Marcel Moss odpowiedział na wasze pytania

LubimyCzytać
12.06.2020

Autor bestsellerowych powieści „Nie odpisuj” i „Nie patrz”, ukrywający się pod pseudonimem Marcel Moss odpowiedział na pytania użytkowników lubimyczytać.pl. Czy zamierza ujawnić swoją tożsamość? Jaki ma stosunek do negatywnych komentarzy na temat swoich książek? I którą ze swoich książek chciałby zobaczyć zekranizowaną? Zapraszamy do lektury rozmowy z autorem.

Marcel Moss odpowiedział na wasze pytania
Reklama

Czy kiedykolwiek ujawni pan swoją prawdziwą tożsamość? Triste

Marcel Moss: Jest mi dobrze tak, jak jest. Przed pandemią chętnie brałem udział w spotkaniach z czytelnikami, a obecnie udzielam się w internecie w takim stopniu, jaki uważam za słuszny i dla mnie komfortowy. Po pierwsze zupełnie nie interesuje mnie rozpoznawalność. Nie chcę być influencerem. Lubię siebie, nie pragnę poklasku i cenię sobie prywatność. Zależy mi na tym, by ludzie nie interesowali się mną, a moją twórczością, ponieważ każda książka zawiera ważny przekaz dotyczący współczesnych czasów i problemów, z którymi zmaga się większość z nas. Po drugie - martwiłem się, że pokazanie twarzy sprawi, iż czytelnicy profilu „Zwierzenie” nie będą chcieli tak chętnie dzielić się ze mną swoimi historiami. Zastanawiałem się nawet, czy w ogóle powinienem im wspominać o tych książkach. Na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne. Niemal każde spotkanie autorskie przedłużało się właśnie dzięki temu, że czytelnicy przychodzili na nie nie tylko po dedykację w książce, ale również dla rozmowy w cztery oczy. Poznałem wiele osób i wysłuchałem mnóstwo ciekawych historii. To bardzo budujące.

Jakie jest pana zdanie na temat hejtu w internecie, którego temat jest ciągle obecny w pana książkach? Vespertine

Nie odpisuj Marcel MossBadania dowodzą, że hejtujemy głównie po to, by podbudować własną samoocenę. Często zwyczajnie chcemy zrobić komuś na złość, a internet jest do tego idealnym miejscem. Dzięki niemu możemy kogoś obrazić, unikając przy tym osobistej konfrontacji. W „Nie odpisuj” piszę: „Hejterzy brzydzą się cudzego szczęścia, złorzeczą i plują jadem. Robią to już nie tylko ukryci za pseudonimami. Dziś hejtują wszyscy”. Wystarczy wejść na Facebooka i poczytać komentarze osób podpisanych z imienia i nazwiska. Staliśmy się społeczeństwem hejterów i hipokrytów, o czym przekonałem się na własnej skórze.

Czy pana zdaniem walka z hejtem w internecie jest w ogóle możliwa? Mimozaoza

Reklama

Choć dużo się mówi o potrzebie walki z hejtem w sieci, to finalnie nic z tego nie wynika z prostego powodu - nie widzimy winy w sobie. Przygotowując się do pisania „Nie odpisuj” odkryłem raport, z którego wynikało, iż 99% osób piszących krytyczne komentarze w internecie, uważa, że nie robi nic złego, a ponad 60% z nich sądzi, że inni krytykują wyłącznie po to, by sprawić komuś przykrość. W skrócie - my nie hejtujemy. My tylko wyrażamy swoje niezadowolenie i próbujemy poprawić jakość dyskusji. To inni hejtują i to z nimi trzeba walczyć. W ten sposób wpadamy w błędne koło, z którego nie ma wyjścia. Walka z hejtem jest możliwa, ale jeśli chcemy coś zmienić, musimy zacząć od siebie. Być może dlatego poświęcam tak dużo czasu na prowadzenie profilu „Zwierzenie”, który z zamysłu ma być przestrzenią wolną od negatywnych emocji. Staram się publikować głównie pokrzepiające, budujące, wzruszające zwierzenia. Robię to całkowicie bezinteresownie, nie zarabiam na tym profilu, ponieważ nie chcę czerpać korzyści z tego, że ktoś mi zaufał. Zależy mi jedynie na tym, by udowodnić sobie i innym, że istnieją jeszcze miejsca, w których ludzie nie plują wkoło jadem.

Jaki ma pan stosunek do negatywnych komentarzy na temat pana książek? Izabelle1995

Wychodzę z założenia, że jeżeli ktoś nabył moje książki i przeczytał je od pierwszego do ostatniego słowa, to może mówić na ich temat, co mu się tylko podoba. Krytyczne opinie w ogóle mnie nie zaskoczyły, bo po pierwsze - taka literatura nie każdemu musi się podobać, a po drugie - ludzie nie znali pełnego kontekstu, powodu, dla którego wplotłem w fabułę tyle skrajnych emocji. Co więcej, wiele negatywnych opinii było dziełem moich prześladowców, którzy zakładali kilkadziesiąt anonimowych kont na stronie Empiku i masowo przyznawali mi 1 gwiazdkę, by zniechęcić potencjalnych kupców. Na własne oczy widziałem, jak w przeciągu kilku minut „Nie odpisuj” dostało kilkanaście „jedynek”, a w opiniach zaroiło się od negatywnych komentarzy wypisywanych w podobnym stylu z wielu anonimowych kont. Bardzo łatwo jest odróżnić konstruktywną krytykę od celowego hejtu. Najbardziej bawi mnie w tym wszystkim jednak to, że wbrew pozorom próby podcięcia mi skrzydeł przyniosły odwrotny efekt. Wiele osób zaczęło się zastanawiać, jak to możliwe, że książka, która ma tyle samo najwyższych i najniższych ocen, jest tak popularna. Sprzedaż rosła, bo kontrowersyjne recenzje wzbudzały w ludziach ciekawość.

„Pokaż mi” porusza bardzo aktualny temat randkowania w sieci. Czy uważa pan, że z powodu koronawirusa miłość przeniesie się całkowicie do rzeczywistości online? Vespertine

Pokaż mi Marcel MossGdy w zeszłym roku pisałem „Pokaż mi”, wiedziałem, że dotykam bardzo współczesnych tematów, czyli miłości w sieci i bezpieczeństwa danych. Nie miałem jednak pojęcia, co nas czeka w niedalekiej przyszłości. Dziś wydaje mi się, że moja książka nie mogłaby być bardziej aktualna. Na początku kwietnia brytyjskie media rozpisywały się o rodakach, którzy masowo zakładali konta na nowej stronie oferującej cyberseks. Z kolei w południowo-wschodniej Azji rodzice drżeli ze strachu o swoje dzieci, które zamknięte w domach spędzały jeszcze więcej czasu w internecie, wikłając się w znajomości z podającymi się za kogoś innego pedofilami. „Pokaż mi” pokazuje jednak, że internetowa miłość nigdy nie zastąpi nam tej fizycznej. Główny bohater, Łukasz, wodzony za nos przez mityczną Królową, główną bohaterkę tytułowej aplikacji, w pewnym momencie zaczyna pragnąć czegoś więcej niż tylko długich rozmów na czacie, wyuzdanych zdjęć czy erotycznych filmików. Chce ujrzeć Królową na własne oczy, porozmawiać z nią, dotknąć jej idealnego ciała i poczuć jego zapach. Wydaje mi się, że nawet całkowite zamknięcie społeczeństwa w domach nie powstrzyma ludzi przed pragnieniem fizycznej bliskości.

Czy relacje zawierane przez internet mają szansę rozwinąć, a przede wszystkim przetrwać w świecie niewirtualnym? Czy pan zawarł kiedyś przyjaźń w sieci? A jeśli tak, to jak to wpłynęło na pana życie? kasialke11

Uważam, że przyjaźń przez internet jest absolutnie możliwa, czego jestem najlepszym przykładem. Jako zamknięty w sobie, zakompleksiony i dręczony przez rówieśników nastolatek spędzałem wolny czas przed komputerem, a moimi jedynymi przyjaciółmi były osoby z całego świata, które poznawałem na forach dyskusyjnych. Dziś, wiele lat później, wciąż mamy ze sobą bliski kontakt i nigdy się na sobie nie zawiedliśmy. Często śmieję się, że do jakiegokolwiek kraju bym się nie wybrał, zawsze znajdę darmowy nocleg. Choć w swoich książkach skupiam się głównie na mrocznych stronach internetu, to nie twierdzę, że tylko takie istnieją. Mądre korzystanie z internetu połączone z odrobiną szczęścia do ludzi potrafi urozmaicić nasze życie i uczynić go lepszym.

Czy czerpał pan pomysły z wysyłanych do pana zwierzeń internautów? Sowia

Historie przedstawione w moich trzech pierwszych thrillerach są całkowicie fikcyjne, przy czym - jak wspominałem - uzupełnione o moje osobiste przemyślenia. Jestem całkowicie szczery w stosunku do czytelników profilu „Zwierzenie”, nie zamierzam się na nich wzbogacać, choć wielu z nich często pisze mi, że nie miałoby nic przeciwko temu, gdybym zainspirował się niektórymi historiami. Jeśli to zrobię, to tylko w taki sposób, by nikt nigdy nie mógł się zorientować, kogo dotyczy dana historia. Prywatność moich czytelników jest dla mnie kluczowa.

Marcel Moss

Jak wyglądałby pana dekalog dla użytkowników social media, aby zapobiec niebezpieczeństwu czyhającemu na nich w sieci? Chk

  1. Zawsze myśl dwa razy, zanim opublikujesz w internecie jakąś informację na swój temat. Pamiętaj, że w sieci nic nie ginie.
  2. Nie akceptuj ślepo wszelkich zgód i regulaminów. Zawsze możesz się przed czymś uchronić - na przykład przed niechcianym SPAM-em, śledzeniem swojej lokalizacji, czy niepotrzebnym przetwarzaniu swoich danych osobowych. 
  3. NIE ODPISUJ hejterom, bo oni tylko na to czekają. Nie wygrasz z nimi walką na argumenty, bo prawda w internecie nie ma znaczenia. Liczy się to, kto narobi więcej szumu i dotrze z kłamliwym, obraźliwym przekazem do jak największej liczby osób, a hejterzy są w tym mistrzami.
  4. NIE PATRZ bezczynnie na akty nienawiści w internecie. Jeśli to możliwe, zgłaszaj agresywne komentarze i ich autorów moderatorom konkretnych stron. Działaj po cichu.
  5. Zbieraj wszystkie dowody hejtu. Rób screeny obraźliwych wiadomości i komentarzy, zapisuj linki i niczego nie usuwaj. Jeśli sytuacja będzie się powtarzała, w odpowiednim momencie udaj się na policję. Wbrew pozorom każdego prześladowcę można namierzyć z wykorzystaniem odpowiedniego sprzętu.
  6. Maksymalnie zabezpiecz swoje profile społecznościowe przed ich ewentualnym przejęciem. Włącz uwierzytelnianie dwuskładnikowe i nie stosuj wszędzie tego samego hasła.
  7. Nie ufaj od razu ludziom, których poznajesz w internecie. Nie zawsze bowiem trafisz na kogoś, kto będzie miał wobec Ciebie szlachetne zamiary. By kogoś dobrze poznać, potrzeba czasu.
  8. Wystrzegaj się influencerów i nie traktuj ich jako inspirację. W miażdżącej większości przypadków kierują się oni wyłącznie chęcią zysku. To ich praca. Mówią to, co chcesz usłyszeć i dostają pieniądze za polecanie Ci produktów, których nie używają.
  9. Jeżeli od dłuższego czasu utrzymujesz z kimś kontakt przez internet i coraz bardziej otwierasz się przed tą osobą, a mimo to ona cały czas dba o dyskrecję, upewnij się, że jest tym, za kogo się podaje. Poproś o rozmowę video i pod żadnym pozorem nie spotykaj się z tą osobą w ciemno.
  10. Nie wierz we wszystko, co piszą lub mówią użytkownicy social media. W przypadku krytyki zawsze staraj się poznać wersje obu stron. Podchodź z rezerwą do hejtu, który często nie ma nic wspólnego z prawdą, a jest jedynie chęcią wyładowania na kimś swoich frustracji.

Po napisaniu swojej pierwszej książki, każdy jest podekscytowany i skazany na nieznane, zadaje sobie pytanie: „czy oby na pewno się spodoba”? Kto w pana przypadku był tą pierwszą osobą, której dane było przeczytać świeżo napisaną książkę? Czy pamięta pan z jakimi emocjami się zmagał w oczekiwaniu na werdykt czytelników? Aniołek1010 

„Nie odpisuj” przeczytała najpierw siostra, która podobnie jak ja, lubi thrillery psychologiczne. Pamiętam, że nie przypadło jej do gustu zakończenie, które z kolei spodobało się mojemu wydawcy. Od początku wiedziałem więc, że to właśnie zakończenie powieści wywoła największe kontrowersje. Żeby było ciekawiej, miałem przygotowane jego dwie wersje - oficjalną oraz dużo bardziej komercyjną i szokującą. Postanowiłem jednak być wierny swojej wizji, tym bardziej że wiedziałem, iż to dopiero początek trylogii. Myślę, że wiele zamieszania wokół zakończenia „Nie odpisuj” wyniknęło właśnie z tego, że długo nie informowałem czytelników o kontynuacji, która była już dawno gotowa. 

Gdyby była taka możliwość, którą ze swoich książek chciałby pan zobaczyć zekranizowaną? Jula1012

Nie chcę za dużo zdradzać, ale mam pełną świadomość tego, jak długa jest droga między sprzedaniem praw do ekranizacji książki, a powstaniem filmu lub serialu. Jestem dopiero na początku swojej przygody z pisaniem. Wydałem trzy poczytne powieści, ale mimo to wciąż traktuję pisanie jako hobby. Dlatego też staram się na nic nie nastawiać i mam do wszystkiego duży dystans. Każda ewentualna ekranizacja którejś z książek będzie miłym dodatkiem, choć jeżeli miałoby to zależeć tylko ode mnie, zekranizowałbym wszystkie. Uważam, że te pokręcone historie aż proszą się o jakiś porządny serial na Netflixie, a aktorki, które wcieliłyby się w Agatę, Martynę i Ewę z trylogii „Nie”, miałyby duże pole do popisu.

Dziękujemy za pytania użytkownikom: chk, Vespertine oraz Sowia. Otrzymają oni pakiety książek Marcela Mossa od wydawnictwa Filia.

Pytania do Marcela Mossa od redakcji lubimyczytać.pl

Reklama

Prowadzi Pan stronę na portalu Facebook, zatytułowaną „Zwierzenie”. Internauci anonimowo przesyłają Panu swoje historie, zawierzają sekrety. Czy można określić jakiś wspólny mianownik dla przesyłanych Panu zwierzeń? Czy łączy je poczucie samotności, niezrozumienia we współczesnym świecie?

Dokładnie tak. Myślę, że współcześnie zasadniczym problemem większości ludzi jest poczucie niezrozumienia przez otoczenie, w tym przez osoby najbliższe. Żyjemy w dynamicznych, konkurencyjnych i nerwowych czasach. Jesteśmy poddawani nieustannej presji i wygórowanym oczekiwaniom. Myślimy, że ciągle czegoś nam brakuje w życiu i desperacko próbujemy naśladować innych - zwłaszcza influencerów, którzy za pośrednictwem mediów społecznościowych kreują fałszywy obraz idealnego życia. Przestaliśmy ufać ludziom. Wydaje nam się, że nikt nie jest z nami szczery i każdy dba wyłącznie o swój interes. Robimy dobrą minę do złej gry, a w rzeczywistości zatracamy się w swoich zmartwieniach i pozwalamy, by trawiły nas od środka. Właśnie dlatego dużo ludzi upatruje w profilu „Zwierzenie” szansy na anonimowe podzielenie się z innymi swoimi przemyśleniami. Nie muszą się dzięki temu wystawiać na krytykę rodziny i znajomych, a poza tym zwiększają swoją szansę na znalezienie zrozumienia.

Próżno w Pana książkach szukać happy endów, szczęśliwych zwrotów akcji czy bohaterów, z którymi chcielibyśmy się utożsamić – wielu z nich ma sporo grzechów na sumieniu. Skąd decyzja o przyjęciu takiej mrocznej konwencji, w dużej mierze sprzecznej z przyjętym „przepisem na bestseller”?

Pierwotnie wydźwięk tych książek miał być dużo lżejszy. Jako osoba, która ma bardzo mało czasu na czytanie, wybieram zawsze szybkie, lekkie, zagraniczne thrillery, które stanowią dla mnie doskonałą rozrywkę. Zawsze chciałem napisać powieść utrzymaną w podobnej konwencji, jednak mój zamysł uległ zmianie pod wpływem osobistych przeżyć. 

Padłem ofiarą straszliwego internetowego hejtu ze strony osób, które uważałem za swoich przyjaciół. Wykorzystywały one swoje duże zasięgi w mediach społecznościowych, by rozpowszechniać kłamliwe informacje na mój temat. Prześladowały mnie miesiącami za pomocą wielu anonimowych kont, szkalowały, pomawiały i próbowały sabotować moje działania. Podobnie robi Martyna, bohaterka „Nie odpisuj”, która wykorzystuje swój duży profil na Instagramie do prania osobistych brudów i szkalowania bliskich osób. Chciałem w ten sposób pokazać, że internet w niewłaściwych rękach może się stać destrukcyjnym narzędziem. Niestety polskie prawo wciąż niewystarczająco skupia się na problematyce hejtu w sieci i bardzo ciężko się z nim walczy. 

Nie patrz Marcel MossDo problemu hejtu odniosłem się również w drugiej części trylogii „Nie”, czyli „Nie patrz”.  Proszę sobie wyobrazić influencera z liczbą setek tysięcy obserwatorów, który publikuje na swoim profilu szkalujący wpis pod adresem prywatnej osoby z dużo mniejszymi zasięgami. Jego przekaz trafi do nieporównywalnie szerszego grona. Wiele osób mu uwierzy, nie chcąc nawet poznać wersji wydarzeń drugiej strony. Społeczeństwo odwróci wzrok, będzie wolało „nie patrzeć”, bo tak jest łatwiej. Kłamstwo wypowiedziane w sieci sto razy, staje się prawdą. Influencerzy często nie zdają sobie sprawy, jak wielka spoczywa na nich odpowiedzialność i jak ogromne szkody mogą wyrządzić, nieodpowiednio posługując się narzędziami komunikacji ze swoimi obserwatorami.

Przykre przeżycia uświadomiły mi też, jak kruche są relacje międzyludzkie. Na dobrą sprawę nigdy nikogo w pełni nie znamy. Przyjaciel motywowany chciwością, zazdrością i zawiścią, staje się nagle twoim oprawcą i nie spocznie, dopóki nie wgniecie cię w ziemię. Ludzie stają się nieobliczalni. Utrata czujności może nas kosztować miesiące stresu i strachu o własne bezpieczeństwo. 

Bardzo chciałem wpleść te wszystkie emocje, które mi towarzyszyły, w fabułę swoich książek. W ten sposób mogłem przekazać innym ważną wiadomość. Gdy przystępowałem do tworzenia „Nie odpisuj”, doskonale wiedziałem, że podejmuję duże ryzyko. Większość osób, które współcześnie czytają kryminały, dawniej zaczytywała się w powieściach obyczajowych. Naturalnie więc lubią książki o postaciach, które mimo życiowych zawirowań i trudnych charakterów, zwyczajnie dają się lubić. Największym sukcesem cieszą się serie o problematycznych policjantach, detektywach, prawnikach czy innych specjalistach, którzy stopniowo przechodzą swojego rodzaju katharsis. Tymczasem ja zaproponowałem czytelnikom historię mocną, toksyczną, psychodeliczną, momentami wulgarną i poruszającą wiele niewygodnych, celowo pomijanych przez społeczeństwo tematów. Dla jednych moje książki to po prostu jadowite, odpychające thrillery. Dla mnie to wyraz buntu. Sprzeciwiam się wykorzystywaniu internetu jako narzędzia do prześladowania innych. Nie liczyłem na to, że każdy zrozumie sens tych książek. Wystarczyłoby mi to, że przekaz dotrze choć do części odbiorców, bo to zawsze oznacza krok do przodu w walce z hejterami. Chciałem uzmysłowić odbiorcom, co przeżywają ofiary hejterów. Rozczarowanie, sprzeciw, żal, strach, bezradność - to wszystko buzowało we mnie miesiącami. Obłęd, furia, nienawiść, zawiść, zazdrość - te emocje z kolei przysłaniały wszystko inne moim hejterom. Być może tak jak czytelnicy mojego profilu muszą czasem wyrzucić coś z siebie w anonimowej skrzynce, tak ja musiałem chociaż spróbować otworzyć oczy innym.

Marcel Moss - książki

[aj]

Reklama

komentarze [6]

Sortuj:
2651
4
09.06.2020 11:58

Zapraszamy do dyskusji.


26
18
12.06.2020 11:36

Czy będzie taki sam artykuł na temat pytań zadanych Kenowi Folletowi :)?


51
15
12.06.2020 12:06

Pokaż mi to jedna z najlepszych książek jakie czytałam w tym roku a może nawet ostatnich latach. Otwiera oczy oj otwiera. Wielkie brawa dla autora


222
197
13.06.2020 07:48

Czytałam 2 pierwsze książki, dają do myślenia!


422
255
14.06.2020 11:08

Świetny wywiad, świetny "dekalog", świetne książki (przeczytałam 2), po prostu WOW !!! Brawa za tematykę, gratulacje za wydanie już 3 książek i szacunek za to z czym się musiałeś zmagać!


879
122
15.06.2020 12:34

Już nie mogę się doczekać by się zapoznać z twórczością pana Marcela:)


zgłoś błąd