rozwińzwiń

Tablica z Macondo. Osiemnaście prób wytłumaczenia, po co i dlaczego się pisze

Okładka książki Tablica z Macondo. Osiemnaście prób wytłumaczenia, po co i dlaczego się pisze Stanisław Barańczak
Okładka książki Tablica z Macondo. Osiemnaście prób wytłumaczenia, po co i dlaczego się pisze
Stanisław Barańczak Wydawnictwo: Wydawnictwo A5 publicystyka literacka, eseje
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Wydawnictwo:
Wydawnictwo A5
Data wydania:
2018-10-25
Data 1. wyd. pol.:
1990-01-01
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788365614186
Średnia ocen

7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Ładowanie Szukamy ofert...

Patronaty LC

Książki autora

Okładka książki Inne pozytywne uczucia też wchodzą w grę. Korespondencja 1972-2011 Stanisław Barańczak, Wisława Szymborska
Ocena 8,1
Inne pozytywne... Stanisław Barańczak...
Okładka książki Zawrót głowy. Antologia polskich wierszy filmowych Mateusz Andała, Marek Krystian Emanuel Baczewski, Tomasz Bąk, Edward Balcerzan, Marcin Baran, Stanisław Barańczak, Kacper Bartczak, Miron Białoszewski, Miłosz Biedrzycki, Dominik Bielicki, Zbigniew Bieńkowski, Jacek Bierut, Wojciech Bonowicz, Piotr Bratkowski, Władysław Broniewski, Jan Brzękowski, Wojciech Brzoska, Andrzej Bursa, Maria Cyranowicz, Michał Czaja, Józef Czechowicz, Stanisław Czycz, Tytus Czyżewski, Cezary Domarus, Julia Fiedorczuk, Darek Foks, Konstanty Ildefons Gałczyński, Rafał Gawin, Zuzanna Ginczanka, Stanisław Grochowiak, Mariusz Grzebalski, Jacek Gutorow, Marcin Hamkało, Zbigniew Herbert, Jarosław Iwaszkiewicz, Genowefa Jakubowska-Fijałkowska, Kamila Janiak, Piotr Janicki, Jerzy Jankowski, Jerzy Jarniewicz, Bruno Jasieński, Mieczysław Jastrun, Radosław Jurczak, Adam Kaczanowski, Tymoteusz Karpowicz, Bożena Keff, Piotr Kępiński, Barbara Klicka, Bartosz Konstrat, Szczepan Kopyt, Jakub Kornhauser, Julian Kornhauser, Ryszard Krynicki, Jalu Kurek, Ewa Lipska, Zbigniew Machej, Piotr Macierzyński, Tomasz Majeran, Natalia Malek, Jakobe Mansztajn, Paweł Marcinkiewicz, Maciej Melecki, Stanisław Młodożeniec, Andrzej Niewiadomski, Klara Nowakowska, Bronka Nowicka, Grzegorz Olszański, Antoni Pawlak, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Tadeusz Pióro, Lech Piwowar, Adam Pluszka, Marta Podgórnik, Jacek Podsiadło, Halina Poświatowska, Michał Pranke, Julian Przyboś, Tomasz Pułka, Maciej Robert, Tadeusz Różewicz, Tomasz Różycki, Robert Rybicki, Bartosz Sadulski, Marcin Sendecki, Jerzy Skolimowski, Rafał Skonieczny, Krzysztof Śliwka, Szymon Słomczyński, Antoni Słonimski, Dariusz Sośnicki, Andrzej Sosnowski, Anatol Stern, Dariusz Suska, Marcin Świetlicki, Anna Świrszczyńska, Wisława Szymborska, Maciej Taranek, Julian Tuwim, Witold Wandurski, Aleksander Wat, Adam Ważyk, Adam Wiedemann, Kazimierz Wierzyński, Wojciech Wilczyk, Agnieszka Wolny-Hamkało, Wacław Wolski, Wiktor Woroszylski, Maciej Woźniak, Grzegorz Wróblewski, Bohdan Zadura, Urszula Zajączkowska, Filip Zawada
Ocena 6,2
Zawrót głowy. ... Mateusz Andała, Mar...

Mogą Cię zainteresować

Oceny

Średnia ocen
7,7 / 10
50 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
592
549

Na półkach:

Zbiór 18 rozdziałów z różnych czasów o różnej treści, przeczytany wkrótce po „Książkach najgorszych”, na ogół mnie rozczarował. To samo dotyczy „Czytelnika ubezwłasnowolnionego”
W porównaniu z „Książkami” oczywiście.

Rozdział 3 „Zemsta na słowie” (o „Balu w operze”),jak było przytoczone przy „Katolickim Państwie Narodu Polskiego”: „ilekroć odczytuję go na nowo, czuję jednocześnie wciąż ten sam nieopanowany podziw i żywiołową niechęć” (s. 29). Podzielam niechęć, nie rozumiem podziwu. Barańczak podchodzi do tego czegoś bardziej wyrozumiale niż potrzeba, że prostackie wyrażenia to nic takiego (chociaż upodobanie do stosowania takich wyrazów i to dużym zagęszczeniu wygląda na zboczenie),zaś „polityczny emocjonalizm Tuwima można już dziś, po tylu latach, traktować jako zjawisko historyczne (choć znamienne jest, że jeszcze w 1963 Jarosław Marek Rymkiewicz uważał za stosowne w ostrych słowach potępić "złośliwy wierszyk" Tuwima za jego intencję "dzielenia i jątrzenia" społeczeństwa).” (s. 31, byłby to rzadki przypadek, by Rymkiewicz napisał coś, z czym mogę się zgodzić, choć z drugiej strony zbyt to oczywiste i za mało odkrywcze).

Rozdział 4 „Dziecięca naiwność” o „Poemacie dla dorosłych” napisanym przez Adama Ważyka w 1955. Wzbudził wściekłość „władzy ludowej”, „w Nowej Hucie – miejscowości, której dotyczył szczególnie drastyczny fragment poematu – zorganizowano publiczną "dyskusję" mieszkańców miasta, w której przeważały głosy oburzenia i potępienia pod adresem autora, podsumowane w tym samym duchu przez posła i publicystę Adama Polewkę.” (s. 47) Zebrani, można dodać, nie byli przekonani, że „Poemat” ich obrażał, skoro trzeba ich było o tym przekonywać, co urzędowo brzmiało „Polewka wyraził w jasnych słowach to, co większość dyskutantów czuła, tylko nie mogła sobie jasno uświadomić lub precyzyjnie wypowiedzieć.” (za: Michał Głowiński „Rytuał i demagogia” s. 151). Ów Polewka już 10 lat wcześniej jako partyjny popierał utworzenie GUKPPiW, choć jako pisarz powinien być przeciw (Stanisław Adam Kondek „Władza i wydawcy” 1992 s. 32).
Inny usłużny człowiek pióra, Tadeusz Hołuj nomen omen (po rosyjsku холуй znaczy sługus) wyliczył 6 sposobów podejścia : 1) całkowite potępienie poematu i faktu przedrukowania go w »Nowej Kulturze«, 2) całkowita pochwała jednego i drugiego, 3) pochwała Ważyka i wyśmianie »Nowej Kultury«, 4) uznanie za obiektywną prawdę cytowanych w Poemacie faktów przy potępieniu postawy poety wobec tych faktów, 5) częściowe uznanie dla poematu przy potępieniu jego »warszawskiej« strofy, ustępu o Nowej Hucie lub obu tych ustępów, 6) uznanie dla poematu przy równoczesnym potępieniu jego twórcy (że to nie on powinien go napisać). Głowiński (op. cit) zauważa, że choćby częściowa pochwała nie znalazła w ówczesnych piśmidłach odzwierciedlenia, a stanowisko 3 wyglada niezrozumiale.

Jednym z zarzutów było „poeta dokonał zwrotu o 180 stopni, okazał się dwulicowy. Ten zarzut jest szczególnie interesujący i częsty. Słychać go w wielu skądinąd różnych artykułach, od prymitywnej napaści Bohdana Czeszki ("jakże łatwo jest obwoływać nagość króla kiedy się samemu szyło jego nieistniejące szaty") po błyskotliwy esej Ludwika Flaszena (...); zarzut stanowi, co ciekawe, wspólną płaszczyznę ataku dla twardogłowych konserwatystów i dla tych, którzy Ważyka atakowali z pozycji już odwilżowych. Flaszen np. z sarkazmem podkreślał "nagłość" ideologicznego zwrotu Ważyka. "Oburzała mnie wolta, której dokonał w ciągu tak niewielu lat" – zupełnie podobnie wspomina krańcowo odległy od Flaszena Putrament (w "Pół wieku: Literaci"),doszukujący się zresztą w owej "wolcie" motywacji ściśle osobistych: rewanżu za "poczucie własnej krzywdy", biorące się rzekomo z faktu, że już w początkach 1954 Ważyk był stopniowo usuwany z orbity partyjnych wpływów. Zarzut dwulicowości czy "wolty" mógł się oczywiście wydawać uzasadniony każdemu, kto pamiętał rolę, jaką Ważyk odgrywał w życiu kulturalnym okresu stalinowskiego, czy jego nie tak dawną socrealistyczną produkcję pisarską.” (s. 50)

Wcześniej bowiem pisał takie wiersze
„ranną racją oliwy
maściła, czuła kolejarka,
tłoki lokomotywy” (s. 61)

A to nic w porównaniu z wytworem przez Barańczaka pominiętym (może i dobrze)
„Mądrość Stalina,
rzeka szeroka,
w ciężkich turbinach
przetacza wody,
płynąc wysiewa
pszenicę w tundrach,
zalesia stepy,
stawia ogrody (…)
Ty ich opływasz,
rzeko rozumna,
ty wiejesz zdrowiem,
wiatrem urody;
przebijasz góry
rzeko podskórna,
łączysz narody.”
(Andrzej Roman „Paranoja” s. 96 z przypisem „Wiała ta rzeka zdrowiem, że hej ...”)

Po zatym zbyt wiele mym zdaniem poświęca uwagi takim, o których należałoby zapomnieć, jak były poputczyk Miłosz (rozdział 2, tak wiem, skoro osobnik tego pokroju dostał jakąś tam nagrodę, zapomnienie mu nie grozi, a szkoda). Tym bardziej, że rozdział 5 „Cnota, nadzieja, ironia” o Zbigniewie Herbercie.

„Żałosnym emblematem epoki pozostanie fakt, że po sowieckiej inwazji wrześniowej [Bruno] Schulz, aby z czegoś żyć, musiał się podjąć malowania gigantycznych portretów Stalina na oficjalne uroczystości.” (s. 113) Żałośnie brzmi próba usprawiedliwiania, skoro w tym samym czasie i miejscu np. Ostap Ortwin jakoś płaszczenia przed Stalinem uniknął, chociaż też musiał z czegoś żyć, zaś Leopold Tyrmand (co prawda znanym pisarzem został później) trafił wówczas za kraty.

Dwa rozdziały 10 „Człowiek Donne'a. Posłowie do Wierszy wybranych Johna Donne'a” i 11 „Kościół wzniesiony ze słów. O poezji George'a Herberta” o angielskich poetach z XVII wieku, zapewne wartościowe, lecz mnie nie wciągnęły, czym oczywiście nie trzeba się sugerować.

Zbiór 18 rozdziałów z różnych czasów o różnej treści, przeczytany wkrótce po „Książkach najgorszych”, na ogół mnie rozczarował. To samo dotyczy „Czytelnika ubezwłasnowolnionego”
W porównaniu z „Książkami” oczywiście.

Rozdział 3 „Zemsta na słowie” (o „Balu w operze”),jak było przytoczone przy „Katolickim Państwie Narodu Polskiego”: „ilekroć odczytuję go na nowo, czuję...

więcej Pokaż mimo to

avatar
64
46

Na półkach: ,

Porywać się na recenzję Barańczaka to tak, jakby próbować krytykować logiczny wywód członka Mensy, będąc wioskowym głupkiem. I na tym powinienem zakończyć ten tekst. Ale ja przecie wioskowym głupkiem jestem!

Takim cwanym głupkiem, co to całkiem nieźle umie się kamuflować. Mimikra utkana z grafomańskiej elokwencji. Wymyśliłem więc: chwalił jeno będę. Barańczak mistrzem jest, choć fizycznie już tylko: mistrzem był. Krytyka przez pochwałę — spryciarz ze mnie.

Dzięki tej książce poczułem się znowu dzieckiem. Mały, głupi, niczego nie rozumiejący, a świat mądrych dorosłych jawi się tak fascynującym i złożonym. Szkoda, że dziad, od bardzo dawna zagnieżdżony we mnie, natychmiast uniósł dłonią moją brodę, abym spojrzał mu w oczy i przeczytał w nich, że to bzdura. Owszem, świat jest złożony i fascynujący, ale jeśli chodzi o Barańczaka, to on był po prostu wybitnym specjalistą w pewnej dziedzinie. Rozumiał słowa — szczególnie te poukładane w wersy — lepiej, niż ktokolwiek mi znany. Widział ich znaczenie nie tylko poprzez definicję, czy informację, które niosą, ale też znaczenia ukryte, a wydobywane przez rytm, powtarzalność, bądź unikalność, miejsce w szyku, moment wystąpienia lub nawet ich brak tam, gdzie spodziewalibyśmy się je zobaczyć, bądź usłyszeć.

Nigdy nie lubiłem czytać poezji, a jeśli już czytałem, to jej nie rozumiałem. Prawdopodobnie nie lubiłem, bo nie rozumiałem. I nic się do dziś w tym względzie nie zmieniło. A jednak na przydechu czytałem „barańczakowe” analizy nieznanego mi wiersza Miłosza. Przerwałem dopiero wtedy, kiedy pociemniało mi w oczach z niedotlenienia. I to tylko po to, aby wziąć głęboki oddech. Fascynujące, ile znalazł w nim treści. Wyjaśnił wszystko klarownie, ja to nawet rozumiałem, a jednak, kiedy wracałem do samej treści wiersza, to nadal nic — żadnych wyjątkowych zachwytów doskonałą poezją. Co jest ze mną nie tak?

A może autor odnajduje sensy tam, gdzie tak właściwie ich nie ma? Może je dzięki swej inteligencji nieświadomie „dorabia”? Tak się chyba tylko próbuję pocieszyć, że moja ślepota jest tylko pozorna. A Barańczak był po prostu przenikliwy, wrażliwy nie tylko na słowa, ale i na zjawiska. Już w latach osiemdziesiątych pisał:

“W dzisiejszej zdawkowej, migawkowej, powierzchownej kulturze pośpiesznego czytania i obrazu zastępującego słowo [...]”

Prorok? Wtedy to była chyba jedynie forpoczta zjawiska, które dziś się zintensyfikowało, zamiast zaniknąć.

Barańczaka jako autora nie znam. Kojarzę nazwisko ze szkoły, ale nic więcej, ani tytułu, ani treści. Wypadałoby nadrobić chyba. Taka wrześniowa obietnica noworoczna.

Ta książka jest ponoć kultowa w niektórych środowiskach. Przez wiele lat była nie do kupienia, a jeśli pojawiła się na rynku wtórnym, to w horrendalnie wysokich cenach. I w końcu wznowienie. No to kupiłem. A czynu tego nie żałuję.

Tablica to książka objawiająca mi nie tylko technikalia pisania, ale i przybliżająca wielkie postaci literatury. Oto błyskotliwy Barańczak opowiada mi o osobowości Schulza (a przy okazji też o historycznej otoczce utkanej z Gombrowicza, Nałkowskiej i innych),o mądrości Havla.

Pięknie ujęła to w Posłowiu Joanna Szczęsna:

“[...] nad wszystkim, co wychodziło spod jego pióra, unosił się duch naukowej wnikliwości i erudycji oraz eseistycznej lekkości i wdzięku.”

Spotkanie z takim intelektem, jak Barańczaka jest mocno odświeżające; szczególnie dziś, kiedy rządzą nami cwani idioci, w mediach brylują pełniący obowiązki dziennikarzy półanalfabeci, a sztuką są przyśpiewki o majteczkach w kropeczki. Dobrze jest przypomnieć, czy też uświadomić, że są na świecie ludzie o umysłowości innego kalibru. Nie wiem dokładnie gdzie, ale na pewno są. Wzywam was: ujawnijcie się!

Porywać się na recenzję Barańczaka to tak, jakby próbować krytykować logiczny wywód członka Mensy, będąc wioskowym głupkiem. I na tym powinienem zakończyć ten tekst. Ale ja przecie wioskowym głupkiem jestem!

Takim cwanym głupkiem, co to całkiem nieźle umie się kamuflować. Mimikra utkana z grafomańskiej elokwencji. Wymyśliłem więc: chwalił jeno będę. Barańczak mistrzem...

więcej Pokaż mimo to

avatar
121
119

Na półkach:

Pozycja obowiązkowa dla językowych wrażliwców i aktywnych kontestatorów rzeczywistości pisanej. Eseistyka najwyższej próby.

Pozycja obowiązkowa dla językowych wrażliwców i aktywnych kontestatorów rzeczywistości pisanej. Eseistyka najwyższej próby.

Pokaż mimo to

avatar
442
9

Na półkach:

Eseje pięknie napisane, wcale nie akademickim językiem, ale nazwisko mówi samo za siebie. Warto przybliżyć sobie kwestie zawiłości tłumaczeń,poznać bogaty świat literatury z innego spojrzenia. A może sięgnąć do poezji autorów,o których pisze Stanisław Barańczak?

Eseje pięknie napisane, wcale nie akademickim językiem, ale nazwisko mówi samo za siebie. Warto przybliżyć sobie kwestie zawiłości tłumaczeń,poznać bogaty świat literatury z innego spojrzenia. A może sięgnąć do poezji autorów,o których pisze Stanisław Barańczak?

Pokaż mimo to

avatar
645
266

Na półkach:

Może faktycznie momentami Barańczak jest dla mnie zbyt trudny, ale cóż z tego! Przecież to bez dwóch zdań genialny człowiek! Zawsze, czytając jego książki, jestem pod wrażeniem jego ogromnej erudycji i obeznania w temacie literatury i językoznawstwa. Najbardziej podobały mi się ostatnie eseje, ale cała książka jest cudowna.

Może faktycznie momentami Barańczak jest dla mnie zbyt trudny, ale cóż z tego! Przecież to bez dwóch zdań genialny człowiek! Zawsze, czytając jego książki, jestem pod wrażeniem jego ogromnej erudycji i obeznania w temacie literatury i językoznawstwa. Najbardziej podobały mi się ostatnie eseje, ale cała książka jest cudowna.

Pokaż mimo to

avatar
12
11

Na półkach:

Absolutnie obowiązkowe dzieło do przeczytania, zanim kto się do pisana rzuca, albo pisaniem na pisanie odpowiada...

Absolutnie obowiązkowe dzieło do przeczytania, zanim kto się do pisana rzuca, albo pisaniem na pisanie odpowiada...

Pokaż mimo to

avatar
126
86

Na półkach:

Nawet, jeżeli nigdy się nie sięgnie po szkice Barańczaka, kontekst, w jakim stawia Márquesowskie Macondo ściąga umysł w dwie wąskie kreski: czy poezja - albo nawet spoglądając szerzej - literatura jest naszą własną tablicą, tym, co podsumowuje dokonania ludzkości? Albo wreszcie czymś, czego nie można, nie ma się prawa zapomnieć?

Warto wspomnieć, że eseje z "Tablicy..." powstawały już zasadniczo po przekroczeniu przez Barańczaka granicy. Co więcej, doskonale w nich słychać, że mamy tutaj do czynienia z wykładowcą literatury polskiej na Harvard University. Czytając tę książkę, miałam wrażenie, że znajduję się to na sali wykładowej i może powinnam zacząć robić notatki (no bo czy wiedzieliście, skąd się wzięło IDEOLO?),to w starym aucie (takim, jak na okładce wydania z 1990 roku),gdzie telepiemy się jakąś opuszczoną drogą, a Barańczak, wpatrzony w horyzont ulicy, snuje rozważania na temat poezji, literatury, słowa i... tablic rejestracyjnych. I chociaż analiza "Pana Cogito o cnocie" jest świetna, zdecydowanie wolę ten drugi obraz, wyłaniający sie najlepiej w esejach "Zemsta ręki śmiertelnej" i "Tablica z Macondo".

Polecam tę pozycję szczególnie osobom, które lubią teorię literatury - choćby z tego prostego powodu, że pisana jest przez poetę. Polskiego poetę, który język ojczysty widzi jak zwierzę w zoo, jak zwierzę oddalone kilometry i mile od swojego naturalnego środowiska. A to poetę kłuje, boli i rozoruje. I budzi strach - że zapomni. Że wszyscy zapomną, więc trzeba zapisać, w krótkich, ale pełnych znaczeń słowach i pozostawić tablicę przed naszymi miastami. Pytanie, co się stanie, gdy ludzkość zapomni, jak się czyta...
Zapraszam na: pisanewzatchnieniu.wordpress.com

Nawet, jeżeli nigdy się nie sięgnie po szkice Barańczaka, kontekst, w jakim stawia Márquesowskie Macondo ściąga umysł w dwie wąskie kreski: czy poezja - albo nawet spoglądając szerzej - literatura jest naszą własną tablicą, tym, co podsumowuje dokonania ludzkości? Albo wreszcie czymś, czego nie można, nie ma się prawa zapomnieć?

Warto wspomnieć, że eseje z "Tablicy..."...

więcej Pokaż mimo to

avatar
292
53

Na półkach:

Po "Tablicę z Macondo" sięgnęłam dzięki mojemu wykładowcy od literaturoznawstwa. Barańczaka wspominał on niejednokrotnie podczas swoich wykładów, toteż niedługo zajęło mi dojście do wniosku, że mistrz mojego mistrza jest i moim mistrzem... Tak więc sięgnęłam po zbiór esejów Barańczaka - i nie rozczarowałam się.
"Tablica z Macondo" zawiera w sobie osiemnaście prac w zakresie literatury i tłumaczenia. Autor omawia dzieła zarówno polskie, jak i zagraniczne, stawia pytania o najtrudniejszy aspekt tłumaczenia, ukazuje, że praca nad przekładem wcale nie jest tak prosta, jakby się mogło na pierwszy rzut oka wydawać.
Barańczak operuje językiem, śmiem twierdzić, i prostym, i trudnym. Fakt, zbiór ten czyta się dobrze, nieraz i szybko, ale słownictwo występujące w esejach nie zawsze może być przystępne dla losowego Przeciętnego Użytkownika Języka. Także tematyka nie jest taką, która przyciągnie i zainteresuje każdego. Książka nadaje się z pewnością dla pasjonatów literatury, filologów, tłumaczy - aktualnych i tych przyszłych - krótko mówiąc, dla miłośników Języka, czy też może węziej, miłośników Słów. Dla tych jest to pozycja obowiązkowa. Dla poznania lub pogłębienia wiedzy, dla samej przyjemności czytania - bo co jak co, ale stylowi Barańczaka iście nic zarzucić nie można. Toteż wszystkim zainteresowanym tematem - polecam, polecam, polecam!

Po "Tablicę z Macondo" sięgnęłam dzięki mojemu wykładowcy od literaturoznawstwa. Barańczaka wspominał on niejednokrotnie podczas swoich wykładów, toteż niedługo zajęło mi dojście do wniosku, że mistrz mojego mistrza jest i moim mistrzem... Tak więc sięgnęłam po zbiór esejów Barańczaka - i nie rozczarowałam się.
"Tablica z Macondo" zawiera w sobie osiemnaście prac w zakresie...

więcej Pokaż mimo to

Książka na półkach

  • Chcę przeczytać
    160
  • Przeczytane
    69
  • Posiadam
    15
  • Teraz czytam
    4
  • Ulubione
    3
  • Literatura polska
    3
  • Książki o książkach, języku i literaturze
    2
  • Literatura polska
    2
  • Niedoczytane
    2
  • Esej
    2

Cytaty

Więcej
Stanisław Barańczak Tablica z Macondo. Osiemnaście prób wytłumaczenia, po co i dlaczego się pisze Zobacz więcej
Więcej

Podobne książki

Przeczytaj także