„Wesele” Stanisława Wyspiańskiego. Dramat, mem, inspiracja?

LubimyCzytać LubimyCzytać
28.11.2021

Stanisław Wyspiański użył hucznej i szalonej imprezy w Bronowicach jak soczewki skupiającej wady i zalety Polaków. Użył ponad 120 lat temu. Dziś młodzież w szkołach się z „Weselem” męczy. Niektórzy tylko w szkolnych ławach lub na teatralnej widowni przechodzą swój „Damaszek” i potem, nie tyle oślepieni, ile oświeceni, już się od dramatu odczepić nie mogą. Wybrani z niektórych sami biorą się za bary ze spektaklem, próbują go odczytać po nowemu. Jeszcze inni, wybrani z wybranych spośród niektórych piszą o „Weselu”: analizują, habilitują, tłumaczą...

„Wesele” Stanisława Wyspiańskiego. Dramat, mem, inspiracja?

Dramat pisany na gorąco. Wesele stało się „Weselem”

wesele Stanisław WyspiańskiDwudziestego listopada minęło 121 lat od momentu, kiedy w wiejskim domu (nie „chacie” – to był solidny, duży dom kryty strzechą, ale bliżej mu było pewnie do dworku niż wiejskiej chaty z biednej Małopolski). Jadwiga Mikołajczykówna świętowała zaślubiny z Lucjanem Rydlem. Niespełna cztery miesiące później, ich wesele zmieniło się w „Wesele”, wywołując wzburzenie (wielu) i zachwyty (grupa chyba z początku mniej liczna). Jakżeby inaczej, skoro sporo zaproszonych na premierę gości, z Panną Młodą i Panem Młodym włącznie, mogło się na scenie rozpoznać, w dodatku nie zawsze identyfikując się z wypowiadanymi kwestiami. Jakże to tak! Ja nic takiego nie mówiłam! To zupełnie inaczej było!

Plotka o weselu Boy-ŻeleńskiProblemy ze zrozumieniem sztuki i z wielością jej scen, mieli także aktorzy. „Arcydzieło narodowe” – w marcu 1901 chyba tak nie sądzono. Dwadzieścia lat później Tadeusz Boy-Żeleński napisał w swojej „Plotce o «Weselu»...”, że wszyscy: aktorzy i publiczność dopiero uczyli się odbioru dramatu Wyspiańskiego. Pomógł w tym jeden z bohaterów: Dziennikarz, a więc Rudolf Starzewski zwany „Dolkiem”. On to, może dlatego, że w odróżnieniu od Lucjana Rydla, czy Gospodarza, a więc Włodzimierza Tetmajera nie był uwikłany w rodzinne koligacje, mógł zachować większy dystans i w swoich felietonach wyłapywał niuanse, tłumacząc krakowskiemu „towarzystwu” jak rozumieć to, co dzieje się na scenie.

Reklama

Tłumaczył Dolek, tłumaczyli inni… Bohaterowie hucznego dramatu starzeli się i umierali, zmieniali się grający ich aktorzy, a samo „Wesele” wgryzało się – i w kulturę wysoką i w mowę potoczną. Po latach można zauważyć, że tekst napisany przez Wyspiańskiego na tyle mocno wpił się w rzeczywistość, że zarówno sam tytuł, jak i cytaty z niego pochodzące stały się wręcz memami; w tym pierwotnym, jeszcze przedinternetowym znaczeniu spopularyzowanym przez Richarda Dawkinsa. Według definicji Dawkinsa memy są „jednostkami informacji kulturowej, wzorami powielanymi w zbiorowej wyobraźni”. Zresztą te internetowe memy z „Weselem” w tle też można z łatwością znaleźć.

Czy będzie to film (niekoniecznie ekranizacja Andrzeja Wajdy), czy spektakl teatralny cytaty wracają jak mantry: „... miałeś chamie złoty róg…”, „... co tam Panie w polityce…”, czy „...słowa, słowa, słowa, słowa…”, „...chłop potęgą jest i basta…”. Pada w „kulturalnym” kontekście słowo: „wesele” – Wyspiański to pierwsze skojarzenie. Może dlatego, że wesela ogniskują, jak wspomniana wcześniej soczewka. To, co ledwo bulgotało, w czasie wesela nagle zaczyna kipieć.

Wojciech Smarzowski „weseli” po swojemu. Agata Duda-Gracz przypomina, że wesela dobrze się nie kończą

Filmowe „Wesela” Smarzowskiego, zarówno to z 2004 roku, jak i to najnowsze, z 2021, nie są oczywiście adaptacjami dramatu Wyspiańskiego. Mimo to, a może właśnie dlatego, wydają się bliższe temu, co wydarzyło się w krakowskim teatrze, niż niejedna współczesna interpretacja teatralna. Widzowie siedzący w kinie widzą samych siebie – niedaleko, na ekranie. Oczywiście, nie mówią tego, co aktorzy, nigdy tak nie mówili. Głupie posądzenia! Nawet tak nie myślą, a jeśli myślą – to nikomu nic do tego! Za to oba obrazy filmowe ogniskują nasze polskie wady i zalety. Fakt, że tych pierwszych dużo więcej…

Czy teatralne „Wesele we wsi Kamyk…” w reżyserii Agaty Dudy-Gracz wchodzi w dialog z tym bronowickim? Na pozór wydaje się, że nie; u Wyspiańskiego jest melancholia, w inscenizacji z poznańskiego Teatru Nowego: trupy. Wesele na wsi jest jednak zwornikiem. Wesela ogniskują. To w Kamyku (też miało miejsce w rzeczywistości – we wsi Połaniec) skupiło tyle zła, że kończy się nie chocholim tańcem, ale danse macabre.

Reżyserka nie lubi porównań ani do Smarzowskiego, ani do Wyspiańskiego. Odżegnywanie się od krakowskiego dramaturga samo w sobie jednak tworzy kontekst. To pokazuje, jak głęboko to, co się wydarzyło ponad 120 lat temu na scenie krakowskiego teatru, oddziałuje na sposób myślenia ludzkich umysłów pomiędzy Odrą a Bugiem. „Wesele” Agaty Dudy-Gracz pokazuje istotę zła.

Może wesela coś odsłaniają, może Wyspiański to zaobserwował i pokazał – jeszcze łagodnie, a po nim pokazywano coraz ostrzej i dosadniej. Szalona atmosfera, czas, w którym puszczają kulturowe hamulce. Weselnicy są widoczni jak na dłoni – w blasku scenicznych reflektorów bądź w świetle odbitym od kręcącej się pod sufitem lustrzanej kuli. W „Weselu we wsi Kamyk…” widzowie nie tylko obserwują siebie na scenie i wyłapują elementy swoich zachowań, czy projekcje myśli (tak, tak – trzeba mieć tylko odwagę zajrzeć głębiej w siebie). Są wciągani do spektaklu jak pod lupę.

Jan Klata żegna się „Weselem”, Marcin Liber wyprawia poprawiny.

„Wesele” w Starym Teatrze w Krakowie w 2017 roku kontekstów poza dramatycznych miało co niemiara. Jan Klata żegnał się nim z krakowską sceną; miało to oczywiście wpływ na odbiór tego, co działo się na scenie. Niemniej Wyspiański grany w Krakowie (cóż z tego, że nie w „Słowackim”!) zawsze będzie miał inny ciężar gatunkowy. Mimo tego, że Bronowice to już teraz miasto, a nie wieś, mimo tego, że zamiast strzechy na „Rydlówce” jest nowy dach, mimo tego, że wiek minął. Ruch na scenie, pot ściekający po skroniach autorów, hałasująca muzyka (o ile w przypadku metalowej kapeli „hałas” nie jest eufemizmem). No i słowa, słowa, słowa, słowa arcydramatu zredukowane do „small talku”. Stały się memami, są z nami codziennie i, mimo że ważne, spowszedniały.

U Marcina Libera ruchu jest jeszcze więcej. Okazało się, że treści też. Na tyle dużo, że starczyło na Teatr Polski w Bydgoszczy i „Poprawiny” w Polskim Teatrze Tańca w Poznaniu. W „Poprawinach” Marcin Liber tworzy całą listę „Wesel” na polskich scenach i ekranach. Czyta je po swojemu, ale do inspiracji się przyznaje.

Odczytań Stanisława Wyspiańskiego tylko w ostatnim dziesięcioleciu było naprawdę wiele. Za chwilę (tekst powstaje dwudziestego piątego listopada) kolejne podejście Wojtka Klemma w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu. Kolejne, ponieważ „Wesele” gościło już na wałbrzyskiej scenie – dwa lata temu, potem była (i jest!) pandemia, która zmieniła świat. Czy zmieniła sam spektakl?

Sporo interpretacji, odczytań, inspiracji – ekranowych i scenicznych. Można się pogubić. Doskonałym przewodnikiem, który sprowadza odbiorców do źródeł, do weselnych, czy też „Weselnych” pierwocin jest książka:

„Panny z «Wesela». Siostry Mikołajczykówny i ich świat”

Panny z weselaMonika Śliwińska (zaznajomiona z Wyspiańskim jak mało kto, w końcu jest autorką biografii artysty „Dopóki starczy życia”) opisuje świat trzech sióstr: Anny, Jadwigi i Marii, czyli oddając głos Stanisławowi Wyspiańskiemu: Gospodyni, Panny Młodej i Marysi. „Opisuje świat” to słowa, które najbardziej precyzyjnie oddają treść „Panien z «Wesela»...”. Opis jest bardzo dokładny, wielowymiarowy, pełen odniesień i nawiązań. Sama bronowicka impreza jest tu tylko mgnieniem, podobnie jak to, co w teatrze wydarzyło się cztery miesiące później.

Reklama

Po przeczytaniu, rozhulane postacie z Wyspiańskiego z roli na poły posągowych, na poły widmowych (jak bardzo absurdalnie by to nie brzmiało) figur pojawiających się w rozlicznych scenach i znikających chwilę później, stają się realnymi ludźmi: piszącymi, mówiącymi… Żyjącymi nie tylko podczas stu kilkudziesięciu minut spektaklu, ale wpisanymi w dziewiętnasty i dwudziesty wiek, dwie światowe wojny, ludzkie radości i nieszczęścia. Po lekturze tego, co napisała Monika Śliwińska, można nieco pompatycznie i nieco obrazoburczo zarazem rzec: słowo stało się ciałem.

A dlaczego „Wesele”? Ponieważ cały czas jest obecne, cały czas siedzi w nas i cały czas inspiruje choćby do odżegnywania się od porównań. I kiedy inny dramat, grany na scenie w Krakowie, właśnie w Teatrze Słowackiego jest „niezalecany” trudno pozbyć się wrażenia, że widma wracają by potańcować „raz dokoła, raz dokoła”. Złoty róg nie zagra, bo nie tyle został zgubiony ile rzucony z całej siły w krzaki poszybował utrzymując piękną parabolę lotu...Leć, rogu, leć!

Autor: Remigiusz Koziński

Reklama

komentarze [8]

Sortuj:
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
komilo321 28.11.2021 15:02
Czytelnik

Tragedią jest jak bardzo jako społeczeństwo zatraciliśmy ideę czytania. Czytania i rozumienia tekstu. Poprzez natłok szmatławych książek uznawanych za niektórych za literaturę nie umiemy odczytać symbolu, paraboli, hiperboli, już o bardziej wysublimowanych środkach stylistycznych nie mówiąc. Brak zrozumienia "Wesela" nie bierze się z trudności czy złożoności tekstu. Bierze...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Remigiusz Koziński 28.11.2021 18:45
Redaktor

Dramaturdzy wciąż wracają, czytają na nowo... Reżyserzy też. Oczywiście luźno się inspirują, niemniej "Wesele" jest wciąż obecne... Więc może nie jest aż tak źle.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
komilo321 29.11.2021 21:30
Czytelnik

Bardziej chodzi mi o funkcjonowanie działa w świadomości społeczeństwa. Dzieła czystego, niezakłóconego twórczą (czy dla mnie- odtwórczą) interpretacją wielokrotnie zniekształcającą przekaz. 

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Remigiusz Koziński 29.11.2021 21:49
Redaktor

A, czy interpretacja nie świadczy właśnie o tym, że dzieło jest uniwersalne ? W tym wypadku, że przemawia do nas, stale przemawia, może inaczej niż 120 lat temu... Jesteśmy inni, rzeczywistość wokół też, język przeszedł ewolucję... Może interpretację potraktować, jako rodzaj przekładu ? Na współczesność...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Remigiusz Koziński 29.11.2021 21:50
Redaktor

A, czy interpretacja nie świadczy właśnie o tym, że dzieło jest uniwersalne ? W tym wypadku, że przemawia do nas, stale przemawia, może inaczej niż 120 lat temu... Jesteśmy inni, rzeczywistość wokół też, język przeszedł ewolucję... Może interpretację potraktować, jako rodzaj przekładu ? Na współczesność...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
komilo321 04.12.2021 13:44
Czytelnik

Spiszmy protokół niezgodności bo obawiam się, że nie dojedziemy do zgody. Dzieło uniwersalne nie potrzebuje przekładu na współczesność. Z tego właśnie powodu, że jest uniwersalne. Bo odkrywa horyzonty i przekracza barierę czasów sobie współczesnych. "Myśmy wszystko zapomnieli mego dziada piłą rżnęli". Ten tekst nie potrzebuje interpretacji. Był aktualny dla hekatomby...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Remigiusz Koziński 04.12.2021 15:19
Redaktor

Szanuję. 

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
LubimyCzytać 28.11.2021 10:01
Administrator

Zapraszamy do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
zgłoś błąd