Aktualności
Tutaj można dyskutować na tematy związane z aktualnościami i wydarzeniami.
867233 czytelników
5717 dyskusji
106194 wypowiedziPokaż ostatnią
Ile klasy w klasyku: „Śródziemie“
02-09-2018
Autor: Marcin Zwierzchowski

W przypadku Tolkiena nie może być dyskusji o tym, czy „Władca pierścieni” to dobre czy złe książki, albo czy się zestarzały. Możemy jednak rozmawiać o tym, jak odbiór historii ze Śródziemia zmienia się wraz z wiekiem i doświadczeniem czytelnika.

liczba postów na stronie: 
książek: 48
Marcin
30-08-2018 10:16
Zapraszam do dyskusji.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 484
behemot
02-09-2018 12:37
Generalnie zgadzam się z ogólnym przesłaniem artykułu, chociaż są pewne niuanse, które odbieram nieco inaczej.
„Hobbit” nigdy do mnie nie trafił. Może jednak w mniejszym stopniu jest to kwestia faktycznie pewnego rozkroku między książką dla dzieci i mroczną fantasy dla dorosłych, a bardziej sprawa krótkiej, ograniczonej formy, która nie daje możliwości nakreślenia pełnego obrazu świata. Opowiadania (których osobiście nie lubię, więc pewnie jestem tendencyjny) mogą sie sprawdzać w różnych formułach, ale gatunkiem do którego nadają sie chyba najmniej jest epicka fantasy. Epicka to monumentalna. Monumentalna to rozbudowana. Stworzenie rozbudowanej, spójnej, kompletnej, przekonującej (dla mnie) wizji świata alternatywnego musi zająć przynajmniej... te jakieś tysiąc stron...
Filmy obejrzałem. Władca pierścieni podobał mi się, ale trochę już zatarł w pamięci. Hobbit podobał mi się mniej. Taka wielobarwna, efektowna bajka dla dużych dzieci. Pomysł, że komercyjne przedsięwzięcie obliczone na maksymalizację stopy zwrotu w drodze wymiany sensu na efekciarskie efekty dla przeciętnej (czyli najliczniejszej) publiczności, można ocenić jako poprawianie fabuły – wydaje mi się zabawny :) Książkę odbieramy kilkadziesiąt godzin, film kilka. Z natury rzeczy film jest wielokrotnym uproszczeniem i wyborem rzeczy ważnych, żeby skleić je w całość bez utraty koherentności. Jackson poradził sobie z tym dobrze, dodał kilka ozdóbek, ale niczego nie poprawił.
Co do sztywnego języka. Taka konwencja. Jest oczywiste, że w codziennym życiu ludzie nie porozumiewają się przy pomocy długich, patetycznych monologów. Granica między patosem i śmiesznym bełkotem jest cienka. Ale ramy epickiej fantasy wymagają patosu. Bez pewnej podniosłości nie ma atmosfery. W klasykach gatunku czasami jest jej nawet więcej niż u Tolkiena, np. Mgły Avalonu” to dopiero mają sztywne dialogi. Nie wiem jaka jest recepta, żeby to zrobić dobrze, ale Tolkien ją miał. Odwracając sprawę, jedynym znanym mi autorem, który potrafi używać języka potocznego w epickiej fantasy, żeby to do niej pasowało, jest Abercrombie. W mniejszym stopniu George R.R. Martin i może jeszcze Sanderson. I już raczej nikt więcej. Pewnie do tego też potrzeba jakiejś recepty :)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 3181
filozof
02-09-2018 13:24
Bym się ) pokłócił,czy to bajka dla dzieci
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 10
PietrekLecter
02-09-2018 12:43
Hmm... Ja jednak będę obstawał, że najwybitniejszym dziełem Tolkiena jest „Władca Pierścieni”. Czytałem wszystko 2-3 klasa podstawówki, a jedynym, co przeczytałem za wcześniej, była zbyt smutna „Nain i Hin Hurin. Opowieść o dzieciach Hurina”.
Najbardziej lubię lekkie i inteligentne dialogi w stylu Jarmuscha czy Tarantino, ale u Tolkiena patetyczność i „pomnikowość” postaci tworzą atmosferę.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 2849
Vemona
02-09-2018 12:56
Cóż, każdy ma prawo do własnego zdania i takiego, a nie innego odbioru treści, zarówno literackich, jak i filmowych. Ja nigdy nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że zmiany fabularne w filmie, dotyyczące Faramira i Arweny - były słuszne. Faramir i jego postawa były przez Tolkiena świadomie przeciwstawione Boromirowi i sprzeciwianie się w tej kwestii autorowi uważam za sprzeniewierzenie się jego zamysłom, natomiast rozbudowanie roli Arweny wydaje mi się bezsensowne. To był inny świat, nie należało do niego pchać naszej współczesnej poprawności politycznej.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1341
Monika
04-09-2018 02:05
Dodałabym jeszcze nieco mniej rzucające się w oczy, ale za to chyba istotniejsze, bo dotyczące pewnego ogółu, a nie jednostek, zmiany w wizerunku elfów. Chodzi mi o to ukazanie w filmie ich odchodzenia ze Śródziemia tak, jakby to było uciekanie z tonącego okrętu. Świat się wali, Zły wydaje się wygrywać, a przynajmniej bardzo poważnie zagrażać, więc spierdalamy, bo dbamy przede wszystkim o... Dodałabym jeszcze nieco mniej rzucające się w oczy, ale za to chyba istotniejsze, bo dotyczące pewnego ogółu, a nie jednostek, zmiany w wizerunku elfów. Chodzi mi o to ukazanie w filmie ich odchodzenia ze Śródziemia tak, jakby to było uciekanie z tonącego okrętu. Świat się wali, Zły wydaje się wygrywać, a przynajmniej bardzo poważnie zagrażać, więc spierdalamy, bo dbamy przede wszystkim o własne tyłki i o tyłki naszych bliskich. To mi zupełnie nie pasuje do wizji książkowej! Śmierć dla elfa nie jest tym samym, co dla człowieka, zupełnie inaczej do niej podchodzą, więc nie ma w nich miejsca na tego typu tchórzostwo w obliczu wroga. A odchodzą ze Śródziemia nie dlatego, że panoszy się Sauron, bo gdyby to był powód, to były wcześniejsze okazje, ale z całego mnóstwa innych, z Sauronem niezwiązanych powodów. Generalnie ich czas przeminął. Bo nadszedł czas ludzi, bo oni coraz bardziej się panoszą i coraz bardziej rozwijają, bo przez nich i innych świat się zmienia, bo lasów jest coraz mniej, bo życie staje się coraz szybsze, bo magia słabnie, bo... generalnie ogólna metafora tego, jak zmienia się nasz świat, że coraz mniej w nim miejsca na tradycje i wartości zakorzenione w przeszłości, a coraz więcej rozwoju i postępu. I elfy odchodzą od dawna, i nie widać we "Władcy pierścieni", że w związku z wojną odchodzą jakoś szybciej i liczniej. Za to mnóstwo ich odchodzi dopiero po wojnie, właśnie dlatego, że teraz świat Czwartej Ery należy już całkiem do ludzi i dla elfów nie ma w nim miejsca, nie potrafią się w nim odnaleźć, nie pasują do niego. To mi się w filmie bardzo nie podobało, w książce było melancholijnie o przemijaniu, a w filmie dostałam prozaiczne dbanie o własne dupy.

Oczywiście Arwena fuj i ble i w ogóle to po co? Bo nawet tej politycznej poprawności pchać nie było potrzeby, bo w książce już trochę jej było w osobie Eowiny. To ona robi wszystko to, co tradycyjnie należy do mężczyzn, ona pokazuje, że mimo zanurzenia w konserwatywnym brytyjskim światku akademickim (w Oxfordzie średniowiecze nie skończyło się chyba do dzisiaj!) autor zauważał potrzeby emancypacyjne kobiet i nie był im przeciwny. A jeśli tak, jeśli znalazło się miejsce dla "wojującej feministki", to już nie trzeba wszystkich kobiet przedstawiać tak samo. Mogła sobie Arwena pozostać taka, jaką ją autor napisał, klasyczna niedostępna księżniczka do podziwiania i wielbienia z dystansu, osiągalna dla bohatera tylko jako nagroda za wyjątkowo nieosiągalne i bohaterskie zwycięstwo. Postać archetypiczną zamieniono na niespójne stworzenie, które raz siada na koń i pędzi z odsieczą, a kiedy indziej wzdycha i niemal powiewa jak ta biała chusteczka, którą powinna żegnać swego rycerza. Rozdwojenie jaźni? Niepotrzebne.

Faramira jakoś nie pamiętam, film w całości widziałam chyba tylko raz i tak już byłam zniesmaczona wcześniejszymi przeinaczeniami, że w pewnym momencie przestałam zwracać uwagę na szczegóły treściowe i oglądałam tylko obrazki. Które, wraz z muzyką, są naprawdę godne podziwu. Ten film jest tak dobry (byłby świetny, gdyby nie Arwena i Galadriela!), że po prostu nie mogę odżałować, że nie jest równie dobrą ekranizacją, jak jest dobrym filmem. No i przez to nie ma szans, żebyśmy w ciągu wielu, naprawdę wielu najbliższych lat doczekali się nowej, lepszej ekranizacji, wreszcie oddającej sprawiedliwość dziełu Mistrza.

A po "Hobbicie" aż boję się myśleć o "Silmarillionie"...
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 3392
FannyBrawne
02-09-2018 15:34
Tom Bombadil był bardzo barwną postacią, która dodała uroku, więc nie zgodzę się, że dobrym pomysłem było pominięcie go w filmie. Natomiast co do wplecenia Arwen w fabułę całkowicie tak - nie chodzi o wymóg, że kobiety muszą odgrywać istotną rolę, bo posypią się oskarżenia o seksizm(chociaż u mnie historie z ciekawymi postaciami kobiecymi zawsze mają dużego plusa), tylko o to, że Tolkien wprowadził do swojej powieści drugoplanowy wątek miłosny, który był dość ważny dla postaci Aragorna, a opisał go tak naprawdę w dodatku pod koniec trzeciej części. Kiedy pierwszy raz czytałam trylogię to w pewnym momemcie pojawiła mi się w głowie taka myśl: ,,Ej, czemu Aragorn, bohater pierwszoplanowany, żeni się z jakąś przypadkową postacią?". W filmie Arwen została rozbudowana tak, żeby pokazać, że ona i Aragorn kochają się cały czas i żeby było widać, dlaczego ją pokochał i jaka ona jest, dzięki czemu można było się tą miłością przejąć. A zarazem nie zostało to rozwleczone na tyle, żeby film stała się melodramatem.

A tak poza tym, to uważam, że i film, i powieść są niesamowite, a to stylizowanie na stare legendy ma swój ogromny urok.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1341
Monika
04-09-2018 02:22
Ja z kolei Toma Bombadila jestem w stanie odżałować. Postacią jest niewątpliwie ciekawą, ale jednak dla fabuły w zasadzie nieznaczącą. Jest elementem nieznanego, tajemnicy głębi tego świata, ale do wyprawy nie wnosi nic istotnego, jego zniknięcie nie powoduje fabularnej luki i potrzeby uzupełniania działaniami innych postaci. Zupełnie inaczej niż w przypadku Glorfindela, którego rolę ktoś... Ja z kolei Toma Bombadila jestem w stanie odżałować. Postacią jest niewątpliwie ciekawą, ale jednak dla fabuły w zasadzie nieznaczącą. Jest elementem nieznanego, tajemnicy głębi tego świata, ale do wyprawy nie wnosi nic istotnego, jego zniknięcie nie powoduje fabularnej luki i potrzeby uzupełniania działaniami innych postaci. Zupełnie inaczej niż w przypadku Glorfindela, którego rolę ktoś musiał odegrać i niestety postawiono tam Arwenę. Choć pewnie było inaczej, Arwenie postanowiono dać kawałek akcji do odegrania, więc Glorfindel musiał zniknąć. Jego też jakoś bardzo nie żałuję, mógł go zastąpić dowolny anonimowy elf, mógł się pokazać Elrond lub któryś z jego synów, od biedy nawet Legolas by tam uszedł. Ale nie Arwena! Bo ona tam nie pasuje, bo jak się powie A, to trzeba kontynuować i przejść do B, bo jak pojechała na konną przejażdżkę i tak bohatersko wtrąciła swoje trzy grosze do Wielkiej Historii, to dlaczego potem jest wzdychająco-omdlewającą nagrodą oczekującą swojego bohatera, a nie jedzie z nim dalej bohatersko mu pomagać? Postać bezsensowna i niewiarygodna. I niestety rozwleczona melodramatycznie znacząco ponad moją wytrzymałość.
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 684
_s_iw
02-09-2018 21:12
o jezu, jak czytałeś "Bractwo...", a nie "Drużynę..." to współczuję po stokroć, bo tłumaczenie Łozińskiego to jest profanacja Tolkiena.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 805
Vayar
03-09-2018 11:35
Zależy które. Teraz funkcjonuje też Łoziński po latach korekty, gdzie wywalili te jego 'krzaty' i przywrócili oryginalne nazwy własne. :)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 148
Domi
02-09-2018 21:19
Kiedy chodziłam do ogólniaka był wielki boom na Tolkiena, jakoś wtedy premierę miał pierwszy film z serii "Władca Pierścieni", modne były gry RPG i pamiętam, że nawet zdarzyło mi się ze znajomymi rozegrać jakiś scenariusz (mowa o papierowych RPG-ach). Chodziłam na profil humanistyczny, więc oczywistym było, że na języku polskim oprócz całej listy lektur zdarzało się omawiać ostatnio czytane przez nas pozycje. Pamiętam, ze na jednej z takich lekcji jeden z moich kolegów mówił właśnie o tolkienowskiej trylogii. Nasza polonistka i wychowawczyni nawet nie dała mu dokończyć kwitując jego wypowiedź słowami, że jest to "literatura niskich lotów".
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 457
Kamil90
03-09-2018 17:00
Niestety ale fantastyka często jest tak odbierana, czego kompletnie nie rozumiem. W czym niby jest gorsza od tak popularnych kryminałów? Stworzenie nowego uniwersum jest moim zdaniem o wiele trudniejsze niż opisywanie realnych miejsc w kryminałach, czy innego typu książkach.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1341
Monika
04-09-2018 02:57
Biję brawo i proszę o więcej!

Po pierwszym odcinku cyklu wytypować temat drugiego było łatwo. Ale teraz? Cykl ma dotyczyć tylko fantasy, czy całej fantastyki bez szczegółowego podziału na gatunki? W drugim przypadku pragnę i pożądam w następnej kolejności "Diuny". Albo lewej ręki Le Guin, czyli cyklu "Hain". W pierwszym? Cóż, dla porządku trzeba by się może rozprawić z "Conanem"?

Ciekawe, czy tym razem też trafiłam?
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 676
AMisz
04-09-2018 13:19
Już teraz mogę odpowiedzieć, że tym razem nie trafiłaś :) Ale kto wie, może "Diuna" się pojawi za jakiś czas.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 495
Lukas90
12-09-2018 02:49
Pisk Nazguli, walka z orkami w Morii czy rozczepiona jaźń Golluma to pierwsze skojarzenia które mi się nasuwają kiedy ktoś wspomina o dziełach Tolkiena. Ale bardziej od książek wolałem filmy Jacksona, bo to od nich zacząłem swoją przygodę z gatunkiem fantasy. Oczywiście po oryginał również sięgnąłem. Po Tolkienie był Sapkowski. Z gatunku fantasy przerzuciłem się na kryminały, horrory i fantastykę naukową. I tak już pozostało do dziś. Jednakże po przeczytaniu artykułu jakoś mnie tak naszła chęć na jakąś powieść o krasnoludach. Wyłącznie o krasnoludach [ lekturę ,,Hobbita'' mam już za sobą ] Czy możecie mi polecić jakichś autorów w tej kwestii ?
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
zgłoś błąd zgłoś błąd