rozwiń zwiń

Obrazy, które niosą ukojenie – o książkach z ilustracjami

Aleksandra Przybylska Aleksandra Przybylska
29.05.2021

Są ludzie, którym trudno dziś zliczyć, jak wiele seriali i filmów obejrzeli w trakcie (i dzięki) pandemii. Inni z kolei w tym samym czasie przeczytali mnóstwo odkładanych na wieczne potem pozycji. A ja zakochałam się w książkach z obrazkami.

Obrazy, które niosą ukojenie – o książkach z ilustracjami lubimyczytać.pl

Poważnie. Jak dziecko. Tyle tylko, że teraz ta miłość jest dojrzalsza, bo świadoma wagi ilustracji i tego wszystkiego, co niejeden rysunek, obraz czy zdjęcie mogą nam – czytelnikom – dać.

Zielono mi

Właściwie nie pamiętam, kiedy zaczęła się ta moja pandemiczna ucieczka w obraz. Ale zapewne uruchomił ją strach przed niewiadomą. Któregoś dnia złapałam się na tym, że czytam jak co dzień, tyle że, choć oczy biegają po literach, to całość nijak nie składa się w wyrazy, a te nie chcą tworzyć zdań – nie ma treści, nic, pustka. Równie dobrze jednak mogło się to stać, gdy rząd przed ponad rokiem, zapewne też w strachu przed pandemiczną niewiadomą, zakazał wstępu do lasów. Już wówczas wydawało się to absurdalne, dziś absurd jedynie rośnie do kwadratu, jeśli nie do sześcianu.

Jak bowiem świat światem, zieloność jest od tego, by nas uspokajać, by koić nerwy, przywracać równowagę i zdrowie. A czegóż bardziej nam było trzeba, gdy okazało się, że efekt motyla powstał po tym, jak ktoś na targu w Wuhan zjadł zupę z nietoperza, a potem pół Europy musiało przywoływać windę łokciem? Żarty żartami, ale o zbawiennym wpływie przyrody na ludzki organizm w niejednej książce można przeczytać, że przywołam choćby pierwszą z brzegu, tę pod tytułem: „Shinrin yoku. Japońska sztuka czerpania mocy z przyrody”. Pochodzący z Hiszpanii autorzy, Hector Garcia i Francesc Miralles, piszą w niej nie tylko o tym, jak wspaniale wpływają na człowieka tytułowe kąpiele leśne, ale przytaczają też badania, dzięki którym możemy się dowiedzieć, że gdy nie ma wokół nas wystarczająco dużo naturalnej zieloności, pomogą i kwiaty doniczkowe, i film dokumentalny o lesie, i – wiadomo – książka ze zdjęciami.

I tak wydobyłam z niebytu album „Lasy tropikalne świata” Ruperta O. Matthewsa. To była jedna z pierwszych publikacji, które kupiłam sobie sama jako nastolatka. Swego czasu mogłam ją oglądać godzinami. I to mimo wielkiego zdziwienia rodziców, graniczącego chyba nawet z niesmakiem, że po co mi (prawie dorosłej!) książka, w której niemal nic nie jest napisane, są właściwie same zdjęcia. Ewidentnie wychowano mnie w kulcie słowa, a nie obrazu. Może teraz to sobie jakoś równoważę? Czas pokazał sporą wartość „Lasów tropikalnych świata”. Przynajmniej dla mnie. W pandemii koronawirusa nawet zdjęcia dzikiego kota w tym albumie były kojące.

A jeśli chodzi o idiotyczny zakaz wstępu do lasów, to najlepszym na niego antidotum okazało się „Sekretne życie drzew” niemieckiego leśnika Petera Wohllebena. Pamiętacie, jak kilka lat temu ta książka (nie tylko w Polsce zresztą) stała się bestsellerem? I choć pierwotnie była niedużą książeczką do poczytania, to Wydawnictwo Otwarte błyskawicznie oddało w ręce czytelników wersję ilustrowaną, a w niej 60 fotografii polskich lasów. To dla mnie jeden z dowodów na to, jak bardzo i nam, dorosłym, potrzebne są w książce zdjęcia, obrazy, rysunki. Z tej potrzeby wcale nie wyrasta się z wiekiem, może się ona jedynie przekształcać, zmniejszać czy zwiększać. U mnie w dziwnym pandemicznym czasie urosła. I to wspaniale, bo w niejednym gorszym momencie obrazy w książkach trzymały mnie w pionie.

Sztuka na wagę złota

À propos obrazów, to do dziś żałuję, że nie wzięłam udziału w tej fantastycznej globalnej zabawie, którą na początku pandemii zainicjowało kilka znanych muzeów, a która polegała na tym, by za pomocą domowych sprzętów odtworzyć w lockdownie wybrane znane dzieło sztuki. Ileż przy tym musiało być radości! Ile kombinowania! Słowem - wszystkiego, co tak wybornie dopieszcza mózg. Zgapiłam się. Trudno. Oby drugiej szansy nie było, zwłaszcza gdyby jej korzenie miały tkwić w jakimś wirusie.

Ratowałam się więc podczas lockdownu licznymi albumami o sztuce (skoro nie można iść do muzeum, trzeba znaleźć muzeum na domowym regale z książkami) oraz „Historią piękna” i „Historią brzydoty” Umberto Eco – nieco podczytując, lecz bardziej skupiając się na dziełach sztuki, których reprodukcje możemy podziwiać w obu książkach włoskiego autora. I gdyby jeszcze zdarzyła się kolejna fala tej zarazy, gdyby ktoś – jak ja – chciał szukać ukojenia w ilustrowanych publikacjach, to (skąd wiedzieliście?) „Historia piękna” jak najbardziej w tym pomoże, za to „Historii brzydoty” zdecydowanie nie polecam. To nie jest dzieło na nasze nerwy podczas pandemii, podczas wielkiej globalnej niewiadomej. Choć sama w sobie książka Eco jest znakomita, zdecydowanie potrzebuje spokojniejszego czasu na lekturę i kontemplację. Podobnie zresztą jak nie ma sensu raczyć się w dziwnym niepewnym okresie znakomitymi skądinąd zdjęciami fotografów wojennych. Tego typu albumy muszą poczekać aż wszelkie pandemiczne fale się wypłaszczą.

A skoro już Umberto Eco, skoro Włochy, to przyznam, że jednak szerokim łukiem ominęłam stojący na półce tom „Michał Anioł i freski Kaplicy Sykstyńskiej” Robina Richmonda. Bo wystarczy go otworzyć, by w okamgnieniu przenieść się tam, pod to sklepienie, gdzie kilkadziesiąt osób z zadartymi głowami stoi i stoi, i wodzi oczami, i niby nic nie mówi, a jednak szepcze w zachwycie tak bardzo, że raz na kilka minut duchowni muszą ten tłumek uciszać włoskim „silenzio!” na zmianę z angielskim „silence, please”. No więc nie! Powiedziałam stanowcze „nie” albumom związanym z wcześniejszymi podróżami. Bałam się, że lawina wspomnień, gdy niemal nie sposób dokądkolwiek polecieć, może mnie porwać w te rejony, w które lepiej w pandemii się nie wybierać. Bo po co nam z jednego dołu podróż w kolejny?

W chwilach zwątpienia zresztą, nie tylko wyrosłych na koronawirusowym gruncie, fantastycznie sprawdza się „Medytacja dzień po dniu” francuskiego autora Christophe’a André. To 25 lekcji uważnego życia, o tym, jak naprawdę być tu i teraz, a piszę o tej książce w tym miejscu dlatego, że inspiracją, punktem wyjścia dla każdej z opowieści jest dla André konkretne dzieło sztuki. Znajdziecie tu Boscha, Rembrandta, Moneta czy Hoppera. A to, dokąd zaprowadzą autora ich dzieła, naprawdę warte jest sprawdzenia.

Mgnienie

Jednak nie tylko obrazy, nie tylko dzieła sztuki potrafią nieść ukojenie w dziwnym pandemicznym czasie. Albo inaczej: nie tylko obrazy, lecz szerzej pojmowane dzieła sztuki. Jak choćby niejedna książka, o której pisze Edward Brooke-Hitching w „Bibliotece szaleńca” i którą – co dla mnie w tym momencie ważne – możemy też zobaczyć w bogato ilustrowanym wydaniu Rebisu. Dla nas, lubiących czytać, „Biblioteka szaleńca” to gratka sama w sobie, rarytas, wisienka na torcie. Czego tu nie ma! Książki stare i nowe (z plasterków sera –  spróbujcie to teraz zapomnieć), ładne i brzydkie, z najróżniejszych stron świata, mniejsze i większe wydawnicze kurioza, rzeczy oprawiane w… a nie, tego nie napiszę, bo miało być o książkach z ilustracjami, które niosą ukojenie. „Bibliotekę szaleńca” polecam – jest nie tylko szalona, ale i ciekawa. Podobnie zresztą jak wcześniejszy tego samego autora „Atlas lądów niebyłych”, który – jak informuje polski podtytuł – traktuje o największych mitach, zmyśleniach i pomyłkach kartografów. Najwspanialsze jest to, iloma przepięknymi starymi mapami i rycinami okraszona jest ta książka. Zawsze byłam nogą z geografii, ale ten świat (może dlatego, że zmyślony i pomylony?) urzeka wprost niesłychanie. I zdaje się chwilami bajką skrojoną dla dorosłych.

Taką bajką, a nierzadko światem, który już nie wróci, zdawało mi się niemal każde zdjęcie z albumu „Ludzie Nowego Jorku: Historie” Brandona Stantona. Przez kilka dobrych lat nie rozumiałam do końca, po co moje drugie życiowe pół kupiło tę książkę. Zrozumiałam, a może nawet bardziej to poczułam, dopiero w pandemii. Nie zliczę już, ile wieczorów spędziłam z tymi migawkami z ulic Nowego Jorku. Z tymi uchwyconymi w locie dziećmi, dorosłymi, seniorami, z tymi ludźmi mniej i bardziej radosnymi, uchwyconymi w konkretnym, mniej lub bardziej istotnym momencie ich życia. Gdy dzień w dzień globalnie ścigaliśmy się z koronawirusem w walce o niejedno życie, te migawki, te mgnienia ze zwykłej codzienności, zdawały się być z zupełnie innego wymiaru. Dawały niesłychany spokój, choć wzmagały też tęsknotę za tym, co zwykliśmy uważać za normalność.

Myślę, a może nawet bardziej czuję, że nieraz jeszcze w najbliższych popandemicznych miesiącach będę sięgać po albumy, które dotąd nierzadko jedynie zagracały nam półki (bo nie jestem jedyna, prawda?) czy po fantastycznie ilustrowane książki. Są takie sytuacje w życiu, gdy obraz naprawdę wart jest więcej niż tysiąc słów.


komentarze [19]

Sortuj:
więcej
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Piotr - awatar
Piotr 04.06.2021 16:51
Czytelnik

Iluzja

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
 Iluzja
Ola - awatar
Ola 03.06.2021 19:38
Czytelniczka

Klasykiem wśród ilustratrów zostanie dla mnie Jan Marcin Szancer. Polecam album z jego ilustracjami Jan Marcin Szancer - ambasador wyobraźni. Drugą świetną książką - albumem są Admirałowie wyobraźni. 100 lat polskiej ilustracji w książkach dla dzieci

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
 Jan Marcin Szancer - ambasador wyobraźni  Admirałowie wyobraźni. 100 lat polskiej ilustracji w książkach dla dzieci
marckoza - awatar
marckoza 01.06.2021 19:12
Czytelnik

nie wiem czemu nie ma na tej liście Ilustratorki, ilustratorzy. Motylki z okładki i smoki bez wąsów , prześliczne wydawnictwo Marginesów

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
 Ilustratorki, ilustratorzy. Motylki z okładki i smoki bez wąsów
Aleksandra - awatar
Aleksandra 31.05.2021 23:40
Czytelnik

Do czytania i podziwiania:
Gustave Doré - dla mnie numer 1.
Niezwykle ciekawe postaci: Arthur Rackham i Harry Clarke. Twórczość? Absolutnie wszystko.
Dickens i Phiz (Hablot Knight Browne) - duet doskonały.
Imre Madach "Tragedia człowieka" - rysunki Mihály Zichy
Gaston Leroux "Upiór opery" - malarstwo Anne Bachelier
Balzac „Komedia ludzka” - Édouard Toudouze
Lew Tołstoj...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
Kotik - awatar
Kotik 30.05.2021 23:28
Czytelnik

Oh..Ilustracje! Jako dziecko, wiadomo, lubiła książki z obrazkami. Trochę później nie zwracałam uwagi jak książki są wydane. Liczyła się tylko treść. Teraz też to treść jest najważniejsza, ale uwielbiam piękne, starannie wydane egzemplarze, które cieszą oko na półce. Ilustracje w środku też są duży plusem. No i coś co mnie niezmiennie urzeka, to kolorowe wklejki!

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Virgo13 - awatar
Virgo13 30.05.2021 18:10
Czytelnik

Uwielbiam, kiedy wydawca zadba o swoją książkę specjalnie, właśnie poprzez umieszczenie w niej ilustracji. Cenię taką dbałość o mnie jako o czytelnika. Widać też, że w takim wydawnictwie pracują ludzie naprawdę kochający książki i chcący je dopieścić do granic możliwości. Że wydają jak dla siebie.

Ale w zasadzie jedynym wydawcą, który czyni to regularnie i tak o mnie dba...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
 Upiór Opery  Coś
awita - awatar
awita 30.05.2021 15:01
Czytelniczka

Jestem zawsze niezmiernie wdzięczna za ilustracje, grafiki, zdjęcia, mapy - cokolwiek, co autor czy redaktor książki zechce nam ofiarować (poza oczywiście słowem), żeby przybliżyć nam jej świat (niezależnie nawet od ich jakości).
Przypominam sobie np.:
Firmin Sama Savage'a, rewelacyjną książkę o mądrym szczurze z dedykowanymi jej rysunkami...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
 Firmin  Japonia utracona  Krawiec, żandarm i spadochroniarz. Trzy opowieści o czeskich kolaborantach  Klub perskich pikli
BIETKA - awatar
BIETKA 30.05.2021 10:43
Czytelniczka

Dla mnie ważna jest okładka książki (Dziecko z mgły, Gruzowisko), tytuł...lubię też książki choćby
z najmniejszymi rysunkami ( Katarzynka Patricka Modiano)bądź fotkami dobrze fabułę ilustrującymi, czy uzupełniającymi. W każdym czasie, nie tylko pandemii...:-))

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Myszka - awatar
Myszka 29.05.2021 19:01
Czytelniczka

Dla mnie okładka na pierwszy rzut oka, lecz gdy wybieram książki dla dzieci, to zawsze zaglądam do środka aby zobaczyć jakie są ilustracje. Często książka jest bardzo ciekawa, ale gdy ma kiepskie ilustracje, to trudno zachęcić dzieci do czytania lub słuchania, gdy ja czytam. Sama tez bardzo lubię np. baśnie, gdy są w książkach piękne obrazki.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Łędina - awatar
Łędina 29.05.2021 18:10
Czytelniczka

Dla mnie ważna jest okładka książki, bo to ona w pierwszej kolejności przyciąga mój wzrok. Same lustracje w jej wnętrzu nie mają dla mnie wielkiego znaczenia. Najważniejsza jest treść danego dzieła.
Inaczej sprawa się ma w przypadku komiksów. Jeśli sięgam po jakąś powieść graficzną, sposób jej przedstawienia przez rysownika to dla mnie priorytetowa kwestia.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Zoltar - awatar
Zoltar 29.05.2021 17:24
Bibliotekarz

Jestem zwariowany na punkcie  Simon Stålenhag Simona Stålenhaga. Jego prace są dla mnie kwintesencją graficznej strony science fiction.

The Electric State to świetne postapo, natomiast melancholijne postindustrialne krajobrazy z Tales from...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
 The Electric State  Tales from the Loop  Things from the Flood
Aguirre - awatar
Aguirre 29.05.2021 16:34
Bibliotekarz

Tak naprawdę mamy tu dwie kategorie "ilustracji" - ilustracje stworzone z myślą o danej książce (czyli ilustracje do tekstu) oraz reprodukcje zdjęć, dzieł sztuki, rycin graficznych etc. istniejących niezależnie od danej książki, ale wykorzystanych w niej (czyli "prawie" tekst do ilustracji). Do tej drugiej kategorii należą obie omówione w artykule pozycje Umberta Eco

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
 Przygody barona Münchhausena  Ilustratorki, ilustratorzy. Motylki z okładki i smoki bez wąsów  Ten łokieć źle się zgina. Rozmowy o ilustracji  50 najsłynniejszych linii kolejowych w historii  II wojna światowa. Infografiki  Blokada Belgradu  Źle urodzone. Reportaże o architekturze PRL  Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast  Osobisty przewodnik po Pradze  Niebo w kolorze indygo. Chiny z dala od wielkiego miasta  Awangarda w cieniu Jałty. Sztuka w Europie Środkowo-Wschodniej w latach 1945-1989  Rosyjscy malarze. Pieriedwiżnicy
Lis Gracki - awatar
Lis 29.05.2021 12:01
Bibliotekarz

Dokładnie! Uwielbiam książki z ilustracjami. czasami w swoich zbiorach mam kilka wydań tej samej książki - czasami właśnie dlatego, ze zawiera ilustracje. Takim świetnym przykładem są np. "Dzienniki gwiazdowe" Lema, wydanie IV poszerzone z 1971 roku z ilustracjami autora. W latach 50' książki często posiadały ilustracje których brakowało wznowieniom z lat późniejszych....

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
Book_Dragoness - awatar
Book_Dragoness 29.05.2021 13:33
Czytelniczka

Przed pandemią nasza biblioteka organizowała też warsztaty dla dzieci z polskimi ilustratorami i moje dzieci załapały się na Daniela de Latoura i Piotra Sochę. Niestety ominęło je spotkanie z Wilkoniem, czego strasznie żałuję. Mamy też autografy Emilii Dziubak :-) Poza tym oczywiście Mizielińscy i Nikola Kucharska też jak najbardziej, cała seria Muzeum Dwie Siostry —...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
Lis Gracki - awatar
Lis 30.05.2021 14:13
Bibliotekarz

Czasami aż chce się by zobaczyć jak ilustracje te ożywają na ekranie... albo wyobraźnia artysty ożywa. Polecam film "Mirror mask" w których można zobaczyć jak ożywa wyobraźnia David'a McKean'a:

https://www.youtube.com/watch?v=NHHE2hsTJfA

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Book_Dragoness - awatar
Book_Dragoness 29.05.2021 11:36
Czytelniczka

Ja mam absolutnego świra na punkcie ilustracji książkowej i dlatego mamy mnóstwo książek dla dzieci wybieranych właśnie pod kątem ilustratorów. Nawet lektur im szukam z ładną kreską w ilustracjach, a nie te jakieś obrzydlistwa z koszmarnymi bohomazami na tanim papierze. Mam ilustrowane wydania Harry'ego Pottera i szczerze mówiąc nie obraziłabym się za chociaż kilka...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
czytamcałyczas - awatar
czytamcałyczas 29.05.2021 10:15
Czytelnik

Mi się podobają obrazki u Piekary i Pilipiuk

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Meszuge - awatar
Meszuge 29.05.2021 10:11
Czytelnik

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/312354/sekretne-zycie-drzew/opinia/47036501...

Nadal dobrze pamiętam obrazki (grafiki) z książki "Przygody Hucka", którą czytałem w dzieciństwie wiele razy.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Aleksandra Przybylska - awatar
Aleksandra Przybylska 27.05.2021 15:01
Redaktorka

Zapraszam do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam