Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
KobieceRecenzje365 
kobiecerecenzje365.blogspot.com
kobieta, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 5 godzin temu
Teraz czytam
  • Skrzydlaty Morderca
    Skrzydlaty Morderca
    Autor:
    Raph Howes waha się długo, gdy otrzymuje propozycję obrony w sądzie kobiety, która zamordowała własnego męża. Adwokat niedawno stracił żonę i ciężko przeżywa jej samobójstwo. Kirsten była znakomitą am...
    czytelników: 194 | opinie: 19 | ocena: 6,33 (90 głosów)
  • Ten, kto zabije smoka
    Ten, kto zabije smoka
    Autor:
    Evert Bäckström, antybohater z krwi i kości, ma do rozwiązania sprawę, która początkowo wygląda na zwykłe zabójstwo po pijaku. Pomimo drastycznej zmiany stylu życia zaleconej przez lekarza, Bäckström...
    czytelników: 426 | opinie: 25 | ocena: 6,46 (158 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-04-21 23:10:56
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Magdalena Trubowicz to autorka, której książki mogę brać w ciemno, bo wiem, że za każdym razem dostanę historię, która doprowadzi mnie do łez, raz od humoru zawartego w książce, a innym razem od emocji, które chwytają za serce. Jestem wdzięczna losowi, że postawił na mojej drodze Magdalenę, która świetnie pisze i jest wspaniałym człowiekiem. Zapraszam na recenzję „Nie pytaj dlaczego”, czyli... Magdalena Trubowicz to autorka, której książki mogę brać w ciemno, bo wiem, że za każdym razem dostanę historię, która doprowadzi mnie do łez, raz od humoru zawartego w książce, a innym razem od emocji, które chwytają za serce. Jestem wdzięczna losowi, że postawił na mojej drodze Magdalenę, która świetnie pisze i jest wspaniałym człowiekiem. Zapraszam na recenzję „Nie pytaj dlaczego”, czyli kontynuację losów Matyldy Nowickiej, którą niektórzy z Was zapewne już znają.

Każdy, kto czytał „Drugie życie Matyldy”, ten wie, że książka skończyła się dość mocnym akcentem, czyli porwaniem jej syna przez ojca. Po tym niespodziewanym rozstaniu Matylda podejmuje walkę o jego odzyskanie, ale jak to zrobić, gdy nie ma żadnych tropów, a anonimowe informacje okazują się fałszywe. We wszystkim wspiera kobietę ukochany Rafał, rodzeństwo, przyjaciele oraz detektyw Dawid Jarosz, który jest mroczną osobą z jej przeszłości. Niestety nic w tej sprawie nie jest łatwe ani proste, a na światło dzienne wychodzą nowe fakty, które dokładają ciężarów na barki kobiety. Czy Matylda się podda? Czy odnajdzie syna? Przekonajcie się sami.

„Nie pytaj dlaczego” to powieść, która mnie zachwyciła, gdyż autorka w piękny i naturalny sposób opisała prawdziwe życie, ludzkie dramaty i troski, które często nas przytłaczają. Ta powieść to obraz heroicznej walki Matyldy o odzyskanie ukochanego syna. Magdalena Trubowicz pokazuje czytelnikowi, jak podstępny jest los, która raz po raz rzuca kłody pod nogi, w ogóle nie ułatwiając życia. Uświadamia czytelnikowi jak czasami trudno się podnieść po kolejnych ciosach, jak łatwo popaść w depresję, jak ciężko zaufać nawet najbliższym oraz jak trudno myśleć racjonalnie w trudnych chwilach. To obraz kobiety, która zawsze miała pod górkę, ale cały czas ukrywała swoje troski, nie dzieląc się nimi z nikim. To prawdzie życie, które mogłoby spotkać niejedną z nas (oczywiście nikomu tego nie życzę). W tej powieści znajdziemy całą paletę emocji, żal, smutek, ogromną rozpacz, wzruszenie, ale także pojawiają się maleńkie przebłyski radości.

Uwierzcie mi na słowo, że ja tę powieść czytałam z zaciśniętym sercem i z bólem serca obserwowałam losy Matyldy, która nie mogąc pogodzić się ze stratą syna, popadała w coraz większą depresję i nieuchronnie staczała się na dno. Osobą, która cały podtrzymywała ją na powierzchni był Rafał, który niestety dorobił się własnych osobistych zmartwień. W tej powieści nic nie jest przewidywalne, zostajemy zaskakiwani na każdym kroku, przewracanie stron było dla mnie ogromnym wyzwaniem, po prostu bałam się, co dalej się wydarzy. Do samego końca nie wiedziałam, czy ta opowieść będzie miała happy end i myślę, że samo to jest ogromnym atutem tej powieści. Autorka potrafi niesamowicie budować napięcie, cały coś się dzieje, nie ma miejsca nawet na odrobinę nudy, Tej książki się nie czyta, ją się pochłania w całości, bo historia wciąga już od pierwszej strony, a my chcemy jak najszybciej dowiedzieć się, jaki będzie jej finał.

Muszę także troszkę wspomnieć o bohaterach, którzy okazali się bardzo prawdziwi i wyraziści, autorka ukazała ich ze wszystkimi wadami i zaletami i myślę, że niejedna osoba mogłaby się z nimi utożsamić. Oczywiście najważniejszą postacią jest Matylda, która niestety na samym początku pokazała się z dość nieciekawej strony, ale czy można się temu dziwić? Nie zdajemy sobie sprawy, jaka rozpacz dopada matkę, która nie wie, gdzie znajduje się jej ukochane dziecko. Niestety zdarzały się też małe momenty, gdzie Matylda troszkę mnie irytowała, ale na całe szczęście było to chwilowe i z czystym sumieniem mogę przymknąć na to oko. Moim ulubieńcem okazał się Rafał, mężczyzna dobry, czuły, troskliwy i skory do poświęceń. Czasami zazdrościłam Matyldzie takiego mężczyzny u swojego boku, bo po prostu był to złoty chłopak. W tej części pojawiły się także osoby z przeszłości Matyldy i Rafała, czyli Dawid i Gabriela, była dziewczyna Rafała, która znów namiesza w życiu bohaterów. W ogóle uważam, że każda postać zasługuje na naszą uwagę, gdyż wnoszą wiele do całej fabuły książki.

Przyznam Wam się szczerze, że cholernie bałam się zakończenia tej książki, Magdalena jest naprawdę nieprzewidywalna i naprawdę mogła zrobić ze swoimi bohaterami wszystko, co tylko chciała. Oczywiście nie zdradzę Wam, czy moje obawy były słuszne, po prostu sami musicie się o tym przekonać.

Magdalena Trubowicz kolejny raz udowodniła mi, jak w przepiękny i naturalny sposób potrafi opisywać prawdziwe życie, ludzkie dramaty oraz troski. „Nie pytaj dlaczego” to obraz heroicznej walki Matyldy o odzyskanie ukochanego syna. To powieść, którą koniecznie musicie przeczytać, bo ta historia mogłaby wydarzyć się w rzeczywistości. Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Videograf.
Link do recenzji
http://kobiecerecenzje365.blogspot.com/2017/04/nie-pytaj-dlaczego-magdalena-trubowicz.html

pokaż więcej

 
2017-04-21 20:22:33
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Sea Breeze (tom 5)

Chyba wiecie jakie to uczucie, gdy odkładacie książkę na półkę z szerokim uśmiechem na ustach, bo zakończenie było satysfakcjonujące i w Waszej wyobraźni bohaterowie żyli długo i szczęśliwie? Ja uwielbiam ten moment, jednak czasami autorki potrafią zaskakiwać i w najmniej oczekiwanym momencie wydają książkę, która niszczy moje wyobrażenia o cudownym życiu bohaterów. Jedną z takich autorek jest... Chyba wiecie jakie to uczucie, gdy odkładacie książkę na półkę z szerokim uśmiechem na ustach, bo zakończenie było satysfakcjonujące i w Waszej wyobraźni bohaterowie żyli długo i szczęśliwie? Ja uwielbiam ten moment, jednak czasami autorki potrafią zaskakiwać i w najmniej oczekiwanym momencie wydają książkę, która niszczy moje wyobrażenia o cudownym życiu bohaterów. Jedną z takich autorek jest Abbi Glines, która bardzo często miesza w życiu bohaterów, zaskakując mnie tym totalnie. Więc chyba nie powinnam być zdziwiona, gdy w moje ręce wpadała kontynuacja losów Cage'a oraz Evy, czyli powieść „Zatrzymaj mnie”, która już jest piątym tomem świetnej serii Sea Breeze. Co tym razem zgotowała autorka naszym bohaterom? Zapraszam na recenzję.

„Seksowny chłopak po przejściach i skromna córka farmera. Ich miłość miała trwać wiecznie!”

Cage i Eva są szczęśliwi w związku i planują wspólną przyszłość. Szykuje im się przeprowadzka, gdyż Cage dostał sportowe stypendium, które daje mu możliwość wyjazdu do Tennessee, gdzie razem z Evą chce rozpocząć nowy rozdział ich wspólnego życia. Niestety ich wspólne plany krzyżuje choroba ojca dziewczyny. Cage nie wyobraża sobie, by mógł na tak długo rozstać się z ukochaną, jednak Eva przekonuje go do wyjazdu, gdyż wie, że to jego marzenie. Na początku chce, by chłopak ją odwiedzał, a później ona pojedzie do niego. Czy na pewno? Jej względny spokój burzą dziwne sms-y, a gwoździem do trumny jest filmik, który otrzymuje z nieznanego numeru. Filmik, który rujnuje jej świat. Czy ich miłość przezwycięży kolejne przeciwności losu? Czy przetrwa rozłąkę i pomysły zawistnych ludzi? Przekonajcie się sami.

„Zatrzymaj mnie” to w moim odczuciu najlepszy tom tej serii, wszystko zostało idealnie wyważone i dopracowane. To także najsmutniejsza część, nasi bohaterowie kolejny raz muszą stawić czoła życiu, które nie zawsze ma słodki smak. Strata, ból, zranienie, odrzucenie, zwątpienie to wszystko ich spotka i wcale niełatwo będzie cokolwiek naprawić. W ich życie zaingerują osoby trzecie, które nie zdają sobie sprawy, jaką krzywdę wyrządzą Evie i Cage'owi. Tylko, czy bajka musi trwać wiecznie? Czy każda książka zasługuje na szczęśliwe zakończenie? Może nie każda, ale historia tej dwójki bohaterów jest wyjątkowa i cały czas trzymałam za nich kciuki, by im się udało, by był happy end.

Uwielbiam książki, które wychodzą spod pióra Abbi Glines, potrafi mnie ona niesamowicie zaciekawić i każdą jej historię chłonę całą sobą. To powieść, którą pochłania się w kilka godzin, bo nie sposób odłożyć jej na półkę przed poznaniem zakończenia. Każdy, kto zna twórczość Abbi ten wie, że uwielbia ona komplikować życie swoich bohaterów i oczywiście tak samo było w przypadku „Zatrzymaj mnie”. We mnie ta książka wywołała ogrom emocji, złościłam się, wkurzałam, nie dowierzałam, a nawet pojawiły się łzy. Uważam, że każdy fan twórczości Abbi powinien poznać tę historię do końca, bo według mnie Cage i Eva to bardzo ciekawi bohaterowie.

Styl, jakim operuje autorka, jest lekki, przyjemny i niesamowicie wciągający, uwielbiam każdą jej książkę i przeczytam wszystko co zostanie u nas wydane. Historie jej bohaterów nigdy mi się nie znudzą, tego jestem w stu procentach pewna.

Kreacja bohaterów jak zawsze wyszła autorce bardzo dobrze. Są to postacie bardzo pozytywne, sympatyczne i nie sposób ich nie polubić. Cage strasznie wydoroślał w tej części, stał się prawdziwym mężczyzną, który wie co jest w życiu najważniejsze. Odpowiedzialny, lojalny, niestety cały czas tkwi w nim mały zagubiony i odrzucony chłopiec. Jeżeli chodzi o Evę, to życie kolejny raz sobie z nią w bolesny sposób zgrało i nie oszczędziło jej. I choć jest twardą dziewczyną z Alabamy, to nie ze wszystkim będzie sobie w stanie poradzić. W jej życiu pojawi się wiele smutku, ale i także odnajdzie ją wielkie szczęście. Naprawdę bardzo ich polubiłam i mogłabym o nich czytać bez końca.

Abbi Glines cały czas udowadnia, że w jej głowie jest wiele pomysłów, więc możemy być spokojni, że książek do czytania na pewno nam nie zabraknie. Polecam Wam tę powieść z czystym sumieniem i jestem pewna, że się nie zawiedziecie. To słodko- gorzka historia pięknej miłości, którą ktoś będzie chciał zniszczyć. Czy mu się to uda?

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Pascal.

Link do recenzji
http://kobiecerecenzje365.blogspot.com/2017/04/zatrzymaj-mnie-abbi-glines.html

pokaż więcej

 
2017-04-19 22:20:18
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Jak wiecie, uwielbiam debiuty, bo choć czasami zdarzają się pośród nich książki, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego, to częściej trafiają się istne perełki. Jedną z nich jest „Widmo grzechu” Anny Szafrańskiej, jest to bowiem powieść, która już od pierwszej strony wciągnęła mnie w głąb fabuły i wcale nie miałam ochoty się z nią rozstać. Więc teraz oczywiście czekam na kolejny tom,... Jak wiecie, uwielbiam debiuty, bo choć czasami zdarzają się pośród nich książki, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego, to częściej trafiają się istne perełki. Jedną z nich jest „Widmo grzechu” Anny Szafrańskiej, jest to bowiem powieść, która już od pierwszej strony wciągnęła mnie w głąb fabuły i wcale nie miałam ochoty się z nią rozstać. Więc teraz oczywiście czekam na kolejny tom, który mam nadzieję, znów mnie pochłonie bez reszty. Zapraszam na recenzję.

Nela Augustyniak to miła, sympatyczna i spokojna nastolatka, dla której całym światem jest rodzina i przyjaciele. Dziewczyna jest bardzo lubiana w szkole, nigdy się nie sprzeciwia rodzicom, można by rzec... anioł w ludzkiej skórze. Jej życie jest bardzo spokojne, ale wszystko się zmienia, gdy w szkole pojawia się nowy uczeń, niejaki Kraszewski. Już podczas pierwszego spotkania Nela wie, że nowy chłopak to same kłopoty, jej zupełne przeciwieństwo, jednak czuje do niego dziwne przyciąganie. Początkowa wrogość bardzo szybko zamienia się w głębokie uczucie, jednak niedane im się sobą nacieszyć, gdyż rodzice dziewczyny każą się jej trzymać z dala od Kraszewskiego. Pojawia się wiele tajemnic, których niestety nikt nie chce Neli wyjaśnić. Czy dwójka tych młodych ludzi ma szansę na udany związek? Czy może tajemnice i sekrety zniszczą to piękne uczucie, jakim jest miłość? O tym wszystkim musicie przekonać się sami.

„To dziwne... Wiem, że mam duszę romantyczki; nie raz mi to mówiła mama czy Olga. I owszem wierzę w przeznaczenie. W to, że dwie nieznane sobie osoby spotykają się w najmniej oczekiwanym momencie swojego życia i uświadamiają sobie, że są zaginionymi kochankami, połówkami jednego jabłka, bratnimi duszami... W to wierzę. Jednak w swoim przypadku nie potrafiłam pojąć albo po prostu nie chciałam zrozumieć sensu słów „miłość od pierwszego wejrzenia”. Kraszewski to moje całkowite przeciwieństwo.”

„Widmo grzechu” Anny Szafrańskiej to świetny debiut, to świetna powieść z gatunku new adult oraz to piękna historia miłosna, która pochłania czytelnika już od pierwszej strony. Bardzo dziękuję autorce za tę książkę, gdyż dzięki niej kolejny raz przeniosłam się w szkolne mury i poznałam cudownych bohaterów, jakimi są Nela, Olga, czy Kraszewski. Muszę przyznać, że dzięki tej historii zatęskniłam za szkołą, za pierwszą miłością oraz za szkolnymi przyjaźniami i za takim niegrzecznym chłopcem jak Kraszewski. Tym bardziej że, to opowieść, która w prawdziwy sposób ukazuje obecne życie nastolatków, ich problemy, pragnienia oraz troski. Nic nie jest przekoloryzowane, wyidealizowane, a tym bardziej przewidywalne. To nie jest cukierkowa historia miłosna dwójki młodych ludzi, którzy dopiero wkraczają w dorosłość, to historia do bólu prawdziwa i myślę, że właśnie to jest jej największym atutem.

Kreacja bohaterów wyszła autorce genialnie, są oni bardzo naturalni oraz prawdziwi, to po prostu osoby z krwi i kości. Widać, że Anna Szafrańska poświęciła im wiele uwagi i żaden z nich nie został potraktowany po macoszemu. Oczywiście pierwsze skrzypce grają Nela i Kraszewski i to im poświęcono najwięcej uwagi, ale to oczywiste, bo przecież to główni bohaterowie. Nela to dziewczyna bardzo spokojna, rodzinna, przyjacielska, trzymająca się zasad i która nigdy nie chciała zawieść swoich rodziców. Jednak nie zawsze wszystko układa się tak, jak chcemy... Za to Kraszewski to młody mężczyzna osierocony przez rodziców, którego „wychowywali” dziadkowie. Prawie całe życie spędził w Nowym Jorku i korzystał z życia na maksa. Nie interesują go zasady, czy ograniczenia, zawsze robił to, co chciał. To taki typowy bad boy, ale im lepiej go poznajemy, to zauważamy, że wcale nie jest taki twardy, za jakiego uchodzi, a jego zachowanie to gra. Uwielbiam takich bohaterów niby złych, a tak naprawdę o złotym sercu. Polubiłam ich oboje, ale to pan Kraszewski został moim ulubieńcem i cały czas trzymałam za niego kciuki. Po prostu podbił moje serce mimo wielu swoich wad. Oboje tak różni, tak inni, a jednak połączyło ich uczucie, ale przecież miłość nie wybiera i nie ma na nią lekarstwa...

„Miłość rządzi się swoimi prawami. Nieważne jak bardzo staramy się zdusić ją w zalążku, uciszyć, nie dopuścić do głosu, i tak znajdzie siłę, by pokazać, że maleńkie ziarenko jest w stanie wypuścić mocne pędy. Bałam się, co się stanie, gdy te kwiaty zakwitną.”

Styl Anny Szafrańskiej jest prosty, lekki i co najważniejsze przyjemny w odbiorze. Dialogi bardzo naturalne i przede wszystkim udało się autorce odwzorować język, jakim posługują się nastolatkowie, dzięki czemu książka jeszcze bardziej stała się wiarygodna. Jedyny minus całej tej historii to to, że za szybko się ją czyta, bo gdy raz się do niej zasiądzie, to nie ma mocnych, żeby odłożyć ją na półkę wcześniej niż po przeczytaniu pierwszej strony.

„Widmo grzechu” to powieść niezwykle ekscytująca i porywająca, mówiąca o trudnych wyborach pomiędzy lojalnością względem rodziny a pierwszą prawdziwą miłością. Ja Wam tę powieść serdecznie polecam, bo tam, gdzie pojawiają się tak intensywne emocje, nie ma miejsca na nudę, a tym bardziej na przewidywalność.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Lucky.
Link do recenzji
http://kobiecerecenzje365.blogspot.com/2017/04/widmo-grzechu-anna-szafranska.html

pokaż więcej

 
2017-04-19 17:18:53
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Oh, następny kryminał i do tego tak mocno przeze mnie wyczekiwany! Bo kto nie czekał na dalsze losy starszej aspirantki Agaty Górskiej i Sławka Tomczyka? No kto? No na pewno ja i mam nadzieje, że Wy także :)
Już wiecie o jaką książkę chodzi?
A więc pogadajmy chwilę o trzeciej, najnowszej książce Małgorzaty Rogali - Ważka, która jest kontynuacją recenzowanej przeze mnie powieści Dobra Matka.

...
Oh, następny kryminał i do tego tak mocno przeze mnie wyczekiwany! Bo kto nie czekał na dalsze losy starszej aspirantki Agaty Górskiej i Sławka Tomczyka? No kto? No na pewno ja i mam nadzieje, że Wy także :)
Już wiecie o jaką książkę chodzi?
A więc pogadajmy chwilę o trzeciej, najnowszej książce Małgorzaty Rogali - Ważka, która jest kontynuacją recenzowanej przeze mnie powieści Dobra Matka.

"Agata Górska rozpoczyna prywatne śledztwo w tajemnicy przed przełożonymi, gdy okazuje się, że śmierć jej koleżanki, Leny, nie była przypadkowa. Jedynym tropem jest tajemnicza broszka w kształcie ważki, o której Lena wspomniała podczas ich ostatniego spotkania.

Tymczasem partner Agaty, Sławek Tomczyk, prowadzi dochodzenie w sprawie zabójstwa wyrachowanego dziennikarza – jego zwłoki odnaleziono w redakcji gazety internetowej. Zamordowany nie wahał się sięgać po niemoralne środki w pogoni za sensacją i wywlekał na wierzch brudy mieszkańców Warszawy, więc krąg podejrzanych nieustannie się rozszerza.

Czy sprawa zabójstwa Woźnickiego oraz śmierci Leny są ze sobą powiązane? Jaki sekret skrywa broszka w kształcie ważki"



Małgorzata Rogala przy pierwszej części, kupiła mnie zdecydowanie swoim świetnym zgraniem kryminału z wątkiem obyczajowym. Bo w tej serii znajdziemy i dobry, krwisty kryminał, dużo zagadek do rozwiązania, kwestie miłosną, która co prawda jest drugoplanowym wątkiem, oraz miły i przyjemny przerywnik "komediowy". Bo kto nie polubił tutaj przytyków Górskiej jak i Tomczyka?

"Ważkę" tak jak i poprzednią część czytało mi się szybko i płynnie, po prostu nie chciałam nawet na chwile spuścić oka z książki, ciekawa jak dalej potoczy się akcja. Cieszę się, że wątek z poprzedniej części był kontynuowany, ponieważ to on był najbardziej tajemniczy i gdy zobaczyłam, że w poprzedniej części ta zagadka się nie wyjaśni, to trzymałam kciuki, aby autorka wzięła się za ten wątek i dała nam tutaj dobrą "petardę". Czekałam i to czekanie się opłaciło! Mimo tego, że zagadkę śmierci Leny w tej książce bardzo szybko rozwiązałam, to jakoś nie przełożyło się to źle na czytanie, wszystko rekompensowali bohaterowie powieści.

Jak już doszliśmy do bohaterów, to trochę o nich. Małgorzata Rogala stworzyła bardzo fajne postacie, które były lepiej "wyrysowane" niż w Dobrej Matce (a już tam Ci bohaterzy wymiatali). Niektórzy byli bardzo ostrzy, inni za to bardzo delikatni, ale tylko z pozoru (bo najbardziej delikatna osoba, miała najwięcej do opowiedzenia). Jednym słowem, byli bardzo dobrze opisani, każdy był różny, nie było tutaj żadnych kalkowych bohaterskich schematów, jakie zdarzają się w innych książkach.

Co mogę więcej powiedzieć? Polecam samemu wkroczyć do śledztwa Górskiej i Tomczyka jako pomocnik. A jeśli nawet nie przeczytałeś poprzednich części, drogi Czytelniku, to szoruj raz, raz, czytać, a na pewno nie pożałujesz! :)

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarta Strona.
Link do recenzji
http://kobiecerecenzje365.blogspot.com/2017/04/magorzata-rogala-wazka.html

pokaż więcej

 
2017-04-18 22:01:05
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: MMA Fighter (tom 1)

Z twórczością Vi Keeland spotkałam się jakiś czas temu, podczas lektury Gracza, powieści, która bardzo mi się spodobała. Więc to oczywiste, że niecierpliwie wyczekiwałam kolejnej książki autorki, by poznać następnego seksownego bohatera, która wkradnie się do mojego serca. „Walka” to pierwszy to serii MMA Fighter i już teraz mogę Was poinformować, że warto było czekać, bo Vi Keeland stanęła na... Z twórczością Vi Keeland spotkałam się jakiś czas temu, podczas lektury Gracza, powieści, która bardzo mi się spodobała. Więc to oczywiste, że niecierpliwie wyczekiwałam kolejnej książki autorki, by poznać następnego seksownego bohatera, która wkradnie się do mojego serca. „Walka” to pierwszy to serii MMA Fighter i już teraz mogę Was poinformować, że warto było czekać, bo Vi Keeland stanęła na wysokości zadania i znów mnie usatysfakcjonowała. Zapraszam na recenzję.

„Elektryzująca powieść, która wywoła rozkoszny dreszczyk emocji i rozbudzi chęć na nutkę szaleństwa.”

Elle prowadzi spokojne życie. Ma dobrą pracę i od dłuższego czasu spotyka się z Williamem, jednak w ich związku czegoś brakuje, a przewidywalność mężczyzny zaczyna ją denerwować. Jednak Elle nie lubi zmian, bo tak czuje się bezpieczniej, zbyt wiele emocji mogłoby obudzić uśpione demony przeszłości, a tego kobieta się boi. Kiedy na jej drodze staje męski, umięśniony, wytatuowany i seksowny Nico, zawodnik MMA, Elle nie jest w stanie dłużej utrzymać emocji na wodzy i pozwala sobie na utratę kontroli. Oboje nie zdają sobie sprawy, że połączy ich nie tylko pożądanie, ale i przeszłość, z którą każdy z nich się boryka. Co z tego wszystkiego wyniknie? Przekonajcie się sami.

„Walka” to bardzo fajny gorący erotyk i choć wielu z Was może powiedzieć, że takich książek jest już wiele, to ja się z tym nie zgodzę, bo mnie ta historia zachwyciła i na pewno przeczytam kolejną powieść Vi Keeland, która zostanie u nas wydana. Autorka w swoich książkach nie skupia się tylko na seksie i pożądaniu, choć niewątpliwie jest to ważnym elementem całej fabuły i niesamowicie pobudza wyobraźnie. Jednak w jej powieściach znajdziemy o wiele więcej i tak właśnie jest w Walce, gdzie poznajemy dwójkę bohaterów, którzy na pierwszy rzut oka wydają się osobami jak wielu z nas, ale to tylko pozory, gdyż ze strony na stronę poznajemy ich przeszłość, która niejednego człowieka by złamała i pokonała. Jednak oni walczą, próbują zapomnieć i zacząć żyć na nowo. Czy im się to uda? Czy dwójka osób z tak bolesną przeszłością może stworzyć trwały i szczęśliwy związek? Ja Wam tego oczywiście nie zdradzę.

To, co w moim odczuciu jest atutem tej powieści to krótkie, treściwe rozdziały, w których nie ma zbędnych opisów. Po prostu znajduje się nich tylko to, co najważniejsze, to co może zaciekawić czytelnika, a nie zapchać na siłę książkę. Krótko, zwięźle i na temat, czyli tak jak najbardziej lubię.

Muszę się Wam przyznać, że Nico to bohater, którego wygląd w ogóle nie powinien mi odpowiadać, gdyż nigdy nie przepadałam za takim typem mężczyzn, wielkich napakowanych mięśniaków, no nie, to nie dla mnie. Jednak Nico został tak przez autorkę przedstawiony, że zauroczył mnie w momencie, w którym pojawił się w książce i cholerka... wkradł się do mojego serca, a tam naprawdę nie ma już prawie w ogóle miejsca. Vi Keeland obojgu bohaterom poświęciła wiele uwagi i w bardzo naturalny i prawdziwy sposób przedstawiła ich wady, zalety i pokazała bolesną przeszłość, przeszłość, która kolejny raz da o sobie znać.

„Walka” to powieść, która napisana jest bardzo lekkim stylem i nie potrzeba wiele czasu, by ją przeczytać. Dla mnie był to jeden wieczór i bardzo żałowałam, że tak szybko musiałam rozstać się z tymi wspaniałymi bohaterami. Autorka pisze bardzo emocjonująco i z wyczuciem przedstawia losy bohaterów. Ja jestem tą książką zachwycona i czekam na więcej, bo wiem, że warto.

Powieść tę polecam fanom romansów, erotyków i emocjonujących historii. Uważam, że każdy z nich znajdzie w tej książce coś dla siebie. Mnie nie pozostało nic więcej, jak czekać na kolejną część, która ukaże się już niebawem.

Polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

Link do recenzji
http://kobiecerecenzje365.blogspot.com/2017/04/walka-vi-keeland.html

pokaż więcej

 
2017-04-17 20:45:22
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

„Zakochać się jest łatwo; ważne co stanie się potem...”

„Fisher i Ivy są parą od dziewiętnastu (!) dni i wprost czują , że są dla siebie stworzeni. Poza tym wiedzą o sobie niewiele, ale któż by się przejmował błahostkami? Szczególnie, ze za kilka miesięcy ich życie ma się diametralnie zmienić... W tym czasie Fisher i Ivy odkrywają, że zakochać się to jedno, a wytrwać w uczuciu to zupełnie coś...
„Zakochać się jest łatwo; ważne co stanie się potem...”

„Fisher i Ivy są parą od dziewiętnastu (!) dni i wprost czują , że są dla siebie stworzeni. Poza tym wiedzą o sobie niewiele, ale któż by się przejmował błahostkami? Szczególnie, ze za kilka miesięcy ich życie ma się diametralnie zmienić... W tym czasie Fisher i Ivy odkrywają, że zakochać się to jedno, a wytrwać w uczuciu to zupełnie coś innego.”

„Przyznam szczerze, że wcześniej nie znałam twórczości Andy Jones, więc nie wiedziałam czego mogę się spodziewać po tej powieści. Na całe szczęście zostałam miło zaskoczona, bo „Dwoje do pary” to powieść, która zaskakuje w swojej prostocie, lekkim stylu i bardzo prawdziwych bohaterach. To nie jest żadne cukierkowe love story, to opowieść z życia wzięta , niesamowicie prawdziwa, która momentami bawi, a niekiedy wzrusza i chwyta za serce.

Dużym zaskoczeniem było dla mnie to, że książka ta napisana jest z perspektywy mężczyzny i to właśnie Fisher jest jedynym narratorem. Osobiście uwielbiam poznawać męski punk widzenia, szczególnie, gdy mowa jest o miłości, oddaniu, poświęceniu, czy stracie. Dla mnie jest to dużym plusem, gdyż dzięki temu, że to Fisher opowiedział tę historię, zapamiętam ją na długo.

Autorka w bardzo naturalny i prawdziwy sposób uświadamia czytelnikowi, że zakochanie się to dopiero początek, początek wspólnej drogi, na której nieraz pojawia się wiele przeciwności i to od nas zależy, czy ze wszystkimi sobie poradzimy. O miłość trzeba dbać i ją pielęgnować codziennie, przez całe życie, wtedy jest nadzieja na happy end. Czy historia miłości Fishera i Ivy będzie miała szczęśliwe zakończenie? Tego musicie dowiedzieć się sami.



„Dwoje do pary” to powieść, która wywoływała we mnie wiele emocji, wzruszałam się razem z bohaterami, ale także z nimi się śmiałam. I choć książka napisana jest dość lekkim i prostym stylem, to porusza trudne tematy, które wzruszają, wywołują łzy i chwytają za serce. Na pewno jest to lektura, godna polecania, bo nie zawsze trzeba czytać książki lekkie i przyjemne.

Polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Świat Książki.
Link do recenzji
http://kobiecerecenzje365.blogspot.com/2017/04/dwoje-do-pary-andy-jones.html

pokaż więcej

 
2017-04-11 20:58:41
Ma nowego znajomego: Diane_Rose
 
2017-04-11 20:52:39
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Driven (tom 4) | Seria: Editio Red

„Driven, Fueled, Crashed, Raced.
Rylee i Colton żyją długo i szczęśliwie... Stop.”

Sześć lat po ślubie Rylee i Colton cały czas są szczęśliwym małżeństwem. Ich miłość jest silna i trwała, pożądanie towarzyszy im na każdym kroku i wreszcie spodziewają się upragnionego i wyczekiwanego dziecka. Niestety wszystko, co dobre... Na światło dzienne wypływa wydarzenie z przeszłości, jedna chwila...
„Driven, Fueled, Crashed, Raced.
Rylee i Colton żyją długo i szczęśliwie... Stop.”

Sześć lat po ślubie Rylee i Colton cały czas są szczęśliwym małżeństwem. Ich miłość jest silna i trwała, pożądanie towarzyszy im na każdym kroku i wreszcie spodziewają się upragnionego i wyczekiwanego dziecka. Niestety wszystko, co dobre... Na światło dzienne wypływa wydarzenie z przeszłości, jedna chwila zapomnienia, która zatrzęsie światem Coltona i Rylee. Medialny szum, wstyd i upokorzenie przetoczy się niczym huragan przez życie naszych bohaterów. Czy będą dość silni, by stawić czoło wszystkim przeciwnościom losu? Czy ich uczucie będzie w stanie to przetrwać? Co się stanie, gdy mroczne macki przeszłości kolejny raz wyjdą poza otaczające je mury? Tego wszystkiego dowiecie się czytając ostatnią część losów cudownego Coltona i pięknej Rylee.

„-Pamiętaj synu, że małżeństwa nie ocenia się po tym, jak szaleńczo jesteście w sobie zakochani w dobrych chwilach, lecz jak bardzo jesteście sobie oddani w chwilach złych.”

Myślę, że jak napiszę, że nie mogłam doczekać się tej części, to nikogo nie zadziwię, bo chyba każdy fan serii Driven czekał na kolejne spotkanie z seksownym Coltonem ;) Więc ja czekałam jak na szpilkach, nawet pominęłam moją książkową listę i od razu zabrałam się za czytanie Aced. Uwikłani. Jestem bardzo wdzięczna autorce, że kolejny raz mogłam spotkać się z moimi ulubionymi bohaterami i uważam, że ta część jest najlepsza, najbardziej dojrzała i porusza trudne tematy, z którymi można spotkać się w realnym świecie. Ta część nie opiera się tylko na pożądaniu, które dominowało we wcześniejszych częściach, teraz to prawdziwe życie, prawdziwe małżeństwo i problemy, nad którymi niełatwo jest przeskoczyć. To opowieść o dojrzałej miłości, poświęceniu, o walce z demonami przeszłości i o zamykaniu trudnych rozdziałów wcześniejszego życia. To niesamowicie dojrzałe zwieńczenie historii Rylee i Coltona.

„Nikt nas nie zna. Nikt poza nami nie rozumie, dlaczego ten związek działa. Ja znam prawdziwą ciebie, Rylee Jade Thomas Donovan. Oni nie mają pojęcia o tym, jaka jesteś niesamowita. Tylko ja mam przywilej wiedzieć, że lubisz lody na śniadanie i naleśniki na kolację. Tylko ja wiem z doświadczenia, że gdy krzyczysz i pomstujesz, robi ci się na czole taka cholerna urocza malutka zmarszczka. Uwielbiam to, że kochasz swoich chłopców nad życie i nigdy nie pozwoliłabyś ich skrzywdzić. Wiem, że jesteś zdyscyplinowana i skromna i że nie lubisz przekraczać granić, ale że czasem się na to decydujesz dla mnie. Uwielbiam, gdy to robisz. A najważniejsze jest to, że wyścigowałaś mnie już wtedy, gdy ja nawet jeszcze nie wszedłem na tor.”

W tej części dominuje Colton i pojawia się więcej rozdziałów z jego perspektywy, Rylee została troszkę na uboczu, ale jest ku temu powód, którego oczywiście wam nie zdradzę. W Coltonie zachodzi ogromna zmiana, bo choć czasami dopada go przeszłość i widzimy w nim tego małego, zagubionego chłopca, to z tym walczy, zamyka przeszłość za drzwiami i wyrzuca do nich klucz. Jednak nie myślcie, że stanie się z niego uroczy i słodki mężczyzna, bo tak zdecydowanie nie będzie, to nadal ten sam twardy facet, który wtedy, kiedy potrzeba jest troskliwy, romantyczny i jak lew walczy o Rylee, czyli o miłość swojego życia. W tej części zakochałam się w nim jeszcze raz, ale po prostu nie można inaczej, bo jego słowa i gesty potrafią rozczulić i doprowadzić do łez. Chyba każda kobieta chciałaby mieć przy swoim boku takiego mężczyznę jak Colton, który świata nie widzi poza swoją kobietą i będzie walczył z całym światem, tylko dlatego, by nie stała jej się krzywda.

„Pieprzona Rylee.
Powietrze dla moich płuc.
Moje życie.
Mój kryptonit.
A ja sprowadziłem na nią ten cały chaos.”

K. Bromberg w bardzo naturalny sposób ukazuje tą brzydszą stronę kobiety, która wielokrotnie pojawia się bez naszej winy i atakuje z zaskoczenia. To temat tabu, który w rzeczywistości bardzo często zamiatany jest pod dywan, a niestety nieraz może doprowadzić do tragedii. O takich sprawach warto rozmawiać, bo każdą z nas może spotkać coś takiego. Jak się domyślacie kolejny raz nie zdradzę Wam, o co chodzi, gdyż nie mogę psuć Waszej przyjemności z czytania.

Muszę także wspomnieć o postaciach drugoplanowych. O tacie Coltona, bardzo mądrym i wyrozumiałym człowieku, o Becksie, który zawsze stoi u boku swojego przyjaciela, o Haddie, która nigdy nie zostawi swojej przyjaciółki w potrzebie, no i oczywiście o chłopcach, teraz już nastolatkach, a w szczególności o Shane i Zanderze. Wszyscy oni są bardzo ważni w całej tej historii i zasługują na uwagę.


„Aced” to powieść, która wzrusza, ale także bawi. To wspaniałe dopełnienie historii Coltona i Rylee. To zamknięcie przeszłości i budowanie nowych wspomnień. To opowieść o prawdziwej dojrzałej miłości, która tak jak w prawdziwym życiu często ma pod górkę. To powieść, która do samego końca trzyma w napięciu i z którą ciężko się rozstać.

Obok serii Driven nie można przejść obojętnie, ja jeszcze nie raz i nie dwa do niej powrócę, może wtedy i mi uda się wyścigować Coltona ;)

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Editio Red i K. Bromberg Książki.
Link do recenzji
http://kobiecerecenzje365.blogspot.com/2017/04/aced-uwikani-k-bromberg-premierowo.html

pokaż więcej

 
2017-04-10 20:40:32
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Złodziejka marzeń (tom 2)

Ania Sakowicz wydała kilka dni temu trzecią i ostatnią część swojej trylogii kociewskiej. Ja niestety jak zwykle jestem trochę "do tyłu" i dziś spróbuję zachęcić Was do przeczytania drugiej części tej trylogii pod jakże wdzięcznym tytułem "To się da". Mam nadzieję, że haniebna zwłoka zostanie mi wybaczona ;)

"Joanna w trakcie rocznego urlopu dla poratowania zdrowia mieszka na Kociewiu i...
Ania Sakowicz wydała kilka dni temu trzecią i ostatnią część swojej trylogii kociewskiej. Ja niestety jak zwykle jestem trochę "do tyłu" i dziś spróbuję zachęcić Was do przeczytania drugiej części tej trylogii pod jakże wdzięcznym tytułem "To się da". Mam nadzieję, że haniebna zwłoka zostanie mi wybaczona ;)

"Joanna w trakcie rocznego urlopu dla poratowania zdrowia mieszka na Kociewiu i opiekuje się ciocią Zofią, energiczną starszą panią. Nowe miejsce staje się szansą na pozytywne życiowe zmiany. Wraz z córką Lusią wikła się w historię z przeszłości i próbuje odnaleźć tajemniczego Henryka z młodości cioci Zosi. Nastolatka wierzy, że miłość może przetrwać kilkadziesiąt lat. Czy faktycznie jest to możliwe?

Autorka stawia główną bohaterkę przed ważnymi decyzjami życiowymi. Każe jej wybierać pomiędzy stabilizacją zawodową a namiętnością, utartymi schematami a porywami serca. Ponadto zmusza ją do walki o nadzieję dla chorej na białaczkę Szpilki."

Uniwersalne powiedzenie o bardzo optymistycznym wydźwięku "to się da", zostało zaczerpnięte z gwary kociewskiej występującej na Pomorzu Gdańskim w dorzeczu Wdy i Wierzycy. Stolicą Kociewia jest Starogard Gdański, to właśnie tam rozgrywa się akcja kontynuacji powieści Anny Sakowicz. To tu od jakiegoś czasu mieszka bohaterka książki Joanna, wraz z córką Lusią. Korzystając z rocznego urlopu, Joanna wprowadza się do domu swojej cioci Zofii z zamiarem pomocy starszej pani w walce z chorobą. Szybko okazuje się, że choroba seniorki to tylko sprytnie uknuta intryga, mamy Joanny. Intryga wychodzi na jaw, jednak Joanna zostaje w Starogardzie, zdobywa przyjaciół i powoli zaczyna wrastać w lokalną społeczność. W ramach wolontariatu zajmuje się dziećmi w hospicjum, co przysparza jej wielu trosk, ale i momentów satysfakcji i potwierdzenia, że to, co robi, jest słuszne i potrzebne. Na horyzoncie pojawia się Artur, mężczyzna, który powoli zaczyna odgrywać ważną rolę w jej życiu. Czyżby już słychać było w oddali dźwięki marsza Mendelsona?
Joanna staje przed dylematem: posłuchać zdrowego rozsądku i wrócić do domu, czy jednak głosu serca i zostać w Starogardzie?

Jednym z ciekawszych moim zdaniem wątków tej części, są perypetie miłosne cioci Zofii. Joanna z Lusią angażują się w odnalezienie wielkiej miłości seniorki z czasów jej młodości. Sposób, w jaki wątek został zakończony, bardzo przyjemnie mnie zaskoczył (choć podejrzewam, że nie każdemu spodoba się takie rozwiązanie). Autorka zdecydowanie wyrwała się utartym schematom, co sprawiło, że historia stała się bardzo autentyczna i nieprzewidywalna.

"To się da" to ciepła i optymistyczna opowieść, do której autorka (jak w przypadku prawie każdej swojej książki) przemyca ważkie tematy. Śmierć, choroba, poświęcenie, tolerancja. To wszystko tematy, które poruszają wyobraźnie i zmuszają do refleksji.
Gros dobrze wykreowanych bohaterów, dynamiczna akcja i spora dawka humoru sprawia, że książkę czyta się szybko i z dużym zainteresowaniem.
Po raz kolejny z wrodzonym sobie wdziękiem i dużym poczuciem humoru Anna Sakowicz udowadnia, że życie kobiety po czterdziestce nie musi być równią pochyłą w dół, a raczej nowym etapem w życiu.

Z czystym sumieniem zachęcam Was do przeczytania tej książki, nawet jeśli nie czytaliście pierwszej części. Już niebawem pojawi się recenzja ostatniej części trylogii kociewskiej.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Szara Godzina i autorce.
Link do recenzji
http://kobiecerecenzje365.blogspot.com/2017/04/to-sie-da-anna-sakowicz.html

pokaż więcej

 
2017-04-10 20:38:47
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Moje ostatnie spotkanie z powieścią młodzieżową było bardzo bolesne, więc jak najszybciej chciałam zatrzeć złe wrażenia i zabrałam się za czytanie kolejnej książki, która jest przeznaczona dla nastolatków. I tak oto zapraszam Was na recenzję powieści Rebekki Stead pt. „Całkiem obcy człowiek”.

„Bridge, Tabitha, Emily znają się od zawsze, ale ten rok testuje ich przyjaźń.
Em ma chłopaka (tak...
Moje ostatnie spotkanie z powieścią młodzieżową było bardzo bolesne, więc jak najszybciej chciałam zatrzeć złe wrażenia i zabrałam się za czytanie kolejnej książki, która jest przeznaczona dla nastolatków. I tak oto zapraszam Was na recenzję powieści Rebekki Stead pt. „Całkiem obcy człowiek”.

„Bridge, Tabitha, Emily znają się od zawsze, ale ten rok testuje ich przyjaźń.
Em ma chłopaka (tak jakby), który prosi ją o szczególnego rodzaju zdjęcia. Tab jest młodą feministką i potrafi przejrzeć każdego na wylot, a Bridge z jakiegoś powodu zaczęła nosić opaskę z kocimi uszami i wciąż stara się zrozumieć, dlaczego przeżyła wypadek, którego nie powinna była przeżyć. Są najlepszymi przyjaciółkami i kierują się jedną zasadą: nigdy nie kłócić się ze sobą. Czy to wystarczy, żeby ich przyjaźń przetrwała?
Sherm usiłuje zrozumieć, dlaczego ludzie rozstają się po wielu latach małżeństwa i jak to jest przyjaźnić się z dziewczyną, a dla pewnej licealistki Walentynki okażą się najtrudniejszym dniem w życiu.
A, jeszcze Jamie, poważny starszy brat, dla którego głupi zakład z kumplem kończy się... no, prawie katastrofą.”

„Całkiem obcy człowiek” to powieść o nastolatkach i dla nastolatków, chociaż nic się nie stanie, gdy przeczyta ją starsza osoba, bo ja mimo swoich kilkudziesięciu lat spędziłam przy niej miło czas. Obawiałam się, że dostanę przesłodzoną historię o grupie nastolatków, jednak autorka mnie zaskoczyła i odstałam coś całkiem odwrotnego. To bardzo prawdziwa książka, dotycząca problemów, z jakimi codziennie mierzy się młodzież: pierwsza miłość, chęć uzyskania akceptacji rówieśników, zawiść, zdrada, czy nawet rozwód rodziców. Autorka wszystko to przedstawiła w naprawdę prawdziwy sposób, bez owijania w bawełnę i niepotrzebnego słodzenia. Bo przecież życie nie zawsze ma słodki smak i nawet młodym wieku można poczuć jego gorzki smak.

W książce pojawia się sporo bohaterów, jednak autorka każdemu z nich poświęciła dużo uwagi i nie ma obaw, że ktoś z kimś nam się pomyli. Każdy z nich został przedstawiony bardzo dokładnie i dostał takie cechy charakteru, które rozróżniają go od innych. Żadne z nich nie jest pozbawione wad i bardzo często popełniają błędy tak jak każdy z nas. Nie mam swojego ulubieńca, gdyż historie wszystkich bohaterów raz wzruszają, a innym razem wywołują uśmiech na twarzy.

Styl, jakim operuje autorka, jest bardzo lekki i przyjemny w odbiorze, książkę czyta się bardzo szybko, gdyż wciąga już od pierwszej strony.

„Całkiem obcy człowiek” to powieść o nastolatkach, o przyjaźni, o miłości, zaufaniu oraz zdradzie. To bardzo prawdziwa opowieść poruszająca trudne tematy, z jakimi mierzy się młodzież.

Polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu IUVI.
Link do recenzji
http://kobiecerecenzje365.blogspot.com/2017/04/cakiem-obcy-czowiek-rebecca-stead.html

pokaż więcej

 
2017-04-05 21:42:19
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Komisarz Anna Lindholm (tom 2)

Dziś macie okazje przeczytać recenzje książki, na którą czekałam jak na szpilkach i która została wydana na początku października 2016r. Wiem, że przeczytałam ją jedynym tchem, w każdej wolnej chwili siadałam z tą właśnie książką i nie mogłam się od niej oderwać.


Niestety nie wiem jak doszło do tego, że opinia o niej po prostu gdzieś mi zaginęła i to na dwóch komputerach! To, że starałam się...
Dziś macie okazje przeczytać recenzje książki, na którą czekałam jak na szpilkach i która została wydana na początku października 2016r. Wiem, że przeczytałam ją jedynym tchem, w każdej wolnej chwili siadałam z tą właśnie książką i nie mogłam się od niej oderwać.


Niestety nie wiem jak doszło do tego, że opinia o niej po prostu gdzieś mi zaginęła i to na dwóch komputerach! To, że starałam się ją ukryć jak najgłębiej się dało w komputerze w pracy, by nikt nie zorientował się, że na nocnych zmianach pisze recenzje, zamiast pracować, w sumie mnie nie dziwi, ale w domowym laptopie trzymam wszystko w jednym folderze i nie mam pojęcia jak to się stało, że jej tam po prostu nie widziałam. Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko dodać, że jestem blondynką i to do tego ciemną ;)

Jedyne co teraz mogę zrobić to szczerze przeprosić Magdalę Knedler oraz Was że musieliście tyle na nią czekać.

Gdy skończyłam czytać pierwszą część serii Komisarz Anna Lindholm byłam nią zachwycona i nie mogłam się doczekać, kiedy po raz kolejny przeniosę się do mroźnej Szwecji, gdzie razem z Anną i Ingvarem będę szukać kolejnego mordercy. Jednak niestety się nie udało…

Wszystko dlatego, że Magdalena Knedler przeniosła akcję powieści „Nic oprócz milczenia” do Włoch, a dokładniej do romantycznej Wenecji.

Anna, chcąc zapomnieć o ostatnich trudnych miesiącach jej życia postanawia nagle zniknąć z własnego domu. Zostawiając przy tym w święta wszystkie bliskie jej osoby. Wybrała Wenecję, piękne i romantyczne miejsce pewnie właśnie dlatego to tu w domu Sofii Siatessi kwitł romans jej męża ze słynną śpiewaczką operową. Po to, by zobaczyć ten właśnie dom, w podróż wybrała się komisarz Lindholm, wtedy nie wiedziała jak wyprawa zmieni jej życie…

Jak już wspomniałam Anna wybrała się do Wenecji dość niespodziewanie i bez żadnego planu, zrozumiałe jest, więc że nie planując podróży z wyprzedzeniem nie planowała również gdzie się zatrzyma. Przed szukaniem noclegu na ostatnią chwilę uratowała ją właścicielka małego antykwariatu Lucrezia Doldano. Pozwoliła u siebie zamieszkać jak długo szwedzka polka będzie tego potrzebować, w zamian za pomoc w prowadzeniu biznesu który, nie był jej ukochanym zajęciem. Nie wiedziała wtedy jak duży błąd popełniła pozwalając komisarz Lindholm wejść do swojego życia.


W pierwszy dzień karnawału miało odbyć się huczne przyjęcie w domu jubilera Luigiego Maccaroniego. Całe miasto wiedziało, że gospodarz przygotował wielką atrakcję dla swoich gości. Teatralne spalenie kobiety-kukły symbolizujące koniec karnawału było niegdyś tradycją we Włoszech. Macaronii pragnął ją przywrócić. Nie pytajcie mnie, dlaczego chciał symbolizować koniec zabawy w dniu jej rozpoczęcia w dalszym ciągu nie wiem co sobie myślał. Jednak każdy miejscowy chciał uczestniczyć w tym wydarzeniu i zrozumiałe jest to również panna Doldano chciała to zobaczyć. Oczywiście razem z Anną, Lucrezia jako miejscowa zna miasto jak własną kieszeń, więc postanowiła dostać się tam jak najkrótszą drogą ciągnąc za sobą komisarz Lindholm. W jednej z Weneckich uliczek natknęły się na zwłoki tajemniczego gondoliera. Anna poczuła znajomy dreszcze emocji i nie mogąc się pohamować zaczęła działać:

„(…) Anna zgarnęła falbany i zastygła nad szkarłatną kałużą. Powoli wodziła wzrokiem po twarzy mężczyzny, jego regularnych rysach, wysokim czole, kształtnym nosie i ostro zarysowanej żuchwie. Komiczny strój Poliszynela z wypchanym brzuchem i garbem nie do końca zdeformował atletyczną sylwetkę. (…)”

Oczywiście postępowanie Anny nie spodobało się tutejszej policji, a w szczególności Commissario Antonio Valliemu, który słysząc nazwisko Lucrezii jako zgłaszającej przestępstwo wiedział, że kryje się za tym coś więcej, postanowił to sprawdzić, zająć się tą sprawą i tymi dwiema kobietami…

W tym samym czasie w domu Maccaroniego odbywało się już przyjęcie, kukła została podpalona. Jednak Livia Foscari po chwili zorientowała się, że coś jest jednak nie tak, zapach, który towarzyszył niszczeniu lalki był inny niż ten, którego się spodziewała, a to dlatego, że jej mąż nie podpalił stosu z kukłą tylko martwą kobietą…

Valli zabrał Annę do pałacu, w którym doszło do tragicznego zdarzenia, postanowił wykorzystać jej umiejętności obserwacji oraz doświadczenie, które zdobyła pracując w szwedzkiej policji. Nie musiał prosić jej o pomoc, gdyż sama chciała dowiedzieć się jak to się stało, że jednego wieczoru w tym pięknym mieście popełniono aż dwie straszne zbrodnie.

Czy coś je łączyło? Kim są zabici i czy mieli ze sobą coś wspólnego? W jakich okolicznościach zginęli i dlaczego? Co wiedzieli? Kto i z jakich powódek chciał ich uciszyć?

Anna i Antonio starają się znaleźć odpowiedzi te i inne pytania współpracując, dzieląc się swoimi doświadczeniami zawodowymi. Czas, który razem spędzają wpływa również na ich relacje która niepostrzeżenie zmienia się w coś niespodziewanego dla nich samych, jak również dla czytelników. Tak różne osobowości łączą siły, by rozwiązać te skomplikowane sprawy oraz skomplikować swoje życie osobiste jeszcze bardziej.

Muszę przyznać, że jest mi z tego powodu bardzo smutno, bo ja w dalszym ciągu jestem w #TeamIngvar. Czeka nas jeszcze jedna część tej serii i głęboko wierze, że wszystko wróci na właściwe tory.

Jest jednak jeden plus tego, iż zagubiłam tę recenzje. Dziś siadając do jej edycji znów sięgnęłam po książkę, przekartkowałam ją, historia na nowo dla mnie odżyła. I to na kilka dni przed premierą ostatniej części serii zatytułowanej „Nic oprócz Śmierci”. Teraz wiem, że początek kwietnia spędzę jak na szpilkach czekając na tą właśnie pozycje.

Liczę, że znajdę tam odpowiedź na kilka pytań, które kotłują się w mojej głowie od dnia, gdy skończyłam czytać „Nic oprócz strachu” a w „Nic oprócz milczenia” ich nie znalazłam.

Za możliwość przeczytania dziękuje Wydawnictwu Czwarta Strona.
Link do recenzji
http://kobiecerecenzje365.blogspot.com/2017/04/nic-oprocz-milczenia-magdalena-knedler.html

pokaż więcej

 
2017-04-05 21:37:12
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Siedem sióstr (tom 1)

Mówi się... nie oceniaj książce po okładce. Zawsze trzymałam się tej zasady, jednak gdy zobaczyłam okładkę „Siedmiu sióstr” Lucindy Riley, wiedziałam, że to książka, którą koniecznie muszę przeczytać. Wzięłam ją do recenzji, intuicyjnie bez czytania opisu. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło, ale ta okładka po prostu mnie zaczarowała i byłam pewna, że treść mnie nie zawiedzie. Nie znałam... Mówi się... nie oceniaj książce po okładce. Zawsze trzymałam się tej zasady, jednak gdy zobaczyłam okładkę „Siedmiu sióstr” Lucindy Riley, wiedziałam, że to książka, którą koniecznie muszę przeczytać. Wzięłam ją do recenzji, intuicyjnie bez czytania opisu. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło, ale ta okładka po prostu mnie zaczarowała i byłam pewna, że treść mnie nie zawiedzie. Nie znałam wcześniejszych dzieł autorki, poszłam na prawdziwy żywioł. I wiecie co? Nie żałuję ani jednej minuty, którą spędziłam z tą historią, bo to przepiękna, wciągająca i nastrojowa saga rodzinna. Zapraszam na recenzję.

Opis
„Każda z nich jest inna. Każda z nich urodziła się w innej części świata i ułożyła sobie życie z dala od pozostałych sióstr. Przybrany ojciec - tajemniczy Pa Salt – nadał im imiona mitycznych Plejad.

Kiedy sześć młodych kobiet dowiaduje się o jego śmierci, wszystkie, niczym ptaki do gniazda, sfruwają do rodzinnego domu – bajecznego zameczku nad jeziorem Genewskim – a tam czekają na nie zaszyfrowane wiadomości na temat ich pochodzenia.”

„Nigdy nie pozwól, aby twoim losem rządził strach”
Takie przesłanie zostawił umierający Pa Salta najstarszej ze swoich sześciu adoptowanych córek. Dołączył do tego list i wykute w rzeźbie na terenie zamku współrzędne geograficzne miejsca, w którym się urodziła. Każda z sześciu sióstr dostanie własne wskazówki, jednak w tej części autorka przedstawiła nam historię Mai, najstarszej z nich.
Maja idąc za wskazówkami Pa Salta wyruszy do Rio de Janerio, gdzie przystojny pisarz pokaże jej uroki miasta i pomoże jej odkryć zagmatwaną przeszłość przodków. I tym sposobem poznamy także historię jej prababki Izabeli Aires Cabral. Czy historia prababki pozwoli Mai odnaleźć drogę do własnego szczęścia?

„Miłości nie ogranicza odległość ani żaden kontynent, oczyma sięga gwiazd.”

„Siedem sióstr” Lucindy Riley to genialnie napisana powieść, która wciąga już od pierwszej strony. Pełna zagadek, tajemnic, które bombardują czytelnika już od samego początku, a w głowie rodzi się ogrom pytań... kim był Pa Salt, dlaczego zmarł w tak tajemniczych okolicznościach, dlaczego samotny mężczyzna adoptował same córki, dlaczego sióstr jest tylko sześć, dlaczego każda z nich otrzymała imię z ulubionej gwiezdnej gromady Pa Salta i dlaczego nie udało odnaleźć się siódmej siostry, czyli Metrope? Pytań jest wiele, ale autorka skrzętnie dawkuje nam informacje i myślę, że taką bombą będzie siódmy tom tej serii, który odkryje wszystkie karty. Już teraz nie mogę się na niego doczekać, ale w oczekiwaniu pomogą mi wcześniejsze książki autorki, gdyż bezapelacyjnie muszę wszystko przeczytać.

Jestem wniebowzięta, gdy czytam tak dobrze napisane książki, które hipnotyzują i pochłaniają bez reszty. Czasami podczas czytania żałowałam, że nie mogę przenieść się w głąb książki, by z boku przyglądać się wszystkim wydarzeniom. Autorka w zgrabny sposób połączyła wątki romantyczne, obyczajowe oraz historyczne, wszystko jest dopracowane w najdrobniejszym szczególe. Ja nie mogłam się od niej oderwać i czytałam w każdej wolnej chwili, by jak najszybciej poznać zakończenie. Zakończenie rozbudziło mój apatyt na więcej i niecierpliwie będę wyczekiwała kolejnego tomu.

„Siedem sióstr” to przepiękna powieść, trochę jakby magiczna, trochę jakby bajkowa, ale tak naprawdę bardzo realistyczna. Jestem przekonana, że kiedyś do niej jeszcze powrócę.


Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

Link do recenzji
Mówi się... nie oceniaj książce po okładce. Zawsze trzymałam się tej zasady, jednak gdy zobaczyłam okładkę „Siedmiu sióstr” Lucindy Riley, wiedziałam, że to książka, którą koniecznie muszę przeczytać. Wzięłam ją do recenzji, intuicyjnie bez czytania opisu. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło, ale ta okładka po prostu mnie zaczarowała i byłam pewna, że treść mnie nie zawiedzie. Nie znałam wcześniejszych dzieł autorki, poszłam na prawdziwy żywioł. I wiecie co? Nie żałuję ani jednej minuty, którą spędziłam z tą historią, bo to przepiękna, wciągająca i nastrojowa saga rodzinna. Zapraszam na recenzję.

Opis
„Każda z nich jest inna. Każda z nich urodziła się w innej części świata i ułożyła sobie życie z dala od pozostałych sióstr. Przybrany ojciec - tajemniczy Pa Salt – nadał im imiona mitycznych Plejad.

Kiedy sześć młodych kobiet dowiaduje się o jego śmierci, wszystkie, niczym ptaki do gniazda, sfruwają do rodzinnego domu – bajecznego zameczku nad jeziorem Genewskim – a tam czekają na nie zaszyfrowane wiadomości na temat ich pochodzenia.”

„Nigdy nie pozwól, aby twoim losem rządził strach”
Takie przesłanie zostawił umierający Pa Salta najstarszej ze swoich sześciu adoptowanych córek. Dołączył do tego list i wykute w rzeźbie na terenie zamku współrzędne geograficzne miejsca, w którym się urodziła. Każda z sześciu sióstr dostanie własne wskazówki, jednak w tej części autorka przedstawiła nam historię Mai, najstarszej z nich.
Maja idąc za wskazówkami Pa Salta wyruszy do Rio de Janerio, gdzie przystojny pisarz pokaże jej uroki miasta i pomoże jej odkryć zagmatwaną przeszłość przodków. I tym sposobem poznamy także historię jej prababki Izabeli Aires Cabral. Czy historia prababki pozwoli Mai odnaleźć drogę do własnego szczęścia?

„Miłości nie ogranicza odległość ani żaden kontynent, oczyma sięga gwiazd.”

„Siedem sióstr” Lucindy Riley to genialnie napisana powieść, która wciąga już od pierwszej strony. Pełna zagadek, tajemnic, które bombardują czytelnika już od samego początku, a w głowie rodzi się ogrom pytań... kim był Pa Salt, dlaczego zmarł w tak tajemniczych okolicznościach, dlaczego samotny mężczyzna adoptował same córki, dlaczego sióstr jest tylko sześć, dlaczego każda z nich otrzymała imię z ulubionej gwiezdnej gromady Pa Salta i dlaczego nie udało odnaleźć się siódmej siostry, czyli Metrope? Pytań jest wiele, ale autorka skrzętnie dawkuje nam informacje i myślę, że taką bombą będzie siódmy tom tej serii, który odkryje wszystkie karty. Już teraz nie mogę się na niego doczekać, ale w oczekiwaniu pomogą mi wcześniejsze książki autorki, gdyż bezapelacyjnie muszę wszystko przeczytać.

Jestem wniebowzięta, gdy czytam tak dobrze napisane książki, które hipnotyzują i pochłaniają bez reszty. Czasami podczas czytania żałowałam, że nie mogę przenieść się w głąb książki, by z boku przyglądać się wszystkim wydarzeniom. Autorka w zgrabny sposób połączyła wątki romantyczne, obyczajowe oraz historyczne, wszystko jest dopracowane w najdrobniejszym szczególe. Ja nie mogłam się od niej oderwać i czytałam w każdej wolnej chwili, by jak najszybciej poznać zakończenie. Zakończenie rozbudziło mój apatyt na więcej i niecierpliwie będę wyczekiwała kolejnego tomu.

„Siedem sióstr” to przepiękna powieść, trochę jakby magiczna, trochę jakby bajkowa, ale tak naprawdę bardzo realistyczna. Jestem przekonana, że kiedyś do niej jeszcze powrócę.


Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

pokaż więcej

 
2017-04-03 22:53:15
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Na samym początku muszę przyznać szczerze, że twórczość Geny Showalter była mi do tej pory nieznana. Oczywiście wiem, że napisała słynną serię „Kroniki białego królika”, która jest bardzo zachwalana przez czytelników na całym świecie, jednak mnie nigdy do tych książek nic nie przyciągało. Więc gdy nadarzyła się okazja, bym zrecenzowała „Firstlife. Pierwsze życie” właśnie jej autorstwa,... Na samym początku muszę przyznać szczerze, że twórczość Geny Showalter była mi do tej pory nieznana. Oczywiście wiem, że napisała słynną serię „Kroniki białego królika”, która jest bardzo zachwalana przez czytelników na całym świecie, jednak mnie nigdy do tych książek nic nie przyciągało. Więc gdy nadarzyła się okazja, bym zrecenzowała „Firstlife. Pierwsze życie” właśnie jej autorstwa, stwierdziłam, że nadszedł czas, by poznać jej twórczość i przekonać się, czy to autorka, która usatysfakcjonuje mój czytelniczy gust. Zapraszam na recenzję.

Nastoletnia Tenley już od ponad roku przebywa zakładzie dla obłąkanych, w którym umieścili ją rodzice, za to, że nie potrafiła wybrać, do jakiej frakcji chce należeć po pierwszej śmierci. Do wyboru dziewczyna miała Trojkę i Miriadę, jednak żadna z nich jej nie odpowiadała. Chciała zostać Niezwerbowaną, ale ani Trojka, ani Miriada nigdy się nie poddają i w nieczysty sposób walczą o każdą z dusz. A mają o co walczyć, gdyż Tenley została naznaczona już w chwili narodzin i posiadła ogromną moc. Żadna z frakcji się nie podda i na wszelkie możliwe sposoby będzie chciała przeciągnąć dziewczynę na swoją stronę. Komu się to uda? Czy Tenley zdoła wybrać jedną z nich? Przekonajcie się sami.

„Gena Showalter to autorka powieści znajdujących się na liście bestsellerów New York Times i USA Today. Jej ulubione gatunki literackie to paranormal, współczesny romans, a także opowiadania kierowane do młodych ludzi. Umiejętnie łączy zmysłowe opisy z wątkami sensacyjnymi, a przy tym daje ujście swemu poczuciu humoru. To sprawia, że od jej powieści trudno się oderwać.”

„Firstlife. Pierwsze życie” to powieść typowo dla młodzieży i choć lubię taką literaturę, bo nieraz trafiają się świetne perełki, to ta książka do mnie nie trafiła. Osobiście lubię znaleźć w lekturze trochę głębszych przemyśleń, trochę zawiłości, wychodzi na to, że jestem po prostu za stara na powieści, które wychodzą spod pióra Geny Showalter, ale muszę przyznać, że z czystej ciekawości sięgnę po kolejny tom, by sprawdzić, czy będzie lepszy, tym bardziej że dynamiczna akcja, jak i samo zakończenie daje na to nadzieję. Myślę, że niejeden młody czytelnik będzie zafascynowany tą historią, tym bardziej, że napisana jest bardzo prostym stylem i czyta się ją bardzo szybko. Nie ma w niej nic skomplikowanego ani zawiłego, więc to książka idealna na zrelaksowanie i odprężenie po męczącym dniu w szkole.

To, co najbardziej raziło mnie w tej powieści, to wiele niedomówień i błędów logicznych (czasami zostaje zmieniony wygląd bohaterów i to w odstępie kilku godzin), zabrakło mi też dokładnej charakterystyki Tenley, bo przez całą książkę dowiadujemy się o niej naprawdę niewiele. Pomysł na książkę fajny jednak coś poszło nie tak i uważam, że wybredny czytelnik może mieć z tym problem. Jednak mam nadzieję, że kolejny tom okaże się dużo lepszy, bo pisanie niepochlebnych recenzji to nic fajnego i nie chcę tego więcej robić. ;)

Uważam, że jest to kolejna powieść z typu... kochasz albo nienawidzisz, chociaż ja jeszcze w stu procentach nie potrafię wybrać i poczekam na kolejną część. Oczywiście niech każdy z Was oceni tę książkę po swojemu, bo to jest moja własna opinia, a wiem, że każdemu podoba się coś innego i każdy może mieć odmienne zdanie.

Muszę wspomnieć o okładce, która jest po prostu piękna i od razu przykuwa wzrok.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.
Link do recenzji
http://kobiecerecenzje365.blogspot.com/2017/04/na-samym-poczatku-musze.html

pokaż więcej

 
2017-04-03 13:11:41
Ma nowego znajomego: kryminalnakuchnia
 
2017-04-03 00:07:03
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Bridge (tom 2)

„Płomienna miłość” Meredith Wild to drugi tom serii o rodzinie Bridge'ów. W tej części poznajemy historię Darrena, brata Camerona oraz Vanessy, najlepszej przyjaciółki Mai. Pierwszy tom zrobił na mnie dobre wrażenie, a jak było tym razem? Zapraszam na recenzję.

Darren Bridge to strażak, który w wolnym czasie pracuje w siłowni swojego brata. To także mężczyzna, który działa na kobiety jak...
„Płomienna miłość” Meredith Wild to drugi tom serii o rodzinie Bridge'ów. W tej części poznajemy historię Darrena, brata Camerona oraz Vanessy, najlepszej przyjaciółki Mai. Pierwszy tom zrobił na mnie dobre wrażenie, a jak było tym razem? Zapraszam na recenzję.

Darren Bridge to strażak, który w wolnym czasie pracuje w siłowni swojego brata. To także mężczyzna, który działa na kobiety jak magnez i bardzo chętnie to wykorzystuje. Seks traktuje jako dobrą zabawę, jednak gdy poznaje Vanessę, coś zaczyna się zmieniać. To kobieta, która różni się od dziewczyn, jakie do tej pory poznawał. Z chęcią by ją uwiódł, jednak obiecał komuś, że da jej spokój. Vanessa od dwóch lat nie miała urlopu, jej życie wypełniała tylko praca i wekeendowe wypady na miasto, lecz wreszcie będzie czas na odpoczynek, gdyż jej najlepsza przyjaciółka wyprawia wesele na Kajmanach. Oczywiście na to samo wesele wybiera się Darren, gdyż to drużba i brat pana młodego. Vanessa daje się złapać w sidła namiętności, jednak zdaje sobie sprawę z przeszłości Darrena i boi się zostać kolejnym imieniem na liście jego podbojów. Tylko co zrobić, gdy namiętność jest silniejsza niż wszelkie prawa logiki? Co się stanie po powrocie do szarego Nowego Jorku? Czy w jej zapracowanym życiu znajdzie się miejsce dla mężczyzny, zwłaszcza dla takiego playboya, jakim jest Darren?

„Płomienna miłość” to powieść, na którą czekałam, gdyż postać Darrena zaintrygowała mnie już w poprzedniej części. Byłam przekonana, że historia jego i Vanessy będzie ciekawa i na całe szczęście się nie pomyliłam. To bardzo fajny romans, który zawiera ogromną ilość scen seksu, które są namiętne, gorące i niejednokrotnie doprowadzają krew do wrzenia. Wyobraźnia działa na pełnych obrotach i nieraz miałam ochotę zamienić się z Vanessą ;) Ostatnio zwracam ogromną uwagę na to, jak zostały opisane takie sceny, czy nie są wulgarne, czy nie zniesmaczają całej historii i muszę przyznać, że Meredith Wild pisze o seksie otwarcie, zmysłowo i bardzo prawdziwie, czyli tak jak lubię.

Styl autorki jest bardzo lekki oraz przyjemny w odbiorze, więc książkę czyta się zdecydowanie bardzo szybko. Sama przeczytałam ją podczas jednego wieczoru, gdyż od pierwszej strony pochłonęła mnie ta historia. Cały czas coś się dzieje, znów pojawiają się napaleni szefowie, korporacyjne intrygi i wiele więcej, więc nie ma czasu na nudę. Teraz czekam na kolejny tom, który będzie dotyczył Olivii i mam nadzieję, że będzie on równie ciekawy.

Jak zawsze, Meredith Wild stworzyła bardzo wiarogodnych i charakterystycznych bohaterów. Każdy z nich boryka się problemami i dylematami jak niejeden człowiek. Darren to mężczyzna przystojny, pewny siebie, lubiący się zabawić. Nie myśli o ustatkowaniu się, a gdy poznaje Vanessę, uczucia, jakie zaczyna do niej żywić, przerażają go. To bohater uwielbiający swój zawód i niesienie pomocy innym. Za to Vanessa to kobieta zapracowana, która prawie w ogóle nie ma prywatnego życia, gdyż szef we wszystkim się nią wyręcza. Piękna, ognista i temperamentna, szuka stałego związku i nie interesuje jej bycie czyjąś jednonocną przygodą. Niestety jest to także bohaterka, która czasami strasznie mnie irytowała swoim podejściem do Darrena i swojego szefa.

Meredith Wild to autorka, której książki uwielbiam i zawsze przeczytam wszystko, co wyjdzie spod jej pióra. „Płomienna miłość” to książka na jeden wieczór, która zapewni Wam niezapomnianą rozrywkę.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Burda Książki.
Link do recenzji
http://kobiecerecenzje365.blogspot.com/2017/04/pomienna-miosc-meredith-wild.html

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
381 377 2584
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (32)

zgłoś błąd zgłoś błąd