CzytelniaPatrycji 
czytelniapatrycji.blogspot.com
Mam na imię Patrycja. Jestem szczęśliwą żoną i mamą cudownej, małej księżniczki oraz małego królewicza. Z natury jestem optymistką i marzycielką. Od dzieciństwa kocham czytać. Czytam dla siebie samej, dla przyjemności.
34 lat, kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 1 cytat, ostatnio widziana 1 tydzień temu
Teraz czytam
  • Adler. Tajemnica zamku Bazina
    Adler. Tajemnica zamku Bazina
    Autor:
    W małym miasteczku na południu Anglii dochodzi do krwawych incydentów. Początkowo ofiarami tajemniczych napadów są lokalne zwierzęta, jednak z biegiem czasu ataki nasilają się, aż wreszcie w noc Hallo...
    czytelników: 93 | opinie: 15 | ocena: 8,8 (15 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-11-17 23:42:46
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Posiadam, Ulubione
Autor:
Seria: #GOYOUNG

"Ponad wszystko" to nie tylko kolejna do bólu schematyczna młodzieżówka, ale coś więcej. Owszem pewnej dozy przewidywalności nie da się nie zauważyć, ale mnie ona całkowicie nie przeszkadzała. Książka stworzona przez Nicole Yoon jest bardzo lekka i przyjemna, zabawna, ale też zmuszająca do refleksji nad wartością jaką jest życie. To lekcja, której całkowicie się nie spodziewałam. Jak dla mnie... "Ponad wszystko" to nie tylko kolejna do bólu schematyczna młodzieżówka, ale coś więcej. Owszem pewnej dozy przewidywalności nie da się nie zauważyć, ale mnie ona całkowicie nie przeszkadzała. Książka stworzona przez Nicole Yoon jest bardzo lekka i przyjemna, zabawna, ale też zmuszająca do refleksji nad wartością jaką jest życie. To lekcja, której całkowicie się nie spodziewałam. Jak dla mnie historia Maddy to afirmacja życia, to nauka dla każdego z nas, aby cieszyć się tym, co w życiu człowieka najdrobniejsze: promieniem słońca, zapachem oceanu, dotykiem piasku pod stopami, spojrzeniem ukochanego, muśnięciem dłoni.

Madeline, Olly, czy Carla to postacie, które polubimy od pierwszego spotkania. Sympatyczni, z sercem we właściwym miejscu. Fabuła jest bardzo ciekawa, choć pewne wątki mogłyby być bardziej rozbudowane. Styl i język lekki i przyjemny w odbiorze, a konstrukcja rewelacyjna.

https://czytelniapatrycji.blogspot.com/2017/11/ponad-wszystko-nicola-yoon.html

pokaż więcej

 
2018-11-17 23:35:13
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, E-book, Ulubione

"Miłość rządzi się swoimi prawami. Nieważne jak bardzo staramy się zdusić ją w zalążku, uciszyć, nie dopuścić do głosu, i tak znajdzie siłę, by pokazać, że maleńkie ziarenko jest w stanie wypuścić mocne pędy."

Książek o miłości jest cała masa. Autorzy karmią czytelnika swoją wizją miłości, czasem jest to miłość usłana różami, cukierkowa, że aż bolą zęby. Innym razem jest to miłość tragiczna,...
"Miłość rządzi się swoimi prawami. Nieważne jak bardzo staramy się zdusić ją w zalążku, uciszyć, nie dopuścić do głosu, i tak znajdzie siłę, by pokazać, że maleńkie ziarenko jest w stanie wypuścić mocne pędy."

Książek o miłości jest cała masa. Autorzy karmią czytelnika swoją wizją miłości, czasem jest to miłość usłana różami, cukierkowa, że aż bolą zęby. Innym razem jest to miłość tragiczna, o którą trzeba walczyć. Ale co zrobić, kiedy tę walkę trzeba stoczyć z własną rodziną? Właśnie taki obraz miłości pierwszej, ale zakazanej, zrodzonej w cieniu rodzinnych tajemnic i sekretów przedstawia Anna Szafrańska w swojej debiutanckiej powieści "Widmo grzechu".

Siedemnastoletnia Nel wiedzie z pozoru idealne życie. Jest mądra, piękna i dobroduszna. Ma wspaniałą, kochającą rodzinę, a do tego wysoko sytuowaną. Chodzi do prywatnego, renomowanego liceum, gdzie uważana jest za szkolną gwiazdę, a każdy liczy się z jej zdaniem. Nel jako przewodnicząca szkoły angażuje się w jej życie, prowadzi wolontariat, oraz gra pierwszoplanowe role w szkolnym teatrze. U jej boku murem stoją Olga i Marcel, najlepsi przyjaciele. Z Olgą Nel przyjaźni się już od przedszkola, są niczym siostry. Z kolei Marcel to świetny uczeń i sportowiec, a do tego szkolne ciacho. Choć Nel i Marcela łączy tylko i wyłącznie przyjaźń (przynajmniej w jej mniemaniu), to w oczach innych są parą idealną. Czegóż chcieć więcej? Może tylko tego, aby było to szczere i prawdziwe, a przede wszystkim równoznaczne z tym czego chce sama Nel. Wygórowane oczekiwania, którym dziewczyna ciągle stara się sprostać sprawiają, że jest wewnętrznie rozdarta. A będzie jeszcze gorzej, gdy w jej życie niespodziewanie wkroczy miłość, ta pierwsza i niepowtarzalna, która potrafi dodać skrzydeł. Niestety obiektem westchnień Nel stanie się egoistyczny, zbuntowany i niezwykle arogancki przystojniak Gilbert Kraszewski. Czy dane im będzie być razem? Jakie sekrety łączą obie rodziny?

"Widmo grzechu" to historia utrzymana w stylu powieści młodzieżowych. Autorka w bardzo realistyczny sposób przedstawiła problemy z jakimi zmagają się nastolatki, ich pierwsze miłości, ukradkowe spojrzenia, pierwsze pocałunki. Aż chciałoby się wrócić do tych lat, tych emocji, tej pierwszej miłości. Podobna nutka nostalgii zagościła w moim sercu, kiedy czytałam relacje między Nel a Olgą, wspólne nocowania, rozmowy o chłopakach, liściki przekazywane na lekcjach... .

Nel to bardzo spokojna, poukładana dziewczyna, która żyjąc w tak idealnym świecie stara się być równie idealna. Czasem w swej uległości trochę mnie irytowała, szczególnie jeśli chodzi o jej relacje z Marcelem. Moją największą sympatię zyskała przebojowa Olga, szczera do bólu, twarda, ale tylko na zewnątrz, łaknąca miłości nastolatka. Podobnie jest z Kraszewskim. Zły chłopak o delikatnym sercu, który otoczony murem arogancji nie dopuszcza do siebie nikogo.
Anna Szafrańska bardzo ciekawie przedstawiła rodzące się uczucie między Nel a Gilbertem. Jak wiadomo przeciwieństwa się przyciągają, a początkowa niechęć i agresja, przerodzą się w coś niezwykłego i magicznego. Niczym w szekspirowskim dramacie rodzinne tajemnice i zobowiązania staną na drodze prawdziwej miłości.

"Ale nie mogłam udawać, że nie istniała przeszłość czy przyszłość. Że nie ma czegoś takiego jak kiedyś, dziś i jutro. Chociaż dla mnie, w tym momencie istniało tylko jedno słowo. Teraz."

"Widmo grzechu" to bardzo dobry debiut literacki. Książkę czyta się ekspresowo, a wydarzenia od momentu pojawienia się Kraszewskiego w życiu i sercu Nel pędzą z prędkością światła. Autorka umiejętnie kieruje uwagą czytelnika, napięciem, emocjami. Intryguje i podsyca ciekawość, sprawiając, że chcemy więcej i więcej. A już końcowe wydarzenia to czyste szaleństwo.
Kończąc książkę mamy więcej pytań niż odpowiedzi, więc najlepiej mieć przy sobie drugi tom, bo gwarantuję Wam, że będziecie chcieli po niego sięgnąć.

https://czytelniapatrycji.blogspot.com/2017/11/widmo-grzechu-anna-szafranska.html

pokaż więcej

 
2018-11-17 23:29:51
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Ulubione

"Należy pamiętać, że wszystkie czyny, jakich dokonamy teraz, będą miały swoje skutki w przyszłości. A przeszłość, jak widać, bardzo szybko potrafi dogonić teraźniejszość, aby zniweczyć plany układane z myślą o przyszłości."

Przeszłość nie da się zmienić, a to ona wyznacza teraźniejszość. Historia Nel i Gilberta toczy się dalej. Miłość wygrywa, młodzi mimo przeciwności postanawiają zawalczyć o...
"Należy pamiętać, że wszystkie czyny, jakich dokonamy teraz, będą miały swoje skutki w przyszłości. A przeszłość, jak widać, bardzo szybko potrafi dogonić teraźniejszość, aby zniweczyć plany układane z myślą o przyszłości."

Przeszłość nie da się zmienić, a to ona wyznacza teraźniejszość. Historia Nel i Gilberta toczy się dalej. Miłość wygrywa, młodzi mimo przeciwności postanawiają zawalczyć o swoje w z góry zaplanowanym świecie. Lecz droga do ich szczęścia nie będzie łatwa, o ile w ogóle możliwa.

"Widmo grzechu" zachwyciło mnie dogłębnie. Końcowe wydarzenia wywołały szok, ale również iskierkę nadziei pomimo tego, że nadal nie poznałam skrzętnie skrywanej tajemnicy łączącej zwaśnione rodziny. Druga część zaczyna się spokojnie, chociaż dotyczy trudnych zagadnień. Nel zmaga się ze skutkami wydarzeń, które miały miejsce na urodzinowej imprezie u Wery. Będąc głównym tematem do szkolnych plotek, jest jednocześnie kompletnie ignorowana przez uczniów. Jak zawsze pozostaje przy jej boku Olga, która nie cofnie się przed niczym, by pomóc swojej najlepszej przyjaciółce, nawet jeśli to będzie otwarta walka z jej rodzicami, czy nawet utrata ukochanego. Gilbert także stanie murem w obronie swojej dziewczyny. Ich uczucie rozkwitnie, niczym najpiękniejszy kwiat, ale trudna przeszłość powróci i upomni się o swoje. Młodzi targani między uczuciem miłości, jaka ich połączyła a lojalnością wobec rodzin, staną przed nie lada wyborem.

Takiej kontynuacji absolutnie się nie spodziewałam. Anna Szafrańska wspięła się na wyżyny. "Grzech pierworodny" to już nie tylko młodzieżówka, opisująca koleje losu pierwszej, acz tragicznej miłości. To książka zahaczająca o wątki sensacyjne, które niejednokrotnie wprawiły mnie w osłupienie. Autorka długo każde czekać, zanim ujawni mroczną tajemnicę, która postawi wielu bohaterów w zupełnie innym świetle. Szybko okaże się, jak jedna błędna decyzja wpływa nie tylko na teraźniejszość, ale także na przyszłość, a kłamstwo zawsze prowadzi do tragedii.

"(...) był ktoś, komu mogłam całkowicie i bezwarunkowo zaufać. Kto ochroni mnie przed każdym zagrożeniem. Kto zajmie się mną i osłoni własnym ciałem. Kto zabierze mnie do naszego prywatnego świata, gdzie nikt nie będzie miał wstępu. Z kim mogłam otwarcie rozmawiać. Komu mogłam powiedzieć, że go kocham, a on odpowie mi tym samym."

Autorka kupiła mnie świetnym stylem, budowaniem atmosfery, odpowiedniego napięcia, ale przede wszystkim świetną kreacją bohaterów, których praktycznie pokochałam od pierwszego spotkania.
Co do samej Nel. Dziewczyna przejdzie wielką przemianę, z uległej, podporządkowanej innym dziewczynki stanie się pewną swoich decyzji, waleczną młodą kobietą. Oczywiście wszystko to będzie okupione niezliczoną ilością ran, tych wewnętrznych oraz zewnętrznych. Jednak dzięki swej niezłomności i wiary w miłość okaże się, że warto walczyć o siebie i swoje przekonania.

"Bo w pewnym momencie przychodzi taki czas, że spojrzymy na siebie w lustrze, zastanawiając się, kim tak naprawdę jesteśmy. Czego chcemy od życia i co chcemy dla siebie zrobić. (...) każdy ma prawo przeżyć swoje życie tak, jak sobie tego zażyczy. Bez stawianych na piedestale nieskazitelnych autorytetów, od których zamierzamy się uczyć i z których mamy brać przykład."

Jeśli Gilbert nie skradnie Waszego serca w pierwszej części, to z całą pewnością zrobi to w "Grzechu pierworodnym". Poznamy historię jego życia, dotrzemy do rodzinnych tragedii, odkryjemy kim tak naprawdę jest i o czym marzy. A ta wiedza sprawi, że z jeszcze większym zaangażowaniem będziemy chcieli, aby mu się udało, aby znalazł to czego szuka, pomimo, że jego los jest już praktycznie przesądzony.

"Gilbert Kraszewski. Młody mężczyzna obdarzony niebywałym urokiem osobistym i fantastycznie umięśnionym ciałem, obok którego żadna kobieta nie przeszłaby obojętnie. Tajemnicze ciemne oczy ciskające gromami, gdy tylko się wkurzył. Błyszczące tysiącami iskier pożądania, gdy na mnie patrzył. Nieustępliwy, wrogo nastawiony do świata, ogrodzony od niego grubym murem. Otworzył mi furtkę do swojego świata i mogłam zobaczyć, jaki jest opiekuńczy i pomocny. I najważniejsze chłopak, którego nieodwołalnie kochałam każdą komórką ciała."

https://czytelniapatrycji.blogspot.com/2017/11/grzech-pierworodny-anna-szafranska-book.html

pokaż więcej

 
2018-11-17 23:21:57
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Posiadam, Ulubione

"Na pozór zwyczajny, skryty pod maską nieszkodliwego dziwaka, osłonięty przed światem, knułem podstępny plan, który już niedługo miał się ziścić. Czyżby demon zrodził się, kiedy mój umysł spał? Nic bardziej mylnego, mój demon korzystał z rozumu i nim się karmił. Dzięki temu tak dobrze wszystko zaplanowałem. Dzięki temu osiągnę wreszcie to, czego pragnę najbardziej na świecie. A wy będziecie na... "Na pozór zwyczajny, skryty pod maską nieszkodliwego dziwaka, osłonięty przed światem, knułem podstępny plan, który już niedługo miał się ziścić. Czyżby demon zrodził się, kiedy mój umysł spał? Nic bardziej mylnego, mój demon korzystał z rozumu i nim się karmił. Dzięki temu tak dobrze wszystko zaplanowałem. Dzięki temu osiągnę wreszcie to, czego pragnę najbardziej na świecie. A wy będziecie na to patrzeć. I nic, ale to nic na to nie poradzicie..."

"Ostatnia chowa klucz" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Ałbeny Grabowskiej. Książka zaintrygowała mnie zarówno ciekawą fabułą utrzymaną w dusznym, małomiasteczkowym klimacie z bardzo osobliwymi mieszkańcami, jak i nieszablonowym zakończeniem. Autorka swoją najnowszą książką udowodnia, że polscy pisarze potrafią pisać w taki sposób, aby utrzymać ciekawość czytelnika niemalże do ostatniej strony, budując napięcie do tego stopnia, że nawet na moment nie mamy ochoty rozstać się z lekturą, a poznanie sprawcy jest prawie niemożliwe.

W podwarszawskim miasteczku mieszka szesnastoletnia Marzena, przykładna uczennica, a jednocześnie członkini pewnego zamkniętego klubu. Justyna, Kaśka i Marzena spotykają się na opuszczonym poddaszu, aby pogadać "o niczym". Justyna to prowodyrka, zarozumiała dziewczyna z bogatego domu, można by rzec snobka. Kaśka to najładniejsza dziewczyna w klasie, niczym cień podążająca za Justyną. Ku zdziwieniu Marzeny, Justyna zaprasza na spotkanie niezbyt popularną Julię. Nowa przechodzi inicjację, która wzbudza wiele sprzeciwu w oczach Marzeny. Niestety chęć bycia w kręgu tych zauważalnych i docenianych oraz brak silnej woli sprawiają, że ów sprzeciw rodzi się tylko w myślach Marzeny. Dziewczyny rozchodzą się do domu nie wiedząc, że nic już nie będzie takie jak przed spotkaniem, a co gorsze Julia zostanie porwana. Czy złe przeczucia Marzeny znajdą swoje potwierdzenie? Czy wydarzenia mające miejsce tego feralnego wieczoru mają jakiś głębszy sens?

"Im bardziej mówiła o NIM, tym bardziej stawał się realny. Wcześniej wydawał nam się jedynie plamą, wielkim złem, duchem fruwającym po naszym mieście. Teraz zaczął przybierać realne kształty."

"Ostatnia chowa klucz" to historia widziana oczami Marzeny. Autorka świetnie zobrazowała nie tylko wydarzenia mające miejsce na strychu, ale również myśli i emocje jakie towarzyszyły Marzenie. Dziewczyna kieruje uwagę czytelnika na pewne zdarzenia, słowa mające miejsce w trakcie powrotu do domu. I powiem Wam szczerze, że wszystko było dla mnie jakąś złowieszczą przestrogą, tudzież wskazówką czy tropem osnutym tajemniczością. Każde słowo analizowałam, rozkładałam na czynniki pierwsze, tylko po to by rozwikłać zagadkę i odgadnąć kto stoi za porwaniem Julii. Niestety nie udało się. Moje podejrzenia co rusz były kierowane na inną osobę. A jest ich całkiem sporo i każda jest specyficzna, niezwykle osobliwa, kryjąca swoje tajemnice, swoją historię. Marzena nadaje im przydomki trafnie opisujące daną postać: poznamy rodzinę Adamsów, Liczbaka, Świętszego Pawła, Mimozę czy Nosicieli. Za każdymi drzwiami kryją się historie, które dodają powieści napięcia i dramatyzmu.
Sprawą zaginięcia Julii zajmuje się policja, jednak śledztwo do niczego nie prowadzi, bowiem dziewczyny skrzętnie ukrywają, że to one widziały zaginioną jako ostatnie. Dodatkowo rozmowy Marzeny z sąsiadami, którzy ewidentnie coś ukrywają powoduje, że ta bystra nastolatka zaczyna sama doszukiwać, dopytywać, aby w końcu dociec prawdy i schwytać sprawcę. Tymczasem Julia się odnajduje, ale kompletnie nic nie pamięta. Ginie kolejna nastolatka, a morderca nadal chodzi po ulicach.

"Czy to przypadek, że zaginęły dwie dziewczyny z mojej klasy? Przecież nic ich nie łączyło oprócz... Tak, to musiało być właśnie to - cztery uczestniczki tamtego wieczoru. Dziwna inicjacja... Cena, którą musiałyśmy zapłacić."

Już sama część prowadzona przez Marzenę powoduje, że książka pochłania czytelnika bez reszty, dając mu w zamian klimat pełen grozy. Jednak autorka poszła o krok, a właściwie dwa kroki dalej. Każdy rozdział rozpoczyna się krótką informacją pochodzącą do samego sprawcy. Jego perspektywa, uzasadnienie swoich czynów, wspomnienia z przeszłości nawet w najmniejszym stopniu nie pomagają odgadnąć kim on jest. Wiemy tylko tyle, że mamy do czynienia z mężczyzną, który wiedzie normalne życie, aż do momentu, gdy w jego umyśle rodzi się demon. Natomiast rozdziały kończą się myślami pewnej tajemniczej kobiety. Kobiety, która doskonale zna sprawcę, wie co planuje, a co więcej kontaktuje się z nim. Wszystko to sprawia, że lektura staje się jeszcze ciekawsza.

Jako, że głównymi bohaterkami są licealistki, Ałbena Grabowska oddał ich szkolnemu życiu swoją część powieści. Wszystko zostaje przedstawione nader realistycznie, gnębienie przez nauczyciela słabszej uczennicy, przyjaźnie między uczniami, te bardziej szczere i mniej, pierwsze zauroczenia, a nawet relacje między młodzieżą a rodzicami, którzy nierzadko nie znają swoich dzieci, nie wiedzą co siedzi w ich głowach i z czym muszą się niejednokrotnie zmagać.

"Według mnie ludzie się nie zmieniają. Rodzą się z pewnymi predyspozycjami i hodują je w sobie niczym rzadkie kwiaty lub pozwalają rosnąć jak chwastom. Im lepsze cechy dostaliśmy przy urodzeniu, tym trudniej je pielęgnować. Im gorsze, tym bardziej się plenią, wypuszczają coraz więcej pędów i rozrastają się w gęsty żywopłot. Ja należałem do tego drugiego gatunku."

Wcześniej napisałam, że praktycznie do samego końca nie możemy poznać kto jest mordercą. Pozostajemy w sferze przypuszczeń i własnych domniemań. Napisałam także, że będzie to recenzja inna niż zwykle. Dlaczego? Już wyjaśniam. Na końcu książki znajduje się "koperta", którą należy rozciąć dopiero po przeczytaniu ostatniej strony, a jest rozwiązaniem głównej zagadki. To czytelnik może sam zdecydować czy pozna historię do końca, czy nie.

https://czytelniapatrycji.blogspot.com/2017/11/ostatnia-chowa-klucz-abena-grabowska.html

pokaż więcej

 
2018-11-17 23:14:06
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Posiadam

"Utrata ukochanej osoby sprawia, że postrzega się wszystko z innej perspektywy. Rozumie się, co jest ważne, przypomina o tym, żeby nie przejmować się drobiazgami."

"Świąteczne marzenie" jest bardzo przyjemną lekturą, która da czytelnikowi coś więcej niż tylko świąteczny klimat. Amanda Prowse udowodnia, że dzieciństwo ma wielki wpływ na to kim się staniemy w dorosłym życiu. Jak brak poczucia...
"Utrata ukochanej osoby sprawia, że postrzega się wszystko z innej perspektywy. Rozumie się, co jest ważne, przypomina o tym, żeby nie przejmować się drobiazgami."

"Świąteczne marzenie" jest bardzo przyjemną lekturą, która da czytelnikowi coś więcej niż tylko świąteczny klimat. Amanda Prowse udowodnia, że dzieciństwo ma wielki wpływ na to kim się staniemy w dorosłym życiu. Jak brak poczucia bezpieczeństwa i miłości determinuje nasze przyszłe życie. A niestety Meg nie miała łatwego życia, los co chwilę z niej drwił i bawił się jej uczuciami. To wszystko sprawia, że jeszcze mocniej trzymamy za nią kciuki i życzymy jej jak najlepiej. I choć czasem wykazywała się wielką naiwnością, to widać jak w ciele tej dorosłej kobiety nadal drzemie ta maleńka dziewczynka, która marzy o tym by mama zabrała ją nad morze, a Święta Bożego Narodzenia były takie jak te z zapamiętanych reklam.

Autorka w tę historię wplotła jeszcze jeden trudny temat - żałobę. Otóż kiedy poznajemy Edda bliżej wiemy, że nie jest tylko wesołym przystojniakiem, ale także mężczyzną, który doznał wielkiej straty. Wydarzenia, które wstrząsnęły całym światem stały się też jego rodzinną tragedią. Nieoczekiwanie stracił kogoś, kto był dla niego wzorem i autorytetem.

Książka zachwyciła mnie nie tylko bardzo fajnym klimatem, czy barwnymi bohaterami, ale także ciekawie poprowadzonymi wątkami. Czasem było cukierkowo jak w bajce, a czasem pod górkę jak w prawdziwym życiu. Niemniej jednak "Świąteczne marzenie" jest bardzo urokliwą powieścią, która idealnie wpasowuje się w ten przedświąteczny czas.

https://czytelniapatrycji.blogspot.com/2017/12/swiateczne-marzenie-amanda-prowse.html

pokaż więcej

 
2018-11-17 23:07:30
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Posiadam, Ulubione

Zakochałam się w tej historii. Ta książka jest po prostu magiczna, idealna pod każdym względem, obok której nie da się przejść obojętnie. Takie powieści powinno się czytać, przeżywać i celebrować przed każdymi Świętami Bożego Narodzenia. "Anioł do wynajęcia" nie tylko oczaruje nas pięknym klimatem, ale przede wszystkim przypomni czym jest tradycja i co tak naprawdę powinno być w tym okresie... Zakochałam się w tej historii. Ta książka jest po prostu magiczna, idealna pod każdym względem, obok której nie da się przejść obojętnie. Takie powieści powinno się czytać, przeżywać i celebrować przed każdymi Świętami Bożego Narodzenia. "Anioł do wynajęcia" nie tylko oczaruje nas pięknym klimatem, ale przede wszystkim przypomni czym jest tradycja i co tak naprawdę powinno być w tym okresie najważniejsze. Dodajmy do tego nietuzinkowych bohaterów, odrobinę mistycyzmu, wspaniały, prosty, trafiający prosto w serce język, a otrzymamy coś niebywałego.

"(...) przed tymi, którym nikt nie chciał otworzyć drzwi, teraz wszyscy otwierają i domy i serca. I pozwalają, by maleńka miłość przerodziła się w wielką, pełną zrozumienia... To wprawdzie jedyna taka noc w całym roku, ale jednocześnie ona właśnie ma sprawić, że przez cały rok będziemy lepszymi ludźmi. I będziemy czekać na kolejny mroźny, grudniowy wieczór, aby coraz odważniej i szerzej otwierać drzwi naszych domów."

Klimat jaki stworzyła autorka przepełniony jest nadzieją, wiarą i miłością. Nadzieją na to, że nic jeszcze nie jest przesądzone, wiarą w to, że gdzieś jest ktoś kto nad nami czuwa i miłością międzyludzką, objawiającą się w prostych gestach, drobnych zachowaniach. Bo jak pięknie ujęła to Pani Magda "(...) nie trzeba zbawiać całego świata, wystarczy zatroszczyć się o konkretnego człowieka...". To piękne i jakże prawdziwe słowa, które zwłaszcza w tej przedświątecznej gorączce, ale nie tylko, ogólnie w codziennej gonitwie, powinniśmy sobie przypominać.

Moment zatrzymajmy się przy bohaterach, których po prostu nie da się nie polubić. Są wyraziści, a przede wszystkim niebywale dowcipni. Nie raz dzięki ich rozmowom śmiałam się w głos. Prym w tej trójce wiedzie niezrównana staruszka Petronela, która uważa, że z racji swojego wieku może sobie pozwolić na sarkazm i zrzędliwość. Tej kobiecie nie można odmówić uroku, i choć wiem, że ja z nią nie wytrzymałabym nawet jednego dnia, to pokochałam jej cięty języczek. Nela często nie przebiera w słowach, to jednak przemawia przez nią życiowa mądrość i niebywała spostrzegawczość. Autorka również miło zaskoczyła mnie osobą Michaliny, która z całą pewnością nie jest naiwną, pozbawioną rozumu i niedojrzałą kobietą. Pomimo swojego młodego wieku, wie, że życie potrafi dać człowiekowi mocno w kość, że najlepiej liczyć tylko i wyłącznie na siebie, a przy tym samym pełna jest zrozumienia i pokory dla innych i dla wydarzeń z jej życia.

"Dobre rzeczy mają to do siebie, że zawsze przychodzą znienacka (...). Na przykład miłość i szczęście. Nijak się ich nie spodziewasz, przymykasz oczy i proszę, już są. Cały szkopuł w tym, żeby ich nie przegapić (...)."

"Anioł do wynajęcia" to książka, którą czyta się w ekspresowym tempie. Czasem dowcipna, czasem wzruszająca, a czasem zmuszająca do refleksji. Okraszona wspomnieniami z dawnych lat, wypełniona zapachem piernika i oczekiwaniem na cud Bożego Narodzenia.

https://czytelniapatrycji.blogspot.com/2017/12/anio-do-wynajecia-magdalena-kordel.html

pokaż więcej

 
2018-11-17 22:55:26
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Posiadam, Ulubione

"Podarunek" to trzecia książka autorki, którą miałam okazję przeczytać i chyba najlepsza. Któż z nas czasem nie marzy o tym, by być w dwóch miejscach w tym samym czasie. W prawdziwym życiu jest to zupełnie niemożliwe, ale co jeśli mówimy o fikcji literackiej. Tam mogą dziać się najróżniejsze dziwy i autorka pozwoliła sobie stworzyć coś tak nierealnego. Jednak pomimo tak bajkowego wątku... "Podarunek" to trzecia książka autorki, którą miałam okazję przeczytać i chyba najlepsza. Któż z nas czasem nie marzy o tym, by być w dwóch miejscach w tym samym czasie. W prawdziwym życiu jest to zupełnie niemożliwe, ale co jeśli mówimy o fikcji literackiej. Tam mogą dziać się najróżniejsze dziwy i autorka pozwoliła sobie stworzyć coś tak nierealnego. Jednak pomimo tak bajkowego wątku "Podarunek" obejmuje wiele realnych zagadnień ludzkiej egzystencji, jednocześnie zmuszając do przemyśleń, refleksji nad życiem i jego sensem. To opowieść pokazująca, że to co mamy nigdy nie jest nam dane na wieczność. Miłość, niezależnie, czy ta między kobietą a mężczyzną, czy między rodzicami a dziećmi, czy też między rodzeństwem musi być nieustannie pielęgnowana, bowiem pozostawiona sama sobie uschnie jak kwiat bez wody, czy słońca.

Cecelia Ahern bardzo fajnie wprowadza czytelnika w historię życia Lou. Najpierw poznajemy młodego chłopaka, który rzuca indykiem w okno nowego domu swojego ojca. Za ten czyn chłopak trafia na komisariat i czy chce czy nie wysłuchuje opowieści o Lou. Odnoszę wrażenie, że często my też możemy znaleźć się na miejscu wspomnianego nastolatka i słuchając odbierać swoją własną lekcję. Bo czy nie jest tak, że my także gubimy się w naszej codzienności, czy my też nie popełniamy błędów?

"Lekcja dla jednego człowieka to dla drugiego historia, ale często historia jednego człowieka dla drugiego może się okazać lekcją."

Książka jest bardzo przyjemna w odbiorze, pochłania czytelnika i nie puszcza zanim ten nie dobrnie do ostatniej strony. Styl i język jest lekki, a dzięki temu książkę czyta się niezwykle szybko. Historia Lou dostarcza nie tylko bodźców do refleksji, ale też dzięki niej otrzymamy kilka zabawnych momentów, czy też odrobinę wzruszenia. Ja osobiście nie spodziewałam się łez, które chcąc nie chcąc pojawiły się w moich oczach. Bohaterowie stworzeni przez Cecelie Ahern są bardzo realni, mają swoje problemy, takie zupełnie ludzkie, które znane są wielu z nas. Ponadto autorka wyciągnęła na wierzch wiele ludzkich wad i słabości, stawiając na przeciw nim miłość i dobroć, troskę i oddanie.

https://czytelniapatrycji.blogspot.com/2017/12/podarunek-cecelia-ahern.html

pokaż więcej

 
2018-11-17 15:18:34
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Egzemplarz recenzencki, Posiadam, Ulubione
Autor:

"Problem polega na tym, że tajemnica zaczyna z czasem żyć własnym życiem. Kiedyś wierzyłam, że jeśli nie będę myślała o tym, co się stało, to sekret zacznie więdnąć i w końcu umrze. Ale tak się nie stało. Tkwi w ciągle rosnącej sieci oszustw i kłamstw, niczym tłusta mucha złapana w pajęczynę. Jeśli teraz powiem choć słowo, trzeba będzie wszystko rozerwać. Muszę więc milczeć. Muszę go chronić.... "Problem polega na tym, że tajemnica zaczyna z czasem żyć własnym życiem. Kiedyś wierzyłam, że jeśli nie będę myślała o tym, co się stało, to sekret zacznie więdnąć i w końcu umrze. Ale tak się nie stało. Tkwi w ciągle rosnącej sieci oszustw i kłamstw, niczym tłusta mucha złapana w pajęczynę. Jeśli teraz powiem choć słowo, trzeba będzie wszystko rozerwać. Muszę więc milczeć. Muszę go chronić. Chronić mój sekret. Robię to odkąd pamiętam. Trzymam go w bezpiecznym miejscu."

Tajemnice i kłamstwa potrafią determinować teraźniejszość, niszczą nie tylko świat zewnętrzny, ale także samą jednostkę. Burzą percepcję, przekłamują przeszłość, tylko po to by nadal pozostać w ukryciu. Ale czy warto?

Krótka wzmianka o szkielecie noworodka odnalezionym na placu budowy sprawia, że życie trzech, a właściwie czterech kobiet nie będzie już takie jak wcześniej. Każda z nich inaczej podchodzi do wspomnianego znaleziska. Dla Emmy i Angeli będzie to trudny i bolesny powrót do przeszłości. Z tym, że u jednej z nich wzbudzi on obawy, że jej tajemnice zostaną ujawnione, a dla drugiej będzie to maleńki promyk nadziei. Jest jeszcze matka Emmy, Jude, która swoje w życiu przeszła, ale czy przeszłość wyglądała rzeczywiście tak, jak ona ją zapamiętała. I wreszcie Kate - ambitna dziennikarka śledcza, która w tej małej wzmiance wietrzy porządny temat wprost na pierwszą stronę.

"Dziecko" Fiony Barton, to kawał porządnej literatury. Świetnie poprowadzona akcja, która pomimo, że nie gna z zawrotną prędkością, a toczy się bardziej miarowo, to jednak przyciąga czytelnika coraz bardziej i bardziej. A im dalej się zagłębiamy, to zdecydowanie nie mamy ochoty rozstawać się z powieścią dopóki nie poznamy wszystkich faktów i tajemnic. A powiem szczerze, jest co odkrywać. Kiedy w większość książek, mniej więcej przy 150-200 stronie wiemy już praktycznie wszystko, to tutaj dopiero wszystko zaczyna się rozkręcać, a zakończenia nie sposób przewidzieć.

"Podobno co nas nie zabije, to nas wzmocni. Ludzie tak mówią, kiedy przytrafi im się coś strasznego. (...) Ale to nieprawda. Co nas nie zabije, łamie nam wszystkie kości, roztrzaskuje na kawałki, trzymane w całości brudnymi bandażami i pożółkłymi plastrami. Wszystko trzeszczy wzdłuż linii pęknięcia. Jesteśmy krusi, śmiertelnie zmęczeni trzymaniem się w jednym kawałku. Czasem żałujemy, że to nas nie zabiło."

Akcja powieści sięga dobrych kilkudziesięciu lat wstecz. Dzięki tym retrospekcjom możemy poznać przeszłość głównych bohaterek, które stanowią podwalinę dla obecnych wydarzeń. Dopracowane w najmniejszym szczególe postacie, spójność, a jednocześnie rozpiętość wątków, utrzymane napięcie i suspens to, jak dla mnie największe zalety "Dziecka".

Początkowo obawiałam się objętości oraz tego, czy książka nie będzie po prostu przegadana. Moje obawy były zupełnie bezpodstawne. Owszem przez pierwsze kilkadziesiąt stron nie odczuwałam jakiegoś silnego zaangażowania, byłam raczej osobą postronną, obserwatorem, ale potem zupełnie zaangażowałam się w akcję, odczuwałam wiele emocji, których początkowo się nie spodziewałam. Obraz Emmy, jej przeszłość wywarły na mnie największe wrażenie. Fiona Barton wszystko przedstawia tak plastycznie, ciężkie zagadnienia, o których nie chciało by się nawet słyszeć, przedstawione są tak, że czytelnik nie jest przygnieciony ich ciężarem. A wszystko dzięki przełamaniu dusznej i trudnej przeszłości, wydarzeniami, które dotyczą teraźniejszości, kiedy to dziennikarka często rozluźnia atmosferę, dając przy tym odrobinę wytchnienia. Dzięki krótkim rozdziałom, częstej zmianie narratora, czy mieszaniu obecnych wydarzeń z przeszłością bohaterek "Dziecko" z każdą kolejną stroną coraz bardziej pochłania uwagę czytającego. Przystępny, ale jak wspomniałam wcześniej bardzo plastyczny język sprawia, że z napięciem śledzimy kolejne wydarzenia.

"Dziecko" to w pełni przemyślana i dopracowana pod najmniejszym szczegółem historia, gdzie każdy rozdział ma sens, nawet jeśli początkowo tego nie dostrzegamy.

https://czytelniapatrycji.blogspot.com/2018/03/dziecko-fiona-barton.html

pokaż więcej

 
2018-11-17 15:14:26
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Ulubione, Z biblioteki
Autor:

"(...) nic nie pozbawia nas sił równie skutecznie jak strach."

Mówi się, że ideały są wśród nas, ale czy na pewno? Owszem, patrząc na czyjeś życie obok, można się o takie stwierdzenie pokusić, ale jeśli wejdziemy głębiej, to czy ono nadal będzie takie idealne? Czy za zamkniętymi drzwiami odkryjemy jakieś niedoskonałości, rysy w perfekcyjnie dopieszczonej codzienności. Debiutancka książka B.A....
"(...) nic nie pozbawia nas sił równie skutecznie jak strach."

Mówi się, że ideały są wśród nas, ale czy na pewno? Owszem, patrząc na czyjeś życie obok, można się o takie stwierdzenie pokusić, ale jeśli wejdziemy głębiej, to czy ono nadal będzie takie idealne? Czy za zamkniętymi drzwiami odkryjemy jakieś niedoskonałości, rysy w perfekcyjnie dopieszczonej codzienności. Debiutancka książka B.A. Paris "Za zamkniętymi drzwiami" dowodzi, że czegoś takiego jak idealne życie, idealne małżeństwo nie ma.

Perfekcyjna para? Doskonałe małżeństwo? Czy idealne kłamstwo?
Już kiedy przeczytamy opis, wiemy, że coś tu nie gra, że coś złego kryje się za drzwiami domu państwa Angel. Z tym, że wiemy to my, ale teraz wie, o tym też sama zainteresowane, czyli Grace, idealna gospodyni i pani domu. Kobieta o nienagannej sylwetce i urodzie, żona zakochana w swoim mężu i całkowicie mu oddana. Jednak coś dziwnego kryje się, za tym , że Grace nigdy nie odbiera telefonów, że nie ma komórki, czy nawet tak nieistotnej rzeczy, jak długopis w damskiej torebce. W zamian za to, mąż nawet na sekundę nie zostawia jej samej, a w oknach jej pokoju są kraty? Czy to normalne? Przyjaciele zdają się nic niepokojącego nie dostrzegać pozostając pod całkowitym urokiem tej perfekcyjnej pary i ich idealnego życia. Rodzice Grace, tym bardziej, bo od samego początku są daleko od swojej córki nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim emocjonalnie. Jedyną osobą, która coś prawdziwego, o życiu Grace wie, jest jej chora na zespół Downa siostra. Jak wygląda prawdziwe życie Grace i Jacka? Co dzieje się za zamkniętymi drzwiami pięknego, idealnego świata głównych bohaterów? A co najważniejsze, o co lub o kogo w tym wszystkim chodzi?

"Za zamkniętymi drzwiami" toczy się w dwóch ramach czasowych ("teraz" i "kiedyś"), w których narratorem jest Grace. Dzięki takiej konstrukcji nie tylko możemy poznać prawdę dotyczącą tego idealnego małżeństwa i ich domu, ale przede wszystkim możemy dowiedzieć się , jak do całej patowej sytuacji doszło. Grace, krok po kroku ujawnia nam swoje tajemnice, nie będąc przy tym bezkrytyczna wobec samej siebie. Możemy śledzić jej walkę i chęć zmiany swojej sytuacji. Odczuwamy jej strach, niepokój, a tym samym zastanawiamy się czy w jej położeniu można zrobić coś więcej. Autorka niemalże doskonale pokazała siłę walki głównej bohaterki, narastające napięcie i niepokój, nieustanne poczucie zagrożenia. Jedyne do czego mogę się doczepić, to zbyt szybkie doprowadzenie do całej tragedii, przez to główna bohaterka początkowo wydała się bardzo naiwna, a cała sytuacja mało realna. Spokojnie można było pokusić się o rozszerzenie początkowej znajomości Grace i Jacka, dodanie kilku sytuacji, wydarzeń, które by jeszcze bardziej wpłynęły na prawdziwość tej całej mistyfikacji.

Wilk w owczej skórze.
"- Mógłbyś dać mi whisky zamiast wina?
- Whisky?
- Tak.
- Nie wiedziałem, że pijesz whisky?
- A ja nie wiedziałam, że jesteś psychopatą. Po prostu przynieś mi whisky, Jack."

Jack. Jack. Jack. Dojrzały, przystojny, szarmancki. Adwokat walczący w obronie maltretowanych kobiet. Partner idealny. Czyżby? To psychopata jak się patrzy. Manipulant i kat, sycący się strachem bezbronnych kobiet. Zawsze o krok przed, mydlący oczy wszystkim dookoła. Wilk w owczej skórze. Trochę żałuję, ze jego przeszłość nie została bardziej rozbudowana, że nie miałam tej możliwości w większym stopniu wejścia w jego psychikę. To mogłoby być bardzo interesujące doświadczenie, bowiem to, czym poczęstowała autorka, te wzmianki dosłownie mroziły krew w żyłach.

Zakończenie. Zadowala, ale też pozostawia pewien niedosyt. Jest jakby półotwarte, daje wielkie możliwości naszej wyobraźni. Stawia nowe pytania, odkrywa nowe możliwości. Sporą w tym wszystkim rolę odegrała pewna drugoplanowa postać, która jako jedyna wykazała się umiejętnością łączenia faktów. Choć bardzo bym chciała Wam zdradzić szczegóły, to wiem, że wtedy odebrałabym całą przyjemność tym, którzy jeszcze nie czytali tej książki. A tego zrobić nie chcę.

Gdybym miała pisać recenzję zaraz po odłożeniu książki, z całą pewnością byłaby trochę inna. Achów i ochów nie było by końca. A tak, dałam sobie czas, wiele myślałam, analizowałam i stąd się wzięły moje zastrzeżenia. Choć muszę podkreślić, że nie przekreślają one w żadnym stopniu mojego pierwotnego odczucia, bardziej są tym, czego mi zabrakło, żeby było idealnie. Podsumowując to bardzo dobry debiut, wciąga, wzbudza emocje i pozostaje w głowie na długo. Jestem ogromnie ciekawa ekranizacji.

Na zakończenie jeszcze kilka słów o okładce, która jest po prostu obłędna. Te kolory, mocne, a jednocześnie takie złowieszcze. I te drzwi, nie wiem czemu, ale uwielbiam ten motyw na okładkach, zdjęciach, czy tapetach. Oczywiście są wspaniałym nawiązaniem do samego tytułu i treści.

https://czytelniapatrycji.blogspot.com/2018/03/za-zamknietymi-drzwiami-ba-paris.html

pokaż więcej

 
2018-11-17 15:07:44
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Ulubione, Z biblioteki
Autor:

"Ten jeden raz nie chcę być osobą, która zadaje pytania, za to chciałabym, żeby ktoś inny wysłuchał moich odpowiedzi i powiedział, czy moja wersja prawdy nadal jest poprawna."

"Czasami kłamię" to debiut literacki brytyjskiej pisarki i dziennikarki, która przez piętnaście lat pracowała dla BBC News jako wydawca, reporterka i producentka. Wnikliwe obserwacje natury człowieka oraz jego psychiki...
"Ten jeden raz nie chcę być osobą, która zadaje pytania, za to chciałabym, żeby ktoś inny wysłuchał moich odpowiedzi i powiedział, czy moja wersja prawdy nadal jest poprawna."

"Czasami kłamię" to debiut literacki brytyjskiej pisarki i dziennikarki, która przez piętnaście lat pracowała dla BBC News jako wydawca, reporterka i producentka. Wnikliwe obserwacje natury człowieka oraz jego psychiki dały podwaliny dla stworzenia książki niejednoznacznej, niekonwencjonalnej i budzącej kontrowersje. Jeszcze zanim zaczniemy czytać w naszej głowie pojawią się pytania, a po jej odłożeniu wcale nie będzie lepiej. Tutaj nic i nikt, nie jest oczywiste.

"Chwilowo nic więcej nie robię, tylko istnieję i czekam, choć nie wiem, na co. Przywrócono mi ustawienia fabryczne - nie tyle funkcjonuję, ile zwyczajnie sobie jestem. Poza niewidzialnymi murami życie toczy się dalej, ale ja tkwię nieruchomo, milcząca i zamknięta w sobie."

Amber Reynolds to trzydziestoletnia kobieta z pozoru niczym nie wyróżniająca się z tłumu. Nie ma przyjaciół, cierpi na zaburzenia kompulsywne i lękowe. W życiu małżeńskim przechodzi kryzys, siostra jest jej własnym cieniem, do tego były chłopak nagle pragnie odnowić znajomość. Pewnej nocy Amber ulega poważnemu wypadkowi, w skutek którego zapada w śpiączkę. A wszystko wskazuje na to, że ktoś jej w tym dopomógł? Tylko kto? Mąż, który już jej nie kocha, siostra, która kontroluje całe jej życie, czy były kochanek?

Konstrukcja książki bazuje na trzech perspektywach czasowych, trzech płaszczyznach. „Teraz” to wydarzenia obecne, kiedy to Amber leży w śpiączce, słyszy, czuje, myśli, a jednak nie może nic powiedzieć, poruszyć się, o nic zapytać. Pozostaje świadoma, ale uwięziona w ciele, które na nic nie reaguje. Druga perspektywa – „Wtedy” – opisuje wydarzenia tuż przed wypadkiem, które kolejno, krok po kroku dają nam odpowiedzi na dręczące nas i główną bohaterkę pytania. I na zakończenie coś, co wprowadza wiele zamieszania, ale też ujawnia wiele tajemnic z przeszłości, pozwala głębiej wejść w psychikę obu sióstr, poznać ich najmroczniejsze sekrety. „Przedtem”, czyli zapiski dziesięcioletniej dziewczynki.

"To dziwne uczucie czytać o swoim życiu z punktu widzenia innej osoby. Twoja wersja prawdy robi się wtedy odkształcona, bo nie należy już tylko do ciebie."

Wspomniane perspektywy czasowe wzajemnie się przeplatają, a co ważnie nie dezorientują czytelnika, raczej podsycają ciekawość, bo w każdym z rozdziałów dostajemy jakiś nowy element układanki z życia głównej bohaterki. Oprócz tego każdy z rozdziałów dostarcza wiele emocji, niedowierzania i przerażenia, zwłaszcza te dotyczące dzieciństwa Amber i Clarie.

Narracja pierwszoosobowa sprawdziła się tutaj idealnie, autorka skutecznie przykuła uwagę czytelnika oddając głos Amber. Zarówno wydarzenia teraźniejsze, jak i liczne retrospekcje budują atmosferę pełną napięcia i niepokoju.
"Nawet gdybym potrafiła sobie przypomnieć powrotną drogę do normalności, chyba nie rozpoznałabym samej siebie."

Alice Feeney stworzyła historię niezwykle wciągającą, utkaną z sieci tajemnic, niedomówień, sekretów i kłamstw. Czuć, jak autorka manipuluje czytelnikiem, wprowadzając tyle zawirowań i nagłych zwrotów akcji, że łatwo się pogubić. Co więcej już od pierwszych słów wiemy, że główna bohaterka czasami kłamie, więc z większym napięciem i skupieniem czytamy kolejne rozdziały starając się filtrować informacje, tak, aby oddzielić prawdę od kłamstw. Łatwo zdecydowanie nie jest, bo nawet, kiedy już nam się wydaje, że wszystko wiemy, że ułożyliśmy w logiczną całość wszystkie elementy, to i tak nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak zakończy się ta historia.

Książkę czyta się w ekspresowym tempie, a wpływ ma na to nie tylko lekki styl autorki, ale i sama konstrukcja. Naprzemienność wspomnianych trzech perspektyw czasowych, liczne zwroty akcji, ujawniane sekrety wzmacniają ciekawość czytelnika. Do tego dobrze skonstruowani bohaterzy, wywołują wiele skrajnych emocji, od współczucia, aż po przerażenie. Muszę przyznać, że pomimo tego, że czytając, często czułam się skołowana nadmiarem informacji, starając się przy tym wychwycić tytułowe kłamstwa, to jednak czułam, że autorka wyraźnie nad wszystkim panuje, a cała ta mnogość wątków i zdarzeń ma swoje źródło w postaci dwóch sióstr i ich przeszłości.

"Rozciągnięty czas pokrywa cisza niewypowiedzianych słów. Są ich całe ściany, każda litera, każda sylaba kładzie się na poprzedniej, wznosząc niestabilną konstrukcję z pytań bez odpowiedzi. Zaprawa z kłamstw spaja je, by się nie rozpadły. Gdyby nie te wszystkie kłamstwa, już dawno by runęły. A tak wybudowaliśmy sobie więzienie."

Miłośnicy gatunku powinni być usatysfakcjonowani, bowiem Alice Feeney stworzyła opowieść pozostającą na długo w pamięci. Historia Amber jest tak nieprzewidywalna, jak ona sama. Niepozorna, ale trzymająca w napięciu. Pełna sprzeczności, manipulacji, intryg i kłamstw, budząca szok i konsternację. "Czasami kłamię" to książka przy której nie da się nudzić, której nie da się tak po prostu odłożyć na półkę.

https://czytelniapatrycji.blogspot.com/2018/04/czasami-kamie-alice-feeney.html

pokaż więcej

 
2018-11-17 15:03:17
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Egzemplarz recenzencki, Posiadam, Ulubione

O tym, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka, wie chyba każdy, a już z całą pewnością ten, kto psa posiada, bądź posiadał. Ale pies to nie tylko wspaniały kompan dziecięcych zabaw, wierny przyjaciel, obrońca domu czy pocieszyciel w chwilach smutku. Współcześnie pies i jego niezwykłe właściwości pomagają i wspierają ludzi w dużo trudniejszych zadaniach. Są psy policyjne, psy terapeuci... O tym, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka, wie chyba każdy, a już z całą pewnością ten, kto psa posiada, bądź posiadał. Ale pies to nie tylko wspaniały kompan dziecięcych zabaw, wierny przyjaciel, obrońca domu czy pocieszyciel w chwilach smutku. Współcześnie pies i jego niezwykłe właściwości pomagają i wspierają ludzi w dużo trudniejszych zadaniach. Są psy policyjne, psy terapeuci i asystenci osób niepełnosprawnych czy wreszcie psy ratownicy. Cały proces nauki, tresury, a przede wszystkim odpowiedniego doboru psa pod kątem cech jakimi dysponuje, jest tak samo ważny, jak zadanie, które później przyjdzie mu pełnić. I głównie ten aspekt znajdziemy w najnowszej książce Bruea Camerona „Był sobie szczeniak. Ellie”. W książce skierowanej do młodych czytelników, ale skrywającej wiele mądrości i drogowskazów dla kształtującego się człowieka. Jestem zachwycona przekazem płynącym z kart tej lektury, zarówno jako rodzic, jak i pedagog. I wiem, że za kilka lat, kiedy moja córka będzie bardziej świadoma podsunę jej tę pozycję.


„Był sobie szczeniak. Ellie” to książka bardzo spójna. Okładka, w której można się zakochać od pierwszego wejrzenia i równie porywające, ciepłe i rozczulające wnętrze. Opowieść widziana oczami psiaka, czasem naiwnego, jak to na szczeniaka przystało, ale niezwykle ambitnego i oddanego powierzonym mu zadaniom, posiadającego wrodzoną intuicję i charyzmę. Psiaka, którego po prostu nie można nie pokochać, ale od którego można się wiele nauczyć.

W. Bruce Cameron książką "Był sobie pies" skradł serca wszystkim czytelnikom. Później przyszedł czas na świąteczną historię z czworonożnym bohaterem w roli głównej - "Psiego najlepszego, czyli był sobie pies na święta". Wydana w tym roku książka „Był sobie szczeniak. Ellie” rozpoczyna serię o małych czworonożnych pupilach, a decydując się na jej lekturę otrzymamy nie tylko ciepłą, familijną historię z przekazem, ale także kilka rzetelnych informacji na temat pracy psa ratownika oraz piękne, odpowiadające słowu czytanemu, ilustracje autorstwa Richarda Cowdreya. Mali czytelnicy powinni być tą historią usatysfakcjonowani, ale ci trochę starsi także, o ile będą pamiętać do kogo kierowana jest ta książka, co wcale nie oznacza, że będzie ona mało wartościowa.

https://czytelniapatrycji.blogspot.com/2018/06/by-sobie-szczeniak-ellie-w-bruce-cameron.html

pokaż więcej

 
2018-11-17 14:57:39
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Egzemplarz recenzencki, Posiadam, Ulubione

"W życiu nic nie jest jednoznaczne. Zachód słońca nie jest tylko grą świateł ani wyłącznie mozaiką cieni. Podobnie szczęście ma wiele odcieni. Czasem bywa spontaniczne, pojawia się nagle i tak samo znika. Innym razem jest długo oczekiwanym darem, który, gdy tylko trafia na odpowiednią osobę, zostaje z nią na zawsze, niezależnie od burz i wichrów, jakie niesie ze sobą los."

Czy można przejść...
"W życiu nic nie jest jednoznaczne. Zachód słońca nie jest tylko grą świateł ani wyłącznie mozaiką cieni. Podobnie szczęście ma wiele odcieni. Czasem bywa spontaniczne, pojawia się nagle i tak samo znika. Innym razem jest długo oczekiwanym darem, który, gdy tylko trafia na odpowiednią osobę, zostaje z nią na zawsze, niezależnie od burz i wichrów, jakie niesie ze sobą los."

Czy można przejść obojętnie wobec prawdziwej miłości? Czy można wymazać z pamięci jej zapach, smak, wspomnienia? Wyrzec się serca? Mia i William nieoczekiwanie doświadczyli miłości, piękno greckiej wyspy otworzyło ich serca, jednak czas i koleje losu sprawiły, że jej zapach stał się ulotny, ale czy nieprawdziwy? Klaudia Kopiasz jeszcze raz oddaje swoim bohaterom głos, dając tym samym szansę na prawdziwą i głęboką miłość? Czy ją wykorzystają?

Czasem niewiele trzeba, aby mocno skomplikować życie bohaterów literackich, jedna mała rzecz, niefortunne zdarzenie potrafi zaważyć na ich szczęściu. Możemy o tym przekonać się czytając najnowszą książkę Klaudii Kopiasz, która jest zarazem kontynuacją losów Mii i Williama z "Zapachu szczęścia". Kiedy Mia wyrusza do Londynu opacznie interpretuje sytuację, w jakiej spotyka ukochanego. Rozczarowana i wzburzona wraca do Bostonu, gdzie ma nadzieję, że u boku redakcyjnego kolegi zapomni i zacznie wszystko od nowa. Niczego nieświadomy pisarz cierpliwie czaka na znak od Mii. Z pomocą tej dwójce zagubionych kochanków przychodzą ich bliscy.

"Uświadomiłaś mi wtedy, że aby korzystać z życia, należy być nie tylko jego obserwatorem, ale przede wszystkim aktywnym uczestnikiem. Patrząc na coś z boku, nie jesteśmy w stanie tego przeżyć, doznać."

"Smak szczęścia" został podzielony na trzy części, z czego każda posiada inne tempo, inny klimat poprzez wydarzenia oraz miejsca, w jakich się one rozgrywają. Całość łączą bohaterowie, którzy wzbudzili moją sympatię już w pierwszym tomie. Tutaj ta sympatia nadal pozostała, choć czasem przeplatała się z innymi emocjami, niekoniecznie tymi dobrymi. Czy to dobrze? Moim zdaniem tak, dzięki temu postacie nie są takie płaskie, monochromatyczne, stają się bardziej ludzkie ze swoimi wadami i niedociągnięciami.

Tak jak to miało miejsce w "Zapachu szczęścia" także i tutaj autorka potrafi wyczarować atmosferę wyczekiwania i napięcia. Przyciągnąć uwagę czytelnika nie tylko samą fabułą, ale także tym co wokół, a to sprawia, że "Smak szczęścia" to kontynuacja iście wyborowa. Pisarka słowem przenosi czytelnika na jedną z najpiękniejszych i najromantyczniejszych włoskich wysp, gdzie po raz kolejny zostaniemy oczarowani. Z taką lekturą przyjemnie spędzić letni dzień, bowiem łatwo się w niej zatracić. Słodko-gorzka historia Mii i Williama została bowiem okraszona plastycznymi opisami włoskiej przyrody, którą pragnie się zobaczyć na własne oczy, poczuć na własnej skórze i zasmakować.

"Życie jest zaledwie mgnieniem, przelotnym wiatrem, który raz zaszeleści, po czym znika w bliżej nieodgadnionej przestrzeni (...). A mimo to ma nieocenioną wartość."

Jeśli szukacie książki idealnej na lato, która oderwie Was od codzienności, przerwie waszą rutynę, to z całą pewnością jest to propozycja godna polecenia. Zachęcam Was do lektury całej dylogii, aby mieć pełny obraz, a przede wszystkim rozkoszować się zapachem i smakiem szczęścia bohaterów.

https://czytelniapatrycji.blogspot.com/2018/07/smak-szczescia-klaudia-kopiasz.html

pokaż więcej

 
2018-11-17 14:53:54
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Egzemplarz recenzencki
Cykl: Verlaque i Bonnet (tom 1)

"Śmierć w Château Bremont" to specyficzna powieść kryminalna, urokliwa, trochę schematyczna, w której akcja toczy się niespiesznie, czasem wręcz leniwie. Nie odczujemy tu wyraźnego napięcia, czy nagłych zwrotów akcji. Bardziej otrzymamy książkę, która idealnie współgra z miejscem, a co za tym idzie ze stylem życia południowej Francji. Jednak pomimo togo nie powinniśmy się tutaj nudzić, a to za... "Śmierć w Château Bremont" to specyficzna powieść kryminalna, urokliwa, trochę schematyczna, w której akcja toczy się niespiesznie, czasem wręcz leniwie. Nie odczujemy tu wyraźnego napięcia, czy nagłych zwrotów akcji. Bardziej otrzymamy książkę, która idealnie współgra z miejscem, a co za tym idzie ze stylem życia południowej Francji. Jednak pomimo togo nie powinniśmy się tutaj nudzić, a to za sprawą mieszania wątków kryminalnych z obyczajowymi.

Śledztwo to swego rodzaju szkoła dedukcji, wnikliwej obserwacji i analizy życia szlachcica. To odkrywanie sekretów i tajemnic rodzinnych oraz relacji łączących jej członków. Wspólnie z sędzią i jego partnerką przekonamy się, że wiele rzeczy ma swoje podwójne dno, a niektóre postacie są kimś zupełnie innym, niż może się początkowo wydawać.
Muszę jednak przyznać, że zagadkowa zbrodnia i wnikliwe śledztwo prowadzące do jej rozwiązania pozostawiają pewien niedosyt. Przede wszystkim zabrakło mi tutaj napięcia, emocji, które nie dałyby mi zasnąć. Było ciekawie, choć początkowo trochę topornie.

Wątek kryminalny miesza się z życiem prywatnym sędziego i jego dawnej partnerki, ich dosyć burzliwą relacją, różnicą charakterów oraz wzajemnym przyciąganiem. Można by się przyczepić do tego, że często wątek główny jest jakby spychany na boczne tory, niemniej jednak należy pamiętać, że jest to seria, więc według mnie cała dość rozbudowana fabuła ukazująca życie głównych bohaterów ma swój sens. W końcu to Verlaque i Bonnet stanowią trzon całej serii.
Sędziego i profesor prawa więcej dzieli, niż łączy, a pomimo tego nie są w stanie o sobie zapomnieć. On bardziej przypomina snoba, któremu co prawda nie brakuje uroku, ale doskonale wie jak okręcić sobie innych wokół palca i tę umiejętność często wykorzystuje. Ona z kolei, jest bardzo otwarta, przyjazna, a przez to tak lubiana. Inteligentna i błyskotliwa. Duet nader intrygujący.

W książkę trzeba się „wgryźć”, przywyknąć do licznych opisów życia mieszkańców Ax-en-Provence, ich mentalności. Autorka przemyca też sporo informacji dotyczących architektury, krajobrazów Prowansji, czy też smakowitych dań i wybornych win. Bez wątpienia jest francusko, pięknie i pysznie.

Jak dla mnie wielkim błędem jest pozostawienie francuskich wtrąceń bez jakiegokolwiek tłumaczenia. Owszem nadaje to specyficznego francuskiego klimatu, ale dla laika może to być bardzo irytujące, kiedy tłumaczenia będzie się musiał domyślać. A tych francuskich zwrotów jest naprawdę dużo.

https://czytelniapatrycji.blogspot.com/2018/08/smierc-w-chateau-bremont-m-l-longworth.html

pokaż więcej

 
2018-11-17 14:47:47
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Egzemplarz recenzencki, Posiadam

"Nie miałam jednak skrzydeł, nie mogłam więc uciec, musiałam tu tkwić, zdając sobie sprawę, że nie potrafię pokierować własnym życiem! Na każdym kroku popełniam błędy albo kogoś ranię. (...) jestem egoistką! Ale ja tak dłużej nie mogę żyć, oszukując siebie i innych! Dusząc się w małżeństwie... Nie będąc... Miotając się na wszystkie strony, szukając czegoś, czego nie potrafię nazwać... Gonić za... "Nie miałam jednak skrzydeł, nie mogłam więc uciec, musiałam tu tkwić, zdając sobie sprawę, że nie potrafię pokierować własnym życiem! Na każdym kroku popełniam błędy albo kogoś ranię. (...) jestem egoistką! Ale ja tak dłużej nie mogę żyć, oszukując siebie i innych! Dusząc się w małżeństwie... Nie będąc... Miotając się na wszystkie strony, szukając czegoś, czego nie potrafię nazwać... Gonić za czymś, czego nie widać..."

Wkraczając w dorosłość napotykamy wiele niewiadomych. Często nasze marzenia i cele pozostają jedynie w sferze niespełnionych obietnic względem samego siebie. Często też mamy zbyt lekkie podejście do wspomnianej dorosłości. Wydaje nam się bowiem, że słowa i plany z łatwością zamienimy w czyny, a co za tym idzie sukcesy. A co najważniejsze wydaje nam się, że wiemy lepiej, nie słuchamy rad, wskazówek, bo po co, przecież nikt nie będzie żył naszym życiem. Mamy prawo sami podejmować własne decyzje, popełniać błędy, nabierać doświadczenia. Czas albo będzie dla nas łaskawy, albo da nam przysłowiowego pstryczka w nos. Główna bohaterka recenzowanej książki z wielkim impetem wkroczyła w swą dorosłość. Z jakim skutkiem? Tego niestety nie mogę (i nie chcę) Wam zdradzać, ale odpowiedź na powyższe pytanie na pewno znajdziecie na kartach debiutanckiej powieści Marii Resterny pt. "Cykadełka".

Krysia ma z pozoru wygodne życie, wymarzone studia, kochający mąż, a w niedalekiej przyszłości dom z ogródkiem i gromadka dzieci. Czegóż chcieć więcej? Dlaczego więc bez słowa wyjaśnienia wraca w rodzinne strony zostawiwszy nawet niedojedzoną kolację? Coś złego się wydarzyło? Czy przed czymś ucieka? A może jedno i drugie?

"Naiwnie myślałam, że miłość uzdrowi moje życie. Tyle tylko, iż mężczyzna, którego pokochałam, nie umiał być moim prawdziwym partnerem, pomimo zapewnień, że tego chce. Jego przyzwyczajenia były silniejsze, oczekiwania diametralnie różne od moich, nie byłam w stanie im sprostać."

Powieść obyczajowa jest jak dla mnie bardzo specyficznym rodzajem powieści. Bliskim naszemu prawdziwemu życiu, problemom, które mogłyby dotyczyć nas samych, a także ludziom, których moglibyśmy spotkać na ulicy, w sklepie, gdziekolwiek. Poprzez takie prawdopodobieństwo zdarzenia autor tworzy niepowtarzalną atmosferę, dotyka emocji i uczuć czytelnika, często zmuszając do przyjrzenia się sobie i światu nas otaczającego. Maria Resterna z tym zadaniem poradziła sobie bardzo dobrze. Choć "Cykadełka" wydają się być objętościowo niepozorne, wcale takie nie są. A to za sprawą podejmowanej tematyki, ważnej z punktu widzenia jednostki. Skłaniają do refleksji nad naszymi priorytetami, marzeniami i oczekiwaniami. Książka daje się też zaskoczyć i to w bardzo szerokim zakresie.

Nie jest niczym odkrywczym stwierdzenie, że przeszłość determinuje naszą teraźniejszość, a nawet przyszłość. A co jeśli ktoś tę przeszłość zataja, przekształca dla naszego dobra? Czy wtedy to kim jesteśmy i kim się staniemy jest prawdziwe?
Musicie wybaczyć mi tę ilość znaków zapytania, ale lektura niniejszej książki wywołała w mojej głowie wiele pytań, powróciły wspomnienia, przyszedł czas na chwilę refleksji.

Sam pomysł na fabułę nie jest może zbyt odkrywczy, ot młoda kobieta, która stara się odnaleźć siebie, myśląc że złapała przysłowiowe sroki za ogon, musi spojrzeć prawdzie w oczy. Jednak autorka pomimo tego potrafiła przykuć uwagę czytelnika, głównie za sprawą stopniowego ujawniania tajemnic z przeszłości, które bardzo mnie zainteresowały, a jednocześnie przeraziły swoją brutalnością i tym co może siedzieć w człowieku. Dylematy egzystencjalne Krysi z kolei czasem mnie bawiły, a czasem irytowały. Bez wątpienia jest to postać, która popełnia całą masę błędów, często wpada w tarapaty, czasem nieświadomie, a czasem z własnej niedojrzałości, czy wręcz naiwności. Pomimo tego, z zainteresowaniem śledziłam jej drogę w szukaniu własnego "ja" i szczerze życzyłam jej dobrze.

"Co czują inni? Nie wiem... Za emocje innych nie odpowiadam, co więcej, nie chcę ich znać. Wystarczająco często przerażają mnie własne, żebym miała jeszcze przejmować się cudzymi?"

"Cykadełka" to napisana prostym i lekkim językiem powieść, dzięki której czasem wpadniemy w stan zamyślenia, a innym razem zaśmiejemy się z pokręconego losu głównej bohaterki. Cały wachlarz uczuć i emocji gwarantowany. Maria Resterna bardzo ujęła mnie swoim podejściem do natury, która jeśli jej na to pozwolimy potrafi dać człowiekowi ukojenie. Sama uwielbiam w chwilach największego wewnętrznego zawirowania uciec do ciszy, aby pozbierać myśli. Pod tym względem możemy z główną bohaterką przybić sobie piątkę.

Książkę polecam, szczególnie tym, którzy od literatury obyczajowej oczekują historii, która mogłaby wydarzyć się na prawdę, w której są bohaterowie z krwi i kości z całym bagażem doświadczeń, życiowych dylematów i rodzinnych tajemnic.

https://czytelniapatrycji.blogspot.com/2018/09/cykadeka-maria-resterna.html

pokaż więcej

 
2018-11-17 14:45:13
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Egzemplarz recenzencki, Posiadam
Cykl: Verlaque i Bonnet (tom 2)

"Morderstwo przy Rue Dumas" to drugi tom z cyklu "Verlaque i Bonnet na tropie". Za sprawą pióra Mary Lou Longworth znów przenosimy się do Ax-en-Provence, zabytkowego miasteczka, pełnego klimatu.

Na wydziale teologii dochodzi do zabójstwa dziekana. Tajemnicze morderstwo prawdopodobnie ma związek z aktualnymi wydarzeniami na wspomnianym wydziale, bowiem czworo studentów ubiega się o bardzo...
"Morderstwo przy Rue Dumas" to drugi tom z cyklu "Verlaque i Bonnet na tropie". Za sprawą pióra Mary Lou Longworth znów przenosimy się do Ax-en-Provence, zabytkowego miasteczka, pełnego klimatu.

Na wydziale teologii dochodzi do zabójstwa dziekana. Tajemnicze morderstwo prawdopodobnie ma związek z aktualnymi wydarzeniami na wspomnianym wydziale, bowiem czworo studentów ubiega się o bardzo prestiżowe stypendium, które nie tylko dałoby zwycięzcy wiele przywilejów, ale także otworzyło drzwi kariery. Ponadto dziekan w ostatniej chwili zmienia decyzję w sprawie swojego odejścia na emeryturę, a jego niedoszli następcy są wielce poirytowani perfidnym wodzeniem za nos. Ale czy te wydarzenia mają coś wspólnego z zabójstwem? Czy może klucz do rozwiązania zagadki tkwi w pasji dziekana?

Wątek kryminalny jest bardzo dobrze zarysowany. Nie brakuje mu realności i emocji, a to głównie za sprawą bohaterów oraz ich niespełnionych nadziei. Gdzie rywalizacja, odmienne poglądy tam pojawiają się nieprzychylne komentarze i nieprzemyślane działania. Bez wątpienia na tym wydziale nie można mówić o nudzie. Sędzia Verlaque, będzie miał nie lada orzech od zgryzienia, alby rozwiązać sprawę śmierci doyena, ale na całe szczęście może liczyć na swoją ukochaną Marine, która jak zwykle wiele wniesie do prowadzonego dochodzenia. Relacja łącząca sędziego i panią profesor bardzo powoli nabierze rumieńców. Pojawią się pierwsze wyznania i obietnice, zmiana postawy, jednak nadal wiele niewiadomych pozostaje. Swoją drogą jestem bardzo ciekawa co ze swojej przeszłości ukrywa sędzia Antoine Verlaque.

Klimat powieści jest identyczny, jak w poprzedniczce, jest pięknie, bogato, smakowicie i przede wszystkim bardzo francusko, z tym, że tutaj owe irytujące francuskie wtrącenia są ograniczone, co jest zdecydowanym plusem. Piękno krajobrazów, delikatność trunków oraz posiłków są nieodzownym elementem tej serii. Bohaterowie zawsze znajdą czas i miejsce, aby dobrze zjeść, czy zobaczyć ciekawe miejsca, nawet w toku prowadzonego postępowania.

https://czytelniapatrycji.blogspot.com/2018/09/morderstwo-przy-rue-dumas-m-l-longworth.html

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
134 84 554
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (9)

zgłoś błąd zgłoś błąd