Oto stoję w deszczu ciała [dziennik studentki]

Okładka książki Oto stoję w deszczu ciała [dziennik studentki]
Eda Ostrowska Wydawnictwo: Jirafa Roja biografia, autobiografia, pamiętnik
152 str. 2 godz. 32 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Wydawnictwo:
Jirafa Roja
Data wydania:
2013-05-09
Data 1. wyd. pol.:
1983-01-01
Liczba stron:
152
Czas czytania
2 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788363879075
Tagi:
Literatura polska literatura współczesna
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,2 / 10
28 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
110
25

Na półkach: , ,

Jeżeli ode mnie zależałby los polskiego Nobla w dziedzinie poezji to:
1. Leśmian i Baliński ex aequo
2. Eda Ostrowska (tylko wczesne utwory, zanim jeszcze popadła w religianctwo i mistycyzm).

Jeżeli ode mnie zależałby los polskiego Nobla w dziedzinie poezji to:
1. Leśmian i Baliński ex aequo
2. Eda Ostrowska (tylko wczesne utwory, zanim jeszcze popadła w religianctwo i mistycyzm).

Pokaż mimo to

2
avatar
2000
1986

Na półkach: ,

Niesamowicie mnie ta książka poruszyła. Taki zegarmistrzowski opis. Godzina po godzinie, minuta po minucie. Całym sobą przeżywałem to, co było udziałem bohaterki. Dla bardzo wrażliwych osób.

Niesamowicie mnie ta książka poruszyła. Taki zegarmistrzowski opis. Godzina po godzinie, minuta po minucie. Całym sobą przeżywałem to, co było udziałem bohaterki. Dla bardzo wrażliwych osób.

Pokaż mimo to

17
avatar
3505
1265

Na półkach:

Trudna w czytaniu; zapis myśli... wariatki? narkomanki? Ciężka, ale dobra mimo to

Trudna w czytaniu; zapis myśli... wariatki? narkomanki? Ciężka, ale dobra mimo to

Pokaż mimo to

8
Reklama
avatar
327
40

Na półkach: , ,

5 miesięcy bez jednego dnia - tyle zajęło mi przeczytanie tej krótkiej książki.
Moja pierwsza myśl po przeczytaniu paru stron była taka, że mam do czynienia z autorem psychicznie chorym, to był dla mnie zupełnie niezrozumiały bełkot. Gdybym nie była sobą spaliłabym tą książkę jak najszybciej i dała 1 gwiazdkę. Mniej więcej w połowie odłożyłam ją na kilka dobrych tygodni, nie wiedziałam zupełnie jak ją ugryźć, myślałam, że to jest jakiś literacki żart. Postanowiłam przełamać swoje życiowe postanowienie i przeczytałam recenzje, zakopałam się w internecie na kilka dobrych godzin aby odszukać i dowiedzieć się kto to taki, ta Eda Ostrowska. Zebrane informacje pomogły mi na tyle, że postanowiłam czytać dalej.

Hmmm, nie powaliła mnie na kolana, nie wszystko w niej zrozumiałam, choć myślę, że tak właśnie było wtedy z Edą, nie wszyscy i nie zawsze potrafili ją zrozumieć. Niemniej dziękuję za umożliwienie mi wstępu do duszy autorki i przepraszam, że nie do końca potrafię tą duszę zrozumieć.

5 miesięcy bez jednego dnia - tyle zajęło mi przeczytanie tej krótkiej książki.
Moja pierwsza myśl po przeczytaniu paru stron była taka, że mam do czynienia z autorem psychicznie chorym, to był dla mnie zupełnie niezrozumiały bełkot. Gdybym nie była sobą spaliłabym tą książkę jak najszybciej i dała 1 gwiazdkę. Mniej więcej w połowie odłożyłam ją na kilka dobrych tygodni,...

więcej Pokaż mimo to

2
avatar
1015
57

Na półkach:

"Mam dwadzieścia lat, kochałam trzech chłopaków, jednego mężczyznę w wieku spadania wiśni, jedną kobietę otuloną w szal, napisałam sześć stukartkowych zeszytów pamiętnika, niecałe trzy zeszyty wierszy, zbiór listów do niemądrego chłopaka, którego przez czysty przypadek dwoje jeszcze młodych ludzi nazwało Zdziśkiem, dziennik z pobytu w szpitalu psychiatrycznym w Lublinie i trochę krótkich tekstów, skończyłam liceum ogólnokształcące, dostałam na studia. Nie mam zdolności plastycznych ani muzycznych, nie interesuję się sportem, zbieraniem znaczków, ludźmi, nie lubię przegotowanego mleka, zupy kartoflanej z zacierką, czerwonej kapusty, chamów, draniów, cwaniaków, lubię słońce, pączki, wiosenny wiatr na przekór roztajałej twarzy, lubię szosę, bo prowadzi daleko poza siebie, przestrzeń, pszenicę, maciejkę, kocham noc, w 1974 roku napisałam pierwszy wiersz, w końcu 1975 nawiedziła mnie szara podłużna myśl: życie nie ma sensu"[1].

"Oto stoję w deszczu ciała" to bolesny i porażający w swej autentyczności (zresztą wyraźnie autobiograficzny!) dziennik młodej dziewczyny, która rozpoczyna swoje zmagania z bezlitosnym światem i mierzy się ze świadomością własnego istnienia. Wrażliwa bohaterka nie może poradzić sobie z otaczającą ją rzeczywistością - a książka to jej zapis myśli, kronika bólu, rozpaczy, zwątpienia i bezradności oraz, do pewnego stopnia, sposób autoterapii (bo przecież dla narratorki "od ośmiu lat słowo jedynym łącznikiem ze światem, gwarantem sensu istnienia"[2]).

Eda im lepiej poznaje świat, tym trudniej jest się jej w nim odnaleźć. Nieumiejętność egzystowania w zastanej rzeczywistości i odkrycie, w jak sztywnych ramach mieści się świat, prowadzi do zwątpienia, depresji, poczucia bezsensu i w rezultacie do stopniowej autodestrukcji. Dziewczyna trafia zatem do szpitala psychiatrycznego, eksperymentuje z narkotykami. Pisze: "Odkąd zaczęłam brać narkotyki stałam się bogatsza o barwę maku, bólu, odciągniętej nerwowej krwi... przyszło jakieś rozczulenie, nawrót do jabłka, noża, może do źle ukrywanego dzieciństwa"[3]. Jasne jest jednak, że narkotyki, jeśli przynoszą jej jakąś ulgę, to tylko chwilową i pozorną. I tak Eda, nie mogąc poradzić sobie z życiem, otaczającym ją światem i własnym istnieniem, zatraca się w czarnych myślach i poczuciu bezradności wobec rzeczywistości. "Nazywam się bezsens"[4] stwierdza po prostu. Rozpaczliwe próby odnalezienia samej siebie i stwierdzenia odrębności, ważności własnej istoty ("to ja bez czucia, bez świadomości siebie samej, zatrzaśniętej w rysach pustej twarzy..."[5]) prowadzą zazwyczaj donikąd, co staje się przyczyną coraz głębszej depresji i coraz ciemniejszych myśli. "Żyję, gdy odczuwam ból, rozpacz, nie wiem, co to szczęście"[6]. Autentyczność smutku, przerażenia i bezradności decyduje o wielkiej sile przekazu tej książki. Depresyjność "Oto stoję w deszczu ciała" mocno działa na czytelnika. Nie może nie porażać takie na przykład zdanie: "Umieram i przeraża mnie ta dziwna słodycz umierania, przeraża mnie!"[7]. A czasem mogłoby się wydawać, że tak niewiele Edzie w gruncie rzeczy potrzeba. "Mam dwadzieścia lat i potrzebuję, żeby ktoś mnie pogłaskał po głowie"[8] stwierdza raz z całą prostotą. Książka staje się zatem rozpaczliwym wołaniem o pomoc. "Ale pomóżcie mi" [9] zdaje się krzyczeć z całych sił narratorka. To wołanie skierowane do otaczających ją ludzi, ale i czytelnik odbiera je bardzo osobiście.

Skrajność emocji bohaterki świetnie oddaje język książki - poetycki, trudny, czasem trochę bełkotliwy, zawsze boleśnie szczery i prawdziwy. To on sprawia, że "Oto stoję w deszczu ciała" jest przytłaczające, męczące, ale też w pewien sposób fascynujące. Język nie tylko jest zatem narzędziem emocjonalnej wiwisekcji bohaterki, ale służy też do opisu otaczającego ją świata. Natura w słowach Edy nabiera nowego sensu, zdaje się poza tym, że dziewczyna wszystko odczuwa jakby mocniej. Choćby jesień, gdy "spadają liście z łoskotem, aż daje się odczuć lekkie drżenie ziemi"[10]. Bohaterka jest wrażliwa na otaczającą ją rzeczywistość i to między innymi prowadzi ją do świadomości jej ograniczeń. Niektórych rzeczy po prostu zmienić się nie da, niektóre w ogóle nie zależą od nas (jak czas, bo przecież "dziewczyna może zatrzymać zegar, czas będzie dalej hulał"[11]) i wiedza o tym staje się dla Edy przytłaczająca.

Ta książka jest jakoś boleśnie autentyczna. Mamy wrażenie, że z Edą jesteśmy tu i teraz. To bardzo osobiste wyznanie młodej, wrażliwej dziewczyny, która przecież chce tylko (albo aż) "wypłakać się, wypłakać, wytupać, wykrzyczeć na zielono las, osunąć w trawę, odpocząć od łez, od miłości i zasnąć, zasnąć..."[12] Trudno pisać o takiej książce, niech mówi sama za siebie.

-------------------------
[1] Eda Ostrowska, Oto stoję w deszczu ciała, Jirafa Roja, Warszawa 2013, s. 96-97
[2] Tamże, s. 148
[3] Tamże, s. 108
[4] Tamże, s. 118
[5] Tamże, s. 111
[6] Tamże, s. 109
[7] Tamże, s. 149
[8] Tamże, s. 111
[9] Tamże, s. 125
[10] Tamże, s. 77
[11] Tamże, s. 38
[12] Tamże, s. 111

"Mam dwadzieścia lat, kochałam trzech chłopaków, jednego mężczyznę w wieku spadania wiśni, jedną kobietę otuloną w szal, napisałam sześć stukartkowych zeszytów pamiętnika, niecałe trzy zeszyty wierszy, zbiór listów do niemądrego chłopaka, którego przez czysty przypadek dwoje jeszcze młodych ludzi nazwało Zdziśkiem, dziennik z pobytu w szpitalu psychiatrycznym w Lublinie i...

więcej Pokaż mimo to

13
avatar
1861
1553

Na półkach: ,

"Sztukę tworzą realni, kurewsko rozjebani ludzie; obrazy, książki, muzyka, każda żałosna linijka intymnym wyznaniem; najlepiej wiesz, wszystko, co trudne rodzi się z ostrego bólu i przewlekłej psychozy."



Każdy z nas, w realizowaniu swojej pasji czytelniczej, w pewnym momencie napotyka taką książkę, która zostaje w naszej głowie na długie lata. I to nie z powodu świetnego stylu, dobrze poprowadzonej narracji czy zgrabnej konstrukcji bohaterów. Powodem tego stanu może być bowiem potworny chaos literacki i niezrozumienie części tekstu. Taką książką stał się dla mnie dziennik autorki, wydany po raz pierwszy w 1982 r. przez ówczesne wydawnictwo "Iskry".

Eda, a właściwie Edwarda Ostrowska to polska poetka i prozaiczka. Absolwentka bibliotekoznawstwa i informacji naukowej, pracowała przez kilka lat w zawodzie. Autorska twórczość poetki to czternaście zbiorów poetyckich oraz jedna proza poetycka. Ostrowska jest laureatką wielu nagród, między innymi trzykrotnej nagrody im. J. Czechowicza. W 2012 r. została nominowana do Nagrody Literackiej Gdynia, w gatunku poezji. Prywatnie mieszka w Lublinie wraz z mężem i synem.

"Oto stoję w deszczu ciała [dziennik studentki]" to pamiętnik (dziennik) dwudziestoletniej Edy Ostrowskiej, ówczesnej studentki. Autorka swoje zapiski umieszczała synchronicznie z upływającym czasem: godzinami i minutami. Eda nie potrafiła odnaleźć się w rzeczywistym świecie, uciekła w narkotyki i uzależnienie od leków. W szpitalu psychiatrycznym obserwuje pozostałych pacjentów, chce odebrać sobie życie według własnego planu. Studentka dąży do pełnej autodestrukcji swojej osoby.

Moja pierwszą myślą po otrzymaniu tej książki, była pewność o jej szybkim przeczytaniu, gdyż całe wydanie to jedynie sto pięćdziesiąt stron. Moje przekonanie prysło jak bańka mydlana już po pierwszym akapicie. Dziennik Edy Ostrowskiej jest bowiem połączeniem prozy z poezją, od razu zaznaczę, poezją nie łatwą. Wymieszanie stylów prowadzi do często niezrozumiałych słów i wyrażeń, ciągu przemyśleń i chaosu myślowego. Niewprawiony czytelnik, w niektórych fragmentach musi czytać dwa razy ten sam tekst, by cokolwiek z niego wyłuskać. A czasami i to nie pomaga. Oprócz poetyckiego wydźwięku prozy autorki, czytelnik atakowany jest ciągłymi metaforami, mało zrozumiałymi onirycznymi wizjami i natłokiem słów. W mojej opinii książka jest mocno surrealistyczna i zarazem psychodeliczna, burząca wszelką logikę twórczą. Przeżycia bohaterki graniczą z jawą, fantazją i halucynacją, co niewątpliwie nie jest łatwe w odbiorze. Niejednokrotnie czytelnik zmuszony jest się maksymalnie skupić, by cokolwiek zrozumieć z przekazu autorki.

Cała książka to swoisty bolesny, zapis dojrzewania młodej kobiety. Kobiety, którą rani życie i kusi niezbadana dotychczas śmierć. Bohaterka ucieka w narkotyki i chorobę umysłową, by choć na chwilę zapomnieć o bólu istnienia. Nie jest to utwór, który można wtłoczyć w jakiekolwiek ramy. Słowa tworzą różaniec, z ust Edy płyną głębokie potoki nieustających myśli. Myśli często bezsensownych, których znaczenie zna tylko ich autorka. Na uwagę zasługuje estetyczne wydanie książki. Twarda okładka i mroczne zdjęcie Edy, w pełni oddaje klimat całego dziennika.

W dużej mierze, autobiograficzna historia autorki stała się dla mnie wielkim wyzwaniem. Wyzwaniem, które nie do końca mogę uważać za ukończone. Wydaje mi się, że jednokrotne przeczytanie zapisów dwudziestolatki, jest niewystarczające, aby zrozumieć pewne surrealistyczne wydźwięki. A może po prostu autorka celowo pozostawiła pewną dozę niedopowiedzenia dla odbiorców swojego dzieła. Polecam wyłącznie czytelnikom zdecydowanym na mocną, surrealistyczną prozę.

http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com/

"Sztukę tworzą realni, kurewsko rozjebani ludzie; obrazy, książki, muzyka, każda żałosna linijka intymnym wyznaniem; najlepiej wiesz, wszystko, co trudne rodzi się z ostrego bólu i przewlekłej psychozy."



Każdy z nas, w realizowaniu swojej pasji czytelniczej, w pewnym momencie napotyka taką książkę, która zostaje w naszej głowie na długie lata. I to nie z powodu świetnego...

więcej Pokaż mimo to

30
avatar
666
428

Na półkach: , ,

Lubię poezję. Lubię słuchać tego, co ma mi do powiedzenia za pomocą wiersza jego autor. Jednak nigdy nie potrafiłam (i nadal nie potrafię) spotykać się z wierszami zbyt często. Dlaczego? Dlatego, że gdy czytam poezję, zawsze mam wrażenie, że ingeruję w czyjąś intymność. Niby wiem, że autor poniekąd tego chce, skoro wystawia na światło dzienne kawałek swojej duszy w formie wiersza, ale i tak czuję, jakbym wchodziła brudnymi butami w czyjś kawałek świata. Niemal identyczne odczucia spotkały mnie po ostatniej lekturze…

W moje ręce trafiła w ostatnich dniach lektura wyróżniająca się na tle innych – nie tylko tych moich ulubionych, ale tych w ogóle. Nie ma banalnego czy zwykłego tytułu. Podobnie jest z niepospolitą okładką. Nie jest napisana w standardowy sposób i nie opowiada o sprawach łatwych… Ta książka, a konkretnie dziennik, nosi tytuł „Oto stoję w deszczu ciała”. Jej autorka – Eda Ostrowska

(…) jest poetką i prozatorką o znaczącym dorobku, postacią ważną dla polskiej kontrkultury lat 80-tych. (…) To późne dziecko epoki Stachury, polskiego pokolenia hippisowskich „dzieci kwiatów”, ale w jej pisarstwie jest już coś punkowo drapieżnego, autowiwisekcyjnego.[1]

Ostrowska spisuje swoje życie bardzo szczegółowo, niemal chwila po chwili. Wpisy w jej dzienniku opatrzone są precyzyjnym określeniem czasu – godzinami z wyszczególnieniem upływających minut. Autorka pisze o procesie wchodzenia w dorosłość. Nie był to etap łatwy w jej życiu – widać to niemal od pierwszych słów, które nakreśliła w dzienniku. Rzeczywistość jest dla niej odrębnym światem, w którym nie może się odnaleźć. Ta dwudziestoletnia wówczas dziewczyna (obecnie Edwarda Ostrowska ma 54 lata) zdaje się kompletnie nie pasować do otaczającej ją rzeczywistości, co znajduje odzwierciedlenie w swoistym buncie przeciwko otaczającym ją realiom. Można powiedzieć, że chętnie zamyka się przed światem w szpitalu psychiatrycznym, gdzie wnikliwie obserwuje wszystko i wszystkich – nic nie jest w stanie umknąć jej uwadze. Ponadto ukojenia szuka wśród narkotyków oraz środków farmakologicznych. Można powiedzieć, że w akcie autodestrukcji szuka ucieczki od tego, czego nie akceptuje, czego nie rozumie i z czym nie czuje się dobrze.

Ukojenia szuka także w poezji, wierząc, że pisanie da jej poczucie wolności i zmniejszy cierpienie. Dziennik utrzymany w poetyckiej formie – mocno odzwierciedlający jej stan ducha, ciała i myśli – staje się sposobem na wyrażenie siebie. To, co zapisuje, sprawia wrażenie chaosu, krótkie zdania stanowią zlepek miliona myśli krążących po głowie kobiety.

Jeśli ktoś – sugerując się liczbą stron tej książki – myśli, że szybko sobie z nią poradzi, np. jadąc autobusem do pracy, jest w ogromnym błędzie. Po pierwsze, to pozycja trudna (niełatwa w odbiorze), wymagająca od czytelnika maksimum zaangażowania i skupienia. Po drugie, czytając tę książkę byle jak, byle gdzie, po tzw. łebkach, wyrządzilibyśmy krzywdę jej autorce. Z tym przejmującym dziennikiem trzeba się najpierw oswoić, następnie wczytać w jego treść i włożyć w to maksimum serca.

Ocena? Nie podejmuję się jej podania, bo „Oto stoję w deszczu” jest pozycją niepodlegającą jakiejkolwiek ocenie. Dla kogo? Dla czytelników wrażliwych, tolerancyjnych, z otwartym umysłem oraz sercem.

[1] E. Ostrowska, Oto stoję w deszczu ciała, Jirafa Roja, Warszawa 2013, s. 6.

Na blogu: http://ksiazkowka.blogspot.com/2013/06/oto-stoje-w-deszczu-ciaa-eda-ostrowska.html

Lubię poezję. Lubię słuchać tego, co ma mi do powiedzenia za pomocą wiersza jego autor. Jednak nigdy nie potrafiłam (i nadal nie potrafię) spotykać się z wierszami zbyt często. Dlaczego? Dlatego, że gdy czytam poezję, zawsze mam wrażenie, że ingeruję w czyjąś intymność. Niby wiem, że autor poniekąd tego chce, skoro wystawia na światło dzienne kawałek swojej duszy w formie...

więcej Pokaż mimo to

25
avatar
6716
147

Na półkach: , ,

Przykuwająca uwagę okładka oraz intrygujący tytuł, zachęciły mnie do przeczytania tej książki. Niestety...
czuję ogromny niedosyt.
Spodziewałam się wielu emocji, bólu i cierpienia, a dostałam bełkot.
Są oczywiście perełki ale bardzo małe, a szkoda:(

Przykuwająca uwagę okładka oraz intrygujący tytuł, zachęciły mnie do przeczytania tej książki. Niestety...
czuję ogromny niedosyt.
Spodziewałam się wielu emocji, bólu i cierpienia, a dostałam bełkot.
Są oczywiście perełki ale bardzo małe, a szkoda:(

Pokaż mimo to

8
avatar
1624
50

Na półkach: , ,

„Czuję się pusta, głębinowa, dudnię i nie widzę innego porozumienia między mną a światem jak poprzez metal i pragnienie chwili. Zaciskam oczy, trzymam się kurczowo zrudziałego kota, sprzęty, lalki, szpilki, sondy cisną do porów mojego ciała, zagłuszają szum drzew w latrynie aorty. Odgłosy rosną, wyzwalają z kolorów, kształtów, poręczy i funkcjonują jako pionowa woda. Jestem z drewna i bodźca, a świat pulsuje okrutny i agresywny, umrę i słowo szumieć będzie pastelowo”*.

Jak opowiedzieć o świecie, który przysłania raz po raz granatowy kontur drzew i sznur noszony w lewej kieszeni (do skorzystania w odpowiednim momencie)? Skoro nad bilans zysków kładzie się pragnienie ucieczki do szpitala psychiatrycznego, rzeczywistość to tylko pretekst do projekcji siebie. Eda ma dwadzieścia lat i opowiada siebie w słowach, zawieszona pomiędzy bolesnym byciem i strachem kuszącego niebycia.

Oto stoję w deszczu ciała traktować można jako zapis procesu dojrzewania, buntu przeciwko rzeczywistości usytuowanej w formach społecznych, a w końcu rozczarowania (gdy każda z form ucieczki okazuje się nieskuteczna) popychającego do skrajnych form autodestrukcji. Dziennik z zapisem szczególnego (nadwrażliwego) odczuwania istnienia staje się świadectwem dorastania opętanego adoracją śmierci.

Specyficzne widzenie objawia się w charakterystycznym języku. Bo o ile życie biegnie typowym rytmem, na rzeczywistość Ostrowskiej nakłada się jej indywidualny filtr: odwracający znaczenia, wzbogacający o obrazy, nadający nowe sensy; rozpoetyzowany, czasem pretensjonalny lub bełkotliwie zawiły, zawsze jednak autentyczny. Dziennik nie będzie przez to zapisem czasu, ale jego odczuwania. Opis najprostszego pejzażu staje się w tej zależności wiwisekcją emocji.

Mimo pewnej nieczytelności fragmentów, całość wywiera duże wrażenie – nie tylko przez skalę postępującego samozniszczenia, ale formę opowiedzenia o nim. Wyjątkowa wrażliwość i plastyczność języka zmienia wulgarność w czystą poetyckość. Pragnienie śmierci nie różni się przez to od pragnienia piękna, ból staje się czystą estetyką, ucieczka w szaleństwo i narkotyki – pragnieniem spokoju.



*E. Ostrowska, Oto stoję w deszczu ciała, Warszawa 2013, s. 130.

„Czuję się pusta, głębinowa, dudnię i nie widzę innego porozumienia między mną a światem jak poprzez metal i pragnienie chwili. Zaciskam oczy, trzymam się kurczowo zrudziałego kota, sprzęty, lalki, szpilki, sondy cisną do porów mojego ciała, zagłuszają szum drzew w latrynie aorty. Odgłosy rosną, wyzwalają z kolorów, kształtów, poręczy i funkcjonują jako pionowa woda. Jestem...

więcej Pokaż mimo to

4
avatar
2284
1568

Na półkach: ,

http://kasandra-85.blogspot.com/2013/06/deszczowa-pora.html

http://kasandra-85.blogspot.com/2013/06/deszczowa-pora.html

Pokaż mimo to

28

Cytaty

Więcej
Eda Ostrowska Oto stoję w deszczu ciała [dziennik studentki] Zobacz więcej
Reklama
Więcej
Reklama
zgłoś błąd