Więź. Dlaczego rodzice powinni być ważniejsi od kolegów

- Kategoria:
- nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2016-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 2016-01-01
- Liczba stron:
- 368
- Czas czytania
- 6 godz. 8 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788375795363
Psycholog kliniczny oraz lekarz medycyny łączą siły, by zmierzyć się z jedną z najbardziej niezrozumiałych tendencji, która coraz silniej uwidacznia się wśród młodych pokoleń. Doktor Gordon Neufeld i Gabor Maté szukają odpowiedzi na trudne pytanie: dlaczego dzieci stawiają kolegów wyżej niż rodziców?
Książka "Więź" ułatwia rodzicom zrozumienie tego niepokojącego zjawiska i proponuje rozwiązania mające przywrócić intuicyjnej więzi między dzieckiem a rodzicem należne jej pierwszeństwo, ustalić właściwą hierarchię w domu i odzyskać zaufanie i miłość swoich dzieci.
Koncepcje, zasady i praktyczne porady zawarte w książce pomogą rodzicom w zapewnieniu dzieciom tego, co przewidziała natura: prawdziwej bliskości, bezpieczeństwa i ciepła oraz możliwość przekazania wartości często nieobecnych w relacjach z rówieśnikami.
Od wydawcy:
"Podejście dr. Neufelda, bazujące na dowodach naukowych z zakresu neuropsychologii oraz psychologii rozwoju, rewolucjonizuje wiedzę na temat rozwoju człowieka. Stanowi ono świetne źródło informacji dla tych wszystkich, którzy pragną wspierać swoje dzieci w wykorzystaniu ich pełnego potencjału. Co więcej - podejście to stymuluje również rozwój nas samych, tak abyśmy mogli być nie tylko dorośli, lecz także dojrzali. Człowiek jest niezwykłą istotą, łączącą w sobie wielką wrażliwość i zdumiewającą siłę. Dzięki zrozumieniu tego, kim jesteśmy i jak funkcjonujemy jako ludzie, możemy się stawać takimi partnerami czy rodzicami, jakimi w głębi serca pragniemy być".
Joanna Bylinka-Stoch, psycholożka specjalizująca się w tematyce rozwoju człowieka
"Czy nie masz wrażenia, że we współczesnym świecie coraz trudniej jest wychować dzieci? Ta książka rzuca nowe światło na źródło rodzicielskich problemów i radykalnie zmienia nasze myslenie o wychowaniu. Szczęśliwi ci, którzy ją przeczytają, gdy ich dzieci są jeszcze małe. Ale nawet rodzice zbuntowanych nastolatków mogą mieć nadzieje, że młodzi ludzie zaczną się z nimi liczyć. Najważniejsza jest więź. Jeśli naprawdę o nią zadbamy, wychowywania przestanie być walką".
Hanna Samson, psycholożka i pisarka
Kup Więź. Dlaczego rodzice powinni być ważniejsi od kolegów w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Więź. Dlaczego rodzice powinni być ważniejsi od kolegów
Poznaj innych czytelników
1043 użytkowników ma tytuł Więź. Dlaczego rodzice powinni być ważniejsi od kolegów na półkach głównych- Chcę przeczytać 847
- Przeczytane 149
- Teraz czytam 47
- Posiadam 47
- Psychologia 11
- Chcę w prezencie 7
- Ulubione 5
- Dziecko 5
- Rodzicielstwo 4
- 2023 4































OPINIE i DYSKUSJE o książce Więź. Dlaczego rodzice powinni być ważniejsi od kolegów
„Więź” to książka niezwykle ważna i poruszająca, zwłaszcza dla osób, które świadomie podchodzą do wychowania i chcą lepiej zrozumieć dynamikę relacji między rodzicami a dziećmi. Autorzy otwierają oczy na mechanizmy, które często umykają w codziennym pędzie — pokazują, jak ogromne znaczenie ma emocjonalna obecność rodzica i jak konsekwencje jej braku mogą wpływać na rozwój młodego człowieka.
To jednak nie jest książka dla osób, które nie potrafią przyznać, że jako rodzic mogą popełniać błędy. Jeśli ktoś nie jest gotowy na refleksję i konfrontację z własnymi zachowaniami, przekaz tej książki raczej do niego nie trafi. Opowieści, analizy i przykłady mogą być trudne do przyjęcia, jeśli brakuje otwartości na zmianę.
Momentami język bywa wymagający — autorzy posługują się terminologią psychologiczną, a niektóre fragmenty są gęste od teorii. Nie odbiera to wartości książce, ale sprawia, że lektura wymaga uwagi i skupienia.
„Więź” to ważna, potrzebna pozycja dla każdego, kto chce lepiej zrozumieć swoje dziecko — i siebie jako rodzica.
„Więź” to książka niezwykle ważna i poruszająca, zwłaszcza dla osób, które świadomie podchodzą do wychowania i chcą lepiej zrozumieć dynamikę relacji między rodzicami a dziećmi. Autorzy otwierają oczy na mechanizmy, które często umykają w codziennym pędzie — pokazują, jak ogromne znaczenie ma emocjonalna obecność rodzica i jak konsekwencje jej braku mogą wpływać na rozwój...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toByłam tej książki bardzo ciekawa, bo tytuł brzmiał dla mnie bardzo dziwnie. Trochę apodyktycznie, trochę staroświecko, ale przy tym intrygująco. Ponieważ nie uważam żeby współczesna, szeroko rozumiana młodzież była wolną od trosk, depresji, samobójstw i innych tragedii grupą, mam przez to wrażenie że coś poszło nie tak ze światem. Obserwuję to od dawna i jako że w sama nie chcę być matką, której dziecko powoli się oddala aż w końcu znika, tego typu tytuły przyciągają moją uwagę. Czy ten jest warty uwagi i wniósł coś w moje rozumienie problemu?
Autorzy skupiają się w zasadzie na jednej kwestii, generującej według nich masę problemów u dzisiejszych dzieciaków. Jest to po prostu relacja rówieśnicza, która współcześnie nadaje ton wychowaniu, wypacza rozwój dzieci i prowadzi do patologii w ich zachowaniu, wpływając na ich przyszłość w ogromnym stopniu. Początkowo byłam do tego sceptycznie nastawiona, mimo że autorzy od początku bardzo jasno stawiają sprawę i wyjaśniają skąd takie wnioski. Trochę machnęłam na to ręką, bo bez przesady - nie można przecież zwalać winy za wszystko na kolegów czy koleżanki dziecka. Z rozdziału na rozdział jednak zapalało mi się coraz więcej lampek, zaczęłam też przypominać sobie liczne przykłady sytuacji opisywanych w książce, których sama byłam świadkiem lub bohaterką. I bardzo przestało mi się to podobać.
Wszystko sprowadza się do jednego - więzi z rodzicami i najbliższą rodziną zastąpiły intensywne i nieograniczone kontakty z rówieśnikami. Powodów jest wiele - brak czasu rodziców, brak stabilizacji finansowej, problemy zdrowotne, lenistwo, możnaby wymieniać bardzo długo. Efektem jest w skrócie fakt, że dzieci wychowują siebie nawzajem i robią to nieudolnie, co nie może być zaskoczeniem. Autorzy pięknie wyjaśnili na czym to polega, jakie są tego zagrożenia i słabe strony, ja mogę im tylko przyklasnąć bo nie sposób się nie zgodzić z tym co piszą. Jest to bardzo zgubne i niosące grube konsekwencje społeczne zjawisko, a jego objawy niestety wzięliśmy za coś normalnego. To “normalne” że nastolatek w ogóle nie chce spędzać czasu z rodziną, siedzi sam zamknięty u siebie w pokoju i notorycznie jest w kontakcie ze znajomymi, co zdaje się być jedynym co go cieszy. Nic w tym nie brzmi dla mnie normalnie, bardziej jak jakieś dziwne uzależnienie.
To co w książce może się nie spodobać, to liczne powtórzenia i krążenie wokół jednego tematu. Mi to akurat w tym przypadku odpowiadało, lubię spojrzenie na jeden, w dodatku ważny i delikatny temat z wielu perspektyw i kątów. Ale zakładam że niektórych może to nużyć. Również samo założenie, że rówieśnicy to zło wcielone może wiele osób zniechęcić, ale ja tego nie odbieram zerojedynkowo. Dziecko może mieć kolegów i koleżanki, jak najbardziej. Ale nie mają być oni niezbędni do przeżycia, mogą się co jakiś czas zmieniać i nie wolno im na żadnym etapie zastąpić rodziny. To rodzina jest dla dziecka absolutnie najważniejsza, to ostoja i punkt wyjścia, a najważniejsi są rodzice będący drogowskazem, latarnią i przystanią. Według mnie o to chodziło autorom książki, chociaż czasem mogło to wybrzmieć tak, jakby relacje rówieśnicze powinny być całkowicie zabronione. Jednak to co proponują to nie jakaś rodzicielska sekta i zamordyzm, ale naturalny, zdrowy porządek rzeczy o którym zdaje się zapomnieliśmy.
Polecam tą książkę wszystkim rodzicom, niezależnie w jakim wieku mają dziecko czy też wnuki. Jest w niej nawet co prawda skąpa, ale zawsze jakaś garść porad jak wyjść z problematycznej sytuacji wychowawczej, jeśli już się w niej znaleźliśmy. Ale przede wszystkim skupiamy się na tym, jak do niej nie dopuścić. Myślę że gdy problemy z dzieckiem już istnieją, warto wybrać się do specjalisty jak najszybciej, a tą książkę traktować jako dodatek, bo każda sytuacja jest indywidualna. Nie mniej jednak stanowi świetne narzędzie i bazę wiedzy oraz źródło zrozumienia problemu - szczególnie kiedy dziecko zdaje się nas nienawidzić… Świetna pozycja na tą i podobną tego typu, smutną ewentualność. Polecam!
Byłam tej książki bardzo ciekawa, bo tytuł brzmiał dla mnie bardzo dziwnie. Trochę apodyktycznie, trochę staroświecko, ale przy tym intrygująco. Ponieważ nie uważam żeby współczesna, szeroko rozumiana młodzież była wolną od trosk, depresji, samobójstw i innych tragedii grupą, mam przez to wrażenie że coś poszło nie tak ze światem. Obserwuję to od dawna i jako że w sama nie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSama nie wiem jak ocenić tę książkę. Z jednej strony bardzo ciekawa, z drugiej jak tak się ją czyta to pokazuje jakby inne dzieci były najgorszym wrogiem rodziców. Czy to jest faktycznie aż tak skrajne?
Sama nie wiem jak ocenić tę książkę. Z jednej strony bardzo ciekawa, z drugiej jak tak się ją czyta to pokazuje jakby inne dzieci były najgorszym wrogiem rodziców. Czy to jest faktycznie aż tak skrajne?
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Zrób z rodziny swoją małą sektę”.
Grafoman pomaga pseudopsychologowi pisać antyporadnik.
Dawno już nie wdepnąłem w tak źle napisany i jednocześnie kretyński poradnik rodzicielstwa (ostatnim razem: „Jak mówić żeby dzieci nas słuchały...” Faber i Mazlish). Zupełnie nie wiem dlaczego spodziewałem się czegoś o wartościach i rozsądnym balansie między byciem rodzicem, mentorem, przewodnikiem i przyjacielem. Co mi do łba strzeliło? Może zupełny brak negatywnych ocen?
Potworne lanie wody o niczym i zabieranie się do tematu, jak pies do jeża. Cztery piąte zawartości książki to opis krnąbrnego dziecka: dziecko, które nie wykonuje poleceń, to dziecko, które ma więzi silniejsze z rówieśnikami, niż z rodzicami; dziecko, które nie je wspólnego obiadu, tylko zabiera swoją porcję do pokoju, nie ma więzi z rodzicami, lecz uległo współczesnemu problemowi posiadania silnych więzi z rówieśnikami… i tak prawie 300 stron, jak gdyby czytelnik nie widział nigdy na oczy „niegrzecznego” dziecka! Po cholerę całe rozdziały i podrozdziały poświęcać na opisywanie poszczególnych zachowań, zwłaszcza gdy, zdaniem autorów, wszystko sprowadza się do jednej przyczyny: więzi z rówieśnikami są silniejsze od tych z rodzicami.
Wszyscy się mylą!, psychologowie, pedagodzy, terapeuci, socjologowie. Lekiem na całe zło jest u-z-a-l-e-ż-n-i-a-n-i-e dziecka od siebie – SIC! Nie potrzebujecie żadnej wiedzy psychologicznej, porad rodzicielskich, umiejętności, wiedzy, książek, ekspertów. Jeśli tylko uzależnicie dziecko od siebie, reszta NATURALNIE zrobi się sama!
„Jak już nadmieniliśmy, więzi działają w sposób niewidoczny. Ludzie, którzy czysto instynktownie wytworzyli dobre relacje z dziećmi, będą dobrymi i kompetentnymi opiekunami, nawet jeśli oficjalnie nie opanowali choć jednej rodzicielskiej „umiejętności””.
Żadne kary, nagrody, nakłanianie, perswazje, zachęcanie, ostrzeganie, groźby – to wszystko błędnie wykorzystywane narzędzia korupcji i przemocy – do wywalenia. Wystarczy silna więź z rodzicami, i dziecko będzie magicznie wykonywało wszelkie polecenia i wyrośnie na nadczłowieka.
„W miarę jak słabnie rodzicielska władza, coraz więcej uwagi poświęcamy środkom nacisku. Mnożą się przy tym eufemizmy: o łapówkach mówimy rozmaicie – jako o nagrodach, zachętach i pozytywnych wzmocnieniach; groźby i kary przechrzciliśmy na ostrzeżenia, naturalne konsekwencje oraz wzmocnienia negatywne; stosowanie metod psychologicznego nacisku często nazywane jest kształtowaniem zachowania lub dawaniem nauczki. Te eufemizmy maskują próby motywowania dziecka przez wywarcie zewnętrznej presji, bo jego wewnętrzna motywacja okazuje się niewystarczająca. Więź jest czymś naturalnym, płynącym z wnętrza; środki perswazji są sztuczne i narzucone z zewnątrz. W każdym innym kontekście uznalibyśmy użycie takich środków za manipulację. W rodzicielstwie jednak te metody skłaniania dzieci do postępowania zgodnie z naszą wolą przez wiele osób są traktowane jako normalne i słuszne”.
Żadne odcinanie pępowiny, przygotowywanie do opuszczenia gniazda, zaopatrzenie w zestaw umiejętności potrzebnych do samodzielnego funkcjonowania w świecie, żadnego s-o-c-j-a-l-i-z-o-w-a-n-i-a dziecka – o nie!, trzeba mu zapewnić ciepły ku#^$dołek, zapełnić czas wspólnymi zajęciami i otoczyć gęstą pajęczyną psycho-rodzinki z wybałuszonymi gałami i wiecznie przyklejonym uśmiechem. Zbudować osadę (film „The Village” 2004 świetnie oddaje klimat tego antyporadnika) z dala od miasta, i nie dopuszczać do dzieci nikogo spoza swojej małej sekty. To poradnik dla psychopatycznych opiekunów, którzy dziecko posiadają dla konkretnego, partykularnego celu (włącznie z chorymi akcjami pokroju Josefa Fritzla czy herbatki w miasteczku „Jonestown”).
Oprócz bełkotu i lania wody, znajdziemy tu słodko-pierdzące pseudoporady, gdzie dziecko robiące rozpierduchę na basenie w ogrodzie znajomych, niereagujące na prośby, groźby i fizyczne uniemożliwienie mu dokuczania innym dzieciom, w magiczny sposób opanuje się, jeśli tylko krok po kroku zrobisz to, co zalecają autorzy:
„Zilustruję tę prostą zasadę przykładem. Jedenastoletni Tyler pluskał się w przydomowym basenie z siostrom i kilkoma przyjaciółmi. Wszyscy dobrze się bawili, dopóki Tylera nie poniosło – chłopiec zaczął okładać inne dzieci piankowymi rurami do nauki pływania. Matka kazała mu przestać, ale bez skutku. Ojciec się rozzłościł, zaczął ganić Tylera za nieposłuszeństwo wobec matki i polecił mu wyjść z basenu. Chłopiec nie posłuchał. Wreszcie mężczyzna wskoczył do wody, wyciągnął Tylera na brzeg i sądząc, że w ten sposób nauczy go moresu, wysłał syna do pokoju, żeby przemyślał swoje postępowanie. Rodzice wyjaśnili mi, że zachowanie Tylera było nie do przyjęcia i ni chcieli, by się powtórzyło. Usłyszawszy ode mnie o ryzyku związanym ze stosowaniem izolacji jako metody wychowawczej, zapytali, jak inaczej mogli postąpić.
Kiedy doszło do opisywanej sytuacji, przed podjęciem jakichkolwiek działań rodzice powinni zapewne wziąć głęboki wdech. W razie problemów lepiej jest się zbliżyć, niż dystansować. Rodzic musi przejawiać chęć nawiązania kontaktu, aby dziecko mogło zareagować na jakiekolwiek pozytywne bodźce. Kiedy opiekun odzyska wolę kompromisu, pierwszy krok polega na jego osiągnięciu. Może to być wspólny spacer, jazda albo zabawa z piłką – zanim zdobędzie się punkty u przeciwnej strony, trzeba odbudować międzyludzkie kontakty. W tym przypadku brakowało ich od początku i przez to rodzice popełnili błąd już na wstępie. Tyler był bez reszty pochłonięty tym, co robił. Przy takim nastawieniu nie zwracał uwagi na rodziców i nie był w nastroju do spełniania ich żądań. W podobnej sytuacji przed przystąpieniem do działań trzeba koniecznie odzyskać kontakt z dzieckiem. Próba nawiązania łączności mogła polegać na zagajeniu: „Rany, Tyler, dobrze się bawisz?”. Taki wstęp wywołałby zapewne zawadiacki uśmiech i przytaknięcie. Po skłonieniu dziecka do kontaktu wzrokowego, uśmiechu i skinieniu głową, kolejny krok ze strony rodziców powinien mieć na celu przywołanie dziecka. „Tyler, chciałbym z tobą chwilę porozmawiać na osobności. Chodź do mnie, proszę”. Po przywołaniu dziecka rodzic odzyskałby władzę i wpływy. Mógłby udzielić pewnych wskazówek, by uspokoić sytuację i nie psuć wszystkim zabawy. Ponadto pozwoliłoby to zapobiec nadwyrężaniu więzi z Tylerem, co pod względem rozwojowym ma o wiele większe znaczenie niż dawanie nauczek. Zamiast kończyć sprawę postawieniem szlabanu, rodzice Tylera powinni zacząć ją od nawiązania porozumienia”.
– Niepojęta magia jak u Superniani. W pierwszej sytuacji dziecko na nic nie reaguje, ale zareaguje jeśli tylko użyjesz magicznego zaklęcia: „Rety, skarbeńku, widzę, że świetnie się bawisz, ale choć coś ci powiem” i CUD, słychać trąby, dziecku wyrastają skrzydła anioła, a nad głową pojawia się złota aureola!
„Należy pamiętać, że dręczenie nie jest zamierzone. Dzieci nie chcą być prześladowcami ani nawet nie muszą się tego uczyć, bo takie skłonności mogą narodzić się spontanicznie w dowolnej kulturze. Nie wierzmy w to, że agresywne zachowania prześladowcy odzwierciedlają jego prawdziwą naturę. Pod twardą skorupką gnębiciela nie kryje się zgniłe jajo, lecz zalążek, któremu rodzice i nauczyciele nie potrafili pomóc się wykluć i usamodzielnić. Prześladowanie jest skutkiem sprzężenia między dwoma najważniejszymi w mózgu istot ludzkich mechanizmami psychologicznymi: obronnym i więzi. Te potężne mechanizmy maskują rzeczywistą naturę dziecka”.
– Tak, tak. Psychopaci, jak Jeffrey Dahmer czy Ted Bundy, w głębi serduszka byli dobrzy, tylko złe okoliczności zmusiły ich do bestialskich mordów.
„Obecnie wiele dzieci jest zbyt gruboskórnych, uczuciowo zamkniętych, aby przeżywać emocje wymagające takiej wrażliwości”.
– Zbyt gruboskórnych? I dlatego w potocznej mowie pojawił się związek frazeologiczny: płatki śniegu? XD
Szkoda więcej czasu i miejsca. Ten gniot zupełnie nie zasłużył na rozbudowaną krytykę. Wystarczyło ograniczyć się do hasztagów: antyporadnik, grafomański gniot, bezstresowe wychowanie, psychologia pozytywna, melioryzm, hiperopiekuńczość...
Przed zakupem wpisz proszę w wujka Googla te dwie frazy: „Gordon Neufeld kontrowersje” i „Gabor Mate kontrowersje”. Wiem, że nie wszystko co w internecie jest prawdą, ale tutaj internet się nie myli.
Po dostrzeżeniu tej książki u kogoś na półce, dyskretnie ale sprawnie ewakuuj się, oddal i wezwij dochodzeniówkę – prawdopodobnie w ogrodzie znajduje się zakopana beczka ze zwłokami.
„Zrób z rodziny swoją małą sektę”.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGrafoman pomaga pseudopsychologowi pisać antyporadnik.
Dawno już nie wdepnąłem w tak źle napisany i jednocześnie kretyński poradnik rodzicielstwa (ostatnim razem: „Jak mówić żeby dzieci nas słuchały...” Faber i Mazlish). Zupełnie nie wiem dlaczego spodziewałem się czegoś o wartościach i rozsądnym balansie między byciem rodzicem, mentorem,...
Autorzy wykonali ogrom pracy, a wszystko podparte wieloletnim doświadczeniem w pracy z młodzieżą i rodzicami. W większości stawianych też zgadzam się z autorami w 100%, w końcu wychowaliśmy 3 dzieci. W teorii wszystko wydaje się proste, wystarczą szczerość (u nas podstawa),wyrozumiałość (nieco gorzej),opanowanie (łatwo napisać) i wiele podobnych cech oraz sama miłość... Życie wydaje się dużo bardziej skomplikowane - warto oczywiście próbować i stawać się lepszym rodzicem/człowiekiem.
Książka spójna, przemyślana i wartościowa. Oby więcej podobnej jakości lektur...
Autorzy wykonali ogrom pracy, a wszystko podparte wieloletnim doświadczeniem w pracy z młodzieżą i rodzicami. W większości stawianych też zgadzam się z autorami w 100%, w końcu wychowaliśmy 3 dzieci. W teorii wszystko wydaje się proste, wystarczą szczerość (u nas podstawa),wyrozumiałość (nieco gorzej),opanowanie (łatwo napisać) i wiele podobnych cech oraz sama miłość......
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPolecam! Choć na początku miałam mieszane uczucia, szybko przekonałam się do tej książki. To opowieść o tym, jak odbudować silną więź między rodzicem a dzieckiem w świecie, w którym wpływ rówieśników często staje się ważniejszy niż zdanie dorosłych. Autorzy przekonują, że bliskość i zaufanie to fundament wychowania, a prawdziwy autorytet rodzica rodzi się z relacji, a nie z kar czy nagród.
To lektura, która otwiera oczy i daje konkretne wskazówki, jak odzyskać wpływ na dziecko, wspierać je emocjonalnie i pomagać mu w radzeniu sobie z presją otoczenia. Inspirująca, mądra i bardzo potrzebna.
Polecam! Choć na początku miałam mieszane uczucia, szybko przekonałam się do tej książki. To opowieść o tym, jak odbudować silną więź między rodzicem a dzieckiem w świecie, w którym wpływ rówieśników często staje się ważniejszy niż zdanie dorosłych. Autorzy przekonują, że bliskość i zaufanie to fundament wychowania, a prawdziwy autorytet rodzica rodzi się z relacji, a nie z...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDoskonała książka - lektura obowiązkowa zarówno dla rodziców, jak i nauczycieli oraz pedagogów. Od razu wrzucam ją do moich ulubionych książek poświęconych wychowaniu dzieci i relacjom w ogóle.
Doskonała książka - lektura obowiązkowa zarówno dla rodziców, jak i nauczycieli oraz pedagogów. Od razu wrzucam ją do moich ulubionych książek poświęconych wychowaniu dzieci i relacjom w ogóle.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobra treść, ale rozwlekły styl.
Daje do myślenia, o faktycznej roli więzi. To co mnie zaskoczyło to teoria autorów, że to rodzicie powinni zabiegać o dzieci, i być tymi, którzy wychodzą z inicjatywą wspólnego spędzania czasu. To jakby odwrócenie tego, co różni nauczyciele lub rodzice powtarzali, gdy ja byłam dzieckiem, że im się "należy szacunek niejako z automatu za sam fakt bycia rodzicem lub mającym więcej doświadczenia". Wg autorów tej książki - i to mi bardzo pasuje - tekst "co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie" jest po prostu do lamusa. Rodzice muszą włożyć wysiłek w wychowanie i utrzymanie więzi z dziećmi, bo to nie dzieje się z automatu.
Trudna książka, ale warta czasu czytania.
Dobra treść, ale rozwlekły styl.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDaje do myślenia, o faktycznej roli więzi. To co mnie zaskoczyło to teoria autorów, że to rodzicie powinni zabiegać o dzieci, i być tymi, którzy wychodzą z inicjatywą wspólnego spędzania czasu. To jakby odwrócenie tego, co różni nauczyciele lub rodzice powtarzali, gdy ja byłam dzieckiem, że im się "należy szacunek niejako z automatu za sam...
To i "Rodzice w kryzysie" to najlepsze,najważniejsze książki z serii parenting. Wystarczyłyby mi tylko te 2. Nie ze wszystkim rezonuje, ale z najważniejszym przekazem nie dyskutuje i zrobię co w mojej mocy,aby więź z dziećmi wzmocnić. Polecam!
Ps. Dość śmieszny jest tu jazgot jakie to bzdury autor wypisuje... Wystarczy przypomnieć sobie swoją młodość i zobaczyć kto był w naszym sercu na pierwszym miejscu i czy to było dla nas korzystne.
To i "Rodzice w kryzysie" to najlepsze,najważniejsze książki z serii parenting. Wystarczyłyby mi tylko te 2. Nie ze wszystkim rezonuje, ale z najważniejszym przekazem nie dyskutuje i zrobię co w mojej mocy,aby więź z dziećmi wzmocnić. Polecam!
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPs. Dość śmieszny jest tu jazgot jakie to bzdury autor wypisuje... Wystarczy przypomnieć sobie swoją młodość i zobaczyć kto był w...
Dałam pięć gwiazdek, długo wahając się nad trzema i rozmyślając o tym, jak to możliwe, że ta książka ma tu średnią prawie 8.
I nie, to nie jest tak, że jest to książka z gruntu zła. Są w niej zawarte idee, które naprawdę można wziąć sobie do serca będąc rodzicem (albo przyszłym rodzicem). Jest to książka, która zachęca do spojrzenia na rodzicielstwo od innej strony, ba, ta strona jest nawet całkiem ciekawa! Ale:
- naprawdę wartościowe treści zawarte w tej książce możnaby skondensować na 100 stronach;
- większość książki to górnolotne przemyślenia nie podparte przykładami, jak przełożyć je w realnym życiu;
- czytając miałam nieodparte poczucie, że doświadczam tu mansplainingu w najczystszej postaci;
- książka bardzo mocno wpędza czytelnika-rodzica w wyrzuty sumienia (no chyba, że ktoś jest takim rodzicem, jak rodzic - wg. autora - powinien być);
- książka pokazuje, wbrew pozorom, bardzo wąską perspektywę - widać, że została napisana zza biurka i opiera się na naprawdę niewielkim doświadczeniu w koegzystencji z WŁASNYMI (!) dziećmi (alternatywnie być może po wielu latach autor "nie pamięta już" jak to było być rodzicem dziecka czy nastolatka);
- zupełnie niezrozumiała jest dla mnie gloryfikacja "dawnych czasów", w których dzieci naturalnie podążały za rodzicami a nie za rówieśnikami - helloł! to były czasy, kiedy dzieci od 6 roku życia fedrowały na przodku albo pracowały w polu, tak że tego;
- z uniesionym kącikiem ust i brwią przeczytałam ostatni rozdział o erze cyfrowej, dodany w - uwaga! - 2011, w którym autor generalnie wieszczy młodym ludziom koniec świata i upadek obyczajów. Nie do wiary, że jakimś cudem dotrwaliśmy do roku 2023 i Ziemia nadal się kręci;
- last but not least: czytałam te 300 stron przez 3 tygodnie w nadzieji, że gdzieś jest te 8 gwiazdek, tylko jeszcze tam nie dotarłam.
Dałam pięć gwiazdek, długo wahając się nad trzema i rozmyślając o tym, jak to możliwe, że ta książka ma tu średnią prawie 8.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI nie, to nie jest tak, że jest to książka z gruntu zła. Są w niej zawarte idee, które naprawdę można wziąć sobie do serca będąc rodzicem (albo przyszłym rodzicem). Jest to książka, która zachęca do spojrzenia na rodzicielstwo od innej strony, ba,...