Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Gdzieś na południu Toskanii

Wydawnictwo: Pascal
6,35 (40 ocen i 10 opinii) Zobacz oceny
10
2
9
4
8
6
7
4
6
10
5
9
4
2
3
3
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788376422060
liczba stron
288
słowa kluczowe
Toskania, Włochy
język
polski
dodała
joly_fh

W tej książce jest słońce, optymizm, przygody i mnóstwo wybornego jedzenia. Gdzieś na pograniczu Toskanii i Umbrii Diana i David znajdują swoje miejsce na ziemi. Ich opowiedziana z wdziękiem i dowcipem historia przenosi nas w świat włoskiej zmysłowości, kamiennych miasteczek i rozpływających się w ustach potraw. Są tu i zwaśnieni sąsiedzi, i dom pamiętający czasy Leonarda da Vinci, i...

W tej książce jest słońce, optymizm, przygody i mnóstwo wybornego jedzenia.

Gdzieś na pograniczu Toskanii i Umbrii Diana i David znajdują swoje miejsce na ziemi. Ich opowiedziana z wdziękiem i dowcipem historia przenosi nas w świat włoskiej zmysłowości, kamiennych miasteczek i rozpływających się w ustach potraw.

Są tu i zwaśnieni sąsiedzi, i dom pamiętający czasy Leonarda da Vinci, i pachnąca tymiankiem pasta fresca. A przede wszystkim jest Lubriano -bajkowe średniowieczne miasteczko, w którym czas płynie zupełnie inaczej i skąd nie ma się ochoty wyjeżdżać.

Jakie niespodzianki na Via Roma 17 zostawiła bohaterom zwłowroga signora Morelli? Co za skarby kryje w sobie zapomniane annesso?Czemu królik Signory Gaspari wart jest 6 tysięcy dolarów,a włoski dzień zaczyna się i kończy zawsze w miejscowym caffe’?

Słoneczna lektura dla italofilów, miłośników pogodnych lektur, a także smakoszy włoskiej kuchni. Wreszcie coś dla wielbicieli Frances Mayes i Ferenca Mate’.

Książka zawiera pyszne przepisy kuchni toskańskiej i umbryjskiej, które od razu chce się wypróbować.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Pascal, 2013

źródło okładki: www.ksiegarnia.pascal.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 400
julia-orzech | 2013-11-07
Przeczytana: październik 2013

Swego czasu powieści „toskańskie” rodziły się jak grzyby po deszczu. Jedna po drugiej i choćby nie wiem jak się autorki (bo to głównie one) starały i tak po pewnym czasie nastąpił chyba przesyt, a przynajmniej ja miałam dość. Chociaż bardzo lubię czytać książki, dzięki którym poznaję ciekawe regiony świata, to po czwartej, która zupełnie mnie rozczarowała (Amore i Amaretti) powiedziałam dość. Minęło trochę czasu, za oknem znów zrobiło się zimno i zapragnęłam lektury, która chociaż w wyobraźni przeniesie mnie do ciepłej krainy, pachnącej oliwkami, rozmarynem, czosnkiem i koprem włoskim, a ludzie mieszkają w kamiennych domach i żyją zgodnie z naturą. Udało się!

Gdzieś na południu Toskanii Diany G. Armstrong, to zupełnie świeży głos w temacie. Ni to powieść, ni gawęda, okraszona pysznym jedzeniem i niezwykle bogata w historię. Autorka snuje swoją opowieść zwiedzając, remontując dom, delektując się pysznymi posiłkami i poznając historię malowniczego Lubriano, gdzieś między Toskanią i Umbrią. Wszystko w tej książce jest niewymuszone i płynie jak życie codzienne w małym, średniowiecznym miasteczku.

Diana i David od lat przyjeżdżają na urlop do Włoch nawet dwa razy do roku. Ciągle jednak zmieniają miejsca i wynajmują nowe domy. Po kilku latach czują, że ten kraj jest staje się ich przeznaczeniem. Pod wpływem impulsu kupują stary, średniowieczny dom z freskiem na suficie salonu i zaczynają budować swoje nowe życie. Właściwie wszystkim zajmuje się Diana, gdyż jej mąż właśnie kończy swoją burzliwą karierę zawodową w Ameryce. To ona naprędce uczy się języka, załatwia ekipę, która ma pomóc w remoncie domu, sama stara się też pomagać we wszystkich pracach. Remont ciągnie się nieubłaganie, gdyż jak się okazuje, dom kryje w sobie wiele tajemnic i serwuje nowym właścicielom nie zawsze przyjemne niespodzianki. Oczywiście nie samym remontem człowiek żyje. Diana często gości przyjaciół z Ameryki, z którymi wybiera się na wycieczki, aby lepiej poznać okolicę i historię miasta. W tym celu też zaprasza do siebie najstarszych mieszkańców, dzięki którym czytelnik ma szansę dowiedzieć się, jak żyło się w Lubriano przed, po i w czasie II wojny światowej. Pierwsza wzmianka o miasteczku pojawia się w źródłach historycznych z 1025 roku, ale stara ziemia kryje w sobie skarby sięgające średniowiecza. Podczas burzenia ściany w nowym domu Diany dochodzi do odkrycia starej, głębokiej studni, w której znajdują się odłamki pięknie malowanych naczyń. Rodowitych mieszkańców takie odkrycia nie dziwią i nie robią na nich żadnego wrażenie. Kiedy w kościele pod posadzką z terrakoty znaleziono kości jednego z Longobardów, ludzie martwią się tylko tym, że kościół jest zamknięty i nie będą mieli gdzie się modlić.

Wszystkie anegdoty, czy to związane z historią Lubriano, czy z życiem codziennym Włochów, przeplatane są oczywiście wybornym jedzeniem. Aromatyczne mięso, pachnące zioła, puszyste ciasta i sałatki, które przygotowuje się wedle starych receptur i zjada w towarzystwie licznych przyjaciół, rodziny i sąsiadów. Pasty, zapiekanki, grzyby, pieczone kasztany, sery i oczywiście wino, którym wita się przybysza, towarzyszą prawie każdej karcie powieści. Autorka wpadła na dobry pomysł, aby nie przerywać fabuły przydługimi opisami przyrządzania potraw i zamieściła wszystkie na końcu książki. Można więc swobodnie traktować ją jak książkę kucharską i trzymając w kuchni korzystać do woli tworząc namiastkę włoskich specjałów.

Kiedy mąż Diany przechodzi na zasłużoną emeryturę i przyjeżdża do Włoch, zostawiają przykurzone uniformy i zaczynają korzystać z uroków życia towarzyskiego w miasteczku. Musi jeszcze minąć wiele czasu zanim mieszkańcy zaakceptują całkowicie „obcych” na swojej ziemi, ale jednocześnie są bardzo otwarci i chętnie zapraszają ich na przyjęcia, czy do wspólnego uczestniczenia w świętach miasta (festiwal wina, grzyba itd.).

Jestem przekonana, że tak jak głosi nota wydawcy Diana i David właśnie tu w Lubriano znaleźli swoje miejsce na ziemi. Nie ma w tej książce przesadnego lukru i zachwytu wszystkim co włoskie. Są i słowa zasłużonej krytyki, kiedy trzeba zganić niesłowność i niepunktualność pracowników. Jest to opowieść o budowaniu nowego świata, nowych relacji międzyludzkich, o czarującym małym miasteczku, którego próżno szukać na mapach i wreszcie o skarbach, które daje mieszkańcom matka ziemia, a które oni umiejętnie i ze smakiem potrafią wykorzystać.

Gdzieś na południu Toskanii to klimatyczna opowieść, w której nie brak temperamentnych włoskich charakterów, ugaszonych od czasu do czasu złocistą oliwą z oliwek.
Polecam ogromnie!

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Pocztówkowi zabójcy

Akcja dzieje się w Europie, zwłaszcza w Skandynawii tam dochodzi do brutalnych morderstw, którymi ofiarami padają podróżujące po kontynencie młode par...

zgłoś błąd zgłoś błąd