Turquetto

Okładka książki Turquetto Metin Arditi Patronat LC
Okładka książki Turquetto
Metin Arditi Wydawnictwo: Noir sur Blanc literatura piękna
304 str. 5 godz. 4 min.
Kategoria:
literatura piękna
Tytuł oryginału:
Le Turquetto
Wydawnictwo:
Noir sur Blanc
Data wydania:
2013-04-25
Data 1. wyd. pol.:
2013-04-25
Liczba stron:
304
Czas czytania
5 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788373924161
Tłumacz:
Agata Kozak
Tagi:
malarstwo
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
6,1 6,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oficjalne recenzje i

Historia jak malowana


Link do recenzji

4046 261 108

Oceny

Średnia ocen
6,1 / 10
19 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
296
199

Na półkach: ,

Bardzo wciągający początek za sprawą pojawienia się tajemniczego odkrycia związanego z dawnym obrazem. Poza tym sporo sztuki, trochę uniwersalnych spostrzeżeń socjologicznych, historycznych i politycznych. Z biegiem stron akcja traci jednak spójność i rytm (nawet w tak krótkim tekście), odchodząc od pierwotnego klimatu. Zdecydowanie lepsza byłaby, gdyby autor utrzymał główną oś fabuły w pobliżu sztuki i dzieł głównego bohatera.

Bardzo wciągający początek za sprawą pojawienia się tajemniczego odkrycia związanego z dawnym obrazem. Poza tym sporo sztuki, trochę uniwersalnych spostrzeżeń socjologicznych, historycznych i politycznych. Z biegiem stron akcja traci jednak spójność i rytm (nawet w tak krótkim tekście), odchodząc od pierwotnego klimatu. Zdecydowanie lepsza byłaby, gdyby autor utrzymał...

więcej Pokaż mimo to

1
avatar
331
327

Na półkach:

Okładka może od razu wpaść w oko koneserowi malarstwa. Nawiązuje do okresu renesansu. Otóż znajduje się na niej dłoń ubrana w rękawiczkę trzymająca drugą rękawiczkę. To akurat jest charakterystyczne ułożenie ręki. Jest to fragment słynnego dzieła włoskiego (z Wenecji) renesansowego malarza Tycjana pt. "Mężczyzna z rękawiczką", pochodzące z około 1520 roku. Obraz z okładki świetnie koresponduje z treścią powieści – trafnie dobrany.

Czytając początek książki zatytułowany "Do czytelnika" od razu nasuwa się domysł, że impulsem do napisania tej książki jest tajemnica obrazu, gdyż pojawia się wątpliwość czy to rzeczywiście Tycjan jest autorem tego portretu. Obraz znajduje się w zbiorach muzeum sztuki w paryskim pałacu królewskim Luwr i ma sporządzoną ekspertyzę z intrygującymi wynikami. W umyśle Metina Arditiego rodzi się bardzo ciekawy pomysł na napisanie powieści związanej ze światem malarstwa XVI wieku.

Powieść jest ułożona chronologicznie. Składa się z czterech części. Pierwsza opisuje Konstantynopol we wrześniu 1531 roku, druga Wenecję sierpniu 1574 roku, trzecia również Wenecję prawie dwa lata później i czwarta Konstantynopol we wrześniu 1576 roku.

Tycjan żyje w latach 1490 – 1576, umiera 27 sierpnia w włoskiej Wenecji. Wygląda na to, że autor nie przypadkowo dobiera daty na akcję swojej powieści.

Przypominam, że w 1453 roku Konstantynopol jest zdobyty przez muzułmańskich Turków (tym samym to koniec Cesarstwa Bizantyńskiego, inaczej: Bizantyjskiego, oraz jest to jedna umownych dat końca Średniowiecza) i staje się stolicą państwa osmańskiego (rządzonego przez turecką dynastię Osmanów aż do 1922 roku). Drugim ważnym wydarzeniem kształtującym ówczesną epokę – w jakiej rozgrywa się akcja powieści – jest sobór trydencki (1545 – 1563), który podejmuje zmiany w Kościele katolickim i uznaje się go za początek kontrreformacji.

Tytułowy bohater to fikcyjna postać, nie ma takiego malarza w encyklopediach. Nazywa się Turquetto – znaczy mały Turek – rodzi się około 1519 roku i pochodzi z żydowskiej rodziny mieszkającej w Konstantynopolu zdominowanym przez muzułmanów. Później uciekając do Wenecji staje się utalentowanym uczniem Tycjana.

Główny bohater jest nacechowany ogromną chęcią do tworzenia malowideł – on tym po prostu żyje i w wolnych chwilach oddaje się ulubionym marzeniom, że rysuje. Autor świetnie ujmuje duszę artystyczną i pokazuje, że otaczające środowisko nie rozumie zainteresowań chłopca ani jego zachowania.

Mamy zobrazowaną obyczajowość tamtego okresu i opisywanych miast (które są przedstawicielami swoich regionów) z mozaiką kulturową, w tym również wyznaniową mającą ówcześnie duże znaczenie.

To jest trudna epoka dla malarzy, szczególnie w niektórych miejscach na świecie, a między innymi w regionie geograficznym opanowanym przez Turków – opisywany w tej powieści. Wpływ na to mają zakazy tworzenia rysunków czy rzeźb zakorzenione w kulturach żydowskiej (z jakiej wywodzi się główny bohater) i islamskiej (w otoczeniu której spędza dzieciństwo).

Eliasz bardzo wielkim szacunkiem obdarza muzułmanina Celala – jak nikogo ze swojej żydowskiej rodziny czy greckiego kręgu jego mamki (piastunki) wychowującej go przez pierwsze lata życia – nazywając go "Babą". To określenie ma wielką wagę – gdyż w tamtych czasach dominuje system patriarchalny – bo znaczy: "Ojciec". Co znamienne dla jego relacji domowych, nigdy takim słowem nie określa swojego biologicznego rodzica. Myślę, że autor w ten sposób celowo uwypukla brak prawości i kryzys (wysiłki ratunkowe rabina w jego gminie wyznaniowej są jeszcze lepszym przykładem zapaści wiary i tradycji) w żydowskim "narodzie wybranym", chociaż to też jest problem wynikający z biedy oraz piętnowania Żydów w Konstantynopolu, jak również traktowania podrzędnie chrześcijan, Greków, "barbarzyńców", ogólnie ujmując nie-muzułmanów. Wynosi na piedestał niezwykle szlachetnego muzułmanina, jak to się zwyczajowo mówi: człowieka o bardzo dobrym sercu. Jednak przedstawia tylko jego jednego na tle hipokrytycznej (hipokryzyjnej) społeczności islamskiej. Wprawdzie spotyka się na modlitwach i tańcach z pobożnymi Turkami, ale stanowią oni niewspółmierną mniejszość. Jego los jest ciężki z powodu braku pieniędzy, co wynika z przestrzegania uczciwości zawodowej i wierności ideałowi prawości podanej przez Proroka Mahometa w Koranie. Nasuwa mi się na myśl istotne spostrzeżenie, że w treści powieści ma swoje odbicie tureckie pochodzenia autora i jego lekka stronniczość.

Przytaczam cytaty, które zrobiły na mnie wrażenie: "Życie Celala dzieliło się na trzy rodzaje zajęć, z których każde było mu niezbędne: wyrób tuszu, modlitwa i taniec. W gruncie rzeczy wszystkie sprowadzały się do jednego. Tusz służył do przepisywania świętych tekstów, taniec zaś dawał Celalowi spokój, czyli przybliżał go do Pana. Tak oto każda chwila jego życia zmierzała do tego samego celu: przestrzegać nauk Proroka zarówno w sprawach duchowych, jak i cielesnych. Dlatego Celal wkładał w każde z tych zajęć całe swe serce, całą uwagę i całe oddanie, do jakich był zdolny". Sam sobie zadawał następujące pytania: "Czy to, co robię, jest zgodne z nauką Proroka? Czy moje życie jest tak prawe, jak powinno być życie człowieka wierzącego, a już zwłaszcza wytwórcy tuszu? Czy godnie wypełniam zadanie, do którego mnie wybrano?" Widzę obraz cnotliwego życia u człowieka, który ma momenty zarówno radosne, jak i przygnębiające, nawet prowadzące do załamania, ale ciągle starającego się postępować etycznie. W codzienności staje przed możliwościami wyboru konkretnej decyzji i – jak każdy człowiek – zmaga się z ułomnościami swojego jestestwa. Na przykład targają nim chwile zwątpienia w sens tego co robi, bo muzułmanie prowadzący konkurencyjną działalność wytwórczą okazują się względem niego niezwykle złośliwi. Bardzo interesująca jest ta postawa pobożnego muzułmanina na tle innych wyznawców traktujących powierzchownie swoją religię i przejawiających konformistyczne oraz hedonistyczne postawy wraz z wielką chęcią zwiększenia zysków finansowych. Był ubogim człowiekiem, nie oszukującym w kwestii doboru tańszych i jednocześnie gorszych jakościowo (co zwykle idzie ze sobą w parze) składników podczas wyrabiania tuszu, szlachetnym, bardzo religijnym muzułmaninem, żyjącym w bojaźni bożej. Natomiast pozostali muzułmanie nie żyją w ten sposób, są przedstawieni jako zawistni, źli ludzie.

Ciekawy jest dialog Eliasza z beznogim konstantynopolskim żebrakiem Zeytinem Mehmetem. Muzułmanin Zeytin jest ukazany jako wnikliwy psycholog, bystry obserwator ludzkich zachowań, analizujący u przechodniów ulicznych sposób chodzenia, mówienia, gestów, ton głosu. Umie z tego pozyskać możliwie największe korzyści. Co nie jest dziwne i nie jest specyficzne dla tamtego czasu, ponieważ dziś żebracy zachowują się tak samo, również przeprowadzają w swoich umysłach podobne analizy. Ten człowiek żebractwo postrzegał jako swój zawód. Ma wysoki poziom inteligencji skrywany za maską biedaka i czasem prowadzi filozoficzne rozmowy, daje życiowe rady.

Książka zawiera subtelne sceny erotyczne damsko-męskie i lesbijskie, jak również w najmniejszej ilości homoseksualne.

Autor odkrywa prawdziwe oblicze życia w Wenecji. "To miasto uosabiało przewrotność ludzkiej natury. (...) Wszystko robili na pokaz" [s.95]. "Ten łobuz pojął jednak doskonale, co jest potrzebne bogaczom: możliwość pokazania się jako dobrzy chrześcijanie. Chcieli to robić bez wysiłku, ale tak, żeby ich widziano" [s.113]. "Miasto nurzało się w cuchnących rozkoszach" [s.135], a chodzi o powszechne zepsucie moralne. Jeden z bohaterów "dowiadując się, że ten, który go spłodził, jest wulgarnym prostakiem, jak większość braci" zakonnych [s.137]. "Powietrze Wenecji śmierdziało zazwyczaj latrynami i wyziewami kanałów, takich jak biegnący wzdłuż klasztoru kanał Żebraków, pełen ekskrementów, nieżywych szczurów i odpadków" [s.184].

Mam przynajmniej kilka uwag, które przeszkadzają mi w prawidłowym odbiorze postaci, kultur i opisywanej epoki.

Autor w tym samym akapicie w pierwszym zdaniu używa czasu teraźniejszego, a w kolejnym przeszłego. Dlaczego?

Przyporządkowuje hebrajskie określenie "kadysz" do modlitwy za zmarłego. Jest to niepoprawne zastosowanie tego terminu, gdyż on oznacza doksologię, wysławiającą Imię Boże, wyrażającą poddanie się Jego woli oraz wzywającą szybkiego nadejścia królestwa Bożego.

Czy autor na pewno dobrze pamięta swój okres dojrzewania, szczególnie momenty młodzieńczej ejakulacji, które tutaj wyszczególnia?

Opisuje Eliasza z perspektywy dorosłego, słabo wczuwa się w rolę małego chłopca. Wkłada w umysł dziecka tok myślenia dorosłego człowieka.

Zastanawia mnie to, jak taki siedmio-dwunastoletni chłopiec może znać się na sztuce rysowania. Skąd wie w jaki sposób i gdzie poprowadzić rękę oraz pędzel? Pochodzi z ubogiej rodziny, od nikogo nie może się tego nauczyć. Środowisko w którym przebywa neguje malarstwo. Skąd ma te wzorce? Z powietrza? Autora poniosła fantazja, bo dodatkowo fachowymi określeniami napełnia myśli Eliasza, jego wyobrażenia o portretach. Bardzo trudno mi uwierzyć w tak przedstawiany realizm. Jednak takie opisy z pewnością cieszą wielbicieli malarstwa i twórczych artystów.

Oprócz tego chłopiec w innych kwestiach myśli językiem jakiego używają dorośli. Czyżby autor nie miał tej świadomości, że to jeszcze jest dziecko? Mam wrażenie, że nie pamięta jak to jest być dzieckiem. Przecież to jest dla mnie nieprawdziwe, by takie słowa rodziły się w bardzo młodym umyśle! Jednak dzięki temu fabuła jest ciekawsza...

Autor w pierwszym miejscu określa bohatera Filippo Cuneo cechą pracowitości, a chwilę potem jako leniwego. Czyżby znów autor zapomniał co wcześniej napisał?

Nie zgadzają mi się z rzeczywistością lata życia Tycjana.

Istnieje słynne malowidło ścienne o tytule "Ostatnia Wieczerza" renesansowego Leonarda da Vinci z lat 1495 – 1498, znajduje się w refektarzu dominikańskiego klasztoru przy bazylice w Mediolanie. Wspominam o tym a propos obrazu Turquetta. Jednak każdy może stworzyć własną "Ostatnią Wieczerzę".

W części czwartej nurtują mnie okoliczności zdarcia szaty zakonnika z Turquetta oraz wzbudza się we mnie pytanie o ich realność. Odnoszę wrażenie, że autor traktuje czytelnika jak naiwniaka. Nie opisuję całości wydarzenia, żeby czytelnik miał przyjemność z poznawania losów głównego bohatera i sam się domyślił który moment przytaczam. Według mnie, jest to niemożliwe, że żebrak Zeytin Mehmet ma takie duże poważanie w otaczającym go środowisku biedaków oraz niezamożnych opiekunów. Jak to się dzieje, że trzej biedacy napadają na zbiega i zabierają mu jedynie naznaczoną piętnem szatę, wykonując to na prośbę lub zlecenie żebraka nie mającego nawet monet na zakup jedzenia? Jeżeli są wynajęci, to skąd znajdują się na to pieniądze? Czy napastnicy są w stanie utrzymać tajemnicę tożsamości zbiega? Czy nie kusi ich sowita nagroda sułtana? Co podpowiada im pragmatyzm życiowy? Jakie działania mają podejmować? To całe zajście wydaje mi się nierealne. Tak skonstruowana fikcja literacka nie przekonuje mnie do autentyczności faktu.

Autor daje obraz przewrotności hierarchów kościelnych i urzędników państwowych, którzy ze sobą współpracują dokonując wielu machlojek. Cyniczny sędzia inkwizytor Guelfo Scanziani zauważył, że "tyle sprytu można ubrać w szaty głębokiej wiary", a życie dominikanina "oferuje możliwości nieograniczonej wręcz kariery. Była to droga władzy, sławy i wielkich zaszczytów". Autor akcentuje przekupstwo wśród dostojników Kościoła. Akcję powieści ubiera w kilka intryg. Uzmysławia czytelnikowi brak sprawiedliwości w świecie rządzonym przez – ogólnie ich określając – złych ludzi, wykorzystujących stereotypy do osiągania własnych korzyści. Pokazuje jak bezwzględni ludzie, w mgnieniu oka, niszczą człowieka wraz z jego rodziną i dorobkiem ich życia: materialnym, kulturowym, intelektualnym.

W Wenecji bardzo prawą postacią jest nuncjusz apostolski, który poszukuje możliwości uzdrowienia i udoskonalenia Kościoła katolickiego. Jak wiemy z lekcji historii, to podobnie postępuje papież Pius V, który w tej powieści powołuje do funkcji nuncjusza Angela Gandolfiego (jest to fikcyjna postać), bo innych duchownych uważa za zepsutych moralnie.

Nasuwa się następujący wniosek, że w każdej religii są żarliwi wyznawcy odznaczający się wyjątkową dobrocią. Jednak są to jednostki. Przytłaczająca większość, to obłudnie postępujący ludzie o egoistycznych celach i nastawieni na osiąganie korzyści wyłącznie dla siebie oraz lubujący się w rozpuście.

Powieść dość refleksyjna i smutna. Jednak zawiera kilka pięknych momentów i szlachetnych wzorców postępowań. Zestaw ciekawych wydarzeń przemawia na korzyść powieści. Akcję przeplatają bardzo ciekawe opisy powstawania dzieł w umyśle artysty. Historyczny epilog ucieszy miłośników malarstwa.

Okładka może od razu wpaść w oko koneserowi malarstwa. Nawiązuje do okresu renesansu. Otóż znajduje się na niej dłoń ubrana w rękawiczkę trzymająca drugą rękawiczkę. To akurat jest charakterystyczne ułożenie ręki. Jest to fragment słynnego dzieła włoskiego (z Wenecji) renesansowego malarza Tycjana pt. "Mężczyzna z rękawiczką", pochodzące z około 1520 roku. Obraz z okładki...

więcej Pokaż mimo to

58
avatar
206
134

Na półkach:

Taka sobie ta książeczka. A z recenzji zapowiadała się ciekawie. Tymczasem otrzymałam lekką historyjkę, która ma niewiele wspólnego z realiami. Za to ujęły mnie opisy ówczesnego społeczeństwa. I to jest jedyny plus tej książki.

Taka sobie ta książeczka. A z recenzji zapowiadała się ciekawie. Tymczasem otrzymałam lekką historyjkę, która ma niewiele wspólnego z realiami. Za to ujęły mnie opisy ówczesnego społeczeństwa. I to jest jedyny plus tej książki.

Pokaż mimo to

8
Reklama
avatar
474
158

Na półkach: ,

Lubię, jak się w książkach dzieje. Lubię, gdy akcja szybko się toczy, miewa dobre zwroty akcji. Lubię czytać, gdy główny bohater próbuje odkryć tajemnice, a przy okazji zwiewa przed mordercą, którego oddech wręcz czuje na karku. Pomimo opinii wielu ludzi, którzy twierdzą, że książki Dana Browna to czytadła dla kur domowych, ja muszę stwierdzić, że są to świetne lektury, które czyta się z zapartym tchem, odkrywa nieznane historie, które stały się dla autora inspiracją oraz poznaje się inteligentnych i oryginalnych bohaterów. Właściwe oczekuję tego od każdej książki, która promuje się słowami typu: "XYZ odkrywa tajemnicę. Wstrząsające. Świetna akcja. Nagroda dla autora za najlepszą książkę...". Świat jednak uczy nas, że nie zawsze dostajemy tego, czego chcemy i tak też było w tym przypadku.

Przyznam, że oczekiwałam powieści odkrywające tajemnice znanego obrazu, a tymczasem spotkałam się z lekturą, która opisuje i stara się dokładnie odtworzyć życie tegoż obrazu.
Książka nie jest napisana ciężkim językiem. Czyta się ją szybko. (Może także ze względu na dużą czcionkę i niezbyt szerokie strony.) Historia Turquetta jest ciekawa, jednak jak dla mnie mogła być odrobinę lepsza. W powieści dużo jest całkiem zbędnych opisów codziennego życia ludzi, którzy wcale nie odegrali w życiu malarza istotnej roli. Dobrze czytało mi się fragmenty o przygotowaniach do malowania, o modelkach, romansie z artystą. Gorzej przychodziły mi całkiem niepotrzebne opisy scen pseudo - erotycznych, w których brały udział tylko kobiety, przygotowujące się do sprzedaży/zamążpójścia.

Autor przybliża nam zwyczaje i tradycje ludzi żyjących w tamtych czasach, jednak nie robi tego bardzo dokładnie. Koncentruje się na paru osobach, które są albo wybitnie zawistne, albo zwyczajnie obojętne. Ukazany jest jako - taki obraz społeczeństwa, Kościoła oraz artystów. Brakowało mi paru (wielu?) szczegółów, które sprawiłyby, że akcja nabrałaby tempa, historia stałaby się ciekawsza, a książka po prostu lepsza.

Na osłodę dodam, że pomimo średniej treści, książka jest na prawdę pięknie wydana. Wydawnictwo spisało się na medal. Duży, czytelny druk. Świetne jakościowo kartki. Lśniąca złotem okładka (na miniaturce może nie wygląda.) Ogólnie - ładnie wygląda na półce.

Lubię, jak się w książkach dzieje. Lubię, gdy akcja szybko się toczy, miewa dobre zwroty akcji. Lubię czytać, gdy główny bohater próbuje odkryć tajemnice, a przy okazji zwiewa przed mordercą, którego oddech wręcz czuje na karku. Pomimo opinii wielu ludzi, którzy twierdzą, że książki Dana Browna to czytadła dla kur domowych, ja muszę stwierdzić, że są to świetne lektury,...

więcej Pokaż mimo to

9
avatar
483
400

Na półkach: , ,

Warsztat malarza i jego obrazy nie są tutaj najważniejsze chociaż ich opis jest ujmujący. Moją uwagę zwróciła relacja Republiki i Kościoła która to oddaje zachowanie ludu weneckiego... Lud żąda sprawiedliwości tylko że sprawiedliwość okazuje się zemstą za niedostatek i ułomność ludu. Ale czyta się naprawdę dobrze...

Warsztat malarza i jego obrazy nie są tutaj najważniejsze chociaż ich opis jest ujmujący. Moją uwagę zwróciła relacja Republiki i Kościoła która to oddaje zachowanie ludu weneckiego... Lud żąda sprawiedliwości tylko że sprawiedliwość okazuje się zemstą za niedostatek i ułomność ludu. Ale czyta się naprawdę dobrze...

Pokaż mimo to

2

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Turquetto


Reklama
zgłoś błąd