O Rosji inaczej Andrzej Walicki 7,8

ocenił(a) na 125 tyg. temu „[Andrzej Walicki] polemizował ze schematycznością obrazu Peerelu, na którym władza musiała być czarna, a "Solidarność" jaśnieć wszelkimi cnotami. Jednak sam zaproponował coś bardziej karykaturalnego – negatyw, na którym białe stało się czarne, a czarne białe. PZPR zamienił się w obóz patriotów–reformatorów, którzy śmiało i mądrze liberalizowali socjalizm, w czym przeszkadzała im Moskwa oraz solidarnościowa opozycja. W opisie historii jest miejsce na różnice zdań, ale gdy ktoś ogłasza triumf Napoleona pod Waterloo, spoglądamy na niego ze zdziwieniem.” (znalezione w sieci) To samo można powiedzieć „O Rosji inaczej”.
Książka pełna powtórzeń, omawianie wszystkich byłoby sztuką dla sztuki.
Mnóstwo narzekań, że „Polacy” czegoś „nie rozumieją” i trzeba ich „uświadamiać”.
Jeden z wielu przykładów :
„Młodzi Polacy nawet słyszą, że w roku 1945 nastąpiła tylko zmiana jednej okupacji na drugą, i to wmawianie niestety zrobiło swoje. Trzeba więc nieustannie korygować te fałszywe wyobrażenie, rozpowszechniane ze złą wolą i w złej sprawie.” („Moje sprawy rosyjskie” z pdf bez numerów stron)
Skroro nie okupacją, zatem czym to było ?
Przez przeszło dziesięć pierwszych lat po wojnie Armia Radziecka przebywała w Polsce bez podstaw prawnych, umowa o „czasowym” pobycie (bez określenia jak długim) zawarta 17 grudnia 1956 (Dziennik Ustaw z 29 maja 1957 nr 29 poz. 127) pozostała na papierze, bowiem rząd PRL nie śmiał skorzystać z przewidzianego w niej uzgadniania ruchów tych wojsk, ich liczebności czy miejsc stacjonowania. Umowa milczała o dwustronnym układzie „przyjaźni, pomocy wzajemnej i współpracy powojennej” z 21 kwietnia 1945 (zastąpionym przez „układ o przyjaźni, współpracy i wzajemnej pomocy” z 8 kwietnia 1965) czy wielostronnym „o przyjaźni, współpracy i pomocy wzajemnej” z 14 maja 1955, tym samym „obowiązywała” niezależnie od nich.
Wcześniejsze „porozumienie z 26 lipca 1944 o stosunkach między radzieckim wodzem naczelnym a polską administracją po wkroczeniu wojsk radzieckich na terytorium Polski” zatwierdzone 9 września na tajnym posiedzeniu przez „Krajową Radę Narodową” („Archiwum Ruchu Robotniczego" T. 10 Warszawa 1986 s. 79) nie ogłoszone w Dzienniku Ustaw, a jedynie w „Wolnej Polsce”, wydawanej (w Moskwie) przez „Związek Patriotów Polskich” zawarte zostało bez ograniczeń czasowych, jednak w treści mowa o „działaniach wojennych”, zatem zastasowanie mogło mieć tylko w czasie wojny.
Treść dostępna tu https://mbc.cyfrowemazowsze.pl/Content/41770/PDF/41770.pdf
Owa „Rada” wedle „Manifestu” z 22 lipca 1944 działała „na podstawie Konstytucji z 17 marca 1921 roku, jedynie obowiązującej konstytucji legalnej, uchwalonej prawnie” (załącznik do Dziennika Ustaw nr 1 z 15 sierpnia 1944, widać tautologiczne połączenie „prawnego” z „legalnym”). Ponieważ Konstytucja nie wymianiała takiej „Rady” zatem powołanie na nią było bezpodstawne.
Wedle „porozumienia” z 26 lipca „przestępstwa popełnione w strefie operacji wojennych (...) podlegają jurysdykcji radzieckiego Wodza Naczelnego” (art. 7) „w wypadkach spornych” właściwość miano roztrzygnąć „drogą wspólnego porozumienia” (tamże) do którego nie doszło, podobnie jak do określenia „strefy operacji”. 20 lutego 1945 Państwowy Komitet Obrony ZSRR tajną Uchwałą Nr 7558 określił głębokość „pasa przyfrontowego” (nie „strefy operacji”) na 60 do 100 km od frontu (Eugeniusz Duraczyński „Generał Iwanow zaprasza” Warszawa 1989 s. 77 i 130 praca, jak wydaną w I obiegu, dość ścisła).
Uchwała dostępna tu
https://docs.historyrussia.org/ru/nodes/282666-postanovlenie-gko-sssr-locale-nil-7558-o-granitsah-polshi-sovetsko-polskom-soglashenii-i-obyazannostyah-vremennogo-polskogo-pravitelstva-20-fevralya-1945-g
Na tych „podstawach” NKWD więził, kogo chciał.
Nawet stara partyjniaczka Turlejska w sprawie odmownej odpowiedzi Bolesława Bieruta na prośbę o zwolnienie polskich obywateli przetrzymywanych za wschodnią granicą, zauważyła: „Odpowiedź dana żonom internowanych świadczyła o braku suwerenności rządu polskiego, który nie miał "środków prawnych" na to, aby obywatele Rzeczypospolitej powrócili do domu, a nie byli więzieni w ZSRR jak przestępcy wojenni, przedstawiciele jakiegoś nieprzyjaznego, byłego kraju satelickiego Niemiec, a nie sojuszniczej Polski.” (Maria Turlejska „Te pokolenia żałobami czarne” 1990 s. 69, po raz pierwszy ogłoszone pod pseudonimem Łukasz Socha w „Krytyce” z 1978).
Zatem jak to nazwać ?
Może nazwa „okupacja” użyta błędnie, gdyż okupanta obowiązuje Regulamin Haski z 18 października 1907 (Dz. U. z 10 marca 1927 nr 21 poz. 161) a zatem wedle art. 44 musi przestrzegać „z wyjątkiem bezwzględnych przeszkód, prawa obowiązujące w tym kraju” (to znaczy okupowanym). Carska Rosja była stroną od 1909, zaś rząd radziecki nie złożył notyfikacji o wypowiedzeniu rządowi holenderskiemu, prowadzącemu rejestr wszystkich państw, które przystąpiły (Lord Russel of Liverpool „Pod biczem swastyki” Warszawa 1956, s. 267). Stalin był (podobno) sojusznikiem, zatem tym bardziej powinien szanować wewętrzne sprawy swych sojuszników.
Lecz skoro „okupacja” tak oburzyła, to lepiej nie pytać, jak by zareagował Walicki na podbój czy zniewolenie.
Wracajac do książki „Modne jest więc dziś w Polsce wyprowadzanie ideologii rosyjskiego imperializmu z wizji Moskwy jako Trzeciego Rzymu, czyli prawowitego następcy cesarstwa rzymskiego i bizantyjskiego, sformułowanej na początku XVI wieku przez pskowskiego mnicha Filoteusza.” Cóż w tym „modnego” ?
„Mało kto wie jednak, że idea ta powstała już w XV wieku w Watykanie. Autorem jej był kardynał Bessarion, opiekun Zoe Paleolog, siostrzenicy ostatniego cesarza Bizancjum, unitki, którą wychowywał w duchu katolickim i którą wyswatał wielkiemu księciu moskiewskiemu Iwanowi III” etc. („Moje sprawy ...”)
Mało kto wie jednak, że „sama teoria trzeciego Rzymu była skopiowana ze snutej już w wieku XIV idei bułgarskiej o nowym Carogrodzie, którym miał być gród Tyrnowo.” (Jan Kucharzewski „Epoka mikołajowska” 1923 s. 13)
Jeszcze o „trzecim Rzymie” jakoby „teoria ta (…) odnosiła się wyłącznie do prawosławnego Kościoła, a nie do rosyjskiego państwa” („Dziesięć lat później”). Rozróżnienie wzięte z powietrza, skoro wedle długiego a mętnego listu Filoteusza do Wasyla III (uwspółcześniona pisownia) все христианские царства пришли к концу и сошлись в едином царстве нашего государя, согласно пророческим книгам, это и есть римское царство: ибо два Рима пали, а третий стоит, а четвертому не бывать (Wszystkie chrześcijańskie królestwa dobiegły końca i połączyły się w jednym królestwie naszego władcy, zgodnie z księgami prorockimi, które jest królestwem rzymskim: dwa Rzymy upadły, ale trzeci stoi i nie będzie czwartego) все христианские царства затоплены неверными, и только одного государя нашего царство одно благодатью Христовой стоит (wszystkie królestwa chrześcijańskie zalane przez niewiernych, a jedynie królestwo naszego władcy przetrwało dzięki łasce Chrystusa) эта теперь же третьего, нового Рима, державного твоего царства святая соборная апостольская церковь во всех концах вселенной в православной христианской вере по всей поднебесной больше солнца светится (tego teraz trzeciego, nowego Rzymu, twego suwerenne królestwa, święta powszechna apostolska cerkiew na wszystkich krańcach wszechświata w prawosławnej wierze chrześcijańskiej wszędzie pod niebem świeci bardziej niż Słońce) i tak dalej w tym duchu.
Wielkorosyjscy „myśliciele” też nie tacy straszni, jak ich malują.
„Pierwszym filozofem, który poświęcił "rosyjskiej idei" osobną pracę (L’Idée russe, Paryż 1888),był największy rosyjski myśliciel religijny XIX wieku, Włodzimierz Sołowiow. (…) Głównym inspiratorem jego koncepcji "idei rosyjskiej" był Dostojewski, ale w rozwinięciu jej akcenty rozłożone zostały zupełnie inaczej. Rzucając wyzwanie rosyjskim nacjonalistom, Sołowjow akcentował wyłącznie uniwersalność powołania Rosji (…) Rosja powinna (…) zaakceptować prymat papieża, przywracając w ten sposób jedność Kościoła Powszechnego oraz godząc chrześcijański Wschód z Zachodem. Ten akt radykalnego odżegnania się od religijnie ugruntowanego nacjonalizmu nie miał być jednak rezygnacją z imperialnego powołania Rosji. Przeciwnie: miał być warunkiem utworzenia przez Rosję prawdziwie uniwersalnego, swobodnie teokratycznego imperium chrześcijańskiego, z papieżem jako władzą duchowną i carem jako władzą świecką.” („Idea rosyjska i miejsce w niej kwestii polskiej” skracam, więcej słów niż treści)
O dziwactwach Sołowiowa pisałam przy „Rosji i krzyżu”. Na zasadzie wolnych skojarzeń „wolne teokratyczne imperium” przypomniało mi „Dzienniki Gwiazdowe” których bohater poszukując „Dobroczyńcy Kosmosu” zostaje skazany na przymusowe roboty, noszące nazwę „swobodnego rzeźbienia”.
Skoro zaś padło nazwisko Dostojewskiego „Nacjonalizm religijny spętał Dostojewskiego do tego stopnia, iż nie był on w stanie inaczej oceniać rzeczywistości, jak tylko poprzez pryzmat misji rosyjskiego, narodowego prawosławia zbawienia ludzkości przy pomocy "idei" i bagnetów. I nie powinny dziwić współczesnego badacza sugestie Ronalda Hingleya o możliwości przeprowadzenia porównań pomiędzy "Dziennikiem" pisarza i "Mein Kampf".” (Andrzej de Lazari „Czy Moskwa będzie Trzecim Rzymem ?” Katowice „Śląsk” 1995 s. 14)
Ale to jeszcze nic.
Można by pomyśleć, iż obrona paktu Ribbentrop–Mołotow należy bezpowrotnie do „okresu minionego”. Lecz kto tak sądzi, nie docenia tej książki.
„Przybyciu rosyjskiego premiera do naszego kraju towarzyszył niezwykły gest w postaci opublikowania przez "Gazetę Wyborczą" obszernego tekstu, napisanego przez Putina specjalnie dla niej i nazwanego przez redakcję "Listem do Polaków". W tekście tym, nieszczędzącym Polakom pochwał za pierwszeństwo w zagrodzeniu drogi niemieckiej agresji i bohaterstwo w dalszej walce, znalazły się również myśli, które warto było chyba przyjąć z aprobatą i zapamiętać.” Owo „chyba” nie obala następującej po nim pochwały.
„Oto niektóre z nich:
– Potępienie paktu Mołotow–Ribbentrop, wraz z przypomnieniem, że uczynił to już oficjalnie Zjazd Deputowanych Ludowych ZSRR 24 grudnia 1987 [powinno być 1989, dopisek Piratki]. Jednocześnie podkreślenie, że pakt był manewrem taktycznym, dokonanym po podpisaniu przez Anglię i Francję monachijskiego układu z Hitlerem, przekreślającego wszelkie nadzieje na stworzenie wspólnego frontu walki z faszyzmem.
– Przestroga przed naśladowaniem stalinowskiego "Krótkiego kursu historii WKP(b)", czyli przed formułowaniem ocen skrajnie jednostronnych, na wskroś ideologicznych, uniemożliwiających racjonalną dyskusję.” („Moje sprawy …”)
Jak była mowa przy „Muzeum Wyobraźni” Polska nie potrzebuje przyzwolenia ze strony Kremla na uznanie wojny obronnej 1939 za bohaterską.
Zwłaszcza, że pakt został podpisany nie w Londynie, nawet nie w Berlinie, lecz na Kremlu. Myśl tę zapożyczam z „Lodołamacza” (początek rozdziału 5).
Zaś za wyjeżdżanie z „Krótkim kursem” można by zapytać: a kto to mówi ? Weteran KGB ?
„Ze strony polskiej wola porozumienia okazała się jednak słaba i chwiejna. Już następnego dnia po publikacji omówionego tekstu Putina, 1 września 2007 roku, ukazał się na łamach "Gazety Wyborczej" tekst prezesa IPN Janusza Kurtyki pod jednoznacznym tytułem: Taka prawda nie służy ani Polsce, ani Rosji. Bez wymieniania nazwiska Putina, ale z założeniem, że prawdę o relacjach polsko–radzieckich ustalić może tylko strona polska, a to wymaga zwrotu przez Rosję zagrabionych w czasie wojny archiwów i przekazanie ich znanemu z obiektywizmu IPN–owi.”
Skoro nawet Gazeta Wybiórcza nie wpadła w zachwyt, Walicki musi (?) być bardziej wybiórczy od niej. Otóż, o czym tu ani słowa, „potępienie paktu” nastąpiło z „uzasadnieniem”, jakoby „stanowił odejście od leninowskich zasad radzieckiej polityki zagranicznej” (Andrzej Leszek Szcześniak „Zmowa” s. 206) ale już mniejsza o to. Zatem skoro pakt potępiony, czemu go usprawiedliwiać jakimś „manewrem taktycznym” i vice versa ? Twierdzenie jakoby Stalin odmawiał zaufania Daladierowi czy Chamberlainowi (gdyż zawarli rok wcześniej monachijskie porozumienie z Hitlerem) zaufał natomiast Hitlerowi (który porozumienie to zerwał) jest przecież wewnętrznie sprzeczne. „Inną próbę wytłumaczenia paktu z Hitlerem podjął Stalin (…) w sierpniu 1942 w rozmowie z Churchillem, gdy premier brytyjski przybył do Moskwy. Zapytany o pakt z Hitlerem Stalin odpowiedział: "Odnosiliśmy wrażenie, że rządy brytyjski i francuski nie były zdecydowane na wojnę, jeśli Polska zostałaby zaatakowana, lecz miały nadzieję, że dyplomatyczny wspólny front W. Brytanii, Francji i Rosji powstrzymałby Hitlera. Byliśmy przekonani, że nie powstrzyma go." Jeśli takie było rozumowanie Kremla, to dowodziłoby to jedynie, jak fałszywie wówczas – i kiedy indziej – oceniał sytuację; najważniejsze jest wszakże, że Stalin i jego współpracownicy nie tyle nie wierzyli by można było Hitlera odstraszyć od wojny, co nie chcieli go odstraszyć. Pragnęli by uderzył na Polskę, bo tylko wtedy mogli liczyć na swój ogromny łup i na uwikłanie się Niemiec, Anglii i Francji w wojnę.” (Aleksander Bregman „Najlepszy sojusznik Hitlera” 1958 i późniejsze wydania s. 45)
Te i inne „usprawiedliwienia” paktu wymyślone zostały post factum i dawno obalone (szczegółowo „Utopia u władzy” cz. 2 rozdział 7 „Na pograniczu” podrozdział 2 „Ku osi Moskwa – Berlin”) ale gdy Putin je wskrzesza, Walicki powtarza jak za towarzyszką matką. Po co, dlaczego i z powodu jakiego ?
Do tego próby wskrzeszenia rojeń Feliksów Konecznych, Ksawerych Pruszyńskich, „Catów” Mackiewiczów czy Aleksandrów Bocheńskich jakoby carat chciał dobrze, a powstańcy mu przeszkadzali. Równie dobrze można by powiedzieć, że Wojna Secesyjna wybuchła dlatego, że Davis i Stevens chcieli znieść niewolnictwo, a Lincoln im w tym przeszkadzał (uwaga: to było żartem). Jak zauważył Łojek w recenzji popełnionej przez Pruszyńskiego biografii Wielopolskiego : „w XIX wieku oferty współpracy ze strony Polski nikt spośród sfer mających coś do powiedzenia w Rosji przyjąć nie zamierzał. (…) W połowie XIX wieku gabinet petersburski dochodzić z Polską do zgody nie zamierzał, po prostu dlatego, że dla potężnego imperium carskiego współdziałanie Polski było absolutnie niepotrzebne, a uzyskanie tej współpracy najmniejszym choćby kosztem nie opłacało się wcale. (…) W warszawskiej administracji carat potrzebował wiernych poddanych, a nie reprezentantowi polskich interesów, i takich poddanych, z Wielopolskim na czele, miał.” („Apoteoza quislingizmu”, „Kierunki” 1958 Nr 1, za: „Jerzy Łojek. Pisma wybrane. Wiek XIX”)
Tymczasem Walicki jakby nigdy nic „Zawsze w Polsce istniał przecież prąd rusofilski, istniał w XVIII wieku, reprezentował go Trembecki, różne konserwatywne konfederacje szlacheckie podnosiły możliwość szczerego braterstwa słowiańskiego.” („Rosja w upadku”)
Jakie „konfederacje” ? Ma chyba na myśli targowiczan.
„Nawet po powstaniu listopadowym istniał na emigracji nurt prorosyjski. Książę Wacław Jabłonowski, wybitny ideolog Hotelu Lambert, nakreślił plan zjednoczenia Słowian w liberalnym imperium pod berłem Romanowów, ze stolicą w Kijowie. Mickiewicz w prelekcjach paryskich rozsnuwał wizję pojednania polsko – rosyjskiego, a prywatnie dopuszczał nawet możliwość, że alternatywą nowego Napoleona stanie się dla Polaków car Mikołaj. Taka możliwość znikła dopiero po powstaniu styczniowym. Stefan Bobrowski powiedział zresztą, że taki był tego powstania cel: chodziło o to, aby przelanie rzeki krwi uniemożliwiło ugodę.” Źródła oczywiście żadnego.
Przypadkiem wiem, z czego to wzięte. „W 1880 roku ukazała się książka Antoniego Wrotnowskiego "Porozbiorowe aspiracje polityczne narodu polskiego". Była kilkakrotnie wznawiana i uzyskała znaczny rozgłos. Autor opowiada, że jesienią 1862 roku osobiście widział się w Warszawie ze Stefanem Bobrowskim, który mu wyłożył cele i całą polityczną strategię podziemia. Chodziło o sprowokowanie walki z góry przegranej, ale obliczonej na wykopanie przepaści między Polską a Rosją. (...) Rewelacja uznana została za prawdziwą i weszła nawet do literatury naukowej. Wrotnowski szczegółowo przedstawił okoliczności swego spotkania z Bobrowskim. Bliższe badanie niezbicie wykazuje, że wszystkie te szczegóły – co do jednego ! – są fałszywe. A najważniejsze – późną jesienią 1862 r. Bobrowski, jeśli nawet bawił w Warszawie, co więcej niż wątpliwe, to chwilowo, i nie miał najmniejszego prawa przemawiania w imieniu podziemia. Żadną miarą nie mógł być delegowany do rozmów. W książce Wrotnowskiego Bobrowski przemawia akurat tak, jak to było wygodne ugodowcom z doby popowstaniowej (używa nawet charakterystycznego zwrotu "kompromis z Rosją"; w 1863 tak się nie wyrażano). Pożyteczne było dla nich odmalowywanie lewicowców jako Herostratesów, którzy każdej chwili dla jakiejś fantasmagorii gotowi są podpalić kraj, pokryć go ruinami i zalać krwią. Publicystyczna książka Wrotnowskiego zmierzała do określonych celów politycznych w epoce, od której upłynęło już osiemdziesiąt lat. Rzekoma wypowiedź Bobrowskiego odczytywana później – w "dwudziestoleciu" lub dzisiaj – może go pokazać w najzupełniej nieprawdziwym świetle, jako nacjonalistę. Tymczasem cała jego rzeczywista działalność zaprzecza temu kategorycznie. Ani śladu w niej prób kopania przepaści między narodami. Kijowska drukarnia razem z polskim "Odrodzeniem" wypuściła w świat odezwę "Wielkorusa". Ustalono, że stało się to na polecenie Bobrowskiego. On sam wręczył drukarzowi tekst rosyjski. Fakt stwierdzony przez carskie władze śledcze, którym wcale na tego rodzaju odkryciach nie zależało.” (Paweł Jasienica „Dwie drogi” 1960 s. 112n, przy tym „ugoda” zakłada wzajemne ustępstwa, a o jakich ustępstwach ze strony caratu można mówić ?)
Poza tym cele Powstania nie były tajemnicą wtedy, tym bardziej teraz. Manifest z 22 stycznia 1863 „ogłasza wszystkich synów Polski bez róznicy wiary i rodu, pochodzenia i stanu, wolnemi i równemi Obywatelami kraju” co sięgało dalej niż 3 tygodnie wcześniejsza Proklamacja Lincolna „wszystkie osoby trzymane jako niewolnicy we wskazanych Stanach bądź ich częściach są na zawsze wolne” (all persons held as slaves within said designated States, and parts of States, are, and henceforward shall be free) skoro obejmowała tylko obszar objęty secesją, całkowity zakaz niewolnictwa wprowadziła 13 poprawka przeszło 2 lata póżniej.
„Uwłaszczenie było już faktem dokonanym, gdy w rok potem, car Aleksander II pod presyą tego faktu zostając i niemogąc go cofnąć, wydał dnia 2 marca 1864 roku ukaz o uwłaszczeniu. Ukaz ten był tylko potwierdzeniem dekretu Rządu Narodowego, na to wydanem, ażeby przywłaszczyć najazdowi korzyści, jakie z załatwienia kwestyi uwłaszczenia wyniknąć mogły i musiały dla sprawy polskiej. Gdyby nie powstanie, nie byłoby ukazu. Sam rząd moskiewski przyznał to w artykule urzędowego "Ruskiego Inwalida" z dnia 9 marca 1884 r. Powiada w nim bowiem, jeżeli z przeprowadzenia ukazu wynikną jakie niekorzyści dla szlachty polskiej, niechaj sama sobie winę własnej ruiny przypisze, gdy bowiem rząd polski rewolucyjny wydał dekret uwłaszczenia, ani jeden protest ze strony tej szlachty nie nastąpił, ani jednego nie było odwołania do prawowitego, carskiego rządu o pomoc i osłonę. Pomimo tego przyznania, publicyści moskiewscy głoszą dzisiaj kłamstwo, że jedynym dobroczyńcą ludu polskiego był car Aleksander II i zmuszają chłopów polskich do dawania składek na pomnik, który zamierzają wznieść na Jasnej Górze w Częstochowie. Nie koniec na tem, wydają broszury i pisma, w których starają się wmówić w naszych włościan to przekonanie, że wszystko zawdzięczają rządowi carskiemu. Kłamstwem, mówi przysłowie, niedaleko zajedzie.” (Agaton Giller „Ogólna charakterystyka powstania w 1863 r.” Lwów 1888 s. 24)
Jednak w „O Rosji inaczej” próżno o tym szukać.
Na tym można by poprzestać, lecz Walicki uznaje za stosowne „prostować” jeszcze inne sprawy: „sprostowania wymagają ogromne nieporozumienia, które nagromadziły się przez ten czas wokół bolszewickiej rewolucji, deformując rozumienie wszystkiego, co stało się potem w Rosji. Ze szczególną ostrością występuje to w naszym kraju. W potocznej świadomości zwyciężyło przekonanie – od dawna zresztą mocno obecne w świadomości Polaków – że intencją bolszewików był powrót do niezmiennego w istocie rosyjskiego imperializmu, że było to zjawisko czysto rosyjskie, niemające nic wspólnego z walką emancypacyjną europejskiego proletariatu, prowadzące prostą drogą do przekształcenia tradycyjnej rosyjskiej autokracji w dogłębnie totalitarny i ludobójczy reżim stalinowski.” („Rewolucja październikowa jako projekt komunistyczny”) O ile można coś z tej beblaniny pojąć, to że zrobiony za pieniądze kajzera Wilhelma bolszewicki pucz obalający republikański rząd rosyjski, nadal, jak za głębokiego Peerelu, jest „rewolucją”, a wynikły z tego gułagowy reżim ma coś wspólnego „z walką emancypacyjną europejskiego proletariatu”.
Do tego broni owej „rewolucji” przed zarzutami o sprzeczność z marksizmem, jakby miało to jakiekolwiek znaczenie. Szczegóły sporu w rodzinie (marksistów) lepiej pominąć.
„Kierowany przez niego [Lenina] rząd oficjalnie więc uznał, że Rosjanie (określeni jako "Wielkorusi") Ukraińcy i Białorusini są trzema odrębnymi narodami, a nie lokalnymi rozgałęzieniami jednego wielkiego narodu. Towarzyszyło temu wytyczenie granic między republikami związkowymi, faworyzujących
Ukraińców przez przyznanie im na wschodzie rosyjskojęzycznych terytoriów, uznawanych przedtem za integralną część Rosji.” (tamże)
Skoro tworzenie marionetkowych „republik” ma takie znaczenie, zatem warto wiedzieć, co głosiła uchwała VIII zjazdu RKP(b) 18 – 23 marca 1919: В настоящее время Украина, Латвия, Литва и Белоруссия существуют как особые Советские республики. Так разрешен в данный момент вопрос о формах государственного существования. Но это отнюдь не значит, что РКП должна, в свою очередь, сорганизоваться на основе федерации самостоятельных коммунистических партий. Восьмой съезд РКП постановляет: необходимо существование единой централизованной Коммунистической партии с единым ЦК, руководящим всей работой партии во всех частях РСФСР. Все решения РКП и ее руководящих учреждений безусловно обязательны для всех частей партии, независимо от национального их состава. Центральные Комитеты украинских, латышских, литовских коммунистов пользуются правами областных комитетов партии и целиком подчинены ЦК РКП. („Протоколы VIII съезда РКП(б)” Партийное издательство Moskwa 1933 s. 413)
Co znaczy „"W chwili obecnej Ukraina, Łotwa, Litwa i Białoruś istnieją jako odrębne republiki sowieckie. Tak załatwiona jest w danej chwili kwestja form państwowego ich istnienia. Ale to wcale nie znaczy, by Rosyjska Komunistyczna Partia bolszewików miała ze swej strony organizować się na zasadzie federacji samodzielnych partii komunistycznych. VIII Zjazd RKP (b) postanawia : koniecznym jest stworzenie jedynej, scentralizowanej partii komunistycznej ze wspólnym CK, kierującym pracą całej partii, we wszystkich częściach RSFSR. Wszystkie decyzje RKP (b) i jej kierowniczych organów obowiązują bezwarunkowo wszystkie oddziały partii bez względu na ich skład narodowościowy. Centralne Komitety ukraińskich, łotewskich, litewskich komunistów korzystają z praw obwodowych komitetów partii i i są całkowicie podporządkowane CK RKP (b)". (W. Lenin "Soczinienja" wyd. I t XIX, str. 247). Widzimy więc, że uchwała ta nie tylko centralizuje pracę partyj poszczególnych narodów w Moskwie, lecz pośrednio stwierdza, że Ukraina, Łotwa, Litwa i Białoruś są składowymi częściami RSFSR.” (Bernard Andreus „Polska a "kapitalistyczna interwencja" w stosunku do Z.S.R.R. 1918 – 1920” Rzym 1945 s. 25).
Rok wcześniej uchwała 7 zjazdu RKP(b) z 8 marca 1918 Центральному Комитету дается полномочие во всякий момент разорвать все мирные договоры с империалистскими и буржуазными государствами, а равно объявить им войну (Ленин „Полное собрание сочинений” Издательство политической литературы Moskwa 1974 t. 36 s. 40) czyli „KC upoważniony zostaje do zerwania w każdej chwili wszystkich traktatów pokojowych zawartych z państwami imperialistycznymi i burżuazyjnymi, jak również do wypowiedzenia im wojny” („Rezolucje i uchwały KPZR. Wybór dokumentów” Warszawa 1954, s. 119).
Jakie zatem umowy wewnętrzne czy zewnętrzne z kimś takim mają znaczenie ?
I jeszcze: „Zapominamy dzisiaj, że Trocki był pionierem w określeniu stalinizmu terminem "totalitaryzm". Rozumiał przez to dławienie w skali ogólnopaństwowej wszelkich przejawów samodzielności myśli, również marksistowskiej. Marginalizował w tym kontekście totalitarny charakter zasad organizacyjnych i "naukowej ideologii" partii leninowskiej. Niemniej jednak czym innym był totalitarny ruch komunistyczny, czyli ruch rewolucyjny posługujący się metodami totalitarnymi, a czym innym totalitarny despotyzm państwa, legitymizującego się wprawdzie ideologią komunistyczną, ale zarazem pozbawiającego komunizm jako ruch wielkiej autentycznej niezależności.” („Rewolucja październikowa ...”)
A jak wygląda różnica między totalitarnym a totalitarnym ?
„Potrafił on [Trocki] wznieść się ponad wąsko rozumianą analizę klasową i dostrzec, że "stalinizm i faszyzm, mimo głębokich różnic, gdy chodzi o podstawy społeczne [...] są zjawiskami symetrycznymi".”
O „zasługach” Trockiego była mowa przy „Świrach u władzy”, można do tego dodać: „w sierpniu 1932 roku pisze, że owszem, bolszewicy użyli przemocy dla zniszczenia anarchistów i lewicowych SR-ów (o innych partiach nie ma nawet mowy w tym kontekście) ale to było przecież zrobione w obronie państwa robotniczego, a więc słusznie; walka klas nie może wszakże odbywać się bez przemocy, istotne jest tylko jaka klasa przemoc stosuje. W broszurze "Ich i nasza moralność" pisanej w 1938 roku znajdujemy podobne wyjaśnienia: zestawianie komunizmu z faszyzmem jest bez sensu, bo podobieństwa w używanych metodach są "powierzchowne", odnoszą się do drugorzędnych okoliczności (np. likwidacja wyborów powszechnych) podczas gdy istotne jest, w imieniu jakiej klasy dane środki są używane.” (Leszek Kołakowski „Główne nurty marksizmu” 3, 1978, s. 200) „dla Trockiego nie istnieje w ogóle problem demokracji jako formy ustrojowej albo problem swobód obywatelskich jako wartości kulturalnej; pod tym względem jest wierny Leninowi i nie różni się od Stalina.” (tamże, s. 201) „Krytyka sowieckiego despotyzmu nie była bynajmniej własnością Trockiego: przeciwnie, była ona nadzwyczaj ograniczona w porównaniu z krytyką demokratycznych socjalistów lub liberałów i godziła nie w despotyzm sam, ale w jego ostateczne cele, których diagnoza pochodziła z ideologicznych założeń.” tamże, s. 222)
Można by pomyśleć, że jakimś innym Trockim mowa.