Olo na Atlantyku. Kajakiem przez ocean

Okładka książki Olo na Atlantyku. Kajakiem przez ocean
Aleksander Doba Wydawnictwo: Bezdroża Seria: Szlaki ludzi ciekawych literatura podróżnicza
296 str. 4 godz. 56 min.
Kategoria:
literatura podróżnicza
Seria:
Szlaki ludzi ciekawych
Wydawnictwo:
Bezdroża
Data wydania:
2012-11-25
Data 1. wyd. pol.:
2012-11-25
Liczba stron:
296
Czas czytania
4 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324658206
Tagi:
Podróż kajak Atlantyk
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,6 / 10
61 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
59
12

Na półkach: ,

Gdybym uprzednio nie przeczytał ,, na oceanie nie ma ciszy " pewnie zachwyciłbym się- jednak znudziła mnie drugi raz te same wątki
Mimo wszystko polecam !

Gdybym uprzednio nie przeczytał ,, na oceanie nie ma ciszy " pewnie zachwyciłbym się- jednak znudziła mnie drugi raz te same wątki
Mimo wszystko polecam !

Pokaż mimo to

0
avatar
436
152

Na półkach:

Pamiętajmy, że tu oceniamy książkę, nie wyczyn.
Nie napiszę, że książka nudna, bo raczej nie jest. Ale dobre zaplanowanie i wykonanie Wyprawy to nie materiał na książkę do czytania. Zbudowano kajak specjalny, załadowano żywnością i sprzętem na kilka miesięcy, później (niesamowity) człowiek wsiada i po nieuniknionych kłopotach z afrykańską biurokracją wiosłuje po kilkanaście godzin dziennie. Jest mu gorąco (przypuszczam, że goręcej niż pisał), ciasno i trochę niepewnie. Ale na ogół w porządku (dla niego). Tu jakiś mały problem, tam większy, ale dzięki właściwemu podejściu i przygotowaniu (sprzętowemu, mentalnemu i fachowemu) wszystko przezwyciężą. Od czasu do czasu zachwyca się życiem. Niewielu może powtórzyć taki wyczyn, ale widywałem bardziej emocjonujące książki o drodze do pracy.

Nie wiem, kto czyta takie książki. Kajakarzom rzecznym może przyda się wiedza o strefach czasowych, natomiast wszyscy, którzy interesują się żeglarstwem i czymkolwiek z morzem związanym wywody o geografii itp sa znacznie lepiej znane.

Wartości ta książka ma kilka:
1) Autentyczność. To jest po prostu zapis z podróży, może lekko opracowany, ale bez wielki ch rozważań, wszelkiego zadęcia czy dramatyzacji spaw
2) Pokazuje chyba bardzo dobrze sylwetkę człowieka niezwykłego
3) Osobom, które czytały książki polskich (i nie tylko) żeglarzy sprzed 30 i więcej lat (a ja takich książek przeczytałem kilkadziesiąt. Baranowski, Knox-Johnston, Bogucki, Remiszewska, Slocum i wiele innych) pokazuje jak technologia (i zmiany w Polsce po 1989) zmieniły żeglarstwo (bo do tej kategorii pozwolę sobie zaliczyć ten wyczyn, chociaż żagla tam nie było). Już nie wyremontowany wrak lub rdzewiejąca stal, ale najnowsze kompozyty w zasięgu "przeciętnego" (prawie) człowieka. Zamiast listów wystrzeliwanych z procy na pokład mijanego statku telefon satelitarny i kilkunastominutowe rozmowy z ludźmi na lądzie co parę dni. Ale:Prognozy pogody z satelity nie zwalniają od lawirowania między burzami na własne oko i siłą własnych rąk.

Tak więc pomimo braku napięcia i emocji książka warta przeczytania dla kilku grup osób: Kajakarzy, żeglarzy z pamięcią dłuższą niż kilka lat i miłośników włóczęgi po świecie.

Tylko niech nikt po przeczytaniu nie pomyśli "o, to nietrudne, też sobie coś dużego przepłynę''. Trzeba zaczynać jednak od wiosłowania po pobliskim jeziorze, później rozmaite Sany, Brdy i Warty (do czego serdecznie zachęcam). Na morza i oceany mogą się porywać bardzo nieliczni z kajakarzy.

Pamiętajmy, że tu oceniamy książkę, nie wyczyn.
Nie napiszę, że książka nudna, bo raczej nie jest. Ale dobre zaplanowanie i wykonanie Wyprawy to nie materiał na książkę do czytania. Zbudowano kajak specjalny, załadowano żywnością i sprzętem na kilka miesięcy, później (niesamowity) człowiek wsiada i po nieuniknionych kłopotach z afrykańską biurokracją wiosłuje po kilkanaście...

więcej Pokaż mimo to

6
avatar
85
21

Na półkach: ,

Dlatego Pana wielki RESPECT!

Dlatego Pana wielki RESPECT!

Pokaż mimo to

1
Reklama
avatar
49795
1933

Na półkach: ,

Aleksander Doba w dość już zaawansowanym wieku podjął się niezwykłej Transatlantyckiej Wyprawy. Miał pokonać trasę z Senegalu do Brazylii i to w kajaku, zdając się na łaskę i niełaskę prądów morskich, sztormów, dużych jednostek pływających, które po nocy mogłyby go staranować. Z humorem opisuje swoje przygotowania do wyprawy, transport kajaka, niefrasobliwy rozładunek ze strony Afrykanów. Dziękuje żonie za wyrozumiałość. nie skupia się na technicznych szczegółach wyprawy, nie zanudza tylko daje ogląd na to, ile żywności liofilizowanej musiał zabrać, jak przystosowywać się do wielu godzin nieustannego wiosłowania, jak radzić sobie z odsalarką wody morskiej, zbieraniem deszczówki na użytek prymitywnego prysznica, łapaniem ryb i spożywaniem ich na surowo. A POCZĄTEK WYPRAWY ZBIEGŁ SIĘ Z nominacją do Złotych Stóp w kategorii woda.
W Senegalu autor musiał zmierzyć się z wszechobecną korupcją, wyłudzaniem pieniędzy, nieposzanowaniem jego czasu przez urzędników, którzy stosowali zasadę maniana. Zaprzyjaźnieni autochtoni okazali mu wsparcie i dlatego dało załatwić się najpilniejsze sprawy. Od 26 października 2010 spędził na wodzie sto dni. Podziwiał popisy delfinów, latające ryby, straszyły bo barakudy, pirogi z tubylcami mogły go oskubać do woli, ale miał wiele szczęścia. Warunki pogodowe zmogłyby największego strongmana, a to przez duża wilgotność powietrza i morderczy upał za dnia, więc praktycznie musiał większość trasy pokonywać nocami. Silne prądy skutecznie torpedowały jego wysiłki, by szybciej dotrzeć do Fortalezzy.
Autor uczy pokory wobec sił natury, a werwą opisuje szczegóły swojej przygody. Przydatny jest też końcowy słowniczek, no i dziękuję za fajne zdjęcia ilustrujące opis wydarzeń. Wytrwałość i hart ducha zasługują na pochwałę, może nie ma tu nagłych zwrotów akcji,a le to rzetelny opis codziennych zmagań. Opisywane są tu ciekawe zjawiska, jak np biolumiscencja, ciekawe gatunki ryb, zwierzęta, które często gościły na jego pokładzie ( ptaki, ryby owady wszelkiego rodzaju).Do refleksji lektura wspaniała, głownie ze względu na gawędziarski talent i wyrazistą osobowość podróżnika.

Aleksander Doba w dość już zaawansowanym wieku podjął się niezwykłej Transatlantyckiej Wyprawy. Miał pokonać trasę z Senegalu do Brazylii i to w kajaku, zdając się na łaskę i niełaskę prądów morskich, sztormów, dużych jednostek pływających, które po nocy mogłyby go staranować. Z humorem opisuje swoje przygotowania do wyprawy, transport kajaka, niefrasobliwy rozładunek ze...

więcej Pokaż mimo to

7
avatar
335
277

Na półkach: , ,

Spotkałem się z Aleksandrem Dobą kilka razy przy okazji różnych festiwali podróżniczych. Jest niesamowicie barwną postacią która potrafi rozbawić publiczność. Niestety książka, to zupełnie coś innego. Książka niby ma 293 strony, ale jak się popatrzy na wielkość druku, to ma 586 stron. Przez pierwsze 100 stron czułem się jakbym czytał jakiś podręcznik do geografii. Jego wyczyn jest bez porównania najlepszy, ale co do książki, to lepiej byłoby gdyby była w formie wywiadu. Według mnie książka zaczęła być ciekawa po 150 (300) stronach. Brakuje też zdjęć.

Spotkałem się z Aleksandrem Dobą kilka razy przy okazji różnych festiwali podróżniczych. Jest niesamowicie barwną postacią która potrafi rozbawić publiczność. Niestety książka, to zupełnie coś innego. Książka niby ma 293 strony, ale jak się popatrzy na wielkość druku, to ma 586 stron. Przez pierwsze 100 stron czułem się jakbym czytał jakiś podręcznik do geografii. Jego...

więcej Pokaż mimo to

5
avatar
57
20

Na półkach:

Szacunek!

Szacunek!

Pokaż mimo to

0
avatar
69
24

Na półkach:

Pływałam blisko bohatera na jednej z rzek; wysłuchałam prelekcji i kupiłam książkę. Po przeczytaniu "dziennika" z podróży chylę czoło. Polecam

Pływałam blisko bohatera na jednej z rzek; wysłuchałam prelekcji i kupiłam książkę. Po przeczytaniu "dziennika" z podróży chylę czoło. Polecam

Pokaż mimo to

3
avatar
21
6

Na półkach: ,

książka świetnie przedstawia trudy i przyjemności płynące z podróżowania w nieznane. Pomijam już wyczyn jaki zostaje w niej opisany, ale ogół przygotowań i trwania podróży rozbawia i wzrusza, fakt momenty -opisy nawigowania czy skrupulatnego odczytów z busoli to dla fachowców. Klimatyczna lektura, po paru prelekcjach z autorem czy wysłuchaniu jego programów chce się więcej takich dzieł podróżniczych:)

książka świetnie przedstawia trudy i przyjemności płynące z podróżowania w nieznane. Pomijam już wyczyn jaki zostaje w niej opisany, ale ogół przygotowań i trwania podróży rozbawia i wzrusza, fakt momenty -opisy nawigowania czy skrupulatnego odczytów z busoli to dla fachowców. Klimatyczna lektura, po paru prelekcjach z autorem czy wysłuchaniu jego programów chce się więcej...

więcej Pokaż mimo to

1
avatar
129
115

Na półkach:

Ciekawa - wiadomo. Najgorszymi fragmentami były dla mnie te miejsca, w których Olek opowiadał o nawigowaniu. Oczywiście komuś innemu mogą się one wydać całkiem interesujące. Kwestia gustu.
Szacunek za pomysł i realizację go. To była naprawdę potężna wyprawa, a podjęcie się tego wyzwania w takim wieku jest jeszcze bardziej godne szacunku.
Okazuje się, że dla małej łódeczki na oceanie kilkumetrowe fale i ogromne burze wcale nie są największym zagrożeniem...

Ciekawa - wiadomo. Najgorszymi fragmentami były dla mnie te miejsca, w których Olek opowiadał o nawigowaniu. Oczywiście komuś innemu mogą się one wydać całkiem interesujące. Kwestia gustu.
Szacunek za pomysł i realizację go. To była naprawdę potężna wyprawa, a podjęcie się tego wyzwania w takim wieku jest jeszcze bardziej godne szacunku.
Okazuje się, że dla małej łódeczki...

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
84
76

Na półkach: ,

Po przeczytaniu książki rozumiem dlaczego stała się ona bestsellerem.

Chwytając za pozycję najbardziej oczekiwałem historii zmagania się człowieka z własnymi słabościami. Pragnąłem przeczytać książkę walki z własnym jestestwem i własnymi ograniczeniami. Po kilkunastu kartkach moje pragnienia zostały rozwiane. Lecz nadal żywiłem wielką nadzieję, że będzie to książka przygodowa w której uraczę w pięknych lub i ciekawych słowach historii zdobywania oceanu na maleńkiej łupinie. W okolicach połowy książki i ona została spopielona.

Przeczytałem tą książkę do końca, bo jest to bardzo ciekawy dziennik z podróży. Podróży niezwykłej człowieka z tytanu. Super kolosa. Podziwiam wyczyn Pana Aleksandra, bo jest niezwykły ale moje oczekiwania na temat walki ze słabościami zamknięte zostało na kilku stronach a najciekawsza przygoda pojawiła się na kilku ostatnich kartkach książki. Nie tego oczekiwałem.

Bezapelacyjnie wyczyn był niesamowity i podziwiam za determinację oraz odwagę autora ale książka mam wrażenie nie oddaje tego co się tam działo na oceanie. Właśnie przepłynięcie oceanu kajakiem było powodem tak dobrej sprzedaży książki.

PS: w ostatnich słowach książki autor napisał, że nie powinienem krytykować tej książki jeśli nie potrafię napisać lepszej i to spowodowało, że powstała ta opinia

Po przeczytaniu książki rozumiem dlaczego stała się ona bestsellerem.

Chwytając za pozycję najbardziej oczekiwałem historii zmagania się człowieka z własnymi słabościami. Pragnąłem przeczytać książkę walki z własnym jestestwem i własnymi ograniczeniami. Po kilkunastu kartkach moje pragnienia zostały rozwiane. Lecz nadal żywiłem wielką nadzieję, że będzie to książka...

więcej Pokaż mimo to

5

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Olo na Atlantyku. Kajakiem przez ocean


Reklama
zgłoś błąd