Litr ciekłego ołowiu

Cykl: Światy Pilipiuka (tom 8)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
7,2 (1011 ocen i 114 opinii) Zobacz oceny
10
42
9
85
8
257
7
398
6
153
5
48
4
13
3
10
2
5
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788379641581
liczba stron
383
słowa kluczowe
fantastyka
język
polski
dodał
Casthaluth

Zbiory opowiadań tzw. „bezjakubowych” to proza pisana bardziej na poważnie. Wśród krytyków uchodzą za najlepszą część twórczości Andrzeja Pilipiuka. Większość tekstów eksploruje tematykę historyczną. Jak w kalejdoskopie przewijają się mało znane epizody, artefakty innych epok, alternatywy historyczne, zapomniane wynalazki. Ten zbiór nie zawiedzie Czytelników. Zbierane skrzętnie okruchy...

Zbiory opowiadań tzw. „bezjakubowych” to proza pisana bardziej na poważnie. Wśród krytyków uchodzą za najlepszą część twórczości Andrzeja Pilipiuka. Większość tekstów eksploruje tematykę historyczną. Jak w kalejdoskopie przewijają się mało znane epizody, artefakty innych epok, alternatywy historyczne, zapomniane wynalazki.
Ten zbiór nie zawiedzie Czytelników. Zbierane skrzętnie okruchy przeszłości tworzą mozaikę, od której podziwiania nikt nie może się oderwać.

 

źródło opisu: http://fabrykaslow.com.pl

źródło okładki: http://fabrykaslow.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 0
| 2017-01-11
Na półkach: Przeczytane

Kolejna książka Pilipiuka która wylądowała w mojej prywatnej bibliotece. Kolejna, którą przeczytałam prawie za jednym zamachem. Już po pierwszych paru stronach poczułam się, jakbym wróciła do starego, dobrego przyjaciela, u którego zawszę znajdę schronienie i przy którym mogę czuć się bezpiecznie. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że przeczytanie tomu nie sprawiło mi przyjemności, ale... No właśnie, skojarzenie ze "starym przyjacielem" nie jest chyba całkiem pozytywne. Jedna moja znajoma powiedziała, że jeżeli przeczytało się jedną z książek Pilipiuka, to zna się już wszystkie. To było dawno temu i wtedy jeszcze się z nią nie zgadzałam. Swoją przygodę z tym autorem zaczęłam od cyklu Oko Jelenia, a potem trylogii o Kuzynkach Kruszewskich. Obydwa cykle o dość obszernych i odmiennych fabułach nie pozwoliły mi zauważyć tego, co widzę dzisiaj, po przeczytaniu prawie wszystkich tomików opowiadań. Nie można Pilipiukowi odmówić ciekawych pomysłów na fabułę, nie można również powiedzieć, że nie są one w pewien sposób oryginalne, ale wszystko inne... W każdej historii spotykamy się z hołubieniem tego co "dawne" i naganą tego co współczesne, z nieustannym ubolewaniem nad tym jak wygląda dzisiejszy świat, jacy są ludzie, którzy w nim żyją. Oczywiście, źli są z zasady młodzi ludzie, ponieważ pochodzą z tego co "nowe". Staruszkowie są skarbnicą wiedzy i nawet jeżeli główny bohater jest młodym człowiekiem, to non stop będzie otoczony samymi starcami, którzy doskonale pamiętają jeszcze przedwojenne czasy, o czym zresztą lubią opowiadać, bo wiadomo, wtedy było lepiej, nie to co teraz. Znamienne, że ci wszyscy nestorzy posiadają zdrowie czterdziestolatków. Ale to pewnie przez te cudowne przedwojenne geny, wiadomo, wtedy wszystko było lepsze. Rozumiem, że autor ma swój światopogląd i jak najbardziej rozumiem, że owy światopogląd chce w swojej książce przekazać. Szanuję to i akceptuję. Jednak takie zabiegi czynione często i gęsto, w każdym opowiadaniu jak leci, sprawiają że wszystkie one stają się niczym jedna historia. Brakuje czegoś, co powiałoby świeżością. Nowym smakiem, którego się nie spodziewaliśmy. Wszyscy bohaterowie Pilipiuka to genialni majsterkowicze, którzy pomimo humanistycznego wykształcenia potrafią zreperować każdy staroć, którzy znają się prawie na wszystkim, którzy są wybitnymi życiowymi nieudacznikami, patrząc według standardowych kryteriów, ale to dlatego, że współczesny zły świat nie jest dla nich. Dla nich są natomiast narty, z czasów które mało kto pamięta, zapinane na paski, dwa razy wyższe niż sportowiec. Oczywiście, narty są idealne bo przedwojenne, a więc wytrzymałe i najlepsze. Mężczyźni, są uczciwi i honorowi. Młodzi mężczyźni, to zawsze grzeczni chłopcy. Dziewczynki też są przeważnie grzeczne. Nie są niczym skażeni, są klarowni i biali. Chociaż nie boją się zabijać, dla nich to naturalne. Robert Storm, apogeum okropieństwa, nie dość, że chciałby, żeby jego narzeczona wróciła i "krzątała się po kuchni, kiedy on by pracował" (bardzo piękna wizja, kobieto, do kuchni!)to jeszcze nosi w kieszeni rewolwer, jakby nigdy nic. A wychodząc na swoje poszukiwania stwierdza w myślach "jeżeli ktoś mnie zaatakuje, to go zastrzelę, więc jestem bezpieczny". Jakby to było normalne,zabijać kogoś od tak. Ale może kiedyś to było normalne, a przecież wszyscy wiemy, że Kiedyś , Dawniej, było lepiej. Zresztą, ludzie których zwykle bohaterowie uprzątają ze swojej drogi, to pewien gatunek podludzi maźniętych brudem współczesności, którym nie należy się wiele ponad pogardę. Których można, albo nawet należałoby, walnąć nahajem przez plecy, jak stwierdziła raz Stanisława Kruszewska. Ot, gorsza glina, Seby i Karyny od których trudno się odgonić. Ta pewnego rodzaju pogarda która wylewa się z opowiadań Pilipiuka to kolejna rzecz, która coraz bardziej mnie irytuje. Być może nie wszyscy ludzie są na tyle inteligentni, aby korzystać z mechanicznego kalkulatora, ale nawet Seby nie zasługują sobie na aż tyle wzgardy.
Podsumowując, przez to wszystko, Litr ciekłego ołowiu stał się dla mnie przyjemnym odmóżdżaczem, który dał mi chwilową rozrywkę, czyli czymś, czym raczej autor by sobie nie życzył. W końcu odmóżdżenie to taka współczesna, okropna rzecz, o której przed wojną by nawet nie pomyślano.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Higiena mordercy

Nie przepadam za wywiadami-rzekami. Nie lubię książek bez akcji. Nie przepadam za treścią bez treści. Nie rozumiem fascynacji niedokończonymi działa...

zgłoś błąd zgłoś błąd