i czy sprawdziła się jako łącznik pomiędzy historią Feyry i Rhysa a kolejnymi, uzupełniającymi nowelkami, skupiającymi się na pozostałych bohaterach?

Po wojnie z Hybernią w Prythianie wreszcie zapanował pokój. Książę Dworu Nocy nie ma jednak złudzeń, doskonale wie, że jest on bardzo kruchy. Jedna pochopna decyzja może doprowadzić do kolejnych walk, zwłaszcza gdy wśród Ilyrów pojawiają się coraz to nowe ogniska buntu. Wszystkie Dwory zajęte są odbudową miast i naprawą powojennych zniszczeń. Wydaje się jednak, że zagrożenie jeszcze nie minęło, przyczaiło się tylko w ciemnościach, czekając na odpowiedni moment, by znów uderzyć. Mur zniknął, lecz królowe nie powróciły na swoje ziemie, w dodatku pojawiają się plotki jakoby niektórzy z książąt chcieli zawłaszczyć tereny należące do ludzi, by powiększyć swe włości.

Dramatyczne wydarzenia z "Dworu skrzydeł i zguby" odcisnęły wyraźne piętno na wszystkich bohaterach. Każdy z nich stara się na swój własny sposób uleczyć i odzyskać spokój ducha, choć nie jest to łatwe, gdy wspomnienia wciąż powracają, dręcząc na jawie i we śnie. Cena, jaką przyszło im zapłacić za zwycięstwo, okazała się wysoka. Autorce udało się całkiem przekonująco przedstawić ich zmagania z demonami przeszłości, nadal żywymi i obecnymi w ich myślach. Podobało mi się również osobiste zaangażowanie Feyry w odbudowę Velaris, dzięki któremu mogłam wraz z nią poznać historie niektórych mieszkańców tego miasta.

Pomimo bólu straty i zniszczeń, które dosięgły tak wielu, w powieści znalazło się naprawdę wiele zabawnych scen. Dialogi rozśmieszające mnie niemal do łez, jakie podbiły moje serce w pierwszym tomie serii, teraz znów powróciły. Dzięki nim tekst czytało mi się znacznie przyjemniej, a ponura, przygnębiająca atmosfera ustępowała miejsca wybuchom radości i szczerego śmiechu (kiedy przeczytałam o małym Rhysiu, nie mogłam się opanować :D).

Niestety wraz z pojawieniem się Nesty dobry nastrój pryskał jak bańka mydlana. Jak ta bohaterka działała mi na nerwy! Przy każdej wzmiance czułam irytację, licząc, że wreszcie przestanie być tak zimna, obojętna i wyniosła. No cóż, nie doczekałam się. Denerwował mnie sposób, w jaki traktowała swoje siostry i cały wewnętrzny krąg Dworu Nocy. Zachowywała się, jakby wyrządzili jej jakąś krzywdę, jakby Feyra siłą zaciągnęła ją tam dla własnej przyjemności i odebrała jej wszystko, co miała. Jakby zapomniała lub nie dopuszczała do siebie myśli, że ona również ponosi część odpowiedzialności za to, co przydarzyło się ich rodzinie. Przez całą powieść była po prostu nieznośna i wolałam już czytać o każdej innej postaci, byle nie o niej. Nawet Tamlin tak na mnie nie działał.

"Dwór szronu i blasku gwiazd" był dla mnie przyjemną, dość interesującą lekturą, choć tak naprawdę niewiele się w nim działo. Niemniej towarzyszenie członkom Dworu Nocy w tych niełatwych dla nich chwilach okazało się ciekawym doświadczeniem. Sarah J. Maas pozwoliła zajrzeć w ich myśli, poznać dręczące ich obawy i wspomnienia. Obserwować, jak w pocie czoła pracują, by odbudować nie tylko drogie im miasto, ale także poskładać siebie samych po dramatycznych wydarzeniach wojny. Wprawdzie postać Nesty strasznie mnie denerwowała, ale na szczęście poczucie humoru autorki, zaserwowane w odpowiednio dużych dawkach, zdołało mi zrekompensować tę niedogodność. Jeśli liczycie na dużo akcji i zamknięcie dotychczasowych wątków, ten tom Was rozczaruje. Mówiąc krótko, to trochę taki zapychacz pomiędzy kolejnymi częściami serii. Choć w moim odczuciu całkiem dobry i zabawny.

ogrodksiazek.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-09-29 11:19:58
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Królewskie źródło (tom 2)

W "Trucicielce królowej" poznałam małego, wystraszonego Owena, odebranego rodzicom i zmuszonego, by zamieszkać na zamku króla Severna. Władcy budzącego powszechne przerażenie wśród swoich poddanych. Byłam ciekawa, jak dalej potoczą się losy chłopca i bardzo chętnie sięgnęłam po "Córkę złodzieja". Ale teraz powiem Wam jedno: ja nie chcę kolejnego tomu, ja MUSZĘ go przeczytać! Najlepiej już, w... W "Trucicielce królowej" poznałam małego, wystraszonego Owena, odebranego rodzicom i zmuszonego, by zamieszkać na zamku króla Severna. Władcy budzącego powszechne przerażenie wśród swoich poddanych. Byłam ciekawa, jak dalej potoczą się losy chłopca i bardzo chętnie sięgnęłam po "Córkę złodzieja". Ale teraz powiem Wam jedno: ja nie chcę kolejnego tomu, ja MUSZĘ go przeczytać! Najlepiej już, w tej chwili ;)

Od wydarzeń z pierwszego tomu serii Królewskie źródło minęło 9 lat. Owen i Evie stoją u progu dorosłości. On ma właśnie sprawdzić się po raz pierwszy w roli dowódcy. Ona zostaje na Północy, choć sama również chętnie wzięłaby udział w walce. Severn wysyła Kiskaddona na pomoc księżnej Brytoniki, którą rządzący Oksytanią Chatriyon próbuje zmusić do małżeństwa. Okazuje się jednak, że to tylko część większego spisku. Na horyzoncie pojawia się nowy pretendent, pragnący siłą przejąć koronę. Twierdzi, że jest bratankiem króla, choć wszyscy uważali go dotąd za zmarłego. Czy to on ma być tym Straszliwym Truposzem z legendy? Do czego posunie się Severn, gdy uświadomi sobie, że nikomu nie może już ufać?

Kontynuacja historii Owena z miejsca mnie porwała. Czemu trudno się dziwić, gdy autor praktycznie od razu rzuca czytelnika na pole decydującej bitwy. Nie martwcie się jednak, jeśli nie przepadacie za makabrycznymi opisami walk, tutaj tego nie znajdziecie. Jeff Wheeler zdecydowanie bardziej skupia się bowiem na strategii, obmyślaniu najlepszych, najbardziej zaskakujących dla przeciwnika posunięć. Przy okazji odkrywamy razem z głównym bohaterem, że spisek sięga o wiele dalej niż się spodziewał. I mimo że powoli posuwa się do przodu, odkrywając kolejne elementy układanki, wciąż ma wrażenie, że nie dostrzega całego obrazu. Wyczuwa, że w sprawę zamieszany jest ktoś jeszcze i to on pociąga za sznurki, dążąc do sobie tylko znanego celu. Rozpoczyna się wojna, a Owen staje przed poważnym dylematem: walczyć o własne szczęście czy pozostać lojalnym wobec króla.

Już w "Trucicielce królowej" podobało mi się obserwowanie stopniowych zmian, jakie zachodziły w głównym bohaterze. Ze sparaliżowanego strachem dziecka, niezdolnego wydusić z siebie słowa w sytuacji stresu, stał się odważnym, pewnym siebie i niezwykle inteligentnym młodzieńcem, jakiego spotykamy na pierwszych stronach "Córki złodzieja". To jednak nie koniec. Coraz lepiej i świadomiej wykorzystuje magię Źródła, chociaż wciąż ma jeszcze wiele do odkrycia. Staje przed trudnymi wyborami, a Severn zdaje się sprawdzać jego lojalność do granic możliwości. Podejmuje decyzje, które wydają mu się słuszne, ale czy naprawdę takie są? Jaką cenę przyjdzie mu zapłacić za posłuszeństwo wobec króla?

Pozostali bohaterowie również się rozwijają, zachodzą w nich różne zmiany, co uważam za wielką zaletę tej serii. Tak jak w prawdziwym życiu, różnorakie wydarzenia i dokonywane wybory kształtują osobowość poszczególnych postaci. Nic, co się wokół nich dzieje, nie pozostaje bez wpływu na nich samych i ich sposób postrzegania świata. Nie tylko Owen przechodzi ważne próby, podobnie jest z Evie. Chociaż łamią jej serce, nie traci nadziei, mierząc się z każdą z nich z dumnie podniesionym czołem. Dramaty nie omijają także samego króla. Kolejne zdrady zaufanych ludzi odciskają na nim straszliwe piętno...

"Trucicielka królowej" wywarła na mnie naprawdę dobre wrażenie, ale drugi tom serii, "Córka złodzieja", kompletnie mnie oczarował. Bohaterowie, niby tak już dobrze znani, wciąż się zmieniali i dojrzewali, stawiani przed ciężkimi wyborami. Lojalność władcy czy własnemu sercu - ten dylemat wciąż im towarzyszył, sprawiając, czyniąc tę opowieść nie tylko ogromnie ciekawą, ale również pełną emocji. Chociaż autor nie zagłębiał się zbytnio w szczegółowe opisy walk, tocząca się wojna i tak robiła wrażenie. Skupienie się na strategii działania zamiast przytłaczania krwawymi opisami wcale mi nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, pasowało nawet bardziej do klimatu powieści. Historia opowiedziana przez Jeffa Wheelera wciągnęła mnie i zafascynowała. Nie mogę się już doczekać kolejnych tomów tej niezwykłej serii. Polecam!

ogrodksiazek.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-09-25 22:11:25
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Królewskie źródło (tom 1)

Okrutny król, o którym krążą mrożące krew w żyłach plotki. Dworskie intrygi i całe zastępy szpiegów śledzących każdy ruch, gotowych donieść o każdym przewinieniu. Tajemnicza magia przejawiająca się w przeróżny sposób u wybrańców obdarzonych przez Źródło. Mały chłopiec wyrwany z rodzinnego domu, umieszczony na królewskim dworze w charakterze zakładnika... Ja się skusiłam, a Wy?

Królestwem...
Okrutny król, o którym krążą mrożące krew w żyłach plotki. Dworskie intrygi i całe zastępy szpiegów śledzących każdy ruch, gotowych donieść o każdym przewinieniu. Tajemnicza magia przejawiająca się w przeróżny sposób u wybrańców obdarzonych przez Źródło. Mały chłopiec wyrwany z rodzinnego domu, umieszczony na królewskim dworze w charakterze zakładnika... Ja się skusiłam, a Wy?

Królestwem Ceredigionu włada bezwzględny tyran, Severn. Jego poddani żyją w przeświadczeniu, że zamordował własnych bratanków, aby nie stanęli mu na drodze do władzy. Nadal ma jednak wielu wrogów. Podczas bitwy pod Wzgórzem Ambion diuk Kiskaddon zwleka z wykonaniem rozkazu, licząc na porażkę króla, czym ściąga na siebie jego wielki gniew. Cena za zdradę jest wysoka - najstarszy syn diuka zostaje stracony, a Severn żąda kolejnego potomka jako gwaranta lojalności rodu. Tym sposobem zakładnikiem na królewskim dworze zostaje ośmioletni Owen. Jeden fałszywy ruch i chłopiec podzieli los starszego brata. Czy uda mu się przetrwać, gdy przerażający władca wciąż jest blisko, a wokół aż roi się od szpiegów i bezustannych spisków?

Pierwsze rozdziały powieści Jeffa Wheelera czytało mi się dość ciężko. Obawiałam się, że informacje o wszystkich przewijających się przez dwór postaciach i o wydarzeniach z przeszłości królestwa w końcu mnie przytłoczą. Ale kiedy miałam już z rezygnacją przyznać, że będzie nudno... coś się zmieniło. Akcja nabrała tempa, a rozwijająca się w nieoczekiwanym kierunku historia Owena wciągnęła mnie tak, że nie mogłam się już od niej oderwać.

Ten wyjątkowy chłopiec od razu zyskał moją sympatię. Inteligentny i spostrzegawczy, był świetnym obserwatorem rozgrywających się wokół wydarzeń. Poza tym dużo łatwiej się zorientować w sytuacji, gdy ktoś tłumaczy ją dziecku. Podziwiałam również jego przemianę, stopniowe pokonywanie strachu, który początkowo całkowicie go paraliżował, nie pozwalając wydobyć z siebie ani słowa. Największe wrażenie wywarła na mnie jednak postać tytułowej trucicielki. Kobiety zdolnej przechytrzyć każdego szpiega. Odważnej i lojalnej, gotowej poświęcić własne życie w słusznej sprawie. A do tego tak pełnej tajemnic, że to, co ujawnia autor w pierwszym tomie serii, musi być zaledwie nikłym ułamkiem skrywanych przez nią sekretów. Moją uwagę zwrócił również szpieg Mancini. Choć wydaje się być niegroźnym grubasem, którego myśli zaprząta głównie jedzenie, mam wrażenie, że w kolejnych tomach może jeszcze mocno zaskoczyć. Podobnie zresztą jak sam król. To tak złożony i pełen sprzeczności bohater, że sama już nie wiem, czego się po nim spodziewać.

Mimo dość ospałego początku, "Trucicielka królowej" zdecydowanie przykuła moją uwagę intrygującą fabułą i szeregiem nietypowych, zapadających głęboko w pamięć postaci. Choć sposób narracji z początku niezbyt przypadł mi do gustu, wkrótce się do niego przekonałam i mogłam już bez przeszkód czerpać przyjemność ze śledzenia losów dzielnego Owena. Tytułowa trucicielka całkowicie podbiła moje serce i mam nadzieję na spotkanie jeszcze wielu tak dobrze wykreowanych bohaterów w kolejnych tomach. Jeśli lubicie opowieści o szpiegach, dworskich intrygach i magii, koniecznie musicie sięgnąć po serię Królewskie źródło. Ja polecam i już biegnę czytać "Córkę złodzieja" ;)

ogrodksiazek.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-09-20 09:24:44
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Czarny Mag (tom 1)

Jerar to państwo, w którym rodzą się osoby obdarzone magiczną mocą. Szczytem marzeń większości tych boskich wybrańców jest nauka w osławionej Akademii. Chętnych oczywiście nie brakuje, lecz surowe zasady i wyczerpujące treningi to dla niektórych zbyt wiele. Po pierwszym, próbnym roku jedynie piętnastu szczęśliwców dostaje się na praktyki, po pięciu do każdej z frakcji: Alchemii, Uzdrawiania i... Jerar to państwo, w którym rodzą się osoby obdarzone magiczną mocą. Szczytem marzeń większości tych boskich wybrańców jest nauka w osławionej Akademii. Chętnych oczywiście nie brakuje, lecz surowe zasady i wyczerpujące treningi to dla niektórych zbyt wiele. Po pierwszym, próbnym roku jedynie piętnastu szczęśliwców dostaje się na praktyki, po pięciu do każdej z frakcji: Alchemii, Uzdrawiania i Boju.

Ryiah i jej brat bliźniak, Alex, postanawiają rozpocząć naukę w Akademii. Aby tam dotrzeć, czeka ich trudna, pełna niebezpieczeństw podróż. Nic jednak nie może się równać z tym, co czeka ich na miejscu. Kandydaci z arystokratycznych rodów mają nad nimi przewagę, muszą zatem ostro wziąć się do pracy, by nadrobić wszelkie zaległości. Godziny spędzane w bibliotece nie wystarczają, a mordercze treningi doprowadzają ich na skraj wyczerpania. Do tego mistrzowie bardzo się starają, by jak najszybciej pozbyć się większości pierwszoroczniaków. Ambitna Ry ponad wszystko pragnie dostać się do frakcji Boju, gdzie konkurencja jest największa, a rywalizacja najbardziej zacięta. Do najgroźniejszych przeciwników należą arogancki i złośliwy książę Darren oraz równie wredna Priscilla, którzy wydają się jej szczerze nienawidzić. Czy Ryiah i Alex zdołają udowodnić swoją wartość i dostaną się do szczęśliwej piętnastki?

Zabierając się za "Czarnego Maga", miałam nadzieję na coś emocjonującego i iskrzącego magią. O ile początek, dotyczący podróży bliźniaków wypadł naprawdę dobrze, o tyle później mój entuzjazm stopniowo topniał. Zajęcia w Akademii, dopóki pozostawały czymś nowym i nieznanym, były całkiem interesującym tematem. Choć muszę przyznać, że z czasem przestało mi to wystarczać i liczyłam na jakąś odmianę. Na emocjonujące wydarzenie, które nadałoby akcji większego tempa. No i trochę się zawiodłam, bo w zasadzie doczekałam się tego dopiero pod koniec, podczas egzaminów. Jedynie walki podczas treningów i ostre wymiany zdań pomiędzy Ry i księciem, zwanym przez nią nienastępcą (z racji tego, że był drugi w kolejce do tronu), trochę ożywiały atmosferę. Poza tym niestety nie działo się zbyt wiele.


Jeśli chodzi o bohaterów, najciekawiej wypadł moim zdaniem książę Darren. Zdystansowany, arogancki, złośliwy i cyniczny, idealnie wpasowywał się w rolę czarnego charakteru. Jednak później coraz trudniej było mi go jednoznacznie ocenić. Stwierdzić, czy naprawdę ma też inną, bardziej ludzką stronę czy też może potrafi tak dobrze grać, by osiągnąć zamierzony cel. Z kolei Ryiah, mimo że wojownicza i ambitna, zaczęła mnie irytować swoją porywczością i zazdrością wobec wyżej urodzonych. Gdyby nie była główną bohaterką i jednocześnie narratorką, obawiam się, że mogłaby mi się trochę zagubić w tłumie innych uczniów. Jej najlepsza przyjaciółka, Ella, okazała się bardzo sympatyczną postacią, choć nadal mam wrażenie, że niewiele się o niej dowiedziałam. Żałuję też, że autorka tak mało miejsca poświęciła Alexowi.

Lektura pierwszego tomu serii Czarny Mag pozostawiła mnie z mieszanymi odczuciami. Czytało mi się ją szybko i całkiem przyjemnie, a początek pozwolił żywić nadzieję, że całość wypadnie naprawdę dobrze. Niestety z czasem akcja zwolniła, a czytanie w kółko o tych samych zajęciach zaczęło mnie nużyć. Sytuację ratowały sceny walki i ciekawe wymiany zdań pomiędzy główną bohaterką a wrednym - choć przystojnym - księciem. Bardzo liczę na to, że w kolejnych tomach bohaterowie zyskają trochę więcej charakteru, a akcja nabierze tempa. "Pierwszy rok" Rachel E. Carter okazał się w moim odczuciu całkiem przyzwoity, choć obyło się bez fajerwerków. Jeśli liczycie na coś zbliżonego do Harry'ego Pottera, to... w roli głównego bohatera wyobraźcie sobie mega porywczą dziewczynę i wyrzućcie wszystkie ekscytujące wątki z Voldemortem. No i w zasadzie wiecie już mniej więcej, czego się spodziewać.
Mnie ten początek serii nie zachwycił, ale zamierzam dać szansę kolejnym częściom. Może któraś z nich zdoła mnie bardziej oczarować.

ogrodksiazek.blogspot.com

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
304 185 1031
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (37)

Ulubieni autorzy (4)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (20)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd