-
Artykuły
„Nasze ciało to mapa lęków, której umysł nie potrafi ukryć” – wywiad z Sebastianem Fitzkiem, autorem thrillera „Mimika”
Marcin Waincetel1 -
Artykuły
Kalafiory, czarownice i zbrodnia w rezydencji. Sprawdź, co kryje się w tych książkach Nowości pod patronatem Lubimyczytać.
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Z czego żyje pisarz?
Orbitowski21 -
Artykuły
Czytamy w weekend. Książki Roku 2025. 20 marca 2026
LubimyCzytać340
Biblioteczka
2018-06
2018-01
Według Paula Ekmana i Wallace’a Friesena istnieje około 50 rodzajów uśmiechów i na podstawie każdego z nich można określić, jakie emocje towarzyszą człowiekowi. Czy mówi szczerze? Czy jest zadowolony? A może chce ukryć rozczarowanie? To wszystko ze sporym prawdopodobieństwem da się wywnioskować dzięki układowi mięśni twarzy.
I tak są m.in. uśmiech szczery, uśmiech strachu, uśmiech lekceważenia, uśmiech zdeprymowania, uśmiech flirciarski, uśmiech zakłopotania i uśmiech uległości. Mam wrażenie, że każdy z nich gościł na twarzy Marty, bohaterki powieści „Uśmiech J.” Anety Zamojskiej.
Przeżywa ona prawdziwy życiowy rollercoaster. Chwile bezgranicznej radości przeplatają się z momentami dotkliwego smutku, rozczarowań, zaskoczeń. Chciałoby się powiedzieć, jak to bywa w normalnym życiu.
Treść:
Akcja toczy się wokół losów niejakiej Marty. Poznajemy ją jako nastolatkę u progu życia. Ma wiele planów na przyszłość, a ta rysuje się w jasnych barwach. Jednak nie wszystko idzie po jej myśli. Napotyka nieprzewidziane trudności i rozczarowania, które zmuszają ją do zmiany priorytetów.
Nie brakuje również wątku miłosnego, który jest jednym z wiodących. Autorka kreśli go w ciekawy, choć w wielu miejscach przewidywalny, sposób.
Część akcji rozgrywa się w Krakowie. Jako rodowita krakuska tylko temu przyklasnęłam. Jednak to wiąże się z pewnymi oczekiwaniami. Uważam, że jeżeli autor decyduje się na realizacje takiego zamysłu, powinien włożyć nieco wysiłku i doskonale wczuć się w klimat opisywanego miasta. Tego Aneta Zamojska nie zrobiła.
Autorka popełniła niewybaczalny błąd, na który każdy krakus jest wyczulony. Chodzi o użycie słowa Starówka w odniesieniu do Rynku, Starego Miasta. Nie bez powodu mówi się, że jeśli w Krakowie ktoś zapyta o Starówkę, to mieszkańcy zrobią wielkie oczy albo skierują go na dworzec PKP i wpakują w pociąg do Warszawy. W Krakowie bowiem NIE MA Starówki, jest właśnie Stare Miasto lub Rynek. Wiem, że osadzenie akcji w Krakowie − mieście, które zna chyba każdy Polak − wydaje się proste, lecz to tylko pozory. Kraków jest bowiem specyficzny i trzeba się naprawdę bardzo postarać, aby oddać jego klimat.
Ale nie tylko dlatego książka nie jest ponadprzeciętna. Podczas lektury nie mogłam odeprzeć wrażenia, że zwroty akcji aranżowane są niejako na siłę, aby tylko zaskoczyć czytelnika. Niestety, mnie nie zaskakiwały, a tylko wywoływały irytację.
Bohaterka doświadcza różnych przykrych zdarzeń, które mogłyby spotkać każdego z nas. Jednak przez nadmierne skumulowanie ich − moim zdaniem − osiągnięty został efekt przeciwny do zamierzonego. Miejscami zrobiło się… nierealnie. Odnosiłam wrażenie, że niektóre historie są maksymalnie wydumane, stwarzane tylko po to, aby coś się działo.
Zbyt wielkiej sympatii nie wzbudziła także we mnie sama główna bohaterka. Jest na wskroś infantylna i nierozgarnięta. O ile na początku można to jeszcze zrozumieć (w końcu jest nastolatką), o tyle później już nie. Autorka jakby zapomniała, że z każdą stroną Marta jest coraz starsza i zatrzymała jej sposób myślenia na początkowym etapie.
W pewnych momentach Marta zachowuje się irracjonalnie. Topi się, a myśli skupia na białych bąbelkach, ledwo uszła z życiem, lecz pierwsze, co jej przychodzi do głowy, to fakt, że „malachitowa zieleń pięknie kontrastuje z błękitem królewskiego nieba”. Wiem, że dziewczyna jest artystką, malarką, ale… serio?
Tego typu absurdów jest więcej. Marta dwukrotnie, w ważnych dla siebie momentach życia, odwiedza kościół Mariacki i dziwnym trafem dwukrotnie nagle grają tam Bacha. Cóż, w tej świątyni bywam stosunkowo często i jeszcze ani razu takie coś mi się nie przydarzyło. Gdzie tu realizm?
Rażą mnie również płytkie, pozbawione polotu dialogi. Szkoda, bo można było przemycić wiele życiowych mądrości.
To wszystko sprawiło, że czułam, jakbym czytała książkę debiutantki, amatorki, a przecież nie była to pierwsza książka Anety Zamojskiej. Sądzę, że musi jeszcze wykonać sporo pracy, bo pisarzem może być każdy, jednak dobrych pisarzy jest niewielu.
Layout:
Uwielbiam, gdy okładka książki w ciekawy sposób nawiązuje do jej treści. I tak jest w przypadku „Uśmiechu J”. Kobieta, sztaluga, niszczycielska siła żywiołu wody − to wszystko ze sobą idealnie koresponduje. A do tego całość zachowana w przyjemnej dla oka kolorystyce.
Na odwrocie nie ma zarysu historii. Są za to entuzjastyczne fragmenty opinii oraz sylwetka autorki. Brakuje mi krótkiego opisu książki – to właśnie na jego podstawie często sięgamy przecież po daną lekturę.
Oryginalnym rozwiązaniem jest rozdzielanie w środku wątków symbolem sztalugi. Świetnie współgra to z treścią.
Podsumowanie:
Jeśli miałabym „Uśmiech J.” określić jednym słowem, powiedziałabym, że jest to książka życiowa. Mimo że w moim odczuciu jest w niej sporo przesady i wręcz nieprawdopodobnych kolei losu, to właśnie z takim uczuciem pozostaję po lekturze.
Wbrew pozorom jest też… pokrzepiająca. Pokazuje bowiem, że nie ma sytuacji bez wyjścia i bez względu na wszelkie przeciwności zawsze można się podnieść i próbować poskładać wszystko od nowa.
Jest również idealnym obrazem dla słów Ernesta Hemingwaya z powieści „Stary człowiek i morze”, jakoby człowieka można było zniszczyć, ale nie pokonać. Marta Kołymska coś o tym wie. I chyba wie o tym coś także każdy z nas.
Według Paula Ekmana i Wallace’a Friesena istnieje około 50 rodzajów uśmiechów i na podstawie każdego z nich można określić, jakie emocje towarzyszą człowiekowi. Czy mówi szczerze? Czy jest zadowolony? A może chce ukryć rozczarowanie? To wszystko ze sporym prawdopodobieństwem da się wywnioskować dzięki układowi mięśni twarzy.
I tak są m.in. uśmiech szczery, uśmiech strachu,...
2018-01
Poradnik? W dodatku w modnym od pewnego czasu zabarwieniu coachingowym? To chyba nie dla mnie. Ale właściwie… dlaczego by nie spróbować – z takimi myślami zaczynałam lekturę „Marki kobiety w biznesie. Etykieta i wizerunek” Renaty Wrony, która jest PR menedżerką oraz trenerką rozwoju osobistego i biznesu.
Czy mój początkowy sceptycyzm okazał się uzasadniony? I tak, i nie. Fanką poradników nie zostanę, ale akurat po tę książkę warto było sięgnąć.
Treść
Całość utrzymana jest w charakterystycznym, poradnikowym stylu. Zawiera mnóstwo rad związanych z szeroko pojętym funkcjonowaniem w biznesie.
Książkę podzielono na zamknięte bloki. Są rozdziały poświęcone m.in. brandingowi osobistemu oraz etykiecie kobiety w biznesie. Niektóre terminy być może brzmią nieco tajemniczo, ale autorka każdy z nich tłumaczy w jasny sposób – dzięki temu czytelnik nie czuje niedosytu. Wręcz przeciwnie, może poczuć się doedukowany, jak było w moim przypadku.
Układ książki sprawia, że czyta się ją bardzo szybko. Są wyliczenia, podkategorie, podrozdziały, a nawet – co mnie zaskoczyło – krótkie rozmowy z kobietami, które odniosły sukces zawodowy i chętnie dzielą się swoim doświadczeniem. Myślę, że to wartość dodana tej książki i jej niebanalny wyróżnik. Obok teorii pojawia się również praktyka.
Autorka za cel postawiła sobie skłonienie czytelniczki i do refleksji, i do działania. Skutecznie buduje relację poprzez bezpośrednie zwroty oraz zadaje bardzo trafne, motywujące pytania. Nie powinno to dziwić, w końcu jest trenerką personalną, więc nawiązywanie kontaktów ma opanowane do perfekcji.
Trudno jednoznacznie określić, dla kogo przeznaczona jest ta książka. Na pewno może być pomocą dla kobiet, które mniej lub bardziej pewnie poruszają się w świecie biznesu. Jej walory docenią też zapewne panie pragnące budować własną markę i są na różnym etapie kariery. Jednak nie sądzę, by jej treść była skierowana do wąskiego grona odbiorców. Ten poradnik dotyka wielu aspektów życia zawodowego i osobistego.
Podoba mi się, że wskazówki Renaty Wrony są uniwersalne. Choć nie prowadzę swojego biznesu, wiele z nich mogę zastosować w życiu osobistym i zawodowym. Co więcej, książka to nie tylko poradnik dotyczący biznesu, lecz także… poradnik o stylu. Tak, nie brakuje w nim rad odnoszących się do ubioru, makijażu, a nawet doboru okularów przeciwsłonecznych i bielizny!
Autorka nie ustrzegła się pewnego niebezpieczeństwa – używania trywializmów oraz banałów. I tak przeczytałam, że pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz albo że zawsze warto być sobą. Gdy czytam podobne stwierdzenia, mam wrażenie, że osoba, która je wypowiada, idzie na łatwiznę, nie ma nic ciekawego do powiedzenia, a tak przecież nie jest w przypadku Renaty Wrony. Przekonałam się o tym w innych punktach książki. Wiem, że potrafi prawić z sensem i konkretnie.
Być może posługiwanie się sloganami to typowy zabieg dla literatury poradnikowej? Może wpisuje się w język charakterystyczny dla coachów? Myślę, że jest to możliwe i dla osób, które poruszają się w tym świecie, może być pomocne i naturalne.
Na szczęście autorka nie pozostawia czytelnika z banałem z tyłu głowy, a zwykle rozwija swoją myśl. Schematy wykorzystuje jako punkt wyjścia.
Layout:
Mówi się, aby nie oceniać książki po okładce, ale cóż zrobić, gdy jest się estetą i wygląd też się liczy? Zawsze zwracam uwagę na okładkę, format, skład.
W pierwszej kolejności w oczy rzuciło mi się, że książka nie jest typowych rozmiarów (jest większa), co jest dla mnie minusem. Zwłaszcza, że to poradnik dla kobiet, który przecież powinien bez trudu zmieścić się w damskiej torebce. Mam też wrażenie, że przez swój niestandardowy rozmiar trochę gorzej leży w dłoni.
Drugą kwestią są ilustracje. Większość z nich przedstawia autorkę, co jest oczywiście zrozumiałe – jest ona profesjonalistką i swoją osobą pokazuje, jak profesjonalistka powinna się prezentować. Coś poszło jednak nie tak. O ile jakość fotografii wydaje się dobra, o tyle nie do końca dobrze wyszły one w druku. Zdjęcia są rozpikselowane, niewyraźne. Także grafik w niektórych momentach się nie popisał i efekt jest nienaturalny.
Po trzecie: font. Duże, czytelne litery, dosyć spora interlinia, pogrubienia we właściwych miejscach. Dzięki takim zabiegom książka nie męczy podczas czytania, a i lektura idzie sprawniej.
Wreszcie po czwarte: okładka. Gdybym lektury wybierała wyłącznie po wyglądzie okładki, raczej nie sięgnęłabym po tę książkę. Jej front niczym specjalnym się nie wyróżnia. Składa się z niewielu elementów: tytułu, dopisku u dołu, fotografii autorki oraz jej nazwiska. Zwykle w prostocie tkwi wielki urok, ale tu jest pusto i… zwyczajnie. Myślę, że na półce zniknie w zbiorze innych pozycji.
Podsumowanie:
„Marka kobiety w biznesie. Etykieta i wizerunek” Renaty Wrony zaskoczyła mnie pozytywnie. Obawiałam się nudnej przeprawy przez oczywisty poradnik, lecz nie było tak źle. Wyniosłam wiele cennych rad, choć czasem krzywiłam się, kiedy czytałam znane mi slogany.
Cieszę się, że mam tę pozycję na półce. Kto wie, będę potrzebowała do niej sięgnąć?
Poradnik? W dodatku w modnym od pewnego czasu zabarwieniu coachingowym? To chyba nie dla mnie. Ale właściwie… dlaczego by nie spróbować – z takimi myślami zaczynałam lekturę „Marki kobiety w biznesie. Etykieta i wizerunek” Renaty Wrony, która jest PR menedżerką oraz trenerką rozwoju osobistego i biznesu.
Czy mój początkowy sceptycyzm okazał się uzasadniony? I tak, i nie....
2018-01
Ależ to było dobre! Najlepsza ze wszystkich trzech książek trylogii. Nie mogłam się od niej oderwać. Historie wciągające niczym czarna dziura. CAŁKOWICIE, bez reszty mnie pochłonęły. Zwroty akcji, fantastyczni bohaterowie i ta niepewność... Często zdarza mi się przewidzieć, co wydarzy się dalej, lecz tu była wielka niewiadoma. Dodatkowo otwarte, skłaniające do przemyśleń zakończenie. Czapki z głów, panie Mróz! Aż trudno uwierzyć, że była to pierwsza z serii, którą pan napisał...
Ależ to było dobre! Najlepsza ze wszystkich trzech książek trylogii. Nie mogłam się od niej oderwać. Historie wciągające niczym czarna dziura. CAŁKOWICIE, bez reszty mnie pochłonęły. Zwroty akcji, fantastyczni bohaterowie i ta niepewność... Często zdarza mi się przewidzieć, co wydarzy się dalej, lecz tu była wielka niewiadoma. Dodatkowo otwarte, skłaniające do przemyśleń...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2017-12
Pierwszy tom cyklu "Parabellum" wywarł na mnie ogromne wrażenie. Z tym większymi emocjami i oczekiwaniami sięgałam po drugą część serii. Nie zawiodłam się. Pełno zwrotów akcji i momentów, gdy aż brakowało tchu z wrażenia. Bardzo zżyłam się z bohaterami i żal mnie ogarniał, gdy uświadamiałam sobie, że przyjdzie się z nimi rozstać.
Pierwszy tom cyklu "Parabellum" wywarł na mnie ogromne wrażenie. Z tym większymi emocjami i oczekiwaniami sięgałam po drugą część serii. Nie zawiodłam się. Pełno zwrotów akcji i momentów, gdy aż brakowało tchu z wrażenia. Bardzo zżyłam się z bohaterami i żal mnie ogarniał, gdy uświadamiałam sobie, że przyjdzie się z nimi rozstać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2017
Kiedy myślałam, że po seriach z Chyłką i Forstem Remigiusz Mróz już niczym mnie nie zaskoczy, sięgnęłam po "Parabellum" i... bach! Okazało się, że trzymał asa w rękawie.
"Prędkość ucieczki" mnie urzekła. Chyba nie tylko dlatego, że akcja osadzona jest podczas II wojny światowej, co wpasowuje się w moje klimaty. Są wyraziści bohaterowie, wartka akcja, ciekawostki historyczne - jednym słowem wszystko to, co potrafi skraść moje serce. A do tego (prawie!) poprawna polszczyzna, ładne opakowanie - to lubię!
Kiedy myślałam, że po seriach z Chyłką i Forstem Remigiusz Mróz już niczym mnie nie zaskoczy, sięgnęłam po "Parabellum" i... bach! Okazało się, że trzymał asa w rękawie.
"Prędkość ucieczki" mnie urzekła. Chyba nie tylko dlatego, że akcja osadzona jest podczas II wojny światowej, co wpasowuje się w moje klimaty. Są wyraziści bohaterowie, wartka akcja, ciekawostki historyczne...
2017-05
"Inwigilacja" to już piąta odsłona przygód Joanny Chyłki i Kordiana Oryńskiego zwanego "Zordonem". Jeśli sięgasz po tę powieść to albo jesteś miłośnikiem dobrych thrillerów, albo uwielbiasz książki zahaczające o prawo, albo jesteś wielkim fanem Remigiusza Mroza, albo w błyskawicznym tempie pochłonąłeś poprzednie części serii, albo wszystko na raz. W moim przypadku ostatnia możliwość jest prawdziwa.
Tym razem opowieść zaczyna się od ujęcia chłopaka, który miał rzekomo planować zamach terrorystyczny w Polsce. Domniemywa się, że podejrzany to zaginiony przed laty w Egipcie adoptowany syn dwojga Polaków. On sam stanowczo odrzuca takie insynuacje. Dlaczego? Jakie są dowody przemawiające za tym, że to faktycznie dziecko Lipczyńskich? I czy rzeczywiście, po przejściu na islam, mężczyzna planował zamach? Tego dowiecie się ze stron książki.
Czytając "Inwigilację", uczestniczymy o w rozprawach sądowych, poznajemy argumenty obrony i oskarżenia i niejako sami jesteśmy świadkami w sprawie, którą prowadzi mecenas Chyłka. Jakby na marginesie towarzyszymy jej także w codziennym życiu. Zgłębiamy jej zwyczaje, wnikamy w skomplikowaną psychikę i wraz z nią uczymy się, jak budować schody z kłód, które życie rzuca nam pod nogi.
Niewątpliwym plusem książki jest to, że jest ona osadzona w takiej rzeczywistości, która zgadza się z naszymi realiami. Może dzięki temu łatwiej jest nam się odnaleźć i czujemy, jakbyśmy byli częścią tej historii?
Autor stosuje szereg zabiegów, które mają nie tylko zainteresować czytelnika, ale także go zaskoczyć. Ciekawym motywem jest chociażby ukrywanie przez Chyłkę swoich konceptów i asów z rękawa przed Zordonem, a dzięki temu równocześnie właśnie przed czytelnikiem. Niektórych rzeczy dowiadujemy się w ostatniej chwili, wcześniej tylko domyślając się scenariusza.
Dużym plusem jest też oczywiście typowe dla Mroza mocne zakończenie. Sprawia, że chciałoby się natychmiast sięgnąć po kolejną część. A niestety na tą przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać.
"Inwigilacja" to już piąta odsłona przygód Joanny Chyłki i Kordiana Oryńskiego zwanego "Zordonem". Jeśli sięgasz po tę powieść to albo jesteś miłośnikiem dobrych thrillerów, albo uwielbiasz książki zahaczające o prawo, albo jesteś wielkim fanem Remigiusza Mroza, albo w błyskawicznym tempie pochłonąłeś poprzednie części serii, albo wszystko na raz. W moim przypadku ostatnia...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2017-05
No i stało się to, czego się obawiałam. Po mich zachwytach nad kilkoma książkami Mroza, przyszła kolej na coś, co całkowicie mnie rozczarowało. "Świt, który nie nadejdzie" jest niestety dość słaby. Mało wyraziści bohaterowie, zmarnowany potencjał międzywojennej Warszawy, drętwa fabuła, pełzająca akcja, raczej oczywiste "zwroty". Samo to, że brnęłam przez stronice przez kilka długich dni, czasem wręcz zmuszając się do przeczytania kolejnego rozdziału, jest symptomatyczne.
Oczywiście "Świt, który nie nadejdzie" nie jest dramatycznie złą książką, ale jak na warunki Mroza i to, do czego mnie przyzwyczaił, to wypada bardzo blado.
No i stało się to, czego się obawiałam. Po mich zachwytach nad kilkoma książkami Mroza, przyszła kolej na coś, co całkowicie mnie rozczarowało. "Świt, który nie nadejdzie" jest niestety dość słaby. Mało wyraziści bohaterowie, zmarnowany potencjał międzywojennej Warszawy, drętwa fabuła, pełzająca akcja, raczej oczywiste "zwroty". Samo to, że brnęłam przez stronice przez...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2017-04
O rany, chyba przepadłam z kretesem! Po lekturze "Kasacji" nie przypuszczałam, że świat Chyłki wciągnie mnie tak bardzo. Genialne jest to, że autor nie raz potrafi wyczuć, co za chwilę pomyśli czytelnik. Gdy zauważyłam, że u Joanny pełno jest sprzeczności (np. z jednej strony deklaruje dość konserwatywne poglądy, a z drugiej namiętnie ogląda niewątpliwie lewicowego Wojewódzkiego i co więcej - uwielbia go!), to niedługo później ten wątek pojawił się w książce.
U Mroza jest odwrotnie niż zazwyczaj przy telewizyjnych serialach, gdzie każdy sezon bywa słabszy od poprzedniego. Tu każda kolejna książka jest po prostu lepsza. Dobra robota!
P.S. Okładka jest fantastyczna!
O rany, chyba przepadłam z kretesem! Po lekturze "Kasacji" nie przypuszczałam, że świat Chyłki wciągnie mnie tak bardzo. Genialne jest to, że autor nie raz potrafi wyczuć, co za chwilę pomyśli czytelnik. Gdy zauważyłam, że u Joanny pełno jest sprzeczności (np. z jednej strony deklaruje dość konserwatywne poglądy, a z drugiej namiętnie ogląda niewątpliwie lewicowego...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2017-03
Pierwszą przygodę z Bondą mogę zaliczyć do udanych. Co prawda nie jest to książka, która wbija w fotel i chce się więcej i więcej, ale ogólnie jest całkiem przyzwoita. Do tego stopnia, że mam ochotę sięgnąć po kolejną część o przygodach Saszy.
Pierwszą przygodę z Bondą mogę zaliczyć do udanych. Co prawda nie jest to książka, która wbija w fotel i chce się więcej i więcej, ale ogólnie jest całkiem przyzwoita. Do tego stopnia, że mam ochotę sięgnąć po kolejną część o przygodach Saszy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2017-04
Są takie książki, które wciągają od pierwszych zdań. Sprawiają, że nie chce się ich wypuszczać z rąk ani na minutę. Zapadają w pamięć, poruszają, intrygują. Niestety, "Susza" do takich pozycji nie należy. Od początku miałam wrażenie, że to książka przeciętna. Później zmieniłam zdanie - jest po prostu... słaba. Cała historia nie należy do najciekawszych, bohaterowie nie wzbudzają większych odczuć, całość jest dość przewidywalna, a nawet przegadana, przekombinowana. W niektórych momentach zadawałam sobie pytanie "Serio? Jeszcze to?".
"Suszę" odkładam na półkę bez żalu. Z reguły nie żałuję, że sięgnęłam po daną książkę i tak jest tym razem. Aczkolwiek wiem, że to kolejna pozycja dla mnie obojętna, a to chyba dla książki najgorsze - ta bezbarwność, nijakość.
Są takie książki, które wciągają od pierwszych zdań. Sprawiają, że nie chce się ich wypuszczać z rąk ani na minutę. Zapadają w pamięć, poruszają, intrygują. Niestety, "Susza" do takich pozycji nie należy. Od początku miałam wrażenie, że to książka przeciętna. Później zmieniłam zdanie - jest po prostu... słaba. Cała historia nie należy do najciekawszych, bohaterowie nie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2014
Po prostu dobra książka. Wprowadza w świat niedostępny większości z nas. Wartka akcja, ciekawe postaci, solidna historia - warto przeczytać.
Po prostu dobra książka. Wprowadza w świat niedostępny większości z nas. Wartka akcja, ciekawe postaci, solidna historia - warto przeczytać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2016
Na czytelniczych forach są liczne ostrzeżenia przed pierwszymi książkami Harlana Cobena. Ba! Sam autor ostrzega przed sięganiem po nie i prosi, aby przed pierwszym spotkaniem z nim przeczytać którąś z jego późniejszych pozycji. Już rozumiem dlaczego, po prostu jego debiut mógłby zniechęcić. "Mistyfikacja" jest banalna, nudna, a intryga słaba. Początki bywają trudne, okazuje się, że nawet dla takiego znakomitego pisarza jak Harlan Coben.
Na czytelniczych forach są liczne ostrzeżenia przed pierwszymi książkami Harlana Cobena. Ba! Sam autor ostrzega przed sięganiem po nie i prosi, aby przed pierwszym spotkaniem z nim przeczytać którąś z jego późniejszych pozycji. Już rozumiem dlaczego, po prostu jego debiut mógłby zniechęcić. "Mistyfikacja" jest banalna, nudna, a intryga słaba. Początki bywają trudne, okazuje...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2017-03
Po "Nieznajomym" obawiałam się, że znów leciutko się zawiodę, ale na szczęście tak się nie stało. "Już mnie nie oszukasz" trzyma w napięciu, autor myli tropy aż w końcu doprowadza do nie tak oczywistego finału. O to właśnie chodzi!
Po "Nieznajomym" obawiałam się, że znów leciutko się zawiodę, ale na szczęście tak się nie stało. "Już mnie nie oszukasz" trzyma w napięciu, autor myli tropy aż w końcu doprowadza do nie tak oczywistego finału. O to właśnie chodzi!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2017-03
Gdy sięgam po książki Harlana Cobena, oczekuję chyba nieco więcej niż po dziełach wielu innych autorów. Wiem, że Coben potrafi opowiedzieć historię tak, że aż wgniecie w fotel. "Nieznajomy" niestety nie wgniata, choć jest dobrą książką, którą warto przeczytać. Ale nie ma tego "czegoś" i jest po prostu jedną z przeczytanych powieści.
Gdy sięgam po książki Harlana Cobena, oczekuję chyba nieco więcej niż po dziełach wielu innych autorów. Wiem, że Coben potrafi opowiedzieć historię tak, że aż wgniecie w fotel. "Nieznajomy" niestety nie wgniata, choć jest dobrą książką, którą warto przeczytać. Ale nie ma tego "czegoś" i jest po prostu jedną z przeczytanych powieści.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2012
Zupełnie niewymagająca, mało skomplikowana, kompletnie nie zaskakująca. Po prostu dość słaba.
Zupełnie niewymagająca, mało skomplikowana, kompletnie nie zaskakująca. Po prostu dość słaba.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2017-04
Nie jest łatwo trzymać dobry poziom, ale Remigiuszowi Mrozowi się to udało. Ta część o przygodach nieustraszonej prawniczki Joanny Chyłki, podobnie jak dwie poprzednie, jest więcej niż udana. Dobrze poprowadzona akcja, kilka zapadających w pamięć tekstów, odkrycie nieznanego świata - autor wykonał kawał dobrej roboty.
Nie jest łatwo trzymać dobry poziom, ale Remigiuszowi Mrozowi się to udało. Ta część o przygodach nieustraszonej prawniczki Joanny Chyłki, podobnie jak dwie poprzednie, jest więcej niż udana. Dobrze poprowadzona akcja, kilka zapadających w pamięć tekstów, odkrycie nieznanego świata - autor wykonał kawał dobrej roboty.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2017-04
Z sentymentu do Chyłki sięgnęłam po kolejną część swego rodzaju cyklu. Bałam się, że się zawiodę, ale na szczęście tak się nie stało. Choć muszę przyznać, że w porównaniu do "Kasacji" kolejna część o przygodach ambitnej prawniczki wypada lekko gorzej. Brakowało mi tego mocnego uderzenia na koniec, jakie było w 1-szej książce, ale i tak podobało mi się bardzo!
Z sentymentu do Chyłki sięgnęłam po kolejną część swego rodzaju cyklu. Bałam się, że się zawiodę, ale na szczęście tak się nie stało. Choć muszę przyznać, że w porównaniu do "Kasacji" kolejna część o przygodach ambitnej prawniczki wypada lekko gorzej. Brakowało mi tego mocnego uderzenia na koniec, jakie było w 1-szej książce, ale i tak podobało mi się bardzo!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2017-04
Nie wiedziałam, czy coś w rodzaju thrillera prawniczego przypadnie mi do gustu. Wydawało się, że czytelnik wkroczy w zawiły świat prawników i rzeczywiście tak się stało, ale autor zadbał o to, aby ten świat nie był aż nadto niezrozumiały, wręcz przeciwnie! Postarał się go przybliżyć tak, że można było się poczuć, jakby się było starym wyjadaczem na sądowych salach ;). Ciekawie poprowadzona akcja, niespodziewane zakończenie - to lubię!
Nie wiedziałam, czy coś w rodzaju thrillera prawniczego przypadnie mi do gustu. Wydawało się, że czytelnik wkroczy w zawiły świat prawników i rzeczywiście tak się stało, ale autor zadbał o to, aby ten świat nie był aż nadto niezrozumiały, wręcz przeciwnie! Postarał się go przybliżyć tak, że można było się poczuć, jakby się było starym wyjadaczem na sądowych salach ;)....
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2017-02
To była moja pierwsza przygoda z książką autorstwa Mroza. Na tyle udana, że później sięgnęłam po inne pozycje. Remigiusz Mróz za pośrednictwem "Wotum" zagospodarował pewną niszę, wyrwę na polskim rynku wydawniczym. Niewiele jest książek o takiej tematyce, z takim klimatem, tak dobrze wpisujących się we współczesne realia. Od początku intryguje, a plastyczny opis nawiązujący do współczesności sprawia, że czujemy się jak w znanym-nieznanym świecie. Ciekawe postacie z nieoczywistymi rysami charakterologicznymi i jeszcze to zakończenie - panie Mróz, niechże pan szybko piszę kolejną część ;)!
To była moja pierwsza przygoda z książką autorstwa Mroza. Na tyle udana, że później sięgnęłam po inne pozycje. Remigiusz Mróz za pośrednictwem "Wotum" zagospodarował pewną niszę, wyrwę na polskim rynku wydawniczym. Niewiele jest książek o takiej tematyce, z takim klimatem, tak dobrze wpisujących się we współczesne realia. Od początku intryguje, a plastyczny opis nawiązujący...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
O rany, jakie to słabe! To chyba moja pierwsza myśl w trakcie lektury i tuż po niej. "Grzech" jest debiutancką powieścią Maxa Czornyja i, tak jak to bywa u wielu autorów, pierwsza książka wyszła bardzo poniżej przeciętnej. Nie wiem jak reszta, pewnie szybko się nie dowiem, bo na razie Czornyj zniechęcił mnie do swojej twórczości.
Potrafię wybaczyć wiele, ale w kryminałach nie wybaczam przewidywalności, braku polotu i nudy. Wiele mało wnoszących dialogów i opisów. Zahamowana, wlecząca się akcja. Mało wyraziści bohaterowie. Schematycznie poprowadzona historia. Efektem tego wszystkiego było to, że mniej więcej w połowie książki domyślałam się, jak ona się skończy. I nie pomyliłam się.
WIELKIE ROZCZAROWANIE. Niestety...
O rany, jakie to słabe! To chyba moja pierwsza myśl w trakcie lektury i tuż po niej. "Grzech" jest debiutancką powieścią Maxa Czornyja i, tak jak to bywa u wielu autorów, pierwsza książka wyszła bardzo poniżej przeciętnej. Nie wiem jak reszta, pewnie szybko się nie dowiem, bo na razie Czornyj zniechęcił mnie do swojej twórczości.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPotrafię wybaczyć wiele, ale w kryminałach...