Literatura na wiosnę. Wiosna w literaturze

Grzegorz Przepiórka
30.05.2020

Jeden Covid-19 Apokalipsy nie czyni. Ale widok dwóch (kryzys gospodarczy), trzech (katastrofa klimatyczna), nie mówiąc o czterech jeźdźcach, nawet Jana Apostoła mógłby pozbawić świętego spokoju. Jak nie wpaść w panikę, depresję lub szaleństwo, kiedy przez niektóre media w ostatnich tygodniach galopuje efektowna stylistycznie figura zwiastująca koniec świata? Gdzie szukać nadziei, siły, wytchnienia i nowych widoków? Kilku cennych inspiracji dostarczają wespół jak zwykle niezawodne, wiosna i literatura. Obie na wyciągnięcie ręki.

Literatura na wiosnę. Wiosna w literaturze

Jasno

Pod słońcem Julia FiedorczukJak nieoczekiwanie na scenę wjechał pierwszy jeździec, tak równie zaskakująco, prezentując doskonały timing, rozświetliła tu i teraz swoją nową książką Julia Fiedorczuk. Rozświetliła dosłownie, bo tytułowego motywu w powieści nie brakuje – „i znów świeciło słońce” powraca wielokrotnie. Widno jest, jasno, wiosennie w „Pod słońcem”, choć bynajmniej nie ckliwie. Świat nie wali się w gruzy, mimo że nie omijają go cienie historii. Życie toczy się w rytmie pór roku, a autorka stara się to pierwotne naturalne tempo odzwierciedlić w niespiesznej narracji. Odczują to zwłaszcza czytelnicy, których puls na co dzień zsynchronizowany jest z hektyczną wielkomiejskością. Warto się przełączyć i poczekać na odliteracki rezonans, tak jak czyni to główny bohater książki Michał-Misza, który jak my, też uwielbia czytać. 

Reklama

Napisane jest „Pod słońcem” do czytania w andante, tak przynajmniej bym doradzał, a przy tym do rozkoszowania się poetyzowaniem, o które autorka – bądź co bądź poetka, laureatka Nagrody im. Wisławy Szymborskiej – ociera się niejednokrotnie. Ów czuły, subtelny język to samo dobro powieści Fiedorczuk, ale również filtr. Nie skacz wzrokiem z kwiatka na kwiatek, nie rozglądaj się nerwowo, nie szukaj kolejnych wyrafinowanych powodów do coraz mocniejszych wrażeń – zdaje się szeptać autorka – zamiast tego zbliż się, spójrz, przyjrzyj się, najlepiej wielokrotnie, aż dostrzeżesz, że „Brzozy, buki, czeremchy i dęby tworzyły nowe liście, a każdy był inny, jak każdy płatek śniegu jest inny, jak jeden ludzki uśmiech jest inny od drugiego”.

Może stąd w powieści repetycja pór roku i powracających wraz z nimi obrazów natury, by skutecznie przeprowadzić wielką lekcję uważności, by zresetować dotychczasowy sposób percepcji. A poza tym, by pozwolić wybrzmieć naturze, która nie jest tłem, ale równorzędnym – obok Michała, Miłki i innych – bohaterem tej książki. Śpiewają wilgi, ćwierkają rudziki, jasnozielone listki obsypują brzezinę, pachnie bez, wystrzeliwują łodygi malw. To akurat wiosna, która w swoim jaskrawym stylu wydaje się być w „Pod słońcem” najsilniej obecna. Jej refleksem są marzenia bohaterów, ich nadzieja, ich imiona (Jasna, Nadzieja) oraz motyw esperanto. 

Kwieciście 

Kwiaty w pudełku, Karolina BednarzKwitną łąki, sady, ogrody i ogródki, a nawet parapety. Wiosna obsypuje kwieciem świat. Kto by jednak spodziewał się, że w książce Karoliny Bednarz znajdzie kwiatuszkowe opowieści, na których przysiądzie jak motyl, ten może się mocno rozczarować. Reportaż muska wiosennym akcentem w tytule, a następnie zderza czytelnika ze społecznymi realiami życia kobiet w Japonii. Przycinanie marzeń i ambicji na wczesnym etapie, obsadzanie w równych rabatkach z sygnaturkami żona i matka, rozwój zawodowy ograniczony do parzenia 1000 czarek herbaty lub całkowita dyskwalifikacja wraz z urodzeniem dziecka i wiele, wiele innych aspektów. Jak to wszystko ma się do obrazu Japonii jako kraju ultranowoczesnego? Obrazu wykreowanego dzięki funduszom pompowanym w public relations. Jak uwierzyć w japońską nowoczesność, wiedząc już dziś, że w 2026 roku urodzi się w tym kraju mniej dziewczynek niż zwykle? Co 60 lat bowiem przypada rok Ognistego Konia, hinoeuma, a wtedy większość rodziców woli nie kusić losu...     

„W sezonie kwitnących wiśni zjeżdżają się tłumy. Pragną zobaczyć słynne sakura, pochwalić się zdjęciami na Instagramie. Nikt nie pyta, dlaczego nie może wejść w boczne uliczki. Nikt nie zagląda do nowoczesnego Narodowego Muzeum Choroby Hansena. Ludzie nie mają pojęcia, co to za miejsce. Przede wszystkim – nie chcą wiedzieć”. 

Reklama

Karolina Bednarz chce wiedzieć i mimo miłości do Japonii, jako japonistka, nie odwraca wzroku. Przede wszystkim obdarza kobiety prawem głosu, którego są w Japonii pozbawione. Nie tylko w kontekście kobiet odczarowuje Kraj Kwitnącej Wiśni. Uczy przy tym realistycznego spojrzenia, unikania idealizacji pozwalającej się łudzić, że gdzieś istnieje kraj bez skazy – na tym polega jedna z wartości reportażu i jednocześnie uniwersalna wartość tej książki. Bednarz zwraca też uwagę na kwestię tradycji, co też pozwala czytać jej książkę poza japońskim kontekstem. Jakby w odpowiedzi na shigata ga nai, czyli nie da rady, oraz „bo jestem kobietą”, padające jako uzasadnienie z ust wielu Japonek, autorka sięga w przeszłość i ukazuje, że kwiaty w japońskim pudełku zaczęto zamykać de facto pod koniec w XIX wieku... w myśl tradycji.

Gdzie jest jednak owa zapowiadana wiosenność w książce „Kwiaty w pudełku”, skoro tyle w niej do przełknięcia? Jest, zapewniam. Tkwi w głębi, jak soki w drzewach, które słychać, kiedy przytknie się ucho do pnia. Tkwi w sile kobiet, bohaterek tego reportażu, a echem odbija się w aktywności tych Japonek, które w niecałe dwa lata od wydania książki zaczęły walczyć o swoje, urządzając – cóż za koincydencja określeń – kwietne demonstracje.     

Żywo

„Pośród tysięcy gatunków mniejszych od nas i od drzew są na przykład mchy. Dotykaliście ich kiedyś z prawdziwą uwagą? Bez myślenia o czymkolwiek innym? Czuliście ich sprężystość, gdy smagaliście dłonią ich wierzchołki? Zatrzymaliście kiedyś oczy na ich zielonych poduchach nieco dłużej niż na sekundę?”. 

Patyki badyle Urszula ZajączkowskaDotykaliście, czuliście, patrzyliście? Dlaczego autorka książki „Patyki, badyle” tak indaguje czytelników? Może pragnie podzielić się zapomnianą prawdą: TO ŻYJE. 

Rośliny, mimo tego, że są mniej ruchliwe, mniej wymowne i nie potrafią poszczycić się abstrakcyjnym myśleniem, to nie znaczy, że zasługują na degradację do poziomu przedmiotów – jest w nich takie samo życie, jak w nas, zbudowane z tej samej palety pierwiastków. Życie, które niekiedy, jak w przypadku drzew, pulsuje tuż pod powierzchnią. Rośliny są po prostu inne, a owa inność dostarcza niezliczonych powodów do fascynacji. Rosną, tańcząc. Tworzą kształty na przekór euklidesowej geometrii. Są mikrolaboratoriami ewolucji ze stażem, który przyprawia o zawrót głowy. Tworzą wielką księgę natury. 

Aby w niej cokolwiek odczytać i aby w tym mikroświecie dostrzec kosmos, trzeba się skurczyć, tak jak to czyni Urszula Zajączkowska, która dodatkowo dokonuje przewrotnego aktu. Łączy czułość poetki oraz botanika szkiełko i oko. Dzięki temu zdania, takie jak to: „Rośliny są jak linie papilarne powietrza”, nie są wyłącznie wyrazem natchnienia, lecz mają solidną podbudowę. A jednocześnie dyscyplina naukowca nie góruje nad zachwytem poetki, nie odbiera naturze prawa do bycia tajemnicą, a człowiekowi do patrzenia bez konieczności formułowania odpowiedzi. 

„Patyki, badyle” tworzą tajemniczy, ale nie obcy świat. Jest tuż obok? Jesteśmy jego częścią. „Wszystko jest wszystkich”. Może warto właśnie teraz, na wiosnę, dotknąć mszaków albo drzew, by sobie o tym przypomnieć. Jeszcze nie jest za późno. Tak samo jak nie jest za późno na naukę od roślin – na lekcję umiaru, minimalizmu i bycia razem.  

Zmysłowo

Jagoda Ratajczak JęzyczniPierwotnie w tej części miało być o seksie i trochę będzie, ale wpierw gra wstępna. Wiosna to jest ta pora, kiedy człowiekowi wyostrzają się zmysły, niczym kotu wzrok nocą. Tak przynajmniej mi się wydaje, choć równie dobrze nasze radary mogą mieć stałą wrażliwość, tylko wiosna sama w sobie jest na tyle sensualna, że nie sposób jej nie dostrzec, nie poczuć, nie usłyszeć. 

Tak czy inaczej, tej wiosny ukazała się książka pt. „Języczni”. Co język robi naszej głowie”, która majową intensywnością wyrazu nęci czytelnicze zmysły. A żeby było ciekawiej, czyni to już od pierwszego wejrzenia, swoją materialną urodą. Niezwykle zgrabna pod względem formatu (musicie uwierzyć na słowo, bo zdjęcie zupełnie nie oddaje jej powabu). Zaskakująca kolorystyką – przyjemnie stonowaną wewnątrz i wykrzykującą („weź mnie”) pomarańczem z okładki. Jej projekt i ilustracje wewnątrz to wynik pracy jednej z najzdolniejszych polskich graficzek – Oli Niepsuj. A cała robota artystyczna to kolejne małe dzieło sztuki Przemysława Dębowskiego z wydawnictwa Karakter

Nie poprzestawajmy wyłącznie na zmyśle wzroku. Wytrawnym książkowym sensualistom kolejne doznanie przyniesie dotyk. W odróżnieniu bowiem od przeważającej liczby lakierowanych, nieoględnie mówiąc, śliskich okładek, materiał na sukienkę „Języcznych” jest lekko szorstki, czym igra z opuszkami palców, wywołując w nich zaciekawienie. Hmm, ale cóż to byłaby za wiosna bez zapachów i zmysłu powonienia. Tak, ta książka również pachnie, co prawdopodobnie wynika z faktu, że jest świeżo wydana. Spieszcie się zatem, by załapać się i do tego wymiaru zmysłowego.

A teraz zaklinam wszystkich, którzy doczytali dotąd – nie pomyślcie proszę, że skoro taka ładna z zewnątrz, to pusta w środku. Nic z tych rzeczy! W tej książce stawia się niebanalne pytania, między innymi czy emocje lepiej smakują w obcym języku? Czy kiedy mówimy w obcym języku, to jesteśmy sobą? Jak znajomość innych języków wpływa na sposób myślenia, odczuwania i patrzenia na świat? W poszukiwaniu odpowiedzi autorka książki Jagoda Ratajczak stąpa po ruchomych piaskach psycholingwistyki, udowadniając jednocześnie, że przygoda z językiem to jest wielka przygoda. Gdyby ktoś wciąż wzdrygał się na słowo językoznawstwo, to dodam, że Jagoda pisze w porywający sposób, nie stroniąc od humoru. 

Aha, miało być o seksie, czyli o sensualności, ale tak już zupełnie wprost, więc spełniam obietnicę. Już 17 czerwca premiera książki Aleksandry Gumowskiej „Seks w wielkich miastach”. Jaki obraz intymnego życia ludzi z różnych zakątków świata wyłania się z tego reportażu? Nie przekonacie się o tym na pewno, czytając po ciemku.  

Odlotowo

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości do języka bym nie miał, cóż byłby ze mnie za ptak – wyartykułować mógłby niejeden z bohaterów opowieści Jacka Karczewskiego pt. „Jej wysokość gęś”. Ptaki uwielbiają twittować. Kto wie, czy nie bardziej niż ludzie. Co zadziwiające, potrafią łączyć, dzielić, przekształcać dźwięki i przekazywać je dalej. Tutaj zaczyna się język, czyli sfera, która nas z ptakami łączy, podobnie jak 50 wspólnych genów odpowiadających za śpiew i muzykowanie. Do tego skrzydlaci przyjaciele są poliglotami – podchwytują dźwięki innych ptaków oraz mają swój basic english, za pomocą którego, bez względu na gatunek, potrafią się skutecznie ostrzegać przed wspólnym niebezpieczeństwem. 

Podobnych ptasich rewelacji, które czyta się z otwartym dziobem, w opowieści Jacka Karczewskiego jest bez liku. Znalazłem nawet osobistą: „Wróble to obok niektórych przepiórek najszybciej dojrzewające ptaki”, po przeczytaniu której czułem się dumny bardziej niż paw. Wraz z autorem zaglądamy do dziupli, nor, gniazd, do ptasiego megalopolis na Farne Islands i nad Biebrzę, przemierzamy lasy Estonii, podążamy paralotnią za Kobietą Łabędziem i za Peterem Scottem, nawróconym niczym Szaweł w drodze do Damaszku. Wszystko po to, by zrozumieć, iż nie jest przypadkiem, że połowa krajów na świecie ma w herbie ptaka. 

Noc sów Jacek KarczewskiSzpaki nie mają kaca, wróble uprawiają seks 100 razy dziennie, głuptaki posiadają pierwszy copyright na folię bąbelkową, a gęsi i kaczki na puch. Jacek Karczewski przekonuje, że ptaki są niezwykle interesujące, ale przede wszystkim, że są mądre (nie przemądrzałe), piękne i czułe. A oprócz tego, są tuż obok, przynajmniej te, których jeszcze nie wytrzebiliśmy, udowadniając, że nie ptasi, a ludzki móżdżek to powód do zażenowania. Szkoda, bo to właśnie ptaki czynią nasze życie bardziej ludzkim. Jeśli tylko im pozwolić, by były i trochę lepiej się przyjrzeć, to wprawiają w zachwyt, a ten, jak wiadomo – uskrzydla. 

Dla kogoś, kto chciałby swoje skrzydła rozpostrzeć jeszcze bardziej, mam dobrą wiadomość. Tej wiosny Jacek Karczewski proponuje nam kolejną opowieść: „Noc sów, zapraszając do lasu”.     

Nieziemsko

Adam Robiński hajstryWiosna to jest ta pora, kiedy po paru miesiącach szaro-buro-ponuractwa na zewnątrz ochoczo wychylamy nos z książki i z domu. A kiedy już wychylimy, to oczom ukazuje się taki czy inny, ale jednak – krajobraz. Miejski, podmiejski, wiejski, bywa, że górski, nadmorski, nizinny, depresyjny itd., choć często niezauważany, przeoczony, niemal przezroczysty. A szkoda, dopowiedziałby pewnie autor książki „Hajstry. Krajobraz bocznych dróg”, bo rezygnując z dostrzegania, pozbawiamy się szansy bycia odkrywcami.  

Ale jakimi do cholery odkrywcami?! Przecież wszystko zostało już odczarowane, zmierzone i naniesione na mapy Google'a. Ostatni ląd odkrył James Cook, o czym nie omieszkała w „Biegunach” wspomnieć Noblistka... Jakby na przekór wszelkim rutynowym i skończonym spojrzeniom Adam Robiński zabiera nas w rejony mniej popularne, jak Pogórze Przemyskie czy Pulwy na Mazowszu albo odpychające, jak tereny pokopalniane w Lubuskiem. Tylko żeby było jasne, ta książka to żaden przewodnik, ale fresko-gawęda. Może nie znajdziemy w niej listy top atrakcji w danym regionie ani wskazówki, jak dotrzeć do restauracji serwującej lokalne specjały, ale za to inspiracje do mikrowypraw gwarantowane. Sezon tuż, tuż, dalekie wojaże pod znakiem zapytania – „Hajstry” jak znalazł. 

Reklama

Jak to jednak możliwe, że Robiński w piaskownicy o wymiarach mniej więcej 4 x 10 km dostrzega polską Saharę, na terenach pokopalnianych czuje się jak na księżycu, na Polesiu potrafi dotrzeć na koniec świata, a na Mazowszu zgubić się w pustce? Wszystko dzięki wyobraźni, która zaczarowuje krajobrazy, a wędrowanie namiętnie uprawiane przez Robińskiego czyni niezwykłą przygodą, oddaną równie niebanalnym językiem: „To było jak chodzenie po twarzy góralki, która sto lat wystawiała ją na halny”. 

By the way, autor „Hajster” przemierza Polskę rozmaicie – kajakiem, na nartach, samochodem, piechotą. Najbardziej uwielbia chodzenie wśród krajobrazów, co upodabnia go do romantyków, takich chociażby jak William Wordsworth. Za ten sposób odkrywania poręczę za autorem. 

I jeszcze jedno. Bez obaw. Robiński to nie Orzeszkowa. Nie torturuje opisami. Krajobrazy bocznych dróg w równej mierze rozbrzmiewają opowieściami o niezwykłych ludziach, m.in. o Lechosławie Herzu, który wytyczał szlaki na Mazowszu, Witoldzie Giełżyńskim, który w harburce w wieku ponad 80 lat przepłynął Wisłą ponad 900 km, czyli całą jej długość, o testerach rakiet na Pustyni Błędowskiej, Igorze Newerlym, którego śladami Robiński podąża w poszukiwaniu kanału prezydenta Mościckiego, co mogłoby równie dobrze być zaczynem kryminału politycznego. 

Tyle ode mnie. Jeśli ktoś zechciałby podzielić się w komentarzu swoją literaturą na wiosnę i wiosną w literaturze, to serdecznie zapraszam.

*Grzegorz Przepiórka – ukończył filologię polską (edytorstwo), kulturoznawstwo (Instytut Badań Literackich) oraz Polską Szkołę Reportażu. Pasjami czyta, podróżuje i przeprowadza wywiady. Zastępca redaktora naczelnego w periodyku architektoniczno-budowlanym.

Fotografia otwierająca: Cole Keister / Pexels

Reklama

komentarze [7]

Sortuj:
206
0
29.05.2020 10:58

Zapraszam do dyskusji.


3938
3698
30.05.2020 13:38

A u mnie Pod Słońcem już czeka na swoją kolej.Już może jużź niedługo.


1748
244
30.05.2020 15:00

U mnie "Harda" Cherezińskiej. Ale książkę Robińskiego bym przeczytała.
A coś o kolejnym końcu świata nie słyszałam. Może dlatego, że nie mam facebooka.
Wiosna wyjątkowo piękna w tym roku. Zielona, nie za gorąca, ptaki drą się bez opamiętania. Przez koronowirusa wreszcie mam czas się nią nacieszyć :)


1065
47
30.05.2020 17:11

 Wieczna wiosna Wieczna wiosna:)


91
91
31.05.2020 10:01

Wiosna to czas kiedy wszystko budzi się do życia:

 Katedra Marii Panny w Paryżu Katedra Marii Panny w Paryżu
 Dracula Dracula
 Frankenstein Frankenstein


469
14
06.06.2020 17:52

A ja chciałam tylko dodać, że to przepięknie napisany tekst, gratuluję Panu, Panie Przepiórka :)


206
0
08.06.2020 12:54

Bardzo dziękuję :)


zgłoś błąd