-
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Dlaczego poziom czytelnictwa w Polsce nie rośnie? Raport Biblioteki Narodowej
Iza Sadowska17 -
Artykuły
Wakacje pełne magii - weź udział w akcji recenzenckiej i przenieś się do magicznego świata
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać378
Biblioteczka
2026-04-05
2026-04-04
Dość ogólnie przybliża losy Marka Antoniusza, Oktawiana Augusta oraz Kleopatry. Czyta się sprawnie, momentami opowieść okraszona jest humorem, choć nie da się ukryć, że rozpiętość czasowa wydarzeń nie służy samemu dramatowi. Jednocześnie zadziwiająco spójnie przedstawiono główny wątek.
Dość ogólnie przybliża losy Marka Antoniusza, Oktawiana Augusta oraz Kleopatry. Czyta się sprawnie, momentami opowieść okraszona jest humorem, choć nie da się ukryć, że rozpiętość czasowa wydarzeń nie służy samemu dramatowi. Jednocześnie zadziwiająco spójnie przedstawiono główny wątek.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02
Za sprawą wybitnego filmu Polańskiego niemal każdy słyszał o „Dziecku Rosemary”. Nie zmienia to tego, że z książkowym pierwowzorem zapoznał się raczej mało kto. Czy powieść Iry Levina ma do zaoferowania historię równie fascynującą, co głośna ekranizacja?
Gdy Rosemary otrzymuje telefon o zwolnionym mieszkaniu w Bramford, czuję się jak w siódmym niebie. Wymarzona okolica, przytulne mieszkanie, które może urządzić po swojemu oraz kącik mający stać się kiedyś pokojem dziecięcym. Przeprowadzka przebiega w najlepsze, choć ponura renoma budynku kładzie długi cień na szczęście małżeństwa. W dodatku ta okropna piwnica, która musiała być świadkiem okropnych zdarzeń! Prawdziwy koszmar zaczyna się jednak dopiero po tragicznej śmierci jednej z sąsiadek oraz zapoznaniu starszego małżeństwa mieszkającego tuż obok. Nad wyraz uprzejmi Castevetowie wręcz osaczają swą życzliwością i wścibstwem. Relacja wyłącznie się zacieśnia, kiedy kobieta zachodzi w ciążę. Wokół niej miejsce mają niepokojące wydarzenia, a lęk o losy nienarodzonego dziecka wyłącznie narasta… Komu można zaufać w równie patowej sytuacji?
Na wstępie warto zaznaczyć, że książka została naprawdę dobrze zekranizowana, więc treść w gruncie rzeczy jest dokładnie taka sama. Klimat przesiąknięty niepewnością, kompletne zagubienie głównej bohaterki, problemy, z którymi nie potrafi sobie poradzić. Jasne, mnóstwo wykorzystanych tutaj motywów działa tylko za pierwszym razem i znajomość dalszych losów bohaterki nieco utrudnia wczucie się w opowieść. Jeśli jednak już się to uda, można się zatracić w tym sennym świecie pełnym niewiadomych. Naprawdę wiele daje również obrazowanie tego, co dzieje się w umyśle Rosemary, dzięki czemu jej obawy stają się niemal namacalne, w pełni zrozumiałe, a jednocześnie to, czego nie zauważa wyłącznie bardziej niepokoi. Człowiek niby wie, że w końcu cała ta fasada runie z hukiem, lecz kiedy oraz w jaki sposób – nie sposób przewidzieć. Gorzki finał wyłącznie potęguje te odczucia.
Choć warstwa fabularna dostarcza sporo satysfakcji, tak nie czuję się zadowolona ze stylistyki powieści. Autor bardzo sucho nakreśla wiele faktów. Mnóstwo tu opisów wnętrz, mebli, kolorów: bez wątpienia można świetnie wyobrazić sobie budynek, a zwłaszcza apartamenty 7E oraz 7A, w których miejsce ma większa część akcji. Nie wiem, czy ta szczegółowość była niezbędna, mnie nieco momentami nużyła. Gdy jednak już coś się dzieje, ta prostota i pozbawiona ozdobników obrazowość stylu autora silnie kontrastuje z przerażającymi wydarzeniami. Na pochwałę zasługują za to dialogi: fenomenalnie żywe, istotnie nakreślające charakter poszczególnych bohaterów. Właśnie w nich czai się najwięcej gęstej atmosfery, która nieustannie kąsa Rosemary.
Wydaje mi się, że to jeden z rzadkich przypadków, gdy ekranizacja wypada lepiej od samej powieści. Książkowe „Dziecko Rosemary” wciąż jest naprawdę dobrym tytułem – jednak Polański wniósł tę historię o poziom wyżej, nie opuszczając tak naprawdę żadnej istotnej treści. Warto przeczytać, szczególnie jeśli jakimś cudem nie widziało się adaptacji: 8/10.
Za sprawą wybitnego filmu Polańskiego niemal każdy słyszał o „Dziecku Rosemary”. Nie zmienia to tego, że z książkowym pierwowzorem zapoznał się raczej mało kto. Czy powieść Iry Levina ma do zaoferowania historię równie fascynującą, co głośna ekranizacja?
Gdy Rosemary otrzymuje telefon o zwolnionym mieszkaniu w Bramford, czuję się jak w siódmym niebie. Wymarzona okolica,...
2026-02-16
Dość ciekawy, choć stosunkowo długi dialog. Faktycznie godny uwagi dopiero w trzecim akcie, gdyż dwie pierwsze rozmowy są dość powierzchowne i sprowadzają się do wpędzania rozmówców w błahe sprzeczności.
Konflikt pomiędzy prawem naturalnym (prawem silniejszego) i prawem bazującym na cnotach, w tym sprawiedliwości, godny uwagi i wiecznie żywy. Oprócz tego typowo platońska krytyka hedonizmu oraz egoizmu. Finał nie w pełni satysfakcjonujący, odwołuje się do niskich moralnie pobudek.
Dość ciekawy, choć stosunkowo długi dialog. Faktycznie godny uwagi dopiero w trzecim akcie, gdyż dwie pierwsze rozmowy są dość powierzchowne i sprowadzają się do wpędzania rozmówców w błahe sprzeczności.
Konflikt pomiędzy prawem naturalnym (prawem silniejszego) i prawem bazującym na cnotach, w tym sprawiedliwości, godny uwagi i wiecznie żywy. Oprócz tego typowo platońska...
2026-01
„Pies Baskerville’ów” był jednym z pierwszych kryminałów, jakie przeczytałam. Wciąż bardzo sobie cenię tę powieść spod ręki Arthura Conana Doyle’a i przypuszczalnie to jedna z moich ulubionych przygód Sherlocka Holmesa. Co aż tak wyróżnia ten tytuł na tle innych?
Do domu przy Baker Street trafia klient z niespotykaną historią. Dawna legenda u psim upiorze grasującym na wrzosowiskach brzmi niedorzecznie, jednak w oparach tej wiekowej tajemnicy miejsce miał podejrzany zgon. Czy jednak śmierć ta była zjawiskiem naturalnym, czy też raczej starannie zaplanowanym morderstwem? Choć, czy ślady psich łap przy zwłokach dziedzica rodu Baskerville’ów nie stanowią może dowodu na to, że opowieść o klątwie jest mimo wszystko prawdziwa? Gdy do dworu przybyć ma nowy spadkobierca, wraz z nim wysłany zostaje Watson, by mieć oko na wszystko, co wydaje się podejrzane. Wkrótce na mokradłach znów rozlega się wycie bestii…
Pierwsza lektura tej książki ma niesamowity urok. Zgrabna opowieść detektywistyczna, jednak jej klimat jest po prostu niepodrabialny! Ponura posiadłość, mgła zalegająca na wrzosowiskach, przerażające bagna pochłaniające wszystko, co przypadkiem zboczy ze szlaku. Miejscami ta historia naprawdę przypomina gotycką powieść grozy, a autor tak zgrabnie igra z czytelnikiem, że można być skłonnym uwierzyć w nadnaturalny charakter całej sprawy. Wiele wskazówek, mnóstwo zbiegów okoliczności oraz kilka skrajnie różnych dramatów rozgrywających się jednocześnie. Choć ostatecznie to Holmes trzyma wszystkie asy w rękawie, również Watson ma do zaoferowania kilka zdroworozsądkowych spostrzeżeń, podłapując dryg detektywistyczny swojego współlokatora. Prawda jest tylko jedna, a nic nie uchroni się przed czujnym okiem i uchem mistrza dedukcji.
Jeśli ktoś nie jest pewny, czy zafascynują go przygody Sherlocka – ten konkretny tytuł z pewnością stanowi jeden z najlepszych możliwych punktów rozpoczęcia przygody z tym słynnym detektywem. Historia ta ma w sobie to coś, po prostu niesamowicie intryguje. Ode mnie otrzymuje 8/10 – może nie najwięcej, ale jak na klasyczny kryminał, to i tak naprawdę dużo.
„Pies Baskerville’ów” był jednym z pierwszych kryminałów, jakie przeczytałam. Wciąż bardzo sobie cenię tę powieść spod ręki Arthura Conana Doyle’a i przypuszczalnie to jedna z moich ulubionych przygód Sherlocka Holmesa. Co aż tak wyróżnia ten tytuł na tle innych?
Do domu przy Baker Street trafia klient z niespotykaną historią. Dawna legenda u psim upiorze grasującym na...
2026-01
Tytuł niewątpliwie budzi mieszane uczucia podczas lektury. Z jednej strony wielowątkowość, skomplikowane intrygi czy tajemne wizje potrafią zafascynować. Tylko oprócz tego pełno tu romansów, które nie zawsze zostały dobrze napisane, za to niemal każdy obfituje w miejscami zwyczajnie niesmaczne sceny zbliżeń wszelakich.
Powieść traci także nieco na stronniczości religijnej autorki, przez co w starciu dwóch sił walczących o wpływy mamy "tych dobrych" posiadających jakąkolwiek głębię osobowości oraz "tych złych", którzy są tak płascy i jednowymiarowi, że aż odstręczają od lektury.
A, no i o samym Arturze jest stosunkowo mało, za to wszelkie toczone bitwy czy pojedynki dzieją się poza narracją, bywając jedynie przelotnie wspominanymi wydarzeniami. Szczęśliwie zamiast epickich potyczek można po raz dziesiąty czytać o tych samych przeżyciach emocjonalnych, uczuciach bądź wątpliwościach, które za każdym razem prowadzą do tych samych wniosków. Prawdę mówiąc, bohaterowie się nie uczą niemal niczego podczas tej rozciągniętej na kilkadziesiąt lat opowieści. Jakakolwiek sensowna refleksja pojawia się dopiero w poruszającym epilogu.
Tę dość mozolną lekturę czyta się dość powoli, co nie zawsze wydaje się wynagardzające. Niby przyjemnie, a niektóre sceny ekscytują lub wzbudzają inne silne emocje. Nie wydaje się to jednak wystarczająco, by ocenić "Mgły Avalonu" na więcej niż 7/10.
Tytuł niewątpliwie budzi mieszane uczucia podczas lektury. Z jednej strony wielowątkowość, skomplikowane intrygi czy tajemne wizje potrafią zafascynować. Tylko oprócz tego pełno tu romansów, które nie zawsze zostały dobrze napisane, za to niemal każdy obfituje w miejscami zwyczajnie niesmaczne sceny zbliżeń wszelakich.
Powieść traci także nieco na stronniczości religijnej...
2025-12
Wśród najważniejszych powieści o istotach z innej planety nie może zabraknąć „Inwazji porywaczy ciał” Jacka Finneya. Tytuł ten najczęściej kojarzy się z filmem z 1978 roku, w którym w główną rolę fenomenalnie wcielił się Donald Sutherland. Niemniej naprawdę warto rzucić okiem na materiał źródłowy i dać się mu porwać przynajmniej na chwilę.
Z poziomu gabinetu lekarskiego da się usłyszeć niezwykle wiele o społeczności. Miles Bennell zauważa, że otrzymuje coraz więcej zgłoszeń dotyczących niepokojących zmian u członków różnych rodzin. Fizycznie niczym się nie różnią od dawnych siebie, wspomnienia zachowali te same, lecz mimo tego sprawiają niepokojące wrażenie. Coś wyraźnie nie pasuje, choć jest nieuchwytne. Prawdziwe problemy zaczynają się, gdy miejscowy pisarz odnajduje w swojej piwnicy niepokojące zwłoki. Niby wyglądają jak człowiek, lecz zdecydowanie różnią się od wszystkiego, co Miles miał okazję zobaczyć w swoim życiu. W miasteczku dzieje się coś złego, ale tak właściwie co?
Trudno się nie zgodzić, że do tej pory to jedna z oryginalniejszych wizji spotkań z życiem pozaziemskim. Jednocześnie nie ma tu silenia się na paranaukowe próby wytłumaczenia wszystkich zagadnień (co sprytnie podkreśla narrator na samym początku powieści). Klimat tajemnicy utrzymany jest w zasadzie od pierwszej do ostatniej strony, choć po prawdzie znajomość ekranizacji bardzo przeszkadza w cieszeniu się tymi początkowymi niedopowiedzeniami. Sam konflikt został jednak świetnie i przekonująco zarysowany, w dodatku przy głębszym zastanowieniu zwyczajnie przeraża. Niemniej pojawiają się tu również wątki kiepskie – mam na myśli przede wszystkim te krążące wokół Becky. Młoda kobieta momentami wydaje się bardziej jakimś fabularnym rekwizytem niż pełnoprawną bohaterką opowieści. W kwestii samego zakończenia… Jest logiczne, pasuje do historii (choć sięga po pewną niezrozumiałą przypadkowość) – aczkolwiek bardziej przemawia do mnie finał filmowy z lat siedemdziesiątych.
Książka napisana została prostym językiem. Przy wielkich chęciach można przez nią przebrnąć nawet w jeden dzień. Dominują opisy, które z reguły ciekawią, acz w kilku punktach mogą odrobinę nudzić. Dialogi wydają się naprawdę żywe, sprawnie napędzają fabułę w kluczowych momentach. Udanie prezentują się także sceny akcji, które cechują się dynamiką i nie wytracają łatwo pędu. Szczególnie intrygujące są fragmenty wszelkich konfrontacji z życiem pozaziemskim – mają naprawdę niepowtarzalny klimat, choć mogą nieco trącić myszką. Jakiejś szczególnej artystycznej finezji się tu nie uświadczy.
Czy „Inwazja porywaczy ciał” jest pozycją obowiązkową dla fanów horroru? Wypada ją znać, choć trafi raczej do miłośników science fiction w stylu retro. Z mojej strony stosunkowo słabe 7/10 – bawiłam się dobrze, ale raczej nigdy nie wrócę do tego tytułu ani nie będę go jakoś szerzej polecać.
Wśród najważniejszych powieści o istotach z innej planety nie może zabraknąć „Inwazji porywaczy ciał” Jacka Finneya. Tytuł ten najczęściej kojarzy się z filmem z 1978 roku, w którym w główną rolę fenomenalnie wcielił się Donald Sutherland. Niemniej naprawdę warto rzucić okiem na materiał źródłowy i dać się mu porwać przynajmniej na chwilę.
Z poziomu gabinetu lekarskiego da...
Naprawdę szkoda, że to jedyna zachowana część tej opowieści. Niby to ledwie wycinek mitu o Prometeuszu w formie dramatu, ale czyta się dobrze.
Naprawdę szkoda, że to jedyna zachowana część tej opowieści. Niby to ledwie wycinek mitu o Prometeuszu w formie dramatu, ale czyta się dobrze.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW zasadzie nie jest to szczególnie dobra komedia - raczej taka przesiąknięta frustracją. Autor ma na koncie lepsze tytuły - w ogóle antyk ma do zaoferowania pozycje bardziej godne uwagi, tę raczej można spokojnie ominąc bez straty.
W zasadzie nie jest to szczególnie dobra komedia - raczej taka przesiąknięta frustracją. Autor ma na koncie lepsze tytuły - w ogóle antyk ma do zaoferowania pozycje bardziej godne uwagi, tę raczej można spokojnie ominąc bez straty.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-09
„Wspomnienia Sherlocka Holmesa” miały być ostatnią książką o tytułowym detektywie. Jednakże pomimo niechęci Doyle’a do stworzonego przez siebie bohatera tak się nie stało. Co z perspektywy czasu oferuje pierwotny finał najsłynniejszej serii kryminalnej wszechczasów?
Kradzieże, morderstwa, tajemnice przeszłości oraz czający się gdzieś w mroku Moriarty. Holmes jest nieustannie na tropie, poszukując rozwiązań najbardziej niespotykanych zagadek. Nawet jeśli nie każda z jego hipotez się sprawdza przy ostatecznej konfrontacji. Wszystkie nowe i stare przygody wiernie spisuje drogi Watson, przybliżając między innymi pierwszą sprawę Sherlocka… a także tę uznaną początkowo za ostatnią.
Dość szybko przebrnęłam przez ten zbiór, lecz nie mogę się pozbyć wrażenia pewnej wtórności. Każda historia sprowadza się do schematu, który już pojawił się we wcześniejszych tytułach w tej czy innej formie. Nie lubię takiej monotematyczności, nuży mnie ona, bezmiernie rozczarowując. Pewien zawód przynosi również „Ostatnia zagadka”, w której Holmes mierzy się z największym geniuszem zbrodni, który wyczynia same niecnoty, kierując wielką, potworną organizacją przestępczą. Tylko to wszystko jest jakoś tak przedstawione w sposób marginalny, czysto opisowy. Niby mamy antagonistę, ale nie robi on takiego wrażenia, jak choćby Irene Adler… Z powodu tych wszystkich niedociągnięć wydaje mi się, że mniej więcej rozumiem, skąd u autora taka niechęć do stworzonego przez niego bohatera. Ileż w końcu można pisać o tym samym.
„Wspomnienia Sherlocka Holmesa” mają podobny problem, co „Dolina strachu” – zwyczajnie nudzą. Wszystko zostało zgrabnie napisane, ale czytelnik nie doświadczy zbyt wielu emocji w trakcie lektury. Szkoda, jednak nie wycisnę tu oceny ponad 6/10.
„Wspomnienia Sherlocka Holmesa” miały być ostatnią książką o tytułowym detektywie. Jednakże pomimo niechęci Doyle’a do stworzonego przez siebie bohatera tak się nie stało. Co z perspektywy czasu oferuje pierwotny finał najsłynniejszej serii kryminalnej wszechczasów?
Kradzieże, morderstwa, tajemnice przeszłości oraz czający się gdzieś w mroku Moriarty. Holmes jest...
Sto opowieści zamkniętych w konwencji szkatułkowej ku odpędzaniu malencholii białogłów. Wieki później wciąż rozczula, wciąż bawi, a niekiedy nawet uczy.
Tytuł stojący w rozkroku między myślą średniowieczną i renesansową - pozycja obowiązkowa dla wszystkich interesujących się klasyką literatury.
Sto opowieści zamkniętych w konwencji szkatułkowej ku odpędzaniu malencholii białogłów. Wieki później wciąż rozczula, wciąż bawi, a niekiedy nawet uczy.
Tytuł stojący w rozkroku między myślą średniowieczną i renesansową - pozycja obowiązkowa dla wszystkich interesujących się klasyką literatury.
Wywód o rodowodzie tytanów, bogów i bóstw pomniejszych z elementami znanych mitów oraz wojnie między tytanami i bogami.
Nie czyta się tego zbyt dobrze, choć to wciąż istotne źródło wiedzy mitologicznej.
Wywód o rodowodzie tytanów, bogów i bóstw pomniejszych z elementami znanych mitów oraz wojnie między tytanami i bogami.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie czyta się tego zbyt dobrze, choć to wciąż istotne źródło wiedzy mitologicznej.