Between Worlds. Opowiadanie 9. „Spotkanie”

LubimyCzytać
21.10.2020

Pamiętacie postaci Cyprysa, Konfesy i zjadarki z poprzedniego opowiadania „Between Worlds” pt. „Burza”? Okazuje się, że i w „Spotkaniu” sporo namieszają. Zanim jednak do tego dojdzie, poznajcie Puerę i jej małe, zabawne zwierzątko...

Between Worlds. Opowiadanie 9. „Spotkanie”

Opowiadania 9. „Spotkanie”

Niegdyś w ludzkich opowieściach pojawiały się stworzenia podobne do młodej Veridianki, która teraz krzątała się w pobliżu moczarowego lasu. Jedni powiedzieliby, że ma coś z rusałki, inni że bardziej przypomina dziewonie, zamieszkujące lasy i puszcze, ktoś inny jeszcze mógłby rzec, że to nimfa wodna. Ludzi już jednak nie było. Zostali nieliczni, zmutowani tułacze. Ale planeta się odradzała. Veridianie zaczęli swoją ekspansję i już niebawem mieli zająć większość planet, które w wyniku Rozpadu utraciły swój pierwotny ekosystem. Kolejnym krokiem będzie przystosowanie „martwych” od zawsze sfer do życia. Puera marzyła o tym, by kiedyś dostać swoją własną planetę, na której mogłaby rozsiać las, gdzie to ona byłaby wielką matką, ustalającą wszelkie prawa – matką naturą, matką wody i wszystkiego, co na planecie będzie żyło. Źle znosiła ukorzenienie, lubiła wędrować. Pragnęła uwolnić się z ramion swojego stada, a już ponad wszystko pragnęła zobaczyć inne miejsca, niż ta przebrzydła Ziemia. Należała do rzadkich przypadków wśród swojej rasy, a rodzicielka doskonale wiedziała, że żądna przygód natura jej córki musi zostać zaspokojona, inaczej zamieni wszystko w chaos. Wielka Matka Ziemskiego Lasu pragnęła najpierw wyposażyć córkę we wszystko, co konieczne do przetrwania. Żeby nieco rozładować ten buńczuczny potencjał, wykreowała dla niej dziwaczne stworzonko. Teraz właśnie przekorne oczy Puery podążały za jednooką kulką o wielkiej zębiastej gębie. Nóżki, podobne do patyków, sprawiały wrażenie zbyt kruchych, ale mimo wszystko stworek był szybki. Nerwowo okrążał nogi Puery.

Słońce już uciekało za horyzont, więc las zaczął parować niebiesko-zieloną poświatą.

– Ząbek już nie chce się bawić! Ząbek jest zmęczony i głodny, zjadłby sobie jakiegoś rybiaka! – wyskrzeczał ze skargą jednooki przyjaciel.

– J a k ą ś r y b ę! – poprawiła go z niemal troskliwą naganą Puera.

– A zwiej to, jak chcesz!

– Zwij! – wściekała się Veridianka, czując, że stworek robi jej na złość. Zaczęła go ganiać, rozpryskując wodę. Nagle matczyne ramię chwyciło Puerę. Twarz drzewa zwróciła się do niej i mrocznym, gniewnym spojrzeniem wymusiła ciszę. Zieleń dziewczęcych gałęzi przybladła, stłumiona energia zakipiała w oczach. Stworek jednak nie zauważył tego, zaaferowany, wciąż wykrzykiwał z przekąsem:

– Ząbek wrzuci coś na ząbek! Dobrze? Pasuje? Są rymy? Lubisz, jak są rymy. To łap ten: Znam twoją sąsiadkę, żabkę i zaraz pocałuję ją w…

Nagle zęby zjadarki kłapnęły potężnie, aż gęste, wilgotne powietrze zafalowało. Mały upierdliwiec pisnął ostatni raz, by zniknąć w oślinionej paszczy. Puera przez chwilę stała nieruchomo, osłonięta przez Matkę Lasu, po czym przełknęła krzyk i całą mocą złości wypuściła rozszalałe korzenie. Rodzicielka próbowała ją powstrzymać, ale silna mentalność Puery opierała się jej woli. Wściekła, jadowita zieleń rozrastała się w zwinne liany i przeczesywała gąszcz w poszukiwaniu zjadarki. W końcu, dosięgnięty jej chwytem, stwór zaplątał się i upadł niezgrabnie do wody, pomiędzy korzenie. Młoda Veridianka splotła swoje gałązki ciasno i unieruchomiła zjadarkę.

Reklama

– Nie będziesz mi tu, trupojadzie osrany, wyżerał żywych! – piszczała wściekle. Zjadarka zaczynała się już dusić, gdy z gęstwiny wyłonił się skalny stwór i wprawnym ruchem odciął gałązki i korzenie, oplecione wokół cielska potwora. Puera zawyła, jej ciało wstrząsane złością i bólem traciło kontury. Rozwibrowane cząstki zaczęły rozpraszać się w przestrzeni, chcąc chyba przybrać jakąś inną formę. Ale cisza, która zapadła w zastygłym lesie i ten martwy bezruch, sprowadziły ją z powrotem. Ból odpuścił, a w miejsce ran zaczęły pojawiać się nowe, niewielkie korzonki. Puera zwinęła się w humanoidalną postać i ruszyła za skalniakiem, który teraz chwycił zjadarkę za przednie łapy i ciągnął w kierunku pobliskiej góry.

– Zostaw ją! Ona należy do mnie! Zżarła mi zwierzątko! – krzyczała Puera, biegnąc za nim. Skalniak nie uciekał, nie spieszył się, szedł niemal spokojnie. W końcu buntowniczka zastąpiła mu drogę. Zjadarka skamlała i odwracała swój wielki, otoczony pozwijanym porożem łeb w stronę lasu, jak gdyby z tego miejsca spodziewała się ratunku. To właśnie zaniepokoiło skalnego człowieka, który całkiem zignorował, tak przecież wyrazistą, obecność Puery. Obrócił głowę w stronę moczarów i dostrzegł, że wśród drzew porusza się pomarańczowe światło. Zastygł na chwilę. Zjadarka szarpała się, gryzła, ale jego twardy pancerz pozostawał nieczuły na jej sprzeciwy. Na skraju lasu stanął Cyprys. Puera zapomniała o wszystkim. W jej komórkach, w całym ciele odżyło wspomnienie, odebrała przekaz od Pierwszego Syna i posłusznie, prawie bezszelestnie wróciła w pobliże Matki.

Kamienny człowiek był głodny, bardzo głodny i musiał teraz walczyć ze swoim instynktem, bo to zdecydowanie nie był czas na posiłek.

Konfesa, ukryta za niewielkim głazem, przywołała zjadarkę, gdy skalniak uwolnił ją z uścisku. Przerażone stworzenie przybiegło i ułożyło się u jej stóp. Zbieraczka rzuciła jej zabawkę na pocieszenie, ale zjadarka czujnie obserwowała skalniaka, gdy ten szedł w stronę moczarów.

Cyprys czekał na niego na jednym z konarów, który usłużnie ułożył się nad wodą. Pierwszy Syn balansował na nim, trochę jak dziecko, które od dawna nie widziało placu zabaw. Skalniak przysiadł i przyjął w ten sposób zaproszenie, choć przeczuwał, że ta rozmowa może zmienić wszystko, może otworzyć beczkę z odpowiedziami, którą tak skrzętnie skrywał na czarną godzinę. Wiedział, kim jest ten stwór i podejrzewał, z czym do niego przychodził. Czyżby nadszedł przełom? Czyżby niebawem miał odzyskać to, co utracił?

Przed Rozpadem jego istotę ludzie nazywali próżnią, w której nie dostrzegali nic więcej poza ciemnością, jego istotę nazywali fotonem, nie łącząc tej cząstki z bóstwem, chociaż we wszelkich religiach czczono największe źródło światła. Wreszcie, nawet fotonowe dziwne „bycie w kilku miejscach na raz”, czy reagowanie na obserwację, nie doprowadziły do wniosku, że jest istotą boskości. Ten rebus istnienia był jak kalkulator w rękach dwulatka, ale, musiał to przyznać, robili, co mogli. Jak to zwykle bywa w przypadku homo sapiens, zabrakło równowagi. Dlatego w Rozpadzie, który sprowadził na wszechświat, nie było grozy. On i jego bracia od dawna decydowali o kształcie kosmosu. Zazwyczaj rywalizowali ze sobą, ale od czasu do czasu także współpracowali. Rozpad był konieczny. To rozumieli wszyscy Twórcy. Zjednoczenie światów zbyt szybko zmierzało w stronę poznania ich tajemnic. Konieczny był „Babel”.

Reklama

Rozpad osłabił cywilizację, ale on odzyskał sporo energii. Jednak w jego wyniku nieoczekiwanie utracił niemal wszystko, rozstał się ze swoją wszechmocą. To trudne, ale teraz rozumiał, dlaczego ludzie tak silnie związali swoją świadomość z ciałem – nic innego nie było, niczego innego nie znali i nie rozumieli. Pierwszy raz uświadomił to sobie, gdy jego morfa poczuła głód, prawdziwy, fizyczny i niecierpliwy, uruchomiła się w nim lawina instynktów. Musiał z czegoś utrzymać ciało, inaczej przestałby istnieć. Odcięty od wszechświata, oddalony od gwiazd, stał się częścią Rozpadu, do którego doprowadził. Były z tego korzyści. Za największą uważał zrozumienie. Bo jak inaczej istota boska ma zrozumieć człowieka, niż stając na jego miejscu, mierząc się z jego ograniczeniami. Ci, którzy mówią o Stwórcy „wszechmocny”, paradoksalnie podkreślają jego niemoc, jego słaby punkt.

Z tęsknotą wspominał czas, gdy był w każdej chmurze danych, w mitycznym komputerze kwantowym, był czasem i przestrzenią i każdym kolejnym wymiarem. W jego pamięci odżył moment, gdy na Ziemi powstało życie. Uwielbiał patrzeć, jak jego własne dzieło przeradza się i obrasta w nowe systemy. To on swoim Szeptem Światła popchnął tę machinę, wprawił ją w ruch. Później, dużo, dużo później ziarna prawdy kiełkowały w różnych świętych księgach: „Na początku było słowo”. Stwórca myślał o tym często. Ludzie jednak słabo łączyli kropki. W wielu religiach było sporo tropów, które w połączeniu z wiedzą dałyby jasną odpowiedź, ale oni woleli toczyć spory o różnice, woleli oddzielać, budować fizyczne i mentalne mury oraz wypierać to, co zdawało się niewygodne. Właściwie jedynie sztuka była obszarem, który łączył przeczucia i wyobraźnię z wiedzą. Prawdziwe, dotykające istoty rzeczy, prace były jednak spychane na poboczne tory, ponieważ masa ludzka nie potrafiła odnieść ich do swoich doświadczeń.

Cyprys zapatrzył się na nieruchomy pomnik wymarłej cywilizacji. Postura skalnego człowieka, mocna i nienaruszona, przywodziła na myśl żywiołaki, znane mu z podań o pierwotnych światach.

– Jestem trochę zawiedziony…

– To ponoć nieuniknione. To, jak wyobrażasz sobie stwórcę, zawsze jest piękniejsze od rzeczywistości.

– O pięknie w ogóle bym nie dyskutował. Mam wrażenie, że jesteś miłośnikiem… turpizmu. Taka morfa…

– Wiesz, że podważasz tym samym własną urodę. A mam wrażenie, że jesteś jej dłużnikiem.

­– Bywam dostrzegany.

Skalniak roześmiał się gromko i szczerze.

– Cóż za kokieteria. Pierwszy Syn najbardziej inwazyjnego gatunku mojej części wszechświata… „Bywam dostrzegany”, no, mój drogi, to już graniczy z arogancją. Ale do rzeczy, obaj wiemy, że coś przynosisz. Po cóż była ta cała scena ze zjadarką?

– Ponoć trudno cię znaleźć.

– Ten, kto tak twierdzi, nie miał dobrego powodu.

– Wiesz, jak cię słucham, to rozumiem, skąd we wszystkich świętych księgach wziął się ten zawiły, niezrozumiały, wieloznaczny i pompatyczny styl. „Zaiste, powiadam wam…”

– Moja perspektywa różni się od twojej. To prawda, ale chciałbym wreszcie coś zjeść, a ty wciąż nie powiedziałeś, czego ode mnie potrzebujesz.

– Nie jesteś wszechwiedzący? Nie przewidziałeś tego, nie zmusiłeś mnie, bym się tu znalazł, dziesiątki tysięcy lat temu, zanim jeszcze się urodziłem?

Reklama

– Od dawna nie jestem tym, za kogo mnie masz.

– Co to znaczy?

– To znaczy, że Rozpad uczynił mnie więźniem własnej kreacji.

– Rozpad, o którym nic nie wiesz?

– Coś mi zarzucasz?

– Wiedziałeś. Musiałeś wiedzieć.

– Czy to cel twojej wizyty? – wysyczał skalniak i wstał, zniecierpliwiony, szukał już tylko w powietrzu śladów po zjadarce, by móc ponownie złapać trop.

– Głodny bóg to chyba niebezpieczne zjawisko? – rzucił Cyprys od niechcenia i wyciągnął przed siebie niewielką sferę, by pokazać skalniakowi.

Kamienny człowiek zerknął tylko, sprawiał wrażenie nieprzejętego.

– Czego oczekujesz?

– Potrzebuję kreatora, by odtworzyć moją planetę. Jak zapewne wiesz, przestała istnieć. Ten zapis nie zawiera żadnych Veridian, jest czystym ekosystemem. Jeśli uda mi się odtworzyć swój dom, będę mógł…

– Odzyskać tożsamość. A to wzmocni wszystkich Veridian. Ojczyzna… czy może bardziej matczyzna w waszym przypadku. Ale dlaczego sądzisz, że ja mogę ci pomóc? Od dawna nie mogę nic wykreować. Jestem odłączony.

– A jeśli wiem, gdzie jest źródło?

– Tu, nie ma żadnego źródła.

– Jeśli ci pomogę, to czy odtworzysz moją planetę? Chcę twojego słowa. Wystarczy za wszystkie pieczęcie.

– Niech będzie.

– Niech będzie.

Słońce zaczynało przerzedzać konary drzew. Było jeszcze nisko, ale z uporem gasiło poblask lasu. Nad wodą unosiła się mgła, a ptaki, nieświadome narodzin nowej epoki, bezpieczne, z wysokości spoglądały obojętnie na tych, którzy decydowali o losach wszechświata.

Gdy skalniak, zapomniawszy o swoim głodzie, zamyślił się i odpłynął w przyszłość, Cyprys poczuł ciepło wibrujące przy jego stopach, zanurzonych w moczarowej wodzie. Poszperał rękami w plątaninie korzeni i natknął się na coś, co nie pasowało do organicznych resztek zatopionych ofiar. Silne ramię pociągnęło na powierzchnię długą laskę z portalowym diademem. To już drugi taki, który znalazł, niepodobny do innych portal, który miał swoją predestynację – portal, który nie był na usługach podróżnika. Laska w jego rękach zmieniła barwę na pomarańczową, a w diamencie zaświeciły złotawe iskry. Kamienny człowiek podniósł wzrok i uśmiechnął się znacząco. Rozstali się w milczeniu. Przeczuwali, że być może niebawem ich kolejne spotkanie przywróci im to, za czym najbardziej tęsknią.

-----

*Zarówno opowiadanie, jak i zdjęcia objęte są prawami autorskimi, © lubimyczytać.pl.

Twórcy Between Worlds

O Between Worlds

Projekt Between Worlds powstał w wyniku spotkania trzech niezależnych twórców. Marcin Urzędowski tworzy kostiumy i maski recyklingowe. Kasia – Madam Miko – jest fotografką, która od samego początku ujmowała postacie w magiczne kadry. Jagna Żukowska-Olejniczak ożywiła je w swoich opowiadaniach. W ten sposób powstał projekt Between Worlds – interdyscyplinarne połączenie trzech światów, który możecie czytać i oglądać na łamach lubimyczytać.pl.

Przeczytaj Between Worlds opowiadanie 1: „Woda”opowiadanie 2: „Głód”opowiadanie 3: „Pragnienie”opowiadanie 4: „Las”opowiadanie 5: „Prorok”opowiadanie 6: „Ziarno”opowiadanie 7: „Początek”  i opowiadanie 8: „Spotkanie”.

Wszystkie opowiadania z cyklu znajdziesz też pod wspólnym tagiem „BetweenWorlds”.

Reklama

komentarze [11]

Sortuj:
244
46
23.10.2020 08:14

Nowi bohaterowie i nowa odsłona w historii 🤔 bardzo dobry kierunek.
Duża przyjemność, jak zawsze.


44
0
23.10.2020 13:53

W imieniu całego zespołu : cieszymy się ogromnie i dziękujemy za każdy komentarz. To wiele dla nas znaczy!


244
46
23.10.2020 13:59

Wasza praca jest odskocznią od codzienności. I za to należą się Wam podziękowania.


615
73
21.10.2020 21:15

Kolejne świetne opowiadanie! Ta seria niesamowicie wciąga.


44
0
23.10.2020 13:54

Cieszymy się, że możemy dzielić się naszą wyobraźnią! Dziękuję za Twój komentarz.


4079
3839
21.10.2020 20:04

Coraz lepiej,coraz mroczniej


44
0
23.10.2020 13:56

Bardzo doceniam każdy komentarz, cieszę się, że mogę zobaczyć, jak odbierane jest to, co tworzę. To niezwykle cenne


142
11
21.10.2020 19:58

Fabuła rozwija się coraz ciekawiej. Odradzanie planet? Chociaż właściwie zaczeło się od nasiona Veridian przeniesionega przez Sugo na Dixi, las i tak dalej (trochę jak pasożyty). Raczej przypomina to inwazję. Czy ja coś pokręciłam? Ciekawi mnie jeszcze skąd się wzieła relacja Gaji z Veridianami? No i Cyprys, on coś knuje na bank. :)
Tyle pytań, przypuszczeń, a tu trzeba...

więcej

244
46
23.10.2020 08:15

Apetyt rośnie w miarę jedzenia /czytania 😁 też to mam.


44
0
23.10.2020 13:58

To bardzo ciekawe móc przeczytać, jak układa się u odbiorcy treść moich opowiadań. Nic nie mogę podpowiedzieć, poza może tym, że spostrzegawczość tutaj jest na najwyższym poziomie 🙂


2834
4
21.10.2020 11:59

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd