iminfectedpl 
iminfected.pl, imradioactive.pl
Jestem miłośnikiem wszystkiego, co dotyczy szeroko pojętej tematyki post-apo, a przede wszystkim, jestem fanatykiem tematyki zombie apokalipsy. Kocham antyutopijne wątki i ciekawe fabuły, które opisują koniec świata. Czym bardziej innowacyjny sposób, tym lepiej!
status: Czytelnik, ostatnio widziany 4 dni temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-17 20:08:41
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Ziemia złych uroków (tom 1) | Seria: Fabryczna Zona

http://iminfected.pl/ziemia-zlych-urokow-jacek-kloss/


Zona to niewdzięczna kochanka, która zabiera co i kiedy chce. Stalker Kojot na co dzień zajmuje się przemycaniem różnych rzeczy na Dużą Ziemię ze Strefy. Podczas realizowania jednego ze zleceń, Kojot traci bliskiego kompana co odbija się na nim samym. Nie dane jest mu jednak zapomnieć o odpoczynku od Zony. Wplątany w spisek żołnierzy...
http://iminfected.pl/ziemia-zlych-urokow-jacek-kloss/


Zona to niewdzięczna kochanka, która zabiera co i kiedy chce. Stalker Kojot na co dzień zajmuje się przemycaniem różnych rzeczy na Dużą Ziemię ze Strefy. Podczas realizowania jednego ze zleceń, Kojot traci bliskiego kompana co odbija się na nim samym. Nie dane jest mu jednak zapomnieć o odpoczynku od Zony. Wplątany w spisek żołnierzy Kordonu wbrew swej woli zostaje wysłany do Zony, by odnaleźć tam potrzebną im przesyłkę. Jeszcze nigdy żadna wyprawa nie była tak niebezpieczna jak ta, która właśnie się szykuje.

„Ziemia Złych Uroków” to debiutancka powieść Jacka Klossa osadzona w uniwersum stalkera. Zapewniająca niemałą dawkę adrenaliny książka to doskonałe połączenie akcji i wciągającej fabuły, która pochłonie nie tylko fanów gry, ale także każdego czytelnika łaknącego ciekawej przygody. Czy powieść okazała się dobrym rozpoczęciem pisarskiej kariery autora? Zdecydowanie tak!

Ze światem stalkera jestem związany od dawna i zawsze cieszy mnie fakt pojawienia się nowego tytułu w tym uniwersum na rynku. Powieść Jacka zabrała mnie w intensywną podróż po Zonie, która dzięki przemyślanej fabule potrafiła zaciekawić mnie od pierwszej strony. Kojot – młody, niemający sprecyzowanego celu w życiu stalker próbuje przetrwać na własnych warunkach pracując jako przemytnik. Pech chciał, że pojawił się on w nieodpowiednim miejscu i czasie co przyczyniło się do niebezpiecznej podróży w głąb Zony.

Każda debiutancka powieść, która trafia w moje ręce w ocenie ma pewną taryfę ulgową. Wiadomo jest, że postawienie pierwszych kroków w karierze pisarskiej nie jest łatwe w naszym kraju, dlatego doceniam starania każdego. W przypadku Jacka Klossa wcale nie muszę korzystać ze wspomnianej wcześniej taryfy, ponieważ książka pomimo nielicznych wad bardzo dobrze się broni sama. Najbardziej w trakcie czytania urzekł mnie dojrzały i rozbudowany język autora, którym posługuje się bez większych problemów. Dzięki temu wszelkie opisy sytuacji czy miejsc są bardziej wyraziste.

Kolejną rzeczą, która przypadła mi do gustu jest fakt, że od początku książki czuć duże zamiłowanie autora do tego uniwersum. Każde z użytych rozwiązań wpasowuje się w klimat Zony a ta jak wiemy nie ma litości dla nikogo. Co więcej uważam, że książka ma najlepszą jak do tej pory okładkę z całej serii stalkera. Wiem, że nie ocenia się książki po okładce i przede wszystkim liczy się jej wnętrze, ale jak już wspomniałem wcześniej treść książki jest porywająca, a piękna okładka tylko dopełnia całość.

Nie wszystko jednak było dla mnie idealne. Najbardziej uciążliwą rzeczą, jakiej doświadczyłem podczas lektury było częste powtarzanie myśli bohatera. Rozumiem, kiedy ma to na celu podkreślenie czegoś istotnego, ale miejscami było to nieco przytłaczające, kiedy czytamy to samo tylko z użyciem innych słów. Kolejna kwestia to mało wyróżniający się bohaterowie. Z żadnym z postaci drugo i dalszoplanowych nie poczułem więzi chociaż miały ku temu spory potencjał.

Podsumowując, powieść „Ziemia Złych Uroków” to doskonała propozycja dla miłośników świata stalkera i nie tylko. Spora dawka akcji i ciekawe zwroty pozwolą cieszyć się z każdej przeczytanej strony. Z niecierpliwością oczekuje na kolejny tom!

Moja Ocena: 7/10


Po więcej, zapraszam na iminfected.pl!

pokaż więcej

 
2018-09-22 10:47:51
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

http://iminfected.pl/duma-i-uprzedzenie-i-zombi-jane-austen-seth-grahame-smith/


Kiedy pogrążona w chaosie Anglia zmaga się z inwazją zombie, piątka sióstr Bennet w hrabstwie Hertfordshire stara się odnaleźć godnego siebie mężczyzny. Wyćwiczone w boju przez chińskich mistrzów kobiety bez problemu radzą sobie w walce z żywymi trupami. Wszystko się jednak zmienia, kiedy do sąsiedztwa przybywa...
http://iminfected.pl/duma-i-uprzedzenie-i-zombi-jane-austen-seth-grahame-smith/


Kiedy pogrążona w chaosie Anglia zmaga się z inwazją zombie, piątka sióstr Bennet w hrabstwie Hertfordshire stara się odnaleźć godnego siebie mężczyzny. Wyćwiczone w boju przez chińskich mistrzów kobiety bez problemu radzą sobie w walce z żywymi trupami. Wszystko się jednak zmienia, kiedy do sąsiedztwa przybywa młody i przystojny Pan Bingley wraz ze swoim przyjacielem Panem Darcym.

Bazująca na klasycznej XIX-wiecznej powieści romantycznej książka „Duma i Uprzedzenie i Zombi” to parodia wprowadzająca wątki żywych trupów do tych znanych z pierwowzoru autorstwa Jane Austen. Pomysłodawca i współautor książki Seth Grahame-Smith opierając się o znany schemat, urozmaicił go dodając trochę brutalności w stylu Romero. Czy taki zabieg okazał się dobrym pomysłem? O dziwo tak!

Muszę przyznać się, że przed lekturą książki nie zapoznałem się z oryginalnym tekstem Austin. Każdy wątek był dla mnie nowy i nie wiem na ile żywe trupy zmieniły fabułę pierwotnej wersji powieści. Nie zmienia to jednak faktu, że podczas lektury bawiłem się przednio a utrzymany przez współautora klimat bardzo nawiązywał do czasów powstania „Dumy i Uprzedzenia”. Zacznijmy jednak po kolei.

Książka przede wszystkim stawia główny nacisk na rozterki miłosne sióstr Bennet z największym podkreśleniem dwóch najstarszych - Jane i Elizabeth. To właśnie ich losy śledzimy najczęściej a reszta rodziny Bennetów stanowi postacie drugoplanowe. Motywy zombie wcale nie grają głównych skrzypiec. Tworzą one jedynie tło, w którym bohaterki książki muszą się odnaleźć i jednym wychodzi to lepiej, innym gorzej.

Występujące w powieści postacie kobiece jako wytrenowane wojowniczki nie mają żadnego problemu w walce z zagrożeniem. Bez trudu radzą sobie z każdym napotkanym zombie. Choć mogłoby się wydawać, że zabijanie żywych trupów leży po męskiej stronie, tak większa część bohaterów męskich nie radzi sobie z tym. Wyjątek stanowi Pan Darcy – obeznany i niezawodny pogromca zombie, który swoją osobowością odtrąca od siebie ludzi. Początkowo Elizabeth nie widzi w mężczyźnie potencjalnego kandydata męża, choć z czasem jej uczucia zmieniają się diametralnie.

Sam pomysł stworzenia takiej książki z początku wydał mi się absurdalny. Długo walczyłem z sobą i odkładałem lekturę powieści na później, lecz w końcu owe „później” nastało. Muszę przyznać, że zostałem niezwykle pozytywnie zaskoczony. Z każdą kolejną stroną książki wsiąkałem w fabułę coraz mocniej a emocje wiążące się z historią i losem bohaterów narastały.

Choć nie czytałem oryginału, to uważam, że nowe wątki (z zombie na czele) zostały wprowadzone z niezwykłą gracją. Absolutnie nie czuć przepaści pomiędzy tym, co najprawdopodobniej zostało wykorzystane z pierwowzoru a tym, co zostało dodane przez Smitha. Każda wzmianka o żywych trupach i sytuacje, w których zostały one przedstawione czyta się równie dobrze, co wszelkie rozterki postaci głównych i pobocznych.

Miłośnicy „Dumy i Uprzedzenia” prawdopodobnie odbiorą książkę jako zniewagę klasycznego dzieła lub kpinę z przesłania, które niesie ze sobą książka. Dla mnie powieść urozmaicona o zombie nie tylko zapewniła sporo przyjemnej rozrywki, ale także zainteresowała lekturą oryginału, po którą mam nadzieję uda mi się sięgnąć dla porównania z tą wersją.

Podsumowując, wydaje mi się, że książkę „Duma i Uprzedzenie i Zombie” nie należy brać na poważnie a tym bardziej porównywać z wersja bez zombie. Autor mając na celu rozbawienie czytelnika na pewno nie chciał zbezcześcić klasycznego dzieła a jedynie urozmaicić o wątek, który może przyciągnąć czytelnika z poza grupy docelowej oryginału – w tym wypadku np. mnie.

Moja ocena: 7/10


Po więcej zapraszam na iminfected.pl!

pokaż więcej

 
2018-08-27 19:56:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

http://iminfected.pl/wyspa-zombie-oystein-stene/


Na tajemniczą i skrytą przed ludźmi wyspę położoną gdzieś na środku Atlantyku – Labofnię, trafia mężczyzna, który nie pamięta dlaczego tu się znalazł ani to, kim był zanim tu przybył. Szybko się okazuje, że nie tylko jego pamięć szwankuje, ale także wszelkie funkcje motoryczne. Znacznie spowolnione ruchy, sztywność kończyn a co więcej jego...
http://iminfected.pl/wyspa-zombie-oystein-stene/


Na tajemniczą i skrytą przed ludźmi wyspę położoną gdzieś na środku Atlantyku – Labofnię, trafia mężczyzna, który nie pamięta dlaczego tu się znalazł ani to, kim był zanim tu przybył. Szybko się okazuje, że nie tylko jego pamięć szwankuje, ale także wszelkie funkcje motoryczne. Znacznie spowolnione ruchy, sztywność kończyn a co więcej jego ciało ma bardzo niski puls i temperaturę. Jednym słowem stał się zombie. Dołączywszy do społeczeństwa Labofnijczyków – również zombie – Johannes van der Linden, bo takie imię zostało nadane mężczyźnie, próbuje poznać panujące tu zasady. Szybko się okazuje, że los tubylców kierowany jest przez kogoś zupełnie innego.

Powieść „Wyspa Zombie” autorstwa norweskiego pisarza Øysteina Stenea, to zupełnie odmienna wizja żywych trupów znacznie różniąca się od przybranych norm dla gatunku książek o zombie. Przede wszystkim nieżywi mają tutaj swoją świadomość i tworzą pewnego rodzaju wspólnotę. Potrafią wykonywać wszelkie czynności ludzkie, które udają się im pomimo wielkiej oporności kończyn. Czy wyrwanie się z ram gatunkowych wyszło na dobre książce? Jak najbardziej!

Od początku egzystencji Johannesa na Labofni towarzyszymy mu w poznawaniu nowego społeczeństwa, które pomimo samych zombie, stara się udawać normalne państwo. Główny bohater zostaje poddany testom na swoje kompetencje, jak każdy nowo przybyły, co ostatecznie zapewnia mu pracę w miejskim archiwum. Mając dostęp do spisanej historii Labofni, coraz bardziej poznaje miejsce, w którym przyjdzie mu spędzić resztę życia. Z jednej strony zbawienie z innej przekleństwo, lecz czym tak naprawdę jest wyspa i do czego dąży jej rozwój?

Ciekawy klimat i pełno tajemnic, które nie do końca są rozwiane, to właśnie „Wyspa Zombie”. Brak wykorzystania krwiożerczych żywych trupów daje książce zupełnie inne, dość świeże podejście, które autor dobrze wykorzystał. Dodatkowo daje on czytelnikowi sporo miejsca na własne domysły, pozostawiając kilka wątków celowo niezakończonych. Z reguły taki zabieg jest czymś, co przeszkadza mi w ogólnym odbiorze książki, lecz w tym przypadku nie odczułem tego w ten sam sposób.

Tworzenie historii o świadomych zombie to nie jest żaden nowy zabieg. Spójrzmy na film „Wiecznie Żywy” lub seriale „IZombie” albo „In The Flesh”. W każdym z tych dzieł mamy ukazane zombie, które choć martwe, potrafią wyglądać, czuć i zachowywać się jak prawdziwi ludzie. Największe podobieństwa z książką Stenea zauważyłem z „Lamentem Zombie”. Przede wszystkim chodzi tutaj o jeden wątek, który w identycznej formie pojawia się w obu powieściach. Kto przeczytał obie na pewno to wyłapie 😉

Z racji swojej odmienności do tradycyjnych zombiakowych książek na pewno znajdą się tacy, którym taki sposób narracji nie przypadnie do gustu. Mi przypadł a najbardziej spodobały mi się zastosowane przez autora wstawki z czytanych przez głównego bohatera archiwalnych tekstów o historii Labofni. Dzięki temu nie tylko poznajemy tradycje panujące na wyspie, ale także jej historię, która jest naprawdę ciekawa, zwłaszcza nawiązanie do „Nocy Żywych Trupów” George’a A. Romero.

Nie wiem czy jest cokolwiek, co mogłoby mi tutaj przeszkadzać. Konwencja jest inna niż stereotypowe historie o zombie, dlatego odradzam lekturę poszukiwaczom brutalności i rozlewu krwi, bo w „Wyspie Zombie” tego nie uświadczycie. Osobiście żałuje, że autor nie przywiązał większej wagi do samych bohaterów, tylko raczej do wyspy. Przez to nie czułem zbyt dużej więzi pomiędzy mną, a postaciami.

Podsumowując, „Wyspa Zombie” to odskocznia, w której odpoczniemy od flaków, krwi i bezmyślnych zombie. Co więcej książkę z czystym sumieniem mogę polecić nie tylko miłośnikom żywych trupów, ale także każdemu zainteresowanemu ciekawie stworzoną i opisaną historię.


Po więcej, zapraszam na iminfected.pl!

pokaż więcej

 
2018-08-27 19:55:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

http://iminfected.pl/do-zobaczenia-w-piekle-slawomir-niesciur/


Zona nie zna litości a każdy, kto do niej zawita pozna najwyższy stopień niebezpieczeństwa, jaki tylko istnieje. Jusupow i Rybin to dwóch myśliwych, którzy są także doświadczonymi stalkerami. Długi pobyt w Zonie sprawił, że nauczyli się w niej żyć, ale nie oznacza to, że czują się w niej bezpieczni. Idą w głąb nieznanego zwykłym...
http://iminfected.pl/do-zobaczenia-w-piekle-slawomir-niesciur/


Zona nie zna litości a każdy, kto do niej zawita pozna najwyższy stopień niebezpieczeństwa, jaki tylko istnieje. Jusupow i Rybin to dwóch myśliwych, którzy są także doświadczonymi stalkerami. Długi pobyt w Zonie sprawił, że nauczyli się w niej żyć, ale nie oznacza to, że czują się w niej bezpieczni. Idą w głąb nieznanego zwykłym ludziom świata i próbują wykonać misję dyktowaną wewnętrznym głosem. To ciężka droga bo zmierzyć się muszą nie tylko z napotkanymi mutantami, bandytami czy innymi stalkerami, ale przede wszystkim z własnymi słabościami. W tym czasie na jaw wychodzi kilka faktów, o których nikt wcześniej nie wiedział. Witajcie w piekle, które dla nikogo nie ma litości.

„Do zobaczenia w piekle” to wieńczący trylogię autorstwa Sławomira Nieściura tom osadzony w świecie stalkera. To również ponowna wyprawa przez nikogo nierozwikłane zasady działania Zony, która niczym bogini losu Fortuna odbiera jednym a daje tym, którzy sobie na to zasłużyli. Czy koniec przygód myśliwych i innych ludzi Zony w wykonaniu Nieściura wypadł dobrze? Jak najbardziej!

Nim zacznę cokolwiek pisać o tym, jak bardzo książka mi się podobała, muszę wspomnieć, że rzadko który autor potrafi dosłownie przenieść mnie do akcji swojej książki. Sławomir Nieściur to absolutny mistrz opisów, dzięki któremu każda sytuacja odgrywała się na moich oczach. Podczas lektury czułem się tak, jakbym był jednym z bohaterów stojącym na uboczu i obserwował wszystko to, co toczy się między postaciami lub co odczuwają bohaterowie oglądający otaczający ich świat. Niepowtarzalne wrażenie, które mało kto potrafi wykorzystać. Sławek potrafi i to w jakim stylu!

Przejdźmy teraz do książki. Akcja toczy się bez żadnych retrospekcji (jak to było w przypadku „Wedle Zasług”) i nie wraca do tego, co było po drugim wybuchu z roku 2006 (tak jak w „Ostatniego zeżrą psy”). Cała linia fabularna dzieje się w czasie rzeczywistym i idzie do przodu. Obserwujemy poczynania kilku grup, między którymi autor bez problemu przeskakuje nie powodując uczucia chaosu. Bohaterami są nie tylko postacie znane z poprzednich tomów, ale także zupełnie nowi śmiałkowie, których losy wcale nie są mniej interesujące. Co ciekawe na końcu książki pisarz poczęstował nas dodatkowym opowiadaniem opisującym losy jednego z takich bohaterów – Aloszy.

Wspomniana wcześniej doskonała umiejętność Nieściura do lekkiego pióra nie jest jedyną rzeczą, którą warto pochwalić. Wielu pisarzy nie zna umiaru pomiędzy scenami humorystycznymi a tymi wymagającymi od czytelnika powagi. Często dialogi pomiędzy postaciami w zamyśle mają być śmieszne a ostatecznie są sztuczne. Znając uniwersum stalkera i fandom jaki się w okół niego wytworzył, Sławek zgrabnie wykorzystał tę wiedzę do wtrącenia w swój tekst kilku smaczków, które niezwykle ubarwiły lekturę i spowodowały salwę śmiechu. Wielki plus za to.

Czy miałbym jakiś zarzut do książki? Chyba tak. W porównaniu z poprzednimi tomami, ten wydał mi się jakoś mniej stalkerski. Daje się odczuć znacznie zmniejszona intensywność anomalii czy mutantów. Prawdopodobnie spowodowane jest to głównym naciskiem na rozwiązanie wcześniej poruszonych wątków, co akurat się chwali, ale już mniej czułem Zony w Zonie. Fajne natomiast okazało się dość spektakularne zakończenie, którego absolutnie się nie spodziewałem.

Podsumowując, twórczość Sławomira Nieściura spodobała mi się już od pierwszego tomu trylogii, który moim zdaniem jest chyba najciekawszym napisanym stalkerem. Cieszę się, że miałem okazję towarzyszyć w tej niesamowitej przygodzie i wiem rówinież, że spodoba się ona każdemu fanowi serii. Teraz oczekuje tego, by autor wykazał się literacko w jakimś innym uniwersum, najlepiej takim stworzonym przez samego siebie.


Po więcej, zapraszam na iminfected.pl!

pokaż więcej

 
2018-08-27 19:53:59
Ma nowego znajomego: marindek
 
Moja biblioteczka
93 88 272
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (5)

zgłoś błąd zgłoś błąd