rozwińzwiń

Brzemię białego człowieka

Okładka książki Brzemię białego człowieka Kazimierz Dziewanowski
Okładka książki Brzemię białego człowieka
Kazimierz Dziewanowski Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza RYTM historia
599 str. 9 godz. 59 min.
Kategoria:
historia
Wydawnictwo:
Oficyna Wydawnicza RYTM
Data wydania:
1996-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1996-01-01
Liczba stron:
599
Czas czytania
9 godz. 59 min.
Język:
polski
ISBN:
8385249923
Tagi:
historia nowożytność Wielka Brytania imperium literatura popularnonaukowa
Średnia ocen

8,4 8,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Ładowanie Szukamy ofert...

Patronaty LC

Książki autora

Mogą Cię zainteresować

Oceny

Średnia ocen
8,4 / 10
77 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
892
879

Na półkach: , ,

Choć książka ma już ponad 40 lat, to i tak jest jedną z najlepszych poświęconych dziejom Imperiom Brytyjskiego – w dodatku napisaną przez naszego rodzimego autora. Z zawodu dziennikarza, ale rozmiłowanego w historii. Jej wielką zaletą jest lekka i płynna narracja. Autor przygląda się początkom wielkiego Imperium (od XVI w.),aż po jego krach który autor utożsamia z wojnami burskimi. Książkę czyta się naprawdę szybko. Nazwiska nie nużą, wydarzenia są poukładane w ciąg przyczynowo - skutkowy, nie ma odwołań do badań naukowych i sporów w literaturze. Są miejsca gdzie autor nie kończy rozpoczętych wątków, pozostawia niedomówienia, wiele (pewnie istotnych) faktów pomija. Nie mogę mu czynić zarzutu z tego tytułu. Książka ma przede wszystkim walor zainteresowania zagadnieniem, a nie jego wyczerpującego wypełnienia, i z tego wywiązuje się rewelacyjnie.

Choć książka ma już ponad 40 lat, to i tak jest jedną z najlepszych poświęconych dziejom Imperiom Brytyjskiego – w dodatku napisaną przez naszego rodzimego autora. Z zawodu dziennikarza, ale rozmiłowanego w historii. Jej wielką zaletą jest lekka i płynna narracja. Autor przygląda się początkom wielkiego Imperium (od XVI w.),aż po jego krach który autor utożsamia z wojnami...

więcej Pokaż mimo to

avatar
72
8

Na półkach: ,

Książka opisuje rozległe wydarzenia historyczne ale napisana jest takim językiem, że czyta się ją jak powieść przygodowa.

Książka opisuje rozległe wydarzenia historyczne ale napisana jest takim językiem, że czyta się ją jak powieść przygodowa.

Pokaż mimo to

avatar
47
39

Na półkach:

Książka Kazimierza Dziewanowskiego, nosząca tytuł ,,Brzemię białego człowieka”, omawia dzieje tworzenia i funkcjonowania, zarówno na morzu, jak i na lądzie, tzw. w literaturze angielskiej ,,starego imperium” (tj. posiadłości Wielkiej Brytanii do końca XVIII w.). Na początek kilka słów o organizacji – pozycję podzielono na dwie części, po trzy rozdziały każda. Na początku zamieszczono wstęp. Warto zauważyć, że ów wstęp dzieła ma odmienny od reszty książki charakter, bowiem prowadzony jest w stylu reportażu. W dalszych częściach narracja przybiera postać popularnonaukową. Zakres czasowy, jaki obejmuje ta pozycja trudno ustalić dokładnie, choć za punkt wyjścia uznałbym rok 1553, w którym umiera król Edward VI, a z Wysp wypływają wyprawy Sebastiana Caboto oraz Hugha Willoughby’ego i Richarda Chancellora – obu przyświeca ten sam cel – znalezienie przejścia północno-wschodniego. Od rzeczonego 1553 autor przeprowadza nas przez morza i oceany, szlakiem podróży śmiałych poddanych Króla Anglii, niesionych chęcią zysku i wiecznej sławy. Ukazuje czytelnikowi, jakie działania i koleje losu wpłynęły na fakt, że państwo, które ze zmiennym szczęściem rywalizowało z chylącą się ku upadkowi Hanzą zdołało w przeciągu dwóch wieków przejąć kontrolę nad handlem w Indiach i zagarnąć lwią część Ameryki i wysp karaibskich.
Areną, na której Wyspiarze musieli rywalizować o prymat na świecie były akweny wodne całego globu. Jak doskonale ujął to cytowany w książce Blackman: ,,Bóg dał nam władzę na morzu, abyśmy, gdy nas kto skrzywdzi na lądzie, mogli to sobie powetować…”. Cytaty stanowią niewątpliwy atut omawianej pozycji. Autor chętnie odwołuje się do słów uznanych autorytetów anglojęzycznej historiografii, jak J.H. Parry, E. Carrington, A.L. Rowse. Przy pisaniu wykorzystana została również książka autorstwa Henryka Zinsa. Dokładny spis wykorzystanej bibliografii podstawowej i uzupełniającej autor zamieścił na ostatnich stronach pozycji. Prócz tego dzieło Dziewanowskiego wymienia liczne prace z epoki pisane przez marynarzy, kapitanów (John Smith),kartografów, geografów (Richard Hakluyt) i kolonistów (Bradford).
Jednak imperium budowali nie tylko uczeni, osadnicy i sprawni administratorzy, ale także korsarze, jak Henry Morgan, którzy w zasadzie nie przyczynili się do rozwoju osadnictwa i choć ich utrzymanie również było uzależnione od skłonności do ryzyka i siły mięśni, to jednak wykorzystywali je w zgoła odmienny sposób. Rajdy tych wilków morskich opisano ze swadą, która do złudzenia przypomina opisy kampanii wojennych piór historyków wojskowości. Przedstawione zostały również ich relacje z administracją zamorskich posiadłości ojczystego królestwa.
,,Brzemię…” jest wreszcie zwierciadłem, w którym odbijają się poglądy ówczesnych Wyspiarzy na wolność mórz i handlu. Jest to może wątek poboczny, autor nie przechodzi jednak wobec niego obojętnie. Znamienne, że państwo, które pierwotnie obawiało się o zmarginalizowanie swojej pozycji w dobie pierwszych odkryć geograficznych i w duchu wolności walczyło o dostęp do swobodnego handlu i stref połowów, ostatecznie stworzyło monopolistycznego molocha o nazwie Kompania Wschodnioindyjska. Twór ten zaciekle rywalizował i niszczył nie tylko kupców zagranicznych, ale nierzadko doprowadzał do plajty także swoich rodaków, nieskłonnych do współpracy po myśli dyrektorów Kompanii. Z drugiej strony, prowadzona przez tych ostatnich polityka położyła trwałe podwaliny pod brytyjskie panowanie na subkontynencie indyjskim.
Jednak w anglosaskim imperium znaleźli sobie miejsce i separatyści, których najbardziej ikonicznym przykładem jest stu jeden pielgrzymów, którzy, przybiwszy do wybrzeży Cape Cod na statku ,,Mayflower”, zawarli Umowę z Mayflower, stanowiącą coś w rodzaju jednej z pierwszych konstytucji. Autor wnikliwie zanalizował zarówno znaczenie tego dokumentu, jak i przedstawił historię i motywacje uczestników tej odysei. Scharakteryzował także odmienne formy zarządzania, wdrożone w nowych organizmach politycznych założonych na wybrzeżu wschodniej Ameryki.
Obok niewątpliwie pomocnych dla uzmysłowienia sobie skali migracji danych statystycznych, Dziewanowski nakreśla sylwetki bardziej barwnych zarządców w Indiach, czy kolonistów w Ameryce. Co ciekawe, autor zaznacza, że dla organizacji pierwszych kolonii w Ameryce kluczowe znaczenie miało ustanowienie silnego autorytetu przywódczego. Poza tym forma organizacji pracy nierzadko była nawet bardziej okrutna niż w Wielkiej Brytanii, zjawisko niewolnictwa za długi było pośród pierwszych kolonistów chlebem powszednim. A był to ciężki kawałek chleba, o czym świadczą zamieszczone relacje, mówiące o reakcji skazańców na wyroki, których litera nie tylko ich miejsce zamieszkania, ale przede wszystkim układ zależności i pozycję na drabinie społecznej.
Najgorszy los spotykał jednak niewolników, których przybliżone liczby na konkretnych wyspach Karaibów oraz warunki transportu poznajemy na końcu książki. Ten temat został właściwie jednak tylko zasygnalizowany, wydaje się jednak, że może uzmysłowić laikowi rolę europejskich kupców w tym procederze, różniącą się przecież od arabskich handlarzy.
Osobiście jestem zdania, że autor zdecydowania na wyrost wysunął tezę, iż jednym z bodźców skłaniających do rozwoju handlu i szukania baz surowcowych i nowych rynków miały być rzekomo kiepskie angielskie tradycje kulinarne. Jednak skoro jadali tak od lat i to jedzenie dawało im odpowiednio dużo siły do wytrzymywania trudów dnia codziennego, to chyba naprawdę nie było tak źle. Choć jasne, że obniżenie cen transportu i samych przypraw bez wątpienia ubogaciło doznania smakowe mieszkańców całego Starego Kontynentu, nie wydaje mi się jednak, by podejmując ryzykowne wyprawy przez morza i oceany kierowali się pragnieniem wystawniejszego jedzenia, do którego z początku i tak nie byli przyzwyczajeni.
Autor stroni od jednoznacznej oceny pobudek i działań bohaterów książki. Czyni to zgodnie z zasygnalizowaną już w tytule wstępu koncepcją ,,sine ira et studio”. Skłania to czytelnika do głębszej refleksji, którą winien osadzić w otoczeniu epoki z całym jej moralnym i obyczajowym inwentarzem.
Reasumując, uważam, że po książkę ,,Brzemię białego człowieka” powinien sięgnąć każdy zainteresowany tematem brytyjskiej epopei kolonialnej, niezależnie od tego, jak po upływie lat, dekad i wieków oceniamy ów proces. Pozycję czyta się przyjemnie, nie ma w niej fachowego języka historycznego, daty nie są podawane nachalnie i przy każdej okazji, a jednak mam poczucie, że moja wiedza o dziejach kolonii i osadnictwa została w wyniku lektury poszerzona.

Książka Kazimierza Dziewanowskiego, nosząca tytuł ,,Brzemię białego człowieka”, omawia dzieje tworzenia i funkcjonowania, zarówno na morzu, jak i na lądzie, tzw. w literaturze angielskiej ,,starego imperium” (tj. posiadłości Wielkiej Brytanii do końca XVIII w.). Na początek kilka słów o organizacji – pozycję podzielono na dwie części, po trzy rozdziały każda. Na początku...

więcej Pokaż mimo to

avatar
726
115

Na półkach: , , , ,

Szukałem takiej książki już dobre dziesięć lat temu. Czegoś naprawdę rozbudowanego, złożonego o rozwoju imperium brytyjskiego i koloniach angielskich. Jakoś tak wyszło, że na to grube tomiszcze akurat nie trafiłem. Jak to często bywa nie pomógł tutaj główny tytuł, który w ogóle nie sugerował o czym jest ta książka. Spis treści też nie wiele by pomógł, bo tytuły rozdziałów są enigmatyczne. Zanim trafiłem na to leciwe dzieło Dziewanowskiego, zdążyłem już przeczytać ogólne opracowanie np. „Imperium. Jak Wielka Brytania zbudowała nowoczesny świat” Nialla Fergusona (około 500 stron). Z bardziej szczegółowych m.in. : „Muszkatołowa wojna Nathaniela” Gilesa Miltona, „Anglicy w Japonii 1600-1621” Jędrzeja Grenia, „Mayflower” Nathaniela Philbricka, „Historia Małych Antyli” Marcina Gawryckiego, „Historia cywilizacji amerykańskiej. Era tworzenia 1607-1789” Zbigniewa Lewickiego, „Historia wojen morskich. Wiek żagla” Pawła Wieczorkiewicza i wiele innych dotyczących ekspansji Hiszpanów, Portugalii, Holandii i Francji, których imperia kolonialne zostały z czasem pokonane i przejęte właśnie przez Brytyjczyków. Następne w kolejce do czytania w tym temacie są dzieła Williama Darlympla czy też „Wojna siedmioletnia, Konflikt globalny”.

Sam autor tłumaczy się w zakończeniu, że musiał mocno selekcjonować przedstawiane czytelnikom fakty, nie poruszył wielu interesujących tematów (przybliżeniu handlu światowego),podbojów, wojen (wojen opiumowych),ciekawych dowódców floty, odkrywców i podróżników. Jednakże moim zdaniem poradził sobie z tematem nieco lepiej niż wspomniany wyżej Ferguson. Bądź co bądź polski autor rozpisał się na większej ilości stron, podjął też mimo wszystko więcej tematów.

Co więc tutaj mamy: eskapady piratów elżbietańskich, kolonizacja Karaibów, walka z Holendrami i Portugalią o porty nad Oceanem Indyjskim, „debata angielsko-holenderska” Mare liberum kontra Mare Clausum, wyprawy Cooka, zasiedlenie Australii, podbój Indii, odebranie francuskiej Kanady i przykład Kanady jako kraju, który pozostał wierny koronie, odbieranie kolonii Holendrom w czasie ich przymusowego sojuszu z Napoleonem, wojnę z Sudanem i spór o kanał Sueski, wojnę z Burami i pęd za diamentami.

Otrzymaliśmy plastyczny opis fascynacji Anglików morzem, odkrywaniem nowych lądów, nowych szlaków (przejścia lodowe północno zachodnie i północno wschodnie z Atlantyku do Azji),zasiedlaniem nowych ziem. I to wszystko wbrew katastrofom statków czy całych eskadr, wbrew szkorbutowi, wbrew wysokiej śmiertelności w dalekich zimnych czy tropikalnych krainach. W tym ciekawe historie: w 1540 roku tubylec z Brazylii został zabrany na angielski dwór, w zamian za angielskiego zakładnika, który wiedział, że raczej już nie wróci do kraju, 1555 Towarzystwo kupców Ryzykantów, które poprzez Rosję dotarło do Buchary; 1577 zbieranie fałszywego złota w Zatoce Baffina (powstanie Kompanii Kataju). Książka jest pełna tego typu ciekawostek i wyliczeń.

Autora niewątpliwie pociąga opis charakterów poszczególnych przedstawianych wybitnych lub czasem ponoszących porażki, ale wciąż szukających nowych możliwości postaci (np. Clive z Indii, Raleigha, Drake, Cecila Rhodesa, Williama Courteena, Frobishera, Chancellora). Dziewanowski na każdym kroku podkreśla rolę wybitnej jednostki w osiąganiu pewnych korzyści dla Brytanii, często wbrew dworowi, przełożonym czy długoletnim stratom. Stara się unaocznić przewagę Anglii m.in. w większej swobodzie awansu osoby z niższych warstw (oczywiście nie z najniższych warstw, lecz z klasy wyższej, ale nie z elity),niż w innych krajach. Większa szansa awansu przekładała się oczywiście do przyjmowania o wiele większego ryzyka, które jednak w przypadku sukcesu mogło zagwarantować błyskawiczny awans społeczny (indyjscy nawabowie – nuworysze owych czasów).

Ciekawe jest też spojrzenie poprzez oddziaływanie dzieł owych epok na wszelkiej maści odkrywców -awanturników. Autor oddaje w swej książce miejsce np. pisarzom i naukowcom XVI wieku (John Dee i Richard Hayklut, „Utopia” Thomasa Mora),którzy skłaniali kolejne pokolenia żeglarzy do dalekich niebezpiecznych wypraw. Dziewanowskiego zajmują też sądy i debaty ważnych ludzi z epoki o poczynaniach niektórych zdobywców np. Edmund Burke, który z werwą bronił Cliva z Indii (wobec licznych zarzutów o defraudacje),a potem z równą zapalczywością oskarżał oto samo jego następcę w Indiach Warrena Hastingsa (którego z kolei bronił słynny Adam Smith). Czy też różne spojrzenie kolejnych premierów na wojny kolonialne i powiększanie imperium pod koniec XIX wieku (Disraeli i Gladstone).

Barwny sposób narracji Dziewanowskiego przywodzi na myśl inną staromodną, piękną narrację Germana Arciniegasa „Burzliwe dzieje Morza Karaibskiego”. Czytelnicy, którzy szukają w książkach historycznych formy i pięknego języka literackiego będą zadowoleni. Autor jest dużo bardziej powściągliwy w krytyce znanych postaci niż np. George Bidwell (więc po dziełach Bidwella można mieć trochę mieszane uczucia co do przedstawienia niektórych postaci). Z drugiej strony czytelnicy bardziej nastawieni na informacje (niż sam barwny opis),którzy czytali więcej o poszczególnych zagadnieniach, mogą czuć, że autor pewne tematy traktuje zbyt powierzchownie i nieco wybiórczo pod tezę.

Co nieco przeszkadza, w lekturze częste wybielanie Anglików lub przynajmniej opisywanych bliżej postaci. Brytyjski imperializm i wywyższanie się ponad innych (wiara we własną wyższość cywilizacyjną) przeciwstawia autor Hitleryzmowi - poniżanie innych (autor podkreśla istotną różnicę między wywyższaniem się a poniżaniem). Autor napisał co prawda o obozach koncentracyjnych w Południowej Afryce, nie napisał o obozach w Kenii. Wybielanie piratów elżbietańskich poprzez porównanie z wojną lądową jakoby mniej szkodliwych, bo nie byli uciążliwi dla ludności cywilnej. Liczne są też podkreślenia „winy” samych narodów czy ich przywódców w przegraniu wolności na rzecz Brytyjczyków. Podkreślanie roli niewolnictwa (w kopalniach) w koloniach hiszpańskich jako bardziej okrutnego sposobu prowadzenia kolonii niż w koloniach angielskich. Wyraźna fascynacja takimi postaciami jak Clive z Indii (który wg niego nie przyczynił się do wielkiego głodu w Bengalu, ale obarczył tym jego następców).

Autor poniekąd mógł również zacząć swoją książkę, od czasów sporo wcześniejszych niż XVI wiek. Np. od czasów podbojów Irlandii, Walii czy Szkocji (ale to zmuszałoby do nieco mniej przychylnej Anglikom narracji),mógł również podkreślić rolę utraty ziem kontynentalnych (przegrana wojna stuletnia) jako impulsu do zwrócenia się ku morzom i oceanom.

Szukałem takiej książki już dobre dziesięć lat temu. Czegoś naprawdę rozbudowanego, złożonego o rozwoju imperium brytyjskiego i koloniach angielskich. Jakoś tak wyszło, że na to grube tomiszcze akurat nie trafiłem. Jak to często bywa nie pomógł tutaj główny tytuł, który w ogóle nie sugerował o czym jest ta książka. Spis treści też nie wiele by pomógł, bo tytuły rozdziałów...

więcej Pokaż mimo to

avatar
11690
493

Na półkach: , , ,

Książka przedstawia interesujący i przystępny obraz dziejów brytyjskiego imperium kolonialnego.

Książka przedstawia interesujący i przystępny obraz dziejów brytyjskiego imperium kolonialnego.

Pokaż mimo to

avatar
322
122

Na półkach:

Książka grubaśna, więc napiszę krótko: porywająca lektura. Zamiast tracić czas na czytanie opinii chwyćcie książkę w ręce i zanurzcie się w opisy fascynujących zdarzeń, poznajcie nietuzinkowe postacie i odkryjcie dalekie lądy. Szkoda, że nie będzie ciągu dalszego, który autor sygnalizował na ostatnich stronach.

Książka grubaśna, więc napiszę krótko: porywająca lektura. Zamiast tracić czas na czytanie opinii chwyćcie książkę w ręce i zanurzcie się w opisy fascynujących zdarzeń, poznajcie nietuzinkowe postacie i odkryjcie dalekie lądy. Szkoda, że nie będzie ciągu dalszego, który autor sygnalizował na ostatnich stronach.

Pokaż mimo to

avatar
588
574

Na półkach: , ,

Imperium - od City do Jądra Ciemności

Równo przycięte dywany trawników na dziedzińcach Oxbridge mogą symbolizować kilkusetletni status dominacji niezbyt dużej wyspy, której kaprzy, admirałowie, lordowie, filantropi, podróżnicy, urzędnicy i politycy ogarnięci mniej lub bardziej szczytną misją różnej natury, zawojowali świat. Nadali sobie prawo do dźwigania brzemienia przeszczepiania 'angielsko/brytyjskiej cywilizacyjności' wszędzie tam, gdzie dotarli. "Brzemię białego człowieka. Jak zbudowano Imperium Brytyjskie" nie jest zupełne, nie ma ambicji zastąpienia podręczników, pomija ważne wydarzenia, ale jest wspaniałą opowieścią o stworzeniu i funkcjonowaniu brytyjskiej dominacji. Kazimierz Dziewanowski z premedytacją wybrał najbardziej charakterystyczne elementy mechanizmów napędzających Wyspiarzy do podróży, przejmowania zasobów ogromnych obszarów świata, pouczania ludów szczycących się historią i tradycją sięgającą głębiej w przeszłość, niż rzymskie mury Hadriana. Ta premedytacja przyszpila czytelnika do lektury. Jednego przenosi do Morgana i piratów Louisa Stevensona, innego do Jamesa Cooka i buntu na Tahiti, jeszcze innego do Ameryki ostatniego Mohikanina zderzonego z Cornwallisem albo do czasów Wielkiego Mogoła sprowadzonego do roli pariasa na dworze gubernatora otoczonego urzędnikami prywatnej firmy.

W stylu Dziewanowskiego wyczuwam tęsknotę za wolnością, nieskrępowanym prawem do przygody oceanicznej po horyzont. To szczególnie wiarygodnie współgra z pierwszymi podróżnikami, którzy odkrywali nieznane lądy wbrew szkorbutowi, nawałnicom, ograniczeniom w nawigowaniu i szczególnie wbrew potężnym konkurentom z południa Europy."Brzemię..." powstawało w Polsce stanu wojennego, więc sporo tłumaczy z tej tęsknoty przelanej na papier. Ostatecznie nie ma w opowieści mitologizacji zdarzeń odległych czasowo i przestrzennie, a tym bardziej poszukiwania usprawiedliwienia, choć jest reporterskie uzasadnienie. Wielokrotnie powtarza autor, że bez wpisania konkretnej osoby w ograniczenia którym podlegała, nie odkryjemy jej motywacji. Stara się zrozumieć całość kolonializmu odnajdując kluczowe uwarunkowania opisywanych procesów. Książka nie jest zbudowana przesadnie linearnie, nie ma jednostajności przywołanych przemian. Dominują konkretne osoby, których wewnętrzne piękno i brzydota budowały w sposób mniej lub bardziej zaplanowany władzę Londynu. Formalnie opowieść kończy się z wojną burską, która może uchodzić za symbol początku końca imperium. Dominują Indie i Azja Południowo-Wschodnia, kolonie Nowego Świata, Kanada i Australia. Afrykańska obecność brytyjska sprowadzona tylko do XIX-wiecznych początków zainteresowania kontynentem i kilku wstydliwych epizodów.

Praca, jak wspomniałem, skupia się wokół kilkudziesięciu postaci, które budowały trójetapowy proces władztwa Londynu, którymi były: podróż i odkrywanie, umacnianie się na nowych terenach poprzez eliminowanie konkurencji, tworzenie ustabilizowanej biurokracji z wielopoziomowym systemem zależności lokalnych i tych umocowanych 'w centrali'. Przewijają się w tej ekspansji różne osobowości. Od 'ideowego ojca zamorskich podniet' Hakluyta, poprzez pionierów Drake'a, Cooka po gubernatorów Clive'a i Hastingsa czy wielkich i szalonych dowódców miary Wolfa i Gordona, włącznie z przebiegłymi i cynicznymi materialistami rodzaju Rhodesa - założyciela Rodezji. Nie budowali oni własnej wielkości w Westminsterze (przez co być może są mniej znani od kolejnych królów, premierów brytyjskich),ale ostatecznie przysparzali zwierzchnikom dumy i zmartwień, a co najważniejsze - stworzyli imperium. Dziewanowski w książce unika opowiadania historii Anglii/Brytanii, interesowała go kolonia - jak powstała, kto ją napędzał, jak reagowała na przybyszów lokalna ludność i co ostatecznie formowało umocnienie się Brytyjczyków w roli dominatora. Perspektywa zmienności kolonialnej przyjmuje optykę angielską, przez co odbiorca skupia się na śledzeniu determinujących historię kolonialistach. Stąd niewiele jest o postępującym upadku Mogołów w Indiach, losy Trzynastu Kolonii śledzimy do połowy XVIII wieku, a sytuacja Egiptu naszkicowana jest punktowo, wokół Kanału Sueskiego.

Dziewanowski bardzo dobrze lawiruje między opisem szczegółu i ogólnymi rozważaniami natury długofalowej - powolnym ewoluowaniem w sposób niezauważalny dla jednostek, które ostatecznie kształtowało globalną zmienność. Jest ciekawe rozważanie o traktacie z Tordesillas, który dzieląc arbitralnie świat na wpływy hiszpańskie i portugalskie, przyczynił się do powstania anglikanizmu (str. 116). Jest niezaplanowana symbioza gospodarczych zapędów Kompanii Wschodnioindyjskiej z nieformalnym wsparciem rządu (str. 183). Przewija się dyskusja nad budowanymi kolonialnymi legendami, które z prozy życia i 'szarych faktów' wyzwoliły narracje imperialnej wyższości, pychy i zacietrzewienia szowinistycznego, czyli tzw. 'jingoizmu' (po detale odsyłam do stron 640-650),w które wpisały się popularne powieści "Wyspa skarbów" i swojskie "W pustyni i w puszczy". Jest bardzo trzeźwa ocena propagandy innych europejskich potęg, które świadomie dążyły do jednostronności opowieści punktującej czy deformującej angielskie niegodziwości (str. 375-376). Najwięcej uwagi poświęcił autor Indiom. Przenikanie się interesu państwowego i prywatnego, lawirowanie w gąszczu lokalnych książąt podzielonego Dekanu, specyficzna biurokracja i wszechobecna kastowość stanowią emblemat 'brytyjskiego modeli imperializmu'. Było w tym sporo materialistycznego ciemiężenia, poczucia wyższości, ale i świadomość tymczasowości własnego panowania. Co paradoksalne, taka perspektywa zaczęła sączyć się w umysłach kolonialistów niemal natychmiast po rozgromieniu powstania sipajów, czyli po umocnieniu się w hegemonii utworzonego właśnie wicekrólestwa. Takie dryfowanie od poczucia strachu wobec ogromu podległego terytorium do specyficznie brytyjskiego rasizmu miało swój wyraz w odmiennych filozofiach rządzenia liberałów i konserwatystów. W książce pada sporo ważnych słów o specyfice brytyjskiego myślenia kolonialnego. Wspomniany rasizm był innej natury, niż perfidny i totalny XX-wieczny (str. 638):

"Myślę, że była to postawa i filozofia oparta bardziej na przekonaniu o własnej wyższości niż o cudzej niższości. To nie jest to samo. Punkt wyjścia w rozumowaniu był odmienny. Przekonanie o własnej wyższości, powołaniu, misji nakładało liczne obowiązki. Nie ma tych obowiązków, gdy się innymi gardzi i uważa za ludzi niższej kategorii, gdy w ogóle kwestionuje się ich wartość. Pierwsze budzi dumę, drugie - nienawiść."

Można przywoływać różne fakty z historii, które prowadziłyby do osłabienia, bądź odrzucenia tezy Dziewanowskiego. On jednak, w moim odczuciu, w wielowymiarowym odczytaniu angielskiego panowania, przekonująco trafnie wsparł stanowisko z powyższego cytatu.

"Brzemię ..." czytało się świetnie. Autor uniknął przeintelektualizowania, zatracenia się w detalach, ogólnikach. Klarownie oddał ducha epoki nowożytnego panowania Europy z wszystkimi tego konsekwencjami. Zaledwie wyczułem kilka sympatii osobistych autora, bo z reguły dominował zobiektywizowany namysł podany z pasją równoważoną przywołanymi źródłami i pracami wielkich historyków. Sam poznałem ważną grupę prominentnych kolonialistów, dla których codzienności Jerzy III, Wiktoria, Pitt czy Gladstone byli rozmytymi przez tysiąckilometrowe oddalenie postaciami podpisanymi na dokumentach, uwidocznionymi na znaczkach pocztowych czy banknotach. Wielokrotnie, w trakcie lektury, poszukiwałem dodatkowych informacji, tak zafascynowały mnie różne zjawiska, procesy czy konkretne sytuacje, którym musieli sprostać ludzie wielkiego i małego charakteru.

Jeden minus. Trochę zawiodłem się na opisie zdumiewającego faktu niedostrzeżenia przez Brytyjczyków strategicznego znaczenia zaledwie kilkudziesięciokilometrowego połączenia Afryki z Azją, które przez wieki wydłużało niemiłosiernie podróż do bogactwa Wschodu. Dziewanowski z jednej strony opowiedział o kosztownych (w czas, pieniądze, ryzyka różnej natury) podróżach wokół Afryki, przywołał zastanawiający brytyjski brak zainteresowania Czarnym kontynentem w epoce pierwszych parowców (str. 696) i niefrasobliwość wobec poczynań Lessepsa (657-658),z drugiej nie wytłumaczył tego gapiostwa w sposób dla mnie satysfakcjonujący. Czemu mistrzowie strategii, użytkownicy wspaniałych map Cooka, realizatorzy wytrwałych poszukiwań Przejścia Północno-Zachodniego do Chin, które kosztowało życie tysiące ludzi wykazali się taką ignorancją (choć ostatecznie rząd UK zreflektował się i dzięki przypadkowi i 4 mln ₤ od Rothschildów premier Disraeli szybko kupił kontrolny pakiet akcji Kanału Sueskiego)?

Jaki jest bilans panowania Albionu? Niejednoznaczny. Autor w podsumowaniu jedynie wspomina, że nie jest możliwe pełne wyważenie wszystkich składników, by zbudować jednoznaczny sąd, szczególnie natury moralnej. On zdał relację, a czytelnik musi pracę intelektualną nad otwartymi pytaniami przeprowadzić sam. Wciąż zdumiewa, że garstka ludzi z niewielkich zamglonych wysp chłodnego klimatu umiarkowanego zawładnęła różnymi kulturami na skrajnie odmiennych szerokościach geograficznych z monsunami, wilgotnym klimatem równikowym, pustynnymi ekstremami. 'Wypuścili w świat' urzędników dorabiających się szybko prywatnych fortun przebijających zasoby parów Anglii, gońców awansujących na gubernatorów. Wszystko minęła, został globalny język, odziedziczona mentalność kolonialna, kolej, architektura i książki, które o tym wspaniale opowiadają.

WYBITNE - 9/10

(numeracja stron na podstawie wydania: Zysk i S-ka 2021)

Imperium - od City do Jądra Ciemności

Równo przycięte dywany trawników na dziedzińcach Oxbridge mogą symbolizować kilkusetletni status dominacji niezbyt dużej wyspy, której kaprzy, admirałowie, lordowie, filantropi, podróżnicy, urzędnicy i politycy ogarnięci mniej lub bardziej szczytną misją różnej natury, zawojowali świat. Nadali sobie prawo do dźwigania brzemienia...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1610
1369

Na półkach:

Fantastyczna lektura i to nie tylko dla miłośników historii. Merytorycznie bardzo dobra, napisana z polotem, estetycznie wydana. Gorąco polecam!

Cała opinia
http://www.kacikzksiazka.pl/2021/07/brzemie-biaego-czowieka-kazimierz.html

Fantastyczna lektura i to nie tylko dla miłośników historii. Merytorycznie bardzo dobra, napisana z polotem, estetycznie wydana. Gorąco polecam!

Cała opinia
http://www.kacikzksiazka.pl/2021/07/brzemie-biaego-czowieka-kazimierz.html

Pokaż mimo to

avatar
408
248

Na półkach:

Dałem gatunek historyczna, ale to nie do końca pozycja historyczna, co przyznaje sam autor.

Książka przedstawia historię odkryć, podbojów i najwybitniejszych ludzi z czasów największego rozwoju Imperium Brytyjskiego.

Książkę czyta się bardzo dobrze, autor przedstawia tylko najważniejsze i najciekawsze wydarzenia i postaci, przez co książka ani trochę nie nudzi. Poza przedstawieniem historii stara się zaprezentować sylwetki najważniejszych dowódców i odkrywców z tego okresu, stara się przedstawić ich sposoby myślenia czy różnice w moralności z tamtych czasów w stosunku do naszych (w sumie chyba niewiele się zmieniło). A wydarzenia są tak ciekawe, że czyta się to jak powieść przygodową, co jest zaznaczone w opisie książki.

Jedyne do czego można się przyczepić, to szkoda, że było tak mało map.

Dałem gatunek historyczna, ale to nie do końca pozycja historyczna, co przyznaje sam autor.

Książka przedstawia historię odkryć, podbojów i najwybitniejszych ludzi z czasów największego rozwoju Imperium Brytyjskiego.

Książkę czyta się bardzo dobrze, autor przedstawia tylko najważniejsze i najciekawsze wydarzenia i postaci, przez co książka ani trochę nie nudzi. Poza...

więcej Pokaż mimo to

avatar
844
742

Na półkach:

Odkrycia geograficzne symbolicznie poszerzyły „granice świata”. Rozpoczęły też erę kolonizacji. Głowy państw widziały w nowych ternach możliwość wzbogacenia się czy też relokacji obywateli. Te ekspansje, niosące postęp i rabunek, mocno wpłynęły na historię i kształt wielu krajów. Kazimierz Dziewanowski w książce „Brzemię białego człowieka” przygląda się tzw. imperium brytyjskiemu, kiedy jego obszar znacznie przekraczał wyspę na obrzeżach Europy.

Autor szeroko potraktował temat i podjął różne kwestie, które się z nim wiążą – proces kształtowania się imperium, tło historyczne, wygląd i warunki na statkach, ważne postacie, które przyczyniły się do rozbudowy imperium, kwestie prawne, sposób prowadzenia polityki, dyplomacja , bitwy morskie itd. Stara się być obiektywny i przedstawić negatywne skutki podbojów jak i korzyści, które niosły. W niektórych miejscach wywód mógłby zostać lepiej usystematyzowany i podsumowany, jednak należy docenić jego szeroką perspektywę.

Interesujący jest styl tej publikacji. Pomieszanie naukowego wykładu z powieścią awanturniczą. Mamy tu zaprezentowane gro faktów, ale miejscami czyta się je z wypiekami na policzkach. Kazimierz Dziewanowski odnosi się do źródeł, ale opisuje je dodając intrygującego charakterku. Uwielbiam tak sposób przekazywania wiedzy. Kojarzy mi się on z moim wykładowcą od historii Wielkiej Brytanii. Niewiele osób opuszczało jego zajęcia, bo opowiadał niezwykle barwnie. Często przemycał zabawne a nawet pikantne anegdotki, aby opisać pewne problemy. Dużo tych historyjek jeszcze pamiętam, mimo że jestem kilka ładnych lat po studiach.

W języku polskim nie ma wielu publikacji o historii Wielkiej Brytanii. Może Windsorowie czy Henryk VIII lub legenda Camelotu rozpalają ciekawość i wyobraźnię. Z innymi zagadnieniami jest znacznie gorzej. Dlatego cieszy mnie tak obszerna książka o brytyjskim imperium. Przemyślałabym nieco jej kompozycję, ale podoba mi się za przystępny styl i szerokie ujęcie tematu.

Odkrycia geograficzne symbolicznie poszerzyły „granice świata”. Rozpoczęły też erę kolonizacji. Głowy państw widziały w nowych ternach możliwość wzbogacenia się czy też relokacji obywateli. Te ekspansje, niosące postęp i rabunek, mocno wpłynęły na historię i kształt wielu krajów. Kazimierz Dziewanowski w książce „Brzemię białego człowieka” przygląda się tzw. imperium...

więcej Pokaż mimo to

Książka na półkach

  • Chcę przeczytać
    250
  • Przeczytane
    95
  • Posiadam
    34
  • Historia
    11
  • Teraz czytam
    10
  • Ulubione
    7
  • Kolonializm
    3
  • Literatura faktu
    2
  • XIX wiek
    2
  • Historia nowożytna powszechna
    2

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Brzemię białego człowieka


Podobne książki

Przeczytaj także

Ciekawostki historyczne