rozwińzwiń

Życie codzienne w Johannesburgu

Średnia ocen

5,0 5,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Życie codzienne w Johannesburgu w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Życie codzienne w Johannesburgu

Średnia ocen
5,0 / 10
4 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Życie codzienne w Johannesburgu

Sortuj:
avatar
434
433

Na półkach:

Joahannesburg pod koniec pierwszej dekady XXI wieku – wyczerpująca, merytoryczna książeczka, zgrabna synteza faktów i opinii, dosyć dokładne przedstawienie miasta oraz jego mieszkańców, dużo danych socjologicznych, gospodarczych i antropologicznych, bazujących tak na statystykach i osobistych doświadczeniach autora, wieloletniego rezydenta johannesburskiej metropolii. Ogólnie dobrze napisana, ale jest w niej sporo wpadek jeśli idzie o konstrukcje zdań, tak pod kątem stylistyki jak i błędów technicznych. Jest tego sporo (30-40% tekstu),ale ma to taką formę, że można by to poprawić bez konieczności pisania całości na nowo. Niekiedy byłby to ingerencje mniejsze, niekiedy większe – ale dałoby rade to zrobić bez większego wysiłku. Po lekturze można odnieść wrażenie że za tymi błędami stoi pośpiech i życie poza macierzą, codzienne funkcjonowanie w innym języku i kulturze. Niemniej pan Pater nie pisze źle. Jeśli więc ktoś przedkłada treść nad formę, będzie zadowolony. Jak się zdaje jest to książkowy debiut tego pracownika African Analysis (to że publikacja ma ręce i nogi jest ewidentnie zasługą miejsca pracy autora). Pomijając wpadki, Pater pisze zrozumiale, klarownie, unika języka potocznego, ale nie raczy nas jednocześnie językiem akademickim.
Time to time pojawiające się NIE pisane rozdzielnie, błędne zastosowane myślniki czy powtórzenia i toporne zdania – idzie to przeboleć.

Czytając możemy odczuwać brak nakreślonych jednostek, bohaterów, konkretnych przedstawicieli grup społecznych zamieszkujących metropolię. Lukę tę skutecznie uzupełniłby wstawki reporterskie, ale to zmieniłoby charakter książki. Brakuje tu także bardziej obrazowego przedstawienia miasta i rysu historycznego – można by rozbudować te wątki.

Republika Południowej Afryki jest ciekawym miejscem: jest tam kupa białych (prawie 10% społeczeństwa, a drugie 10% to mulaci),którzy uważają się za miejscowych, i sumie dlaczegóżby nie, skoro są tam od pokoleń; nie zawsze jest tam upalnie, a kraj zalicza się do Cywilizacji Zachodniej (jako jedyny z Afryki, a tak samo jak Australia czy USA).
Kiedy przybywali tam pierwsi Europejczycy, murzynów była garstka – dzięki medycynie i zdobyczom techniki, jest ich teraz o wiele więcej niż matka natura jest w stanie własnymi siłami udźwignąć. Z jednej strony przeczy to demonicznej roli białych na afrykańskim kontynencie, z drugiej przewrotnie ją potwierdza – bo jednak niekontrolowany przyrost jest efektem pozornego dobrostanu jaki obok rozlicznych patologii i chorób cywilizacyjnych przywlekli ze sobą Europejczycy. Wszystko ma swoje plusy i minusy. To że w kraju panuje duża przestępczość jest niejako naszą zasługą, przynajmniej częściowo, nie możemy się jednak dawać zwodzić sugestiom że pierwotnie ci ludzie byli szlachetni i nieskalani przywarami. Że całe zło to europejscy kolonizatorzy i ich potomkowie.
Niemniej biali wprowadzili spore zamieszanie*. Uniemożliwia to czarnym tradycyjny (pastersko-koczowniczy i myśliwski) styl życia, a ten XXI nie jest możliwy dla wszystkich z uwagi na braki infrastrukturalne – rodzi to rzecz jasna patologie.

W książce często pada, że czarni obywatele są trochę na bakier z kulturą (śmiecą),prawem (napady, kradzieże) i ogólnie, odstają nieco od zasad bezpiecznego funkcjonowania i dobrze pojmowanych reguł mieszczańskiej koegzystencji. Nie ma sensu tego negować. Autor żyje tam, obserwuje, słucha – to i wie. Inne źródła przynoszą potwierdzenie. Niemniej pisząc o tym dotyka niebezpiecznego politycznie tematu. Problem nie leży w ich kolorze skóry, rasie – a fakcie że ongiś spokojnie funkcjonujących ludzi, nagle zaczyna się kusić kompletnie nie ich stylem życia, nieprzystającym do znanych im norm, i zamiast wprowadzać głębokie przemiany wewnętrzne, mami powierzchownością, konsumpcjonizmem i zepsuciem. Jared Diamond w swojej bestsellerowej publikacji „Strzelby, zarazki, maszyny” dowodzi tego co jasne dla każdego rozsądnie myślącego człowieka: problem leży nie w kolorze skóry, genotypie, a miejscu życia. Afrykański klimat nie sprzyjał budowie cywilizacji. Zaszczepienie cywilizacji w naszym rozumieniu wymaga edukacji, i nauki odpowiedzialności, praw i obowiązków obywatelskich. Tymczasem kiedy tubylców traktuje się jak podludzi, tanią siłę roboczą i niewolników, nic dobrego z tego wyjść nie może. Inna rzecz że znana nam cywilizacja to w dużej części efekt międzyludzkiej rywalizacji (napędzającej postęp),ta zaś bazuje na nie zawsze dobrych pobudkach, może więc takie harmonijne trwanie nie powinno być odbierane źle? Inna rzecz że rozwój społeczny jest często efektem przypadku. Nie dowodzi genialności kolektywu, odpowiadają zań wyjątkowe jednostki, tudzież jednostki mające przebłyski geniuszu. Cóż z tego że mamy komputery i Beethovena skoro pojedynczy ludzie wiedzą jak działają płyty scalone, znają się na technice, czy też umieją zrobić zapis nutowy ze słuchu? To że Maria Curie była świetnym naukowcem, a Lem wielkim myślicielem, nie znaczy że reszta pokrewnych im polskojęzycznych obywateli jest tak samo genialna... I tak dalej. Uproszczenia i uogólnienia zawsze szkodzą.

*Przykładowo: w Kenii jest obecnie ponad 40 milionów ludności, pól wieku temu było ich zaledwie 10, terytorium Kenii się nie poszerzyło, liczba ziemi mogącej wyżywić te nowe masy ludzkie również – wnioski nasuwają się same.

Joahannesburg pod koniec pierwszej dekady XXI wieku – wyczerpująca, merytoryczna książeczka, zgrabna synteza faktów i opinii, dosyć dokładne przedstawienie miasta oraz jego mieszkańców, dużo danych socjologicznych, gospodarczych i antropologicznych, bazujących tak na statystykach i osobistych doświadczeniach autora, wieloletniego rezydenta johannesburskiej metropolii....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

16 użytkowników ma tytuł Życie codzienne w Johannesburgu na półkach głównych
  • 12
  • 4
5 użytkowników ma tytuł Życie codzienne w Johannesburgu na półkach dodatkowych
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Życie codzienne w Johannesburgu

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Życie codzienne w Johannesburgu

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Życie codzienne w Johannesburgu