Najnowsze artykuły
ArtykułyWielkanocna chwila odpoczynku z literaturą – okazje na ebooki do -95% i ranking top tytułów
LubimyCzytać1
ArtykułyNie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać43
ArtykułyZaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać2
ArtykułyCzytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać444
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Rosario Castellanos

Pisze książki: literatura piękna, czasopisma
Urodzona: 25.05.1925Zmarła: 07.08.1974
Meksykańska pisarka i poetka. Dzieciństwo i młodość spędziła w południowym regionie Meksyku, Chiapas, którego klimat znacznie wpłynął na jej twórczość. Jako kreolka była córką dużych posiadaczy ziemskich, szybko zdała sobie sprawę z niesprawiedliwego, okrutnego traktowania Indian. W swoich książkach opowiada się za prawami Indian. Opisuje również sytuację kobiet w społeczeństwie meksykańskim i walczy o ich prawa, co uczyniło z niej jedną z ikon latynoamerykańskiego feminizmu.
7,3/10średnia ocena książek autora
49 przeczytało książki autora
84 chce przeczytać książki autora
1fan autora
Zostań fanem autoraSprawdź, czy Twoi znajomi też czytają książki autora - dołącz do nas
Książki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Najnowsze opinie o książkach autora
Balún-Canán Rosario Castellanos 
7,2

Piękna, baśniowa, momentami magiczna, ale smutna i też przygnębiająca opowieść o zetknięciu się dwóch kultur kreolskiej i indiańskiej.
Autorka w bardzo barwny i plastyczny sposób opisuje historię pewnej białej rodziny, która zagarniając tereny należące do Indian, rości sobie prawa do niej i do ludzi tam mieszkających.
Przerażający jest lekceważący stosunek do tubylców, traktowanie ich jak kategorię podludzi, a jednocześnie przekonanie niektórych Indian, że tak ma być.
"Indianin zawsze uznawał to za zaletę kobiety, jeśli spodobała się panu. A dzieci przywiązywały się zwykle do domu i wiernie służyły."
"Panowie mieli prawo zaszczepiać swoją rasę, gdzie chcą".
Historia jest częściowo opowiadana z perspektywy dziecka, które patrzy, obserwuje i wyciąga bardzo dorosłe i dojrzałe wnioski. Samo też nie unika narzuconego schematu niewłaściwego zachowania wobec indiańskich służących. Zadaje jednak pytania, bo nie wszystko jest dla niej takie poste:
"-Co to jest baldillito, wujku Davidzie?
- To takie małe słóweczko, zamiast powiedzieć baldo. To praca, którą Indianie mają obowiązek wykonać, a za którą panowie nie mają obowiązku im płacić".
Kiedy pojawiają się osoby, które jednak chcą uszanować pana słyszymy z ust ich pobratymców:
"Nie wolno kochać tych, co rozkazują i posiadają, tak mówi prawo".
Nikt nie chce się asymilować z drugą stroną barykady, co świadczy o dużej niechęci, braku zrozumienia bliźniego i uprzedzeniach głęboko tkwiących w świadomości obu kultur.
Dużą uwagę skupiamy tutaj też na religijności, obrzędowości, czarach i magii, które wykluczają biały klerykalizm:
"Bo bóg białych jest właśnie taki: Ma przybite ręce i nogi, ażeby jego gniew nie zdołał się rozpętać. Ale Indianie ujrzeli, jak to udręczone ciało, które pragnęli wznieść na wyżyny i przeciwstawić nieszczęściu, gnije. Wtedy ucieszyli się, a co więcej- zaniemówili".
Problemy rodzinne nie omijają żadnej ze stron konfliktu, mamy brak szacunku dla kobiety, zdrady, małżeństwo bez miłości, nieuznanie dziecka. Czyli pochodzenie albo kolor skóry nie decyduje o szczęściu.
Dziecko będące pewnego rodzaju ogniwem łączącym oba światy staje się mimowolną ofiarą całego tego zamieszania. Traci ukochaną indiańską nianię na rzecz niechętnej mu matki.
Książka zawiera pewne pozytywne elementy dotyczące polityki proindiańskiej związane z chęcią wprowadzenia reformy rolnej, rozwoju szkolnictwa wśród ludności tubylczej, ale realizacja tych pomysłów przynajmniej w powieści Balun-Canan pozostawia wiele do życzenia.
Czy znajdziemy tutaj jakąś pociechę? Czy te obie rzeczywistości są w stanie się ze sobą zgodzić i jakoś wspólnie koegzystować? Czy to małe dziecko coś zdziała w tej szarej nieprzychylnej mu rzeczywistości?
Pani Castellanos, podjęła się trudnego zadania mającego na celu zasygnalizowanie ważnego tematu bardzo bliskiemu jej sercu. To ważny i odważny głos w kwestii współistnienia całkiem odmiennych kulturowo i historycznie społeczności.
Polecam. Książeczka wypatrzona w biblioteczce mojego mocno mnie inspirującego znajomego:)
Balún-Canán Rosario Castellanos 
7,2

Karmiona strachem opowieść Rosario Castellanos wcale nie musi być prawdziwsza od jakiejkolwiek innej przyniesionej przez wiatr baśni. Nawet nie powinna pozostawać w magicznym kręgu na wpół ludzkich i boskich wydarzeń, abym ocenił ją jako historię pogranicza. Ponieważ w definicji tej krańcowości mieści się zło, którego końca nigdy nie będzie. Sprawiedliwości nie stanie się zadość a nienawiść jedynie pogłębi nierówności. W "Balún-Canán" należy dobrze ważyć swoje słowa, żeby nie zostały nam ode odebrane w imię przepowiadanych nieszczęść. Złamanie panującego od wieków porozumienia grozi utratą rodzinnego honoru a nawet bardzo wtedy ważnej pozycji społecznej. Może być jeszcze gorzej, bo sprowadzenie na ziemię bóstwa Catashana oznacza powrót do sennych koszmarów z dzieciństwa. Zapewne dlatego powieść Castellanos została opowiedziana z perspektywy dziecka.
Poruszyła mnie umiejętność przekazywania przez meksykańską pisarkę tajemnic, których naruszenie przypomina otwarcie magicznej szkatułki. Nigdy wtedy nie jest się pewnym do końca, jakich konsekwencji należy spodziewać się po tym zuchwałym czynie. Jednak w tym wypadku niedyskrecja autorki oznacza otwarcie na świat dwóch kultur, grozi zderzeniem światów stojących do siebie w opozycji na przestrzeni kilku wieków a nawet podważa filary władzy. Tymczasem można tutaj mówić do wiatru a jeśli go zabraknie, to wsłuchiwanie się w ciszę rozległych pastwisk będzie wystarczająco dobrym sposobem na oczyszczenie swojej pamięci. Mnie również udzieliła się atmosfera wyczekiwania czegoś potężnego, stojącego na straży wszystkiego, co niewytłumaczalne. Dlatego "lekcja o rzeczach" Rosario Castellanos dobrze wpisuje się w klimat tej owianej tajemnicą historii.
Występujące w tej książce naprzemiennie atak i obrona sprzyjają wartkiej akcji, której dodatkowym atutem jest skarbnica obyczajów tak mało mi znanych społeczności. I chociaż determinujące świat "Balún-Canán" konwenanse zagłuszają wiele wspaniałych przejawów buntu, to hieratyczność ukazanych struktur w żadnym wypadku nie umniejsza zalet powieści. Liczy się zderzenie i następujący po nim efekt, szacunek do tajemniczej potęgi i zaczarowanie tęsknotą za śmiercią. W cieniu wspomnianej w książce reformy rolnej Meksyku z lat 30-tych XX wieku i towarzyszącemu tym wydarzeniom upokorzeniu, nietrudno dostrzec oskarżenie o czary i odczynianie uroków. Walczyć o swoją ziemię można na różne sposoby a okazywany przy tym gniew tak samo będzie wtedy odmienny. Emancypacja rdzennych mieszkańców Meksyku pozostaje przy tym oczywiście wiodącym tematem powieści Castellanos.
Tak mówi prawo. W "Balún-Canán" wiele od tego stwierdzenia zależy i ktokolwiek sprzeciwi się wyrytym w historii przez czas znakom, ten dość szybko znajdzie się w kręgu odrzuconych. Na widok poddańczych gestów momentami można czuć oburzenie ale stan umysłu tej powieści stanowi właśnie jej bogactwo. To specyficzne odurzenie i towarzyszący temu niepokój jest czymś wyjątkowym, oczekiwanie na wypełnienie prawa zawisa niczym wyjątkowa groźba. Jednak strach może dotyczyć tylko niesprawiedliwych. Bo pewne emocje w książce Castellanos są dostępne jedynie dla tych, którzy złamali odwieczne prawidła. Ta powieść mnie niejako zaczarowała a już sam jej motyw złożenia w ofierze wystarczająco mocno wpłynął na moją ocenę końcową. Tego typu historie należy opowiadać nie tylko ze względu na skomplikowany układ panujących stosunków społecznych ale też po to, żeby poczuć specyficzny posmak obawy i towarzyszących jej pozostałych emocji.
































