Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/1235/prawdziwe-czytanie-jest-gdzie-indziej

Prawdziwe czytanie jest gdzie indziej

8 wartościowy tekst

Pierwszy września za nami, najwyższa pora zabrać się do powracającego co roku tematu lektur szkolnych. Co pewien czas, często na jesieni właśnie, ich listy budzą burzliwe dyskusje wśród publicystów i pisarzy.

Powinny być takie, jakie są czy inne? Czy dzieci powinny poznawać Pana Tadeusza w podstawówce i ile z niego wtedy rozumieją? Czy na lekcjach polskiego w liceum nie lepiej byłoby omawiać więcej literatury współczesnej i to nie tylko polskojęzycznej?

Pytania te nieustannie powracają i zataczają szerokie kręgi, a później – jak kręgi na wodzie po rzuceniu kaczki – stopniowo cichną i zanikają. Plusk i przepadło. W sumie proces dyskutowania o doborze lektur przypomina samo ich czytanie: rzecz dzieje się trochę z przymusu i czasem, tylko czasem, przynosi jakieś korzyści. Bo czy doprawdy sprawa tego, co czyta się i omawia na lekcjach w szkole, jest tak istotna dla rozwoju pasji czytania?

Jak napisał już w swoim Dzienniku Jerzy Pilch: „Nigdy nie zetknąłem się z kimś, kto z zapałem zabierał się do czytania książek, ale przestał, bo zraziły go lektury szkolne. Nie przypominam też sobie wprawdzie żadnego miłośnika literatury, który popadł w swą pasję na skutek obcowania z takimi pozycjami obowiązkowymi, ale to jest bardziej kwestia chronologii niż jakości. Początki, prawdziwe początki miłości do czytania są zawsze w domowych księgozbiorach. Nawet jak czytać nie umiesz, pierwszą bibliotekę widzisz w domu, szkolna pojawia się później”. Nie do końca zgadzam się z tezą o chronologii – moim zdaniem popaść w pasję czytelniczą można również o wiele później niż w szkole – ale z całą resztą i owszem.

Większość książek, które trzeba przeczytać jako zadanie domowe w szkole, nie zachwyca. Rzadko która tak naprawdę wzbudzała większe zainteresowanie. Ale też nie takie jest ich, moim zdaniem, zadanie. Choć daleko mi do uczuć patriotycznych, rozumiem, że w szkole na języku polskim mamy poznać po prostu ojczysty dorobek literacki. A jaki on jest, każdy wie. Ze wszystkich przeczytanych w czasach szkolnych powieści polskich autorów do gustu przypadła mi chyba tylko „Lalka” Prusa. Cała reszta? A co było całą resztą? Nie pamiętam. Tak jak kiedyś były mi zupełnie obojętne, tak są i teraz. Wszelka miłość do literatury, jak prawie każdy afekt, bierze się nagle i z przypadku. Szkole często nic do tego. Ostatecznie, nikt nie oburza się, że lekcje biologii czy materiał przerabiany na matematyce są nudne. Są takie, jakie są. Zresztą nawet one, te monotonne potwory, znajdują swoich amatorów. Nie w tym rzecz.

Zamiast narzekać, że lektury szkolne są nie do przyjęcia, lepiej szukać dodatkowych sposobów na zachęcenie uczniów do czytania. Przypominam sobie na przykład niezbyt sympatyczne bibliotekarki, jakie miałam okazję poznać w toku edukacji, a również później – ich podejrzliwość, ich chęć do jak najszybszego wypłoszenia poszukującego czytelnika spomiędzy regałów i ich wzdychania, kiedy ktoś wyciąga książkę, by ją przejrzeć, wszystkie te starania mogłyby zniechęcić nawet zapalonego czytelnika, a co dopiero dziecko, które dopiero zaczyna odkrywać, czym jest książka. Albo: skoro polskie lektury są piękne, ale nie zachwycają, może warto ich repertuar poszerzyć na lekcjach o bardziej współczesne książki, niekoniecznie polskojęzycznych autorów. Albo: zorganizować dzień książki w szkole i promować polecane przez uczniów książki. Itp., itd.

Prawdziwe czytanie jest gdzie indziej i każdy na własną rękę powinien odnaleźć do niego drogę. Rzadko lektury szkolne będą pomocne. Pomocy lepiej szukać u przyjaznych ludzi, w otwartych na czytelnicze poszukiwania bibliotekach, a jeśli zachodzi taka szczęśliwa okoliczność, to oczywiście w domowych księgozbiorach. Szkolne czytanie jest tu w najgorszym przypadku psu na budę, a w optymistycznej wersji wydarzeń dodatkiem do tego, co narodziło się w innym miejscu, w innym czasie.

A jakie jest Wasze zdanie odnośnie lektur szkolnych? Podobały się Wam – które? Uważacie, że język polski powinien zajmować się czymś więcej niż literaturą polską? Dlaczego?


Pokaż wszystkie aktualności
Komentarze
Autor:  Joanna |  wypowiedzi: 33  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 1672
Chassefierre
05-09-2012 22:17
@Hubert, zatem przyjmuję od szlachetnego pana jednorożca i obiecuję o niego dbać. Chociaż korci mnie, żeby złośliwie dać mu na imię ,,Joseph'' (ale foch anulowany) ;)

1. Brak inicjatywy uczniów jest zależny od polonisty - w liceum miałam dwie kobiety na polskim; w klasie I i II polonistka jak cud, miód i orzeszki. Rozwijała nasze kreatywne myślenie, omawiała w ciekawy sposób lektury, zmuszała...
@Hubert, zatem przyjmuję od szlachetnego pana jednorożca i obiecuję o niego dbać. Chociaż korci mnie, żeby złośliwie dać mu na imię ,,Joseph'' (ale foch anulowany) ;)

1. Brak inicjatywy uczniów jest zależny od polonisty - w liceum miałam dwie kobiety na polskim; w klasie I i II polonistka jak cud, miód i orzeszki. Rozwijała nasze kreatywne myślenie, omawiała w ciekawy sposób lektury, zmuszała do dyskusji... W klasie maturalnej trafiła się kobieta, która potrafiła mi powiedzieć:
- Chassefierre, właśnie w taki sposób powinnaś przeanalizować ten tekst. (to zdanie padło zaraz po tym, gdy koleżanka twierdząca, że Judym był ,,nowym Prometeuszem świata współczesnego'' dostała piątkę, a ja - twierdząca, że z niego był życiowy nieudacznik - dostałam dwóję)
- Tego opowiadania NIE mieliście czytać. (to zaraz po tym, kiedy podważyłam jej tezę, mówiącą o tym, jakoby w opowiadaniach Borowskiego nie było przykładów solidarności między więźniami obozów koncentracyjnych)
- Nie wywyższaj się na lekcjach, bo dajesz kolegom z klasy do zrozumienia, że są głupi. (to usłyszałam po lekcji, kiedy kazała mi zostać na małe tet'a'tet. Sytuacja do tej pory mnie śmieszy, bo ludzie z klasy - mat,fiz - błagali mnie przed polskim, żebym ''tylko coś mówiła'')
To było konkretne podcinanie skrzydeł i przyznaję, że w pewnym momencie zaczęłam olewać lekcje.

2. Akurat, gdybym miała wybierać między powtórnym przeczytaniem ,,Zmierzchu'', a Ferdkiem, to siadłabym przed telewizorem. Nie generalizuję tutaj i nie sprowadzam wszystkich dzieł współczesnych do kultury masowej, niemniej jednak, musisz przyznać, że kultura masowa wkradła się już dosłownie wszędzie.
I o ile kiedyś wchodziłam do ,,Empika'' z radością, wiedząc, że znajdę coś ciekawego dla siebie, tak teraz krażę między półkami, zastanawiając się, czy to gust mi się zmienił, czy to świat powinien iść w połowie na przemiał.

3. Opieram się na tym, co leci w telewizji publicznej (kablówki nie mam) i zauważam, że sceny w filmach, które są prezentowane (w najlepszym czasie antenowym, bo w nocy czytam, więc ambitne kino często mnie omija), stają się niestety coraz krótsze.
(Tu trudno byłoby mi się opierać na festiwalu Sputnik albo na produkcjach Mosfilmu...)

4. Fakt, z początku nie było to warunkowanie, ale - moim zdaniem - teraz już jest. Ktoś przede mną napisał, że jeśli osoba X naprawdę chce czytać, to znajdzie pół godziny w ciągu dnia na książkę. I ja się pod tym podpisuję w całości.
pokaż więcej
książek: 131
Mateusz
05-09-2012 22:32
Lektury szkolne są złe głownie dlatego, że sami ich nie wybieramy. Nawet nie mamy nic do gadania skoro nieprzeczytanie książki grozi pałą z polskiego. Tak myśli każde dziecko, które książkami nie jest i nie było zainteresowane.

Na szczęście szkoła kiedyś się skończy, czy to po lekcjach, czy zupełnie po dorobieniu się odpowiedniego wykształcenia... Wtedy człowiek ni z owąd (prawdopodobnie z...
Lektury szkolne są złe głownie dlatego, że sami ich nie wybieramy. Nawet nie mamy nic do gadania skoro nieprzeczytanie książki grozi pałą z polskiego. Tak myśli każde dziecko, które książkami nie jest i nie było zainteresowane.

Na szczęście szkoła kiedyś się skończy, czy to po lekcjach, czy zupełnie po dorobieniu się odpowiedniego wykształcenia... Wtedy człowiek ni z owąd (prawdopodobnie z nudy) sięga po książkę bo chce - np. dlatego, że dotyczy osoby, autora, muzyki czy własnego zainteresowania... człowiek wchodzi w inną świadomość - czytanie to nie tylko "musieć zaliczyć" ale rozrywka, która może ciekawiej wypełnić czas niż np. telewizja. Potem się uzależnia, i nic mu nie pomoże... Książki należy pokochać samemu!

PS. Olbrzymi wpływ będzie miał nauczyciel... może on zacząć "teraz przejdziemy do mojej ulubionej lektury gdy byłem/am w waszym wieku" lub tak, jak moja polonistka z czasów liceum "niestety, ale musimy to przerobić, jest duża szansa, że ta właśnie lektura będzie na maturze, więc spodziewajcie się obszernej kartkówki w przyszłym tygodniu".
pokaż więcej
książek: 1854
kryptonite
06-09-2012 10:58
Polonistkę z podstawówki pamiętam tylko dlatego, że mimo piątek zawsze stawiała mi czwórkę, ponieważ nie odczuwała przymusu ciągłego podlizywania się jej. Za to w gimnazjum trafiłam na nauczycielkę z powołaniem, która potrafiła zachęcić do samodzielnego myślenia i wypowiadania swoich poglądów na temat danej książki - nigdy nie zapomnę jej słów:
Moi drodzy, w odniesieniu do lektur nie mówimy...
Polonistkę z podstawówki pamiętam tylko dlatego, że mimo piątek zawsze stawiała mi czwórkę, ponieważ nie odczuwała przymusu ciągłego podlizywania się jej. Za to w gimnazjum trafiłam na nauczycielkę z powołaniem, która potrafiła zachęcić do samodzielnego myślenia i wypowiadania swoich poglądów na temat danej książki - nigdy nie zapomnę jej słów:
Moi drodzy, w odniesieniu do lektur nie mówimy 'przerabiać', tylko 'omawiać'. Przerabiać to możemy kotlety na schabowe.
Uczyła też mojego starszego brata i on opowiedział mi jedną ze swoich lekcji polskiego, na której omawiali 'Zemstę' Fredry. Jeden drugiego przekrzykiwał, że po co ci główni bohaterowie się kłócą, przecież takie awantury do niczego nie prowadzą i tylko pogarszają sprawę. A mój brat powiedział tylko to zdanie:
- Myślę, że dobrze, że są te bezsensowne kłótnie, ponieważ dają efekt komiczny, a 'Zemsta' to przecież komedia. - Wszyscy nagle zamilkli, a nauczycielka pochwaliła go za odmienne zdanie.
Za to w liceum trafiłam na taką polonistkę, jaką opisują wyżej inni użytkownicy. Była moją wychowawczynią i musiała szalenie pędzić z omawianiem lektur. Najdłużej to chyba na 'Lalce' się zatrzymała, resztę książek omawiała w maksimum trzy lekcje i trzeba było takie mieć zdanie o 'Dziadach' jakie ona miała.
Raz mówiła coś o dramacie Szekspira 'Romeo i Julia', a propos omawiana 'Makbeta'. Jedna z moich koleżanek powiedziała, że dla niej 'Romeo i Julia' to bezsensowna sztuka, ponieważ para nastolatków, która ledwo odrosła od ziemi i nie zna życia niby zakochuje się w sobie na zabój, po kilku dniach znajomości biorą ślub, a na końcu się zabijają, to wcale nie oznacza wielkiej miłości oraz uznania tego za dramatu wszechczasów. Nie muszę dodawać, że nauczycielka ostro się na nią uwzięła aż do klasy maturalnej (jej słowa pochodzą z pierwszej klasy).
Aż dziw mnie bierze, że ostatecznie wylądowałam na filologii polskiej:-D
pokaż więcej
książek: 286
Hubert
06-09-2012 12:46

Chassefierre: @Hubert, zatem przyjmuję od szlachetnego pana jednorożca i obiecuję o niego dbać. Chociaż korci mnie, żeby złośliwie dać mu na imię ,,Joseph'' (ale foch anulowany) ;)

Cieszy mnie to ogromnie, dbaj o niego, tylko nie przesadzaj z różową trawą. Psują się mu od niej zęby. Nie rozumiem tekstu o Joseph'ie, więc ani troszeczkę nie odbieram tego jako złośliwość ;) Jak foch anulowany...

Chassefierre: @Hubert, zatem przyjmuję od szlachetnego pana jednorożca i obiecuję o niego dbać. Chociaż korci mnie, żeby złośliwie dać mu na imię ,,Joseph'' (ale foch anulowany) ;)

Cieszy mnie to ogromnie, dbaj o niego, tylko nie przesadzaj z różową trawą. Psują się mu od niej zęby. Nie rozumiem tekstu o Joseph'ie, więc ani troszeczkę nie odbieram tego jako złośliwość ;) Jak foch anulowany to zapraszam na kawę w trybie zaocznym.

Chassefierre:
1. Brak inicjatywy uczniów jest zależny od polonisty - w liceum miałam dwie kobiety na polskim; w klasie I i II polonistka jak cud, miód i orzeszki. Rozwijała nasze kreatywne myślenie, omawiała w ciekawy sposób lektury, zmuszała do dyskusji... W klasie maturalnej trafiła się kobieta, która potrafiła mi powiedzieć:
- Chassefierre, właśnie w taki sposób powinnaś przeanalizować ten tekst. (to zdanie padło zaraz po tym, gdy koleżanka twierdząca, że Judym był ,,nowym Prometeuszem świata współczesnego'' dostała piątkę, a ja - twierdząca, że z niego był życiowy nieudacznik - dostałam dwóję)
- Tego opowiadania NIE mieliście czytać. (to zaraz po tym, kiedy podważyłam jej tezę, mówiącą o tym, jakoby w opowiadaniach Borowskiego nie było przykładów solidarności między więźniami obozów koncentracyjnych)
- Nie wywyższaj się na lekcjach, bo dajesz kolegom z klasy do zrozumienia, że są głupi. (to usłyszałam po lekcji, kiedy kazała mi zostać na małe tet'a'tet. Sytuacja do tej pory mnie śmieszy, bo ludzie z klasy - mat,fiz - błagali mnie przed polskim, żebym ''tylko coś mówiła'')
To było konkretne podcinanie skrzydeł i przyznaję, że w pewnym momencie zaczęłam olewać lekcje.

Od polonisty oczywiście też, ale wg mnie większa część tego zależy od uczniów. Miałem w liceum wybitną polonistkę, która była całą sobą zaangażowana w prowadzenie lekcji, jednak do czytania lektur mnie nie przekonała. Miałem ciekawsze zajęcia wtedy, ale rozmawiałem (i czasem byłem także oceniany) o książkach, które sam wybierałem i czytałem. Dodatkowo, w klasie miałem ze 25 osób, z których większość była intelektualnymi kłodami, którymi powinno się w piecach palić. W związku z powyższym, mimo, że polonistka wychodziła ze skóry, to lekcje prezentowały dosyć uśredniony poziom.

Chassefierre:
2. Akurat, gdybym miała wybierać między powtórnym przeczytaniem ,,Zmierzchu'', a Ferdkiem, to siadłabym przed telewizorem. Nie generalizuję tutaj i nie sprowadzam wszystkich dzieł współczesnych do kultury masowej, niemniej jednak, musisz przyznać, że kultura masowa wkradła się już dosłownie wszędzie.

Muszę przyznać, bardzo bym nie chciał, choćby dlatego, żeby się jeszcze posprzeczać, ale przyznaję. Wkradła się wszędzie i też postrzegam to jako naturalne i nie do powstrzymania. Globalna wioska, internet, tv spowodowały, że czy oglądasz film ze Stanów, Australii, czy Europy to będą bardzo podobne. Dlaczego? Bo odnoszą się do podobnych wzorców kulturowych, więc są łatwe do strawienia przez odbiorców. Dlaczego nie ma w ramówkach filmów offowych, albo robionych w Azji, czy Afryce? Ponieważ nie znalazłyby wielu odbiorców z powodu braku marketingu oraz trudności w zrozumieniu. Tylko, że to tyczy się także książek. Trochę bełkot mi z tego wyszedł. Wybacz.


Chassefierre:
I o ile kiedyś wchodziłam do ,,Empika'' z radością, wiedząc, że znajdę coś ciekawego dla siebie, tak teraz krażę między półkami, zastanawiając się, czy to gust mi się zmienił, czy to świat powinien iść w połowie na przemiał.

W Empiku nie robię zakupów z zasady. Jestę Hipsterę. Jednak z fantastyki to mają także te niekoniecznie popularne i kasowe tytuły.

Chassefierre:
3. Opieram się na tym, co leci w telewizji publicznej (kablówki nie mam) i zauważam, że sceny w filmach, które są prezentowane (w najlepszym czasie antenowym, bo w nocy czytam, więc ambitne kino często mnie omija), stają się niestety coraz krótsze.
(Tu trudno byłoby mi się opierać na festiwalu Sputnik albo na produkcjach Mosfilmu...)

Prajm tajm to taki specyficzny moment w ciągu dnia, kiedy rzuca się cokolwiek, co przyciągnie jak największą część ludu do telewizorów. Podtrzymują swoją tezę, że jest to bardzo niereprezentatywna próba :]

Chassefierre:
4. Fakt, z początku nie było to warunkowanie, ale - moim zdaniem - teraz już jest. Ktoś przede mną napisał, że jeśli osoba X naprawdę chce czytać, to znajdzie pół godziny w ciągu dnia na książkę. I ja się pod tym podpisuję w całości.

Ale ja to przecież napisałem w moim ostatnim poście :P warunkiem jest chęć czytania, a chęć czytania wg mnie nie istnieje samoistnie, tylko w połączeniu z konkretnym autorem/autorami, gatunkiem, tematyką czy innymi określonymi zbiorami.
pokaż więcej
książek: 436
wicher_Lab
06-09-2012 13:39
Przepraszam, że nie czytałem poprzednich postów, ale chcę się odnieść do konkretnej sprawy.
Autor tematu pytał o materiał na j. polski. Moim zdaniem literatura powinna być niejako niezależnym subprzedmiotem przedmiotu j. polski. Niby tak jest (było, teraz nie wiem), ale chyba ciągle panuje zwyczaj wywyższania naszych twórców, podczas gdy na tle literatury światowej, nasza jest zwyczajnie...
Przepraszam, że nie czytałem poprzednich postów, ale chcę się odnieść do konkretnej sprawy.
Autor tematu pytał o materiał na j. polski. Moim zdaniem literatura powinna być niejako niezależnym subprzedmiotem przedmiotu j. polski. Niby tak jest (było, teraz nie wiem), ale chyba ciągle panuje zwyczaj wywyższania naszych twórców, podczas gdy na tle literatury światowej, nasza jest zwyczajnie SŁABA. W znaczeniu, że nie podejmuje problemów światowych, jest lokalna, egzotyczna, wyizolowana. Zdecydowana większość taka jest, a do tego wtórna i z niepohamowanym nerwem naśladownictwa. W szkole się o tym nie mówi, a większość lektur powinno się czytać z litości, nie na kolanach.
Zauważyłem, że pisarze amatorzy (mam z takimi kontakt), których gruntem językowym jest Sienkiewicz, a świat niuansów piękna zamyka się bez reszty w poetyce naszych romantycznych wieszczów, tacy nie dysponują środkami wyrazu mogącymi wyrazić cokolwiek aktualnego. Zazębiają się z przeszłością, czyli z niczym, a chybiają w rzeczywistość. Ambitne dziecko kończy szkołę z bagażem resentymentu; wielkich ludzi już nie ma, nic się już nie da po polsku napisać. Jedyne co nam pozostało, to niezapominać o Mickie/Sienkiewiczu i Chopinie. Uczyć się ich na pamięć i hurtem deklamować. A "Bogurodzicę" zagrać na 500 gitar, wtedy zadziwimy świat.
Sorry za zejście z tematu.
pokaż więcej
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Gorące tamale

Bardzo ciekawa książka. Dużo miłości, jedzenia i śmiechu. Uwaga! Podczas czytania można poczuć głód. Sama chętnie spróbowałabym tamali. Polecam.

zgłoś błąd zgłoś błąd