Hao Jingfang (ur. w 1984 roku w Tianjinie, Chiny) jest chińską pisarką science fiction, ekonomistką i badaczką społeczną. Ukończyła fizykę oraz ekonomię na Uniwersytecie Tsinghua, gdzie później również obroniła doktorat. Międzynarodowe uznanie przyniosło jej opowiadanie „Folding Beijing” („Zginające się Pekin”),za które w 2016 roku otrzymała nagrodę Hugo — stając się drugą w historii Chinką uhonorowaną tym wyróżnieniem. W swojej twórczości łączy refleksję nad przyszłością społeczeństw z analizą nierówności ekonomicznych i urbanizacji. Oprócz pisania zajmuje się badaniami nad polityką innowacji i rozwojem społecznym, a jej proza charakteryzuje się humanistycznym spojrzeniem na technologię i los człowieka w zmieniającym się świecie.
7,7/10średnia ocena książek autora
73 przeczytało książki autora
222 chce przeczytać książki autora
4fanów autora
Zostań fanem autora
Sprawdź, czy Twoi znajomi też czytają książki autora - dołącz do nas
Z literackiego punktu widzenia: totalny bubel. Chyba nagroda Hugo nieźle zeszła na psy. Podejrzewałem zresztą taki stan rzeczy już przed lekturą, gdy czytając wywiad z autorką napotkałem te typowe dla mentalności chińskich półniewolników „przede wszystkim jestem inżynierem, a dopiero potem pisarką”, albo „pisarz to nie zawód”. Konsekwencje widzimy. Narracja, psychologia, bohaterowie - wszystko poziom umiarkowanie zdolnego, nieopierzonego amatora. Fabuła „Włóczęgów” jest jak linia EKG zmarłego, a to przecież, przypominam, 700 stron lektury. Aspekty science też kuleją, wiele rzeczy jest pominiętych niespójnych, totalitarno-utopijny Mars to jest w ogóle niezły hicior. Trochę mnie bawi, że w takim mainstreamowym, space-operowym „Przebudzeniu Lewiatana” działanie „Marsjan” jest logiczniej wyjaśnione, bo oparte na prawdopodobnej podbudowie: brak surowców, ścisła reglamentacja, pielęgnowana zawiść do bogatej i wpływowej Ziemi.
Okropne powieścidło. Narzekałem na „Anomalię” Le Telliera, ale ta chociaż starała się udawać, że ma jakieś flow. „Włóczędzy” to najgorsza powieść z serii „Proza dalekiego wschodu”, a pomijając jakieś prosowieckie wybryki w stylu „Brzegu” Bondariewa, jest to też najgorsza książka wydana przez PIW.
Świetna! Debiut powieściowy autorki i miejscami widać pewne niedociągnięcia ale nie przeszkadzają w odbiorze całości. Nie jest to scifi gdzie tylko fabuła ma zaskakiwać, jest tu myśl, często głęboka, odnośnie naszego życia tu i teraz. Czekam na kolejne powieści tej autorki.
Jedna sprawa natomiast wydała mi się zaskakująca a mianowicie dość niska ocena tej książki przez czytelników, więc postanowiłem poczytać opinie. I zastanawiam się, czy opinie pisały osoby, które czytały tę książkę. Większość zawiera w pierwszym zdaniu informację, że to "chińskie", "chińska" itp. Tymczasem jeśli chodzi o kod kulturowy to jest on bliższy europejskiemu czytelnikowi niż powieści amerykańskie. Myślę, że autorką mogłaby być pisarka urodzona w dowolnym kraju europejskim. Ponadto widzę, że niektórym wszelka krytyka "turbo hiper kapitalizmu" kojarzy się od razu z komunizmem i podejrzewają autorkę o niecne zamiary szerzenia "wrogiej ideologii". Niczego takiego w książce nie ma, poza raczej określaniem wad i zalet każdego z systemów, czy to kolektywizmu, czy indywidualizmu, ponieważ autorka nie odwołuje się do komunizmu i kapitalizmu choć ten drugi jest często tak określany to za nim kryje się głównie indywidualizm. W każdym razie... zdziwiło mnie, że osoby, które czytają tak niszowe książki nastawiają się tak wąsko jeśli chodzi o horyzonty myślowe. Chyba, że tak jak podejrzewam, opinię pisały też osoby, które o książce tylko słyszały.