Sekretne tożsamości pisarzy. O artystycznych pseudonimach

Bartek Czartoryski Bartek Czartoryski
14.11.2020

Czyją książkę czytasz? Pytanie proste, ale odpowiedź już niekoniecznie. Bo nazwisko widniejące na okładce potrafi być zwodnicze i aby dociec prawdy, potrzebne jest śledztwo.

Sekretne tożsamości pisarzy. O artystycznych pseudonimach

galbraith niespokojna krewBodaj każdy, kto choć trochę interesuje się czy to literaturą, czy to kulturą popularną, zapewne kojarzy, czemu na książkach J.K. Rowling widnieje nazwisko J.K. Rowling. Nie, nie ma w tym żadnej teorii spiskowej i nie jest to nawet pseudonim per se, na ten zdecydowała się później, już jako światowej sławy pisarka, ale zwyczajna marketingowa strategia. Ostrożny brytyjski wydawca bowiem, z obawy, że młodzi chłopcy nie będą chcieli czytać książki napisanej przez kobietę, polecił jej skryć się za inicjałami. Nic to, że Joanne Rowling nawet nie miała drugiego imienia.

Nie upatrywałbym sukcesu serii o Harrym Potterze w tym posunięciu, lecz fakt faktem, że nazwisko może mieć znaczenie. Przekonała się o tym poniekąd i sama Rowling, bo kiedy wydała swój pierwszy kryminał jako Robert Galbraith i zanim ludzie się połapali, kto jest kim, powieścią nie zainteresował się nawet pies z kulawą nogą. A szkoda, bo przecież kryminały o Cormoranie Strike’u (kolejny, „Niespokojna krew”, ukaże się już za niecałe dwa tygodnie) to świetne rzeczy, ale z drugiej strony trudno się dziwić, że eksperyment nie wypalił, skoro księgarnie zawalone są setkami nowych powieści. Jak mamy dotrzeć do tej na pierwszy rzut oka przypadkowej?

mroczna połowa bachmanNieco lepiej wypadł Stephen King, który stworzył całą alternatywną tożsamość, Richarda Bachmana. Kiedy rynek nasycił się jego książkami, chciał znowu zasmakować sukcesu, jaki zna tylko debiutant, a także przekonać samego siebie, ile w tym wszystkim było talentu, a ile szczęścia. I nieźle się zdziwił, jak przeczytał potem opinię zwykle nieprzychylnego mu recenzenta, że King mógłby się od tego całego Bachmana uczyć. Amerykański król horroru nawiązał ze swoim alter-ego wyjątkowy kontakt i nawet napisał o tym książkę, „Mroczną połowę”. Ciekawostka: jak dziś pamiętam, że mój podręcznik do angielskiego twierdził, jakoby Bachman było prawdziwym nazwiskiem Kinga, a nie odwrotnie, co jest mocnym dowodem, że jednak fortel się powiódł.

le carreLecz powody wymyślenia tajnej tożsamości mogą być różne, od pragmatycznych, przez zupełnie przypadkowe, aż do czystej potrzeby serca. John le Carré rzeczone nazwisko miał przyjąć po to, żeby nie skojarzono go z niejakim Davidem Cornwellem, pracownikiem brytyjskiego wywiadu, co zresztą uczynił za poleceniem przełożonych, którzy również musieli przyklepać treść tego, co tam powypisywał. Pracę dla służb rzucił po swojej trzeciej powieści, „Z przejmującego zimna”, ale do prawdziwego nazwiska nie powrócił. Z kolei Patricia Highsmith swoją powieść o kończącej się happy endem, co jak na tamte czasy było ewenementem, lesbijskiej miłości – „Carol” –wydała jako Claire Morgan. Nie chciała bowiem, żeby jej późniejsze książki były rozpatrywane wyłącznie przez pryzmat orientacji seksualnej autorki. Poza tym była to dla niej historia na poły autobiograficzna, a sama wtedy przechodziła okres niepewności. Uczęszczała na terapię, chcąc zrozumieć potrzeby swojego ducha i ciała. Dallas Mayr zanim stał się Jackiem Ketchumem, publikował jako Jerzy Livingston, bo był zafascynowany Kosińskim. Pod prawdziwym nazwiskiem nie pisał, bo nie uważał go za atrakcyjne marketingowo, poza tym jaki pseudonim brzmi lepiej niż ten podebrany niesławnemu Czarnemu Jackowi Ketchumowi, rzezimieszkowi z Dzikiego Zachodu?

bradburyPrzyczyny merkantylne decydowały o tym, że Ray Bradbury publikował pod rozmaitymi pseudonimami — przeważnie wtedy, gdy dany magazyn drukował dwa jego teksty w tym samym numerze — a niezliczeni pisarze wymyślali sobie ksywki, kiedy brali niekoniecznie prestiżowe, lecz nieźle płatne chałtury. Takie przykłady można mnożyć i zaskakująco spora część z nich kryje naprawdę atrakcyjne historie. Ann Rice (nazwisko po mężu, imię przybrane, lecz nic dziwnego, bo rodzice dali jej przy narodzinach… Howard) na przykład swoje powieści erotyczne, często traktujące o przyjemnościach sadomasochistycznych, publikowała jako A.N. Roquelaure, aby móc nałożyć maskę i popuścić wodze fantazji. I jest to ksywka nieprzypadkowa, bo, jeśli ją rozszyfrować, znaczy dosłownie „Ann pod płaszczem”. Również nazwisko męża przyjęła Toni Morrison, lecz imię podprowadziła świętemu Antoniemu po swoim młodzieńczym nawróceniu na katolicyzm; naprawdę nazywa się Chloe. Ponoć do dzisiaj żałuje, że wydała swoją pierwszą książkę pod takim, a nie innym nazwiskiem, bo po paru latach się rozwiodła.

mrózPolscy autorzy też korzystali z mniej lub bardziej zmyślonych nazwisk, począwszy od Aleksandra Głowackiego, czyli Bolesława Prusa, który miał się wstydzić, „że takie głupstwa pisze”, a kończąc na Remigiuszu Mrozie. Ten nie dość, że zmienił sobie nazwisko, to jeszcze i pisał jako Ove Løgmansbø z Wysp Owczych. Powód? Chciał się sprawdzić jako debiutant, a kalendarz wydawniczy był już tak zagracony jego powieściami, że nie pomieściłby kolejnego „Mroza”. Swoje kryminały jako Joe Alex (który był jednocześnie jego postacią literacką) wydawał tłumacz Maciej Słomczyński i tłumaczył to kwestiami finansowymi, bo przekłady brytyjskiej klasyki nie przynosiły tyle pieniędzy, ile powinny były przynosić. Paulina Świst nie dość, że pisze pod pseudonimem, to jeszcze nie pokazuje się publicznie i nieliczni znają jej prawdziwą tożsamość, bo prywatnie jest prawniczką. Podobne rozwiązanie przetestowała już zresztą Elena Ferrante, która nie ujawniła się od prawie trzydziestu lat, twierdząc, że „napisane książki nie potrzebują już autora”.

Wyliczankę moglibyśmy kontynuować jeszcze długo, ale nawet ten niewielki wycinek obrazuje, ile jest w tym wszystkim potencjału i ciekawych historii. Aż szkoda, że mało kto, jak King, postanowił się z tym zmierzyć na kartach swoich książek, pociągnąć to dalej, zrobić istną opowieść z opowieści. Lecz czy naprawdę ma dla nas znaczenie, kto jak się nazywa, pod jakim „brandem” (znowu określenie zaproponowane przez króla horroru) pisze?

Odpowiedzi umyślnie nie udzielam.

Fot. otwierająca: Unsplash.com (Kelly Sikkema)

Reklama

komentarze [17]

Sortuj:
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Krzysiek Żuchowicz 22.11.2020 19:02
Autor

Słyszałem, że za decyzją Pani Rowling, by nie podawać imienia, krył się inny powód. Po prostu w fantastyce statystycznie lepiej sprzedają się nazwiska męskie (wśród kryminałów, kobiece). Informację usłyszałem od agentki literackiej, więc przypuszczam, że jest właściwa.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
jaminka4 17.11.2020 21:01
Czytelnik

"I nieźle się zdziwił, jak przeczytał potem opinię zwykle nieprzychylnego mu recenzenta"..... "nieźle się zdziwił, JAK przeczytał"? Oj wstyd, autorze, pisać o książkach i takiego byka strzelić...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Ola 16.11.2020 17:44
Czytelniczka

Może tak najbardziej klasycznie, gdy dzieci sławnych rodziców chcą udowodnić swoją własną wartość. Innymi słowy nie chcą promować się na sławnym rodzinnym nazwisku. Klasyczny przykład to Joe Hill, który skrył się za pseudonimem powstałym z jego imion, pomijając całkowicie nazwisko, które ujawnił dopiero, gdy jego utwory zyskały popularność.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Krzysiek Żuchowicz 22.11.2020 19:03
Autor

Ambitnie, warto przyznać.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Meszuge 16.11.2020 08:07
Czytelnik

"Bo nazwisko widniejące na okładce potrafi być zwodnicze i aby dociec prawdy, potrzebne jest śledztwo" - zastanawiam się też, po co? Po co to robić? Po co śledztwo i dociekanie? Jeśli autor z jakichś powodów użył pseudonimu, to może uszanować jego decyzję, dotyczącą jego własnej prywatności?

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Candle 17.11.2020 13:54
Czytelniczka

Dokłanie!

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
EmKa 18.11.2020 15:47
Czytelnik

Zgodziłabym się, gdyby nie sytuacje, kiedy jakaś Patrycja Pipsztycka sadzi się na pisanie powieści rozgrywającej się, powiedzmy, w XIX-wiecznej Walii i by dodać sobie wiarygodności nadaje sobie pseudonim Megan Tilly. Jak dla mnie słabe i ocierające się o nieuczciwość (tak samo odbieram casus Ove Løgmansbø). Ale też zdaję sobie sprawę, że różni czytelnicy różnie odbierają...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Krzysiek Żuchowicz 22.11.2020 19:23
Autor

Zgadzam się z tobą EmKa, ale nic nie poradzimy że takie są w tym świecie reguły gry. I dodam jeszcze od siebie: Taki manewr może być podyktowany marketingiem. Pan Severski, również były agent, przyznał że za jego pseudonimem kryje się głębszy sens wyboru takiego i można do tego dojść. Na jednym portalu literackim rozgorzała niegdyś dyskusja o książce: "To nie...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Amelia 18.10.2021 18:27
Czytelniczka

Problem w tym, że większość ludzi zaspokojenie swojej ciekawości uważa za ważniejsze, niż świadoma decyzja autora, którego rzekomo szanują. Przy czym sami autorzy trochę do tego zachęcają, bo w końcu się przyznają, prawda?  Takich jak Ferrante, którzy są konsekwentni i widać, że ta ich anonimowość wynika z wewnętrznej potrzeby, nie ma zbyt wielu.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Meszuge 15.11.2020 08:54
Czytelnik

"...wydała swój pierwszy kryminał jako Robert Galbraith i zanim ludzie się połapali, kto jest kim, powieścią nie zainteresował się nawet pies z kulawą nogą".
To nie ludzie się połapali, ale wydawca do spółki z Amazonem zorganizowali kontrolowany "przeciek", bo książka wisiała na samym końcu rankingu i nic nie wskazywało na to, że samo się to zmieni.

Najbardziej...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Kamil90 15.11.2020 01:22
Czytelnik

Czytałem "Wielki marsz" Bachmana (oczywiście Kinga) i bardzo dobrze wspominam ten tytuł. Nawiązując do tematu, już na samej okładce wydawca napisał: Stephen King jako Richard Bachmana. Tak chyba tylko po to, żeby książka lepiej się sprzedała ;)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Airain 14.11.2020 21:02
Czytelniczka

Ja tylko zauważę, że Toni Morrison raczej dzisiaj niczego już nie żałuje. Miejmy nadzieje, że tam, gdzie jest, nie ma żadnych powodów do żalu.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Telemasz 14.11.2020 19:58
Czytelnik

Bywa też tak jak w przypadku Suworowa, że pierwsżą swoją książkę ("Żołnierze wolności") z różnych, motywowanych biografią powodów wydaje pod pseudonimem, a gdy ta odnosi sukces, to przy kolejnych dziełach wydawca zdecydowanie już oponuje przeciw nikomu nieznanemu Riezunowi w roli autora :)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Armand_Duval 14.11.2020 16:06
Czytelnik

Jest jeszcze Szekspir, ten to nie tylko używał pseudonimu, ale też zgodnie z tym co ci powie każda wojująca feministka, sam nic nie napisał, a robiła to za niego jego służąca, która w zależności od potrzeby narracji była: homoseksualna, czarna, niepełnosprawna, aseksualna, neutralna płciowo, starozakonna. :D

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
bookslang 14.11.2020 15:02
Czytelniczka

Ciekawym przypadkiem jest też Agatha Rae, która pisze po polsku i angielsku, stąd jej niepolsko brzmiący pseudonim.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
zgłoś błąd