Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/publicystyka/10848/ile-klasy-w-klasyku-harry-potter

Ile klasy w klasyku: Harry Potter

35 wartościowy tekst

Trudno w to uwierzyć, jako że dzięki filmom i kolejnym publikacjom czarodziejski świat J.K. Rowling wciąż się rozwija, ale od premiery „Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego” minęło już ponad dwadzieścia lat. W teorii mało, by mówić o „klasyku”, z drugiej strony jednak jakiego innego określenia użyć w przypadku serii, która odmieniła rynek książki i czytelników?

Rowling to matka chrzestna każdej wydanej w XXI wieku książki dla dzieci czy młodzieży, ponieważ sukces Harry’ego Pottera tchnął życie w tę gałąź rynku i może nie tyle zainspirował pisarzy i pisarki (bo mam wrażenie, że „Potter” nie miał tu takiego wpływu jak choćby „Władca pierścieni”), ile wydawców, dając tym samym twórcom przestrzeń do publikacji.

(Co ciekawe, ta sama sztuka raczej się nie udała na polu filmów, ponieważ – mimo wielu prób i setek milionów dolarów – żadna kinowa seria nie zbliżyła się nawet do sukcesu „Pottera”, wiele zaś urywało się na pierwszym filmie; szkoda tylko „Kronik Spiderwick”, ponieważ były bardzo udane).

W tej chwili możemy więc przyglądać się powieściom J.K. Rowling z perspektywy lat pełnych dzieł innych pisarzy i pisarek, którzy nie mogą porównywać z Brytyjką stanów swoich portfeli, jakościowo jednak śmiało są w stanie rzucić jej wyzwanie. Przykładem jest Neil Gaiman z Księgą cmentarną (no dobra, jego portfel jest pewnie dość duży) czy Kelly Barnhill i jej wspaniała Dziewczynka, która wypiła księżyc. Zresztą przez te lata dzięki rozkwitowi sprzedaży półka Young Adult bardzo się zróżnicowała i obecnie znajdziemy na niej również pozycje tak niezwykłe, jak Zatopione miasta Paola Bacigalupiego, których głównym tematem jest… okropieństwo wojny i wykorzystywanie dzieci jako żołnierzy.

Oglądana przez takie „soczewki” seria „Harry Potter” wciąż się doskonale broni. Choć mając luksus powrotu do wszystkich siedmiu książek w krótkim czasie, można wyłapać pewne schematy i cóż, może nie tyle fabularne dziury, co elementy świata czarodziejów zszywane na szybko, bo jest nieco w sprzeczności z tym, co mówiono nam wcześniej.

Pierwsze trzy tomy, czyli Kamień Filozoficzny, Komnata Tajemnic oraz (po części) Więzień Azkabanu, mogą załapać się jeszcze na miejsce na półce z literaturą dla dzieci. Zwłaszcza „Kamień…” świetnie się tu sprawdza, ponieważ Rowling powoli, cierpliwie, umiejętnie wprowadza czytelników i czytelniczki w magiczny świat Harry’ego. Zaczynamy – co potem będzie tradycją – u Dursleyów, czyli w normalnym domu normalnej (choć nieprzyjemnej) rodziny, by później, krok po kroku, z pomocą wielu wskazówek, niedopowiedzeń i sugestii otwierać się na magię – jednym z zaskoczeń przy powrocie do „Pottera” po tylu latach było to, jak długo autorka była w stanie powstrzymać się przed oznajmieniem mi, że oto wkraczam do świata czarodziejów, że Vernon, Petunia i Dudly to tylko zasłona dymna/wstęp. Wspaniałe! To była pierwsza oznaka pączkującego kunsztu Rowling, ta umiejętność intrygowania i cierpliwego rozszerzania rzeczywistości o elementy nadprzyrodzone, co młodym odbiorcom pozwoliło stopniowo oswajać się z niezwykłością magicznej scenerii.

To zresztą metoda, którą Rowling stosowała jeszcze w dwóch kolejnych tomach – mimo iż wtedy już wiedzieliśmy, że pośród nas żyją czarodzieje, że tworzą osobne społeczeństwo, z historią i prawami, nie byliśmy zalewani informacjami. Rowling ustrzegła się więc przed błędem popełnianym przez wielu młodych adeptów i adeptek pisarstwa, którzy w przypadku światów fantasy zaczynają od tzw. infodumpingu, czyli zarzucenia, a dokładniej przytłoczenia nas informacjami. W „Harrym” metodą było więc przekazywanie nam tylko tych informacji, które były nam/miały być potrzebne w danej książce.

Oczywiście odbiło się to Rowling czkawką, czego przykładem są testrale, a więc konie/gady ze skrzydłami, ciągnące powozy z uczniami Hogwartu, przedstawione nam w piątym tomie. Jak to możliwe, że wcześniej Harry ich nie widział? Dlaczego nikt inny o nich nie mówił? Hermiona nie wyczytała tego w jednej z książek o Hogwarcie? Pytania można mnożyć, na wiele Rowling – trzeba przyznać, twórczo i niekiedy kończąc dyskusję – odpowiadała później w kolejnych publikacjach lub na Twitterze. Niemniej trzeba zauważyć, że to, co w literaturze dla dzieci było zaletą, bo pozwalało na przemyślane wprowadzanie nowych informacji, w momencie przejścia do historii dla młodzieży stanowiło już mankament.

Czara Ognia na oścież otwiera bowiem w serii rozdział, w którym J.K. Rowling weszła już na bardzo wysoki poziom światotwórczy. Jasne, zaczęła już w „Więźniu Azkabanu”, gdzie pojawia się Syriusz Black i gdzie przeszłość rodziców Harry’ego wychodzi na pierwszy plan, już nie tylko jako coś, o czym ktoś co chwilę przy Harrym wspomina. Niemniej tak jak w pierwszych trzech tomach wchodziliśmy do świata magii, tak od czwartego, a w piątym już na pełnej prędkości, poznajemy świat czarodziejów – jego politykę, układy, można rzec, bardziej „ludzką” jego stronę. Wtedy seria staje się mroczniejsza.

Po latach najbardziej doceniłem kunszt Rowling właśnie w budowaniu świata czarodziejów. Pisarka nie mogła już olśnić mnie magią i niezwykłymi stworzeniami, gdyż znałem to wszystko z pierwszej lektury, powtórzyłem zaś w filmach, tomy od czwartego do siódmego jednak przypomniały mi, że Brytyjka ma szczególny talent do snucia dalekosiężnych planów i łączenia różnych wątków sieciami powiązań, tak że czytelnicy i czytelniczki widzą misterną konstrukcję fabuły.

Nie mam wątpliwości, że w „Kamieniu Filozoficznym”, który Rowling pisała przecież bez nadziei na sukces, ani w „Komnacie Tajemnic”, powstającej jeszcze przed tym, jak świat opanowała „potteromania”, niewiele było z tego planowania opowieści o Harrym jako spójnej historii powrotu Voldemorta. Że świat budowany był wyłącznie jako arena dla opisywanych na bieżąco wydarzeń. I że dopiero w „Więźniu Azkabanu” opowieść zaczęła rozkwitać.

Bo przecież, przyglądając się szóstemu i siódmemu tomowi, można powiedzieć, że ich fabuła skupia się nie tyle na wydarzeniach bieżących, ile na przeszłości – Rowling, rozpędzona już w budowaniu ogromnej opowieści, zaczęła się cofać, fundamenty dobudowując już do wzniesionego budynku. Przykładem są fascynujące opowieści o Dumbledorze z Insygniów Śmierci, ale i to, że Voldemort jako postać na dobre zaistniał w „Księciu Półkrwi”, we wspomnieniach oglądanych przez Harry’ego i dyrektora Hogwartu w myślodsiewni.

Ponowna lektura wszystkich siedmiu tomów serii „Harry Potter” to coś koniecznego. Pozwala bowiem powiedzieć Rowling: „sprawdzam” i przyjrzeć się temu, jak budowała swoją opowieść, zaczynając od książek, co do których nie tylko sukcesu, ale nawet wydania nie była pewna, a kończąc jako jedna z najpopularniejszych pisarek w historii, której kolejne powieści były wyczekiwane przez miliony fanów.

Dla mnie ten cykl pozostaje arcydziełem literatury dziecięcej i młodzieżowej, ostatnie dwa tomy, w zasadzie przechodzące już na półkę powieści dla dorosłych, bronią się przy powtórnej lekturze tym, jak doskonałe postacie wykreowała Rowling. Bo czyż był lepszy „antagonista” niż Severus Snape? Czy można nie zachwycać się tym, jak w „Insygniach Śmierci” autorka odbrązowiła Dumbledore’a i zaskoczyła nas, każąc nam w niego wątpić i przyglądać mu się z innej perspektywy?

Powtórzę: uważni czytelnicy i czytelniczki dostrzegą w tych powieściach pewne łatane na szybko niespójności, zwłaszcza na linii: pierwsze dwa tomy vs. reszta serii, wystarczy jednak wziąć poprawkę na historię wydawniczą opowieści o Potterze, a trzeba oddać Rowling sprawiedliwość, że wtedy pewnych rzeczy planować nie mogła.

Powiązane treści:
Ile klasy w klasyku: „Ziemiomorze”

Rozpoczęty „Czarnoksiężnikiem z Archipelagu” cykl autorstwa Ursuli K. Le Guin tak głęboko wrył się w literacki kanon, że rzeczony pierwszy jego tom jest w Polsce nawet na liście lektur. Jako że jednak od jego premiery mija w tym roku równe pół wieku, rodzi się pytanie, czy magia cyklu „Ziemiomorze” nieco już nie zwietrzała?



więcej
Ile klasy w klasyku: „Śródziemie“

W przypadku Tolkiena nie może być dyskusji o tym, czy „Władca pierścieni” to dobre czy złe książki, albo czy się zestarzały. Możemy jednak rozmawiać o tym, jak odbiór historii ze Śródziemia zmienia się wraz z wiekiem i doświadczeniem czytelnika.



więcej

Pokaż wszystkie teksty publicystyczne.
Komentarze
Autor:  Marcin |  wypowiedzi: 35  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 211
KochającaSłowa
24-09-2018 17:29
Pierwszy raz sięgnęłam po "Harry'ego", kiedy miałam 8 czy 9 lat. Od tamtego czasu sagę przeczytałam kilka razy, a sentyment dalej został. ;)
Zdarzało się, że coś mi nie pasowało, bo stawałam się starsza, więc niektóre opisy albo dialogi czułam, że nie są skierowane do mojego wieku, jednak patrząc na całą fabułę, bohaterów, detale, rozbudowany świat przedstawiony, pewne schematy, symbole,...
Pierwszy raz sięgnęłam po "Harry'ego", kiedy miałam 8 czy 9 lat. Od tamtego czasu sagę przeczytałam kilka razy, a sentyment dalej został. ;)
Zdarzało się, że coś mi nie pasowało, bo stawałam się starsza, więc niektóre opisy albo dialogi czułam, że nie są skierowane do mojego wieku, jednak patrząc na całą fabułę, bohaterów, detale, rozbudowany świat przedstawiony, pewne schematy, symbole, aluzje, wartości, klamry, powiązania pomiędzy konkretnymi częściami, to myślę, że seria o Harrym Potterze jest jedną z najlepszych, a rozgłos, jaki przy tym otrzymała, całkowicie jej się należy.
pokaż więcej
książek: 572
Maciek
24-09-2018 20:43
Gdy wychodził pierwszy tom Harrego Pottera miałem 13 albo 14 lat i uważałem, że jestem za stary na takie książki, (co wcale nie znaczy że byłem) bo miałem już za sobą parę książek o Wiedźminie. Dobrze jednak pamiętam Potteromanię: kolejki dzieciaków przebranych za czarodziejów przed księgarniami w noc premier kolejnych części, permanentny deficyt tych książek w bibliotece, jakieś ogólnopolskie... Gdy wychodził pierwszy tom Harrego Pottera miałem 13 albo 14 lat i uważałem, że jestem za stary na takie książki, (co wcale nie znaczy że byłem) bo miałem już za sobą parę książek o Wiedźminie. Dobrze jednak pamiętam Potteromanię: kolejki dzieciaków przebranych za czarodziejów przed księgarniami w noc premier kolejnych części, permanentny deficyt tych książek w bibliotece, jakieś ogólnopolskie fankluby itd. - Harry Potter był wszędzie i naprawdę umiał zaczarować. Smutne jest to, że nasze pokolenie, ludzi urodzonych na przełomie lat 80 i 90, jest prawdopodobnie ostatnim, które oszalało z powodu książki *...

*nie chodzi o książki religijne i poradniki "jak żyć by Ann"
pokaż więcej
książek: 2173
Renax
25-09-2018 07:43
OMG... Nie będę cytowała BogusławaLindy, ale chyba ząb czasu na mnie już czuć, bo ja byłam na studiach, gdy wybuchła potteromania. Nie stać mnie było na kupno własnych, a do biblioteki uniwersyteckiej kolejka na nie była z wyprzedzeniem kilkumiesięcznym.... W sumie, nigdy nie przeczytałam.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 48
kaki15
29-09-2018 00:29
Harry Potter (pomijając dyskusje czy to już klasyk czy nie) książka która jest dobrze napisana, interesująca, wciągająca, dla pewnego pokolenia jest też książką dzieciństwa/przełomu dorosłości, i temu zawdzięcza dzisiejszą popularność. Ma ona jednak dwa spore minusy, pierwszym jest to, że nie była to seria od początku przemyślana, i wbrew temu co mówi "romantyczna" wersja, początkowe 3 tomy,... Harry Potter (pomijając dyskusje czy to już klasyk czy nie) książka która jest dobrze napisana, interesująca, wciągająca, dla pewnego pokolenia jest też książką dzieciństwa/przełomu dorosłości, i temu zawdzięcza dzisiejszą popularność. Ma ona jednak dwa spore minusy, pierwszym jest to, że nie była to seria od początku przemyślana, i wbrew temu co mówi "romantyczna" wersja, początkowe 3 tomy, nie były pisane świadomie pod zakończenie a to już niestety prowadzi do wielu dziur i braków w fabule. Drugim minusem jest to, że Potter jest obecnie rozcieńczany,a czasem gdy coś jest dobre powinno się skończyć. i o ile podobają mi się fantastyczne zwierzęta, choć mam nadzieje, że będzie im do Pottera jak najdalej o tyle "przeklęte..." jest już skokiem na kasę fanów... smutne, biorąc pod uwagę fantastyczną serie.
pokaż więcej
książek: 90
niebieska85
30-09-2018 14:33
Hm..nie chcialabym.wpadać w żadną skrajność jednakże biorąc pod uwagę wątpliwość pani Rolling co do potęgi Harrego przedstawiła go w bajkowej aranżacji. Tj w tomach 1-4.choć w 4 pojawily sie juz trudne zadania i 1 spotkanie z voldemortem.I tak jak piszecie:sowy ,hipogryfy hagrida itd to wszystko jest świetne dla dzieci ,do czasu.
Dla mnie takim bumem psychologicznym okszala się cześć 5 ,gdzie...
Hm..nie chcialabym.wpadać w żadną skrajność jednakże biorąc pod uwagę wątpliwość pani Rolling co do potęgi Harrego przedstawiła go w bajkowej aranżacji. Tj w tomach 1-4.choć w 4 pojawily sie juz trudne zadania i 1 spotkanie z voldemortem.I tak jak piszecie:sowy ,hipogryfy hagrida itd to wszystko jest świetne dla dzieci ,do czasu.
Dla mnie takim bumem psychologicznym okszala się cześć 5 ,gdzie zaczęła się walka być lub nie być harrego, losy szkoły i coraz więcej odkrywanych tajemnic z przeszłości:Harrego,syriusza blacka,Toma riddle(voldemorta) do tego.ostre starcia gwardia dumbledora v smierciozercy voldemorta.gdzie żywot swój zakończył. Syriusza w części 6 dowiadujemy się dużo. O Snape dumbledorze i tomie riddlu po co mu wogole były te horkorusy i jak ich potem.szukal harry.
cześć 7 to już totalna abstrakcja i zupełne odwrócenie czaru radosnych chwil z 1 tomu.tu juz jest walka o przeżycie, o silne uczucia. .zawirowania młodzieńcze, pod koniec 6 części juz wiem które horkruksy harry musiał zniszczyć,podobała mi się Bajka o 3 braciach i do końca nie wierzyłam ze dombledore mógłby się z kimś źle obejść i płakałam jak umarł pod koniec cześć 6.tj Snape go.zrzucił prze okno.
podobała mi sie postawa nevilla longbotomma w ostatnim tomie jak mieczem godryka zalatwil tego pytona..jak stawil czolo voldemortowi.juz sam początek 7 tomu był mroczny i niosący grozę.z pewnością nie jest to seria dla 7latka..znając treść tej serii, to może być zbyt drastyczne, może tak 13-14 lat ale z pewnością nie jako lektura dla 4 klasisty. ..magia magia urocze momenty tez były ale to nie jest książka film dla małych dzieci.
pokaż więcej
książek: 1342
Monika
01-10-2018 03:40
Klasyk? Na pewno jeszcze nie, a podejrzewam, że nigdy. Rzecz kultowa - tak, ale klasyk - NIE. Nawet na miano klasyka gatunku raczej nie zasłuży. Nie w literaturze fantasy i nie w YA. Co najwyżej pierwsze tomy mają jakieś szanse w kategorii literatura dziecięca.
Bo żeby coś zasłużyło na miano klasyki, to musi nie tylko być znane lub popularne, ale przede wszystkim musi być dobre, w jakiś sposób...
Klasyk? Na pewno jeszcze nie, a podejrzewam, że nigdy. Rzecz kultowa - tak, ale klasyk - NIE. Nawet na miano klasyka gatunku raczej nie zasłuży. Nie w literaturze fantasy i nie w YA. Co najwyżej pierwsze tomy mają jakieś szanse w kategorii literatura dziecięca.
Bo żeby coś zasłużyło na miano klasyki, to musi nie tylko być znane lub popularne, ale przede wszystkim musi być dobre, w jakiś sposób wybitne na tle całej reszty i znaczące dla historii literatury, a w przypadku klasyków gatunku znaczące przynajmniej dla rozwoju tego gatunku.
Seria HP jest fenomenem rynkowym, ale nie literackim.

Na tle fantastyki wypada raczej przeciętnie, a na tle fantastyki dobrej - bardzo słabo. Konstrukcja świata jest nieprzemyślana i niekonsekwentna, a przez to dziurawa jak sito. Ten świat nie ma prawa istnieć i nie mógłby funkcjonować! Śmiem nie zgodzić się z autorem artykułu w kwestii wysokiego poziomu światotwórstwa Rowling, tam, gdzie on widzi wspięcie się na wyższy poziom, ja dostrzegam tylko odrobinę rozmachu - w trzecim i czwartym tomie wizja się rozszerza, świat staje się większy, ale nie staje się przez to lepszy czy bardziej dopracowany! Powiedziałabym nawet, że wprost przeciwnie, że z każdym dodatkowym elementem, z każdym rozszerzeniem i dopowiedzeniem staje się coraz bardziej chaotyczny i dziurawy, coraz gorszy. Im mniej było szczegółów, tym większa niepewność, ale i większa swoboda uzupełniania niedopowiedzeń przez wyobraźnię czytelnika - to od niego zależy, jak spójny świat widzi, jak spójny jest w stanie sobie wyobrazić - czego nie napisano, to wyobrażamy sobie, że ma sens i działa. Z każdym jednak dodatkowym szczegółem dostajemy świat opisany coraz dokładniej, z coraz mniejszym marginesem niepewności i z coraz mniejszymi możliwościami poprawiania przez wyobraźnię i zdrowy rozsądek czytelnika. Gdyby te kolejne rozszerzenia wizji trzymały się kupy, dostawalibyśmy świat coraz lepiej nakreślony i coraz bogatszy. Niestety, z każdym tomem dostajemy coraz więcej niekonsekwencji i absurdów, w wyniku czego cała konstrukcja świata rozłazi się w szwach. Światotwórstwo to lekcja, której autorka ewidentnie nie odrobiła.
Konstrukcja fabuły jest już znacznie lepsza, ale też w wielu miejscach kuleje, a niekiedy w ogóle traci wszelkie pozory prawdopodobieństwa. Zgodzę się z tymi dalekosiężnymi planami i siatkami powiązań, ale na miano misternej ta robota nie zasługuje, zbyt często, w zbyt wielu miejscach szyta jest bardzo, ale to bardzo grubymi nićmi.

Na tle współczesnego YA być może jest to seria całkiem niezła. Nie wiem, nie znam się, nie mam pełnego obrazu, pojedyncze inne egzemplarze, z którymi się zapoznałam, w większości były znacząco gorsze. Ale to mogłoby tylko znaczyć, że wkładem HP w gatunek było zapoczątkowanie bylejakości. Oczywiście nie zamierzam się przy tym upierać, ale... cóż, niczego bardziej znaczącego w młodzieżowym aspekcie tej książki nie widzę. Przyjaźń, dorastanie, pierwsze miłości, stopniowe dojrzewanie do dorosłości i odpowiedzialności - to wszystko było, było dawniej i bywało lepiej. Mam tu nawet konkretny zarzut względem tej serii: otóż nie tylko fabuła skoncentrowana jest na głównym bohaterze, ale niestety także cały tamten świat niemal wyłącznie wokół niego się kręci. I nie chodzi mi o to, że Harry jest jakimś wybrańcem losu czy przeznaczenia, że świat w jakiś sposób się na niego uwziął - wybór na bohatera postaci wyjątkowej i mającej do odegrania ciekawą rolę jest w porządku. Co mi się nie podoba, to że przyjaciele głównego bohatera jakby w ogóle nie mieli własnego życia, nie mieli planów, uczuć i ambicji innych, niż tylko związanych z głównym bohaterem. Są jego satelitami, cieniami, służą mu pomocą i oparciem, są zawsze w tym miejscu, w którym on lub autorka ich potrzebują, a za to nigdy chyba ich życie osobiste i ich potrzeby nie tylko nie wychodzą na pierwszy plan, ale nawet nie są przeszkodą stojącą na drodze realizacji planów głównego bohatera (lub planów autorki wobec niego). Ci bohaterowie nie istnieją, nie mają życia, są tylko figurami mającymi do odegrania swoje role. Tak samo reszta klasy, tak samo szkolni antagoniści. Draco nie ma nic więcej do roboty, jak tylko czepiać się Harry'ego, ewentualnie czepiać się kogoś innego tak, żeby Harry był w to zamieszany. Cały szkolny świat kręci się wokół głównego bohatera, wszyscy rówieśnicy robią coś z nim, przeciwko niemu, wokół niego. Nigdy niezależnie od niego, nigdy on nie musi dostosowywać swoich planów do tego, co bez jego udziału zaplanowali inni. Takie instrumentalne traktowanie postaci przez autorkę prowadzi do tego, że czytelnik też tak je postrzega, a głębokie utożsamianie się z bohaterem może prowadzić do podobnego postrzegania własnego, rzeczywistego otoczenia. Powieść YA w założeniach ma wychowywać i uczyć młodego człowieka radzenia sobie z życiem, pokazywać mu to, z czym może kiedyś się spotkać. Wszystkie te szlachetne i wychowawcze wartości zawarte w tej książce są w porządku, były w wielu innych książkach, będą w kolejnych, cały czas warte są propagowania. Ale jednocześnie książka ma ten jeden szkodliwy wpływ, że może wzbudzać w czytającym ją dzieciaku fałszywe wrażenie, że cały świat kręci się wokół niego. W efekcie takiego przekonania dziecko dochodzi do wniosku, że kolega odmówił spotkania, bo się obraził, a nie dlatego, że miał inne plany. Nauczyciel się uwziął na niego konkretnie, a nie wymaga tego samego od wszystkich. Przyzwyczajenie do myślenia o sobie jako o centrum wszechświata prowadzi do przekonania, że cokolwiek dzieje się nie po naszej myśli, dzieje się przeciwko nam, jest celowo w nas wymierzone. A stąd już tylko krok do zostania emo, którego nikt nie rozumie i wszyscy go prześladują, cały świat się uwziął, nic tylko iść i się pochlastać. Przepraszam: iść i płakać w kątku. Od literatury YA, tej dobrej oczywiście, oczekuję wspierania młodego człowieka w jego młodym życiu, uczenia go radzenia sobie z problemami i ze światem. HP to robi, porusza wiele problemów i pokazuje pewne ich rozwiązania, ale jednocześnie, myślę że niezamierzenie, raczej przez nieudolność autorki, stwarza lub wzmacnia inny życiowy problem nastolatków. Za to ode mnie wielki minus.

Tylko początek, gdzie błędy warsztatowe autorki nie są jeszcze aż tak widoczne, gdzie jeszcze nie zdominowały przekazu, może ujść za względnie dobrą literaturę. Dlatego kto wie, może tom pierwszy stanie się kiedyś klasyką? Ale jeśli, to klasyką literatury dziecięcej, bo tylko w tej kategorii taka naiwność i karykaturalne przerysowanie mają rację bytu.

To wszystko bardzo przyjemnie się czyta, a kto się na tym wychował, temu zostaje sentyment, ale to wszystko za mało, żeby dzieło nazwać wybitnym. Fajne i kultowe, ale klasycznym stać się nie może. Nie dopóki nie zmienimy definicji tego słowa lub dopóki standardy literackie nie zmienią się aż tak, że przestaniemy oceniać warsztat, a zajmiemy się tylko wzbudzanymi emocjami. Wtedy HP wygrywa, bo rzeczywiście porywa serca. Ale serca, nie umysły. Niestety.


Poproszę więcej klasyki w cyklu :)
pokaż więcej
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Miasto Świętych Mężów

Ta część "Poszukiwaczy" nie ustępuje poprzednim. Również tutaj nie brakuje zwrotów akcji czy zapierających scen rodem z najlepszych powieśc...

zgłoś błąd zgłoś błąd