GirlsBooksLovers 
status: Czytelnik, ostatnio widziany 5 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-01-22 12:08:11
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Rok 1950 w miejscowości Vermont znajduje się szkoła o nazwie „Idlewild Hall”, do której trafiają dziewczęta, których nikt nie chce – awanturnice, nieślubne lub nad wyraz inteligentne. Plotki w okolicznej miejscowości głoszą, że jest to miejsce nawiedzone. Cztery dziewczynki z owej szkoły połączył przesiąknięty strachem szept. Pewnego dnia jedna z przyjaciółek znika....

Rok 2014 również...
Rok 1950 w miejscowości Vermont znajduje się szkoła o nazwie „Idlewild Hall”, do której trafiają dziewczęta, których nikt nie chce – awanturnice, nieślubne lub nad wyraz inteligentne. Plotki w okolicznej miejscowości głoszą, że jest to miejsce nawiedzone. Cztery dziewczynki z owej szkoły połączył przesiąknięty strachem szept. Pewnego dnia jedna z przyjaciółek znika....

Rok 2014 również miejscowość Vermont, dziennikarka Fiona Sheridan za wszelką cenę chce poznać okoliczności śmierci jej starszej siostry, której ciało znaleziono w pobliżu ruin Idlewild Hall dwadzieścia lat wcześniej i choć sprawca został ujęty i osądzony, kobieta czuje, że za sprawą kryje się całkowicie inna historia. Okazuje się, że szkoła ma przejść kapitalny remont i Fiona postanawia napisać artykuł dotyczący tego tajemniczego miejsca, odkrywając przy tym wstrząsające sekrety tych murów, które nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego. Choć wiele się zmieniło, szept pozostał nadal...

„Ponownie spojrzała za siebie. Przez mgłę mroku dostrzegła długą czarną spódnicę, wąską talię i wątłe ramiona, zwiewny czarny woal, który zasłaniał twarz i kołysał się na wietrze. Pod rąbkiem spódnicy poruszały się niewidoczne stopy. (…)
Zza jej pleców nie dochodził żaden dźwięk, aż nagle...
Mary Hand nieżywa, ziemia już ją skrywa...
Szybciej, szybciej. Nie pozwól się jej dogonić.
Przyjaciółką cię nazywa...
Nie pozwól jej wejść...”

Jakie tajemnice skrywają mury Idlewidl Hall?
Co łączy zniknięcie jednej z dziewczynek w 1950 roku z zabójstwem Deb – siostry Fiony?
Czy osoba oskarżona o zabójstwo Deb okaże się niewinną?
Czy szkoła naprawdę jest nawiedzona?

„-To nie jest jej miejsce. Ale tam – wskazał głową w stronę Old Barrons Road i Idlewild – wiele razy widziałem, jak tam chodzi. Dziewczynka w czarnej sukni i woalu. W 1983 wtedy po raz pierwszy zobaczyłem ją na własne oczy. Myślałem, że jakiś nastolatek się wygłupia, przebiera, choć do Halloween było daleko. Kto wie, co bawi nastolatków...
-Co panu pokazała?
-To nie twoja sprawa. Podobnie jak to, co pokazała tobie, nie jest moją. Poczynania tej dziewczynki są okrutne, są pogwałceniem wszystkiego, co dobre i słuszne.”

Simone St. James mieszka w Toronto wraz z mężem i rozpieszczonym kotem. Zanim zajęła się pisaniem powieści, przez dwanaście lat pracowała w branży telewizyjnej. Pierwszą powieść o duchach napisała już w liceum. Moją pierwszą stycznością z twórczością tej autorki rozpoczynam właśnie od książki pt. „Złamane dusze”. Nie będę ukrywała, że mroczny, a zarazem bardzo intrygujący opis praktycznie od samego początku przyciągnął moją uwagę. Jednak czy tylko na ciekawym opisie się nie skończyło? Czy książka spełniła moje oczekiwania? Tego dowiecie się, czytając tę recenzję.

Zacznę może od stylu oraz sposobie prowadzenia fabuły. Już od pierwszych stron autorka wywołała u mnie dreszcze, potrafi w niesamowity sposób zaciekawić czytelnika i dawkować wszystkie informacje, w każdym rozdziale w takich ilościach, że pozostawia w czytelniku niedosyt, pozostaje coraz więcej pytań i jeszcze więcej tajemnic, które chcemy jak najszybciej poznać, rozpala w nas ciekawość. Fabuła jest spójna i idealnie poprowadzona, a sprawa, która była do rozwiązania wyjaśnia się dopiero na samym końcu książki. Czytałam ją z ogromną ciekawością i problemem dla mnie było, aby odłożyć ją, chociaż na chwilę.

Rozdziały są podzielone na dwie części, jedna to opisy wydarzeń z roku 2014, opisane z punktu widzenia Fiony, która za wszelką cenę chce się dowiedzieć, co tak naprawdę stało się tamtego feralnego wieczoru, gdy została zamordowana jej siostra Deb. Druga to opisy z roku 1950 tym razem nie tylko jednej osoby, ale czterech przyjaciółek Katie, Soni, Cece i Roberty zamieszkujących jeden pokój w internacie w szkole Idlewild, co w pewien sposób przybliżyło nam całą historię tego, co się tam wydarzyło. Autorka pozytywnie mnie zaskoczyła tym, jak mieszała wątki i myliła tropy, raz naprowadzała czytelnika na jedno i gdy już jesteś pewien „aha, już wiem, co tam się stało”, ponownie robi zwrot do punktu wyjścia.

„Złamane dusze” jest to powieść poruszająca, mroczna i niesamowicie mrożąca krew w żyłach. Ta historia to połączenie zjawisk paranormalnych (które ja uwielbiam) z napisanym znakomicie thrillerem, który powoduje dreszcze już od pierwszych stron. UPRZEDZAM!! Gdy zaczniecie ją czytać, nie będziecie się mogli oderwać do późnych godzin nocnych. Ja gorąco Was zachęcam do zapoznania się z twórczością Pani James.

Pssssttt.... A co Wam pokaże Mary, gdy się z nią spotkacie???
Paula
https://girlsbookslovers.blogspot.com/2019/01/simone-st.html

pokaż więcej

 
2019-01-18 10:36:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione

Życie Kendall Sparks ostatnimi czasy stało się bardzo skomplikowane. Ma twardy orzech do zgryzienia i nie wie, co z tym fantem zrobić. Musi podjąć ważną dla siebie decyzję oraz zdecydować, co chce zrobić ze swoim życiem. Postanawia dokądś wyjechać tylko sęk w tym, że nie wie dokąd. Siedząc w poczekalni na lotnisku w Miami, Kendall przegląda katalogi z międzynarodowymi kierunkami lotów linii... Życie Kendall Sparks ostatnimi czasy stało się bardzo skomplikowane. Ma twardy orzech do zgryzienia i nie wie, co z tym fantem zrobić. Musi podjąć ważną dla siebie decyzję oraz zdecydować, co chce zrobić ze swoim życiem. Postanawia dokądś wyjechać tylko sęk w tym, że nie wie dokąd. Siedząc w poczekalni na lotnisku w Miami, Kendall przegląda katalogi z międzynarodowymi kierunkami lotów linii American Airlines. Jest zaskoczona, kiedy ni stąd, ni zowąd seksowny i tajemniczy nieznajomy po prostu się do niej dosiada i odważnie przedstawia jej swoją opinię na temat kraju, do jakiego powinna się wybrać. W sugestiach między innymi pada Rio i to tam kobieta postanawia wyjechać. Jakim jest dla niej zaskoczeniem, że osobą, która pilotuje samolotem jest nie kto inny tylko Carter Clynes, którego poznała w lotniskowym barze.


“Czy byłam głupia, chcąc iść za radą tego nieznajomego? Czas nie do końca mi sprzyjał. Musiałam się na coś zdecydować. Czyli co? Rio de Janeiro? A jeśli mnie ukatrupią, zwalę to na cholerne Rio”.


Co się wydarzy w Rio?

Czy Kendall podejmie właściwą decyzję?


Vi Keeland i Penelope Douglas zrobiły to ponownie i napisały wybitne dzieło. Po raz kolejny dostarczyły nam słodką, seksowną, zabawną i z humorem opowieść. Z niecierpliwością czekałam na wydanie kolejnej książki spod ich pióra, ponieważ po przeczytaniu “Drania z Manhattanu” chciałam o wiele więcej. Chociaż kocham twórczość tych autorek osobno, to razem tworzą mieszankę iście wybuchową. To fantastyczne pisarki, które dzięki swojej ciężkiej pracy i zapewne zarwanych wielu nocek, napisały książkę, przy której mamy możliwość się odprężyć i zrelaksować. Uwielbiam te autorki, ponieważ są nam w stanie dać wszystkie możliwe uczucia i emocje. Kreatywność obu Pań jest po prostu wyjątkowa. Bardzo cenię sobie sposób, w jaki budują historie miłosne: jak poznajemy bohaterów, ich wzloty i upadki, jak zmagają się z codziennością, jak się czują względem siebie oraz jak reagują na uczucia.


Panie Keeland i Ward piszą, lekko, spójnie i bardzo ciekawie. Nie gubią się w wątkach, szczerze mówiąc, czasami było mi trudno odgadnąć, która autorka pisze w danym momencie. Dialogi były sensowne, a przejście z rozdziału w rozdział płynne i zharmonizowane. Mamy tu przedstawiony punkt widzenia Kendall, jak i Cartera, co niezmiernie mnie cieszy. Lektura wciągnęła mnie już od pierwszej strony i byłam bardzo ciekawa, jaką historię tym razem dostanę. Jakiś czas temu czytałam “Turbulencję” Whitney G. i tę książkę uwielbiam, ale gdybym miała wybierać, którego pilota bardziej polubiłam to zdecydowanie i bezkompromisowo wygrywa Carter. Jego osoba jakoś bardziej do mnie przemawia.


“Playboy za sterami” został napisany w bardzo wciągający sposób. Postacie były ujmujące i wiarygodne. Książka jest naprawdę interesująca z dobrze wymyśloną fabułą i zwrotami akcji. Bohaterzy zostali fantastycznie rozwinięci. Chemia pomiędzy Carterem i Kendall była już od samego początku wyczuwalna i namacalna. Aspekt romantyczny był poprowadzony świetnie, ze smakiem i jestem pewna, że wielu czytelników pokocha tę parę tak samo, jak ja. Podobało mi się to, jak rozwijały się relacje między bohaterami i to, że byli wobec siebie szczerzy, mimo tego, że znali się tak krótko. Wszystko dookoła nich wydawało się takie naturalne i bezpośrednie.

W Brazylii poznają się lepiej, spędzają ze sobą mnóstwo czasu, a kiedy ich mini wakacje chylą się ku końcowi, to żadne z nich nie potrafi się ze sobą rozstać i powrócić do rzeczywistości. Nie spodziewali się tego, że ta mała przygoda stanie się dla nich czymś cudownym i zarazem wyjątkowym. To, co dzieje się wokół bohaterów to istna trąba powietrzna, która przetacza się przez całą kulę ziemską wypełnioną śmiechem, lękiem, uczuciami i romansem.


“Kiedy zajechaliśmy na terminal odlotów, z ledwością hamowałam łzy. To naprawdę koniec. Myśl o tym, że już nigdy więcej nie zobaczę Cartera, przyprawiała mnie o mdłości. Spędziłam z nim tylko dwa dni, a mimo to czułam się, jakby znał mnie lepiej niż większość ludzi”.


Jedną z najlepszych rzeczy, która mi się podobała w tej książce to koncepcja romansu wakacyjnego (myślę, że tak to można nazwać), która była według mnie naprawdę dobra. Byłam pod wrażeniem pięknie opisanych miejsc, które Carter i Kendall eksplorowali.


Carter zdobył mnie od samego początku. Ten mężczyzna był bardzo intrygujący, czarujący i to tego gorący jak diabli pilot. W najbliższym czasie nie planował się ustatkować, bo odpowiadało mu życie, jakie dotychczas prowadził. Uwielbiałam jego zabawną i dowcipną stronę. Niektóre jego wypowiedzi rozśmieszały mnie do tego stopnia, że płakałam ze śmiechu. Jest pewny siebie i mimo łatki playboya i bawidamka, był człowiekiem o naprawdę złotym sercu. Kiedy poznaje Kendall, jego zachowanie ulega zmianie i pragnie z nią tych rzeczy, przed którymi jeszcze do niedawna tak się bronił.


“Straciłem dla ciebie głowę. Nigdy nie czułem czegoś takiego. Nie wiem, co przyniesie jutro. Nie wiem nawet, gdzie są moje cholerne spodnie! Wiem tylko, że nie mogę pozwolić ci odejść, kotku - Przytuliłem ją mocno. - Nie mogę pozwolić ci odejść”.

Kendall to niesamowita bohaterka, która znajduje się w trudnej sytuacji życiowej i jest postawiona pomiędzy młotem a kowadłem. Jest silna, uparta, skryta i impulsywna. Żyje chwilą i spędza z Carterem dużo czasu, włócząc się za nim po świecie. Dzięki Carterowi zaczyna się otwierać i opowiadać o swoim życiu. Czasami mnie irytowała, ale i tak ją bardzo polubiłam. Kendall i Carter świetnie się razem prezentują i wyglądają naprawdę uroczo, ale czy ich romans przetrwa? Czy może jednak los ich spróbuje rozdzielić?


Podsumowując “Playboy za sterami” to kolejny wspaniały duet Vi Keeland i Penelope Douglas. To porywająca opowieść o dwojgu ludzi, którzy próbują odnaleźć siebie i jednocześnie odkrywając siebie nawzajem. Jeżeli szukacie czegoś fantastycznego i lubicie czytać romanse, to jest to zdecydowanie książka dla Was, a Carter na pewno skradnie Wasze serca, bo moje już ma.

Polecam :)

https://girlsbookslovers.blogspot.com/2019/01/vi-keeland-penelope-douglas-playboy-za.html#more

pokaż więcej

 
2019-01-16 17:22:54
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione
Autor:
Cykl: Friend-Zoned (tom 1)

Valentina "Tina" Tomic to kobieta po przejściach, która ma problem z zaangażowaniem się po tym, jak została zraniona przez byłego faceta. Postanowiła opuścić Kalifornię i przeprowadzić się do Nowego Jorku, aby zostawić przeszłość daleko w tyle. Jest właścicielką butiku "Zafira", który znajduje się naprzeciw klubu "Biały Królik", którego właścicielem jest nieziemsko przystojny, jednak ponury... Valentina "Tina" Tomic to kobieta po przejściach, która ma problem z zaangażowaniem się po tym, jak została zraniona przez byłego faceta. Postanowiła opuścić Kalifornię i przeprowadzić się do Nowego Jorku, aby zostawić przeszłość daleko w tyle. Jest właścicielką butiku "Zafira", który znajduje się naprzeciw klubu "Biały Królik", którego właścicielem jest nieziemsko przystojny, jednak ponury Nikolai "Nik" Leokov. Tina postanowiła zrobić coś, aby piękny nieznajomy nareszcie się uśmiechnął, co skutkuje rozpoczęciem nowego rozdziału w jej życiu i niesamowitą przyjaźnią.

"-W końcu kto wysyła facetowi cukierki? - zakrywam twarz dłonią, śmieję się zażenowana.
Rozluźnia ramiona, a na jego twarzy pojawia się ulga. Śmieje się z mojej reakcji.
-Przyznaję, że wydawało mi się to dość dziwne, ale teraz, kiedy cię znam, sądzę, że to było słodkie.
Opuszczam dłonie, odwracam do niego zaczerwienioną twarz i uśmiecham się.
-Więc nadal jesteśmy przyjaciółmi?
Szczerzy zęby w uśmiechu.
-O, tak."

Czy pomiędzy Nikiem a Tiną rozwinie się głębsze uczucie, czy pozostaną przyjaciółmi?
A może tylko jedna ze stron okaże większe zainteresowanie, a druga będzie wolała pozostać w relacji przyjacielskiej?

"Nie wiem jak to wyjaśnić, nie wychodząc na mięczaka. Nigdy wcześniej nie czułem niczego podobnego do kobiety. Dzięki niej mój dzień staje się jaśniejszy. Jestem szczęśliwy, gdy z nią przebywam. Nigdy nie byłem w tym dobry, ale chcę okazywać jej uczucia, bo jest takim moim małym głuptasem. Uwielbiam w niej to, że ma serce na dłoni. Wszystkim, których spotyka, użycza kawałeczek swojego wielkiego serca."

Belle Aurora dwudziestopięciolatka urodzona w Australii z chorwackimi korzeniami. Swoją przygodę z pisaniem powieści rozpoczęła w lutym 2018 roku. Ja rozpoczęłam zapoznanie z twórczością autorki od książki "Friend-zoned", w której poznajemy Tinę i Nika. Już po tej pierwszej historii jestem nieodwracalnie zakochana w powieściach Pani Belle i z ogromną niecierpliwością będę wyczekiwać kolejnych tytułów z jej nazwiskiem. Sposób pisania jest wręcz niesamowity. Początkowo obawiałam się, że otrzymam przesłodzone romansidło, w którym będą same ochy i achy. Jednak wcale tak nie było. Jest to powieść napisana z ogromnym poczuciem humoru, niejednokrotnie się śmiałam w głos i przestawałam czytać, żeby się uspokoić. Pomimo ogromnej dawki humoru nie zabrakło tu również innych emocji - smutku, żalu, bólu, niepewności, ale także tragedii, które w pewien sposób dosięgły każdego z bohaterów.

Bardzo podoba mi się to, jak autorka nadała cechy charakteru dla każdej z postaci, indywidualne, które nadają im niesamowitego uroku. Pokochałam głównych bohaterów, każdy z nich miał swój cudowny charakter, i spędziłam przyjemne chwile, poznając ich chociaż częściowo. Wszyscy razem tworzyli idealną spójność. Tina to osoba wielkoduszna gotowa oddać swoje serce na tacy, aby tylko uszczęśliwić innych, jest w stanie rzucić wszystko po to, aby wspomóc drugą osobę w potrzebie, momentami nie zastanawiając się, jakie może mieć konsekwencje jej postępowanie, nie cofnie się przed niczym, aby chronić osoby, na których jej zależy, jednak dźwiga też na swoich barkach ogromną stratę, ogromny żal i podziwiam ją, że po tym, co ją spotkało, nadal jest w stanie być tak pogodną kobietą. Nik no w tym skubańcu to się chyba zakochałam, jest uroczy i tak naprawdę po prostu brak mi słów, by cokolwiek więcej o nim napisać, jest nieziemski!! Tak samo Max i "Duch", są to postacie niezwykle pozytywne, w pewien sposób zakręcone, ale i troskliwe o dobro najbliższych. Wspomnę też tylko odrobinkę o przyjaciółkach Tiny - Nat, Mimi i Loli, są to takie osoby, za którymi można w ogień skoczyć, są lojalne i szczere, a gdy trzeba, staną za tobą murem.

Autorka nie zafundowała nam cnotliwej historii, jest to powieść o miłości, jednak nie łatwej, tylko o takiej, na drodze której staje wiele przeciwności, również o stracie, bólu i tęsknocie. Jedak bohaterowie się nie poddają i walczą o swoje wymarzone szczęście. Mi ta historia bardzo się podobała i mam ogromną nadzieję, że będzie tak samo w Waszym przypadku, tylko koniecznie musicie dać szansę tej powieści, do czego gorąco Was zachęcam.

Psss... Cieszę się, że kolejny tom będzie opowiadał historię "Ducha", którego osoba mnie zaintrygowała swoją tajemniczością i dystansem do ludzi. Jestem ciekawa, co kryję się pod skorupą twardziela.

https://girlsbookslovers.blogspot.com/2019/01/belle-aurora-friend-zoned-valentina.html#more

pokaż więcej

 
2019-01-14 11:18:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Kiedy przeczytałam opis tej książki, to wiedziałam, że muszę ją koniecznie mieć, ale z drugiej strony obawiałam się tego, jak autorka przedstawi romans młodej dziewczyny z mężczyzną, który jest od niej starszy o dziewiętnaście lat oraz jak Pani Douglas poradziła sobie z pociągnięciem fabuły i tematem tabu. Jednak moje obawy okazały się niepotrzebne, ponieważ zrobiła to naprawdę... Kiedy przeczytałam opis tej książki, to wiedziałam, że muszę ją koniecznie mieć, ale z drugiej strony obawiałam się tego, jak autorka przedstawi romans młodej dziewczyny z mężczyzną, który jest od niej starszy o dziewiętnaście lat oraz jak Pani Douglas poradziła sobie z pociągnięciem fabuły i tematem tabu. Jednak moje obawy okazały się niepotrzebne, ponieważ zrobiła to naprawdę pierwszorzędnie. Ja wychodzę z założenia, że jeśli się kogoś darzy czystym i prawdziwym uczuciem, to różnica wieku nie gra roli, choć zapewne nie każdy się ze mną zgodzi. Z własnego doświadczenia o tym wiem, ponieważ między mną a moim mężem jest osiem i pół roku różnicy, ale nie odbiegając od tematu, zapraszam Was do zapoznania się z moją opinią na temat książki, którą jest “Birthday girl”. Na wstępie przytoczę jeden z cytatów, który bardzo mi się spodobał.

“ Czas mija szybciej od wystrzelonej kuli, a strach podsuwa nam wymówki. Pragniemy ich, bo powstrzymują nas od zrobienia tego, co powinniśmy zrobić. Nie wątp w siebie, nie podważaj własnych decyzji i nie pozwól, aby strach cię przed czymś powstrzymał. Nie bądź leniwa. Nie rób niczego, opierając się tylko na tym, jak szczęśliwi będą przez to inni”.

Naszą bohaterkę Jordan poznajemy w dniu urodzin, które dziewczyna, zamiast spędzić ze swoim chłopakiem, wybiera się samotnie do kina na film z lat osiemdziesiątych. Poprzez mały incydent, który jej się zdarza, poznaje seksownego, starszego mężczyznę. Seans filmowy, który miał być w pojedynkę, Jordan spędza z nieznajomym. Jak się później okazuje to ojciec jej chłopaka- Pike Lawson, u którego z powodu pewnej nieprzyjemnej sytuacji będzie zmuszona zamieszkać wraz ze swoim chłopakiem.
Jednak nie spodziewała się tego, że ojciec Cola nie będzie jej obojętny, mimo tak dużej różnicy wieku, jak się później okazuje ze wzajemnością.

Co wyniknie z tego trójkąta?
Czy Pike będzie umiał wstrzymać swoje uczucia, względem dużo młodszej od siebie Jordan?
Czy każde z nich otrzyma swoje szczęśliwe zakończenie?

WOW co to za historia!!! Ta książka wręcz uzależnia, że nie sposób jej odłożyć i na pewno każda sekunda jej poświęcona nie była zmarnowaną.
Do tej pory przeczytałam tej autorki “Dręczyciela” oraz “Dopóki nie zjawiłaś się ty” i śmiem twierdzić, że “Birthday girl” jak na razie jest moją ulubioną książką Pani Douglas, do której wiem, że kiedyś wrócę. Uwielbiam książki o zakazanej miłości, która nie powinna mieć miejsca, a jednak los jest przewrotny i zaskakuje nas w najmniej oczekiwanym momencie. Podobało mi się to, że autorka non stop budowała napięcie pomiędzy Jordan i Pike, nie rzuciła ich w swoje ramiona już na samym początku, tylko każe nam czekać na odpowiedni moment. Napięcie pomiędzy tą dwójką jest wręcz parzące, aż iskry lecą i naprawdę czekałam na moment, w którym w końcu ulegną i się rzucą na siebie. Jednak to nie tylko historia o zakazanym romansie, to również opowieść o sile i przebaczeniu.

Historia napisana jest z dwóch punktów widzenia, co bardzo uwielbiam i sobie cenię w książkach, zawsze to podkreślam w moich recenzjach. Dzięki takiej narracji mamy możliwość poznania bliżej myśli, odczuć i zachowania obu stron, a nie tylko jednej. Autorka pociągnęła fabułę i temat tabu w naprawdę ciekawy sposób. Dzięki swojemu stylowi pisania potrafiła mnie, jako czytelnika wciągnąć w opowieść, którą przelała na kartki papieru. Z powodu lekkości i płynności książkę się czyta w mgnieniu oka i nie chce się z nią tak szybko rozstawać. Penelope Douglas świetnie sobie poradziła z wykreowaniem i rozwojem bohaterów, można było poczuć z nimi więź w moim przypadku, ja taką poczułam z Jordan, która wie, czego chce i nie boi się po to sięgać. Postacie drugoplanowe w całą książkę wnoszą naprawdę dużo uroku i wspierają Pike’a i Jordan.
Autorka zrobiła kawał dobrej roboty w stworzeniu przyjaźni Pike’a i Jordan, która powoli rozkwitała i zamieniała się w ciepłą i uwodzicielsko piękną miłość.

“Ciągle mnie drażni i trafia we wszystkie czułe punkty. Wiedziała, że doprowadzi mnie do takiego stanu, chciałem, żeby to zrobiła. Gdzieś w głębi duszy zawsze miałem zakodowane, że nie mogę jej nie mieć”.

Jordan mimo swoich dziewiętnastu lat jest dojrzała jak na swój wiek, ale w sercu to wciąż młoda kobieta. Mieszka w małym miasteczku, gdzie pracuje i chodzi do szkoły, ma chłopaka, który posiada swoje priorytety na uboczu. Według mnie dziewczyna dysponuje wszystkimi cechami, na które możemy liczyć w tak młodej bohaterce. Jest inteligentna, pracowita, współczująca, ma godną podziwu siłę woli wynikającą z jej determinacji, uwielbia piosenki i filmy z lat osiemdziesiątych.

Cole to nieodpowiedzialny gówniarz, którego nie polubiłam już na samym początku. Ciągle się lansuje, zostawia Jordan samą sobie, dużo imprezuje i jest leniwy. Na miejscu dziewczyny już dawno bym go w tyłek kopnęła i zostawiła, bo co to za pożytek z takiego chłopaka, który o Ciebie nie dba. W jednej sytuacji zachował się naprawdę szczeniacko. Przez jego zachowanie Jordan i Pike się do siebie zbliżyli, spędzali dużo czasu ze sobą, chociaż wiedzieli, że to nie w porządku.

Pike to trzydziestoośmioletni dojrzały, przystojny i czarujący facet, który w młodości musiał szybko dorosnąć. Jest właścicielem firmy budowlanej, nigdy nie miał żony, ale młodo został ojcem Cola, z którym nie ma zbyt dobrego kontaktu. Mimo wszystko kocha syna i chce mu pomóc. Ten bohater to seksowna mieszanka odpowiedzialnego ojca i namiętnego kochanka. Darzy Jordan uczuciem, które według niego jest zakazane i nie na miejscu, do tego dochodzi różnica wieku. Jednak nie potrafi się trzymać od niej z daleka.

“Nie mogę zobaczyć własnego syna, a gdy w końcu się z nim widzę, nie chce ze mną rozmawiać. To, że ślinię się na samą myśl o jego byłej dziewczynie, co nie zdarzało mi się wcześniej przy żadnej innej kobiecie, na pewno nie pomaga”.

Reasumując “Birthday girl” to kuszący i powolny zakazany romans, który idealnie jest wypełniony odpowiednią ilością niepokoju i emocji, to również powieść, która nadała nowego znaczenia dla słowa “zabronione”, to kolejka górska z niesłabnącą barierą intensywnych i skomplikowanych odczuć.
Z przyjemnością Wam polecam tę książkę. Naprawdę warto dać szansę tej historii, ponieważ pokazuje, że różnica wieku pomiędzy bohaterami w związku jest najmniej istotna, gdy w grę wchodzą uczucia.

A czy dla Was duża różnica wieku, jest przeszkodą, żeby stworzyć trwały związek? Czy może nie przywiązujecie to tego zbytnio uwagi?

Kasia

https://girlsbookslovers.blogspot.com/2019/01/penelope-douglas-birthday-girl-patronat.html

pokaż więcej

 
2019-01-11 10:15:39
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Elementals (tom 3) | Seria: Young

Tym razem nasza piątka drużyny Elementals ma za zadanie zdobyć głowę Meduzy. Jest to jedyny sposób, aby pokonać najgroźniejszego z Tytanów - Tyfona, którego dusza opuściła portal i zmierza teraz w drogę po ciało. Jedyną metodą na unicestwienie Tyfona jest zabójcze spojrzenie Meduzy, nasi bohaterowie, aby zdobyć jej głowę, muszą najpierw uzyskać Złoty Miecz Ateny. W tym celu wybierają się na... Tym razem nasza piątka drużyny Elementals ma za zadanie zdobyć głowę Meduzy. Jest to jedyny sposób, aby pokonać najgroźniejszego z Tytanów - Tyfona, którego dusza opuściła portal i zmierza teraz w drogę po ciało. Jedyną metodą na unicestwienie Tyfona jest zabójcze spojrzenie Meduzy, nasi bohaterowie, aby zdobyć jej głowę, muszą najpierw uzyskać Złoty Miecz Ateny. W tym celu wybierają się na mroźną Antarktydę do zamku bogini śniegu Chione. Po ciężkiej walce w lodowej krainie zdobywają miecz, mają broń, która może unicestwić Meduzę. Jakież jest ich zdziwienie, gdy nagle pojawia się Ethan i oferuje swoją pomoc.

Czy pomoc Ethana jest bezinteresowna?

Czy naszej piątce bohaterów uda się odnaleźć i zabić Meduzę?

"-Głowa Meduzy - odczytała na głos tytuł rozdziału. - Dlaczego o tym nie pomyślałam? Meduza potrafi jednym spojrzeniem zamienić każdą żywą istotę w kamień. I ta jej moc działała, nawet gdy się obetnie jej głowę. - Mówiła coraz głośniej i przysuwała Księgę coraz bliżej siebie, najwyraźniej opracowywała już jakiś plan. - Nawet nie będziemy musieli walczyć z Tyfonem. Musimy tylko obciąć Meduzie głowę, zabrać ją pod Etnę i sprawić, by Tyfon spojrzał jej w oczy, gdy tylko wyjdzie spod góry. Natychmiast zmieni się w kamień. "

To już trzecia część z serii Elementals. Podobnie jak w poprzednich autorka skupia się na bohaterach Nicole i Blake. Ich miłość rozkwita coraz bardziej, jednak nie są w stanie do końca cieszyć się sobą, gdy światu zagraża niebezpieczeństwo. Dodatkowo nie są do końca pewni zamiarów Ethana, mimo, że chłopak zapewnia, iż wybaczył Nicole, wszyscy podchodzą z lekkim dystansem do jego osoby. Bardzo mi się podobało rozwinięcie wątku Chrisa i Kate, od samego początku widać, że ta dwójka nie jest względem siebie obojętna i w końcu autorka skupiła na nich swoją uwagę, jednak czuję mały niedosyt i mam nadzieję, że w kolejnych częściach bardziej rozwinie się ich uczucie. Serię tę cechują okładki, na każdej z części przedstawiony jest inny bohater i jego żywioł, adekwatny do treści książki. W tej części bardzo ważne zadanie będzie należeć do Danielle, którą najmniej lubię z całej piątki, jednak dziewczyna swoją postawą i determinacją nieco zyskała w moich oczach.

Michelle Madow przyzwyczaiła już nas do prostego języka, w jakim pisze, a co za tym idzie, sprawia, że książkę się wręcz pochłania. Fabuła nie jest jakoś zawiłe skomplikowana, a zadania i przeszkody, jakie stawiane są przed Władcami Żywiołów podczas wyprawy, są rozwiązywane w sposób tak błahy i prosty, iż często czytelnik zaskakiwany jest taką prostotą. Choć w tej części jedna przeszkoda, ku mojemu zdziwieniu nie została rozwiązana, a zdradzę, że to dużo namieszało w książce. "Głowa meduzy" to moim zdaniem jak dotąd najlepsza cześć serii, różni się od dwóch poprzednich, a koniec zaskakuje i pozostawia czytelnika z mnóstwem pytań. Z niecierpliwością czekam na kolejne spotkanie z bohaterami Elementals.

Marietta
https://girlsbookslovers.blogspot.com/2019/01/michelle-madow-elementals-gowa-meduzy.html

pokaż więcej

 
2019-01-10 16:23:38
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: The Beaumont Series (tom 1)

"Rany uleczy tylko czas, który paradoksalnie również przysparza bólu."

Liam i Josie mieli plany na lepsze wspólne życie, a przede wszystkim, by zawsze być razem. Jednak Liam chciał więcej i podjął decyzję o opuszczeniu swojej ukochanej i wyruszeniu w podróż za marzeniami. Po upływie dziesięciu lat w jednej z gazet Liam znajduje artykuł, z którego dowiaduje się o tragicznej śmierci swojego...
"Rany uleczy tylko czas, który paradoksalnie również przysparza bólu."

Liam i Josie mieli plany na lepsze wspólne życie, a przede wszystkim, by zawsze być razem. Jednak Liam chciał więcej i podjął decyzję o opuszczeniu swojej ukochanej i wyruszeniu w podróż za marzeniami. Po upływie dziesięciu lat w jednej z gazet Liam znajduje artykuł, z którego dowiaduje się o tragicznej śmierci swojego przyjaciela z czasów szkolnych. Po uroczystości pogrzebowej postanawia spotkać się z kobietą, która była dla niego wszystkim i nadal pragnie, aby Josie była jego tym razem już na zawsze.

"Nigdy nie pomyślałabym, że ponownie zobaczę chłopaka, który skradł moje serce i zapomniał je oddać.
Szczerze mówiąc, nie jestem pewna, czy chce je odzyskać."

Czy nie jest za późno, aby Liam odzyskał Josie?
Jaka niespodzianka spotka Liama po powrocie do rodzinnego miasta?
Czy kobieta oddała swoje serce innemu mężczyźnie?

"Byłam wtedy przekonana, że naprawdę spędzimy razem całe życie. Wydawało mi się, że nasza miłość była wyjątkowa. Może jakoś przebolałabym, gdyby zakochał się w innej, ale on wyjechał... Powiedział, że się dusił."

Heidi McLaughlin pochodzi z północno-zachodniej części Stanów Zjednoczonych, wydała ponad dwadzieścia powieści, które cieszą się ogromną popularnością. Pierwszą wydaną przez autorkę książką jest "Forever My Girl", która ciesząc się dużym uznaniem wśród czytelników, doczekała się ekranizacji. Premiera filmu odbyła się 19 stycznia 2018 roku. Jakie są moje uczucia względem tej książki? Czy naprawdę jest godna uwagi? Uważam, że tak, jest to jedna z tych pozycji, które wzbudziły we mnie ogromne emocje. Niejednokrotnie poruszyła mnie do tego stopnia, że łzy lały się strumieniami i nie byłam w stanie dalej czytać, musiałam odłożyć ją, chociaż na chwilę, co przychodziło mi z ogromnym trudem, ponieważ chciałam poznać tę historię do samego końca jak najszybciej.

Fabuła książki jest napisana tak, że wszystko toczy się swoim idealnym tempem, dobrze ze sobą współgra, żaden z wątków nie jest na siłę wydłużany, ale także nie jest nic przyśpieszane ani ubarwiane. Autorka nie serwuje bohaterom cudownego, sielankowego, usłanego różami życia, wręcz przeciwnie zafundowała im trudności codziennego życia, przeciwności losu, które niejednokrotnie stają na zarówno ich, jak i naszej drodze każdego dnia. Ukazuje tu w idealny sposób emocje bohaterów, gdy znajdują się w przeróżnych sytuacjach takich jak żal po stracie ukochanej osoby / przyjaciela i straconym czasie, którego już nie będzie dane im nadrobić, ból z powodu skrzywdzenia jedynej kobiety na którejkolwiek Liamowi zależało, ale ukazuje też nadzieję na to, że jeszcze nie wszystko jest stracone, a przede wszystkim miłość nieskończoną i nieograniczoną, nawet po upływie wielu lat. Jak mówi przysłowie "stara miłość nie rdzewieje". Autorka pokazuje, że pomimo ogromnie zranionego serca czasami warto dać drugą szansę miłości.

Liam jest bardzo ciekawą postacią, popełnił w swoim życiu masę błędów, chociażby taki, że zostawił ukochaną, aby dążyć do celu i spełnienia marzeń. Marzenia się spełniły, został gwiazdą, jednak serce pozostało tam, gdzie Josie. Podobało mi się jego późniejsze zachowanie, to jak wziął na siebie całkowitą odpowiedzialność za czyny i próby odkupienia i nadrobienia straconego czasu. Natomiast Josie, jej to dopiero współczułam, znalazła się między "młotem a kowadłem" nie dziwię się, że miała problem, aby podjąć właściwą decyzję (a taką właśnie podjęła) z jednej strony były chłopak, którego darzyła niewyobrażalnym uczuciem, a który złamał jej serce wyjeżdżając, by się spełniać i realizować marzenia, nawet nie pytając jej o zdanie czy miałaby chęć z nim pojechać. Z drugiej Nick, który trwał przy niej, gdy najbardziej tego potrzebowała, był bezpieczną przystanią i wsparciem w trudnych chwilach. Chociaż przyznam szczerze, że były momenty, gdzie zachowanie Nicka mnie irytowało, gdy próbował Josie dyrygować i narzucać to, co mu pasowało.

Książka jest pięknie napisana. Jest to historia romantyczna, ale na pewno nie o łatwej miłości. Jako że był to debiut autorki, uważam, że zrobiła kawał dobrej roboty, wydając tę historię i z niecierpliwością wyczekuję kolejnych tomów serii 'Beaumont", ponieważ bardzo polubiłam wszystkich bohaterów i jestem ciekawa ich dalszych losów. A Was serdecznie zachęcam do przeczytania tej książki, uważam, że jest to historia godna poznania.

Polecam

Paula
https://girlsbookslovers.blogspot.com/2019/01/heidi-mc-laughlin-forever-my-girl-rany.html

pokaż więcej

 
2019-01-10 09:50:55
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Raven (tom 3) | Seria: Young

"To niezwykłe, jak jedna podróż może zmienić człowieka. Przyjazd na tę wyspę był dla mnie podróżą w głąb siebie. Rzeczy, których się o sobie dowiedziałam, nie nauczyłaby mnie żadna szkoła; to była jedna z tych przysłowiowych lekcji życia, których trzeba doświadczyć, a ja doświadczyłam ich boleśnie na własnej skórze. Dowiedziałam się kim naprawdę jestem i co potrafię. Ta wiedza wywróciła moje... "To niezwykłe, jak jedna podróż może zmienić człowieka. Przyjazd na tę wyspę był dla mnie podróżą w głąb siebie. Rzeczy, których się o sobie dowiedziałam, nie nauczyłaby mnie żadna szkoła; to była jedna z tych przysłowiowych lekcji życia, których trzeba doświadczyć, a ja doświadczyłam ich boleśnie na własnej skórze. Dowiedziałam się kim naprawdę jestem i co potrafię. Ta wiedza wywróciła moje życie do góry nogami "

Po zamieszkach, do jakich doszło podczas koronacji Piper, której ostatecznie nie było, dziewczyna jest rozdarta. Nie potrafi sobie poradzić z tym że przez to, kim jest, straciła już kilka osób. Mimo że nie kochała mężczyzny, który miał stać się jej mężem, to bardzo przywiązała się do Zandera, a teraz wraz z jego bratem Zane'm cierpią po jego śmierci. Dziewczyna jednak nie poddaje się, jest zdeterminowana walczyć o byt świata, w którym to, po zatarciu się granic między żywymi i umarłymi coraz częściej na ziemi pojawiają się zmory i zabijają ludzi. Dodatkowo Rada starszych nie zgadza się, na jej związek i ślub z Zane'm i wyznacza innego kandydata na męża. Dziewczyna przeciwstawia się ich decyzji i zaczyna walkę o jej związek z Zane'm, jak i batalię o losy całego świata.

Czy miłość jest w stanie pokonać wszystkie przeszkody w świecie zasad narzucanych z góry?

Czy na ziemi znów zapanuje harmonia?

Kim jest nowy kandydat na męża Piper?

"Po śmierci Zandera coś we mnie pękło. Wiedziałam, że już nigdy nie będę bezczynnie siedzieć, gdy trzeba działać. Zmory nie były zwyczajnymi umarlakami, były zagrożeniem dla nas wszystkich. A walka z nimi stała się dla mnie sprawą osobistą - i byłam w stanie je powstrzymać. Bycie zwiastunką śmierci przestało mi przeszkadzać. "

Muszę przyznać, że bardzo mi się podoba zmiana, jaka zaszła w osobie Piper. Ta beztroska dziewczyna, którą poznaliśmy w części pierwszej, już dawno odeszła w zapomnienie. Mamy teraz pewną siebie, waleczną i zdeterminowaną osiemnastkę. Dziewczyna dobro świata i bliskich przekłada nad swoje i mimo to, że czasem widzimy, że jest zagubiona, to nie poddaje się, dąży by wszystko, było tak jak powinno być. W tej części trochę zabrakło mi jej uszczypliwych dialogów, za które tak polubiłam zarówno ją, jak i Zane'a. Co do samego Zane'a, to chłopak nam zmiękł, stał się bardzo uczuciowy w stosunku do Piper. Ten zimny i mroczny mężczyzna czasami mnie zaskakiwał tą swoją wylewnością, ale jako Kosa śmierci nie stracił na wizerunku, ani troszkę. Gwarantuję, że jego postawa zaskoczy Was niejednokrotnie. Zdecydowanie jest to para bohaterów, której wspomnienie wywołuje uśmiech na twarzy.

"Symetria dusz" to już ostatnie spotkanie z mieszkańcami wyspy Raven Hollow. Książka po raz kolejny wprowadza nas w magiczny, a jednocześnie niebezpieczny świat, w którym odór śmierci czuć na każdym rogu. Seria ta swoim klimatem przypomina "Zmierzch", ale na tym podobieństwo się kończy, mamy tu zmory, żniwiarzy, zwiastunki śmierci. To wszystko sprawia, że czytelnik zatraca się w lekturze do cna. Autorka trzyma nas w napięciu od początku do końca, idealnie nakreśla fabułę tego niebezpiecznego świata, a czytelnik nie chce go opuszczać zbyt szybko. Niestety to, co dobre szybko się kończy tak jak przygoda na wyspie Raven Hollow, a ja już wiem, że wrócę do tej serii z pewnością.

Polecam

Marietta
https://girlsbookslovers.blogspot.com/2019/01/j.html

pokaż więcej

 
2019-01-08 10:09:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Siostry Shakespeare (tom 2)

Kitty Shakespeare studentka, która marzy o ogromnej karierze w Hollywood i pracy jako producentka filmowa. Niestety zamiast upragnionego stażu, musi zadowolić się pracą jako opiekunka syna u znanego producenta Everetta Kleina. Praca, która będzie wiązała się z koniecznością wyjazdu na okres świąteczny do zaśnieżonej Wirginii.

Adam Klein to brat pracodawcy Kitty, również producent i mistrz w...
Kitty Shakespeare studentka, która marzy o ogromnej karierze w Hollywood i pracy jako producentka filmowa. Niestety zamiast upragnionego stażu, musi zadowolić się pracą jako opiekunka syna u znanego producenta Everetta Kleina. Praca, która będzie wiązała się z koniecznością wyjazdu na okres świąteczny do zaśnieżonej Wirginii.

Adam Klein to brat pracodawcy Kitty, również producent i mistrz w tworzeniu filmów dokumentalnych. Niefortunne zdarzenie sprawia, że musi na pewien czas opuścić Los Angeles i zaszyć się w małej chatce postawionej nieopodal domu jego rodziców.
Drogi tych dwojga przecinają się, Kitty zachwycona urokiem nieznajomego brodacza Adama poznaje go ze strony aroganckiego drania, obrażonego na cały świat. Jedak czy nie jest to tylko maska, pod którą skrywa się zraniona dusza?

"Wpatrywała się w niego uważnie, próbując zrozumieć, kim tak naprawdę jest ten mężczyzna. Gniewnym zabójcą jeleni, brodatym gburem, dobrym wujkiem... żadne z określeń nie opisywało w pełni człowieka, którego dotyk tak ją przed chwilą rozpalił. Był wielowymiarowy, cholernie skomplikowany. Trudniejszy do rozgryzienia niż równania kwadratowe.
A jednak niczego nie pragnęła bardziej, niż rozwiązać tę zagadkę."

Jakim człowiekiem okaże się Adam Klein?
Jaką skrywa tajemnicę?
Czy Kitty uda się otrzymać wymarzony staż?
Czy pomiędzy Adamem i Kitty rozwinie się większe uczucie?

"Nie ma nic złego w odrobinie romantyzmu. Nie ma też nic złego w snuciu nierealnych marzeń. Bylebyśmy tylko nie stali się przez to ślepi na ciemną stronę rzeczywistości. W końcu, w każdej bajce jest jakiś czarny charakter. Romantyzm nie polega na udawaniu, że zło istnieje, tylko na pokazywaniu go."

Carrie Elks pisze opowiadania, odkąd była dzieckiem, uwielbia powieści, w których bohaterowie mają wady i problemy z przeszłości, które próbują przezwyciężyć. To moja pierwsza styczność z twórczością tej autorki. Zachęcona zarówno piękną okładką, jak i intrygującym opisem sięgnęłam po tę propozycję. Jak wrażenia? Bardzo mi ta książka przypadła do gustu i już teraz mogę Was zapewnić na samym początku pisania tej recenzji, że zostanę fanką jej twórczości.

"Miłość zimową porą" jest to historia piękna i bez wątpienia romantyczna, w której odnajdziemy całą paletę emocji. Spotkanie dwojga ludzi, którym nie jest pisana łatwa miłość, tylko od samego początku na ich drodze pojawia się wiele przeciwności i jakby tego było mało, są to dwa całkowicie odmienne charaktery. Adam początkowo gburowaty, bardzo arogancki wręcz powiedziałabym chamski dla tej uroczej, ze złotym sercem dziewczyny. W późniejszym jednak czasie pokazuje swoją druga naturę Pana romantycznego. Adam to mężczyzna po traumatycznych przejściach, niosący na swych barkach ogromną tajemnicę, o której wiedzą tylko nieliczni. A my dowiadujemy się o wszystkich wydarzeniach, które go spotkały tak naprawdę na końcu powieści. Przyznam szczerze, że spodziewałam się całkowicie czegoś innego i tu autorka zaskoczyła mnie, jednak w jak najbardziej pozytywny sposób. Bohaterowie są wykreowani w ciekawy sposób, każdy z nich ma swoje wady i zalety, problemy codziennego życia, są tak naturalni, że wszyscy bez wyjątku zdobyli moją sympatię. Fakt, niektórzy z nich potrafili mnie niesamowicie zirytować i był moment, w którym ogromną niechęcią darzyłam Everetta, dopóki nie wyjaśniło się do końca jego postępowanie.

Idealnym dopełnieniem powieści i oddającym w całości świąteczny klimat jest miejsce, w którym toczy się większość rozgrywającej się akcji, a mianowicie domek na skraju lasu nieopodal jeziora, co w mojej wyobraźni miało zapierający dech w piersiach widok.
Podsumowując: uważam, że "Miłość zimową porą" to tak naprawdę książka na każdą porę roku i umili wam wieczór. Jest to opowieść bez wątpienia romantyczna, ale nie jest też przesłodzona z odpiednią ilością niewiadomych kart, które stopniowo są odkrywane, uzyskacie też tutaj solidną dawkę humoru. Liczę na to, że spodoba Wam się tak bardzo, jak mi. Ja jestem tą historią oczarowana i z niecierpliwością wyczekuję kontynuacji. Mam nadzieję, że będzie równie dobrze napisana, jak tom pierwszy.

Paula
https://girlsbookslovers.blogspot.com/2019/01/carrie-elks-miosc-zimowa-pora-kitty.html

pokaż więcej

 
2019-01-06 12:07:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione

“Każdy ma swoją przeszłość, którą należy zostawić w spokoju. Po to jest teraźniejszość, by budować nowe rzeczy, odkrywając nowe lądy. Powinniśmy marzyć o przyszłości i trwać każdego dnia w postanowieniu doskonalenia się”.

Kiedy Emi poznaje tajemnice ukochanego, staje się rozluźniona i zaczyna rozkwitać w związku. Podejmuje nawet pracę w laboratorium wuja Matta- Jamesa, który nie jest do niej...
“Każdy ma swoją przeszłość, którą należy zostawić w spokoju. Po to jest teraźniejszość, by budować nowe rzeczy, odkrywając nowe lądy. Powinniśmy marzyć o przyszłości i trwać każdego dnia w postanowieniu doskonalenia się”.

Kiedy Emi poznaje tajemnice ukochanego, staje się rozluźniona i zaczyna rozkwitać w związku. Podejmuje nawet pracę w laboratorium wuja Matta- Jamesa, który nie jest do niej pozytywnie nastawiony. Ich sielanka nie trwa długo, gdy na ich drodze staje James, który za wszelką cenę będzie chciał zniszczyć związek swojego siostrzeńca. Do tego koszmary z przeszłości dają o sobie znać, a intryga goni intrygę.

Jak się potoczą losy bohaterów?
Czy miłość Matta i Emi przetrwa tę próbę?
Czy jednak kolejne intrygi zniszczą ich związek?
Dlaczego James jest tak negatywnie nastawiony do Emilii?

Ania Dąbrowska nie zawodzi po raz kolejny. Utrzymuje kontynuację na poziomie, nie gubiąc się w wątkach. Pozwala nam zaobserwować, jak związek Emi i Matta rozkwita, jak kobieta się odnajduje w nowej pracy i to jaką niechęć czuje do niej James. Ten człowiek nie cofnie się przed niczym, by ich rozdzielić.
Uważam, że ta część ma w sobie więcej dramy niż w poprzednim tomie. Poznajemy niektórych osób prawdziwe twarze, wyjaśni się sytuacja przyjaciółki Emi, ale również przeszłość kobiety daje o sobie znać. Emilia czuje się zagubiona, przytłoczona i przede wszystkim się boi. Jednak miłość Matta dodaje jej otuchy, ale zakochani ciągle się uczą zaufania i miłości względem siebie.

Przeczytanie tej lektury znowu zajęło mi tylko jeden wieczór. Po raz kolejny zostałam wciągnięta w wir zdarzeń i intryg. Podobało mi się to, że autorka w kilku miejscach postanowiłam napisać fragmenty z punktu widzenia Matta tylko szkoda, że było ich tak mało. Zdecydowanie podoba mi się ta odsłona Ani niby obyczajówka, ale taka inna. Książka wywiera w czytelniku wiele różnorodnych emocji. Styl pisania autorki się nie zmienia, jest nadal lekki i płynny, postacie są bardziej dojrzalsze, co bardzo przypadło mi do gustu.

Bohaterzy nie mają lekko ani tak naprawdę chwili wytchnienia. Emi za każdym razem, kiedy coś się dzieje, to ucieka tak samo, jak i Matt. Trochę mnie to denerwowało, bo zamiast usiąść i porozmawiać to się na siebie złościli, kłócili i uciekali. Chociaż w tej części Emi już tak nie ucieka.

“Nie sztuką jest kogoś porzucić i próbować zacząć wszystko od początku. Sztuką jest trwać przy nim w zrozumieniu”.

Co do intrygi, którą zaplanował James, to myślę, że Emi, zamiast wyjeżdżać powinna zostać i się z tym zmierzyć, bo czasami, jeśli źle coś zinterpretujemy, to narażamy się niepotrzebnie na smutek, ból i cierpienie. Jednak myślę, że ta rozłąka też im coś dała.

“Rozłąka uczy nas pokory, pozwala przejrzeć się w odbijającym prawdę zwierciadle duszy. Prawdziwa miłość żyje w nas na wieki. Nigdy nie umiera, choć nieraz boli…” .

Podsumowując “Jedno życie” to kontynuacja losów Emi i Matta, którzy tym razem musieli się zmierzyć z nowymi intrygami i z przeszłością. Ta książka pokazuje, jak tych dwoje walczy o siebie nawzajem, jak się uczą miłości i zaufania. Co do końcówki to jest zaskakująca i mam nadzieję, że to tak się nie skończy.
Jedyne co mi teraz pozostaje to czekać na trzeci i zarazem ostatni tom tej pięknej serii. Z całego serducha Wam tę książkę polecam, jak i poprzednią część oczywiście.

Sami poznajcie historię Matta i Emi. Pozwólcie, żeby autorka przewiozła Was rollercoasterem emocji, gdzie góruje podstęp, walka o siebie nawzajem i przyjaźń.

https://girlsbookslovers.blogspot.com/2019/01/anna-dabrowska-jedno-zycie-kazdy-ma.html#more

pokaż więcej

 
2019-01-05 11:03:17
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Emilia to kobieta na ogół spokojna, ale przeżyła w swoim życiu ciężkie chwile, które odbiły na niej swoje piętno. Do tego żyła w związku bez miłości z Anatolem, którego zostawiła miesiąc przed ślubem. Pracowała jako tłumacz i asystentka w niewielkiej firmie w Warszawie, która zajmowała się wynalazkami polepszającym komfort życia. Kiedy Emi wyjeżdża do Londynu w sprawach związanych z pracą,... Emilia to kobieta na ogół spokojna, ale przeżyła w swoim życiu ciężkie chwile, które odbiły na niej swoje piętno. Do tego żyła w związku bez miłości z Anatolem, którego zostawiła miesiąc przed ślubem. Pracowała jako tłumacz i asystentka w niewielkiej firmie w Warszawie, która zajmowała się wynalazkami polepszającym komfort życia. Kiedy Emi wyjeżdża do Londynu w sprawach związanych z pracą, poznaje w samolocie przystojnego i młodego Anglika- Matta.

“- Matt. Miło mi. - Wyciągnął do mnie dłoń, której niezaprzeczalnym atutem były długie i szczupłe palce.
- Emi - bąknęłam i podałam mu swoją. To wystarczyło, by poraził mnie prąd i poczułam rozkoszne ciepło w całym ciele”.

Między tą dwójką nawiązuje się nić porozumienia i wzajemne przyciąganie. Mimo obaw, jakie Emilia czuje do nieznajomego, zgadza się na proponowany przez niego układ, który budzi w niej strach, ale również zachwyt.
Jednak jak się okazuje, Matt nie jest z Emi do końca szczery i skrywa przed nią pewne tajemnice.

Czy Emi je pozna?
Czy Matt się otworzy przez piękną Emilią?
Jaką traumę przeżyła kobieta?

Przyznam szczerze, że kiedy dostałam do recenzji “Jedną chwilę”, nie wiedziałam czego się spodziewać po tej książce, co tym razem autorka wymyśliła i czy po raz kolejny jej twórczość mnie zachwyci. Zachwyciła to w sumie mało powiedziane, ta książka mnie oczarowała i podbiła moje serce. To pierwszy tom trylogii i zarazem poprawiona wersja, którą Anna Dąbrowska opublikowała pod pseudonimem Laven Rose w 2015 roku.
Książki Ani nie należą do zwykłych. Każda historia zawiera w sobie tajemnice, które autorka przed nami stopniowo odkrywa. Jestem szczerze i nieodwracalnie zakochana w jej twórczości, ponieważ jej opowieści potrafią do mnie przemówić i pozwalają mi zrozumieć przekaz, który Ania umieszcza w swoich książkach.

Historia miłosna Matta i Emi nie była łatwa, wiecznie coś stawało na ich drodze do szczęścia, do tego były tajemnice i niedopowiedzenia. Oboje są poranieni i dźwigają swój własny bagaż, ale czy miłość ich uzdrowi?

“Wiedziałam, że prawdziwa miłość jest w stanie uzdrowić poranioną duszę”.

Tę opowieść czytałam z zapartym tchem i pochłonęłam ją w jeden wieczór. Fabuła była naprawdę bardzo ciekawa i przemyślana, a całego uroku dodają jej bohaterzy pierwszo, jak i drugoplanowi, od których nie bije sztuczność. Uwielbiam styl, jakim pisze autorka, jest lekki i płynny, dzięki czemu książkę czyta się, bardzo szybko w sumie powiedziałabym, że aż za szybko kartki papieru przelatują nam między palcami. Ja podczas tej lektury mogłam się wyciszyć i przenieść do świata wykreowanego przez Anię. Myślę, że ta pozycja jest dobra na zimowe wieczory, kiedy możemy się zagrzebać pod ciepłym kocykiem z kubkiem gorącej i parującej czekolady bądź herbaty z pachnącą cytryną.

Chciałabym teraz przybliżyć Wam troszkę bohaterów, na pierwszy ogień idzie Emilia. Kobieta jest silna, potrafiła się podnieść po tragedii, jaka ją spotkała, ale z drugiej strony straciła wiarę i pewność siebie. Do tego związek z Anatolem to kompletna klapa, gdzie nie było nawet miłości i Emi czuła się jakby żyła pod kloszem. Jednak miała wspaniałą przyjaciółkę Agnieszkę, która ją zawsze wspierała. Mieć kogoś takiego w swoim życiu to skarb :) :) :)
Jak to się mówi “po burzy zawsze wychodzi słońce” i tym słońcem dla Emi był Matt.

“Matt wbił w moje zielone tęczówki swoje chłodne niebieskie oczy. Sprawił, że przez chwilę poczułam się tak, jakbym tonęła w oceanie”.

Anatol to materialista, drań i zwykła wyrachowana kanalia, mogłabym w niego rzucać różnymi niecenzuralnymi epitetami. Manipuluje Emilią i chce z niej zrobić kurę domową, która mu się we wszystkim podporządkuje. Zresztą jego matka to wcale nie lepsza stara, głupia kwoka.

Matt ahhhhhhh ten Matt, książę czaruś bym rzekła. Przystojny, niebieskooki o kasztanowych włosach, na którego widok miękną kolana. Był bardzo tajemniczy, ale z drugiej strony nie owijał w bawełnę i podzielił się z Emi kilkoma informacjami na swój temat. Ja to bym zapewne po usłyszeniu tego uciekła, gdzie pieprz rośnie. Był poraniony i skrywał w sobie tajemnice o, których wiedział jego wujek i przyjaciel. Nawet miałam kilka teorii, co mógł ukrywać. Pierwsza to pranie brudnych pieniędzy, druga produkcja narkotyków, a trzecia to handel i produkcja nielegalnej broni. Jednak moje przypuszczenia były błędne i w życiu bym się nie domyśliła, że ukrywa coś takiego. Z jednej strony pomyślałam, że autorka mogła dać coś bardziej wiarygodnego, ale z drugiej była to dość ciekawa koncepcja, z którą się nigdy nie spotkałam.

Podsumowując “Jedna chwila” to książka romantyczna, ciekawa, miejscami zaskakująca i przede wszystkim tajemnicza. Autorka porusza wiele tematów, które gdzieś tam na świecie się dzieją. Polecam Wam serdecznie tę książkę, ale musicie mieć koniecznie obok siebie drugą część, ponieważ po zakończeniu pierwszej będziecie chcieli od razu znaleźć odpowiedzi.

A czy Ty byś potrafiła/ił zaryzykować, żyć chwilą podejmując ryzyko?

Kasia
https://girlsbookslovers.blogspot.com/2019/01/anna-dabrowska-jedna-chwila-emilia-to.html

pokaż więcej

 
2018-12-29 11:54:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Elyse Douglas - „Świąteczny list”

„Kiedy niespodziewanie lądujesz w poprzednim stuleciu, musisz zrobić dwie rzeczy: nie zakochać się i wrócić do swoich czasów.”

Eve Sharland uwielbia buszowanie po sklepach z antykami, a jej nowym celem stała się pozycja o bardzo chwytliwej nazwie „Miniony czas”. Szczególną uwagę kobiety przyciągnął lampion wykonany z żelaza, ozdobiony czterema oszklonymi...
Elyse Douglas - „Świąteczny list”

„Kiedy niespodziewanie lądujesz w poprzednim stuleciu, musisz zrobić dwie rzeczy: nie zakochać się i wrócić do swoich czasów.”

Eve Sharland uwielbia buszowanie po sklepach z antykami, a jej nowym celem stała się pozycja o bardzo chwytliwej nazwie „Miniony czas”. Szczególną uwagę kobiety przyciągnął lampion wykonany z żelaza, ozdobiony czterema oszklonymi okienkami, wewnątrz którego znajdował się nieotwarty list pochodzący z 24 grudnia 1885 roku i tu ogromne zaskoczenie zaadresowany do osoby o identycznym imieniu i nazwisku mieszkającym tak jak Eve w Nowym Jorku. Wzruszona historią przeczytaną w liście postanawia spełnić prośbę, która została tam zawarta, co sprawia, że cudem powraca do roku 1885.

„Eve zdała sobie sprawę, że wydarzyło się coś nie do pomyślenia. Niemożliwe stało się możliwe. Niewyobrażalne się ziściło. Nastąpiło coś szokującego, coś nie z tej ziemi.. albo całkowicie zwariowała.
Zdecydowanie nie! To nie był sen. Miała wyraźny puls. Obrazu i zapachy były prawdziwe. Siedzący obok niej mężczyzna, ubrany w stylu retro i wyglądający jak aktor z filmu kostiumowego, również był prawdziwy.”

Co znajdowało się w liście?
Co wydarzy się, gdy Eva cofnie się w czasie do roku 1885?
Czy kobiecie uda się odnaleźć lampion i powrócić do teraźniejszości?
Czy zmieni bieg historii?

„Eve podparła głowę ręką, wpatrując się odważnie w Patricka. Nie uciekł od jej wzroku, więc siedzieli tak, lustrując siebie nawzajem. Eve czuła, jak spowija ją prawdziwa magia, jak się otwiera – jakby otworzyły się jakieś drzwi i zawisła pomiędzy rzeczywistością a światem fantazji. Była tu w tym dziwnym świecie z mężczyzną, który ją poruszał i ekscytował jak żaden inny – nigdy i nigdzie przedtem. Czuła się lekko oszołomiona i odurzona tym człowiekiem, którego przenikliwy wzrok zdawał się sięgać aż do najgłębszych zakamarków jej serca.”

Elyse Douglas i tu niespodzianka, ponieważ jest to pseudonim małżeństwa: Elyse Parmentier i Douglasa Penningtona, są autorami wielu książek, których motywem przewodnim były podróże w czasie. „Świąteczny list” jest moją pierwszą stycznością z twórczością tej pary i na pewno nie ostatnią, gdyż bardzo przypadł mi do gustu sposób oraz styl pisania. Uwielbiam, gdy w powieściach pojawia się magia, czy powrót do całkowicie innych czasów. Autorzy przenieśli nas do epoki, w której królowały bogate, cudownie zdobione suknie i przystojni arystokraci, gdzie nieznany był telefon komórkowy, samochód, internet a luksusem dostępnym tylko dla najbogatszych była energia elektryczna. Świetnie przybliżyli nam tamtejsze obyczaje i klimat. (Ja sama po przeczytaniu tej propozycji nabrałam ochoty, by przymierzyć te obszerne suknie i choć przez chwilę pobyć na salonach arystokracji).

Początkowo czułam się troszkę zagubiona, czytając pierwsze rozdziały, jednak sposób, w jaki autorzy wprowadzają nas w balów, salonów i spotkań arystokracji jest wprost niewyobrażalny i z każdą kolejną przeczytaną stroną byłam coraz bardziej ciekawa losów głównej bohaterki Eve. Jeśli chodzi o samych bohaterów powieści, są oni bardzo fajnie wykreowani, każda z nich ma nadane swoje wyjątkowe cechy, co czyni, że są oni niepowtarzalni i barwnie przedstawieni. Polubiłam wszystkich, jednych bardziej, innych troszeczkę mniej, gdyż niektórzy swoim zachowaniem po prostu mnie irytowali. Najbardziej polubiłam Millie, Patricka, Eve i oczywiście Johna Allistera, denerwował mnie natomiast jego brat Albert, który uważał, że gdy posiada pieniądze i władzę to wszystko mu wolno i każdy będzie robił to, co chce bez żadnego sprzeciwu. Ogromnym plusem były również opisy Nowego Jorku, które przedstawiły nam obraz tego cudownego miasta z całkowicie innej strony, z czasów gdzie nie było centrów handlowych i wieżowców.

„Świąteczny list” był dla mnie znakomitą odskocznią od szarej zimowej codzienności i przyjemnym umileniem chłodnego wieczoru. Gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę propozycję, aby chociaż na chwilę przenieść się do magicznego Nowego Jorku z roku 1885. Obiecuję, że warto.

Polecam

Paula
https://girlsbookslovers.blogspot.com/2018/12/elyse-douglas-swiateczny-list-kiedy.html

pokaż więcej

 
2018-12-27 12:38:47
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione
Autor:
Cykl: Kaci Hadesa (tom 3) | Seria: Editio Red

Są takie książki, do których po przeczytaniu wiemy, że już więcej nie wrócimy, ale są również takie, które wyryją nam się w pamięci na bardzo długi czas i z pewnością znów po nie sięgniemy. Z czystym sumieniem mogę Wam powiedzieć, a raczej napisać, że “Uleczone dusze” to moja ulubiona część z serii Katów Hadesa.

“Czymże są słowa? Czasami jedno spojrzenie oczu, jeden rumieniec mówią wszystko....
Są takie książki, do których po przeczytaniu wiemy, że już więcej nie wrócimy, ale są również takie, które wyryją nam się w pamięci na bardzo długi czas i z pewnością znów po nie sięgniemy. Z czystym sumieniem mogę Wam powiedzieć, a raczej napisać, że “Uleczone dusze” to moja ulubiona część z serii Katów Hadesa.

“Czymże są słowa? Czasami jedno spojrzenie oczu, jeden rumieniec mówią wszystko. Słowa mogą zranić. Milczenie może uleczyć”.

Maddie kilka miesięcy temu została uwolniona z Zakonu, który naznaczył ją na całe życie. Żyje w ciągłym strachu. Tylko jedna rzecz, a raczej osoba sprawia, że dziewczyna czuje się bezpiecznie. To Flame. Mężczyzna, który zabił jej oprawcę brata Mojżesza, który codziennie ją krzywdził w fizyczny, jak i psychiczny sposób, odkąd skończyła sześć lat. Jest wdzięczna Flameowi i już od samego początku czuje z nim namacalną więź.
Maddie po uwolnieniu przesiaduje dzień w dzień przy oknie, obserwując swojego wybawcę, który tak, jak i ona dzień i noc stoi na straży pilnując jej i zapewniając bezpieczeństwo. Dziewczyna kocha rysować i przenosi na kartki papieru życie, jakiego pragnie zaznać z Flamem. To życie wolne od strachu, pełne miłości i wzajemnego dotykania się. Sęk w tym, że oboje nie mogą znieść dotyku. Maddie wie, że nigdy nie zazna takiej miłości, jaką darzą się Mae i Styx czy Lilah i Ky, ale kiedy coś niedobrego zaczyna się dziać z Flame’em, to właśnie ona będzie próbowała wszystkiego, by mężczyzna wyszedł cało z otchłani, która go pochłonęła.

Czy jej się poszczęści?
Dlaczego Flame się tak okalecza?
Czy uda im się wzajemnie uleczyć swoje dusze?

“Obserwowałam cię, Flame. Obserwowałam cię jak ty mnie. I widziałam, że uwalniasz płomienie. Liczyłam wraz z tobą, gdy zadawałeś sobie rany, uwalniając to, co w twoim przekonaniu w tobie płynie. - Nogi zaczęły mi się trząść, gdy uniosłam nóż nad jego ramieniem. - Nie odbiorę ci życia, ale pomogę ci uwolnić płomienie. Zostanę tu z tobą, aż do mnie wrócisz. Aż znów staniesz się moim Flame’em”.

Cóż stwierdzam, że po zapoznaniu się z tą książką z czystym sercem nadaje jej miano najlepszej, jaką przeczytałam do tej pory. Ta opowieść mnie kompletnie zgniotła, podeptała, po prostu czasem miałam problem ze złapaniem głębszego oddechu. Zaznaczam na wstępie, że to nie jest pozycja dla ludzi o słabych nerwach. Historia jest piękna, smutna, bolesna, że nie sposób powstrzymać łzy. Wiecie co, jest mi bardzo trudno napisać cokolwiek na temat Flame’a i w ogóle tej książki. Cholerka to, co go spotkało, po prostu nie mieści się w głowie. Wierzcie mi, ale ja naprawdę bardzo przeżywam wszystko podczas czytania, miejscami nie potrafiłam się uspokoić i musiałam odkładać książkę na bok. Już jakiś czas temu skończyłam czytać “Uleczone dusze”, ale do tej pory mi siedzi w głowie ta historia. Tak wiele bym Wam chciała napisać o niej, jednak nie mogę tego zrobić i odbierać Wam całą przyjemność z czytania. Myślę, że ta książka była wszystkim, czego chciałam, a nawet i więcej. Już od pierwszej części poczułam więź z Flame’em i wiedziałam, że jego historia powali mnie całkowicie na kolana i rozłoży na łopatki. Było tu kilka bardzo mrocznych, pokręconych scen, ale związek Flame’a i Maddie był silny, piękny i wzruszający mimo, że ich droga jest wyboista i przejdzie wiele trudu. Ta książka mnie zniszczyła i złamała moje biedne serce, by na koniec je poskładać na nowo. Wiedziałam, że to nie będzie łatwa lektura do czytania, ale historia miłosna Maddie i Flame’a jest warta tych wszystkich cierpień i katuszy, które przeżywałam. Tillie Cole to jedna z moich ulubionych autorek, której twórczość wiem, że mnie nigdy nie zawiedzie. Naprawdę wykonała kawał świetnej roboty, tworząc tak realne, zepsute i cierpiące postacie za pomocą pięknych i emocjonalnych historii. Jej słowa poruszają, sprawiają, że czujemy wszystko to, co przechodzą bohaterzy i nie potrafimy się z nimi rozstać. Fabuła jest świetna, utrzymana na poziomie, bohaterzy są idealni, których pokochałam od samego początku, mamy tu dwa punkty widzenia z czego szczerze jestem zadowolona, dialogi spójne, do niczego się nie przyczepię, bo nie ma do czego, wszystko jest po prostu perfekcyjne.

Flame nie jest jak wszyscy inni. Uważany był za dziwadło, któremu schodziło się z drogi. Czy na pewno taki był? Może to życie go do tego zmusiło, które było pełne bólu, agonii i przede wszystkim płomieni, które rozpalają jego krew i niszczą duszę. Nie potrafił rozmawiać z innymi, nie rozumiał ich gestów czy okazywanych emocji. Zdaje mi się, że cierpiał na, którąś z odmian autyzmu, mimo że nie było o tym wspomniane w książce. Ten bohater jest jedną z najbardziej zepsutych, pięknych i niezapomnianych postaci. Wychował się w pewnej chorej kulturze religijnej, gdzie wmawiano mu, że w jego żyłach płynie samo zło. Flame to złamany człowiek, który się okalecza, bo tylko w taki sposób może wypędzić płomienie ze swojego ciała. Kiedy Maddie pojawia się w jego życiu, od razu czuje potrzebę chronienia jej, jest jego takim światełkiem, czuje z nią więź i nie pozwoli na to by jej się kiedykolwiek stała krzywda.

“Wiem, że czujesz płomienie w swojej krwi. Wiem, że wierzysz, że masz w sobie zło. Ale jestem tu po to, by cię przekonać, że jest inaczej. Ponieważ sądzę, że ktoś ci to wmówił, tak jak brat Mojżesz wmówił coś mnie. I możliwe, że nigdy mi nie powiesz kto i dlaczego. Może nigdy się nie dowiem, dlaczego śpisz na podłodze. Może nigdy się nie dowiem, dlaczego kaleczysz się zawsze jedenaście razy, ale wiem, że nie jesteś zły Flame. Jak możesz być zły, skoro napełniasz mnie taką nadzieją?”.

Maddie to kolejna przeklęta, która czuje wdzięczność do Flame’a, bo to właśnie on ją uwolnił od koszmaru, w którym żyła przez lata wraz z siostrami. Stała się Flame’a odkąd ją uratował, pilnował dzień i noc, jest jego, bo to właśnie przy nim czuje, że żyje. Jest silną kobietą, pomimo tego ile wycierpiała. Darzy Flame’a prawdziwym i szczerym uczuciem, jest jej bratnią duszą.

Co do postaci drugoplanowych to oczywiście pojawiają się w tej części również Styx, Mae, Ky, Lilah oraz AK i Viking najlepsi przyjaciele Flame’a, których wprost uwielbiam. Są zawsze tam, gdzie Flame, chronią go, próbują pomóc ludziom zrozumieć jego zachowanie. Mieć takich przyjaciół to prawdziwy skarb.

Uważam, że Maddie i Flame to jedna z najpiękniejszych par, jakie spotkałam dotychczas w książkach. Sposób, w jaki walczą o siebie nawzajem, chronią się bądź, jak ich miłość pokonuje ich zepsute dusze, jest po prostu piękne. Uczą się jak sobie ufać, uczą się swojego dotyku. To było naprawdę zapierające dech w piersiach, ich miłość była warta tych mrocznych przeżyć, które przeczytałam o ich przeszłości. Oboje przeszli przez piekło, ale wyszli z tego razem silniejsi niż kiedykolwiek.

Podsumowując “Uleczone dusze” to kolejna fantastyczna część z serii Kaci Hadesa. Te książki są czymś więcej niż tylko książkami dla czytelników, to opowieści o przezwyciężaniu przeciwności, uzdrawianiu starych ran, odchodzeniu od przeszłości i pozwalaniu miłości uleczyć dosłownie wszystko.
Z całego serducha Wam polecam tę część, musicie ją koniecznie przeczytać, a mi pozostaje się zabrać za “Odkupienie” i sprawdzenie, czy będzie tak dobre, jak poprzednie trzy części.


https://girlsbookslovers.blogspot.com/2018/12/tillie-cole-uleczone-dusze-sa-takie.html#more

pokaż więcej

 
2018-12-19 15:47:58
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Agata i Piotr (tom 1)

Agata i Piotr - dwoje ludzi, dla których życie nie było łaskawe i niejednokrotnie wykopało na ich drodze potężne doły. Oboje chcą zapomnieć o tym, co było i rozpocząć swoje "nowe" życie z czystą kartą. Los chciał, że ich życiowe ścieżki się przecinają, jednak co zgotował im tym razem? Jaki scenariusz jest dla nich przygotowany? Czy odnajdą w końcu swoją drogę wiodącą ku szczęściu?
„Agata...
Agata i Piotr - dwoje ludzi, dla których życie nie było łaskawe i niejednokrotnie wykopało na ich drodze potężne doły. Oboje chcą zapomnieć o tym, co było i rozpocząć swoje "nowe" życie z czystą kartą. Los chciał, że ich życiowe ścieżki się przecinają, jednak co zgotował im tym razem? Jaki scenariusz jest dla nich przygotowany? Czy odnajdą w końcu swoją drogę wiodącą ku szczęściu?
„Agata uśmiechnęła się. Tamten dzień był bowiem przełomowy. Gdy wstawała rano, nie sądziła, że wizyta w bibliotece odmieni jej życie i to o sto osiemdziesiąt stopni, sprawiając, że mężczyzna, który skradł jej serce i o którym wciąż nie mogła zapomnieć, mimo przeciwności losu, będzie szedł obok niej i ani na moment nie spuszczał wzroku z jej osoby. Była oszołomiona i niemożliwie szczęśliwa. Wszystkie wcześniejsze problemy wydawały jej się w tamtym momencie tak odległe, że w mig o nich zapomniała. Jedyne, co czuła, to rosnąca w duszy radość.”
Adriana Rak mama, żona i blogerka, mieszkająca w Gniewinie, miejscowości, w której rozgrywa się również akcja jej debiutanckiej powieści „Uwikłani”. Przyznam się, że dość długo zbierałam się, aby rozpocząć tę powieść, z jednej strony po przeczytaniu wielu pozytywnych recenzji, byłam bardzo jej ciekawa, a z drugiej miałam obawy, czy trafi ona w moje gusta. Z zapałem sięgnęłam po nią kilka dni temu, zaczęłam czytać i z każdą kolejną stroną mój entuzjazm spadał. Niestety kompletna klapa. Nie spodobał mi się ani styl, w jakim została napisana książka, ani poprowadzona akcja. Był tu poruszany temat, który na ogół w powieściach mi nie przeszkadza, jeżeli są to jakieś pojedyncze epizody, a następnie próby odratowania tego, co zostało zepsute. Jednak tu motyw zdrad tak naprawdę wałkowany jest na okrągło, co potwornie mnie zirytowało. Natomiast, jeżeli chodzi o głównych bohaterów, są to postacie nudne, bezbarwne, monotonne, ciągle analizujące, co jest dobre, co złe, co on myśli, dlaczego zachował się tak, a nie inaczej itd. Nie poczułam z nimi absolutnie żadnej więzi, nie potrafiłam wczuć się w przedstawione tu sytuacje, ani postawić się na ich miejscu. Przebrnęłam przez nią, wynudzając się okropnie, do końca jednak mając nadzieję, że trafię w końcu na coś, co mnie przyciągnie do tej powieści, niestety, tak się nie stało. Brakowało mi jakiegoś takiego dreszczyku, tego czegoś, co nas przy książce przytrzyma, zachęci.


Kochani, mi ta książka kompletnie nie przypadła do gustu. Jednak uważam, że opinię na temat książki powinniście wyrobić sobie sami. Może akurat Wam się spodoba albo i nie tak jak było w moim przypadku. Po kolejne książki tej autorki raczej nie sięgnę. Aczkolwiek nigdy nic nie wiadomo.
Paula
https://girlsbookslovers.blogspot.com/2018/12/adrianarak-uwikani.html

pokaż więcej

 
2018-12-15 11:34:03
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Mężczyzna z honorem (tom 1)

Para przyjaciół – Julia Sinclar, dziewczyna o dobrym sercu i szczerym sposobie bycia i Jaxson Reid, arogancki złośnik i typowy niegrzeczny chłopiec, mający też drugie oblicze honorowego i wrażliwego na cudzą krzywdę. Los chciał, że ich drogi się połączyły w dość nietypowej, niezbyt komfortowej sytuacji i utworzyła się między nimi silna więź przyjaźni, lecz pojawia się też chemia, której pewnej... Para przyjaciół – Julia Sinclar, dziewczyna o dobrym sercu i szczerym sposobie bycia i Jaxson Reid, arogancki złośnik i typowy niegrzeczny chłopiec, mający też drugie oblicze honorowego i wrażliwego na cudzą krzywdę. Los chciał, że ich drogi się połączyły w dość nietypowej, niezbyt komfortowej sytuacji i utworzyła się między nimi silna więź przyjaźni, lecz pojawia się też chemia, której pewnej nocy ulegają i po tej nocy Jaxson wyjeżdża.

Po upływie 5 lat od owego wydarzenia Jaxson powraca do jedynej kobiety, na której kiedykolwiek mu zależało. Jednak w życiu Julii pojawił się ktoś, kto twierdzi, że jest dla niej lepszą partią i nie cofnie się przed niczym, aby kobieta na zawsze została jego.

„Oczywiście Jaxson nie jest też święty. Potrafi być arogancki, agresywny i wpadać we wściekłość. To człowiek zniszczony i zamknięty w sobie, ale także piękny, silny i honorowy. Nasza przyjaźń zaskakuje wielu ludzi, bo poza Cooperem nie ma żadnych przyjaciół, a tym bardziej przyjaciółek. Wytworzyła się między nami więź, która jest nierozerwalna. Uwielbiam wszystkie jego wady bezwarunkowo i nieodwołanie. Chociaż on sam nie wierzy w miłość, ja zawsze będę go kochała.”

Czy Julia oddała swoje serce komuś innemu?
Czy Jaxson odzyska jedyną kobietę, na której mu zależy?
Do czego jest gotów posunąć się odrzucony mężczyzna?

„W tej chwili desperacko pragnę mu powiedzieć, jak bardzo go kocham, że nigdy nie przestałam go kochać i nigdy nie przestanę, jak Bóg mi świadkiem. Będę kochała tego mężczyznę do śmierci, ale wiem, że jeszcze nie jest gotowy na te słowa, jeszcze nie teraz.”

K. C. Lynn żona i matka dwóch córeczek i przystojnych bliźniaków. Miłość autorki do romansów stała się jedną z inspiracji do napisania pierwszej własnej powieści, drugą zaś jest tata – emerytowany policjant, który nawet po skończeniu służby kontynuował współpracę z wymiarem sprawiedliwości. Na dzień dzisiejszy autorka ma na swoim koncie wydanych kilkanaście pozycji. Moja pierwsza styczność z twórczością Pani Lynn rozpoczynam od pierwszego tomu „Honorowych mężczyzn – Fighting Temptation” i tą właśnie propozycją podbiła moje serce i wiem, że z ogromną przyjemnością będę sięgała, po każdą kolejną wydaną jej książkę. Pisze w sposób prosty i przyjemny, dzięki czemu spędziłam naprawdę miłe chwile, zagłębiając się w historię tych bohaterów.

Autorka poprowadziła akcję i fabułę w rewelacyjny sposób, było wszystko, co w książkach uwielbiam, nastoletnia niespełniona miłość, następnie rozłąka na kilka lat i powrót z przytupem, ale także demony z przeszłości, z którymi bohaterowie muszą się zmierzyć, chociaż tak naprawdę to co napisałam przed chwilą to tylko niewielka część tego co znajdziemy wewnątrz, gdy zagłębimy się w lekturze. Narracja jest prowadzona dwutorowo, dzięki czemu poznajemy zarówno postać Julii i Jaxsona, z momentami wspomnień z jego wyjazdu. Bohaterowie hmm... Jest tu ich całkiem sporo. Bardzo ważne role odgrywają zarówno postacie pierwszo, jak i drugoplanowe. Moimi faworytami oczywiście są Jaxson, Sawyer, Julia i Kayla. Jaxson nerwus jakich mało i narwaniec, ale dodaje mu to w pewien sposób uroku. Chce dla wszystkich jak najlepiej, chociaż niejednokrotnie zadziałał mi na nerwy swoim nieprzemyślanym zachowaniem, aż miałam ochotę nim wstrząsnąć. Sawyer wraz z Kaylą to takie dwa słoneczka, które wychodzą po nawet najgorszej burzy, są bardzo bezpośredni i zabawni, ich poczucie humoru, czy dogryzanie Jaxsonowi wielokrotnie spowodowały, że śmiałam się w głos. Natomiast Julia jak dla mnie to osoba o złotym sercu i nieskończonych granicach cierpliwości. Napomknę też tylko słówko o czarnych charakterach, które jak w większości książek tutaj również się pojawiają i przyznam szczerze, że jest to dla mnie wręcz niewyobrażalne, do czego są gotowe się posunąć osoby zazdrosne, zawistne a przede wszystkim odrzucone i uważam, że są oni nie do końca zrównoważeni psychicznie. A tu autorka pokazała nam to w bardzo dosłowny sposób.

Pokochałam tę książkę już od pierwszych stron, spędziłam z nią naprawdę bardzo przyjemne chwile. Historia Julii i Jaxsona porwała mnie od pierwszych wersów, które przeczytałam. Wam gorąco ją polecam, obiecuję, że się nie zawiedziecie. A kończąc książkę i czytając prolog, gwarantuję, że będziecie tak jak ja czekać z ogromną niecierpliwością na kontynuację, ponieważ wbija dosłownie w fotel i stawia włosy dęba.

Jesteście gotów poznać ich historię?

Polecam.
Paula
https://girlsbookslovers.blogspot.com/2018/12/k.html

pokaż więcej

 
2018-12-13 12:32:13
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione
Autor:
Cykl: Współczesne baśnie (tom 2)

“Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma”.

1 List do Koryntian; Hymn o Miłości, Biblia...
“Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma”.

1 List do Koryntian; Hymn o Miłości, Biblia Tysiąclecia

Dawno, dawno temu była sobie dziewczynka o imieniu Griselda, która miała piękne niebieskie oczy i bursztynowe włosy. Żyła w rodzinie zastępczej u Fillmanów. Pewnego dnia w tej samej rodzinie pojawia się chłopiec o imieniu Holden. Miał podbite oko, rozciętą wargę, ciemne blond włosy, trochę za długie i kręcące się na końcach. Gris już od pierwszej chwili poczuła, że połączyła ich jakaś niewidzialna nić. Pragnęła, żeby został jej przyjacielem. Jako dzieci w tak krótkim czasie ponieśli ogromną stratę i nie zaznali zbyt wiele, szczęścia, radości i miłości.
Jednak los nie chciał ich szczędzić, zaplanował im coś gorszego. Pewnego dnia będąc na pikniku z przybranymi rodzicami, zostają uprowadzeni przez szalonego mężczyznę- Caleba Fostera.
Holden i Griselda zostają przetrzymywani w brudnej piwnicy, a ich porywacz znęca się nad nimi nie tylko psychicznie, ale i fizycznie, mając ku temu swoje chore powody. Przez trzy lata byli bici, karani, pracowali, aż pewnego dnia powiedzieli dość i zaczęli planować ucieczkę. Jednakże udaje się uciec tylko Griseldzie, a Holden zostaje złapany i utwierdzony w tym, że Gris nie żyje.

Dziesięć lat później dwudziestotrzyletnia Griselda pracuje jako niania i mieszka z chłopakiem w Georgetown. Nie ma dnia by nie myślała o Holdenie. Nie kocha swojego chłopaka, ale pozostaje w tym toksycznym związku, ponieważ czuje, że na to zasługuje, odkąd udało jej się uciec, zostawiając Holdena samego.

Holden, co jest bardzo dziwne mieszka w okolicy, w której był przetrzymywany w niewoli. Pracuje w fabryce szkła oraz zarabia na boku, biorąc udział w nielegalnych walkach. Nigdy się nie zakochał w innej kobiecie, bo w jego sercu od zawsze była i jest Gris.

Jednak dzięki pewnemu zrządzeniu losu ich ścieżki ponownie się krzyżują.

Czy Gris i Holden skorzystają z tej szansy?
Czy w końcu zaznają prawdziwego szczęścia?
Co kierowało Calebem Fosterem, żeby dopuścić się takich okropności?

“Nigdy nie pozwolę ci odejść” to druga część z cyklu Współczesne baśnie. To współczesna bajka o Jasiu i Małgosi. Historia koncentrująca się wokół życia Holdena i Griseldy. Od razu zaznaczam, że nie ma tu molestowania seksualnego ani nic z tych rzeczy. Możecie tę część śmiało przeczytać bez wcześniejszego zapoznania się z “Weteranem”. Każda książka z serii opiera się na innej bajce. Jako dziecko uwielbiałam bajki i nawet dotąd je oglądam. Autorka w świetny sposób utrzymała esencje bajki, jednocześnie wiarygodnie wprowadza nas do stworzonego przez siebie świata, gdzie góruje realność, surowość, oddanie i zaangażowanie. Przychodzą czasem takie trudne momenty dla blogera, kiedy ma się problem z wypowiedzeniem na temat danej książki i chyba mnie to właśnie dopadło. Po prostu zostałam wbita w fotel przez treść zawarta w książce, nie potrafiłam znaleźć żadnego sensownego zdania. Ja jestem typem osoby, która czytając, bierze wszystko do siebie, aż za bardzo. Opowieść Gris i Holdena naprawdę dotknęła mojego serca. Kiedy bohaterzy się śmiali, ja robiłam to razem z nimi, kiedy płakali, ja też płakałam, kiedy wyznawali sobie miłość, moje serce biło dla nich. Jako dzieci przeszli wiele. Rzucani z jednej rodziny zastępczej do drugiej, gdzie nie zaznali szczęścia ani radości. Jakby jeszcze tego było mało, to zostali porwani, gdzie przeżyli prawdziwe piekło. Przecież to były tylko dziesięcioletnie dzieci, jak patrzę na swojego syna, to nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić, gdyby jemu miało się coś takiego przytrafić albo innemu dziecku.
Pierwsza połowa książki albo może ciut więcej to opowiadanie historii, odnajdywanie siebie nawzajem i ponowne połączenie się po upływie dekady. Podoba mi się to, że autorka zastosowała opisy w czasie teraźniejszym, jak i przeszłym. Możemy poznać tu punkt widzenia Griseldy oraz Holdena, mamy możliwość poznania ich bliżej oraz ich życia w czasie, kiedy mieszkali w rodzinie zastępczej, jak i u Fostera. Najbardziej emocjonującą rzeczą w tej książce było spotkanie Gris i Holdena po latach. Ryczałam jak głupia. Chemia między nimi była wyczuwalna z daleka, ciągle ich do siebie ciągnęło, byli po uszy w sobie zakochani.

“Dla ciebie poszedłbym na koniec świata… byś poczuła moja miłość”.

Bohaterzy zostali wykreowani w świetny sposób, są autentyczni, ciepli, złamani i pokrzywdzeni, ale dzięki temu, co ich łączy są w stanie się wspierać wzajemnie i troszczyć o siebie. Jednak sielanka nie trwa długo, bo kolejne zrządzenie losu nie pozwoli im tak łatwo być szczęśliwymi. Dużą rolę odegra tu Gemma, przez którą odkładałam książkę na bok kilka razy. Podnosiła mi ciśnienie do tego stopnia, że chciałam wejść do tej książki, złapać ją za kudły i porządnie wytargać. Postacie drugoplanowe odegrały również istotną rolę w życiu Griseldy i Holdena, ale nie wszystkie były tymi dobrymi. Fabuła została poprowadzona w odpowiednim kierunku, była ciekawa i nieprzewidywalna, przechodzenie z rozdziału na rozdział było płynne i spójne. Język, którym autorka się posługuje, jest lekki, opisowy i emocjonalny. Książka wciąga już od pierwszej strony i przenosi nas w świat, w którym nie chciałby się znaleźć żaden z nas, ale niektóre momenty są tak piękne, że każdy chciałby coś takiego przeżyć w swoim życiu. Sceny seksu nie są przesadzone, wręcz namiętne i pasjonujące. Pani Regnery wspaniale oddaje szeroką gamę żywych emocji. Możemy zobaczyć na własne oczy cud, który się stał, nadzieję, ale również lęk, smutek i frustrację z powodu całego zła, które ich dotknęło.

“Nasze wspólne życie nie było łatwe. Mieliśmy mnóstwo żalu, mnóstwo smutku. Ale mieliśmy również siebie. Tak długo jak mieliśmy siebie, wszystko było do zniesienia. Wszystko było możliwe”.

Podsumowując “Nigdy nie pozwolę ci odejść” to piękna, poruszająca i pełna emocji opowieść, dzięki której poczujecie motylki w brzuchu, pięści będą się Wam zaciskały z przerażenia i złości, poczujecie radość i namiętność w sercu oraz łzy spływające po policzkach. Szczerze polecam tę książkę, ja jestem w tej opowieści zakochana i na pewno sięgnę po kolejną część z serii Współczesne baśnie.

https://girlsbookslovers.blogspot.com/2018/12/katy-regnery-nigdy-nie-pozwole-ci.html#more

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
152 152 1029
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (4)

zgłoś błąd zgłoś błąd