-
Artykuły
Przesłuchanie Przemysława Piotrowskiego. Mocna premiera książki „Markiz"
LubimyCzytać6 -
Artykuły
Najlepsza literatura faktu teraz 45% taniej na matras.pl
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Grzechy główne według Piotra Górskiego
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Miłość w cieniu wielkiej historii. Rozmowa z Joanną Jax
LubimyCzytać2
Biblioteczka
2026-03-24
2026-03-22
2026-03-19
2026-03-14
2026-03-13
2026-03-07
2026-02-27
2026-02-10
Jak to jest, że opinię o książce chce mi się wystawić albo fantastycznej, niezwykłej, wyjątkowej, wciągającej bez końca, albo o gniocie, beznadziejnej, nijakiej, słabej, takiej, przy której mam poczucie utraconego (i którego nigdy nie odzyskam) czasu? Zgaduj zgadula, do której grupy należy "Jedz, módl się, kochaj"...
Zacznijmy od tego, że przeczytanie tej książki (gdybym nigdy nie była we Włoszech, Indiach i Indonezji) nie zachęciłoby mnie do odwiedzenia żadnego z tych krajów. Właściwie można nawet powiedzieć, że mogłoby to mnie zniechęcić. A tyle bym straciła - tym bardziej, że autorka pisze tylko o Bali, bo tylko tam była (no dobrze, Gili Meno też odwiedziła), a Indonezja to naprawdę duży i różnorodny kraj, od Sumatry przez Borneo po Gwineę. Podróżniczo więc ta książka jest beznadziejna.
No dobrze - powie ktoś - ale tu nie chodziło o podróż po świecie, tylko podróż wewnętrzną... No cóż - odpowiem ja - tutaj też jest beznadziejnie. We Włoszech autorka ciągle je. Oliwki, pizzę, pieczywo, oliwę, ser... I uczy się coraz to nowych włoskich słówek. Attraversiamo i inne, których znajomością się chwali, nie tworzą żadnej historii. Autorka po prostu opowiada, co je i jak się uczy włoskiego. Wielkie mi "halo". Tymczasem o przyjemnym doświadczaniu życia codziennego, w którym Włosi są tacy profesjonalni, nie ma tu praktycznie nic. Ale okej - było "jedz" w tytule, więc o żarciu ciągle mowa. Do przejedzenia.
Kolejna część - Indie, więc "módl się". No i mamy ciągłe gadanie o medytacji. Siedziałam tyle godzin, nie wysiedziałam nawet kilku minut, znów siedziałam, znów nie mogłam wysiedzieć... Na usta się ciśnie: kobieto! Opanuj się! (Szczerze przyznam, że mi się cisnęły na usta gorsze słowa...) Do tego głupota autorki nie zna granic: wyskoczyć przez okno, zedrzeć sobie pół łydki i pójść, jak gdyby nigdy nic, na medytację? Okej, przecież tężec w Indiach to żadne zagrożenie. Siedzieć i pozwalać komarom się pożądlić? Okej, przecież malaria to nic takiego...
I Indonezja, a właściwie Bali, bo stwierdzenie, że autorka była "w Indonezji" jest tutaj dużym nadużyciem (technicznie: tak, Bali należy do Indonezji, ale...). Mamy "kochaj", bo autorka po okresie celibatu (miał być rok, ale ups...) decyduje się... (aj, dobrze, nie będę pisała tego, co mam ochotę napisać, może dlatego, że główna bohaterka to autorka).
O czym jest ta książka? O niczym. To nie jest pasjonująca podróż w poszukiwaniu siebie oraz sensu i radości życia. To zwykły pamiętnik kobiety, która odkryła, że poza Stanami (nie, nie Ameryką, Stanami Zjednoczonymi, Ameryki to są dwie i w każdej jest wiele różnych państw) istnieje jeszcze cały świat, który funkcjonuje inaczej. Gdyby nie film, ta książka nigdy nie stałaby się popularna i zniknęłaby gdzieś tam w czeluściach bibliotek, pokryłaby się kurzem i nikt by o niej nie pamiętał - tam, gdzie jej miejsce.
I jeszcze kropka nad i. Rozwód. I mąż, który był tym potworem, który chciał ją udręczyć... A ona była tą świętą, która chciała mu oddać wszystko. Tjaa...
Podsumowując - nie. Strata czasu. Zapomnieć. Nie zaśmiecać pamięci tą książką.
Jak to jest, że opinię o książce chce mi się wystawić albo fantastycznej, niezwykłej, wyjątkowej, wciągającej bez końca, albo o gniocie, beznadziejnej, nijakiej, słabej, takiej, przy której mam poczucie utraconego (i którego nigdy nie odzyskam) czasu? Zgaduj zgadula, do której grupy należy "Jedz, módl się, kochaj"...
Zacznijmy od tego, że przeczytanie tej książki (gdybym...
2026-02-07
2026-02-02
2026-01-10
2026-01-05
2026-01-02
2025-12-27
2025-12-20
2025-12-19
2025-12-14
Strata czasu i pieniędzy. Książka absolutnie niewarta swojej ceny. Niewarta tego, by ją kupić nawet za grosze. O czym jest? W zasadzie o niczym. Dużo lania wody i powtarzania tego samego w kółko. Żadnych, obiecanych przecież, porad, jak uwalniać emocje. Ćwiczenia… cóż, jakby zaczerpnięte z tik toka. Przeszkadza mi także ciągłe odnoszenie się do boga, duchowości… zaufaj bogu, bo on ma dla ciebie plan. Rada do kosza! To nie rada, to pseudoreligijna gadka, a psychologii w tym ani krzty.
Kimże są autorzy, że wydaje im się, iż mają prawo pouczać innych, jak żyć? Była kosmetyczka (czy tam makijażystka) i handlowiec - to niestety nie zapowiada dobrego poradnika. Dlaczego uważają się za ekspertów? Jakie doświadczenie, umiejętności, wykształcenie i kompetencje pozwalają im uczyć innych, jak funkcjonować? Dwusemestralne studia podyplomowe? Bez komentarza.
Coś takiego wyprodukować może każdy. I niestety - w dzisiejszych czasach każdy zaczyna to robić, każdemu się wydaje, że może innych uczyć, jak żyć. Naprawdę ten poradnik niczemu nie służy. A jedyną radą, jaką zapamiętałam, jest - porzuć kontrolę. W jaki sposób? Porzucając kontrolę. Wow. Odkrycie roku…
No i wisienka na torcie - reklama. Na końcu książki historie o niczym, nie przekazują niczego ważnego, oprócz podprogowego - idź do autorów na terapię... Szkoda gadać.
Strata czasu i pieniędzy. Książka absolutnie niewarta swojej ceny. Niewarta tego, by ją kupić nawet za grosze. O czym jest? W zasadzie o niczym. Dużo lania wody i powtarzania tego samego w kółko. Żadnych, obiecanych przecież, porad, jak uwalniać emocje. Ćwiczenia… cóż, jakby zaczerpnięte z tik toka. Przeszkadza mi także ciągłe odnoszenie się do boga, duchowości… zaufaj...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to