Elektryzująca historia, która łączy romans ze zbrodnią. Wywiad z G. Gargaś i M. Woźniakiem

Ewa Cieślik
14.01.2020

Pierwiastki kobiecy i męski łączą się w tej książce nie tylko za sprawą bohaterów – Aniki i Roberta – lecz również autorów. Gabriela Gargaś i Marcel Woźniak w „Tysiącu obsesji” spletli wątki romansowe z kryminalnymi. Jak doszło do tej współpracy i, co najważniejsze, jak udało im się pogodzić swoje temperamenty, wyjaśniają w rozmowie poniżej.

Elektryzująca historia, która łączy romans ze zbrodnią. Wywiad z G. Gargaś i M. Woźniakiem

[Opis wydawcy] Takiego duetu jeszcze nie było! Bestsellerowi autorzy Gabriela Gargaś i Marcel Woźniak przedstawiają swoją pierwszą wspólną powieść!

Na Dworcu Centralnym znalezione zostają zwłoki mężczyzny… Gdy trzy miesiące wcześniej drogi Aniki i Roberta przecinają się w ciemnym hotelowym korytarzu, rozpoczyna się gra, w której namiętność bierze górę nad rozsądkiem, a skrywane fantazje budzą demony przeszłości. Wszystko komplikuje fakt, że ona jest zaręczona, a on żonaty. Robert jest biznesmenem, byłą gwiazdą piłki nożnej i wspólnikiem w firmie bukmacherskiej. Anika – asystentką w renomowanej firmie. Z ich spotkania wynikną nieodwracalne konsekwencje, których sami nie mogli przewidzieć. Do sieci wyciekają zdjęcia kochanków, obietnice zostają złamane, przyjaźń zerwana. Wielki świat biznesu obraca brudnymi pieniędzmi, a wybuch pożądania doprowadza do zabójstwa… Kto ginie i dlaczego? Do czego może doprowadzić romans? Czy namiętność może przerodzić się w obsesję?
W tej historii nikt nie jest tym, za kogo się podaje. Anika i Robert ogniem swojej namiętności podpalili cały świat. Ktoś będzie musiał za to zapłacić. Bo stawką w tej grze jest nie tylko miłość, ale i życie.

Ewa Cieślik: „Tysiąc obsesji” to książka napisana wspólnie. Jak doszło do współpracy, w której połączyli siły bestsellerowa autorka powieści obyczajowych oraz twórca kryminałów i biografii?

Marcel Woźniak: Zaczęło się na targach książki w Krakowie, rok temu… albo dwa? Przekomarzaliśmy się, jak to przedstawiciele dwóch różnych gatunków. W kluczowym momencie padło pytanie: a ty jakbyś to napisał/napisała. Chodziło o jakąś scenę na korytarzu hotelowym, o to, czy to jeszcze romans, czy już kryminał…

Gabriela Gargaś: Marcelu, poznaliśmy się dwa lata temu, a rok temu pierwszy raz porozmawialiśmy o książce. Były to rozmowy niby żartem, ale w końcu zadaliśmy sobie pytanie: „a gdyby tak spróbować?”. Do napisania „Tysiąca obsesji” przekonała mnie ta scena na korytarzu hotelowym, którą wymyślił Marcel. To było coś.

Domyślam się, że proces tworzenia tej książki był sporym wyzwaniem warsztatowym. Towarzyszyły mu burze mózgów i wspólne dyskusje czy raczej nawet spory? Praca przebiegała według planu, a może zawładnął Wami „twórczy chaos”?

Reklama

M.W.: Gabrysia na początku zapewniała mnie, że jest mistrzynią planu pracy. A potem pokazała swoje notatki – na lodówce! (śmiech) Ja z kolei zacząłem od skrupulatnego zarysu książki, ale potem się okazało, że to Gabrysia musiała mnie zaganiać do komputera. „Spór” – to mógłby być alternatywny tytuł tej książki! (śmiech) Gdy robisz coś pierwszy raz, musisz przetrzeć szlak. Więc zrobiliśmy scenopis, charakterystykę bohaterów i ruszyliśmy. Początkowo według takiego klucza, jak mówisz, ale potem… Potem było grubo!

G.G.: Ej, ja jestem mistrzynią planu pracy, tylko u mnie to odmiennie wygląda. (śmiech) Twórczy chaos też ma jakiś plan. Marcel inaczej zabiera się do pracy: w sposób poukładany, z planem, precyzją, u mnie jest trochę inaczej. No, może nie trochę, a nawet bardzo. Piszę książkę od środka albo od końca i mi to nic a nic nie przeszkadza, podczas gdy Marcel zaczyna od początku. Nie wiem, który system pracy jest normalny, ważne, że oba skutkują. Na początku nie mogliśmy się dogadać. W połowie pisania też były wybuchy, i to takie, że sama się dziwię, jak to przeżyliśmy! Na szczęście udało nam się skończyć projekt, z którego oboje jesteśmy zadowoleni.

Jak połączyć w jedno wizje dwóch odmiennych osób? Przecież przyjęło się, że pisanie to proces samotniczy, a jego wynik jest owocem indywidualnej pracy. Czy oddając książkę do druku, mieliście wrażenie, że w powieści jest tyle Gabrieli Gargaś i Marcelego Woźniaka, ile chcieliście, aby było?

M.W.: Na tym polega cała zabawa! Robisz coś nowego, w nowej dyscyplinie, gatunku, a ktoś patrzy ci przez ramię. Odczułem boleśnie, czym się kończy moja prokrastynacja, kiedy Gabrysia czekała na tekst, a ja… powiedzmy, że bujałem w obłokach. (śmiech) Ale i Gabrysia też mogła mieć alergię, choćby na znikające ze wspólnego dokumentu fragmenty jej tekstu… Ta książka była poligonem pisarsko-psychologicznym. Czytelnicy prześcigają się w odnajdywaniu fragmentów moich i Gabrysi. Co ciekawe, często się mylą!

G.G.: Z Marcela w końcu wyszedł romantyk i ja się z tego bardzo cieszę, bo przy tej książce w niektórych momentach łagodniał, a ja z kolei nabrałam pazura. Nawet do wątków kryminalnych dorzucałam swoje trzy grosze! (śmiech)

W książce mamy mocno zaakcentowany pierwiastek kobiecy i męski. Czy wpływ na to miał fakt, że napisali ją właśnie kobieta oraz mężczyzna?

Reklama

M.W: Nieustannie bombardowaliśmy się pytaniami. „Czy ona by tak postąpiła?” albo „Niech ten Robert w końcu coś zrobi, na litość boską!”. Wszystko zaczęło się w scenopisie, zalążku książki. O czym chcemy opowiedzieć? O miłości, sporcie, polityce, zbrodni…

G.G.: Pytanie o Roberta padało z ust Marcela. A brzmiało ono tak: „ Czy wiesz, że on musi zaciągnąć ją do łóżka? Mamy już sto pięćdziesiąt stron, a tu wciąż nic”. (śmiech) Pisałam o spojrzeniach w oczy, niedomówieniach, a tu trzeba było działać. Chciałam chyba więcej romantyzmu, ale potem, kiedy przejęłam pałeczkę, i ja się rozkręciłam. 

Bohaterami „Tysiąca obsesji” są Anika i Robert. Choć oboje są uwikłani w związki, zaczynają ze sobą niebezpieczną grę. Pasja i namiętność kontra moralność, a do tego wszystkiego jeszcze trup znaleziony na Dworcu Centralnym. Do połączenia romansu z kryminałem doszło naturalnie?

M.W.: Można powiedzieć, że i łóżko, i trup ściele się gęsto! Najlepsze jest to, że tak, taki mieliśmy od początku pomysł. To historia z akcją, sensacją, miłością. Dwoje kochanków uwikłanych w problemy nie tylko sercowe. Jest też korupcja, zazdrość, internet. No i mamy również dwie grupy czytelników. Musieliśmy ich zaskoczyć.

G.G.: Myślę, że fajnie nam się to zaskoczenie udało. I ja niekiedy, czytając tę książkę, byłam zaskoczona, co nam z tego wszystkiego wyszło. Było to oczywiście pozytywne zaskoczenie.

„Czy koniecznie trzeba przestać kogoś kochać, żeby pragnąć wyjechać z domu choćby na chwilę? Jeśli człowiek drugi raz pierze te same ubrania, by tylko wygospodarować dla siebie godzinę samotności w pralni, to znaczy, że coś się źle dzieje w jego życiu”. To cytat dotyczący Aniki. Czy monotonia codzienności w związku, który nie dostarcza już ani szczęścia, ani uniesień, to pułapka, w którą łatwo wpaść?

M.W.: Mogę mówić tylko za siebie, ale proces pisania tej książki to setki rozmów, podczas których chcieliśmy zrozumieć, jak ludzie postępują – różni ludzie, a nie tylko my, i nie tylko my z dziś. Erozja miłości to pytanie o nas samych. Czemu chcemy kochać i być kochanymi? Czy potrafimy, prócz romantycznych gestów, cieszyć się z trwania w miłości, i co dla niej zrobimy? Kiedy trzeba o nią walczyć, a kiedy jest ona toksyczna?

G.G.: Jestem zdania, że rutyna i monotonia zabiją nawet najcudowniejszy związek. Dlatego uważam, że po latach bycia z kimś trzeba nieustannie się zaskakiwać, czasem też trochę od siebie odpocząć, zatęsknić. Można kogoś bardzo kochać, ale można też poczuć chęć ucieczki od tej osoby. Dużo osób wyjeżdża, by na nowo siebie odnaleźć. Zobaczyć, jak to jest być sobą. Osobą sprzed związku, zobowiązań. I to nie jest złe, że niekiedy uciekamy, tylko trzeba odnaleźć drogę powrotną.

Anika i Robert prowadzą ze sobą niebezpieczną grę. Jak sugeruje już sam tytuł książki, to rzecz o obsesjach, od których nie możemy się uwolnić i które, nie pozwalając racjonalnie myśleć, przypominają obłęd. Jak się pisze o takich uczuciach?

M.W.: Z wnętrza. Oczywiście grają w głowie pisarza wszystkie dźwięki uczuć, ma się przed oczami całą ich partyturę. Jednak książka to troszkę fantazji, a troszkę prawdziwego, prawdopodobnego scenariusza. Grunt, żeby czytelników traktować fair.

G.G.: Dobrze mi się pisało o takich skrajnych emocjach. Uważam, że każdy z nas nosi w sobie co najmniej kilka takich obsesji, które w sobie tłumi albo które wyłażą z niego w najmniej spodziewanym momencie. Zakochanie w drugiej osobie też na początku przypomina obłęd. Chcemy nieustannie przebywać z obiektem naszych uczuć, dotykać go, czuć. Życie.

W „Tysiącu obsesji” namiętność odgrywa ważną rolę i trudno mówić o tym tytule bez wspomnienia popularności, jaką od jakiegoś czasu cieszą się powieści z wątkiem erotycznym. Co wpływa na ich niesłabnące zainteresowanie wśród czytelników? A raczej czytelniczek, bo to kobiety głównie są odbiorczyniami takich książek.

M.W.: Kobiety dochodzą do głosu, a społeczeństwo ulega zmianie. Potrafimy dziś głośno mówić o swoich o związkach, o prawach kobiet, przemocy, hejcie, ale także o potrzebach i gustach. Cały sposób mówienia o miłości i seksie zawsze był dyktowany przez mężczyzn. Dobrze, że się to teraz zmienia i znajduje to odbicie w literaturze, także tej popularnej. Niektórzy moi znajomi mówili ze zdziwieniem: „Marcel, ale czemu TAKA książka?”. A literatura popularna, ze wszystkimi swoimi gatunkami, jest częścią naszej kultury. Umniejszając jej rolę, umniejsza się czytelników i ich potrzeby. A napisanie dobrej publikacji tego rodzaju to też sztuka…

W waszej książce mocno zaakcentowane są zarówno zapachy – np. perfumy Giorgia Armaniego – jak i muzyka, choćby Varius Manx i Lady Pank. Dzięki temu uaktywniają się zmysły czytelników i ma się wrażenie, że „Tysiąc obsesji” można poczuć i usłyszeć. Czy taka – nomen omen – zmysłowość była waszym celem?

M.W.: Tu muszę oddać zasługi Gabrysi. Ciągle powtarzała: „to musi zostać!”. I to były właśnie piosenki i zapachy. Nie chciałbym zabrzmieć stereotypowo, ale można powiedzieć, że dzięki temu czuć w książce kobiecą rękę! A czytelniczki i czytelnicy mogą książkę chłonąć na wszystkie sposoby. Widziałem gdzieś na Instagramie, że pod wpływem lektury jedna z czytelniczek kupiła mężowi perfumy głównego bohatera… Hmm! (śmiech)

G.G.: „Gio” Giorgia Armaniego to jest „mój” męski zapach. Musiał się gdzieś pojawić, a ta książka doskonale się do tego nadawała. Autor przemyca w opisanych historiach trochę siebie. Tym razem przemyciłam swoje ukochane perfumy, których sama najchętniej bym używała. A z muzyką to my się z Marcelem zgraliśmy. Varius Manx był bardziej mój, Lady Pank Marcela.

„Pozytywne zaskoczenie”, pisze jedna z użytkowniczek lubimyczytać.pl. „Podeszłam do lektury podejrzliwie, potem nie zauważyłam, jak historia zaczęła mnie wciągać i zarwałam noc. To literatura rozrywkowa, ale ma w sobie dużo prawdy życiowej”. Co czujecie, gdy czytacie takie opinie o swojej książce?

Reklama

M.W.: To zawsze miłe. Bez cienia fałszywej skromności mogę powiedzieć, że zawsze się z tego cieszę. Nie z samych słów, ale z tego wyobrażenia, że ktoś, gdzieś, w pokoju, autobusie, kuchni, siedział z herbatą i czytał to, co napisaliśmy. Cudownie jest zabierać ludzi w taką podróż.

G.G.: Zgodzę się z Marcelem, że takie opinie zawsze cieszą autora. To w końcu kawał naszej ciężkiej pracy, naszych emocji przelanych na papier, godzin siedzenia przed komputerem i planowania. Miło jest potem przeczytać pozytywną opinię. Dodatkowo praca nad tą książką była tak wybuchowa, że mnie przybyło kilka siwych włosów, Marcelowi dwie zmarszczki, tak więc takie recenzje tym bardziej cieszą.

Czy „Tysiąc obsesji” to dopiero początek wspólnej drogi literackiej, a w planach są kolejne książki?

M.W.: Cokolwiek przyniesie przyszłość, cieszę się z tego, co powstało. Dla mnie było to duże wyzwanie. Z jednej strony zakończyło się ono spotkaniem z tłumem czytelniczek na spotkaniach autorskich, a z drugiej myślę, że  podczas pisania tej książki oboje przemyśleliśmy wiele spraw.

G.G.: Oboje z Marcelem mamy swoje projekty, ale nie mówimy definitywnie „nie”. Pojawiło się kilka pomysłów i zobaczymy, co z tego wyniknie. Trochę już od siebie odpoczęliśmy, więc kto wie. Wszystko przed nami.

Fot. otwierająca: Andrzej Banaś

Reklama

komentarze [5]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

180
13
13.01.2020 14:13

Zapraszam do dyskusji.


3847
3609
14.01.2020 19:31

Gargas dla mnie,wybitna pisarka


1166
28
14.01.2020 22:41

Mi osobiście książka przypadła do gustu. Nie był to typowy romans, ale ciekawie napisana historia z ciekawszym wątkiem i fajnymi postaciami.


1521
53
15.01.2020 04:34

Ta książka jest niestety tak słaba, że poziom niżej już tylko Michalak i Lipińska.

https://niezatapialna-armada.blogspot.com/search/label/Marcel%20Wo%C5%BAniak


76
75
16.01.2020 07:54

Nie znałem do tej pory tych Autorów. Trudno, zdarza się. Przeczytałem. Z trudem i to wielkim. Gdyby nie zdjęcia powyżej, pomyślałbym, że czytam opowiadanie napisanie przez Gosię i Zbysia, oboje lat 15, którzy marzą o byciu Danielle Steel i Cobenem.

Naiwność, infantylność dialogów, samej historii totalnie poraża. Może jest na tego typu powieści popyt i może komuś się to...

więcej

zgłoś błąd