Wymazana granica. Śladami II Rzeczpospolitej Tomasz Grzywaczewski 7,5

ocenił(a) na 622 tyg. temu O co chodzi z tymi wymazanymi granicami? Otóż są to głównie miejscowości leżące w pobliżu tak zwanych trójstyków, terenów, gdzie w pełnej symbiozie żyli ludzie różnych narodowości: Polacy, Żydzi, Ukraińcy, Białorusini. Tygiel kulturowy,mieszanka języków, obyczajów i religii, co nie przeszkadzało w spokojnym i zgodnym życiu, w poszanowaniu wszystkich odmienności wynikających z przynależności do konkretnej narodowości.
Wiatr historii spowodował zmiany i przesunięcia granic,a w konsekwencji tego przesiedlenia ludności, która odbierała to w następujący sposób:” Zostaliśmy trawą, którą wszyscy deptali i wyrywali jak im się podobało.” Przede wszystkim wojny wpływały na zmiany granic,przez co ludność była wypędzana ze swojej ojcowizny i zmuszana do pozostawienia dorobku całego życia. Jednak byli tacy, którzy zostali na swojej ziemi do dzisiaj i pamiętają czasy, gdy granice II RP z Rosją i Niemcami były w zupełnie innym miejscu. Mają obecnie prawie po 100 lat, a są i tacy, którzy przekroczyli setkę. To ostatni żyjący, bardzo już nieliczni świadkowie tamtych czasów i wydarzeń. Z pewnością podzielają zdanie Zbigniewa Herberta, mówiące, iż:” Naród, który traci pamięć, traci sumienie.” To między innymi: mieszkańcy Mazur, Górnego Śląska, Zaolzia, ale również Łemkowie, Wołyniacy i wielu innych. Można śmiało powiedzieć, że:” NIE RZUCIM ZIEMI SKĄD NASZ RÓD ma tutaj nie tylko symboliczne ale namacalne znaczenie. Ojczyzna to ojcowizna. Dom, pole, zagroda, szkoła”. Akurat temat Kresów najbardziej mnie interesował. Jak chociażby wołyński wątek związany z Wsią Hurby, w której dokonano wyjątkowo bestialskich mordów na Polakach, a wioskę zrównano z ziemią. Wzruszają też pielgrzymki Polaków do Wilna i Matki Boskiej Ostrobramskiej. Przecież tam wciąż bije serce Polski. Pielgrzymi wkraczali do Wilna z nieco zaczepnym, ale jakże boleśnie prawdziwym hasłem: „Polskie Wilno, polski Lwów od kołyski aż po grób.”
Reportaż, który wymagał od autora dotarcia w wiele odległych od siebie miejsc i dotarcia do mieszkających tam ludzi, którzy bardzo subiektywnie oceniają historyczną przeszłość, wybielając swój naród i swoich rodaków, a to, co złe,przypisując tym, z którymi prowadzili jakieś wojny. Na Wołyniu nawet ksiądz udaje ślepego i głuchego, udając, iż nic nie wie o rzezi wołyńskiej i wie, że były tam polskie wioski, ale z jakiego powodu zniknęły, to już rzekomo nie ma pojęcia. Książka trudna w odbiorze, wymagająca maksymalnego skupienia. Czasem myliły mi się te miejscowości, narodowości, granice. Ale i tak uważam,że warto było ją przeczytać.