All-Star Batman: Pierwszy sojusznik

Okładka książki All-Star Batman: Pierwszy sojusznik
Rafael AlbuquerqueSebastian Fiumara Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: All-Star Batman DC Rebirth (tom 3) Seria: Odrodzenie komiksy
156 str. 2 godz. 36 min.
Kategoria:
komiksy
Cykl:
All-Star Batman DC Rebirth (tom 3)
Seria:
Odrodzenie
Tytuł oryginału:
All-Star Batman: The First Ally
Wydawnictwo:
Egmont Polska
Data wydania:
2019-03-27
Data 1. wyd. pol.:
2019-03-27
Liczba stron:
156
Czas czytania
2 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328141292
Tłumacz:
Maciej Nowak-Kreyer
Tagi:
DC Comics Batman superbohaterowie
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Okładka książki Batman Metal. Batman Death Metal. Tom 4 Greg Capullo, Brian Hitch, Yanick Paquette, Scott Snyder, James Tynion IV, Joshua Williamson
Ocena 6,3
Batman Metal. ... Greg Capullo, Brian...
Okładka książki Batman - Death Metal. Tom 3 Greg Capullo, Scott Snyder
Ocena 7,0
Batman - Death... Greg Capullo, Scott...
Okładka książki Batman - Death Metal. Tom 2 Greg Capullo, Scott Snyder
Ocena 7,0
Batman - Death... Greg Capullo, Scott...
Okładka książki Fundament Christos Gage, Joshua Hixson, Donald Mustard, Scott Snyder
Ocena 7,3
Fundament Christos Gage, Josh...

Podobne książki

Okładka książki All-Star Batman: Końce Świata Giuseppe Camuncoli, Francesco Francavilla, Jock, Tula Lotay, Scott Snyder
Ocena 6,2
All-Star Batma... Giuseppe Camuncoli,...
Okładka książki Batman/Flash: Przypinka Jason Fabok, Tom King, Howard Porter, Joshua Williamson
Ocena 6,8
Batman/Flash: ... Jason Fabok, Tom Ki...
Okładka książki Nightwing: Blüdhaven Tim Seeley, Marcus To
Ocena 7,1
Nightwing: Blü... Tim Seeley, Marcus ...
Okładka książki Nightwing: Nightwing musi umrzeć Javier Fernandez, Tim Seeley, Chris Sotomayor
Ocena 7,0
Nightwing: Nig... Javier Fernandez, T...
Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,6 / 10
23 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
450
446

Na półkach:

"DC Odrodzenie", to linia wydawnicza Uniwersum komiksowego DC, która nie tylko ożywiła - wprowadzając więcej dynamizmu w szeregi historii obrazkowych wydawnictwa - prezentowane przez Uniwersum DC komiksowe treści, ale i rozbudowała cały cykl wyłaniających się tu wątków, losów postaci, kanonu charakterystycznych historii. DC Comics od linii "Odrodzenie" zyskało bardzo wiele, niewiele przy tym tracąc, jakby to co cykl „Odrodzenie” sobą prezentowało, było naturalną decyzją pisaną przez jądro Multiversum, a nie przez scenarzystów, rysowników i kolorystów. Jako bardzo popularna linia wydawnicza, która w Polsce niezmiennie od września 2017 roku (z prawdopodobnym końcem realizacji w grudniu 2019 roku), wypuszczana jest w eter komiksowej rozrywki, osiągając u naszych ojczyźnianych entuzjastów szczyty popularności, "DC Odrodzenie" zyskało - i wciąż ten trend utrzymuje - status propagatora kultury sekwencyjnych opowieści obrazkowych. Bo błędem nie byłoby stwierdzenie, że wielu ,,komiksożerców” i nerdów w tym względzie, którzy zaczęli przygodę z komiksem "DC" niedawno, zaczęli od linii „DC Odrodzenie”; jej przystępność, obecność w większości księgarni stacjonarnych i internetowych, i sklepach rozrywkowo-multimedialnych, i to w dodatku w polskim przekładzie w postaci wydań zbiorczych, skłania do częstego po nie sięgania. Jednak wraz z dostępnością idzie i tak wyjątkowa jakość i niewiarygodne spektrum tytułów skupionych wokół jakiejś postaci lub grupy herosów bądź postaci neutralnych, czy antybohaterów.

Batman, jak wspominałem przy okazji recenzowania i omawiania powieści czy komiksów w tym roku kalendarzowym, z jego udziałem, to nader istotna, będąca solidnym filarem całego Kanonu narracji obrazkowych Uniwersum DC sylwetka. To wizerunek, ikona, ,,komiksowa niezaprzeczalność" sama w sobie, która w 2019 roku obchodzi 80 urodziny swej egzystencji na kartach amerykańskiego komiksu superbohaterskiego. Batman zdaje się trwać i trwać w naszej świadomości, jako niezniszczalna idea, niewzruszona drobnymi zmianami w jej genezie, genezie i historii innych postaci, czy w całym Uniwersum, statua; jako posąg z marmuru okalany najznakomitszym kruszcem, który na naszych oczach staje się świadectwem niezwykłego, odciśniętego przez komiksy na tkance popkultury, wpływu. Ten wpływ wciąż trwa, a Batman mimo dziadziusiowego, teoretycznie starczego, skostniałego wieku, i zaborczego niełatwego charakteru, wciąż jest dla nas tym silnym, znaczącym, charyzmatycznym walczakiem. Mściciela Gotham City podziwia cały świat. Bez niego płaszczyzna komiksów superbohaterskich, które wyrosły na amerykańskiej ziemi, wraz z całą komiksową finezją, kolorytem przedstawianych w nich opowieści, dziedzictwem, które wtłaczają do organizmu kultury ludzkiej – w skali globalnej nie byłaby tym samym czym jest współcześnie. Niektóre komiksy z Batmanem, co istotne, należą do najważniejszych, najbardziej określających to czym komiksy są dla ludzi w ogóle, sekwencyjnych opowieści graficznych w dziejach. Po takie komiksy jak "Batman. Powrót Mrocznego Rycerza", "Mroczny Rycerz kontratakuje" od Franka Millera sięga niezliczone grono fanów, bez względu na wiek, osobiste preferencje, czy ulubione gatunki, jakby istotna były osobista konfrontacja z esencją i głębszą stroną komiksu, oraz to spirytualne i emocjonalne doświadczenie z takimi „pozytywnymi odstępami od normy” komiksu właśnie. Bo liczy się oddanie i pasja do tego rodzaju historii zamkniętych w ,,nieruchomych” kadrach i planszach, gdzie jedna plansza po drugiej, strona za stroną, rozrysowane i graficznie uwydatnione w odpowiedni sposób, ożywają w naszej wyobraźni.

Mimo iż postać Bruce’a Wayne’a i jego alias, Batmana, w linii wydawniczej "DC Odrodzenie" może poszczycić się wieloma barwnymi, z istotnymi składowymi: fabuły i szaty graficznej, seriami wydań zbiorczych, i mimo iż te wydania nie są tak głęboko zakorzenionym w Kanonie Uniwersum DC elementem, warto w szczególności z okazji 80-tych urodzin Batmana urozmaicić swoją geekowską wiedzę o takowe narracje z linii "DC Odrodzenie". Zrozumienie postaci, czy to nietoperzastego mściciela, Supermana, Zielonej Latarni i innych, staje się wtedy zrytualizowane, wręcz dla każdego komiksowego czytelnika tworów "DC" stabilizujące; sprawdza się więc tu maksyma, że „im więcej tym lepiej”. I tak stając się lub będąc od lat szanującym Batmana nerdem, nie da się w "Odrodzeniu" nie przenieść swej uwagi na tomy z tytułu "All-Star Batman"; a jest ich trzy. Po dwóch, który porwały mnie niemożebnie, w których zatopiłem swój wzrok, z całą intensywnością zatraciłem fanowskie zmysły, a złożona fabuła Snydera i jego kreacje Batmana i jego adwersarzy, wraz z wachlarzem wyjątkowych technik graficznych to wytłuszczających, to że jestem niezwykle nimi poruszony, emocjonalnie rozchwytywany i również dopełniony, to mało powiedziane. Batman Snydera w wydaniu "All-Star", tworzy inną jakość komiksu w realiach Uniwersum DC, i nie jest to poziom od razu ukierunkowany na jakąś wybitność. Z subiektywnego punktu widzenia w serii tej mamy nietuzinkową, momentami mocno sugestywną – jeśli chodzi o akcent mroku i tajemnicy, opowieść, z rozdziawioną fabułą, eksplodującą na multum wątków, niczym celowo niekończących się historii. Tom 3, "Pierwszy Sojusznik", wyszedł na tej konwencji dość dobrze, płynnie dopasowując się do jej mroczno-dramatycznego tonu, przedłużając tym samym snyderowską myśl batmanowską - od tomu pierwszego do tej, omawianej przeze mnie, prawdopodobnie wieńczącej serię "All-Star Batman" w Polsce komiksowej opowieści.

"Pierwszego Sojusznika" nakreślił wspomniany wyżej, ambitny, wciąż mocno twórczy Scott Snyder; rysunki, kolory i tusz padły łupem docenionych w komiksowej macierzy grafików, Rafaela Scavone i Albuquerque, Sebastiana Fiumary, Jordie Bellairy, Crisa Petera i innych. Tom jest wyjątkowy, graficznie obtarty, sprawiający wrażenie przedłużania myśli autora: opowiadania historii dynamicznej, ale i dramatycznej, choćby i dlatego, że od pierwszych luźnych myśli w komiksie, które przekazuje Alfred; od pierwszych dialogów między nim a Bruce’em Wayne’em i również Batmanem, w którego Bruce się wciela – ta relacja jest kluczowa dla samego Mrocznego Rycerza – widzimy, że opowieść uwydatniana w niniejszym tomie nie ma nic wspólnego z tą typową ,,superbohaterską klasyką”. "Pierwszy sojusznik" to komiks superbohaterski, ale tylko z nazwy, bo ,,samo życie" definiuje bohaterów, i nikt nawet najbardziej prawy człowiek świata nie ma łatwo, tym bardziej Batman, który wciąż mimo jego różnych interpretacji zdaje się być sprzeczny wewnętrznie, skonfliktowany, niepewny siebie. Bruce, wnioskując to nie tylko po serii "All-Star", ale i po całym jego dziedzictwie w Uniwersum DC, stał się Batmanem, dla zemsty za śmierć rodziców. I początkowo myślał, że na tym koniec. Z czasem jednak weszło mu to w krew. Przejął on powoli osobowość Bruce’a Wayne’a i zastąpił ją silną, ślepą sprawiedliwością Batmana. Do zatarcia granic psychicznych i osobowościowych, rzeczywiście, nie doszło; tak bywało w różnych komiksach, filmach, animacjach na przestrzeni dziesiątek lat, w których kreował się los Mrocznego Rycerza. Dlatego też stróż Gotham City, gdzieś z głębi siebie, a nie z czyjejś narzuconej woli, zdaje sobie sprawę, że musi być Bruce’em, i to nie z racji rodzinnych obowiązków i pilnowania stabilnego prowadzenia się budowanej przez Wayne'ów firmy, a głównie z troski i przywiązania do ludzi, których on szanuje, i którzy szanują jego samego. Batman więc nie zabija, karze przeciwników w taki sposób na jaki sobie zasługują, co widać od pierwszych momentów tomu 3 – poza ukazaniem tu ścieżki losu, którą obrał nastoletni Alfred Pennyworth, aż do momentu, gdy rozpoczął pracę w posiadłości Wayne’ów - w chwili, gdy Alfred wraz z Batmanem krzyżują kolejne zbrodnicze plany w Gotham, Hushowi, czyli Thomasowi Elliotowi, co zaskakujące, wyglądającemu, jak Bruce. To wtedy, ostatni z żyjących Wayne’ów staje się ,,zatwardziałym typem”, grającym z przeciwnikiem w kotka i myszkę – mówiąc brzydko – skurwielem; to kim Bruce jest w tym duecie sami możemy się domyślić. Przeczytajcie więc tę historię. Witajmy w komiksowym ,,Fight Clubie". Ach, ta siła scenariusza Snydera i brudne, przetarte, niepewne i niestabilne grafiki, które tak to uwydatniają!

Przez całe, mocno wydatne, ładnie poskładane wydanie zbiorcze, Bruce, czy jako on sam, czy jako Batman, zmienia się. Nie jest to jednak głęboka behawioralna zmiana. Okoliczności, takie jak misja w Miami, i inne wypady Batmana i Alfreda poza Gotham, które polegały na powstrzymaniu handlu nieznaną bronią, tzw. Machiną Rodzaju, i gaszenia prób rozprzestrzenienia jej zastosowania i całej niezwykłości do elit kryminalnych w Gotham, wyłoniły ,,ludzkie jądro osobowości” panicza Wayne'a - ciepłe, prawdziwe wartości wciąż trwające w Brucie. Gdy światu groziło nieznane niebezpieczeństwo, a jego najwierniejszy przyjaciel, który nazywał Bruce’a ,,swoim synem”, bo po części widział w nim odbicie samego siebie, panicz Wayne potrafił wykrzesać z siebie heroiczne cechy i zrozumieć potrzeby innych, ofiarowując im pomoc, gdy tego potrzebowali.

"Pierwszy Sojusznik", jako tytuł trzeciego tomu "All-Star Batman" z linii "DC Odrodzenie", w kontekście jego znaczenia dla niniejszego komiksu, jest dwuznaczny. Odnosi się on do Bruce’a Wayne’a i jego alias oraz Alfreda Pennywortha. W przypadku tego pierwszego, zawsze tym towarzyszem tudzież sojusznikiem, który go poprowadzi na wielu zakrętach ludzkiego losu, i który będzie dla niego wsparciem, przyjacielem, opiekunem i ojcem jest Alfred. Dla Alfreda natomiast sprawa wygląda zgoła odmiennie, bowiem pierwszym partnerem tudzież jego sojusznikiem miał być Briar – ten, który uważał, że Alfred z kolei będzie dla niego ,,idealnym synem" i ,,idealnym żołnierzem” po stracie swojego prawdziwego syna. Z historii ukazanej w tomie trzecim dowiadujemy się, że Briar w pewnym sensie miał tę samą rolę w narodzinach Pennywortha, co, Pennyworth w wychowaniu Bruce’a i powstaniu Batmana. Jednak sojusznik zdradził Alfreda, potem powrócił i został zapomniany. Prawdziwym sojusznikiem dla Alfreda zawsze będzie panicz Wayne - idealna symbioza dwóch bliskich sobie osób, co ów komiks we właściwy sposób podkreślił. Właśnie za to w pierwszej linii wraz z kolarzem technik graficznych cenię sobie "Pierwszego Sojusznika".

"DC Odrodzenie", to linia wydawnicza Uniwersum komiksowego DC, która nie tylko ożywiła - wprowadzając więcej dynamizmu w szeregi historii obrazkowych wydawnictwa - prezentowane przez Uniwersum DC komiksowe treści, ale i rozbudowała cały cykl wyłaniających się tu wątków, losów postaci, kanonu charakterystycznych historii. DC Comics od linii "Odrodzenie" zyskało bardzo wiele,...

więcej Pokaż mimo to

6
avatar
1084
807

Na półkach: ,

Scott Snyder ma już na swoim koncie ładnych kilka komiksów z Batmanem w roli głównej. Zaczynał od rewelacyjnego „Mrocznego odbicia” w ramach „Detective Comics” (to zresztą na tę chwilę jeden z moich ulubionych Nietoperzy ever), później przeszedł do głównego miesięcznika, gdzie także dostarczył nam produkty o wysokiej jakości („Trybunał Sów”, „Ostatnia rozgrywka”). Nieco gorzej zaczęło się dziać pod koniec jego runu. Pomysły miały co prawda pewien potencjał (Gordon jako Mroczny Rycerz), ale zaczęło szwankować wykonanie. Przy kolejnym restarcie uniwersum Snyderowi przydzielono tytuł stojący bardziej w cieniu. „All-Star Batman”, bo o nim mowa, rozpoczął się dość zadowalająco, choć można było dostrzec mankamenty, takie jak bezrefleksyjna akcyjność czy brak większych ambicji całej linii fabularnej. Druga odsłona, dzięki postawieniu na tajemniczy klimat, okazała się trochę lepsza, były więc podstawy sądzić, że w trzecim Snyder wróci w końcu do nieco wyższej formy.

Sprawy „zawodowe” wypychają Batmana poza Gotham City. Bohater zjawia się w odległym Miami, gdzie musi zapobiec wypłynięciu tak zwanej „machiny rodzaju”, tajemniczego urządzenia, o które walczy cały przestępczy półświatek. Kolejna już potężna broń na drodze Nietoperza wiąże się tym razem z osobą najstarszego z jego sojuszników, Alfreda. Obecny kamerdyner Wayne'a i prawa ręka w operacjach Batmana musi zmierzyć się z własną przeszłością i spróbować naprawić niektóre z błędów, jakie kiedyś zdarzyło mu się popełnić. Od tego może zależeć nie tylko dalsza relacja z jego chlebodawcą, ale i własny spokój ducha. Z kolei w opowieści towarzyszącej Batman pojawia się w Rosji, gdzie próbuje zapobiec przemytowi do Gotham dużego ładunku broni.

W założeniu „Pierwszy sojusznik” miał przyciągać uwagę czytelnika dzięki większemu niż zazwyczaj skupieniu się autora na relacji Batman-Alfred. Pennyworth jest postacią stojącą najczęściej w cieniu, dlatego wyciągnięcie go na światło dzienne powinno być dość ciekawe. Niestety Snyder nie tylko nie wykorzystał potencjału Penny-One w bieżących przygodach, ale zaprezentował także wyjątkowo niemrawe retrospekcje, które nie wniosły niczego ciekawego do historii Alfreda. Co więcej, powiązanie głównego antagonisty komiksu z tytułowym pierwszym sojusznikiem Batmana jest szyte wyjątkowo grubymi nićmi i sprawia wrażenie odtwórczego. Nie tego spodziewamy się po Snyderze, będącym wszak jedną z największych gwiazd DC Comics, oj, nie tego.

Problemem trzeciego tomu „All-Star Batman” jest także mało interesująca opowieść. Fabuła nie angażuje i cechuje się niestety zbyt dużą chaotycznością. Bohaterowie są tu, za chwilę pędzą gdzie indziej, na arenie wydarzeń pojawiają się na chwilę znani przeciwnicy Nietoperza (w sumie chyba tylko po to, żeby się pojawili i można było to zaznaczyć w końcowym blurbie), a zarówno protagoniści jak i antagoniści są zarysowani wyjątkowo nijako – ich motywacje nie są specjalnie przekonujące, a charaktery zbyt pogłębione. Akcja toczy się dość szybko, ale nie jest pretekstem do niczego więcej – to jedynie nawalanka, a znając potencjał twórczy Scotta Snydera, taki stan rzeczy mocno rozczarowuje.

Główna składowa trzeciego (i zarazem ostatniego) tomu „All-Star Batman” zawodzi. To mamy już ustalone. Ale poza nią znalazło się tu miejsce także dla krótszej historii. Ta nie jest już pisana przez Snydera, tego zadania podjął się Rafael Albuquerque, który z Amerykaninem współpracuje nie po raz pierwszy. Zazwyczaj pracuje jako rysownik (o tym w kolejnym akapicie), ale czasami coś tam skrobnie. Tutaj, wraz z Rafaelem Scavone, zaproponował nam niezobowiązującą sensację, która pozostawia po sobie całkiem dobre wrażenie. Batman rozpracowuje od środka rosyjską rodzinę mafijną, co ukazane jest co prawda w sporym uproszczeniu, ale też z niejakim urokiem, z wykorzystaniem tak przyjemnych motywów jak wniknięcie w przebraniu w szeregi wroga, infiltracja i eliminacja zagrożenia. Obu scenarzystom udało się napisać całość naprawdę sprawnie – ten segment czyta się na pewno lepiej niż wcześniejszy, prowadzony przez główną gwiazdę albumu.

Bardzo dobrze spisali się rysownicy. Pierwsze skrzypce gra tu wspomniany wcześniej Albuquerque. Jego prace są przejrzyste, klarowne i bardzo miłe dla oka. Prezentuje trochę inny styl niż na przykład w „Amerykańskim wampirze”, bowiem w „Pierwszym sojuszniku” nie jest on aż tak umowny i wydaje się o wiele bardziej realistyczny. Bardzo mi się podoba praca kolorysty – barwy bywają zróżnicowane, wyraziste lub przytłumione, ale zawsze są dobrze dopasowane, świetnie wypadają też kolorystyczne kontrasty, stosowane na niektórych kadrach. Artysta odpowiedzialny za drugi segment albumu także pozostawia po sobie dobre wrażenie. Sebastian Fiumara, bo o nim mowa, jest klarowny i efektowny, co idealnie pasuje do tej dynamicznej opowieści.

Wraz z „Pierwszym sojusznikiem” Scott Snyder zakończył swoją misję jako scenarzysta „All-Star Batman”. Nie można powiedzieć, by było to zakończenie imponujące, a akurat po jego jakości podobno poznaje się prawdziwego mężczyznę... Cóż, zostawmy jednak złote myśli byłego premiera Polski, ważniejsze jest to, czy twórca „Mrocznego odbicia” odnajdzie jeszcze swoją dawną, wysoką formę.. Wiarę w swojego twórcę mają na pewno decydenci DC Comics, którzy powierzyli Amerykaninowi kolejne tytuły z bat-uniwersum. A o tym czy pokazuje w nich klasę, niebawem przekonamy się i my, wiadomo już bowiem, że „na dniach” ukażą się po polsku. Ja mam nadzieję przynajmniej na tyle, że będą lepsze niż „Pierwszy sojusznik”.


Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2019/05/all-star-batman-odrodzenie-tom-3.html
oraz na łamach serwisu Szortal - http://szortal.com/node/16166

Scott Snyder ma już na swoim koncie ładnych kilka komiksów z Batmanem w roli głównej. Zaczynał od rewelacyjnego „Mrocznego odbicia” w ramach „Detective Comics” (to zresztą na tę chwilę jeden z moich ulubionych Nietoperzy ever), później przeszedł do głównego miesięcznika, gdzie także dostarczył nam produkty o wysokiej jakości („Trybunał Sów”, „Ostatnia rozgrywka”). Nieco...

więcej Pokaż mimo to

46
Reklama

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki All-Star Batman: Pierwszy sojusznik


Reklama
zgłoś błąd