-
Artykuły
Wielka Wiosenna Wyprzedaż w Matras.pl: tysiące książek nawet 80% taniej
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Jon Frederickson i jego książka „Kłamstwa, którymi żyjemy”, czyli o poznaniu samych siebie oczami psychoterapeuty
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytelnicy wybrali Książki Roku 2025. Oto zwycięzcy
LubimyCzytać97 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 13 marca 2026
LubimyCzytać512
Biblioteczka
2025
2025
Dwie siostry, z których każda na swój sposób przeżywa żałobę po stracie matki. Dla młodszej – Holly – takim remedium miał być wyjazd na malowniczą amerykańską wyspę, z dala od rodzinnych, brytyjskich stron. Jednakże druga z kobiet – Claire – również tam się pojawia po pewnym czasie, acz nie chodzi o zmianę zdania w kwestiach podróżniczych. Prawdziwy powód to bowiem zaginięcie Holly, co stanowi motor napędowy powieści „Sezonowa dziewczyna” Jenny Blackhurst.
Jenny Blackhurst stopniowo buduje napięcie, któremu to nie przeszkodziło podkreślanie uroku wyspy. Wizualna atrakcyjność otoczenia i wrażenie sielskości udanie idą w parze z alarmującymi pierwiastkami – wpierw dość subtelnymi, a potem coraz bardziej zagęszczającymi atmosferę. Wprawdzie Claire spotka wśród mieszkańców tego lądu sporo uprzejmych ludzi, którzy pozytywnie wyrażają się o jej siostrze, lecz nikt ostatnio nie miał kontaktu z Holly. Nie brak też przejawów tendencji do udawania, że wszystko jest ok, choć kilka lat wcześniej przykry los spotkał tutaj inną dziewczynę.
„Sezonowa dziewczyna” to udany thriller psychologiczny, który choć zabiera czytelników w piękne okolice, nie pozwala zapomnieć o czekającej na wyjaśnienie tajemnicy. Brytyjska literatka z powodzeniem wykorzystała motyw bezpiecznej przystani z rysami, osadzając w takiej scenerii wątek poszukiwania zaginionej bliskiej osoby. Fani gatunku powinni wobec tego mieć ów tytuł na oku, a ja, zachęcona wyspiarskim śledztwem, zamierzam sięgnąć po inne powieści spod pióra Jenny Blackhurst.
Pełna recenzja na blogu:
https://crouschynca.blogspot.com/2025/07/sezonowa-dziewczyna-jenny-blackhurst.html
Dwie siostry, z których każda na swój sposób przeżywa żałobę po stracie matki. Dla młodszej – Holly – takim remedium miał być wyjazd na malowniczą amerykańską wyspę, z dala od rodzinnych, brytyjskich stron. Jednakże druga z kobiet – Claire – również tam się pojawia po pewnym czasie, acz nie chodzi o zmianę zdania w kwestiach podróżniczych. Prawdziwy powód to bowiem...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025
Trzech zaprzyjaźnionych mężczyzn i utracone wspomnienia z jednego, wspólnie spędzonego dnia. Plus mgliste skrawki, które wprowadzają dodatkowe zamieszanie do życia bohaterów, czyniąc zaistniałe luki w pamięci jeszcze bardziej zagadkowymi. Oto “Dzikie gęsi” - nietuzinkowy thriller psychologiczny spod pióra Przemysława Dudy.
Przedstawiona tu historia wykorzystuje intrygujący koncept, w myśl którego każdy ma własną wersję feralnego dnia. Co prawda wspomnienia bohaterów zawierają niemałe luki, ale mężczyźni coś tam kojarzą, tyle że zapamiętane przez nich strzępki wzajemnie się wykluczają. Przyjaciele zgodni są w zasadzie jedynie co do tego, że byli wtedy razem.
Polski pisarz bawi się poniekąd gatunkową konwencją i pomysłowo dezorientuje odbiorców, co bynajmniej nie zniechęciło mnie do lektury. Wręcz przeciwnie, takowemu stylowi, pomimo swojej specyfiki, nie można odmówić przyciągających pierwiastków. W efekcie otrzymujemy tutaj zakręconą i niesztampową historię pełną enigmatycznej atmosfery oraz znaków zapytania. Niejednokrotnie zastanawiałam się więc, w jakim kierunku podąży akurat fabuła. Ale to właśnie atut tej powieści.
Pełna recenzja tej intrygującej powieści dostępna na moim blogu:
https://crouschynca.blogspot.com/2025/04/dzikie-gesi-przemyslaw-duda-recenzja.html
Trzech zaprzyjaźnionych mężczyzn i utracone wspomnienia z jednego, wspólnie spędzonego dnia. Plus mgliste skrawki, które wprowadzają dodatkowe zamieszanie do życia bohaterów, czyniąc zaistniałe luki w pamięci jeszcze bardziej zagadkowymi. Oto “Dzikie gęsi” - nietuzinkowy thriller psychologiczny spod pióra Przemysława Dudy.
Przedstawiona tu historia wykorzystuje intrygujący...
2025
Różnego rodzaju kwestie medyczne, w tym zaburzenia psychiczne i inne problemy zdrowotne oraz szpitalne scenerie, stanowią wdzięczny temat dla twórców historii, które wykorzystują ludzkie lęki i mają na celu wprawić odbiorców w niepokój. A na taki właśnie pomysł postawiło wydawnictwo Planeta Czytelnika, przygotowując - wespół z kilkunastoma autorami - zbiór opowiadań z dreszczykiem pt. „Lazaret. Antologia kliniczna”.
Publikacja ta zawiera 17 utworów, wśród których dominują teksty w rozmaity sposób biorące na warsztat ludzką psychikę. Jednakże możemy też liczyć na obecność takich opowiadań, jakie pochylają się nad innymi aspektami medycznymi. Nie grozi zatem uczucie monotonii, zwłaszcza że poszczególni autorzy tchnęli w swoje dzieła należytą indywidualność, nawet jeśli sporo z nich sięgnęło po motyw meandrów ludzkiego umysłu.
„Lazaret. Antologia kliniczna” to naprawdę solidny – pod kątem całokształtu – zbiór. Owszem, jedne opowiadania wciągnęły mnie mocno, inne trochę mniej. Jednakże wszystkie zwyczajnie dobrze się czytało, zaś ich autorom nie zabrakło intrygujących koncepcji. Nie natrafiłam więc na utwory poniżej przyzwoitego poziomu, w zamian mogąc przeczytać dużo bardzo dobrych historii.
Mówiąc krótko, polecam, a po pełną recenzję zapraszam na mój blog:
https://crouschynca.blogspot.com/2025/06/lazaret-antologia-kliniczna-recenzja.html
Różnego rodzaju kwestie medyczne, w tym zaburzenia psychiczne i inne problemy zdrowotne oraz szpitalne scenerie, stanowią wdzięczny temat dla twórców historii, które wykorzystują ludzkie lęki i mają na celu wprawić odbiorców w niepokój. A na taki właśnie pomysł postawiło wydawnictwo Planeta Czytelnika, przygotowując - wespół z kilkunastoma autorami - zbiór opowiadań z...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-03-03
Choć opowiadania ze zbioru „Brnąc przez kosodrzewinę” tworzą różnorodną tematycznie mozaikę, zawarte w nim teksty łączy nie tylko nazwisko tego samego autora. Wszystkie utwory należą bowiem do gatunku grozy i przedstawiają Artura Grzelaka jako pisarza z solidnym warsztatem.
Omawiana publikacja zawiera 16 historii z dreszczykiem, których fabuła rozgrywa się zarówno w mniej bądź bardziej odległej przeszłości, jak też w czasach współczesnych, czy nawet w postapokaliptycznej przyszłości. Co szczególnie istotne, łatwo poczuć atmosferę snutych przez autora opowieści, począwszy od plastycznie zarysowanych scenerii, poprzez sugestywnie opisywane wydarzenia, a kończąc na sposobie wypowiedzi bohaterów.
Artur Grzelak dobrze radzi sobie z krótką formą literacką, jaką jest opowiadanie. Co więcej, autor udowadnia, że potrafi poruszać się po różnych obszarach tematycznych, pozostając zarazem w obrębie horrorowych ram. „Brnąc przez kosodrzewinę” to zatem jego swoista wizytówka dla fanów gatunku, którzy powinni mieć na oku ten konkretny zbiór miniatur grozy.
Pełna recenzja dostępna na moim blogu pod poniższym adresem:
https://crouschynca.blogspot.com/2025/03/brnac-przez-kosodrzewine-artur-grzelak.html
Choć opowiadania ze zbioru „Brnąc przez kosodrzewinę” tworzą różnorodną tematycznie mozaikę, zawarte w nim teksty łączy nie tylko nazwisko tego samego autora. Wszystkie utwory należą bowiem do gatunku grozy i przedstawiają Artura Grzelaka jako pisarza z solidnym warsztatem.
Omawiana publikacja zawiera 16 historii z dreszczykiem, których fabuła rozgrywa się zarówno w mniej...
„Trauma” to czwarty tom serii mrocznych kryminałów, za którą odpowiada Max Czornyj, a której głównym bohaterem jest komisarz Eryk Deryło. Fabuła tej odsłony cyklu koncentruje się na chorej i makabrycznej „Grze w szczęście”. Organizatorem morderczej rozgrywki jest zaś osobnik skrywający się pod pseudonimem „Mistrz Gry”, który przygotowuje dla uczestników, a właściwie ofiar, swoiste pułapki. Hasło „szczęście” odgrywa przy tym kluczową rolę, bowiem to w pewnym stopniu los decyduje, czy ktoś przeżyje czy zostanie brutalnie uśmiercony.
Śledztwo w sprawie Mistrza Gry, które pan Deryło przeprowadza wraz z panią podkomisarz Tamarą Haler, okazało się zręcznie przyrządzonym kryminałem. Autor z powodzeniem rozbudza ciekawość co do dokładnych motywacji winowajcy. Nie brak tutaj nerwowego napięcia i zagęszczania atmosfery. Doceniam też udane wykorzystanie motywu wyścigu z czasem, w którym policja zdaje się być spóźniona, ale bynajmniej nie przez własną nieudolność. Bo duet Deryło-Haler to zdolna drużyna, lecz ich przeciwnik to także twardy zawodnik.
Wprawdzie na dalszym etapie fabuły tempo trochę zwalnia, ale w okolicach finału znów mamy zwiększoną dawkę adrenaliny. Do tego filmowy styl narracji i zgrabne przeskoki pomiędzy różnymi scenami potrafią skutecznie przytrzymać przy lekturze, zwłaszcza w obliczu krótkich rozdziałów oraz zwięzłego języka. Zaznaczyć jednak muszę, że Max Czornyj pisze równocześnie bardzo obrazowo, nie szczędząc drastycznych detali, włącznie z dokładnymi opisami miejsc kaźni. Powieść wzbudza zatem skojarzenia z cyklem filmów „Piła” nie tylko z uwagi na modus operandi sprawcy, lecz także przez swoją brutalność. To zdecydowanie rzecz dla czytelników o mocnych żołądkach.
„Trauma” to czwarty tom serii mrocznych kryminałów, za którą odpowiada Max Czornyj, a której głównym bohaterem jest komisarz Eryk Deryło. Fabuła tej odsłony cyklu koncentruje się na chorej i makabrycznej „Grze w szczęście”. Organizatorem morderczej rozgrywki jest zaś osobnik skrywający się pod pseudonimem „Mistrz Gry”, który przygotowuje dla uczestników, a właściwie ofiar,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Powieściowe postacie nie będą narzekać na brak mocnych wrażeń, co w nad wyraz satysfakcjonującym stopniu powinno udzielić się również odbiorcom utworu. Ba, James Rollins niewątpliwie posiada dar rozpisywania kolejnych scen tak, że bez trudu można wyobrazić sobie nakreślone w książce wydarzenia niczym filmowe kadry. Dodam, iż mam na myśli obrazki i akcję godne pierwszoligowych blockbusterów. W omawianej powieści wyczułam znane z takich filmów szybkie tempo oraz widowiskowość. Gdy więc autor pisze o strzelaninach itp., pamięta o zachowaniu należytej dynamiki. Nie zapomina także o budowaniu napięcia ani o podkreślaniu złowróżbnej atmosfery przed wystąpieniem szczególnie dramatycznych epizodów lub ich w trakcie, kiedy to dochodzi do kolejnego wykruszania się grona bohaterów. Do tego używa plastycznego języka, dzięki któremu zwiedzana tu dżungla ani przez chwilę nie traci swojego żywego charakteru.
Opinia jest fragmentem recenzji, dostępnej na moim blogu:
https://crouschynca.blogspot.com/2021/07/amazonia-james-rollins-recenzja.html
Powieściowe postacie nie będą narzekać na brak mocnych wrażeń, co w nad wyraz satysfakcjonującym stopniu powinno udzielić się również odbiorcom utworu. Ba, James Rollins niewątpliwie posiada dar rozpisywania kolejnych scen tak, że bez trudu można wyobrazić sobie nakreślone w książce wydarzenia niczym filmowe kadry. Dodam, iż mam na myśli obrazki i akcję godne...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
„Ktoś jest w moim domu” jest, według mnie, nierówną propozycją. Co prawda ma całkiem dobre fragmenty, ale i – niestety – znajdziemy również tutaj słabo angażujące momenty. Miks slashera z powieścią dla starszej młodzieży, jaki to zaserwowała odbiorcom amerykańska literatka, cierpi wobec tego na syndrom niewykorzystanego potencjału.
Opinia jest fragmentem recenzji, którą opublikowałam na moim blogu:
https://crouschynca.blogspot.com/2020/11/ktos-jest-w-twoim-domu-recenzja.html
„Ktoś jest w moim domu” jest, według mnie, nierówną propozycją. Co prawda ma całkiem dobre fragmenty, ale i – niestety – znajdziemy również tutaj słabo angażujące momenty. Miks slashera z powieścią dla starszej młodzieży, jaki to zaserwowała odbiorcom amerykańska literatka, cierpi wobec tego na syndrom niewykorzystanego potencjału.
Opinia jest fragmentem recenzji, którą...
W „Odległych krainach” najbardziej czuć rozwój serii i doskonalenie narracyjnego warsztatu autora. Chociaż cykl od początku mógł pochwalić się solidnym poziomem, piąty tom najbardziej mnie zaangażował. Do tego finał pozostawia z dużym apetytem na ciąg dalszy, co wynika z otwartych na kartach owej publikacji wątków. „Piątka” przynosi też, według mnie, najwięcej zmian, mimo że całość nadal utrzymana jest w konwencji opowieści drogi. Co istotne, kierunek, w jakim autor popchnął tutaj fabułę, pociągnął za sobą rozłąkę głównych bohaterek i związaną z tym faktem koncentrację uwagi na Bajce. Niemniej suczka nie została skazana na stuprocentową samotność, gdyż na komiksową scenę zostaną wprowadzone nowe postacie, na czele z przerośniętą, acz przeuroczą Ćmą, a także z psem zwanym Pułkownikiem. Pan Podolec zdradza ponadto co nieco o enigmatycznej, zmiennokształtnej anomalii, która przewijała się na drodze Wiktorii i Bajki już we wcześniejszych częściach. Oprócz tego, dostrzegłam trochę więcej urozmaiceń od strony wizualnej, czego szczególnie wartym odnotowania przykładem jest ograniczona kolorystycznie i zdominowana przez róż retrospekcja o sercowych perypetiach Pułkownika.
Opinia opublikowana pierwotnie na moim blogu:
https://crouschynca.blogspot.com/2021/04/bajka-na-koncu-swiata-t-3-4-5.html
W „Odległych krainach” najbardziej czuć rozwój serii i doskonalenie narracyjnego warsztatu autora. Chociaż cykl od początku mógł pochwalić się solidnym poziomem, piąty tom najbardziej mnie zaangażował. Do tego finał pozostawia z dużym apetytem na ciąg dalszy, co wynika z otwartych na kartach owej publikacji wątków. „Piątka” przynosi też, według mnie, najwięcej zmian, mimo...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
O ile poprzedni komiks, choć jak najbardziej wart uwagi, mógł wywoływać delikatne wrażenie, że „Bajka na końcu świata” zaczyna stać w miejscu, tak „Opowieść gołębia” robi pewien krok w przód. Owszem, obecność retrospekcji to nie nowość dla serii, ale dzięki wspominkowym wstawkom możemy tym razem dowiedzieć się jeszcze więcej o bezpańskiej egzystencji psinki przed apokalipsą. Rola wisienki na torcie przypada jednak społeczności gołębi, które pojawiają się w toku bieżącej akcji. Co ciekawe, owe ptaki posiadają swoistą enklawę i tworzą zorganizowaną społeczność, bardzo dobrze zresztą odnajdując się w postapokaliptycznej rzeczywistości. A niewątpliwie barwna z nich zgraja, zwłaszcza że wnoszą dodatkową garść akcentów humorystycznych. Równocześnie zaznaczyć muszę, iż nie zabraknie też bardziej melancholijnych momentów. Otóż autor – świadom, że tułaczka głównych bohaterek się przeciąga – pozwala sobie wtrącić rozmowę protagonistek o sensie dalszej podróży i szansach na realizację nadrzędnego celu. Końcowe kadry uwypuklają natomiast wątek samotności, przez co wzmacnia się emocjonalny wydźwięk utworu.
Opinia opublikowana pierwotnie na moim blogu:
https://crouschynca.blogspot.com/2021/04/bajka-na-koncu-swiata-t-3-4-5.html
O ile poprzedni komiks, choć jak najbardziej wart uwagi, mógł wywoływać delikatne wrażenie, że „Bajka na końcu świata” zaczyna stać w miejscu, tak „Opowieść gołębia” robi pewien krok w przód. Owszem, obecność retrospekcji to nie nowość dla serii, ale dzięki wspominkowym wstawkom możemy tym razem dowiedzieć się jeszcze więcej o bezpańskiej egzystencji psinki przed...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Jak jasno podpowiada tytuł trzeciego tomu, za wiodący motyw tej części można uznać opady. Mianowicie Bajkę i Wiktorię zastaje podczas wędrówki deszcz, którego to wybrane krople okazują się mieć nad wyraz osobliwe właściwości. W sumie nic dziwnego, skoro postapokaliptyczne realia sprzyjają występowaniu różnorakich anomalii oraz toksycznych zjawisk. I mimo że przez taką pogodę świat przedstawiony zdaje się momentami nabierać jeszcze bardziej posępnego charakteru, a protagonistek nie ominą drobne nieporozumienia, to sympatyczny duet nadal potraci czerpać radość z życia, dostarczając fabule optymistycznych nut. Ba, nawet dziwny deszcz może tu posłużyć za pretekst do beztroskiego wygłupiania się. Co prawda trzecia odsłona w zasadzie nie wnosi nic nowego do cyklu, ale wciąż mamy do czynienia z atrakcyjną historią obrazkową dla dzieci. Tak na marginesie dodam jeszcze, iż deszczowa aura pozwoliła autorowi wtrącić pewien smaczek, który spodoba się fanom potworów pokroju Godzilli.
Opinia opublikowana pierwotnie na moim blogu:
https://crouschynca.blogspot.com/2021/04/bajka-na-koncu-swiata-t-3-4-5.html
Jak jasno podpowiada tytuł trzeciego tomu, za wiodący motyw tej części można uznać opady. Mianowicie Bajkę i Wiktorię zastaje podczas wędrówki deszcz, którego to wybrane krople okazują się mieć nad wyraz osobliwe właściwości. W sumie nic dziwnego, skoro postapokaliptyczne realia sprzyjają występowaniu różnorakich anomalii oraz toksycznych zjawisk. I mimo że przez taką...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Na kartach „Opuszczonego domu”, czyli drugiego tomu komiksowej serii „Bajka na końcu świata”, duet głównych bohaterek kontynuuje swoją wędrówkę po zniszczonym przez potężny kataklizm świecie. Marcin Podolec, który odpowiada za ten cykl, nie skąpi protagonistkom komplikacji, acz zarazem nie odbiera nadziei na osiągnięcie upragnionego celu, jakim jest odnalezienie rodziców jednej z nich. Co więcej, delikatnie uchyla też przed czytelnikami rąbka tajemnicy w kwestii pewnych wydarzeń z przeszłości. (...)
Kto dobrze wspomina pierwszą część „Bajki na końcu świata”, nie będzie żałować sięgnięcia po jej następczynię ani nie straci ochoty na dalsze zapoznawanie się z cyklem, tym bardziej że pan Podolec ma jeszcze wiele kart do odkrycia, jeśli chodzi o wykreowane realia.
Opinia jest fragmentem recenzji, dostępnej w całości na moim blogu:
https://crouschynca.blogspot.com/2021/04/bajka-na-koncu-swiata-2-opuszczony-dom.html
Na kartach „Opuszczonego domu”, czyli drugiego tomu komiksowej serii „Bajka na końcu świata”, duet głównych bohaterek kontynuuje swoją wędrówkę po zniszczonym przez potężny kataklizm świecie. Marcin Podolec, który odpowiada za ten cykl, nie skąpi protagonistkom komplikacji, acz zarazem nie odbiera nadziei na osiągnięcie upragnionego celu, jakim jest odnalezienie rodziców...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Amerykańska pisarka już od pierwszych stron buduje należyte napięcie i skutecznie je podkręca wraz z rozwojem akcji, by w dalszej fazie utworu z werwą uraczyć odbiorcę elementem zaskoczenia. Sugestywnie przy tym kreśli atmosferę chorej gry, którą główny czarny charakter toczy z pozostałymi postaciami. (…)
Pozycja spod pióra pani Gerritsen posiada również więcej zalet, a do plusów można chociażby zaliczyć obecność różnych medycznych detali, będących efektem lekarskiego wykształcenia autorki.
Opinia jest fragmentem recenzji, dostępnej w całości na moim blogu:
https://crouschynca.blogspot.com/2021/03/chirurg-tess-gerritsen-recenzja.html
Amerykańska pisarka już od pierwszych stron buduje należyte napięcie i skutecznie je podkręca wraz z rozwojem akcji, by w dalszej fazie utworu z werwą uraczyć odbiorcę elementem zaskoczenia. Sugestywnie przy tym kreśli atmosferę chorej gry, którą główny czarny charakter toczy z pozostałymi postaciami. (…)
Pozycja spod pióra pani Gerritsen posiada również więcej zalet, a do...
Komiksowa inkarnacja „Śmierci na Nilu” to interesująca i solidna propozycja dla miłośników twórczości autorki powieściowego pierwowzoru. Możliwość poznania znanej historii w wersji przygotowanej na potrzeby innego medium. Owszem, mowa o formie wciąż mieszczącej się w kategorii literackiej, aczkolwiek nierozerwalnie połączonej z silnie rozbudowaną warstwą ilustracyjną. Jeżeli zatem lubicie prozę Agathy Christie i jednocześnie jesteście otwarci na wszelkiego rodzaju przeróbki jej książek, warto poznać egipskie śledztwo Poirota pod postacią tej konkretnej opowieści graficznej, zwłaszcza że starano się zachować ducha oryginału.
Opinia jest fragmentem recenzji, którą zamieściłam w całości na moim blogu:
https://crouschynca.blogspot.com/2021/03/herkules-poirot-smierc-na-nilu.html
Komiksowa inkarnacja „Śmierci na Nilu” to interesująca i solidna propozycja dla miłośników twórczości autorki powieściowego pierwowzoru. Możliwość poznania znanej historii w wersji przygotowanej na potrzeby innego medium. Owszem, mowa o formie wciąż mieszczącej się w kategorii literackiej, aczkolwiek nierozerwalnie połączonej z silnie rozbudowaną warstwą ilustracyjną....
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
„Ostatni ogród” to słodko-gorzka opowieść graficzna o przyjaźni, a także klimatyczna wizja przygnębiającej rzeczywistości, w której – by przeżyć – trzeba umieć zadbać o własną skórę nawet wtedy, kiedy jest się dzieckiem. Marcin Podolec podjął się ryzykownego zadania, przygotowując postapokaliptyczną opowieść dla dziecięcego grona odbiorców. Jednakże solidnie sobie poradził, gdyż sugestywny obraz upadku ludzkości posiada tutaj jednocześnie pokrzepiającą wymowę, wyrażoną przede wszystkim przez wytrwałość i silną więź protagonistek. Debiutancki tom „Bajki na końcu świata” zachęca więc, by poznać następne odsłony cyklu, a tym samym dalszy ciąg tułaczki głównych bohaterek.
Opinia jest fragmentem recenzji, dostępnej w całości na moim blogu:
https://crouschynca.blogspot.com/2021/03/bajka-na-koncu-swiata-1-ostatni-ogrod.html
„Ostatni ogród” to słodko-gorzka opowieść graficzna o przyjaźni, a także klimatyczna wizja przygnębiającej rzeczywistości, w której – by przeżyć – trzeba umieć zadbać o własną skórę nawet wtedy, kiedy jest się dzieckiem. Marcin Podolec podjął się ryzykownego zadania, przygotowując postapokaliptyczną opowieść dla dziecięcego grona odbiorców. Jednakże solidnie sobie poradził,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Śliczne i przesłodkie mruczki oraz melodyjny w swoim wierszowym rytmie tekst. Co więcej, taka właśnie przyjemna rozrywka została tu doprawiona prostym, acz ważnym akcentem edukacyjnym. Słowem, „Kotki z płotka, czyli od jednego do dziesięciu i z powrotem” to kwintesencja literatury dla najmłodszych czytelników.
Pełna recenzja dostępna na moim blogu:
https://crouschynca.blogspot.com/2020/11/kotki-z-plotka-recenzja.html
Śliczne i przesłodkie mruczki oraz melodyjny w swoim wierszowym rytmie tekst. Co więcej, taka właśnie przyjemna rozrywka została tu doprawiona prostym, acz ważnym akcentem edukacyjnym. Słowem, „Kotki z płotka, czyli od jednego do dziesięciu i z powrotem” to kwintesencja literatury dla najmłodszych czytelników.
Pełna recenzja dostępna na moim...
„Wesołe przypadki kociej gromadki” to udana komedia familijna, której autorka – Agnieszka Stelmaszyk – doprawia konwencję historii o zwierzętach nutami dowcipnej fantastyki. Tytułowe koty potrafią bowiem mówić, a na dokładkę, mają głowy pełne szalonych pomysłów. I choć perypetie ekscentrycznych mruczków zostały stworzone głównie z myślą o dzieciach, nie tylko one mogą tutaj liczyć na miłą zabawę.
Opinia jest fragmentem recenzji, dostępnej w całości na moim blogu:
https://crouschynca.blogspot.com/2021/02/wesole-przypadki-kociej-gromadki.html
„Wesołe przypadki kociej gromadki” to udana komedia familijna, której autorka – Agnieszka Stelmaszyk – doprawia konwencję historii o zwierzętach nutami dowcipnej fantastyki. Tytułowe koty potrafią bowiem mówić, a na dokładkę, mają głowy pełne szalonych pomysłów. I choć perypetie ekscentrycznych mruczków zostały stworzone głównie z myślą o dzieciach, nie tylko one mogą tutaj...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Autorka potrafi poruszyć czułe strony czytelniczej wrażliwości. Umie też przemycić subtelne pierwiastki niesamowitości, jakie to wiążą się z udanym mariażem motywów podróży w czasie i magii Bożego Narodzenia. Co więcej, okołogwiazdkowa atmosfera daje o sobie znać na dwóch płaszczyznach. Prócz tej bardziej fantastycznej, wedle której w święta wszystko jest możliwe, mamy wszak jeszcze tą realną, acz – na swój urokliwy sposób – również niezwykłą. Myślę oczywiście o elementach takiego klimatu, na jaki składają się chociażby przykryte śniegiem tereny czy przyozdabianie choinki. I tak jak w przypadku innych pozycji z serii „Zaopiekują się mną”, wszystko zostało opowiedziane pod postacią skromnej objętościowo publikacji oraz za pomocą prostego, zwięzłego, lecz zarazem plastycznego języka.
Opinia jest fragmentem recenzji, którą zamieściłam w całości na moim blogu:
https://crouschynca.blogspot.com/2020/12/opowiesc-o-zimowym-kotku-holly-webb.html
Autorka potrafi poruszyć czułe strony czytelniczej wrażliwości. Umie też przemycić subtelne pierwiastki niesamowitości, jakie to wiążą się z udanym mariażem motywów podróży w czasie i magii Bożego Narodzenia. Co więcej, okołogwiazdkowa atmosfera daje o sobie znać na dwóch płaszczyznach. Prócz tej bardziej fantastycznej, wedle której w święta wszystko jest możliwe, mamy...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
„Zwyczajne cuda” autorstwa Agnieszki Jeż skłaniają odbiorców do refleksji, a także sprawiają, że człowiekowi robi się po prostu cieplej na sercu. Pozwalają wszak uwierzyć w nadejście lepszych dni, mobilizując przy tym do działania. To niewątpliwie pokrzepiająca i zarazem życiowa pozycja, która – dodatkowo – okrasza prozę życia domieszką magii Bożego Narodzenia. Warto zatem przeczytać, jeżeli lubicie takie obyczajowe historie ze świąteczną posypką.
Opinia jest fragmentem recenzji, dostępnej w całości na moim blogu:
https://crouschynca.blogspot.com/2020/12/zwyczajne-cuda-agnieszka-jez-recenzja.html
„Zwyczajne cuda” autorstwa Agnieszki Jeż skłaniają odbiorców do refleksji, a także sprawiają, że człowiekowi robi się po prostu cieplej na sercu. Pozwalają wszak uwierzyć w nadejście lepszych dni, mobilizując przy tym do działania. To niewątpliwie pokrzepiająca i zarazem życiowa pozycja, która – dodatkowo – okrasza prozę życia domieszką magii Bożego Narodzenia. Warto zatem...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
„Odważny leniwiec” posiada to, do czego przyzwyczaiły nas perypetie poczciwej Zosi i innych mieszkańców azylu. Ponownie dostajemy zatem niedługą, prostą, a przy tym ciepłą opowieść, którą napisano nieskomplikowanym językiem. Przystępność utworu obejmuje również bardzo łatwy próg wejścia dla nowych czytelników (…) Dlatego nie zabraknie wzmianek, które mają za zadanie przypomnieć odbiorcom podstawowe informacje o kluczowych postaciach i miejscu akcji. Pozostając w temacie rozmaitych wzmianek, warto także odnotować obecność zgrabnie wplecionych do fabuły ciekawostek przyrodniczych (głównie o leniwcach, ale nie tylko). Ponadto, spodobało mi się nienachalne przesłanie, płynące z tej konkretnej odsłony cyklu. Mianowicie przedstawiona historia pokazuje, że czasami rozwiązanie pewnych problemów może nadejść z dość nieoczekiwanej strony.
Opinia jest fragmentem recenzji, dostępnej w całości na moim blogu:
https://crouschynca.blogspot.com/2020/11/zosia-i-jej-zoo-odwazny-leniwiec-recenzja.html
„Odważny leniwiec” posiada to, do czego przyzwyczaiły nas perypetie poczciwej Zosi i innych mieszkańców azylu. Ponownie dostajemy zatem niedługą, prostą, a przy tym ciepłą opowieść, którą napisano nieskomplikowanym językiem. Przystępność utworu obejmuje również bardzo łatwy próg wejścia dla nowych czytelników (…) Dlatego nie zabraknie wzmianek, które mają za zadanie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
„Przybrana córka” Nicole Trope to thriller psychologiczny o tragicznej w skutkach wyprawie na zakupy, która kończy się zniknięciem przebywającego wtedy w domu dziecka. To także bolesna opowieść o szczególnego rodzaju krzywdach, jakie wyrządzane są nieletnim i kładą się potem cieniem na ich życiu.
Angażująca, aczkolwiek miejscami niełatwa w odbiorze publikacja, mimo że wciąż mieszcząca się w kręgu literatury rozrywkowej. Taka jest właśnie „Przybrana córka” spod pióra Nicole Trope. Jeśli więc cenicie sobie thrillery, które oferują dobrze zarysowane tło psychologiczne i poruszają trudne, lecz aktualne problemy, sięgnięcie po ten konkretny tytuł może być dla Was satysfakcjonującym wyborem. Niemniej uprzedzam, by ewentualnie nie zrażać się średnim początkiem owej historii.
Pełna recenzja dostępna na moim blogu pod poniższym adresem:
https://crouschynca.blogspot.com/2025/07/przybrana-corka-nicole-trope-recenzja.html
„Przybrana córka” Nicole Trope to thriller psychologiczny o tragicznej w skutkach wyprawie na zakupy, która kończy się zniknięciem przebywającego wtedy w domu dziecka. To także bolesna opowieść o szczególnego rodzaju krzywdach, jakie wyrządzane są nieletnim i kładą się potem cieniem na ich życiu.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAngażująca, aczkolwiek miejscami niełatwa w odbiorze publikacja, mimo że...