-
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Dlaczego poziom czytelnictwa w Polsce nie rośnie? Raport Biblioteki Narodowej
Iza Sadowska17 -
Artykuły
Wakacje pełne magii - weź udział w akcji recenzenckiej i przenieś się do magicznego świata
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać378
Biblioteczka
2026-04-05
2026-04-04
Dość ogólnie przybliża losy Marka Antoniusza, Oktawiana Augusta oraz Kleopatry. Czyta się sprawnie, momentami opowieść okraszona jest humorem, choć nie da się ukryć, że rozpiętość czasowa wydarzeń nie służy samemu dramatowi. Jednocześnie zadziwiająco spójnie przedstawiono główny wątek.
Dość ogólnie przybliża losy Marka Antoniusza, Oktawiana Augusta oraz Kleopatry. Czyta się sprawnie, momentami opowieść okraszona jest humorem, choć nie da się ukryć, że rozpiętość czasowa wydarzeń nie służy samemu dramatowi. Jednocześnie zadziwiająco spójnie przedstawiono główny wątek.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-12
Im częściej sięgam po poczytnych polskich autorów kryminałów/thrillerów, tym silniej odnoszę wrażenie, że cały literacki mainstream jest pisany na jedno kopyto. „Mortalista” Maxa Czornyja wręcz do bólu mnie znużył i jakościowo nie wyróżnia się niczym spośród zalewu popularnych pozycji. Nijakość, bylejakość, miałkość – tak można by krótko podsumować ten tytuł.
Śmierć pewnego staruszka dogłębnie przeraziła dzieci, które znalazły zwłoki. Gdy ciało zostaje już wywiezione, na miejscu pojawia się zatrudniony w firmie sprzątającej Honoriusz Mond oraz jego przełożona – Allegra Szmit. Porządki są w zasadzie zakończone, jednak mężczyźnie coś wyraźnie nie pasuje w całym obrazie. Pod dywanem skryta jest piwnica, a w niej zasuszone zwłoki dzieci. Machina policyjna idzie w ruch, śledztwo ściga się z czasem, morderca znów atakuje. W całą sprawę z pełną premedytacją włącza się były „Mortalista”, który swego czasu należał do ścisłej czołówki kryminalistyków.
Główną wadą tej książki jest zwykła, pospolita nuda. Opowieść nie fascynuje, ale nawet schematyczne historie da się prowadzić dobrze – tutaj jednak główny bohater miewa więcej szczęścia niż rozumu. Motorem napędowym fabuły jest przypadek, dedukcji zbyt wiele się nie doświadczy, za to mamy zakończenie od czapy, którego nie dało się przewidzieć z bardzo prostego powodu: absolutnie nic go nie sugeruje i pozostawia jeszcze więcej pytań bez odpowiedzi. Przy okazji doświadczyć można urodzaju wątków, które były absolutnie zbędne (jak bezimienna rodzina jadąca czterysta kilometrów na cmentarz, by znaleźć istotne fabularnie zwłoki). Ot taki miszmasz o wszystkim, niczym oraz tym pomiędzy – nie wynika z tego zbyt wiele. Całokształt generuje wyłącznie poczucie straconego czasu.
Kreacja głównego bohatera także ma swoje wady. Nie chodzi nawet o jego charakter, który w żadnym mierze się nie wyróżnia, niekiedy może irytują, a przede wszystkim nie zapada w pamięć. Największe zarzuty mam do kwerendy autora względem wiedzy, jaką obdarzył Honoriusza Monda. Niby umieszcza go w ramach kryminalistyki (dokładniej w jej wymyślonej specjalizacji „mortalistyki”), ale realnie to nie pojawia się zbyt wiele wiedzy kryminalistycznej (poza nekrofauną), za to bohater co rusz wypowiada się w tematach medycyny sądowej, która, jak nazwa sugeruje, jest raczej domeną lekarzy tej specjalizacji. Tylko że często gęsto wypowiada się błędnie lub wyciąga wnioski na bazie wątpliwych poszlak i na hurra, gdy do weryfikacji pewnych hipotez niezbędna byłaby kompletna sekcja sądowo-lekarska. Jednak nawet gdy uznamy nadzwyczajną przenikliwość oraz wielobranżowy poziom eksperckości (uzasadniony wygodnie pamięcią fotograficzną), to dostrzegam jeden kluczowy mankament. „Mortalista” operuje wiedzą ściśle podręcznikową, co sugeruje mi, że w procesie twórczym nie było konsultacji z żadnymi ekspert, a wyłącznie z podręcznikami akademickimi lub pozycjami popularnonaukowymi. Niestety tak jak choroby książek nie czytają, tak zwłoki niestety też nie – teoria znacząco różni się od praktyki. Traci na tym realizm, który, choć przeciętnego czytelnika nawet raz nie zastanowi, tak każdego jakkolwiek zorientowanego w temacie będzie drażnić przez całą lekturę. Nawet bardziej niż absyntowy nałóg głównego bohatera, po którym nigdy nie ma żadnych odchyleń psychosomatycznych – można wyłącznie współczuć wątrobie tak skutecznie wykonywanej detoksykacji.
W kontekście samego stylu skłaniałabym się ku stwierdzeniu, że jest przeciętny i przy tym dość skromny językowo. Dialogi często wydają się taką zapchajdziurą o niczym, zwykłe nabijanie słów, by jeszcze odrobinę przeciągnąć opowieść. Szeroko chwalonego humoru nie doświadczyłam, a przekomarzanki między głównymi bohaterami głównie mnie żenowały. Tak jak zresztą multireligijne wtrącenia o niejasnym celu. Cóż, bez wątpienia nie jest to pozycja, którą czyta się dla szeroko rozumianych walorów literackich. Przy okazji odnoszę wrażenie, że jakby ktoś mi bez kontekstu pokazał jakikolwiek fragment, to bez przeszkód uwierzyłabym w dowolnie przypisane autorstwo w obrębie polskiego mainstreamu z pogranicza kryminału i thrillera.
Czy warto przeczytać „Mortalistę”? Jeśli pochłania się tego typu tytuły masowo bez względu na ich jakość, to może tak. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że dla kogoś to faktycznie będzie rozrywka. Jednak dla osób poszukujących wyłącznie pozycji wyjątkowych, bez zastrzeżeń godnych uwagi – to ta niestety do nich nie należy. Z mojej strony 4/10, nie polecam.
Im częściej sięgam po poczytnych polskich autorów kryminałów/thrillerów, tym silniej odnoszę wrażenie, że cały literacki mainstream jest pisany na jedno kopyto. „Mortalista” Maxa Czornyja wręcz do bólu mnie znużył i jakościowo nie wyróżnia się niczym spośród zalewu popularnych pozycji. Nijakość, bylejakość, miałkość – tak można by krótko podsumować ten tytuł.
Śmierć...
Naprawdę szkoda, że to jedyna zachowana część tej opowieści. Niby to ledwie wycinek mitu o Prometeuszu w formie dramatu, ale czyta się dobrze.
Naprawdę szkoda, że to jedyna zachowana część tej opowieści. Niby to ledwie wycinek mitu o Prometeuszu w formie dramatu, ale czyta się dobrze.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW zasadzie nie jest to szczególnie dobra komedia - raczej taka przesiąknięta frustracją. Autor ma na koncie lepsze tytuły - w ogóle antyk ma do zaoferowania pozycje bardziej godne uwagi, tę raczej można spokojnie ominąc bez straty.
W zasadzie nie jest to szczególnie dobra komedia - raczej taka przesiąknięta frustracją. Autor ma na koncie lepsze tytuły - w ogóle antyk ma do zaoferowania pozycje bardziej godne uwagi, tę raczej można spokojnie ominąc bez straty.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Sto opowieści zamkniętych w konwencji szkatułkowej ku odpędzaniu malencholii białogłów. Wieki później wciąż rozczula, wciąż bawi, a niekiedy nawet uczy.
Tytuł stojący w rozkroku między myślą średniowieczną i renesansową - pozycja obowiązkowa dla wszystkich interesujących się klasyką literatury.
Sto opowieści zamkniętych w konwencji szkatułkowej ku odpędzaniu malencholii białogłów. Wieki później wciąż rozczula, wciąż bawi, a niekiedy nawet uczy.
Tytuł stojący w rozkroku między myślą średniowieczną i renesansową - pozycja obowiązkowa dla wszystkich interesujących się klasyką literatury.
Komedia pełna dość rubasznego humoru. Komentarz polityczny tamtych czasów, choć nie zachwyca tak, jak niektóre inne dzieła epoki.
Komedia pełna dość rubasznego humoru. Komentarz polityczny tamtych czasów, choć nie zachwyca tak, jak niektóre inne dzieła epoki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Anabaza to trochę taki fanfik pisany o samym sobie. Ksenofont opiewa swoje wielkie czyny, jako jedyny pięknie przemawia, a każdy, kto się z nim nie zgadza jest w każdej mierze plugawy i niegodny choćby jednej linii dialogowej.
Trzeba przy tym przyznać - wspaniale pisze pamiętnik wojownika. Jest zarys strategii, problemów armii, kryzysy rozmaitej maści nieustannie piętrzą się przed wojskiem. Coś dla miłośników historii i militariów.
Anabaza to trochę taki fanfik pisany o samym sobie. Ksenofont opiewa swoje wielkie czyny, jako jedyny pięknie przemawia, a każdy, kto się z nim nie zgadza jest w każdej mierze plugawy i niegodny choćby jednej linii dialogowej.
Trzeba przy tym przyznać - wspaniale pisze pamiętnik wojownika. Jest zarys strategii, problemów armii, kryzysy rozmaitej maści nieustannie piętrzą...
Bardzo przyjemna komedia - niesamowicie bawi, a przy tym miewa coś wartościowego do powiedzenia.
Bardzo przyjemna komedia - niesamowicie bawi, a przy tym miewa coś wartościowego do powiedzenia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Czyta się ją o wiele lepiej niż "Iliadę". Epos ten jest dużo bardziej przygodowy, są niezwykłe stworzenia, groźne pojedynki, a także nieco humoru, choćby i tego ciut czarnego.
Na takich wyprawach lepiej przy tym chyba w ogóle nie spać, jeśli reszta drużyny nie grzeszy inteligencją...
A - no i wciąż nie ma zbyt wiele z opisu zdobycia Troi (tylko kilka wspomnień o koniu trojańskim), więc tej luki w opowieści trzeba już chyba szukać typowo w "Eneidzie".
Czyta się ją o wiele lepiej niż "Iliadę". Epos ten jest dużo bardziej przygodowy, są niezwykłe stworzenia, groźne pojedynki, a także nieco humoru, choćby i tego ciut czarnego.
Na takich wyprawach lepiej przy tym chyba w ogóle nie spać, jeśli reszta drużyny nie grzeszy inteligencją...
A - no i wciąż nie ma zbyt wiele z opisu zdobycia Troi (tylko kilka wspomnień o koniu...
Oresteja to w gruncie rzeczy trylogia dramatów.
Pierwszy z nich dotyczy zbrodni, jaka miała miejsce po powrocie Agamemnona spod Troi. Dwa pozostałe śledzą już zemstę i odkupienie jego syna Oresta.
To w tym tytule można przyjrzeć się umiejętnościom wieszczbiarskim Kassandry, to tutaj da się wstępnie pochylić nad klątwą rodu Atrydów.
Tytuł czyta się szybko, a choć nie wykracza zanadto poza ramy znane z typowych opracowań mitów, ma do zaoferowania kilka dość intrygujących ciekawostek dotyczących świata antycznego.
Przy okazji to w tym tytule Apollo bawi się w adwokata - pod pewnymi względami dość komiczna rola.
Oresteja to w gruncie rzeczy trylogia dramatów.
Pierwszy z nich dotyczy zbrodni, jaka miała miejsce po powrocie Agamemnona spod Troi. Dwa pozostałe śledzą już zemstę i odkupienie jego syna Oresta.
To w tym tytule można przyjrzeć się umiejętnościom wieszczbiarskim Kassandry, to tutaj da się wstępnie pochylić nad klątwą rodu Atrydów.
Tytuł czyta się szybko, a choć nie...
W gruncie rzeczy czuję się rozczarowana tą pozycją. To trochę taki miks "Illiady" z "Odyseją" tylko nudniejszy i niedokończony. Tak naprawdę godne uwagi to jest wyłącznie do momentu dotarcia do Italii, z dalszymi fragmentami już nie ma sensu się zapoznawać.
W gruncie rzeczy czuję się rozczarowana tą pozycją. To trochę taki miks "Illiady" z "Odyseją" tylko nudniejszy i niedokończony. Tak naprawdę godne uwagi to jest wyłącznie do momentu dotarcia do Italii, z dalszymi fragmentami już nie ma sensu się zapoznawać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Wywód o rodowodzie tytanów, bogów i bóstw pomniejszych z elementami znanych mitów oraz wojnie między tytanami i bogami.
Nie czyta się tego zbyt dobrze, choć to wciąż istotne źródło wiedzy mitologicznej.
Wywód o rodowodzie tytanów, bogów i bóstw pomniejszych z elementami znanych mitów oraz wojnie między tytanami i bogami.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie czyta się tego zbyt dobrze, choć to wciąż istotne źródło wiedzy mitologicznej.