Król fantastyki naukowej, prosto z Chin. „Wędrująca Ziemia” Cixina Liu

Marcin Zwierzchowski
23.10.2020

Polacy mają Andrzeja Sapkowskiego, Chińczycy – Cixina Liu. Międzynarodowy sukces autora „Problemu trzech ciał” to wyczyn równie wielki, co światowa popularność „Wiedźmina”. W XXI wieku żaden pisarz SF nie zrobił tak błyskawicznej kariery, jak Liu.

Król fantastyki naukowej, prosto z Chin. „Wędrująca Ziemia” Cixina Liu

Film na podstawie jego opowiadania, „Wędrująca Ziemia”, zarobił 700 mln dolarów. Za ekranizację jego powieści właśnie biorą się showrunnerzy „Gry o tron”, David Benioff i D.B. Weiss, a producentami serialu będą m.in. Rian Johnson (reżyser „Ostatniego Jedii”) i Rosamund Pike (główna rola w „Zaginionej dziewczynie”). Jego powieść „Problem trzech ciał” chwalił Barack Obama, książka ta też jako pierwsza nie wydana oryginalnie po angielsku powieść w historii zdobyła nagrodę Hugo, czyli najważniejsze, obok Nebuli, wyróżnienie w świecie fantastycznej literatury anglojęzycznej.

 Liu otworzył rynek anglosaski dla fantastyki z Chin – jego śladem wkrótce podążyli m.in. Chen Qiufan, Xia Jia czy Hao Jingfang (nagroda Hugo za opowiadanie „Składany Pekin”). Jego fenomen dotarł również nad Wisłę: od 2017 roku w Polsce ukazało się aż pięć jego powieści („Problem trzech ciał”, „Ciemny las” i „Koniec śmierci”, składające się na trylogię „Wspomnienie o przeszłości Ziemi”, oraz „Era supernowej” i „Piorun kulisty”), obecnie do księgarń trafia zaś zbiór „Wędrująca Ziemia”.

Na czym polega fenomen Cixina Liu? Pewną podpowiedzią niech będzie fakt, że w wywiadzie udzielonym „The New Yorker” pisarz jako jednego ze swoich ulubionych autorów wymienia Stanisława Lema, rozpływając się nad niezwykłym talentem i umysłem Polaka. Pokrewieństwo ich prozy jest zresztą bardziej niż oczywiste.

W zbiorze „Wędrująca Ziemia” znajdziemy dwa opowiadania sprawiające wrażenie pisanych po wchłonięciu solidnej dawki twórczości Lema. „Góra” to opowieść o spotkaniu z obcą cywilizacją, która przybyła do nas z tzw. litego wszechświata.

„Nasz świat jest bardzo prosty” – mówią przybysze. „To przestrzeń kulista, o średnicy nieco ponad pięciu tysięcy siedmiuset kilometrów według waszych miar, otoczona zewsząd skalnymi warstwami. […] Wierzyliśmy, że skały ciągną się bez końca we wszystkie strony”.

Reklama

Z kolei w „Mikroerze” powracający z wieloletniej misji kosmonauta dociera na Ziemię, gdzie ludzkość przetrwała w wersji… mikro. Oba opowiadania są więc historiami o zetknięciu człowieka z innymi cywilizacjami, działającymi w światach rządzącymi się innymi prawami fizyki/inaczej odbierającymi prawa fizyki. Gdyby za protagonistów Liu podstawić tu Ijona Tichego, wielu mogłoby się nabrać, że to zaginione opowiadania polskiego Mistrza.

Aczkolwiek, będąc szczerym w ocenie – tym, co mogłoby „zdradzić” Cixina Liu, jest język. Bo tak jak Stanisław Lem był mistrzem słowa, którym operował z niezwykłą biegłością i wyobraźnią, tak Chińczyk to przedstawiciel czegoś, co zwykło się nazywać „literaturą inżynierów”. Jest to określenie często używane w odniesieniu do klasyków SF, którzy przed laty tworzyli kultowe dzieła, nie imponujące ani stylistycznie, ani w warstwie fabularnej, wspaniale rozgrywające jednak pomysły naukowe i technologiczne w fantastyce. Taki też jest Liu, takie są choćby „Góra” czy „Mikroera” – to nie tyle opowieści, co wykłady, opisujące głównym bohaterom prawa i historię światów, z którymi się stykają. (Lemowi też się to zdarzało, taka jest w sumie cała druga połowa powieści „Eden”.) Zresztą, to wyróżnik prozy Liu: wielkie, śmiałe koncepty, przetwarzanie teorii naukowych na fabułę i realizowanie opowieści na niezwykła skalę konceptualną. Tytułowe opowiadanie nowego zbioru, „Wędrująca Ziemia” (zekranizowane przez Chińczyków w formie wspomnianego wysokobudżetowego filmu), to opowieść o ludzkości zamieniającej naszą planetę w statek kosmiczny, budującej monstrualne silniki, w celu opuszczenia Układu Słonecznego przed spodziewaną przemianą naszej gwiazdy, która zniszczyłaby Ziemię.

Weźmy zresztą wspominaną trylogię „Wspomnienie o przeszłości Ziemi” – w tej opowieści o starciu ludzkości z obcą cywilizacją ostatecznie wojna toczy się z pomocą samych praw fizyki! Myśleliście, że „Gwiezdne wojny” czy „The Expanse” mają rozmach? Cixin Liu zawstydza na tym polu wszystkich.

To staroświeckie podejście do fantastyki naukowej. Ale też – za to właśnie pokochały go rzesze czytelników na całym świecie. Za śmiałość wizji, za bijącą z tekstów miłość do nauki, za pasję do wielkich projektów, tęsknotę za kosmicznymi ambicjami ludzkości – w radości z czytania Liu jest coś z nostalgii za Złota Erą SF, ale też jest autentyczny zachwyt nad tym, jak daleko jego historie prowadzą nas w tych opowieściach-eksperymentach myślowych. Weźmy opowiadanie „Słońce Chin”, które zaczyna się od opisu realiów życia mieszkańców wsi w Chinach, przechodzi do opisu Pekinu, potem do projektu tytułowego Chińskiego Słońca, czyli ogromnego umieszczonego na orbicie zwierciadła do sterowania pogodą i natężeniem światła słonecznego, by ostateczni ewoluować w list miłosny do ambicji eksploracji wszechświata.

Reklama

Wreszcie, warto wspomnieć o tym, że choć Cixin Liu wyznaje miłość do Lema, a jego powieści i opowiadania przywodzą na myśl klasykę anglosaskiej fantastyki naukowej, jego proza pozostaje na wskroś chińska. (Zdarza się, że bardzo „chińska” – opowiadanie „Dla dobra ludzkości” zawiera wręcz opis cywilizacji wyniszczonej kapitalizmem, łącznie z opowieścią o Ostatnim Kapitaliście, który na swojej planecie gnębił dwa miliardy biedaków, muszących płacić za powietrze, którym oddychali.) To opowieści pisane z innej optyki, niż nasza, zachodnia, w dużej mierze indywidualistyczna. U Cixina raczej trudno o bohaterów z krwi i kości (wyjątki się zdarzają, choćby bohaterowie „Słońca Chin” czy „Dla dobra ludzkości” z „Wędrującej Ziemi”), bo protagonistą jest albo cała ludzkość, albo naród chiński. Stąd też wyzwania, z którymi przychodzi się mierzyć postaciom w prozie Liu, mają taką skalę – to nie kwestia uratowania świata przez pojedynczego herosa, ale konieczność zbiorowego, często wielopokoleniowego wysiłku milionów, miliardów ludzi. Dlatego też wiele tekstów Chińczyka czyta się jak kroniki – to nie zindywidualizowane relacje konkretnych osób, ale niemalże „suche” opisy kolejnych wydarzeń, często rozpisanych na setki, tysiące czy wręcz miliony lat. Te książki to obecnie najbliższe pozycje w pełni wypełniające obietnice nazwy gatunku: fantastyka naukowa.

Nikt inny obecnie tak nie pisze, nikt nie mierzy się z SF na taką skalę. Trąci to nieco myszką, pozostawia wiele do życzenia dla tych, którzy wolą „kwiecistą” prozę, ale to wciąż historie fascynujące na wielu poziomach – i jako teksty popularno-naukowe, i jako efektowne SF, i jako „okienko” do świata literatury spoza kręgu europejskiego i amerykańskiego.

Książka jest już do kupienia w księgarniach online.

Artykuł powstał na podstawie książki „Wędrująca Ziemia” Cixina Liu

Reklama

komentarze [10]

Sortuj:
635
48
27.10.2020 12:02

Autor godny uwagi, ale to nie ta sama liga co Stanislaw Lem, mimo to Trylogia "Wspomnienie o przeszłości Ziemi to jedna z najbardziej epickich, współczesnych cyklów S-F.


143
0
27.10.2020 11:38

Film wizualnie przepiekny, ale od strony rezyserskiej niestety dosyc byle jaki. Ciekawe czy ksiazka nadrabia zaleglosci filmu.


0
1298
konto usunięte
27.10.2020 04:20

Użytkownik wypowiedzi usunął konto


446
238
25.10.2020 19:19

"To opowieści pisane z innej optyki" - no niewątpliwie. Przeczytałem dwie jego książki, obejrzałem ekranizację Wędrującej Ziemi (mniemam, że odstaje od książki, ale sam pomysł jest megalomański i okrutnie antropocentryczny) i prawdę mówiąc nie mam ochoty na więcej. Z tego co widzę, w jego prozie nie liczy się nic, tylko zimno wykalkulowane cele - nie liczą się zwierzęta,...

więcej

902
2
24.10.2020 14:31

No ja bym go nie stawiał w jednym rzędzie z Sapkowskim bo jednak Liu Cixin dostał wiele powazniejszych nagród niż Sapkowski. Co do showrunnerów gry o tron to tylko bym się martwił, że to spierdolą


45
2
27.10.2020 11:23

No nagrody hugo, czy locusa od dawna są przyznawane niemal jedynie twórcom sf, tak więc Sapkowski na tym polu miał szanse niewielkie. Natomiast przypominam że AS za Wiedźmina dostał World Fantasy Award, więc ciężko mówić, że nie dostał żadnych poważnych nagród.


4
0
24.10.2020 12:27

Bardzo fajna książka, owszem, ale twierdzenie, że nowy "król fantastyki" się objawił spowodowało że na nie jednym cmentarzu ziemia się poruszyła. Może to i dobrze, niech się chłopaki ( i dziewczyny) rozruszaja trochę przed świętami. ;]


1708
205
24.10.2020 08:52

No cóż, pal sześć, że "Problem 3 ciał" był zbyt naukowy jak dla mnie, nie zmienia to faktu, że czytało się fajnie. Przeczytam i to!


144
12
24.10.2020 00:10

Nabrałem apetytu - na przeczytanie i obejrzenie.


48
0
23.10.2020 14:50

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd