Czy ambicja ułatwia człowiekowi osiągnięcie zamierzonego celu? Piszemy maturę z języka polskiego

Anna Sierant
08.05.2021

Tegoroczni absolwenci szkół średnich musieli zmierzyć się na maturze z jednym z trzech tematów wypracowań: mogli zinterpretować wiersz Beaty Obertyńskiej lub napisać pracę o tym, czy miasto jest przestrzenią wrogą lub przyjazną człowiekowi, nawiązując do „Ziemi obiecanej” Reymonta. Do wyboru był również temat dotyczący wpływu ambicji, jaką dana osoba posiada (bądź nie) na to, czy uda się jej odnieść upragniony cel, osiągnąć sukces.

Czy ambicja ułatwia człowiekowi osiągnięcie zamierzonego celu? Piszemy maturę z języka polskiego

Maturzyści mieli w swoich pracach odwołać się przede wszystkim do „Lalki” Prusa, my stworzyliśmy alternatywną wersję takiego maturalnego wypracowania. Dlaczego alternatywną? Nie znajdziecie w nim „Lalki” ani żadnych innych lektur, za to powieści pełne mniej i bardziej ambitnych bohaterów. Czy taka cecha jak ambicja okazała się w ich przypadku pożądana? I tak, i nie.

„Żeby zrealizować swoje zamiary, potrzebna jest przede wszystkim ambicja” (Carlos Ruiz Zafón, „Gra anioła”)

Zacznijmy od postaci, które obrały sobie w życiu konkretny cel i zdecydowanie, czasem uparcie do niego dążyły. Jedną z nich jest na pewno autorka słynnego powiedzenia: „Pomyślę o tym jutro”, Scarlett O’Hara, bohaterka „Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell. Choć charakterna, silna piękność z Południa miała w zwyczaju odkładać rozważanie o problemach na później, jeśli chodzi o pracowitość nie miała sobie równych. Można się na nią denerwować o to, jak traktowała Butlera czy że nie rozpaczała szczególnie po śmierci Charlesa, jednak ambicji odmówić jej nie wypada. W świecie zdominowanym przez mężczyzn, w południowych stanach USA w XIX wieku, Scarlett pełniła rolę głowy rodziny, wykonywała obowiązki przypisywane zazwyczaj mężczyznom, współprowadziła tartak, nie bała się sięgać w życiu po to, czego (i kogo) pragnęła najbardziej. Do samego końca powieści (spokojnie, to nie spoiler!) Scarlett, po jej wielu trudnych doświadczeniach, przedstawiana jest jako dumna, pełna nadziei, nie załamana.

Kolejną bardzo ambitną bohaterką jest Enola Holmes, stworzona przez Nancy Springer. Wiele osób, czytając książki poświęcone perypetiom tej młodej dziewczyny, może stracić sympatię do Sherlocka, a już na pewno do Mycrofta, starszych braci Enoli, za to zyskać podziw dla jej poczynań. Akcja pierwszego tomu książek: „Enola Holmes. Sprawa zaginionego markiza” rozgrywa się w 1884 roku. To czasy, gdy każda z panien mogła podążać wyłącznie jedynie słuszną drogą życiową: najpierw miała wyjść za mąż, potem urodzić dzieci, odmawiano jej (także prawnie) wszelkiej decyzyjności, jej możliwości podjęcia pracy były bardzo ograniczone. Enola z tej wybranej dla niej przez szanowne starsze rodzeństwo ścieżki zbacza, ponieważ inaczej wyobraża sobie swoje przyszłe losy i ambitnie realizuje plan zostania detektywką. Działa co prawda pod męskim pseudonimem, ale wieści o jej (czy też jego) umiejętnościach szybko się po Londynie roznoszą.

Przenieśmy się teraz do współczesnej Ameryki. Choć wspomniane wcześniej „Przeminęło z wiatrem” to powieść ukazująca niezależną, decyzyjną, aktywną bohaterkę, co nie zdarzało się wtedy znów tak często, jej autorce zarzuca się obecnie, że fabuła słynnego dzieła stanowi odbicie bardzo rasistowskich czasów (z czym trudno się nie zgodzić). Temat (między innymi) rasizmu podjął w swojej książce „Wspaniali jesteśmy tylko przez chwilę” Ocean Vuong, amerykańsko-wietnamski pisarz i poeta. Urodzony w Ho Chi Minh, jako młody chłopiec wyemigrował z matką i babcią do USA. Znalazł się tam ponad 100 lat po wydarzeniach opisanych w „Przeminęło z wiatrem” i choć wiele się zmieniło, Piesek – również pochodzący z Wietnamu bohater jego książki – m.in. właśnie z powodu swojego pochodzenia miał utrudnioną drogę do literackiego sukcesu. Jego niepiśmienna matka nie znała języka swojej nowej ojczyzny, więc młody twórca przyjął sobie za punkt honoru, by nauczyć się go jak najlepiej, niejako „za siebie i za nią”. Choć był wychowywany przez dwie samotne kobiety w domu, w którym zawsze brakowało pieniędzy (matka Pieska harowała przez wiele godzin, wykonując pedicure w salonie piękności), dzięki swojej edukacji, nauce języka, osiągnął sukces i trafił do zupełnie innego świata ludzi uprzywilejowanych.

Reklama

Wszystkie wymienione wyżej utwory przedstawiają dzieje fikcyjnych bohaterów, w przypadku „My, superimigranci” Emilii Smechowski jest inaczej. Książkę reklamowano jako reportaż, jednak bliżej jest jej do (auto)biografii. Jak zaznacza Smiechowski, ambicją jej rodziców, którzy jeszcze w czasach komunistycznych wyemigrowali za zachodnią granicę, było niemal stać się Niemcami, osobami nieodróżniającymi się od rodowitych mieszkańców tego państwa. W przeciwieństwie np. do emigrantów pochodzących z Turcji, ci z Polski nie chcieli kultywować w Niemczech żadnych tradycji, pochodzących z kraju, w którym przyszli na świat. Może nie dotyczyło to wszystkich, ale jak zaznacza Smechowski (której rodzice zmienili nazwisko ze Śmiechowska), na pewno tych wykształconych (mama i tata autorki są lekarzami), chcących osiągnąć sukces na Zachodzie. W „My, superimigranci” autorka zauważa, że choć dzięki ambicji jej rodzinie udało się świetnie odnaleźć w Niemczech, także na tamtejszym rynku pracy, z tego samego powodu zdecydowanie trudniej było jej powrócić do swoich polskich korzeni.

Ambicje są zawsze wrogiem spokoju (Stefan Pacek)

Bycie ambitnym, walka o ważną dla siebie sprawę niestety nie zawsze spotyka się ze zrozumieniem otoczenia. Przekonał się o tym bohater powieści „Doczesne szczątki” Donny Leon, Davide Casati. Mężczyzna był zaniepokojony nagłą śmiercią hodowanych przez siebie pszczół, a także – jak podejrzewał – zatruciem wód wokół znajdującej się w pobliżu Wenecji wyspy Sant Erasmo, na której mieszkał. Davide postanowił więc zrobić wszystko, co mógł, by rozwiązać tę przyrodniczą zagadkę, jego ambicją było bowiem uratowanie umierającego przez działalność człowieka środowiska. Jak to wszystko się skończyło? Sprawdźcie w książce, możemy jednak zdradzić tylko, że Davide pozostał w swych dążeniach zupełnie niezrozumiany.

O tym, że zbyt ambitne plany mogą się zakończyć fiaskiem napisał również, ale z humorem, Evžen Boček w swojej serii książek o arystokratce. Ich główną bohaterką jest Maria Kostka, Amerykanka czeskiego pochodzenia, której rodzina pewnego dnia dowiaduje się, że należy do szlachetnego rodu Kostków, a w Czechach odziedziczyła zamek. Państwo Kostka wywracają więc swoje życie do góry nogami, wyruszają na drugi koniec świata, by osiąść w swojej posiadłości, z której mają zamiar uczynić również źródło swojego utrzymania. Zamek można bowiem zwiedzać, a oni mają wiele ambitnych pomysłów, by uczynić z niego wielką atrakcję. Czy przekonają do tego wielu turystów? No cóż, na pewno nie tylu, ilu chciałby tam widzieć ojciec Marii.

Można by powiedzieć, że z kolei zupełnie pozbawiona ambicji jest bohaterka „Mojego roku relaksu i odpoczynku” Otessy Moshfegh. Kobieta, zdawałoby się, ma wszystko: odziedziczone po rodzicach pieniądze, pozwalające jej na wygodne życie w Nowym Jorku, świetne mieszkanie, dobrą pracę, a jednak decyduje się z tego zrezygnować na rzecz roku spędzonego niemal wyłącznie w swoim mieszkaniu. W czasie tych 12 miesięcy zamierza przede wszystkim spać, w czym mają jej pomóc przepisywane przez psychiatrę leki. Narratorka pozornie postanawia wyzbyć się wszelkich ambicji, zostawiając w tyle pędzący świat. Może jednak czasem tak trzeba postąpić? Zmierzyć się ze swoją samotnością, z poczuciem, że zdecydowanie nie wszystko jest w porządku? Czy najlepszym sposobem, by to zrobić nie jest właśnie „odpuszczanie sobie” i zrezygnowanie z „ambicji”? Nie zawsze naszych, a czasem narzucanych przez społeczeństwo?

Reklama

Na koniec powieść Camilli Grebe, „Łowca cieni”, której akcja rozgrywa się na przestrzeni kilku dziesięcioleci. Książka przedstawia losy kobiet, zdecydowanie ambitnych, bo przecierających szlaki dla innych przedstawicielek swojej płci, chcących zostać policjantkami. Najpierw poznajemy więc Elsie Svenns, siostrę policyjną, która do swojej pracy przystępuje w 1944 roku. Jak można się domyślać, nie jest do końca mile widziana w tym zawodzie przez większość (choć nie wszystkich) kolegów. Britt-Marie wcale nie ma o wiele łatwiej, będąc szwedzką policjantką w latach 70., Hanna, profilerka, działa z kolei w latach 80. i dysponuje już większym polem do popisu, a zdecydowanie najłatwiej (choć nie do końca tak różowo) ma Malin, która pracuje w policji w czasach współczesnych. Wszystkie kobiety polują na tajemniczego Zabójcę z Bagien, jednak Grebe skupia się w swojej powieści nie tylko na wątku kryminalnym, ale również na tym społecznym. Pokazuje, że choć ambicja kobiet, które zdecydowały się wstępować do policji w czasach, gdy oznaczało to, że w pracy będzie im trudniej niż mężczyznom, czasem sprowadzała na nie kłopoty, to w dłuższej perspektywie ich aktywność otworzyła tę drogę kariery dla przyszłych pokoleń kobiet.

Ambicja może więc przybierać różne formy: aktywnego działania ku rozwiązaniu danej sprawy, polepszenia warunków swojego życia, ale czasem zdaje się też zbyt wygórowana i niekiedy ma negatywne konsekwencje. Czy znacie innych ambitnych – lub wręcz przeciwnie – książkowych bohaterów? Kogo dodalibyście do tej listy? Zapraszamy do dyskusji!

Reklama

komentarze [4]

Sortuj:
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Airain 10.05.2021 12:54
Czytelnik

"Harry Potter", z którego młodzież dowiaduje się, że ambicja to ZUO (naczelna cecha Slytherinu).

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
JustynaZaczytana 09.05.2021 11:50
Czytelnik

Ambicja pomaga, chociaż czasem zwodzi na manowce :)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
czytamcałyczas 08.05.2021 18:03
Czytelnik

Ponieważ ,to miejsce o książkach.Napisze,że mało jestem ambitny jeżeli idzie o książki.Choć czytam też książki ambitne.To znaczy,nie wiem.Że są ambitne.Dopiero się po czasie dowiaduję.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Reklama
Anna Sierant 06.05.2021 12:24
Czytelnik

Zapraszam do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
zgłoś błąd