rozwińzwiń

Sanktuaria słowiańskie

Okładka książki Sanktuaria słowiańskie autorstwa Bogusław Gierlach
Okładka książki Sanktuaria słowiańskie autorstwa Bogusław Gierlach
Bogusław Gierlach Wydawnictwo: Replika Seria: Wierzenia i zwyczaje popularnonaukowa
450 str. 7 godz. 30 min.
Kategoria:
popularnonaukowa
Format:
papier
Seria:
Wierzenia i zwyczaje
Tytuł oryginału:
Sanktuaria słowiańskie
Data wydania:
2024-01-30
Data 1. wyd. pol.:
1980-01-01
Liczba stron:
450
Czas czytania
7 godz. 30 min.
Język:
polski
ISBN:
9788367867290
(Wydanie II, Wydawnictwo Replika, Poznań, 2024)

"Sanktuaria słowiańskie" - to próba spojrzenia na dawne kulty słowiańskich bóstw w ujęciu archeologicznym, związanym z najdawniejszą przeszłością ziem polskich oraz Słowiańszczyzny zachodniej. Znajdziemy tu nie tylko szeroki zakres opisów samych sanktuariów, ale również zagadnienia z zakresu pochówków, wierzeń i demonologii.
Autor podkreśla również zwyczaje, które przetrwały do dnia dzisiejszego. Poza podjęciem tematyki słowiańskich sanktuariów, snuje również rozważania o warunkach politycznych, ekonomicznych i społecznych omawianego obszaru.
Średnia ocen
5,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Sanktuaria słowiańskie w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Sanktuaria słowiańskie



385 385

Oceny książki Sanktuaria słowiańskie

Średnia ocen
5,8 / 10
59 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Sanktuaria słowiańskie

avatar
169
152

Na półkach:

Bogusław Gierlach napisał tę książkę dawno temu, w 1980 roku, a Replika wydała ją w 2024 roku. Czy to ma sens? Praca bądź co bądź naukowa, czy popularno-naukowa po tylu latach wciąż jest aktualna i zwyczajnie atrakcyjna dla czytelnika? Owszem!

„Sanktuaria słowiańskie” są swoistym esejem archeologiczno-antropologicznym. Autor przybliża specyfikę słowiańskich, przedchrześcijańskich świątyń, o których tak w latach 80., jak i dzisiaj - wiemy niewiele. Bo skąd mamy czerpać wiedzę? Główne źródło badań historycznych, czyli dokumenty i przekazy pisemne, jest wyczerpane dawno temu. Słowianie pisma nie znali, a wszystko co na temat ich wierzeń napisali obcy kronikarze i podróżnicy, jest powszechnie znane. Drugim istotnym źródłem są badania archeologiczne. Tutaj oczywiście dzieje się bardzo dużo, choć nie tyle, ile w latach osiemdziesiątych, kiedy wykopaliska nie były tak trudne formalnie i proceduralnie, jak dzisiaj. Trzecim natomiast źródłem wiedzy na temat duchowości Słowian są badania etnograficzne, bo przecież wiele elementów prastarej obrzędowości w różnej formie przetrwało w ludowej kulturze.

Wielu czytelników może być zawiedzionych dysonansem między tytułem książki, a jej rzeczywistą zawartością. Bo nie całe opracowanie dotyczy jedynie słowiańskich świątyń: też byłem tym przez parę chwil rozczarowany. Autor jednak lojalnie zastrzegł, że prezentuje całą, siłą rzeczy bardzo skromną wiedzę, jaką dysponujemy, czy dysponowaliśmy na początku lat 80. Rozdział poświęcony sanktuariom to niecałe osiemdziesiąt stron z trzystu, jakie liczy książka. A pozostałe? I tu zaczyna się ciekawa przygoda, bo profesor Gierlach pokazuje naprawdę szerokie tło kulturowe, historyczne, polityczne, gospodarcze i religijne przedchrześcijańskiej słowiańszczyzny i czasu przełomu, który tak wiele plemion i narodów przypłaciło całkowitym zniknięciem z mapy Europy.

Z czystym sercem polecam ten tytuł każdemu, kto chciałby nieco głębiej zajrzeć za kurtynę czasów i dowiedzieć się nieco więcej o duchowości Słowian.

Bogusław Gierlach napisał tę książkę dawno temu, w 1980 roku, a Replika wydała ją w 2024 roku. Czy to ma sens? Praca bądź co bądź naukowa, czy popularno-naukowa po tylu latach wciąż jest aktualna i zwyczajnie atrakcyjna dla czytelnika? Owszem!

„Sanktuaria słowiańskie” są swoistym esejem archeologiczno-antropologicznym. Autor przybliża specyfikę słowiańskich,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2732
1424

Na półkach: , , , ,

Autor pisał w sposób ciekawy, dobrze mi się go czytało, ale był bardzo, bardzo chaotyczny. Wielokrotnie chciałam zatrzymać się na jednym temacie, a on już pędził dalej jak w grze w skojarzenia. Mam wrażenie, że to książka o wszystkim i o niczym.

Autor pisał w sposób ciekawy, dobrze mi się go czytało, ale był bardzo, bardzo chaotyczny. Wielokrotnie chciałam zatrzymać się na jednym temacie, a on już pędził dalej jak w grze w skojarzenia. Mam wrażenie, że to książka o wszystkim i o niczym.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2585
243

Na półkach:

Ciekawa lektura na temat pozostałości po wierzeniach, miejscach kultu naszych przodków. Książka wydaje się dosyć wyczerpująca, ale osoby zapoznane z dotychczasowymi wydaniami z serii Repliki wiedzą, że niektóre kwestie, na przykład dotyczące pogrzebu czy rytuałów wróżbiarskich, są u Gierlacha tylko lekko zarysowane.
Niemniej warto przeczytać, przystępny język, holistyczne ujęcie tematu, nieograniczajace sie do opisu pozistalosci po tytułowych sanktuariach.

Ciekawa lektura na temat pozostałości po wierzeniach, miejscach kultu naszych przodków. Książka wydaje się dosyć wyczerpująca, ale osoby zapoznane z dotychczasowymi wydaniami z serii Repliki wiedzą, że niektóre kwestie, na przykład dotyczące pogrzebu czy rytuałów wróżbiarskich, są u Gierlacha tylko lekko zarysowane.
Niemniej warto przeczytać, przystępny język, holistyczne...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

292 użytkowników ma tytuł Sanktuaria słowiańskie na półkach głównych
  • 209
  • 83
77 użytkowników ma tytuł Sanktuaria słowiańskie na półkach dodatkowych
  • 46
  • 10
  • 6
  • 6
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wojownicy i wilkołaki Leszek Paweł Słupecki
Wojownicy i wilkołaki
Leszek Paweł Słupecki
We wstępie do niniejszej pozycji jej autor: ceniony mediewista, archeolog i historyk religii Leszek Paweł Słupecki zwraca uwagę na niezaprzeczalną atrakcyjność motywu likantropii, która wydaje się nie słabnąć na przestrzeni wieków. Przyznaję, że również ja od wczesnego dzieciństwa przejawiałem mocną fascynację wszelkimi mitologicznymi stworzeniami, ze szczególnym uwzględnieniem, a wręcz zamiłowaniem do wilkołaków. Sprowadzało się to nawet do pragnienia stania się jednym z nich, ale bez bolesnej i przymusowej przemiany podczas pełni księżyca i wiążącej się z nią utratą człowieczeństwa i samokontroli. Lata minęły, ale moje zainteresowanie tematem nie przeminęło. Czekałem tylko na odpowiedni moment, żeby zapoznać się z omawianą książką. Okazja nadarzyła się w lutym, kiedy w ramach zgłębiania tematu dowiedziałem się, że dla naszych słowiańskich przodków był to wilczy miesiąc, co wiąże się z faktem, że właśnie w jego połowie przypada jedyna w ciągu roku ruja u wilczych samic. Ponadto piętnastego dnia tego miesiąca Rzymianie i Rzymianki świętowali i świętowały Luperkalia. Była to uroczystość obchodzona na cześć wilczycy, która wykarmiła Romulusa i Remusa, a swoją nazwę wzięła od Luperkusa: wilczo-koźlego Boga, utożsamianego z Faunem, który chronił stada przed tymi drapieżnymi przodkami psów. Powracając do Słowian należy jeszcze zaznaczyć, że w strachu przed wilkami zamiast ich zwyczajowej nazwy stosowano zamienniki takie jak „luty” lub „luty zwierz”, aby zgodnie ze staropolskim przysłowiem nie wywołać ich przypadkiem z lasu. Książkę tak jak sobie postanowiłem udało mi się całą ukończyć w Luperkalia, mogę więc przystąpić do recenzji. „Wojownicy i Wilkołaki” to kompletne omówienie zjawiska "likantropii", z jakim mamy do czynienia w języku polskim, przy czym autor stosuje aparat badawczy przynależny do antropologii kulturowej. Dla mnie jest to największa zaleta tej książki, ponieważ nie mamy w niej do czynienia z popkulturowym streszczeniem najsłynniejszych horrorów o wilkołakach. Zamiast tego autor opisuje wszystkie zachowane przekazy na temat tych istot, jakimi dysponujemy, zaczynając od tych najstarszych, czyli tradycji antycznej. W następnej kolejności analizuje motyw likantropów w legendach średniowiecznych i sagach skandynawskich, po traktaty demonologiczne i zachowane podania z kultury ludowej. Bardzo ciekawy jest rozdział dotyczący pochodzenia terminu „wilkołak” oraz tego jak ten fascynujący potwór jest nazywany w różnych językach. Równie intrygujące jest omówienie innych kultur, które posiadają bardzo podobne przekazy na temat zmieniania się ludzi w drapieżne zwierzę, ale z racji zamieszkania na innej szerokości geograficznej, w której naturalnie nie żyją wilki zamiast likantropa mamy transformację w tygrysa, lamparta, lwa, hienę, kojota, a nawet aligatora. Najlepsza część książki to jej zakończenie, w której autor rekapituluje najważniejsze zachowane informacje na temat wilkołaków i na ich podstawie dostarcza najbardziej przekonującego wytłumaczenia powstania zjawiska likantropii, które wiąże z okresem rozpadu wspólnoty rodowo-plemiennej i powstaniem protopaństw, co prowadziło jednocześnie do tworzenia się tajemnych bractw młodych wojowników identyfikujących się z najbardziej rozpowszechnionymi drapieżnikami działającymi w watahach, czyli wilkami. To antropologiczne wyjaśnienie modelu likantropicznego, jego treści, sensu i znaczenia dla społeczeństw pierwotnych to dla mnie największa zaleta tej publikacji. Cały wywód układa się w logiczną i spójną całość, dzięki czemu lepiej rozumiem wszystkie elementy składowe wilkołaczego motywu i podobnie jak autor preferuję ten klucz interpretacyjny zamiast próby wytłumaczenia źródła wilkołactwa w chorobie psychicznej. Natomiast największa wada omawianej pozycji jest też paradoksalnie jedną z jej największych zalet, ponieważ w czasie lektury autor chcąc jak najbardziej wyczerpać temat przytacza tyle opisów dotyczących zjawiska likantropii, które są na tyle do siebie podobne, że w pewnym momencie czytanie staje się momentami nużące. Nie umniejsza jednak to wiele tej pracy, ponieważ większość książki jest napisana bardzo przystępnym stylem i w moim przypadku udało mi się ją przeczytać w ciągu jednego dnia. Podsumowując "Wojownicy i wilkołaki" to kompleksowa i naukowa analiza zjawiska likantropii. Ponadto jest to najlepsza pozycja na ten temat, z jaką do tej pory miałem styczność. Lektura obowiązkowa dla wszystkich miłośników tych fascynujących i przerażających stworów, w moim przypadku byłem bardzo usatysfakcjonowany tym, czego się dowiedziałem, ponieważ znacząco wzbogaciłem swoją wiedzę na ten temat. (Przeczytałem i posiadam Wydanie IV, Wydawnictwo Replika, Warszawa, 2023)
Mahtias TheMightyLibrarian - awatar Mahtias TheMightyLibrarian
ocenił na82 miesiące temu
Szamanizm Andrzej Szyjewski
Szamanizm
Andrzej Szyjewski
Tytułowy szamanizm to była kwestia, która mnie zawsze intrygowała. Bezpośredni kontakt z naturą, obcowanie za “światem duchów”, tak, to potrafiło zamącić w głowie. Z czasem odkrywałem nowe aspekty tego zjawiska, traciło na magiczności, zyskiwało na mistycyzmie. Nawet brałem od uwagę jakieś medytacje i inne cuda. Proza życia uczyniła jednak z szamanizmu w moim życiu tylko ciekawostkę. Andrzej Szyjewski obnaża stopniowo kolejne poziomy szamanizmu, dość trafnie opisując ich cechy szczególne, kroku do ich osiągnięcia, czy też logiczne wyjaśnienia tych zjawisk. Szczególnie dobrze brzmi porównanie tych samych elementów z różnych zakątków ziemi. Ich zaskakujące podobieństwo sugeruje, że jest w tym coś więcej, niż tylko auto-hipnoza, odurzenie grzybami halucynogennymi czy skłonności do urojeń. Naprawdę, świat wierzeń jest tak bogaty, pomimo tych wspólnych punktów, że chyba będę musiał poszukać kilku innych tytułów. Sama wiedza jest przekazywana w sposób rzeczowy, nie nużący, jednak czasem staje się trochę sucha. Chwilami autor jakby wykreślał kolejne punkty pracy doktorskiej, a momentami nawet stawiał się w pozycji tego, który wie lepiej. Pomimo moich uwag jest to dobry wstęp do zapoznania się z tematem szamanizmu i zachętą, by szukać dalej. Wszak taka jest w sumie idea tych wierzeń: szukanie odpowiedzi lub drogi. Może to jest ten moment i to skrzyżowanie?
Machno - awatar Machno
ocenił na711 miesięcy temu
Bajki i baśnie koreańskie William Elliot Griffis
Bajki i baśnie koreańskie
William Elliot Griffis
Całość na: http://www.ksiazkowewyliczanki.pl/2025/12/bajki-i-basnie-koreanskie-kontra-basnie.html Zbiór opowiadań swoją amerykańską premierę miał w 1922 roku, a sam autor odwiedził Koreę dopiero kilka lat później, w 1927 roku — już po opublikowaniu Korean Fairy Tales. Wszystkie przekazy, do których dotarł, uzyskał od misjonarzy i badaczy kultury koreańskiej — ludzi, którzy z kolei musieli czerpać je z przekazu ustnego, wówczas niezwykle żywego i powszechnego. To wyraźnie słychać w tych historiach. Choć łączą je pewne motywy, różnią się ciężarem, sposobem podania, stopniem zanurzenia w koreańskich wierzeniach i lokalnej mitologii. Jedne tylko delikatnie zahaczają o ludowe podania, inne przeciwnie — wchodzą w nie bardzo głęboko, tworząc pełnoprawne baśnie. W efekcie zbiór przygotowany przez Griffisa niesie w sobie nie tylko echo koreańskiego folkloru, lecz także wyraźne piętno zachodniego spojrzenia na Kraj Porannego Spokoju. Choć każda z opowieści różni się od siebie, wiele z nich łączy wspólna tkanka koreańskiej wyobraźni. Dominują zwierzęta — tygrys (zwykle groźny, głupi lub zbyt pewny siebie),króliki, krowy, koty, żaby czy wróble. Pojawiają się duchy, tokgabi, niebiańskie bóstwa, wielcy założyciele jak Tangun. Sporo jest opowieści etiologicznych tłumaczących pochodzenie zwyczajów, miejsc, nazw, zwierzęcych zachowań. Wiele historii wyraźnie pokazuje bliskie, wielowiekowe powiązania Korei z Chinami — zarówno kulturowe, jak i mitologiczne. Widać to w bohaterach, motywach i fabułach, które w różnych wariantach funkcjonują po obu stronach Żółtego Morza. Przykładem może być legenda o Tkaczce i Pasterzu (w koreańskiej wersji — o Tkaczce i Księciu Bydła),jedna z osiowych opowieści chińskiego Święta Qixi. W zbiorze Griffisa pojawia się także Sroczy Most, tworzony przez sroki siódmego dnia siódmego miesiąca — niemal bezpośrednie nawiązanie do chińskiego pierwowzoru. W tym wszystkim jednak bardzo wyraźnie czuć wpływ amerykańskiej (a szerzej: zachodniej) perspektywy tamtych czasów. To był moment, gdy kolonializm wciąż miał się dobrze, a Azja Wschodnia dopiero „otwierała się” na Zachód — zwykle w narracjach ludzi przekonanych o wyższości własnej cywilizacji. Ten sposób myślenia przenika część opowieści Griffisa. Autor nierzadko przedstawia Koreańczyków jako naród naiwny, prostoduszny, pozbawiony wiedzy o „nowoczesnym” świecie. Wplata porównania do Szkotów, Arabów czy innych zachodnich nacji, które zamiast przybliżać czytelnika do Korei, często odsuwają go od jej rzeczywistego kontekstu.
Książkowe_Wyliczanki - awatar Książkowe_Wyliczanki
ocenił na63 miesiące temu
Nauki tajemne w dawnej Polsce - Mistrz Twardowski Roman Bugaj
Nauki tajemne w dawnej Polsce - Mistrz Twardowski
Roman Bugaj
Lisoł tajemny w dawnej Polsce . Lisioł od dawna zastanawiał się, czym są niesławne nauki tajemne. Jakież to plugawe czyny dzieją się za zamkniętymi drzwiami? Dzielenie przez zero? ¿qósods ʎuʍızp ʍ ǝıuɐsıd. Któż może wiedzieć? Dlatego Lisioł postanowił wgryźć się w temat dzięki pomocy Wydawnictwa Replika oraz książki Romana Bugaja „Nauki tajemne w dawnej Polsce – mistrz Twardowski”. Czas napełnić kielich, otworzyć magiczną księgę i wyruszyć śladem najsławniejszego czarownika Rzeczypospolitej. . Pierwszym krokiem do opanowania tajemnych sił jest… poznanie teorii. Lisiołowi nieco wąsy opadły, gdy to usłyszał, bo już sobie imaginował wszystkie cuda (to znaczy trunki i truskawki),jakie przywoła machnięciem różdżki. Nic to! Autor w klarowny sposób opisuje zjawisko magii od najdawniejszych czasów, co pozwala poznać, w jaki sposób kształtowało się podejście do czarów w antycznej Mezopotamii, Grecji, czy Rzymie. Wprowadzenie łapki lizać! Możemy się dowiedzieć kilku rzeczy o przepowiadaniu przyszłości, wskrzeszaniu oraz… jedzeniu ludzi. Lisioł musi cofnąć swoje słowa o lizaniu łapek. . Po tym obszernym wstępie futrzak mógł wreszcie przystąpić do studiów nad renesansową magią. Drapiąc się po głowie, Lisioł zauważył, iż była to epoka najbardziej zażartych polowań na czarownice, ale jednocześnie władcy chętnie korzystali z usług magów. Taki cesarz Maksymilian I wraz ze swoimi dworzanami był świadkiem, jak benedyktyński opat Johann Trithemius – z niewielką pomocą Lisioła – przywołał duchy Achillesa, Hektora oraz króla Dawida. Wszystko po to, aby przekonać się, czy antyczni wojownicy posiadali bardziej imponujące muskuły od współczesnych ludzi. Naoliwione duchy potwierdziły teorię. Szaleństwo! . Zdobywszy wykształcenie w dziedzinie hermetycznych nauk, okultyzmu oraz nekromancji Lisioł został uczniem najsławniejszego z magów renesansu Johanna Fausta. Tym sposobem futrzak dotarł do Krakowa, gdzie Faust studiował… czarnoksięstwo i sztuki magiczne, a jakże. Autor wyjątkowo klarownie wprowadza czytelnika w świat alchemii, astrologii, chiromancji, krystalomancji, katoptromancji oraz innych dyscyplin, dzięki czemu Lisioł mógł się odpowiednio przygotować na spotkanie z mistrzem sztuk tajemnych, samym Janem Twardowskim. . Tej nietuzinkowej postaci została poświęcona niemalże połowa książki, dzięki czemu Lisioł mógł poznać mistrza ze wszystkich stron. Wpierw obserwował wywołanie ducha Barbary Radziwiłłówny, ukochanej żony Zygmunta Augusta. Trzeba przyznać, że futrzakowi wszystkie włosy dęba stanęły, bo Twardowski w istocie przywołał osobę do złudzenia przypominającą zmarłą królową. Czy tak jednak było naprawdę, czy mamy do czynienia jedynie z przebiegłą intrygą dworską? Roman Bugaj oprócz legendarnej postaci Twardowskiego opisuje historyczną postać niezwykłego uczonego, konfrontując istniejące źródła z opisami czarodziejskich przygód polskiego maga. Co Lisioł może powiedzieć? Cudna książka! . „Nauki tajemne w dawnej Polsce – mistrz Twardowski” to doskonała pozycja dla osób zafascynowanych historią okultyzmu, a także kulturą doby renesansu. To czasy religijnego zamętu, spierających się idei, polowań na czarownice oraz nekromantów, działających całkiem legalnie na dworach królewskich! O takich historiach aż chce się czytać. Książka jest absolutnie godna polecenia i stanowi pozycję obowiązkową dla miłośników czarów, okultyzmu oraz przywoływania trunków za pomocą lustra.
Lisiołczyta - awatar Lisiołczyta
oceniła na84 lata temu
Polska demonologia ludowa Leonard J. Pełka
Polska demonologia ludowa
Leonard J. Pełka
Zdecydowanie wartościowa pozycja, jeśli chodzi o temat mitologii słowiańskiej, choć zanim się za nią weźmie trzeba mieć na uwadze parę trudności, jakie może ona sprawić w lekturze. Sam język jest mocno akademicki i niestety mało płynny, więc trzeba się mocno skupiać, by zrozumieć sens czytanych zdań. Zdarzyło mi się nawet, że niektóre rozdziały musiałam czytać dwa razy, by faktycznie przyswoić sobie ich treść. Co do samej zawartości - jest ona równie wymagająca co styl. Autor przytacza wielokrotnie wyniki badań terenowych i związane z nimi statystyki, dotyczące wyobrażeń omawianych istot demonicznych w wybranych regionach Polski. Poza tym pojawiają się fragmenty podań, legend i baśni, w których bohaterami są właśnie słowiańskie demony. Są to bardzo interesujące informacje, jednak wyobrażam sobie, że nie każdy może szukać faktów tego typu. Poza nimi można oczywiście znaleźć w książce bardziej ogólne opisy danych demonów, jednak i one nie są zbyt łatwe w odbiorze (o czym już wspomniałam wcześniej, to właśnie one wymagały ode mnie powtórnego przeczytania). Podsumowując, "Polska demonologia ludowa" nie nadaje się raczej na sam początek zgłębiania tematu mitologii słowiańskiej, nie jest to też lekka lektura do czytania w ramach relaksu. Nie mniej jednak nadal ją polecam, choć radzę się za nią wziąć dopiero po przeczytaniu innych, bardziej przystępnych pozycji (jak na przykład "W kręgu upiorów i wilkołaków" Baranowskiego).
Niesporczak - awatar Niesporczak
ocenił na79 dni temu

Cytaty z książki Sanktuaria słowiańskie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Sanktuaria słowiańskie


Ciekawostki historyczne