Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
TysiącŻyćCzytelnika 
tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com, , facebook.com/TysiacZycCzytelnika
Blog o recenzjach książek. Założony 10.07.15r. Serdecznie zapraszam do ich czytania i komentowania <3 Każdy Czytelnik jest dla mnie powodem do euforii.
kobieta, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 12 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2017-07-20 20:53:05
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Przeczytaj całą recenzję: http://tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com/2017/07/143-friendzone-bedac-w-zwiazkach-sandra.html

Zazwyczaj gdy sięgam po polską książkę, to na pierwszych trzydziestu stronach mogę stwierdzić, że nawet gdyby osoba zmieniła nazwisko na zagraniczne to i tak pisze tak specyficznie, że dałabym radę odgadnąć jej narodowość. Nie wiem czemu, większość książek albo na siłę...
Przeczytaj całą recenzję: http://tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com/2017/07/143-friendzone-bedac-w-zwiazkach-sandra.html

Zazwyczaj gdy sięgam po polską książkę, to na pierwszych trzydziestu stronach mogę stwierdzić, że nawet gdyby osoba zmieniła nazwisko na zagraniczne to i tak pisze tak specyficznie, że dałabym radę odgadnąć jej narodowość. Nie wiem czemu, większość książek albo na siłę wciska humor (chociaż bardziej zasługuje to na miano humoropodobnego), albo pisze tak piekielnie zawile, że po piętnastej stronie zastanawiam się, co ja robię tuuuu-u-u. Tym razem jestem naprawdę zdziwiona, ponieważ pomimo tego, że dziewczyna ma 17 lat, pisze lepiej niż niejeden autor w kwiecie wieku, którego propozycje miałam okazję czytać.

Tym razem nie starano mi się niczego wcisnąć na siłę. Autorka pisze bardzo płynnie, używa języka młodzieżowego, jednak nie przesadza z nim. Pisze proste, krótkie opisy, na które składają się głównie przemyślenia - nie było żadnej przesady jeśli chodzi o opisy otoczenia, ubioru, czy nocnego nieba. Pierwszy raz cieszyłam się także, że w książce były jedynie śladowe ilości humoru. Nie porywa nas to na głęboką wodę, a jedynie zachęca do dalszego czytania. Dobrze włada również sztuką pisania dialogów - nie są infantylne, a przede wszystkim nie są koniecznym przedłużeniem treści. W moim odczuciu idealnie dobrano odpowiednią ilość - dialogi są wszechobecne, jednak nie są w żadnym wypadku sztuczne.

Podejrzewam, że swoją rolę odegrało znakomicie także wydawnictwo. Styl pisania kojarzy mi się z panią Kasie West, więc książkę pochłonęłam mniej więcej w tym samym czasie. Jedynym, co naprawdę różni te powieści jest brak morału. Myślę, że być może zajmował się nimi ten sam korektor, lecz nie będę umniejszać - na pewno jest w tym bardzo duży sukces autorki.

Ach, byłabym zapomniała! Najważniejszą sprawą, która mnie mocno urzekła jest wplatanie w treść fragmentów piosenek. Z każdego rozdziału został wybrany jeden cytacik, który można uznać za podsumowanie. Do niego dopasowany był fragment piosenki. Wyszło to o tyle dobrze, że nie powtarzali się ani wykonawcy, ani piosenki. Na dobrą sprawę ta książka może się stać moim przewodnikiem po kolejnych dobrych piosenkach przez kolejne dwa miesiące. Najlepiej się bawiłam, kiedy kojarzyłam jakąś piosenkę, jednak nie umiałam sobie przypomnieć kiedy dany tekst został w niej użyty, więc zaczęłam sobie podśpiewywać. Polecam zabawę.

Podsumowując, książka z pewnością nie należy do żadnych wyżyn literackich, jednak jak dla mnie jest bardzo dobra. Nie muszę się nawet zniżać do poziomu oceniania w danej kategorii - wydaje mi się, że można ją postawić na równi z książkami zagranicznych autorów. Zdecydowanie warto było ją przeczytać, bo wiem, że nawet jeśli pani Kasie West przestanie pisać książki, to mamy w Polsce kogoś, kto z chęcią ją nam zastąpi. A przynajmniej mam nadzieję, że Sandra Nowaczyk nie skończy swojej przygody pisarskiej, bo przyznam - za bardzo mi się spodobało, żeby pozwolić jej karierze pisarskiej się zakończyć. (Oczywiście pomijam fakt, że i tak nie mam na to wpływu, ale ciiii...).

pokaż więcej

 
2017-07-17 09:59:35
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Przeczytaj całą recenzję wzbogaconą cytatami i zdjęciami na: http://tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com/2017/07/przedpremierowo-141-komedia-historia.html

Jeśli napiszę, że ta książka wychodzi przed szereg to nie mam na myśli, że robi pół kroczku i się przewraca. Nie, ona raczej bierze patelnię i wybija konkurencję (tak, w tej książce się dzieją takie rzeczy). Nie dość, że zaskoczono mnie samą...
Przeczytaj całą recenzję wzbogaconą cytatami i zdjęciami na: http://tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com/2017/07/przedpremierowo-141-komedia-historia.html

Jeśli napiszę, że ta książka wychodzi przed szereg to nie mam na myśli, że robi pół kroczku i się przewraca. Nie, ona raczej bierze patelnię i wybija konkurencję (tak, w tej książce się dzieją takie rzeczy). Nie dość, że zaskoczono mnie samą ideą stworzenia parodii historii angielskiej, to okazało się, że ona sama w sobie zdziwiła mnie najmniej. Najbardziej mnie wbił w fotel styl pisania autorek. Hm, wyobraźcie sobie, że nie dość, iż we wstępie już zaczęliśmy się nabijać z bohaterów, których nie znamy, to dodatkowo w momencie grozy zostaliśmy przeproszeni... Że co? Nie wiem. W tej książce dzieją się takie rzeczy, że nie da się ich opisać swoimi słowami. Je trzeba samemu odkryć, żeby był efekt...

Pierwszy raz nie tylko prychałam nad książka, ale rzeczywiście parę razy się roześmiałam. Oczywiście, niektóre żarty są głupie. Jednak podchodząc do wszystkiego z dystansem uśmiech nie zejdzie wam z twarzy, obiecuję.

Pomieszanie historii z komedią to był strzał w dziesiątkę. Jednak kiedy się zorientowałam, że przemieszaliśmy dodatkowo historię z fantastyką (i zwierzątkami) to myślałam, że zemdleję ze szczęścia. Jejuuu, to było coś podobnego, jak w filmie i książce Złoty kompas, jednak nie do końca. Zamiana w zwierzęta miała zastąpić rozłam w kościele, który nastąpił za sprawą Henryka VIII (kojarzycie sprawę z żonką, brakiem rozwodu i sporem o inwestyturę?), no to teraz mamy jajcarsko przedstawione skutki rozłamu kościoła. Tam się mordują, tam trują, a tam walczą patelnią. (tak, 3 raz to podkreślę)

Wspomniałam jednak też o romansie. Tak, był. Przesłodki, przeuroczy... no bo jaki może być związek z koniem? No dobra, na początku było po trupach (i alkoholu) do celu. Jednak potem wyszło szydło z worka i koń, vel poeta zamienił się w ideał każdej dziewczyny, która chciałaby ten wątek miłosny... Nie bój jednak nic, mieliśmy nadwornego przeszkadzacza (którego autorki próbowały także wytłumaczyć) i w sumie na tych 440 stronach nie doszło do niczego poważnego. Kilka przytulań, całusów i górka słodkich słów. Ach, no tak, zakochałam się w tej treści, wybaczcie.

Podsumowując, no macie pewność, że dam 10/10 i to nawet z czystym sumieniem, bo nie tylko ja (i moje serce), żeśmy się rwały do książki, ale też moi znajomi, którym podesłałam parę wesołych cytatów... No i generalnie pod względem stylistycznym też jest wszystko cacy - autorki mają swój styl, nie zaprzeczę, jednak dokładnie wiedzą, jak nas do siebie przekonać. Jedyne czego wymagają to podejścia na luzie. Nastawcie się ludzie na fantastyczną (dosłownie) komedię, a dalej to już samo pójdzie! Polecam, polecam, polecam, polecam, kocham wydawnictwo SQN za książkę.

W recenzji jest tyle wtrąceń by mogła odzwierciedlić treść. Co prawda u mnie jest to dość mocno przesadzone, a w książce idealne. No ale próbowałam!

pokaż więcej

 
2017-07-15 16:07:05
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Przeczytaj całą recenzję już teraz na: http://tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com/2017/07/140-najwieksze-marzenie-kazdego.html

Jeśli opis nie brzmi niesamowicie zachęcająco, to nie wiem, z której choinki się urwaliście. Zapowiadało się fantastycznie - i takie właśnie było! *Wiktoria, oczywiste, nie przeczytała nawet opisu przed wyborem, zobaczyła jedynie nazwisko autorki i już było po...
Przeczytaj całą recenzję już teraz na: http://tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com/2017/07/140-najwieksze-marzenie-kazdego.html

Jeśli opis nie brzmi niesamowicie zachęcająco, to nie wiem, z której choinki się urwaliście. Zapowiadało się fantastycznie - i takie właśnie było! *Wiktoria, oczywiste, nie przeczytała nawet opisu przed wyborem, zobaczyła jedynie nazwisko autorki i już było po sprawie...* Co prawda wydaje mi się, że gdybym to ja utknęła w bibliotece to ciekawiej spędziłabym czas, ale nie będę narzekać, bo pani West wzięła temat w obroty i zgłębiła go z każdej strony. Ja będąc na miejscu autorki, w ogóle nie przejęłabym się tym, że komuś może być zimno, czy tam odczuwać głód. Takie przyziemne sprawy by mnie raczej mało obeszły. A jednak teraz wiem, jak najprawdopodobniej wyglądałby mój 'cudownie koszmarny' weekend w bibliotece... Tak, nadal jestem chętna!

Wątek romantyczny w sumie nie był pierwszym miejscu przez cały czas. Niby cały czas stary schemat "poznają się i nagle zaczyna się coś z tego tworzyć" jest nadal w grze, jednak wydaje mi się, że Blisko ciebie bardziej się skupiało na przyjaźniach. Wydaje mi się, że dzięki temu ta książka bardzo się wyróżnia spośród kanonu książek pani West, więc ma za to u mnie plusa. Dość mało jest książek o początkach przyjaźni. Zazwyczaj jest - BUM, MIŁOŚĆ. Jednak tym razem główni bohaterowie starali się po prostu cieszyć swoją obecnością. Moim zdaniem wcale nie szukali miłości, a jedynie zrozumienia i prawdziwego przyjaciela... Co prawda, wyszło jak wyszło, jednak moim zdaniem można było napisać lepsze zakończenie.

Podsumowując, dam książce 7 (z małym minusikiem) /10. Podobało mi się, miło spędziłam czas, spełniło się trochę moje największe marzenie książkoholikowe *zapamiętać: wziąć prowiant, bo zdechniesz z głodu*, poznałam nowego przyjaciela, który wyszedł z friendzone nim odkryłam, że to friendzone... Ciekawe rzeczy się działy na stronach powieści. Może dziwne i słyszeliście już o nich tysiąc razy, jednak nadal miały w sobie dla mnie 'to coś'. Polecam.

pokaż więcej

 
2017-07-15 10:00:41
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Naprawdę dobra, a do tego ciekawa książka, po którą szczególnie warto sięgnąć, jeśli nic nas wcześniej nie przyciągało do węży. W trakcie czytania niesamowicie zaintrygował mnie ten gatunek, być może właśnie dlatego, że to dopiero wtedy zaczął mnie przerażać. Tak, musiałam wieczorem sprawdzać pod każdym kocem, czy gdzieś się nie kryje jakiś wężyk. Tak, byłam przerażona przez ¾ powieści… Ale... Naprawdę dobra, a do tego ciekawa książka, po którą szczególnie warto sięgnąć, jeśli nic nas wcześniej nie przyciągało do węży. W trakcie czytania niesamowicie zaintrygował mnie ten gatunek, być może właśnie dlatego, że to dopiero wtedy zaczął mnie przerażać. Tak, musiałam wieczorem sprawdzać pod każdym kocem, czy gdzieś się nie kryje jakiś wężyk. Tak, byłam przerażona przez ¾ powieści… Ale zdecydowanie było warto. Dla tak niesamowicie wciągającej akcji… Dla adrenaliny, która cały czas wypełniała moje ciało.

pokaż więcej

 
2017-07-05 17:34:34
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: MMA Fighter (tom 2)

Przeczytaj całą recenzję, wzbogaconą zdjęciami na: https://tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com/2017/07/138-szansa-ktorej-daam-yyy-szanse-vi.html

Po "Szansę" sięgnęłam głównie dlatego, że pierwszy tom tej serii o zawodnikach MMA (dla niewtajemniczonych: czytaj. bokserach) przypadł mi do gustu. Chciałam się przekonać więcej o przyszłych losach dwójki bohaterów, więc bez większego zastanowienia,...
Przeczytaj całą recenzję, wzbogaconą zdjęciami na: https://tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com/2017/07/138-szansa-ktorej-daam-yyy-szanse-vi.html

Po "Szansę" sięgnęłam głównie dlatego, że pierwszy tom tej serii o zawodnikach MMA (dla niewtajemniczonych: czytaj. bokserach) przypadł mi do gustu. Chciałam się przekonać więcej o przyszłych losach dwójki bohaterów, więc bez większego zastanowienia, czy wahania - po prostu to zrobiłam. W takich momentach mam ochotę się roześmiać i zacząć nucić piosenkę z jednego z filmów o przygodach Barbie - "No bo czemu nieee..." i pomimo tego, że naprawdę chciałabym mieć jakąś pełną anegdot, piękną historię wstępu...

Niektóre sytuacje wydawały mi się lekko naciągane i absurdalne. Dziennikarka przychodzi przeprowadzić wywiad, a sławna osoba zaprasza ją od razu na randkę? (I to w dwóch przypadkach, w zaledwie parę dni?) Jeju, ja rozumiem, że dziewczyna mogła być śliczna... Tylko tak przeglądając Internet i trochę interesując się życiem poszczególnych gwiazd, to jeszcze nie widziałam zbyt wielu związków tego typu. Jednak może coś przeoczyłam... Niemniej naprawdę ciężko mi było w to uwierzyć. W przeciwieństwie do bohaterów, którzy są bardzo realistyczni, w przedstawieniu wydarzeń tego realizmu niestety zabrakło. Wniosek nasuwa się od razu, panowała lekka dysproporcja.

Jednak o kilku zaletach także należy wspomnieć. Najbardziej mi się podobało, że para z poprzedniego tomu nie zanikła. Osoby te nadal się pojawiają, stały się po prostu postaciami drugoplanowymi. Rzadko kiedy zdarza się coś podobnego, zazwyczaj w seriach tego typu szybko przechodzimy do kolejnej pary i zapominamy o poprzedniej, no ewentualnie można Zawsze wiemy, co się u nich dzieje, jak się czują, bardzo często występują w dialogach i sprawiają, że ta książka jest bardziej pozytywna i zabawna. Dzięki nim przyjemniej mi się czytało, ale nawet bez tego nie mogłabym narzekać.

Książka pomimo tego, że nie jest wysokich lotów - naprawdę wciąga. Nakazuje nam czytać i czytać, bez ustanku. Jest idealna na odprężenie i zrelaksowanie się, szczególnie w wakacyjne wieczory. Styl autorki jest bez zbędnych zawijasów, bardzo prosty, a jednak ma w sobie coś, co przyciąga uwagę. Podsumowując, dam książce 5/10. Miło mi się ją czytało, ogółem biorąc - bardzo podoba mi się seria o zawodnikach MMA, jednak jestem pewna, że będą osoby, dla których ten tom może się okazać niewystarczający.

pokaż więcej

 
2017-06-30 17:12:56
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Przeczytaj całość na: http://tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com/2017/06/135-miosc-ktora-przeamaa-swiat-emily.html

Ach, chyba ciągle muszę się otrząsnąć z szoku po przeczytaniu. Ta książka poruszyła moje serce do granic możliwości, złamała je na dosłownie dwie strony przed końcówką, na której już uśmiechałam się przez łzy. Pierwszy raz od dawna nad zakończeniem musiałam się nagłowić, by w...
Przeczytaj całość na: http://tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com/2017/06/135-miosc-ktora-przeamaa-swiat-emily.html

Ach, chyba ciągle muszę się otrząsnąć z szoku po przeczytaniu. Ta książka poruszyła moje serce do granic możliwości, złamała je na dosłownie dwie strony przed końcówką, na której już uśmiechałam się przez łzy. Pierwszy raz od dawna nad zakończeniem musiałam się nagłowić, by w końcu zakończyć czytanie...
Jestem w samolocie, gdy to piszę, wokół mnie wszędzie siedzą ludzie, a mi łzy ciurkiem po policzkach spływają. A pomimo tego jestem taka... szczęśliwa. Wniosek? Książka jest tak idealna, a mimo tego tak zawiła, że nawet moje serduszko nie jest w stanie jej zrozumieć.

Robiąc notatki do recenzji trzy razy zauważyłam, że autorka ma bogatą wyobraźnię, a dwa razy te słowa skreśliłam. Teraz mogę być pewna, że tak jest. Pierwszy raz odbył się, gdy przeczytałam mit. Pomyślałam, że ktoś naprawdę musi mieć niezłe pomysły (albo mocno się nawalić), żeby wykreować coś podobnego. Potem przekonałam się, że to jednak nie jest jej wymysł i trochę posmutniałam. Odzyskałam wiarę, gdy dzięki książce mogłam się poczuć jak w kalejdoskopie. Jest moment, w którym poczułam się, jakbym to z kolei ja wzięła coś mocniejszego. Feerie barw, śmiech, kolory i nagle zapomniałam o całym świecie. Uczucie jednak tak szybko jak się pojawiło, tak zniknęło. Więc znowu się zawahałam. Jednak gdy dotarłam do końca to przez łzy stwierdziłam, że naprawdę autorka miała niesamowity pomysł, a jego zrealizowanie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Grała na moich uczuciach, jakby były instrumentem. Bawiła się ze mną, a ja chciałam więcej i więcej, aż w końcu to dostałam i już nie wiedziałam nic.

Cudowne uczucie.

Podsumowując, za lekkie potknięcia dam książce 9/10. Jest naprawdę rewelacyjna i zdecydowanie warto po nią sięgnąć. Polecam, bo naprawdę nie zdołacie się nawet przekonać ile straciliście. Treści tej książki nie jesteście sobie w stanie wyobrazić, nawet najlepszy opis nie uświadomi wam tego, co da się dzięki niej odkryć. CZYTAJCIE! <3

pokaż więcej

 
2017-06-25 21:08:10
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Piosenki o dziewczynie (tom 1)

Sienkiewicz XXI wieku?! Czyli "Piosenki o dziewczynie" Chris Russell...

Książki o zespołach, karierze muzycznej i wszystkim, co się z nimi wiąże zawsze mnie do siebie przyciągały. Myśląc ile osób jest zaangażowanych w pracę nad boysbandem, możemy sobie oszacować, że na pewno jest to liczba dwucyfrowa. Zwyczajowo czterech chłopaków na scenie, fotograf, makijażysta, reżyser, dźwiękowiec,...
Sienkiewicz XXI wieku?! Czyli "Piosenki o dziewczynie" Chris Russell...

Książki o zespołach, karierze muzycznej i wszystkim, co się z nimi wiąże zawsze mnie do siebie przyciągały. Myśląc ile osób jest zaangażowanych w pracę nad boysbandem, możemy sobie oszacować, że na pewno jest to liczba dwucyfrowa. Zwyczajowo czterech chłopaków na scenie, fotograf, makijażysta, reżyser, dźwiękowiec, manager, autor piosenek... A to tylko te najbardziej podstawowe zawody. Chcąc opisać karierę, bądź strefę uczuciową wszystkich, wyszłaby nam z całą pewnością trzydziestotomowa saga. Co prawda ja na pewno bym przeczytała, w końcu każdy tom skupiałby się na czymś całkowicie innym... Wracając do tematu, to właśnie dlatego także sięgnęłam po Piosenki o dziewczynie.

Jeśli napisałabym, że język użyty w książce jest młodzieżowy, to moglibyście mnie posądzić o naciąganie prawdy, tudzież kłamstwo. On nie tylko jest młodzieżowy. Tak mocno i dobitnie użyty, z wielkim zaawansowaniem słownictwa - z całą pewnością może zostać nazwany slangiem. Co przez to rozumiem? Gdyby osoba pełnoletnia, która nie ma styczności z dzisiejszymi nastolatkami, spróbowała przeczytać omawianą powieść, to podejrzewam, że byłoby to dla niej niczym czytanie w innym języku. Ja sama mam szesnaście lat, czyli zaliczam się do grupy wiekowej, do której książka została skierowana, a czasem i tak musiałam przysiąść, mrugnąć kilka razy i pomyśleć, o co chodziło w danym zdaniu. Bohaterowie dzięki temu nabyli trochę autentyczności. Ich kreacja musiała zająć sporo czasu, bo nie mam żadnej wątpliwości, że osoby podobne do nich rzeczywiście istniały. Cóż, przedstawienie infantylnych nastolatek nie jest strasznie trudną do zrozumienia rzeczą, ale dało mi do myślenia.

Teraz wypadałoby wytłumaczyć się z tytułu posta. Jeżeli chodzi o zestawienie tych dwóch autorów - pana Russela i pana Sienkiewicza to śmiem twierdzić, że ich literatura pod względem językowym jest podobna. Przeciętny człowiek będzie miał takie same problemy ze zrozumieniem w obu przypadkach z tą różnicą, że naprawdę ciężko jest porównywać te książki. Śmiem wątpić, czy jakikolwiek krytyk literacki podjąłby się tego zadania. Najprawdopodobniej stwierdziłby, że to oczywiste, że Krzyżacy oczywiście są lepsi, chociażby z powodu wkładu w naszą historię. Ja temu absolutnie nie zaprzeczę, nawet gdybym chciała to obawiam się, że nie mam odpowiedniego wykształcenia, a poza tym sama jestem ku temu stwierdzeniu przychylna.

Chociażby dlatego, że jak język był w stanie mnie do siebie przekonać, tak interpunkcja już nie zdołała. Oczywiście w tekście ciągłym wszystko jest w porządku, jednak kiedy dochodzimy do przedstawienia rozmowy SMS-owej zasypuje nas nadmiar znaków interpunkcyjnych. Gdyby to się zdarzyło raz, bądź dwa razy to podejrzewam, że nie byłoby o czym pisać. Niemniej kiedy już mi się zaczęło niedobrze robić od ciągłych ??? lub ?!! to wydaje mi się, że warto na to zwrócić uwagę.

Jeśli zaś chodzi o zalety to zdecydowanie należy do nich trójkąt miłosny, który bardzo przypadł mi do gustu. Może zabrzmi to niezbyt wiarygodnie, ale od dawna nie spotkałam takiego... staromodnego wątku. Jest delikatny, swobodny i taki... uroczy, jeśli mogę w ogóle tak napisać. Co prawda póki co wybór głównej bohaterki nie podchodzi mi do gustu, jednak jestem cierpliwa, zmieni zdanie. Musi!

Podsumowując, wydaje mi się, że książka nielicznych w sobie rozkocha. Zdecydowanej większości nie poruszy, będzie to jedynie książka na miły wieczór. Niestety na pewno znajdą się też osoby, którym język nie przypadnie do gustu do tego stopnia, że cała książka zostanie spisana na straty. Ja należę do tej drugiej kategorii i dam 6/10.

Przeczytaj całą recenzję, wzbogaconą fotografiami na: http://tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com/2017/06/134-sienkiewicz-xxi-wieku-piosenki-o.html

pokaż więcej

 
2017-06-11 20:46:44
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Wydaje mi się, że słowo 'niewidomy' może stać się moim kolejnym słowem kluczem - oznaczeniem książki, którą na bank przeczytam. Na dobrą sprawę nie miałam pojęcia o czym będzie ta książka. Podczas wybierania praktycznie w ogóle nie spojrzałam na opis. Wypatrzyłam tylko to słowo, zauważyłam na okładce słowa Brailem i już wiedziałam, że muszę przeczytać.

Pierwszą moją myślą po zakończeniu...
Wydaje mi się, że słowo 'niewidomy' może stać się moim kolejnym słowem kluczem - oznaczeniem książki, którą na bank przeczytam. Na dobrą sprawę nie miałam pojęcia o czym będzie ta książka. Podczas wybierania praktycznie w ogóle nie spojrzałam na opis. Wypatrzyłam tylko to słowo, zauważyłam na okładce słowa Brailem i już wiedziałam, że muszę przeczytać.

Pierwszą moją myślą po zakończeniu czytania było, że fani Johna Greena będą zadowoleni. Dlatego też nią chciałabym zacząć dzisiejszą recenzję. Nie wiem jakim cudem, ale książka jest niesamowicie podobna do jego twórczości. Oczywiście w dobrym znaczeniu tych słów, o żadnym ściąganiu nie ma tutaj mowy. Po prostu 'Do zobaczenia nigdy' jest niesamowicie specyficzną książką. Z cudownie odmiennymi bohaterami, dobrze uwikłaną fabułą, realistycznymi problemami i napisaną dobrym młodzieżowym językiem. Podsumowując, książka prawie idealna. Czemu prawie? Każda książka - nawet ta od pana Greena, ma także kilka wad i tego nie unikniemy.

Jeśli mogłabym poszatkować książkę i oddzielnie cieszyć się z każdego kolejnego wątku to przez miesiąc uśmiech nie schodziłby mi z twarzy. Niestety tutaj nie mamy miesiąca, więc przytoczę tylko moje ulubieńce. Po pierwsze porady sercowe Parker są czymś niesamowitym. Dziewczyna wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką - Sarah, siadają na podwórku szkolnym i udzielają całkowicie szczerych, często trudnych do przyjęcia porad sercowych. Chyba każda z nas zna taki moment, kiedy najlepsza przyjaciółka pyta się nas co ma zrobić w danej sytuacji. A co gdyby przychodziła się u nas radzić cała szkoła? Cóż, zabawy było by ponad umiar i to właśnie nam zaprezentowano. Naprawdę, naprawdę świetny pomysł z tym wątkiem i doceniam go.

Kolejnym wątkiem na który warto zwrócić uwagę jest ten romantyczny. Często wydaje mi się, że to on jest najbardziej przewidywalny, beznadziejny i w ogóle nie jest w stanie być tym niestandardowym. A tu proszę! Nie spodziewałam się absolutnie żadnego momentu. Co prawda mogę zarzucić autorce, że zrobiła z jednego chłopaka schizofrenika, ale było to w dobrej intencji, więc wybaczam. Po raz pierwszy zastosowano nieczyste chwyty, kiedy mieliśmy się czegoś dowiedzieć. Czułam się jakbym czytała kryminał, w którym wątkiem kryminalnym jest ten romantyczny. Ciężko zrozumieć, prawda? No cóż, niezrozumienie jest pierwszym stopniem do ciekawości, bo dam sobie rękę odciąć, że takiego wątku jeszcze nie spotkaliście, a uwierzcie mi - chcecie spotkać.

Podsumowując, 9/10. Czytajcie, bo warto. Szczególnie okularnicy, bo naprawdę miło dla odmiany poczytać o sobie. Poza tym książka jest naprawdę, naprawdę cudowna.

Całość wraz z sesją zdjęciową dostępna -> http://tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com/2017/06/133-do-zobaczenia-nigdy-eric-lindstrom.html

pokaż więcej

 
2017-05-24 16:23:38
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Gdy widzę książkę pani Kasie West już się nie zastanawiam. Wszystkie jej powieści trafiają mi do gustu, więc już nie mam nawet jak rozmyślać, tylko biorę i zachwycam się treścią, bo inaczej się po prostu nie da.

Uwaga. W recenzji została użyta śladowa ilość sarkazmu.

Zaczęcie końcem zawsze wygląda spektakularnie. Jest też tym, czego potrzebujemy w tym przypadku. Powinnam podsumować całą...
Gdy widzę książkę pani Kasie West już się nie zastanawiam. Wszystkie jej powieści trafiają mi do gustu, więc już nie mam nawet jak rozmyślać, tylko biorę i zachwycam się treścią, bo inaczej się po prostu nie da.

Uwaga. W recenzji została użyta śladowa ilość sarkazmu.

Zaczęcie końcem zawsze wygląda spektakularnie. Jest też tym, czego potrzebujemy w tym przypadku. Powinnam podsumować całą recenzję przedstawiając naukę, jaką udało mi się przyswoić podczas czytania, ale w tym przypadku jest ona tak ważna, że postanowiłam z lekka nagiąć ład i skład recenzji.
Różnice pomiędzy biednymi a bogatymi są dla większości z nas czymś tak normalnym i podstawowym, że aż nieistotnym. Wiadomo, większość z nas uważa, że należymy do tej pierwszej grupy, bo przecież tak daleko nam do pierwszej dziesiątki najbogatszych ludzi na świecie. Nie zdajemy sobie jednak sprawy, że ciągle są osoby, którym w życiu nie wyszło tak bardzo, że nie mają czasem nawet czego włożyć do gardła. Na to uwagę zwraca autorka, bardzo usilnie się stara byśmy w końcu odkryli coś, dzięki czemu być może komuś pomożemy.

Mało różnic było pomiędzy Caymen a Xanderem. Wydawało mi się, że skoro się dogadują to przecież jest to podstawa i tylko dzięki temu powinni być razem. No wiadomo, Xander nie jest do końca normalnym nastolatkiem, bo jest z bogatych sfer, ale ciągle wydawało mi się, że nie ma żadnego problemu. Dopiero gdy przyjrzeliśmy się bliżej życiu głównej bohaterki, mogliśmy zaobserwować jak wielkie różnice są między nimi. Nie chodzi o to, że dziewczyna nie mogła zaoszczędzić na Iphona, tylko o to że nie miała pieniędzy na chleb, a to już jest różnica. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że kiedyś bohaterką książki może się stać podobna osoba, a ponad to, że ten zabieg uda się aż tak bardzo pomyślnie. Bowiem Xander nie ratuje Caymen z opresji. Owszem, próbuje, jednak defacto to dziewczyna broni się sama, czym udowadnia, że nie jest taką zwykłą Mary Sue.

Przez dotknięcie tej kreatury, jaką jest Mary Sue, pewnie powinnam także się wypowiedzieć na ten temat. Pani West nie pisze schematycznie, ale jej książki całe są jednym wielkim schematem. Z której strony byśmy nie ugryźli opisu, zawsze zobaczymy, że jest on nie do obejścia. Jednak jeśli mogę coś powiedzieć w tej sprawie, to moim zdaniem jest to najlepsze możliwe zrealizowanie pomysłu na fabułę. Czerpiąc z niego garściami, udało się stworzyć miłą i ciekawą opowiastkę, której mało kto będzie groził wyrzuceniem przez okno. Czyli książka na pewno podejdzie do gustu wszystkim fanom 'Ostatniej spowiedzi'. Z tą różnicą, że w przypadku tej książki pani Richter nie da się czytania zakończyć bez wkurzenia na każdy element powieści. Oczywiście bez bohaterów na czele nie byłoby to aż tak spektakularne, ale autorka nie oszczędzała na wielkim BUM wkurzenia.

Pewnie was zastanawia (albo nie, bo przecież moich czytelników mianem Sherlocka Holmesa nazywałam nie raz), dlaczego w recenzji starałam się użyć sarkazmu. Cóż w tej książce pojęcie humoru jest często używane, jednak nie wybuchamy śmiechem od durnego przekrzykiwania się bohaterów. Nie, my musimy się domyślić, co też nas powinno rozśmieszyć. Główna bohaterka jest bowiem mistrzynią sarkazmu, ja jej nie dorównuję do pięt. Używa go naprawdę, naprawdę często i nie raz się zastanawiałam, jakim cudem osiągnęła aż taką perfekcję w jego używaniu. Pewnie przez częstą praktykę weszło w krew... Skoro jest sarkazm, to musi być młodzieżowy styl pisania, który często nie przypada do gustu starszym czytelnikom. Wiecie, te wszystkie gwarowe słówka, no to może okazać się ciężkie.

Podsumowując, książka pani Kasie West z pewnością trafi w gusta wielu czytelników. Jest to lekki romans, który już teraz jest w stanie nam przywieść na myśl wakacje. Pomimo tego, że wywodzi się ze schematu mnie do siebie bardzo przekonał, więc polecam, polecam, polecam.

Cała recenzja, wzbogacona zdjęciami:
http://tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com/2017/05/132-sarkazmem-zaleciao-przez-chopaka-z.html#more

pokaż więcej

 
2017-05-10 20:19:54
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Cóż, muszę przyznać tylko jedną rzecz. Porównując 'Trzy metry nad niebem' i 'Jesteś moją obsesją' muszę przyznać, że ta druga wypada zdecydowanie lepiej, chociażby dlatego, że ją udało mi się doczytać... Niestety, książka nie wypada na tle innych olśniewająco, ani rewelacyjnie.

Chyba najbardziej mnie zdziwiło, że pomimo krótkiej objętości książki czytałam ją straszliwie długo. Nie wiem, czym...
Cóż, muszę przyznać tylko jedną rzecz. Porównując 'Trzy metry nad niebem' i 'Jesteś moją obsesją' muszę przyznać, że ta druga wypada zdecydowanie lepiej, chociażby dlatego, że ją udało mi się doczytać... Niestety, książka nie wypada na tle innych olśniewająco, ani rewelacyjnie.

Chyba najbardziej mnie zdziwiło, że pomimo krótkiej objętości książki czytałam ją straszliwie długo. Nie wiem, czym to zostało spowodowane, ale czytało mi się dość ciężko. Z początku nie umiałam się wciągnąć w akcję i być może przez to lekko się zraziłam. Jednak nadal 185 stron nie licząc podziękowania czytać dobre trzy dni... No zdziwił mnie ten czas i to bardzo. Myślałam, że uwinę się w dwie/trzy godzinki, przeczytam, napiszę recenzję i zapomnę. Cóż, okazuje się, że nie może być tak łatwo przy każdej pozycji. Ech, jednak to chyba nie jest zmiana, którą bardzo aprobuję, bo czasu zawsze mi brakuje, muszę go wykorzystywać w całości, jeśli chcę sobie zrobić dzień odpoczynku na lenistwo. No, ale takie doświadczenie z pewnością także uczy wytrwałości w czytaniu i być może dodatkowo pokory...

Fabuła miała w sobie wielki potencjał, jednak wydaje mi się, że nie został w pełni wykorzystany. Wyobrażając sobie realizację, miałam przed oczami coś podobnego do książki 'Tak wygląda szczęście', gdzie bohaterowie - nastolatkowie, poznają się za pomocą maili i powoli zakochują się w sobie. Tamtą książkę zapamiętałam jakie słodkie odprężenie na umilenie dnia. Myślałam, że tutaj będzie podobnie, niestety autor poskąpił nam wstępu i jego relacje musimy oglądać z pewnego odstępu czasowego, co dla mnie było po prostu przykre. Poza tym, nie ukrywajmy, odbiór tej powieści jest po prostu trudny i z całą pewnością dla wielu okaże się zbyt trudny. Język jakim jest napisana, owszem, jest bardzo przystępny, jednak...

Giovanni jest bardzo skomplikowanym człowiekiem. A może jest prosty, jednak sposób w jaki jego życie zostało opisane, jest daleki od normalnego. Czasy teraźniejsze przeplatają się z przeszłością, wspomnieniami o trzech kobietach i przyszłością - wyobrażeniach głównego bohatera. Byłam święcie przekonana, że tę książkę napisała kobieta. Gdyby nie informacja na okładce, prawdopodobnie autor byłby Federicą, nieważne jak to brzmi. Nie wyobrażam sobie, żeby jakikolwiek facet zwracał uwagę na takie szczegóły, a dodatkowo pisał aż tak chaotycznie, dodatkowo mieszając czasy. Cały czas powracam do opisu perfum i po prostu złożenie mojego wyobrażenia w tamtym momencie i teraz jest od siebie tak różne, jak ogień i woda, jak niebo i dzień, jak... No różni się perfidnie.

Podobało mi się natomiast w jaki sposób została rozwiązana ta historia. Nie, sama się absolutnie nie domyśliłam zakończenia i bardzo mnie zaskoczyło, ale poziom mojego skupienia podczas czytania romansów nie jest najbardziej rozwinięty, a za taką książkę uważałam 'Jesteś moją obsesją'. Okazało się, że autor przyszykował dla nas jednak coś z lekka innego. Połączył miłość do żony, z lekką zagadką i wplątał w to kilka bardzo ciekawych cytatów. Połączenie to nie przypadło mi do gustu jakoś specjalnie, ale wydaje mi się, że sam pomysł jest wart pochwały.

Kończąc, książkę oceniam jako -7/10. Wydaje mi się, że ta ocena będzie najbardziej sprawiedliwa, bo umieścić tą pozycję można gdzieś pomiędzy 6 a 7. Było ciekawie, ale bez jakiś większych emocji. Historia ma kilka wad, ale zalety też są łatwe do znalezienia.

Całą opinię znajdziesz na:
http://tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com/2017/05/premierowo-130-jestes-moja-obsesja.html

pokaż więcej

 
2017-05-03 11:00:14
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Jak zwykle, urzekła mnie okładka. Chociaż opis także miał coś w sobie, ale tym razem to zdecydowanie natura 'sroki okładkowej' przejęła dowodzenie. Nie wincie mnie, naprawdę wygląda spektakularnie, a książki wydawnictwa kobiecego zazwyczaj przypadają mi do gustu, więc stwierdziłam - czemu nie?

Miranda fotografuje przyrodę. Jej zdjęcia są bardzo doceniane, ale chciałaby, by były bardziej...
Jak zwykle, urzekła mnie okładka. Chociaż opis także miał coś w sobie, ale tym razem to zdecydowanie natura 'sroki okładkowej' przejęła dowodzenie. Nie wincie mnie, naprawdę wygląda spektakularnie, a książki wydawnictwa kobiecego zazwyczaj przypadają mi do gustu, więc stwierdziłam - czemu nie?

Miranda fotografuje przyrodę. Jej zdjęcia są bardzo doceniane, ale chciałaby, by były bardziej unikalne. Przeprowadza się więc na Wyspy Farallońskie, gdzie przez rok będzie mogła fotografować dziką przyrodę właśnie taką, jaką jest. Niestety nie wszystko idzie po jej myśli. Przekonuje się, że prawdę mówiąc mało kogo zna z jej zespołu. Pewnej nocy zostaje zaatakowana przez jednego z mieszkańców. Jakie jest jej zdziwienie, gdy parę nocy później odnajdują ciało oprawcy... Lecz pozostaje pytanie - kto jest prawdziwym mordercą? Okazuje się, że nawet żarłacze białe nie są tak drapieżne jak on...

Cóż na pewno nie spodziewałam się tego typu historii. Już nawet opis mówiący o kryminale mnie nie przekonywał. No bo facet przecież rzeczywiście mógł zginąć po potknięciu. Nie wiem jak wy, ale ja sama czasami rzeczywiście się potykam. Raz przez potknięcie zwichnęłam kostkę - wszystko by pasowało. Niemniej to uporczywe słowo, ten kryminał, nie dawał mi spokoju. Przecież wydawnictwo chyba lepiej wie, co wydało, prawda? Prawda. Rozwój faktów nastąpił stosunkowo późno, bo ostatnie sto stron okazało się najbardziej emocjonującymi, ale chyba inaczej być nie mogło, bo książka jest króciutka. Ma zaledwie 320 stron. Wtedy działy się takie rzeczy, że już sama nie miałam pojęcia w co wierzyć. Pochłonęła mnie akcja i nie chciała wypuścić, ale kiedyś musiałam zakończyć czytanie.

Bardzo podobało mi się, że bardziej niż na morderstwie, skupiamy się na otaczającej główną bohaterkę florze i faunie. Po raz pierwszy spotkałam się w książce fabularnej z zabiegiem o takim nasileniu. Książka mogłaby być przewodnikiem dla amatorów po świecie zwierząt morskich z okolic koła podbiegunowego, a przynajmniej takie odniosłam wrażenie. Poznajemy tutaj rekiny, wieloryby, foki oraz ptaki. Opisy wydarzeń były bardzo realistyczne. Wszystko przekazano nam z wielkimi emocjami, że chwilami nawet czytelnik mógł się poczuć jak rzeczywisty uczestnik wydarzeń. Były momenty, które wręcz wzruszały. Kazały myśleć, kazały czytać i błagać o dobre powodzenie się akcji. Niestety nie zawsze się udawało. Wtedy czekało nas rozczarowanie, a czasem nawet smutek tak wielki, że powodował wzruszenie.

Bohaterowie byli bardzo tajemniczy. Zastanawiam się, czy nawet narratora mogliśmy dobrze poznać i dochodzę do wniosku, że niekoniecznie. Autorka tak zakręciła historią, że spowodowała naszą niewiedzę. Nie możemy się dowiedzieć niczego o bohaterach, czego sami nie wywnioskujemy. Zabawa w detektywów musi się dla nas stać czymś normalnym na trzystu stronach powieści. Jedynie na ostatnich pięćdziesięciu mamy lekkie rozwikłanie zagadki. Wydaje mi się, że właśnie to rozwikłanie najbardziej mi się podobało, bo mogłam się dowiedzieć, jak wielu rzeczy nie zauważyłam, na ile nie zwróciłam uwagi. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że zostanę wrobiona aż tak bardzo. No cóż, chyba kariera Sherlocka Holmesa jednak nie jest mi przeznaczona. A może z czasem się wyrobię.

Podsumowując, książka jest w porządku, ale raczej niczym więcej bym jej nie nazwała. Nie jest rewelacyjna, nie wkroczy radośnie do grona moich ulubieńców. Miło z nią spędziłam wieczór, ale nic ponadto. Chyba jedyną jej oryginalnością była obecność zwierząt i wiedza, którą nam mogła przekazać. Jedynie ta malutka rzecz sprawia, że książka wychodzi przed szereg i ma prawo zaintrygować. Wszystko inne już kiedyś było i nie wyróżnia się jakoś szczególnie.

http://tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com/

pokaż więcej

 
2017-05-03 09:11:47
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Landon Gibson (tom 1)

Nie chciałam wierzyć opiniom moich znajomych o twórczości pani Anny Tood. Wydaje mi się, że zawsze warto przekonać się samemu o co chodzi z daną serią, dlatego wiedziałam, że kiedyś nadejdzie ta chwila i sięgnę po to sławne 'After', bądź po jakąś inną książkę tej pani. Stało się to wcześniej niż tego oczekiwałam, ale jestem szczęśliwa, że w końcu wiem, o czym mowa.

'Nothing more' jest niczym...
Nie chciałam wierzyć opiniom moich znajomych o twórczości pani Anny Tood. Wydaje mi się, że zawsze warto przekonać się samemu o co chodzi z daną serią, dlatego wiedziałam, że kiedyś nadejdzie ta chwila i sięgnę po to sławne 'After', bądź po jakąś inną książkę tej pani. Stało się to wcześniej niż tego oczekiwałam, ale jestem szczęśliwa, że w końcu wiem, o czym mowa.

'Nothing more' jest niczym więcej niż tzw. nowelką do serii, mówiącą o losach drugoplanowego bohatera - Landona. Niestety nie mam pojęcia, po którym tomie dzieje się akcja w książce przedstawiona, a podpytując znajomych, którzy czytali serię główną także zbyt wiele się nie dowiedziałam, bo ponoć wszystko opiera się na schemacie zerwanie -> zejście się, więc wydarzenia mogły się dziać praktycznie w każdy czas. Może miejscowość lub postacie mięli nas 'nakierować' na czas akcji, lecz nie wgłębiałam się w to później. Obstawiam akcję po drugim tomie, ale wierzcie mi, nie jestem pewna. Raczej żadnych spoilerów, poza zakończeniem się paru związków, tutaj nie znajdziemy. Ponoć w każdym tomie zdarza się coś podobnego, więc nie sądzę, żeby czytanie tej powieści przed serią 'After' miało być złym posunięciem.

Po przeprowadzce do Nowego Jorku Landon wraz z Tessą wynajęli mieszkanie. Zajmują swój czas pracą, poznawaniem nowych znajomych i imprezami. Wszystko wskazuje na to, że niedługi czas będą singlami. Poznają Norę, która szybko staje się ich przyjaciółką. Dziewczyna jest wspaniałą cukierniczką i szybko coś zaczyna się dziać między nią a Landonem. Wtedy niestety także Dakota zaczyna tęsknić za swoim byłym i upomina się coraz bardziej uporczywie. Niestety, w sercu głównego bohatera miejsce jest tylko dla jednej z nich. Jednak trzeba się przekonać której.

Długo się zbierałam za napisanie tej recenzji. Potem ją napisałam i... usunęła się. Także dzisiaj jest moje drugie podejście, może będzie nieco lepsze. Mam taką nadzieję. Zdecydowanie po lekturze mam wiele rzeczy, o których chciałabym wspomnieć, by można było z dobrym nastawieniem sięgnąć po lekturę lub wręcz przeciwnie - by ktoś podjął tą trudną decyzję o nieczytaniu. Na dobrą sprawę, to nie jestem pewna, jak taki prosty temat można było tak zniszczyć. Ile mamy książek o trójkątach miłosnych? Od groma, można powiedzieć, że w co drugiej książce dla młodzieży przejawia się podobny wątek. Pomimo tego, nadal są osoby, którym ten 'odgrzewany kotlet' nadal się podoba. Ja nigdy nie wybrzydzam. Jeśli coś jest napisane na dobrym poziomie i mnie wciągnie, to absolutnie złego słowa nie powiem. Tylko problem jest taki, że w tej książce jest mało rzeczy, o których można powiedzieć coś dobrego...

Po pierwsze gorszego narratora nie spotkałam nigdy w życiu. Poznajemy Landona, który jest płaczliwy, nie radzi sobie w żadnej sytuacji i ma tak wiele problemów, że sam sobie z nimi nie jest w stanie poradzić. Wszystko, ale to absolutnie wszystko, go zasmuca. Opisuje swoje okropne życie, swoją tęsknotę i wszystkie inne odczucia przez dobre 40 stron. Przez czterdzieści stron czytam o historii życiowej przeplatającej się z dniem teraźniejszym. Mniej więcej po piątej stronie już wiedziałam wszystko. Miałam w głowie obraz głównego bohatera, wiedziałam jaki jest i co - mniej więcej - się wydarzyło w poprzednich tomach. Kolejne trzydzieści pięć to była istna mordęga. Czułam się, jakbym czytała autobiografię postaci fikcyjnej, która rozwodzi się na temat swoich związków. Przez połowę czasu wspominała o tym, że za czymś tęskni, cały czas się smuciła i miałam ochotę po prostu pozbyć się tej książki.

Jeśli już jesteśmy przy opisach, to tu także wydarzyło się coś spektakularnego, niestety w złym znaczeniu. Nie rozumiem jak można pisać tak, że jeden opis objętościowo trwa pół linijki, a drugi jest prowadzony przez trzy strony. Od kolejnych spacji książka wygląda na początku, jakby tekst był przesunięty. Potem sytuacja jest odwrotna, akapitów w ogóle nie ma i tekst znowu wędruje, tym razem w drugą stronę. Jeśli autorka z początku nie potrafiła się rozpisać, jestem w stanie to zrozumieć. Jednak jestem pewna, że książka przeszła korektę. Czy nie można było przynajmniej zwrócić uwagi, że wygląda to tak, jakby początek pisał pięciolatek? Poprawić i spokój. Od razu byłoby o wiele lepiej, bo teraz z pewnością wiele osób podda się głównie przez tą niedoskonałość, która pojawiła się tak szybko.

Wracając do głównego bohatera. Jest płaczliwy do strony dwusetnej. A potem Landon to seksowny bad boy, który w swoim życiu uwiedzie każde niewieście serce, zawsze wie, co ma powiedzieć i jak się zachować. Pomaga niewinnym i wszyscy go kochają... Dobra, dobra. Chłopak ma schizofrenię, czy jak? Naprawdę, naprawdę nie rozumiem jakim cudem od ze strony na stronę doznał takiej przemiany, a ponieważ cały wstęp opowiadał jak to mu jest źle, podejrzewam, że wspomniałby też o ewentualnej chorobie. Pozostaje nam to gorsze wytłumaczenie. Został po prostu źle wykreowany. Tak źle, że to aż boli. To jest przede wszystkim przykre.

Chyba już nie będę się rozpisywać, bo ta recenzja już i tak jest długa. Pomysł był w porządku, niestety wykonanie pozostawia wiele, ale to wiele do życzenia. Czy warto było przeczytać? Tak. Cieszę się, że w końcu wiem na co narzekali moi przyjaciele i mogłam się o tym przekonać na własnej skórze. Jednak jeśli nie chcecie tej książki przeczytać tylko dlatego, chcecie się rozerwać i rozluźnić, to nie znajdziecie takiej szansy podczas czytania. 2/10

pokaż więcej

 
2017-05-03 09:10:53
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Gwiazdy fortuny (tom 3)

Moja przygoda z twórczością pani Roberts zaczęła się już dawno temu od 'Śmierci w Dallas'. Byłam urzeczona kryminałem z dużą dawką humoru, który umilił mi wieczór niesamowicie, a cytaty pozostały w mojej pamięci po dziś dzień. Nie zastanawiając się długo sięgnęłam po serię 'Gwiazdy fortuny', by móc dzisiaj z czystym sercem powiedzieć, że jestem naprawdę, naprawdę urzeczona.

Bogini Nerezza...
Moja przygoda z twórczością pani Roberts zaczęła się już dawno temu od 'Śmierci w Dallas'. Byłam urzeczona kryminałem z dużą dawką humoru, który umilił mi wieczór niesamowicie, a cytaty pozostały w mojej pamięci po dziś dzień. Nie zastanawiając się długo sięgnęłam po serię 'Gwiazdy fortuny', by móc dzisiaj z czystym sercem powiedzieć, że jestem naprawdę, naprawdę urzeczona.

Bogini Nerezza jest już blisko. Zagrożenie się zbliża, więc strażnicy przygotowują się, jak tylko potrafią. Riley prowadzi poszukiwania, które zaprowadzą przyjaciół do ostatniej gwiazdy, a także tajemniczej Szklanej Wyspy. Pomaga jej Doyle, który płynnie tłumaczy dzienniki. Nikt się nie spodziewa, że między nimi dojdzie do czegoś więcej, szczególnie w takim niepewnym czasie. A jednak rodzi się między nimi uczucie, do którego nie mają zamiaru się przyznawać...

Przyciągnęło mnie do przeczytania głównie słowo 'mitologia'. Od zawsze działa na mnie jak magnes, więc i tym razem odegrało swoją rolę. W książce znajdziemy głównie odniesienia do bogiń, przedstawiono nam m.in. piękną historię jednej z nich. Poza tym w samej drużynie strażników mamy wilkołaka, czarnoksiężnika, syrenę, nieśmiertelnego, jasnowidza... Oprócz tego możemy się jeszcze doszukiwać mitycznych sworzeń napadających na strażników. Wydaje mi się, że każdy pasjonata mitologii powinien być zadowolony, chociaż ja nie pogardziłabym jeszcze kolejnymi, ale to już podchodzi pod uzależnienie, na pewno nie wszyscy będą tak mięli. Generalnie jeśli miałabym porównać tę książkę do innej to nazwałabym ją Percy Jacksonem dla dorosłych i to bez wahania. Chociaż do walki zostają użyte także pistolety, co kłóciło się lekko z tak wspaniałymi stworzeniami, ale nie będę narzekać, bo to już by było wyolbrzymianie.

Spodziewałam się zwykłego romansu po tej serii. Myślałam, że to nic wielkiego. Całe szczęście, ta seria to bardziej książki przygodowe niż romanse. Bohaterowie staczają nie jedną walkę, muszą rozwiązać wiele zagadek, a przy tym... Są przyjaciółmi. To nadzwyczajni ludzie, jednak cały czas potrzebujący kontaktów międzyludzkich. Bardzo mnie zdziwiła obecność deklaracji miłości, czy wręczania prezentów przez innych członków rodziny. Większość autorów tworząc historię związaną z wojną zapomina o normalności. Chociaż nie powinni. Całe szczęście pani Roberts do nich nie należy. Na dobrą sprawę to nawet przygotowywanie posiłków zostało opisane. No cóż, jak dla mnie dobre dopełnienie całości, ale niektórym na pewno się nie spodoba, bo był to wątek... niepotrzebny. Rzeczywiście dużo rzeczy się działo na pierwszym planie podczas gotowania, no ale sam fakt na pewno niecierpliwego czytelnika zdenerwuje.

Brakowało mi humoru. Och, przeraźliwie mi brakowało. Byłam na niego mocno nastawiona, jednak nie zawitał na stronach tej powieści zbyt często. Całe szczęście nie rozczarowałam się tak mocno, jak się tego spodziewałam, bo zamiast humoru pojawiło się wiele innych rzeczy, które przyciągnęły moje serduszko i je przywiązały do książki. Przede wszystkim był to wątek miłosny, który z początku był mi bardzo obojętny. Bohaterowie zaczęli się spotykać, ale zamiast robić to stopniowo, to po pierwszym pocałunku wskoczyli do łóżka... Nie przyjęłam tego z entuzjazmem, ale brnęłam dalej i całe szczęście - kolejność jest jedynie odwrócona, 'wstęp' do miłości także tutaj znajdziemy. No i udało się mnie przekonać do tej książki głównie dzięki niemu. Serduszko zaczęło szybciej bić i jakoś tak od razu bardziej się skupiłam na czytaniu.

Styl pisania pani Roberts jest bardzo dobry. Preferuje ona dużą ilość dialogów, więc książkę czyta się płynnie i szybko. Opisy także są na bardzo dobrym poziomie, chociaż są krótkie, nie ukrywam. Sceny miłosne nie pozostawiały mi niczego do zarzutu, poza tym książka nie była nimi przesycona, więc przyjemnie się czytało. Trochę słodkich scen było, ale nie na tyle, żeby ich przeciwnikowi się nie podobało. Książka bazowała na przygodzie, a romans był dodatkiem. Dużym, zajmującym sporą ilość miejsca, ale jednak zdecydowanie nie był na pierwszym planie.

Podsumowując, książce dam ocenę 7/10. Miło spędziłam przy niej czas, jednak raczej nie dołączy do grona moich ulubionych. Warto się z nią zapoznać, jeśli przede wszystkim szukamy książki przygodowej.

pokaż więcej

 
2017-05-03 09:09:51
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Myślałam, że nie ma rzeczy, która mogłaby mnie zdziwić podczas czytania. W końcu rzeczy byłam w Krakowie nie raz, polskich książek przez moje ręce także przewinęło się już dość sporo - co nowego mogłoby mnie tu uderzyć? Okazało się, że nie wiedziałam absolutnie nic przed zaczęciem tej książki.

Celina wychowała się w sierocińcu. Dopiero gdy jako dziecko zobaczyła ducha i pomogła w rozwiązaniu...
Myślałam, że nie ma rzeczy, która mogłaby mnie zdziwić podczas czytania. W końcu rzeczy byłam w Krakowie nie raz, polskich książek przez moje ręce także przewinęło się już dość sporo - co nowego mogłoby mnie tu uderzyć? Okazało się, że nie wiedziałam absolutnie nic przed zaczęciem tej książki.

Celina wychowała się w sierocińcu. Dopiero gdy jako dziecko zobaczyła ducha i pomogła w rozwiązaniu zagadki kryminalnej została zaadoptowana. Teraz zajmuje się śmiertelnie chorą matką. Natomiast Anabella specjalizuje się w malowaniu portretów. Głównie osób zmarłych. Dzięki niej ostatnia iskierka życia wstępuje we wspomnienia rodzin osób, które swoje miejsce już odnalazły w niebie. Co takiego zetknie dwie dziewczyny oraz jakie to przyniesie skutki?


Na wstępie muszę zaznaczyć, że mam mieszane uczucia. Pomimo tego, że odczekałam całą dobę przed napisaniem tej recenzji, a nawet przeczytałam inną książkę na rozluźnienie, by mi z lekka odświeżyła umysł, to nadal naprawdę, naprawdę nie mam pojęcia co myśleć. Wiem o czym powinnam napisać, jakie tematy poruszyć i jakie kwestie mogłyby potencjalnego czytelnika zainteresować przed sięgnięciem po 'Mechaniczną ćmę', ale nadal... No nie wiem. Może po prostu jej nie zrozumiałam? To by było do mnie podobne, aczkolwiek wydaje mi się, że czytałam wolno i z uwagą, więc suma sumarum powinnam wiedzieć choć tyle... Ach, może zacznijmy od początku, mam nadzieję, że pisanie recenzji pomoże tym razem także mi.

Książka przede wszystkim rozpaliła moją ciekawość. Przyznam, że nigdy wcześniej nie słyszałam o epoce fin de siecle, a o Krakowie w roku 1900 wiem tyle, co nic. Bardzo przyjemnie było przeczytać powieść osadzoną w realiach innych niż czasy współczesne. Poza tym przemycanie wiedzy do ciekawej książki zawsze będzie zabiegiem, który poprę. Po przeczytaniu aż nie jestem w stanie przestać myśleć o wydarzeniach, które miały być tłem historii. Dlaczego tak wiele słów wypowiedzianych było w języku włoskim? Jaki związek z tą epoką ma rozwój malarstwa? Mam zamiar się o tym przekonać. Kto wie, może nawet sięgnę po pierwszą książkę historyczną? Bardzo bym chciała, ale nie jestem pewna, czy to już na pewno odpowiedni moment.

Pierwszym zarzutem jest jakość wydania. Jeżeli ktoś ma bardzo zły humor i miałby ochotę zgiąć jakiś grzbiet to muszę napisać, że ta książka nadaje się idealnie. Chciałam być delikatna podczas czytania, ale każdy ma jakieś progi cierpliwości. Gdy zauważyłam, że przy lekkim otwarciu grzbiet przecięła gruba linia, skończyła się ma dobroć i to już ostatecznie. Co pięćdziesiąt stron pozwalałam sobie na chwilę odpoczynku i z wielkim uśmiechem na ustach otwierałam książkę na oścież... Natomiast jeżeli weźmiemy pod uwagę wnętrze książki, to widać dużą staranność. Rozdziały są ozdobione ornamentami. Ich tytuły napisane są wyróżniającą się czcionką z rodem ze średniowiecza. Aż miło się na to patrzyło.

Podobał mi się styl autorki. Jest naprawdę wspaniały, staranny i bardzo dopracowany. Musiała poświęcić mnóstwo czasu korekcie, a wcześniej ćwiczeniom. Opisy są równiutkie, wszystko jest napisane wręcz od linijki, co tylko świadczy o tym, jak dobrym pisarzem jest pani Pypłacz. Mogłabym spróbować zarzucić, że to w wydawnictwie pracują bardzo dobrzy redaktorzy, ale prawda jest taka, że cała książka jest niesamowicie napisana, bez jakiegokolwiek potknięcia, więc albo korektor spędził pół życia na uczeniu się stylu osoby, którą sprawdzał, albo książka była w tak dobrym stanie przed korektą, że niewiele poprawek miało szansę ją zepsuć. Obstawiam drugą opcję. Niemniej to jedynie moje przypuszczenia. Mimo wszystko, mam zamiar się cieszyć tym co jest, więc z chęcią sięgnę także po inne książki tej autorki.

Dzisiaj jest dość kontrastowo. Przeczytałam i nadal się zastanawiam o czym była ta książka i do jakiego gatunku mogłabym ją zaliczyć. Załapałam, że chodziło w niej o życie Celiny, być może szukała ona drogi do szczęścia lub biologicznych rodziców, ale skoro tak, to połowa wątków jest dla mnie ciężka do zrozumienia. Być może jest to odrębny sposób pisania powieści, bo z czymś podobnym spotkałam się w biografii Mona Lisy, już niestety nie pamiętam jakiego autora. W każdym razie, krążymy niczym sępy wokół wątku głównego i tylko do czytelnika należy zadanie odgadnięcia czego dotyczy tajemnica. Swoją drogą lubię też takie książki, bo ich czytanie jest najbardziej emocjonujące, mamy szansę się wcielić w detektywa i w końcu pogłówkować. Takie książki są wspaniałą odmianą.

O! Oto dowód, że wygadanie się jest najlepszym sposobem by uporządkować myśli. Powyższy akapit rozwiał wszystkie moje wątpliwości jedynie dzięki temu, że przelałam swoje myśli na papier. Już wiem, że ocenię książkę jako mocne 7/10. Dlaczego? W rzeczywistości mi się podobało. Jednak zawsze myślę o książce dopasowując ją do grupy docelowej, zastanawiając się komu mogłaby się spodobać. A prawda jest taka, że śmiem podejrzewać, iż wiele osób jej nie zrozumie. Mnie samej zajęło to mnóstwo czasu, ale teraz już wiem, że było warto.

pokaż więcej

 
2017-05-03 09:08:32
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Beautiful Bastard (tom 5)

Ostatnio ja i książki wydawnictwa Zysk i S-ka to bardzo dobre połączenie. Sięgnęłam po 'Pięknego' licząc na romans, który idealnie sprawdzi się w majówkowe popołudnie. Rozluźni i pozwoli wyłączyć proces myślenia. Tak się stało. Zakochałam się, przeczytałam i teraz mogę z uśmiechem na ustach napisać o niej parę słów.

Chyba pierwszym na co warto zwrócić uwagę jest jakość pisania pani Christiny...
Ostatnio ja i książki wydawnictwa Zysk i S-ka to bardzo dobre połączenie. Sięgnęłam po 'Pięknego' licząc na romans, który idealnie sprawdzi się w majówkowe popołudnie. Rozluźni i pozwoli wyłączyć proces myślenia. Tak się stało. Zakochałam się, przeczytałam i teraz mogę z uśmiechem na ustach napisać o niej parę słów.

Chyba pierwszym na co warto zwrócić uwagę jest jakość pisania pani Christiny oraz pani Lauren, a także jakość tłumaczenia. Książkę czyta się bardzo przyjemnie. Tekst opiera się na dialogach, co bardzo pomaga w jego odbiorze. Szczególnie, że autorki nie skąpiły zabawy. Nawet wątki zostały tak skonstruowane, żeby czytelnik mógł dzięki nim się uśmiechnąć. Sporo było zwrotów akcji, można wręcz uznać, że bohaterowie pakowali się w najmniej wygodne sytuacje, a autorki po prostu siedziały, patrząc jak sobie poradzą. A jeśli dobrze im się to udawało... Przecież można wymyślić kolejny cięższy wątek, czyż nie? Stalowa zasada 'im więcej śmiechu, tym lepiej' miała tutaj swoje zastosowanie. Bardzo dobrze. Jak dla mnie połączenie śmiech + romans = idealna książka na rozluźnienie.

Przede wszystkim doceniam przesłanie. Tym razem zostaje nam przedstawiona jakość relacji międzyludzkich. Możemy się zaharowywać, możemy udawać, że nic nas nie obchodzi, ale zawsze będziemy potrzebowali drugiego człowieka. Pięknie zostało nam to udowodnione. Założę się, że wielu czytelników chciałoby być jak Jensen. Cudowny prawnik, doceniany i... no nie ukrywajmy, dorobił się małej fortuny. Nie wiem jak wy, ale ja nie pogardziłabym takim życiem. Co prawda perspektywa zaczynania pracy o 9 a kończenia po 22 nie dla każdego okaże się kusząca, ale jednak... dla mnie miała w sobie to 'coś'. Pozostaje jedynie kwestia, że kariera stanęła na drodze bohaterów do szczęścia. A tego już nikt by nie chciał. Ludzie dążą do chwili spokoju. Twierdzą, że pieniądze dadzą im wszystko, czego potrzebują. Czymże jednak jest pogoń za wygraną, gdy musimy walczyć sami przeciwko samemu światu? Moim zdaniem piękne przesłanie.

Udowodniono nam, że ludzie pochodzący z dwóch różnych światów - surowy prawnik i pełna życia matematyczka, która ponad wszystko marzy by regularnie zmieniać kolor włosów, mogą do siebie pasować. Wystarczy trochę chęci, poświęcenia i zrozumienia, by tak różne osoby, które od samego początku miały siebie za nieprzyjaciół i w ogóle nie przypadły sobie do gustu - odnalazły porozumienie. Poza tym stworzenie dwóch morałów to jedno, ale wykreowanie bohaterów, którzy idealnie wcielą się w role - z naturalnością i śmiechem wkroczą do serca czytelnika, to też wielki sukces. Uwielbiam wszystkich bohaterów. Nie tylko główną parę. Owszem to na nich się skupiłam, jednak tło ich związku było co najmniej nieprzeciętne.

Ponadto bardzo mi się podobało, że w książce znajdują się także epilogi poprzednich części. Możemy ją uznać za 'jednotomówkę; - nie ma sprawy, żadnej informacji nie będzie nam brakować, jednakże autorka chciała, żebyśmy powrócili do wcześniejszych bohaterów, wspomnieli ich związki, a także rozczulili się nad ich kontynuacją. Takie połączenie historii jest dla mnie godne podziwu. Z całą pewnością zakończenie wywoła uśmiech na każdej twarzy. Nie jest do końca przewidywalne. Można przewidzieć jedną jego część. Miało ich pięć, więc zdecydowanie mało kto dokona takiego czynu i zgadnie całość.

Podsumowując, z chęcią książce dam ocenę 8/10. Jest to bardzo dobry romans, który nie skąpi przesłania. Bardzo mnie cieszy, że tak prosta i przyjemna książka także uczy, więc za to ma zdecydowanie dużego plusa. Polecam.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
112 112 490
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (24)

Ulubione cytaty (1)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd