Urodził się w 1955 roku w mieście Beira w Mozambiku. Z wykształcenia biolog, pracuje jako wykładowca uniwersytecki, pisarz i dziennikarz. Był dyrektorem Agencji Informacyjnej Mozambiku, redaktorem naczelnym pisma “Tempo” i dziennika “Notícias de Maputo”. Opublikował, między innymi, tomy opowiadań Vozes Anoitecidas (1987) i Estórias Abensonhadas (1994). Tłumaczony na wiele języków. Został uhonorowany, między innymi, Nagrodą Vergília Ferreiry za całość twórczości w roku 1999. Po polsku, oprócz Ostatniego lotu flaminga, ukazał się też zbiór Naszyjnik z opowiadań, Taras z uroczynem oraz Kobiety z popiołu.
7,0/10średnia ocena książek autora
416 przeczytało książki autora
752 chce przeczytać książki autora
10fanów autora
Zostań fanem autora
Sprawdź, czy Twoi znajomi też czytają książki autora - dołącz do nas
,,Problem będzie wtedy, gdy pozwolimy, aby te ciemności dostały się do naszych głów. Nie możemy tańczyć ani się śmiać. I dlatego zanurzymy się w tych zeszytach. W nich będziemy śpiewać. W nich będziemy się bawić".
,,Lunatyczna kraina" to lektura poetycka, symboliczna i głęboko zakorzeniona w bolesnej historii Mozambiku. Przesiąknięta realizmem magicznym, a zarazem eksplorująca tematykę wojny, niesprawiedliwości oraz ludowego folkloru. Jest to nietypowa powieść drogi, w której bohaterowie próbują uciec od rzeczywistości przesiąkniętej śmiercią, przemocą i głodem, a jednocześnie tkwią w stanie zawieszenia - pomiędzy życiem a śmiercią, w niemocy, w transie, w tytułowej "lunatycznej krainie".
Dzięki przeplatającej się narracji poznajemy dwie odrębne historie, w których losy postaci powoli zaczynają się przenikać. Zabieg ten sprawnie buduje aurę tajemnicy i jeszcze mocniej wciąga w opowieść. Warto jednak zaznaczyć, że nie jest to lektura łatwa w odbiorze. Trzeba się przy niej maksymalnie skoncentrować, by nie wypaść z rytmu i nie zgubić w pokręconej fabule. Mia Couto nie tylko zanurza nas w sennej plątaninie dziwności i absurdu, lecz także dostarcza całą masę neologizmów oraz słów raczej nieznanych polskiemu czytelnikowi (objaśnionych w słowniczku). Nadają one autentyczności i tworzą hipnotyzujący klimat obcości, ale jednak nie ułatwiają czytania.
Jestem zachwycona pięknym językiem powieści (znalazłam w niej wiele wspaniałych cytatów) i doceniam jej ważny przekaz. Muszę niestety przyznać, że pod koniec odczułam pewną ulgę, że książka jest tak krótka - co nie zmienia jednak faktu, że poruszające zakończenie w pełni potwierdziło, że warto było po nią sięgnąć.
"Lunatyczna kraina" jest niczym wspomnienie snu, z jednej strony orzeźwiającego, z drugiej - oblepiającego i omotującego świadomość. Pozostawia w świadomości cierpki posmak i pewną lepkość, która przyczepia się i nie ustępuje. Lektura powieści Mia Couto to doświadczenie dobre. W tym sensie dobre, że warte powtarzania, mimo iż nie zawsze proste, rabujące czytelnika ze spokoju ducha.
Otrzymujemy tu dwie opowieści, zamknięte jedna w drugiej niczym w pudełku. Młodszy i starszy wędrowiec przemierzają spustoszoną przez wojnę krainę. Mimowolnie na myśl przyszło mi wspomnienie "Drogi" Cormacka McCarthy, chociaż w tej przesyconej majakami podróży skojarzenia przesypywały się w moim umyśle niczym lawina i były niekiedy bardzo odległe i niesprecyzowane.
Nasi podróżnicy odnajdują porzucone zeszyty i tu rozpoczyna się następna opowieść, w której zatracają się bez reszty. Są to dzieje młodego Kindzu, a jego historię wypełnia magia, brutalność i miłość. Opowieść o chłopcu otwiera się niczym szkatułka, z której wychodzą kolejne historie, układając się w dzieje krainy okaleczonej i zeszpeconej przez chaos wojny.
Mia Couto ma duże szanse, żeby dołączyć do grona moich ulubionych pisarzy. Podobne emocje, które przeżywałam w trakcie lektury, towarzyszyły mi bodajże wtedy, kiedy pochłaniałam powieści Eko Kurniwana. "Kobiety z popiołu" okazały się moją książką 2025 roku i mam nadzieję, że wydawnictwo Art Rage wkrótce dostarczy mi kolejnych powodów do radości.