Przychodzi Opiat-Bojarska do specjalisty od związków toksycznych…

Joanna Opiat-Bojarska
17.04.2016

W literaturze ceni sobie realizm. Nie chodzi tu o przytaczanie nazw polskich miast czy ulic, ale przede wszystkim o zachowanie zgodności z rzeczywistością. Od lat współpracuje ze specjalistami z różnych dziedzin. Dużą część tego, czego się od nich dowiaduje zostawia jednak dla siebie. Dlaczego? Tłumaczy, że nie tworzy podręczników dla policjantów, ani dla przyszłych kryminalistów, lecz opisuje historie kryminalne, które mogłyby wydarzyć się naprawdę. Specjalnie dla czytelników LC Joanna Opiat-Bojarska uchyla rąbka tajemnicy…

Mój konsultant zajmujący się analizą chemiczną związków toksycznych i dopingowych pracuje, przynajmniej w moim subiektywnym odczuciu, w bardzo szkodliwych warunkach. Otaczają go maszyny. Każda wydaje z siebie szum, który kumuluje się z innymi szumami i sprawia, że bazgrzę w notesie: HAŁAS!!! Po kilku minutach dopisuję jeszcze: MRÓZ!

Klimatyzacja mająca zapobiegać przegrzewaniu się maszyn sprawia, że zamarzam. Jest środek upalnego lata, a ja mam skostniałe ręce i stopy (gdybym w torebce nosiła zapasową parę skarpetek – użyłabym ich bez wahania).

Mefedron. 4-metylometkatynon. Organiczny związek chemiczny, pochodna katynonu, stymulant i empatogen.

Pochodna katynonu – dopytuję?

Katynon to alkaloid, wykazujący podobieństwo strukturalne do efedryny.

Alkaloid? Podobieństwo strukturalne? Im dalej w las, tym więcej drzew, to znaczy więcej pojęć, których nie rozumiem. Zapisuję nazwy, doczytam o nich potem. Efedryna, substancja psychoaktywna działająca pobudzająco zwiastuje jednak, że idziemy w dobrym kierunku. Umówiliśmy się na rozmowę o dopalaczach.

Moje ofiary będą umierały w skutek zażycia substancji psychoaktywnej. Jest szansa żebyście ustalili, jaki dopalacz został użyty? – pytam, bo ma to ogromne znaczenie dla rozwoju intrygi w książce Zaufaj mi, Anno.

Jeśli nie wiemy, czego szukać, czyli np. nie znaleźliśmy resztek specyfiku w kurtce denata… niewielka. Na rynku funkcjonują setki nowy związków. Jeden dopalacz trafia na listę substancji zakazanych, stanowiącą załącznik do ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, a na jego miejsce pojawia się kilka następnych, stanowiących pochodną danego związku chemicznego.

A dopalacze zielone? To specjalne liście, taka lajtowa i ekologiczna wersja. Też mogą zaszkodzić?

Mój konsultant wychodzi bez słowa, a po chwili wraca z reklamówką. Na stole pojawia się woreczek suszu, garnek, kilka szklanych buteleczek i mnóstwo małych torebeczek…

Jeśli ktoś myśli, że za kilka złotych kupi liście roślin tropikalnych… to można mu tylko współczuć. To wyposażenie domowej wytwórni dopalaczy, zarekwirowane podczas ostatniej interwencji policji. Faceci kupują w aptece suszone liście, np. prawoślazu lekarskiego, a później nasączają je chemikaliami, czyli syntetycznymi kannabinoidami oraz substancjami ułatwiającymi ich wiązanie z odpowiednimi receptorami w mózgu, po to, by wywołać silniejsze działanie od występującego w konopiach THC.

Zwykłe liście nasączone chemikaliami? Cholera jasna! Niby wiem, że konsument kupi nawet największe gówno, które odpowiednio się nazwie, zapakuje i sprzeda, obiecując superdoznania. Takie prawa rynku. Ale w tym wypadku nie chodzi o sok owocowy z konserwantami czy parówki, w których jest 10% mięsa.

Dopalacze są produktami ubocznymi przemysłu farmaceutycznego, wyeliminowanymi z dalszych badań ze względu na występujące skutki uboczne. Trafiają one często do firm handlujących chemikaliami.

Słucham mojego konsultanta i włosy stają mi dęba. Podobnie reaguję, kiedy zaglądam na polecane przez niego forum „użytkowników dopalaczy”. Kiedyś ludzie szukali wyjątkowych doznań w książkach… dziś łykają leki niewiadomego pochodzenia, popijają je alkoholem i palą skręty nasączone płynem do mycia toalet. Sorry, taki mamy klimat… 

Reklama

komentarze [3]

Sortuj:
677
622
17.04.2016 10:18

Z przykrością przyznaję, że to namolne, nachalne reklamiarstwo zaczyna mnie już nużyć.
Znam tylko jeden przypadek sensownej parafrazy starego kawału typu „przychodzi baba do lekarza…”, a zmajstrowała ją dziennikarka Radia Plus (a może Doxa), Danuta Starzec. Cykl audycji pod tytułem „Przychodzi Starzec do lekarza” był rewelacyjny.


25
2
12.04.2016 11:56

Zapraszam do dyskusji.


234
5
17.04.2016 17:19

Moja refleksja po przeczytaniu tej rozmowy, a w szczególności przemyśleń autorki jest taka, że nie powinna poruszać tego tematu, bo tak wysoki poziom ignorancji i łykania gazetowych sterotypów nie rokuje szans powodzenia.


zgłoś błąd