„Cały czas na nowo odkrywam swoją historię" mówi Leïla Slimani, autorka „Kołysanki”

LubimyCzytać
22.05.2020

Leïla Slimani, jest pierwszą Marokanką, która otrzymała prestiżową francuską nagrodę literacką – Nagrodę Goncourta. Za swoją pierwszą powieść „Adele” otrzymała wyróżnienie La Mamounia. „Kołysanka”, została uznana między innymi za jedną z dziesięciu najlepszych powieści roku przez The New York Times Book Review. Slimani jest dziennikarką zaangażowaną w obronę praw kobiet. „Vanity Fair France” umieściło ją na drugim miejscu listy pięćdziesięciu najbardziej wpływowych Francuzów na świecie.

„Cały czas na nowo odkrywam swoją historię" mówi Leïla Slimani, autorka „Kołysanki”

Film „Kołysanka” w reżyserii Lucie Borleteau, będący ekranizacją powieści Slimani o tym samym tytule, będzie miał swoją premierę na VOD już 28 maja.

[OPIS WYDAWCY] Gdy Myriam, matka dwójki małych dzieci, postanawia mimo oporów męża wrócić do zawodu i rozpocząć pracę w kancelarii adwokackiej, para zaczyna szukać niani. Po surowym castingu zatrudniają Louise, do której dzieci bardzo szybko się przywiązują, a która stopniowo staje się centralną postacią w rodzinie. Powoli bohaterowie wpadają w pułapkę wzajemnej zależności, aż wreszcie dochodzi do tragedii…
Poprzez szczegółowy opis młodego małżeństwa oraz fascynującej i tajemniczej postaci niani czytelnik odkrywa naszą epokę i obowiązujące w niej podejście do miłości i wychowania, relacje opierające się na dominacji i pieniądzu, a także przesądy klasowe i kulturowe. Suchy i bezlitosny styl Leïli Slimani, w którym pobrzmiewają mroczne poetyckie nuty, wciąga i intryguje już od pierwszych stron.

Anne-Claire Cieutat: „Kołysanka” oparta jest na informacji medialnej z Nowego Jorku, to był dla ciebie punkt wyjściowy. Twoja powieść doczekała się adaptacji teatralnej, a potem trafiła w ręce świata filmu. Czy to dlatego, że twoja wiara w potęgę fikcji ma korzenie w samym akcie pisania?

Reklama

Leila Slimani: Głęboko wierzę w fikcję. Tak naprawdę uważam, że wszystko, czego doświadczamy jest fikcją – nasze wspomnienia, historie, które sobie opowiadamy, nasze wyobrażenia na temat przyszłości. Teraźniejszość szybko przemienia się w fikcję i pod koniec dnia niewiele w naszym życiu pozostaje rzeczywiste. Moc fikcji jest niesamowita, a ja w akcie pisania uwielbiam możliwość jej tworzenia.

Czy byłaś zaskoczona tym, że z twojej powieści powstał film? Czy może się tego spodziewałaś?

Nie byłam zdziwiona. Kiedy pisałam powieść, nie oczekiwałam niczego takiego, ale gdy „Kołysanka” została wydana, uświadomiłam sobie, że ludzi porusza w niej duża przejrzystość i sceniczność. Wydawało mi się logiczne, że ktoś zechce na jej podstawie zrobić sztukę i film. To nie był mój wyjściowy cel. Ale kiedy piszę, niejako tworzę film – widzę, jak moi bohaterowie się przemieszczają, wizualizuję sobie otoczenie, w jakim się poruszają, opisuję ich działania. Jestem filmowcem bez kamery! Podobnie jak, moim zdaniem, niektórzy filmowcy, na przykład Pedro Almodovar, są pisarzami z kamerą.

W „Kołysance” skupiasz się bardziej na akcji niż na opisach wewnętrznych przeżyć twoich bohaterów. Ta akcja aż prosi się, żeby ją sfilmować...

To tematyka do tego skłania. Obecnie piszę trylogię o życiu rodziny, opowieść rozgrywającą się przez dłuższy czas. W tym przypadku mam więcej przestrzeni, żeby intymniej pokazać postaci, opisać ich wewnętrzny stan.

„Kołysanka”, dla odmiany, to bardzo zwięzła, zwarta powieść, która nie miała być sentymentalna. Nie chodziło tu o ukazywanie nastrojów niani, ale o zachowanie pewnego stopnia tajemnicy. Żeby fabuła mogła być odpowiednio uderzająca, przerażająca, ważne było zachowanie pewnego stopnia dystansu, pozwolenie czytelnikowi na znalezienie własnej ścieżki odbioru.

Tajemnica Louise jeszcze silniej przemawia na ekranie, ponieważ Lucie Borleteau zrobiła z tej historii kino gatunkowe.

Byłam zachwycona tym pomysłem. Podoba mi się, że Lucie zrobiła z tej historii coś w klimacie filmów Polańskiego. Zrobiłabym to samo, gdybym dokonywała adaptacji. Dzięki temu film jest wyrazisty. Lucie doskonale się spisała budując nastrój niepokoju, płynnie przechodząc od prostej opowieści do thrillera. Moim zdaniem Karin Viard (aktorka w głównej roli) jest wyjątkowa. Coraz bardziej narastające szaleństwo postaci widać w jej oczach i w zachowaniu, które czasem przypomina sposób postępowania dziecka.

Reklama

Sceny, w której Louise siedzi na nocniku, nie ma w twojej powieści, ale przecież mogłaby być.

Jeremie Elkaim wpadł na ten pomysł, a ja byłam nim zachwycona. Ta scena sprawia, że czujemy się bardzo niekomfortowo.

Czy nowe pomysły w scenariuszu dały ci poczucie, że na nowo odkrywasz swoją historię?

Tak, cały czas odkrywam ją na nowo, kiedy tylko ktoś bierze ją w swoje ręce, również czytelnicy. Autor to osoba, która prawdopodobnie najmniej zna własną opowieść, ponieważ pisząc jest się ślepym. Pisanie to bardzo nieprzejrzysty proces. Ponosi mnie chwila, piszę, a dopiero przez kolejne miesiące, lata wszystko staje się jaśniejsze przez pryzmat tego, co czują i mówią inni. To dlatego angażuję się w literaturę – to rozszerzająca się przestrzeń, która pozwala używać wyobraźni. Jest tyle pań Bovary ilu czytelników. To dla mnie fascynujące. Nie jestem zbyt zaborcza w stosunku do mojej powieści, ale nie chcę oglądać adaptacji moich ulubionych książek. Na przykład nie oglądam „Pani Bovary” Chabrola, bo nie chcę widzieć Emmy Bovary z inną twarzą niż ta, jaką ja sobie dla niej wymyśliłam. 

Czy miałaś na myśli jakichś aktorów, kiedy tworzyłaś swoich bohaterów?

Nie myślałam o żadnych aktorach, kiedy pisałam. Wyobrażałam sobie cechy wyglądu moich bohaterów, ale były raczej inspirowane przez ludzi, których znam, których widuję na ulicy, albo przez moje fantazje i koszmary. Jednak, kiedy powstał pomysł adaptacji „Kołysanki”, pewne twarze wydały mi się oczywiste.

Co sądzisz o tym, jak obsadzono role w filmie?

Najpierw poznałam Karin Viard, bo to ona była pomysłodawczynią adaptacji. Od razu powiedziałam jej „tak”, bo uznałam, że idealnie nadaje się do roli Louise. Pomyślałam też, że rzadko widujemy ją w rolach obłąkanych kobiet czy morderczyń, a ten pomysł szybko przemówił do mnie, jako do widza. Leila Bekhti również wydała mi się naturalnym wyborem. Widziałam jej przesłuchania do filmu i pomyślałam, że jest fantastyczna. Od razu zrozumiała postać Myriam. Leila promieniuje w życiu dobrocią, co doskonale pasuje do jej bohaterki. Książka opowiada o tym, że dobre intencje nie zawsze wystarczają, a dobroć, którą ucieleśnia Leila idealnie pasuje do roli Myriam. Jeśli chodzi o Antoine’a Reinartza, to rewelacyjnie gra „burżuja” i wprowadza do historii nieco lekkości i humoru.

Karin Viard nadaje Louise zmysłowość...

Na przykład uważam, że to, jak Lucie nakręciła podróż do Grecji, było wspaniałe. Karin Viard dodaje bohaterce delikatności, a także fizyczności. Jej ciało staje się coraz bardziej wyraziste. Kiedy pojawia się nago na sofie, jest niepokojąca. Lucie udało się pokazać na początku, że niania jest osobą bezcielesną. Dlaczego czujemy się niekomfortowo, kiedy widzimy ją nagą? Bo nigdy nie uważaliśmy, że niania może być osobą seksualną. To przypomina nam o fakcie, że niania także ma ciało, uczucia, seksualność. Lucie subtelnie wprowadza tę koncepcję.

Wydaje się, że postać Louise powstała z inspiracji literackich i mitologicznych. Nawiązujesz do Wisznu, a jednocześnie kojarzy nam się z Mary Poppins czy innymi bohaterkami pomagającymi w domu. Czy w trakcie pisania miałaś też w głowie jakieś odniesienia filmowe?

Jako dziecko znałam film „Mary Poppins” na pamięć! Niania to klasyczna postać występująca w sztukach antyku, przez Szekspira, po „Dziennik panny służącej” Octave’a Mirbeau, „Pokojówki” Jeana Geneta, „Prostotę serca” Flauberta czy „Ceremonię” Chabrola. Wszystkie te opowieści mnie wciągnęły, podobnie jak „Służący” Josepha Loseya, który stał się dla mnie kluczowym odnośnikiem filmowym. Od dziecka jestem wielką fanką Dirka Bogarde’a. Właśnie oglądając tamten film odkryłam atmosferę, jaką chciałam zbudować w „Kołysance”. Pomogła mi też muzyka z tego filmu.

Jakie masz relacje z kinem?

Od dziecka oglądałam mnóstwo filmów, chociaż w Maroko nie było wtedy wielu kin. Moi dziadkowie byli wielkimi fanami kina. Babcia miała dwie duże szafy wypełnione kasetami VHS, na których było też sporo klasyki – od Chaplina po „Wiosenną bujność traw” czy „Buntownika bez powodu”. Mój ojciec uwielbiał komedie muzyczne i Hitchcocka. Był wielkim fanem Cyd Charisse, Audrey Hepburn i Kim Novak. Był marokańskim patriarchą, a podziwiał ich grację i elegancję, uważał je za wzory kobiecości. Ojciec przekazał mi swoją fascynację Hollywoodem i kobiecymi postaciami. Sam wychował się w medinie w Fezie, gdzie mieszkał nad kinem. Znalazł w łazience dziurkę, która pozwalała mu podglądać to, co wyświetlano w sali. Jednym okiem odkrywał westerny, Amerykę, cały świat. Dla niego kino reprezentowało wolność i piękno.

Znałaś twórczość Lucie Borleteau?

Reklama

Oglądałam jej „Fidelia: Odyseję Alicji” i serial „Cannabis”. Bardzo podobał mi się „Fidelio” i uważam, że Ariane Labed była w tym wspaniała. Emanowała z niej elegancja i tajemniczość przypominająca aktorki z minionych czasów, jak Audrey Hepburn czy Romy Schneider. Bardzo mi się podobało, jak Lucie ją wyreżyserowała. To był odważny film, a ja podziwiam odwagę w artystach.

Czy byłaś zaangażowana w tworzenie scenariusza?

Na różnych etapach wyrażałam swoją opinię, ale szybko uznałam, że adaptacja idzie we właściwym kierunku.

Czy aktorzy prosili cię o rady?

Nie. Ale, kiedy odwiedziłam plan zdjęciowy i się z nimi spotkałam, rozmawialiśmy o bohaterach i całej historii. Wolałam, żeby nie prosili mnie o rady przed pracą, bo nie jestem żadnym strażnikiem świątyni. Nie wiem więcej o postaci Louise niż Karin Viard.

Czy uważasz, że twoja kolejna powieść może być inspirowana przez kino?

Wszystko, co piszę, jest zawsze bardzo wizualne, bo istotne jest dla mnie, żeby czytając książkę mieć przed oczami obrazy. Moc słowa to moc przywoływania wizji.

Jak wtedy, kiedy opisujesz kadłub kurczaka zostawiony na stole przez nianię?

Wszyscy czekali na tę scenę podczas zdjęć! Dzień wcześniej przyjechałam na plan i usłyszałam, jak technicy dzwonią do knajpki z rożnem i zamawiają cztery tusze kurczaka i sos barbecue, którymi je poleją. Bardzo bawiłam się obserwując, jak scena z kadłubem zostaje przeniesiona na ekran.

Jak wpadłaś na taki pomysł?

Moja mama spytała mnie o to samo, kiedy czytała powieść! To wzięło się z opowieści mojej znajomej. Opowiadała, że była wściekła, bo jej opiekunka do dzieci wyciągnęła wyrzucone przez nią do śmietnika mięso, które było o jeden dzień przeterminowane. W mojej głowie powstało wyobrażenie tego kadłuba na stole. Wyobraziłam to sobie, jako coś niemal kiczowatego, jak w starych filmach, gdzie takiej scenie towarzyszy dźwięk skrzypiących drzwi.

W „Kołysance” odwołujesz się do odwiecznego, łączącego wszystkich lęku...

Moja mama zawsze była bardzo nerwowa. Przez swoje lęki powstrzymywała mnie od robienia wielu rzeczy, a ja zawsze byłam na nią wtedy zła. Kiedy urodziły się moje dzieci, uświadomiłam sobie, że jestem taka sama. Przerażała mnie myśl, że mogłoby się im stać coś złego. Wszyscy odczuwamy ten strach, ale nie rozmawiamy o nim, bo nie mamy wyjścia, musimy z nim żyć. To jednocześnie coś bardzo uniwersalnego i niewypowiedzianego. Chciałam dokonać na nim egzorcyzmu. Powiedziałam sobie, że uwydatniając ten lęk przegnam zło. Zawsze uważałam, że w pisaniu jest taka moc – wyobrażasz sobie koszmar, opisujesz go i czujesz ulgę, bo dzięki temu się od niego dystansujesz. Moim zdaniem literatura leczy nas z lęków. Im więcej piszę, tym mniej się boję.

„Kołysanka” będzie miała swoją premierę na VOD już 28 maja. Dystrybutorem obrazu jest Bestfilm.

Artykuł sponsorowany

[aj]

Reklama

komentarze [3]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

2615
4
22.05.2020 11:29

Zapraszamy do dyskusji.


542
1
22.05.2020 19:31

Świetna książka, krótka, zwięzła, taka wręcz reporterska, i tak jak zostało tu napisane, z wieloma niedopowiedzeniami (wręcz dziurami narracyjnymi), które czytelnik musi/może sobie poodokreślać. Czekam więc z niecierpliwością na film :)


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

1924
1055
24.05.2020 20:39

Jestem zachwycona, że powstała ekranizacja "Kołysanki". To bardzo dobra, chwilami mroczna opowieść, idealna na film. Na pewno obejrzę ekranizację. Aha, i cieszę się też, że autorka pracuje nad nową powieścią. Dwie bardzo dobre wiadomości :-)


zgłoś błąd